Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Rzadko kiedy opuszczał rodzinne tereny. Zdecydowanie dużo lepiej bawił się wśród swojego Klanu, nie potrzebował już tak wielu znajomych z każdego zakątku świata tak, jak było to jeszcze niedawno. Niemniej i on czasami potrzebował przerwy, a skoro teraz mógł zostawić lecznicę i wiedział, że nie była ona opustoszała, z czystym sumieniem wybrał się na spacer. Swój pomarańczowy wzrok wbijał w świeżorosnącą trawę, czy to pąki na krzewach. Lubił, gdy natura budziła się do życia, wtedy i on automatycznie humor miał lepszy, to zdecydowanie.
Zatrzymał się gwałtownie, kiedy wyczuł intensywny zapach Klanu Cienia... ale także ziół. Zmarszczył lekko brwi, rozglądając się dookoła. - CZUJĘ SIĘ OBSERRRWOWANY - krzyknął otwarcie, szukając winowajcy zamieszania.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Moim oczom szybko ukazała się liliowa postać. Ogromna, liliowa postać. Zmrużyłam dwukolorowe ślepia, gdy dotarł do mnie również intensywny zapach ziół. Nie miałam informacji o tym, aby w Klanie Rzeki pojawił się terminator medyka, więc sądziłam, iż był to nikt inny jak Cisowa Gałązka. Wyglądał trochę jak szczur z mordy i nietoperz z uszu. Cieszyłam się, że geny mojej rodziny nie pozwoliły na to, aby mój pysk zdeformował się w taki sposób. Podniosłam głowę do góry, przybierając zaciekawiony wyraz pyska. Nawet jeśli nie spodobało mi się to, jak wydarł się kocur. Na zewnątrz musiałam wyglądać na spokojną.
- Wybacz! Już nie patrzę - miauknęłam głośno, aż zakrywając łapą pysk. Robienie z siebie idiotki było niezwykle trudnym zadaniem, ale musiałam mu sprostać. Szybko odsłoniłam się i zaśmiałam radośnie. - Cisowa Gałązka, prawda? Ja jestem Rwąca Zawieja, medyczka Klanu Cienia - przedstawiłam się, nie spuszczając wzroku z kocura - Co cię tu sprowadza?
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Nie musiał czekać długo, nim winowajca się ujawnił. Jego wzrok powędrował w górę, gdzie dojrzał puchatą kotkę, która wylegiwała się na Pękniętej Skale. Uśmiechnął się do niej szeroko, na znak, że absolutnie się nie gniewał. Żeby się nie martwiła! - Ale trrrafiłem! Rrrwąca Zawieja, dzień dobrry - miauknął radośnie. Rozpędził się, a potem kilkoma susami znalazł się na szczycie skały, jednocześnie zachowując między nimi odstęp, tak, by kotka nie poczuła się atakowana. Absolutnie nie chciał w końcu zrobić jej krzywdy! - Co mnie sprrrowadza? Nie wiem, chyba nuda. Serrrio, nie wychodziłem z tego obozu od dobrrrych księżyców, mam wrrrażenie, że rrrzeki nie widziałem CAAAŁĄ wieczność. Musiałem nadrrrobić zaległości i tutaj, nigdy nie wiadomo, czy nagle Gwiezdni dla żarrrtu nie wyciągnęli jednego z dębów z korrrzeniami - zaśmiał się, wzruszając ramionami. - A ty? Prrzeszkodziłem w czymś?
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Powoli podniosłam się do siadu, gdy kocur w parę uderzeń serca znalazł się na Pękniętej Skale. Tyle dobrze, że potrafił uszanować granicę przestrzeni osobistej i nie przykleił się do mojego boku - a za takiego bym go uznała po pierwszym wrażeniu, jakie na mnie wywarł. Uśmiechałam się delikatnie do starszego kocura, chociaż wewnątrz nadal go oceniałam. Z bliska był jeszcze bardziej szpetny, niż z dala. W swoim klanie musiał uchodzić za ogromnego, z dala wydawał się nawet większy ode mnie, jednakże teraz myślałam, że jesteśmy podobnego wzrostu. Ja sama byłam jednym z największych kotów w klanie, a lwia kryza dodawała mi gabarytów.
- Wyjście z obozu, gdy jest się jedynym medykiem jest bardzo ryzykowne, to prawda. - miauknęłam ze zrozumieniem, aby po chwilę pozwolić sobie na cichy śmiech - Całe szczęście, chyba się o to jeszcze nie pokusili - skomentowałam, tak zabawną wzmiankę na temat Gwiezdnych i korzeni. Coraz bardziej docierał do mnie również rybi zapach, jednak pozostałam wytrwała i nie skrzywiłam się. - Nie, właściwie to przyda mi się towarzystwo. Możemy razem skorzystać z możliwości pozostania poza obozami - zaproponowałam wesoło. Przecież po to tu właśnie byłam. Aby poznać kogoś spoza własnego klanu - Nie miałam chyba okazji poznać kota z Klanu Rzeki. Krążą plotki, że pływacie nawet lepiej niż ryby! Naprawdę tak jest? - zagadnęłam przyjaźnie, przekrzywiając głowę w bok.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Zapewne Cis parę księżycy wcześniej wcale nie pomyślałby o jakiejś nudnej PRZESTRZENI OSOBISTEJ. On generalnie mało kiedy myślał i naiwnie wierzył, że wszystko i wszyscy byli do niego przyjaźnie nastawieni. Odkąd jednak przyznał się przed samym sobą, że tak, był STARY, nabrał nieco hamulców. Mało i zdecydowanie niewystarczająco, ale jednak. - Fakt, dlatego też nie wychodziłem. Ale id parru dni nie jestem sam w lecznicy, i chociaż mój terrrminatorr nie wyleczy jeszcze nawet kleszczy, to wierrze, że ma sprrawny nos i nogi, na tyle, że w rrrazie porrrrzeby szybko mnie znajdzie i ściągnie z powrrrrotem - pochwalił się, skoro nadarzyła się okazja. A no, już w lecznicy sam nie był! Co napawało go takim ciepłej i radością, że aż ciężko uwierzyć. Naprawdę brakowało mu medycznego towarzystwa w rzece. - Tak NIGDY NIGDY? No czuję się zaszczycony, że jestem pierrrwszym! Ano tak, pływamy. Szybciej od rrryb na pewno, one to generralnie są dosyć durrrne. Jadłaś kiedyś rrrybę? Niezła jaja z nimi są prrrzy łapaniu, ale serrio, nie wymieniłbym ich na żadnego grrrryzonia.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
- Masz terminatora? Gratulację! - miauknęłam wesoło. No proszę, jednak to spotkanie wyszło mi na dobre. Wiedziałam o nowym terminatorze medyka w Klanie Rzeki. Cisowa Gałązka od bardzo dawna pozostawał jedynym medykiem w klanach bez jakiegokolwiek wsparcia. Nawet kiedyś zastanawiałam się z czego może to wynikać, jednakże równie szybko przestałam. Mnie interesował Klan Cienia i moja reputacja, a nie, to co robią inne koty na podobnych stanowiskach. - Oh, moja terminatorka też jeszcze nie miała okazji nikogo wyleczyć, ale jest bardzo zdeterminowana. Teraz powinna być na treningu wojowniczym. - powiedziałam dumnie, uśmiechając się nadal.
- Nie miałam właściwie nigdy okazji - i nigdy nie zamierzałam próbować, skoro tak okropnie capiły. Tego jednak kocur nie musiał wiedzieć - Ale węże są dobre. Trzeba uważać, gdy się je łapie, ale ogólnie to naprawdę warto. Jak się sprawy mają w Klanie Rzeki? Wszyscy zdrowi?
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Dziękuję! Jeszcze leczy się do końca z popękanych opuszek i będziemy lecieć, nie chciałem męczyć go wcześniej. Ale trrrochę się strrresuje, nie powiem że nie! To zdopny chłopak, ale ja w życiu nie prrowadziłem medycznego trreningu. Dotąd, gdy mieliśmy jeszcze Miodową i Gwiezdną Łapę, rrobiła to moja kuzynka, Rrrrybołowi Lot - wzruszył ramionami. Faktycznie, wcześniejszych terminatorów szkoliła niebieska medyczka, nie on, po prostu ustalili, że tak będzie najlepiej. Cis doskonale wiedział, że z ich dwójki ona bardziej się do tego nadawała. Niemniej teraz nie miał wyboru, co nie zmieniało faktu, że cieszył się z swojego terminatora. Pewny był, że pójdzie im gładko, pomimo, że zapewne oboje stresują się jeden bardziej od drugiego. - Żaden wąż nie zrrówna się z smakiem choćby takiej płotki - zapewnił, wzruszając ramionami. Pewny był, że niczego lepszego na świecie nie było od tej ryby. - Ach, Rrzeka się trrrzyma! Porra Nagich Drrzew nawet nie dała nam tak barrrdzo w kość jak myślałem, że da, a to najważniejsze. Jakoś się sam wyrrobiłem - zaśmiał się. - A wy jak tam? Mam nadzieję, że podobnie do nas!
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
- Rozumiem, miałam to samo, gdy mianowałam Ciernistą Łapę. Ale zapewniam Cię, że z każdym kolejnym treningiem jest lepiej. Jeśli mogę Ci jakoś doradzić, to zacznij od czegoś w czym czujesz się najbardziej pewnie albo od tego, co aktualnie najbardziej się przyda - powiedziałam spokojnie, nawet nieco pokrzepiająco. - Same zaczęłyśmy od wydobywania mysiej żółci, ponieważ idzie Pora Nowych Liści, więc zapewne coraz więcej kotów będzie przychodziło z kleszczami - dodałam jeszcze, szybko przejeżdżając językiem po piersi. Nie była to informacja, która mogła mnie pogrążyć. Zwykła pomoc koleżeńska.
- To całe szczęście - powiedziałam spokojnie - U nas podobnie, jeden z terminatorów wylądował w lecznicy z powodu zielonego kaszlu, ale tak to wszyscy zdrowi. - dodałam z ulgą. - Przynajmniej odkąd wróciłam do klanu, bo nie jestem pewna co do początku Pory Nagich Drzew. Niestety zostałam porwana przez Dwunożnych i dopiero cztery księżyce temu wróciłam.
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Dzięki! Chociaż chyba zacznę tak, jak ze mną zaczynał Barrwna Woda. Pierrwsze co usłyszałem od niego, to o tym jak prrraca medyka jest trudna pod względem... życiowego wypalenia. Wiesz, opowiadał jak łatwo stracić życie prrywatne na cześć obowiązków. Tak miała jego mistrzyni, Księżycowy Pył. A potem i on sam, zapomniał dbać o siebie, kiedy dbał o innych. I pomimo, że przestrrrzegał mnie o tym całe swoje życie, ja zrrrobiłem to samo. Zapomniałem o sobie, prrrzez co kawał życia strrraciłem będąc jedynie medykiem Klanu Rrrzeki, a nie Cisową Gałązką. Czaisz? Zrrrobię wszystko, żeby Harrrmonijna Łapa w to nie wpadł - podzielił się swoją historią. Może właśnie teraz przyznał przed obcym Klanem o słabościach rzecznych medyków, ale Cis wcale się tego nie wstydził. To było normalne, to, że koty czasami gubiły się w życiu. Jeżeli Rwąca Zawieja miała choć trochę empatii w sobie, a powinna piastując taką rangę, to go zrozumie, nie wyśmieje. - Ach! Prrrzykrro mi, choć ja też zaliczyłem kiedyś siedlisko dwunogów, trrrochę na własne życzenie. Sam się wpakowałem pod potworra i bum, potem obudziłem się juz na miejscu pieszczocha. Zwiałem, gdy tylko wyzdrrrowiałem! W sensie nie, że chciałem się życia pozbyć, absolutnie! Mój durrny łeb po prrostu... nie wyłapał, że jestem nieco za blisko Grrrzmiącej Ścieżki.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Rzeczni medycy od pokoleń cierpieli na wypalenie medyczne? No proszę. Najwyraźniej byli jeszcze słabsi, niż myślałam. Nie byli gotowi do poświęceń, więc nie nadawali się do tak ważnej roli, jaką mieli w klanie. Dobrze jednak wiedzieć, jaki był słaby punkt Klanu Rzeki - ponieważ skoro miały go tak ważne koty, to wojownicy również mogli go posiadać. Mimo to starałam się wyglądać na wyrozumiałą, przyjmując z, niby to, zrozumieniem, co do problemów medycznej części sąsiadów. - Rozumiem, może to nawet dobry początek. Osobiście sama wyjaśniałam, na czym polega nasza praca w lecznicy, paru zainteresowanym kotom. Z nich została jedynie moja terminatorka. - lekkie nagięcie faktów, jednak czy to mi przeszkadzało? Nieszczególnie - Dobrze jest wyrzucić wszystkie zdobycze pod łapy, ponieważ koty zazwyczaj nie wiedzą, z czym naprawdę wiążę się ta ranga. Obydwoje wiemy przecież, że to nie tylko podawanie odpowiednich ziół - dodałam jeszcze, nie spuszczając wzroku ze starszego kocura.
- Oh, miałam podobnie. Ja Dwunożnych jednak zdenerwowałam, niszczyłam im legowisko dzień za dniem, nim sami mnie nie wyrzucili. I całe szczęście, nie mogłabym tam dłużej przebywać - westchnęłam ciężko, wzdrygając się aż na samą myśl o tym... Oczywiście na pokaz, jednakże starałam się to zrobić najbardziej naturalnie jak potrafiłam - Jak się czułeś po powrocie do klanu? Czy było... ciężko?
Właściwie, jego trasa skończyła się do patrolowania właśnie przy granicy z Czterema Drzewami. Niemniej coś go pokusiło, by jednak nie wracać do obozu, zamiast tego spędzić trochę czasu w miejscu, gdzie nie bywał za często. Bo jak myślał o powrocie do obozu, by znów męczyć się z Ropuszą Łapą, to automatycznie mu się odechciało. Zboczył więc z terenów Klanu Cienia i przystał na Pękniętej Skale. Stanął na samym szczycie, a jego serce zabiło nieco szybciej. Mógł się poczuć niemalże jak przywódca, który spogląda z góry na swój Klan w czasie ceremonii. To musiało być niesamowite uczucie. Niesamowite, mieć pod sobą tak wiele bliskich kotów, które uczą się by pracować na klan, któremu dowodzisz. Jego oczy zabłysnęły, ale potem pokręcił głową. Psia Gwiazda był przywódcą. I miał nadzieję, że będzie nim do końca dni Pająka. Nie mógł wyobrazić sobie nikogo lepszego na tym miejscu.
kałuża
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Mimo chodzenia na patrole już od całkiem długiego czasu, a w niektórych momentach i na inne spacery, nie miał zbyt wiele okazji na rozmawianie z kotami z innych klanów. Już nawet samotników znał więcej. Dlatego właśnie pewnego dnia postanowił wybrać się w okolice Czterech Dębów, z nadzieją, że tam właśnie będzie można natrafić na jakiegoś nowego znajomego.
Nie trzeba było długo szukać, bo od razu jej oczom okazał się kot stojący na szczycie skały, idealny kandydat, żeby się przywitać. Po zapachu można było stwierdzić, że prawdopodobnie pochodził z Cienia, a po ogólnym wyglądzie – że mogli być w dość podobnym wieku. - Cześć! Jestem Kałużowa Dolina. A ty? – spytał, uśmiechając się przyjaźnie i podchodząc przy tym trochę bliżej. Dość standardowy początek rozmowy, ale i chyba najlepszy w takiej sytuacji. Nie spodziewała się właściwie, że miałby to być ktoś, kto zupełnie nie będzie chciał rozmawiać, ale może warto było rozpocząć to spokojnie, by potem zorientować się, o czym rzeczywiście mogli pogadać.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
Już totalnie poczuł się jak przywódca, kiedy pod jego prywatną skałą ktoś się znalazł. Od razu poczuł jego rybi zapach, na co zainteresował się podwójnie, bo nikogo z Klanu Rzeki jeszcze nie poznał. Miał nadzieję, że będzie to lepszy kandydat do rozmowy niż ta głupia baba z gromu, oby kocur pokazał nieco większy poziom. W innym przypadku chyba naprawdę będzie musiał uznać, że Klan Cienia bije inne klany w lesie na głowę. - Siema! Ośmiooki. Cho tu na górę, bo ledwo cię słyszę - rzucił do niego. Nie będzie się przecież wydzierał na całe cztery dęby, jak mogliby po kociemu usiąść i porozmawiać bez zdzierania gardła.
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Księżyce: 76 Mistrz: Ostry Szpon Płeć: płeć w płynie [amab] Zaimki: on/jego, ona/jej Matka: Przepiórcza Pieśń Ojciec: Nocny Szkwał Trwałe urazy: blizna na szyi, asymetryczny chód (nierówne zrośnięcie prawej, przedniej łapy), bóle lewego oka i męty po lewej stronie pola widzenia
Od początku widać, że prawdopodobnie odziedziczył budowę ciała po rodzinie ze strony ojca, gdzie wiele było dużych, silnych kotów. I on ma zadatki na wyrośnięcie na takiego w przyszłości, chociaż na razie pozostaje jedynie dość okrągłą kluseczką, której objętości dodatkowo dodaje puchate, długie futro. Jeśli chodzi o jego kolor, po samych narodzinach można było je uznać za całkiem białe, jednak po kilku dniach zaczęło nabierać innych barw, biel pozostawiając jedynie na stopach wszystkich łap, szyi oraz pyszczku, gdzie tworzy jakby kształt trójkąta z czubkiem znajdującym się między oczami. W innych częściach zaczęło przyjmować przede wszystkim odcienie szarości, w różnym natężeniu, ciemniejsze przede wszystkim na głowie, nogach oraz ogonie, na których widoczne są również pręgi. Wchodząc w bardziej dokładne określenia, Kałużę można nazwać niebieskim srebrnym pointem. Całego obrazu kociaka dopełniają jeszcze okrągłe, niebieskie oczy, które pozostaną również w podobnym kolorze, gdy będzie już starszy.
Zapowiada się na urocze, miłe stworzenie, które nie powinno sprawiać swoim rodzicom większych problemów. Jest wesoły i bardzo optymistyczny, pozytywnie podchodzi do wszystkich napotkanych kotów. Mówi całkiem dużo, o wszystkim co akurat ją zainteresuje, a interesuje i ekscytuje ją właściwie większość rzeczy, chociaż zdarza się jej również zamyślić i przestać się odzywać całkowicie. Poza tym jest też dość niezdarny i zapominalski, wydaje się mieć trudności ze skupieniem się przez dłuższy czas na jednym zadaniu. Jak na razie jednak nie przejmuje się tym zbytnio, wierząc, że w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem. Kocha całą swoją rodzinę, w tym oczywiście również rodziców, których stara się słuchać najlepiej jak potrafi. Wolałaby przecież nie łamać żadnych zasad i nie powodować kłopotów. Chociaż czy zawsze wychodzi jej to idealnie, to już inna sprawa.
Ośmiooki było dość interesującym imieniem. Jak się miał nazywać wcześniej, jako kociak? Osiem? Oko? Jedno i drugie brzmiało dość specyficznie, ale może w klanie Cienia panowały takie właśnie tradycje nazywania, nie jego sprawa. Nie chciałby przecież zasugerować komuś, kogo właśnie poznał, że jego miano mogłoby mu się wydawać dziwne, to nie brzmiało jak dobry początek znajomości.
Wskoczyła na skałę według jego propozycji, lądując na niej nieco chwiejnie, ale nie tak, by się całkiem przewrócić, czy tym bardziej spaść. Po prostu nie należało to również do najbardziej zgrabnego znalezienia się na szczycie, jakie dało się sobie wyobrazić. Jednak liczyło się to, że teraz znalazł się już obok kocura i mógł usiąść w odległości, z której dobrze będzie go słychać. - Dobre miejsce. – Stwierdziła, taki wysoki kamień do obserwowania wszystkiego na pewno był jednym z lepszych punktów, jakie można było znaleźć w tej okolicy – Co tu robisz? – Kolejne normalne pytanie, dla kontynuowania równie normalnej rozmowy.
Love run,love run,love run,love run For all the things you wished you'd done
Run for all you know that’s coming
Run to show love's worth running to
Z trudem zdusił w sobie chęć parsknięcia, gdy zobaczył, jak ten niezgrabnie wskakuje na skałę. Najwyraźniej koty Klanu Rzeki nie były tak dobrymi skoczkami jak Cieniści, ale to Pająka wcale nie zdziwiło - w czym Cieniści NIE byli lepsi od innych? Gdyby miał wytypować choć jedną rzecz, pewnie siedziałby chicho. Niemniej życie jeszcze było mu miłe, nie planował otwarcie mówić o pogardzie do innych klanów, zwłaszcza, że miał dziś dobry humor choćby na jakieś pogaduszki, nawet z kimś, kogo w obozie nie widuje. - No jacha, że dobre. W końcu ja wybierałem - uśmiechnął się szeroko, dumny z siebie, a potem skupił się na pytaniu kocura, marszcząc brwi. Co tu robił? Generalnie, to nie wiedział. Ale musiał wykminić jakąś odpowiedź, żeby nie wyjść na lamusa. - Noooo, w sumie to se patroluję. Znaczy już nie, ale uznałem, że się tu przejdę tak o, może na kogoś natrafię i w ogóle! Zawsze fajnie poznać kumpli zza granicy -za granicą nie było żadnych kumpli. żadnych przyjaciół dudniły mu słowa Psiej Gwiazdy w głowie, jednak skutecznie je ignorował. Wierzył w wszystko swojemu przywódcy, ale to stwierdzenie było... trochę absurdalne. Nie chciał, by była to prawda i czasami chodził na Cztery Dęby by udowodnić samemu sobie, że Pies się mylił. Jak na razie jednak żadnego potwierdzenia nie odnalazł, może Kałuża był jego nadzieją? - A ty? Jesteś z Rzeki, nie? Byłem pewny, że wy chodzicie wiecznie mokrzy. No bo wiesz. Pływanie i w ogóle.
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!