- Czemu Łapa? Co ma bycie kłopotliwym do łapy? Chociaż w sumie...W sumie to da się pogodzić. Ale każdy jest Łapą? To głupie - sapnął głośno, nie wiedząc, czemu ten temat aż tak go frustruje. To wcale nie tak, że on będzie teraz uważać się za terminatora, skoro nie jest w Klanie. Jednak jakaś dziwna niesprawiedliwość go denerwowała. Takie samo imię odbierało indywidualizm jednostki i każdego wrzucało się do wora terminatorów. A terminator taki jakich wiele. Czy jakąkolwiek tożsamość Klanowe koty zyskiwały dopiero z wyuczeniem się każdej jednej rzeczy by potem zostać wojownikiem z własnym imieniem? Kocham cię działało na zamyśloną głowę jak spotkanie dzika przy brzegu. Całe szczęście, że Korek nie miał łysych miejsc na pyszczku, bo Kłopot od razu mógłby dostrzec oblaną rumieńcem skórę. Kocurek podniósł się do nerwowej pozycji, kładąc uszy po sobie. - Ja cię nie znam! I ja ciebie nie kocham! - zarzekł się, załamany, że może Kłopot jednak coś źle zrozumiał a nie on. Dał mu jakieś sygnały. Oh, to wszystko przez to głaskanie!
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- Eee... no... nic? - Pytania Korka były ciężkie i zmuszały główkę rudzielca do pracy na najwyższych obrotach. Tym bardziej, że nigdy nie zastanawiał się tak dogłębnie nad sensem istnienia pewnych zasad i zwyczajów. Dla Kłopot po prostu tak było i już. - Chyba nic nie musi mieć do siebie. Ty byłbyś Topiącą Łapą... Albo Utopioną Łapą... Albo Tonącą Łapą - wyliczył możliwości, z ulgą jednak przyjmując możliwość powrotu do bardziej interesującego go tematu, jakim była jego dozgonna miłości do Korka.
Widząc reakcje podlotka i słysząc jego słowa poderwał się do siadu i położył łapkę na sercu... znaczy położyłby, gdyby mu się strony nie pomyliły. Do tego jeszcze teatralne zaczerpnięcie powietrza, bo uczył się w końcu sztuki dramatyzmu od samego mistrza - Psota. - Ale przecież już się poznaliśmy! - Zawołał starając się brzmieć na zszokowanego, nie mogąc jednak przy tym ukryć uśmieszku. Cóż, bawił się przednio. - I mówiłeś, że nikt cię nie kocha. Nie myślisz, że to przyjemnie, że jednak ktoś to robi? Mógłbyś chociaż spróbować też mnie kochać, co nie? Kto wie, może do puki zostaniesz wojownikiem, to ci się akurat uda!
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Zaczynała boleć go głowa od nadmiaru informacji. Wszystko to było tak abstrakcyjne. Nie wyobrażał sobie, jak bardzo inne życia prowadziły koty w takich społecznościach i jak bardzo dziwnie musi być siedzieć ciągle w jednym miejscu. Nie czułby się komfortowo, gdyby co noc spał w tym samym miejscu. Musiał jednak przyznać, że brzmiało to jak bardzo wygodna alternatywa, bez potrzeby grzebania sobie dołków albo sprawdzania sześć razy czy aby na pewno nora jest bezpieczna. - Tonąca Łapa brzmi spoko - wzruszył barkami. Jakoś to brzmiało z tym członem, ale wciąż jakoś nie widział tego, żeby część kotów nazywała się prawie tak samo. A co jeśli akurat jest dwóch terminatorów z tym samym imieniem?
- Ale!! - zaskomlał, cofając się kolejny krok. - Ale ja nie chcę!! Jestem dla ciebie za młody poza tym!! Albo ty dla mnie za stary...I ja nie chcę być żadnym wojownikiem!!!
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Korek był przezabawny. A właściwie przezabawne było znęcanie się nad nim i przez główkę Kłopota przeszła nawet myśl, że chętnie zabrałby go ze sobą. To byłoby w końcu prawie jak posiadanie młodszego, naiwnego rodzeństwa. Mógłby dokuczać mu na każdym kroku i wymuszać głaskanie, bo to akurat było bardzo przyjemne. No i odpowiednie imię też już miał! - Wcale nie jestem stary! - Zawołał, lekko oburzony, kiedy słowa kocurka oderwały go od planowania porwania. - Korzeń jest stary, ja jestem tylko dziesięć księżyców starszy od ciebie! I wiesz... teraz to może ci się to wydawać dużo, ale kiedy podrośniesz, to zobaczysz, że wcale nie tak wiele - wrócił do ciągnięcia tego bardziej zabawnego i nie związanego z jego wiekiem tematu. - Więc chcesz być terminatorem całe życie Tonąca Łapo? - Kłopot nie miał zamiaru przyznawać się do tego, że on sam nie miałby nic przeciwko, gdyby to jego czekał taki los. - Inni klanowicze będą plotkować, że mój ukochany jest głupi. Będzie mi za ciebie strasznie wstyd! Z takim nastawieniem nie mam wyboru, będę musiał sam dawać ci dodatkowe lekcje - z jego pyszczka ponownie uciekło teatralne westchnięcie.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
- Jesteś! - burknął. Na pewno starszy od Korka, a z jego młodziutkiej perspektywy każdy starszy więcej niż trzy księżyce był starym kotem, prawdopodobnie jedną nogą w grobie. Dla pointa zadatki na długie życie były szczególnie niskie. Mruk była jedyna w swoim rodzaju, że bez problemu radziła sobie sama. Korek, jak bardzo nie chciałby dorównać własnej matce, podświadomie wiedział, że nigdy do tego nie dojdzie. - To jest wiele! I w ogóle to obrzydliwe! - cofnął się ponownie parę kroków. - NIE JESTEM ŻADNYM TERMINATOREM - wydarł się wreszcie. Czy Kłopot sobie ubzdurał, że Korek należy do klanu? Robił to specjalnie żeby go wkurzyć? Co by to nie było, młodemu się to nic a nic nie podobało. - ŻADEN UKOCHANY. JA CIĘ NIE KOCHAM. IDŹ KOCHAJ SOBIE RYBY W WODZIE I W OGÓLE TO SIĘ ODE MNIE ODCZEP - tyle by było z pięknej przyjaźni na lata.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- Ale czemu krzyczysz Tonąca Łapo? Nie jestem przecież głuchy - stwierdził z nieukrywanym uśmieszkiem, jakby to on sam nie doprowadził kocurka do takiego stanu. Następnie pokręcił głową i uchylił lekko wargi, cmokając z zrezygnowaniem, niczym klanowa matka w konfrontacji z maleńkim kociakiem, upierającym się przy tym, że dzika to mogłoby zjeść na śniadanie. - Po prostu jesteś jeszcze za młody, żeby to pojąć. Ale to nic. Ja nigdy nie przestanę cię kochać! Możesz być tego pewien! Kekekekeke- dla Kłopota był to właśnie początek pięknej przyjaźni na lata. Chyba, że Korek postanowi się jednak zabić, albo coś go zeżre. To wtedy nie. - Poza tym, chyba już doszliśmy do tego, że to cosie, to nie ryby są, co nie? Jak się dowiem co to, to będę wiedział jakie wojownicze imię będzie ci pasowało- stwierdził przesuwając wzrok na kijanki, a ruda łapa ponownie zmąciła wodę, a jej właściciel z rozbawieniem przyglądał się jak stworzonka wciąż uporczywie do niej lgnęły. - Myślisz, że polubiłby się ze ślimakiem? - Zagadnął.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
- Chyba jednak jesteś! - a że był zdenerwowany, to powiedział to z głośnym warknięciem. Czuł się kompletnie zdradzony, serce go bolało, a zawód był nie do zniesienia. Kłopot z początku wydawał się dziwny, potem fajny, a teraz był kompletnym wariatem. Korek miał nadzieję, że się polubią, że będzie mógł go nauczyć kilku sztuczek na temat przetrwania, a ten zabierze go na jakieś przygody. A tak to będzie musiał ukrócić tę znajomość jak najszybciej, jeśli sam nie będzie chciał oszaleć. A mówią, że to od samotności się traci rozum. - A co jeśli cię zabiję?? Wtedy nic już nie będziesz kochał i wszystkim będzie lżej, bo wszystkich denerwujesz! - wykrzyczał wściekle, wysuwając pazury z łap. Czuł się do tego zmuszany, zdrowy rozsądek kazał mu się pozbyć problemu...kłopotu raz na zawsze, a ogłupione serce kazało się trzymać kogokolwiek, kto po raz pierwszy obdarzył go cieplejszym uczuciem.
- Nie obchodzi mnie co to jest. I ślimaki też mnie nie obchodzą! Udław się jednym i drugim!!!
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Korek był zły, a Kłopot był tego świadom. Pomarańczowe ślepia kątem oka obserwowały, jak wciąż wilgotny pysk kocurka aż wydawał się pociemnieć, a z poduszeczek łapek ostrzegawczo wysunęły się pazury. To był ten moment, w którym w głowie każdego kota rozlegał się cichy, ostrzegawczy głosik, mówiący, że trzeba było spuścić nieco z tonu, jeżeli chciało się załagodzić sytuację. - Tsss… Tonąca Łapo, nie możesz nikogo zmusić do zmiany swoich uczuć! To tak jak z twoją mamą. Nie kocha cię i jesteś dla niej zawodem i tak zostanie. A ja nie przestanę cię kochać, nawet jak mnie zabijesz. Będę wtedy duchem i nie odstąpię cię na krok, obiecuje! I jak ty też umrzesz to nareszcie będziemy mogli być razem na srebrnej skórce - Kłopot owego głosiku nie słyszał. Kto wie, może Korek miał trochę racji, upierając się przy tym, że jest głuchy.
Po wygłoszeniu swojej melodramatycznej mowy, nieco tylko zmąconej ewidentnie wybrzmiewającym w zachrypniętym głosiku rozbawieniem, rudzielec spojrzał na stworzonka w wodzie, poszukując odpowiedzi na pytanie, którego kolega mu nie udzielił. Gdyby miał wzbić się na poetyckie wyżyny, to metaforycznie rzecz ujmując, Korek był z ich dwójki kijanką. Bo spotkał go z łbem w wodzie i się kocurkowi podobały. A on sam ślimakiem, bo te były ulubionymi stworzonkami Kłopota. Więc na pewno się polubią, zupełnie jak ich dwójka! - O! To po mnie - rzucił, kiedy w oddali dało się dosłyszeć głośne i zdecydowanie zirytowane "KŁOOOOPOT!!!", poprzedzone kilkoma przekleństwami. Najwyraźniej Słoneczny i Zając przenieśli już poszukiwania zgubionego teminatora w okolice. - Jak się znowu zobaczymy to cię czegoś nauczę, żebyś nie był głupi całe życie - stwierdził z wesołymi iskierkami tańczącymi w oczach, po czym zbliżył się i bez ostrzeżenie przejechał mocno oślinionym językiem od nosa, aż po czubek głowy Korka, tak że kudełki na jego czole stały teraz podniesione na baczność. -Kekekekeke.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Czuł, jak krew zalewa każdą możliwą część jego ciała. Matka cię nie kocha i jesteś dla niej zawodem i tak zostanie bolało bardziej niż Korek chciałby przyznać. Szczególnie, że wewnętrznie wiedział, że Kłopot miał rację. Do tego stopnia miał rację, że nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd po srebrzystych policzkach zaczęły wolno spływać łzy. Ciężkość w przełykaniu i łapaniu oddechu spowodowały szybkie dyszenie. Połączywszy to z nastawioną na atak, zjeżoną postawą i zmarszczonym nosem, można by przysiąc, że Korek jest małym, zdeformowanym psem z alergią (stąd łzawiące oczy)
Przed rzuceniem się na rudego powstrzymał go czyjś głos, który wołał za Kłopotem. Gdyby znaleźli go martwego, raczej by podążyli śladem samotnika i ostatecznie dokonali zemsty. A Korek przecież nie był tak głupi, by atakować kogoś, kto miał wsparcie i to tak niedaleko stąd. Nie chciał go widzieć, więc postanowił zrobić coś, co powinien był zrobić już dawno.
Syknął w stronę kocura tak intensywnie, że po chwili zaczął kaszleć, spiorunował go wzrokiem, a następnie uciekł w swoją stronę. Tonąca Łapa poszedł w swoją stronę.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Kłopot spojrzał na swoje dzieło, w postaci oślinionego pyska kolegi z szerokim uśmiechem, po czym się odwrócił. Już chciał sobie pójść, kiedy syk i kaszel, które wydobył się z gardła kocurka zatrzymał go w pół kroku i przyciągnęły jego spojrzenie ponownie na jasną mordkę. Na widok łez spływających po i dopiero co wyschniętych policzkach, rudzielec przechylił łeb na bok, nie rozumiejąc zupełnie czemu ten płacze. Może był trochę jak Psot i dramatyzował ze względu na całusa? Och, to by było zabawne! Nie zdążył jednak zapytać, bo kolega postanowił się zmyć. - Papa Tonąca Łapo! - Krzyknął za nim. Chciał jeszcze rzucić, żeby może ten nie utopił się do czasu ich kolejnego spotkania, ale ledwie uchylił pyszczek, orientalny wojownik klanu Wichru przebił się przez wysokie zarośla. - O! Zajęcze Ucho! Znalazłeś mnie! Jesteś moim bohaterem! - Kłopot odpowiedział z zupełnie nieszczerą wdzięcznością w głosie. A biorąc pod uwagę atak złości orientalnego wojownika, który pluł się pod nosem całą drogę najpierw do czekającego przy granicach Słonecznego Brzegu, a później do obozu, ten jakby nie do końca mu uwierzył.
/ zt
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Chyba po raz pierwszy tak daleko go wywiało. On sam raczej nie był tym zdziwiony, zamiar był taki, aby ulotnić się z Klanu jak najwcześniej - tak żeby nikogo nie spotkać - i wrócić jak najpóźniej. Ostatnimi czasy próbował nie wpaść w łapy Bitki albo nawet głupiego Kłopota. Popchnął ich w swoją stronę (przy okazji jak najdalej od siebie) i nie do końca wiedział jak się ta sytuacja rozwinie. Plusem długiego spaceru jest też to, że mógł się rozejrzeć za swoim drugim głupim bratem. A nóż go spotka i zaciągnie do obozu. Chociaż jeśli Promyk miałby być szczery, wątpił, że Psot przeżyłby tak długo poza Klanem. Mimo to jakaś jego cząstka wierzyła, że jego brat gdzieś tam się czai i może jakimś cudem na niego wpadnie.
Ponadto pora zacząć poznawać więcej terenów na własną łapę. Przeczuwał, że już może lada moment będzie mianowany. Trening jeszcze się nie kończy, no ale chyba nie dużo im zostało, a też sam Promienna Łapa zaczął się przykładać, aby już w końcu dostać tę rangę wojownika. Pora na to, aby każdy go podziwiał i szanował, a o to trudno wciąż będąc zwykłym terminatorem. Tak czy siak, powodów aby być poza obozem Promyczek miał mnóstwo.
Zwiedzał las, na moment zatrzymując się przed norą. Lekko pochylił łeb, tak jakby z bezpiecznej odległości chciał zobaczyć jej wnętrze. Z czystej ciekawości.
//Bażancia Łapa
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Nie, żeby się przejmował, nie? Zwisało mu to wszystko. Powiewało nawet. Lał na to, wywalone miał. Spluwał na nich wszystkich, czy coś. Ale jednak trochę go to wk... denerwowało, tak szczerze. Tak w sumie. Przez psi syna, szczyla zafajdanego, przychlasta niedorobionego i łgarza, to przede wszystkim, przez kłamcę tego podrostka, teraz każdy tam patrzył na niego krzywo. Nawet Kozia Skarpa i ta jej niezła siora, co to do niej miał podbijać. I wszystko na nic, i wszystko strzeliło, wiadomo, co wiadomo kto. Chociaż jakby inaczej mieli patrzeć, jak takie powykrzywiane te mordy mieli? Nieważne. Ileż można było być... tym no, publicznym wrogiem numer jeden. I jemu się cierpliwość kończyła, a cierpliwość to on miał anielską. Tak mówili o nim, sam tak o sobie mówił. Kopnął kamień i poszedł, byle gdzie, przed siebie. Gdzie bądź.
I zaszedł daleko w sumie. Na kogoś trafił nawet, a że potrzebował towarzystwa jakiegoś, to rzuca:
- A ty co tak ten, no.... - myśli - Jak kołek sam stoisz, co? Hę?
Wichrzak jakiś chyba, ale co za różnica. Miał nadzieję, że nie Cienias. Że nie cienias. I tylko tyle. Albo aż tyle.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Ah, tak, Promienna Łapa i jego talent do spotykania przeróżnych osobliwych kotów. Nie, żeby ktokolwiek był w stanie sprostać jego oczekiwaniom (takowych nie było, po prostu proszę zostawić go w spokoju!), jednak jakoś tak czuł, że niemal każdy to jak kamień u łapy. On od razu wyczuł, wiedział, że nie na zwykłego gagatka trafiło. Tak się stało, że jak tylko usłyszał głos, strzygnął uchem i swą ponurą gębą oraz tym kłującym, zlodowaciałym spojrzeniem przeskanował nieznajomego z góry na dół.
- Dzień dobry? - odezwał się zmęczonym tonem. Następnie wyprostował się nieco, wiadomo, jego aparycja musiała być teraz okazała. Miała zawiadamiać, że tutaj stoi ktoś dostojny z Klanu Wichru i rozejrzał się nieco wokół. - Ty też jesteś sam. Jak kołek.
Nie do końca spodobało mu się to jak został nazwany, więc nie mógł pozostać dłużnym. Najchętniej to by skrytykował go od góry do dołu, jednak mimo wszystko był to ktoś obcy z innego klanu. Któżby pomyślał, że Promyk już nie jest taki hop do przodu, kiedy w rachubę wchodzi ktoś zupełnie inny, z innego otoczenia. Naturalnie, nie będzie sobie dawał w kaszę dmuchać. Po prostu lekko spuścił z tonu. Tego zarozumiałego i parszywego tonu.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Liczył na... no właśnie, czy w sumie na cokolwiek w tym momencie liczy? Może na odrobinę czułości, wsparcie jakieś, pytanie, jak mu dzień minął, co mu w duszy gra, cokolwiek. A ten do niego z pyskiem wyskakuje, z pretensjami jakimiś. Co za świat, co za Las! Nie do zniesienia. Wzdycha ostentacyjnie, pluje pod łapy i wlepia spojrzenie w tamtego.
- No właśnie, jak się już sam siebie pytasz! Nie wiem, dla kogo dobry niby, bo na pewno nie dla mnie! Dla kogo dobry dla tego dobry... ech. - oznajmia bardziej światu niż rozmówcy - No, jestem, nie? Jakbyś miał cały Klan przeciwko sobie, to też byłbyś sam, nie? Logiczne chyba? A zresztą, co ty możesz wiedzieć, o życiu i w ogóle...
On na pewno swoje wiedział, nie jak ten Wichrzak, królik, czy zając, co za różnica. Oba smaczne. Swoje widział i przeżył. Doświadczony był, przez życie poturbowany. Czy kremowy mógł powiedzieć to samo?
- Nie wiem, jakiś problem masz, czy co? Tak chcesz se porozmawiać co, ze mną? Pewien jesteś? Z kim do czynienia masz i w ogóle?
On przecież zwady nie szukał, zrozumienia tylko. Ale da to, czego sobie tamten zażyczy. Sam się prosi o problemu. Tą mordą krzywą i wydziwianem. Prowokuje go. A on się chciał wygadać tylko... taki los.
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Ah, Bażancią Łapę spotkał smutny los, bo o wsparcie emocjonalne czy jakiekolwiek inne od Promyczka raczej nie dostanie. W najlepszym przypadku szyderczą minę. Sam Promyk cały czas z konsternacją przyglądał się towarzyszowi, nie do końca wiedząc co ma myśleć. Swoim zachowaniem nieco przypominał mu właśnie Psotną Łapę, przynajmniej z tej dramatycznej strony. Aż nie wiedział co ma powiedzieć.
- Mój Klan raz oskarżył mnie o to, że topię kocięta. - odparł od razu. Gdzieś w środeczku naprawdę lubił się tym chwalić. To taka kuriozalna sytuacja! I też zawsze w takiej chwili może opowiedzieć, jak to inni są ci głupsi, że nie rozumieją, a on taki mądry i przebiegły. - Ale w końcu wyszło na moje i dzięki mnie nie został mianowany taki jeden frajer.
Ha! On doskonale wie jak to jest kiedy Klan przeciwko tobie, jednak Promienna Łapa też był przeciwko Klanowi! Będzie bronił swojego imienia do ostatniej kropli krwi, a co. Nieważne czy to Gwiazda czy raczej jej zastępca Mrówkojad. Zresztą on był mądrzejszy od nich wszystkich razem wziętych.
- Ja nie, wyobraź sobie, problemu żadnego nie mam. Za to widzę, że ty ewidentnie jakiś masz. - powiedział spokojnie. - A z kim mam do czynienia i w ogóle?
Zapytał unosząc brwi do góry. Niespecjalnie brał tego kogoś na poważnie.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair