Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Podczas spacerów w cieniu drzew, szczególnie wzdłuż Czarnego Ogona, upał stawał się znośniejszy niż na Wichrowych łąkach. Niestety mniej mordercze warunki atmosferyczne nie wiązały się ze zwiększonymi szansami na spotkanie jakichkolwiek atrakcji ze strony otoczenia. No dosłownie przeszedł już całą jedną granicę ich najbardziej pechowych sąsiadów i co? Ani jednego stada szczurów pożerającego ich medyka. Wątpił by takie sytuacje po prostu przestały się u nich zdarzać – dużo bardziej prawdopodobne wydawało mu się, że nie miały miejsca akurat teraz, gdy najbardziej tego potrzebował.
Pozostawało mu jedynie kontynuować wycieczkę, aż do punktu, gdzie strumyk przytulał się do ogrodzenia okalającego siedlisko koni. Może zobaczy co tam u owiec, skoro na koty nie można było liczyć.
- Witam piękną panią - przywitała się, siedząc na niższej gałęzi drzewa w okolicy strumienia. Czuła kocura, a jakże, śmierdzieli na kilometr, ale miała jakąś taką wewnętrzną nadzieję, że ów kocur okaże się być kotką zaklętą w złe ciało i pójdą się lizać za krzakiem. Nawet jej nie będzie przeszkadzać starczy wiek!! Im bliżej się znajdował, tym bardziej nadzieja rosła, a zarazem gryzła się w język, że w ogóle myśli o takich rzeczach. Nie byłoby w tym nic złego, honoru nie miała i jej nie obchodził, a jednak myśli złośliwie tkwiły przy Sarnie. Jakby to Sarna się w ogóle liczyła.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Gdyby tylko Orion wiedział jakie myśli siedziały w głowie dzisiejszych dzieciaków (nie młodzieży, bo to by sugerowało, że on nie zaliczał się już do młodych kotów)... o co się modliły w myślach. Może by go złożyło w origami, może by zgnił, a może jedynie skrzywiłby się odrobinę w myślach i przypomniał sobie o liliowym orientalu, który brzmiał raczej jak odstępstwo od normy.
Ale tak. Może świadomy procesów zachodzących w biało-burej głowie, poczułby chęć jasnego sprostowania.
– Mało oryginalny tekst, postarałabyś się bardziej. – westchnął ciężko i przewrócił teatralnie oczami. Jeśli chciała zaleźć mu tym za skórę to trzeba było urodzić się parę obiegów pór wcześniej i ustawić w kolejce.
Zwiesiła stopy z gałęzi i myślała nad lepszym tekstem. Wciąż była minimalna nadzieja na ładną kotkę! Tylko trochę chyba zbyt wymagającą. Spojrzała na niebo, na płynący w okolicy strumyk, na ładne futerko towarzysza (towarzyszki, błagam). Poetka była z niej marna, mogłaby polecieć najprostszym banałem, ale! Nie w tym rzecz przecież.
- Gdybyś była chwastem już dawno bym cię wyrwała - uśmiechnęła się, nawet dumna ze swojego potężnego umysłu i tego co w nim się zrodziło. A nawet jak typiara tego nie doceni to, cóż, jej problem! Nie wie co traci.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Umówmy się, że akurat sprawnego manewrowania w sytuacjach socjalnych odmówić orientalowi nie można było, więc nie potrzebował kompromitująco wiele czasu by połączyć wątki, gdy kotka się ponownie odezwała. Może statystyczny mieszkaniec lasu rozdziawiłby w tym momencie głupio pysk i mielił każdy element nieporozumienia w głowie, tępo wpatrując w rozmówcę, jakby wśród sterczących kłaczków miał znaleźć odpowiedź.
Ale nie Orion. Sytuacja była jasna. Źle założył intencje kotki, tak jak ona źle założyła jego płeć.
I testowała na nim podryw średnich lotów, więc to totalnie moment, w którym uczciwy kot przeszedłby do sprostowania, by uratować ich dwójkę od tej interakcji. Ale byłego samotnika to bawiło, młoda wyglądała na zadowoloną z siebie, więc niestety ta śladowa moralność cynamona nie starczyła by położyć kres tej rozmowie. Bo czym było udawanie kotki, jak nie po prostu kolejną rolą?
– Mm. Lepiej. – ocenił. Dałby solidne cztery na dziesięć możliwych punktów. – Ale obawiam się, że wyrywanie chwastów może być nieco ponad twoje siły, słonko. Trzymają się gleby mocniej niż większość kwiatków.
Starania zostały docenione, co było wyjątkowo przyjemnym uczuciem. Nie pamiętała, kiedy ktoś ją ostatnio za cokolwiek pochwalił. Właściwie czy kiedykolwiek dostała słowa uznania? Oprócz kocięcych księżyców w Cieniu, które powoli zaczynały się zacierać i mieszać z samotniczym życiem, nie pamiętała, by ktoś w ogóle na nią ciepło spojrzał. Trzmiel zawsze wydawał się być spięty w jej towarzystwie, Sarna patrzyła z pogardą, a Sowa żył we własnym świecie. Wzroku godnego politowania wolała nie liczyć.
- Całe szczęście, że żaden z ciebie chwast - uśmiechnęła się szerzej. - Przedstawisz się czy mam się domyślić?
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Och, widzisz, nie byłabym tego taka pewna. – przepraszający grymas rozciągnął się na pysku orientala. Chociaż ten grymas miał nabrać sensu dopiero wraz z kolejnymi wyjaśnieniami. – Nie musisz się domyślać, już tamten tekst kosztował trochę kreatywności, szkoda byś zużyła je całe na jedną rozmowę, hm? Nazywam się Firletka. I już śpieszę z wyjaśnieniami, jeśli kwiaty nie są twoją specjalnością. To taki chwast. Więc niestety muszę rozczarować. – odetchnął lekko. No i niestety, jak widać, długo nie pociągnął sympatycznej atmosfery. Chociaż w jego głowie interakcja wciąż zapowiadała się zabawnie, słowa same popłynęły. Hm. Pozostawało się tylko skłonić na pożegnanie i ruszyć w dalszą drogę.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Byłem. Przerażony.
Wszystko mnie przerażało, przerastało. Tyle podróżowałem, ale dopiero pierwszy raz zaznałem prawdziwego uczucia strachu. Klan Cienia nie był bezpiecznym miejscem. Klan Cienia nie był dobrym miejscem. Pierwszy raz widziałem, jak członkowie klanu skaczą na siebie, próbują się wzajemnie zamordować. Z A M O R D O W A Ć! Nikt normalny tak nie robił! I jeszcze ten DUCH! D U C H! Pierwszy raz widziałem ducha, pierwszy raz widziałem zjawę! A potem drzewo padło, zgubiliśmy się z Kózką, z moją biedną Kózką, która rzucała się do walki nawet mimo własnej, niesprawnej wtedy, łapy.
Nie chciałem wcześniej o tym rozmawiać z Kózką, ale wreszcie czułem się na to dostatecznie gotowy i dlatego poprosiłem ją o wspólny spacer, zaraz z samego rana.
Nie potrafiłem sypiać w nocy. Nie chciałem sypiać w nocy. Bałem się o Kózkę, bałem się o Pająka. Wszyscy chcieli siebie wzajemnie zamordować. Nie chciałem aby ktoś mordował mnie, Pająka ani Kózkę... Ani nikogo! Nigdy nie czułem się dużą częścią klanu, a teraz... nie czułem się nią w ogóle. Nie chciałem... Nie chciałem! Nie chciałem należeć do klanu, który chciał się wzajemnie wymordować. Dlatego też zabrałem Kózkę na spacer, zabrałem ją poza terytorium klanu. Nie odzywałem się, po prostu szedłem obok niej, sprawdzając czy wszystko dobrze z jej łapą, czy wszystko z nią dobrze, czy nikt nas nie chce zamordować po drodze.
- Kochanie, Kózko, musimy porozmawiać. - miauknąłem, kiedy wreszcie znaleźliśmy się na polance. Potrzebowałem znaleźć się pod gołym niebem, widzieć chmury i niebo. I Kózkę. Potrzebowałem być obok Kózki. - To co się ostatnio stało... Oni wszyscy... Kózko wiesz, że ja nie lubię oceniać innych kotów, nie lubię nikogo osądzać. Nie lubię mówić o nikim nic złego ale... ale... Kózko... - głos mi drżał, ogon machał na boki. Nie potrafiłem zapanować nad drżeniem ciała. - Oni wszyscy... ONI SĄ NIENORMALNI! KÓZKO! Jak można chcieć kogokolwiek zamordować i to jeszcze na ceremonii, gdzie to podobno takie ważne, aby zachowywać się na nich dobrze! Kózko, przecież oni mogli... Mogli cię zabić... JAK ONI MOGLI COŚ TAKIEGO ZROBIĆ! NIE ROZUMIEM TEGO! Biedny Pająk się z tym wszystkim teraz też boryka i jeszcze Spopielona Polana, która musiała koniecznie wszystkich przekrzyczeć, i Zbutwiały Pień, który się na was rzucał i... i... ONI WSZYSCY! I TE DRZEWO? TEN DUCH? To na mnie zawsze wszyscy krzywo patrzeli bo byłem sobą ale starałem się dostosować do życia w klanie, przyjąłem nauki od ciebie, od Niedźwiedziego Ryku, uczyłem się jak żyć w klanie, zostałem nawet wojownikiem. Ale to co się stało na ceremonii... To zaprzeczenie WSZYSTKIEGO czego się nauczyłem. Kózko to wszystko, co się działo... TO. JEST. ZŁE. - miauknąłem przejęty, patrząc w oczy partnerki i szukając zrozumienia. Ona mnie zrozumie. Wiedziałem to. Ona mnie kochała, rozumiała. Ja to wiedziałem, obydwoje się dopełnialiśmy. Kózka była dla mnie najważniejsza i wiedziałem, że mnie wysłucha.
- Nie wiem, czy... czy chcę być dajesz częścią Klanu Cienia. Nie wiem, czy chcę być członkiem klanu, który próbuje się zamordować od środka, który rzuca się na siebie zamiast się wysłuchać wzajemnie, w którym koty nie potrafią słuchać, bo wolą krzyczeć swoje racje i nie przyjmują perspektywy innych. Kózko... nie wiem, czy nie lepiej będzie, jeśli odejdziemy z klanu. Poza klanem będzie... bezpieczniej. A potem możemy wrócić, jeśli będzie już spokojnie. Ja nie chcę ryzykować, że coś ci się stanie... - ostatnie słowa powiedziałem już nie patrząc kotce w oczy, a po prostu spuszczając wzrok na łapy. Było mi głupio. Było mi przykro. Tym bardziej, że Klan Cienia był domem Kózki. Był jej domem od urodzenia.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Od ostatnich wydarzeń w Klanie ciężko było normalnie funkcjonować. Na każdym kroku trzeba było mieć oczy dookoła głowy, Klan był niespokojny, podzielony. Spór pomiędzy cienistymi a Psem jeszcze nie został rozwiązany, nawet pomimo ewidentnej interwencji Gwiezdnych... Koty ślepo zapatrzone w Psa nie chciały nawet słuchać ich argumentów. Nazywali Śpiewającą Knieję bezgwiezdną. Ich przywódczynię, kocicę, dzięki której ich ukochany "przywódca" nigdy nie postawiłby łapy na świętej już pamięci Martwym Drzewie. Kozia Skarpa zastanawiała się, czy była przywódczyni żałowała swego ówczesnego wyboru.
Kto by nie żałował.
Spacer z Kudłatym Obłokiem był odskocznią, której Kózka desperacko potrzebowała. Opuszczenie na chwilę terenów przyniosło zarówno ulgę jak i kolejny niepokój. Bała się opuszczać obozu. Bała się, że gdy tylko jej nie będzie, rozpęta się kolejne piekło. Jej noga już wyzdrowiała, kość się zrosła, w razie czego byłaby w stanie więcej pomóc. Zawalczyć o ich Klan, o ich honor, o ich bezpieczeństwo. Przed Psem.
- Ja... Ja rozumiem cię, kochany... - Mruknęła bezsilnie, spoglądając z niepokojem na partnera. Był przerażony. Nic dziwnego. Ona też, w zaistniałej sytuacji jednak... Musiała odpychać strach na bok. Przełknęła ślinę, próbując pozbierać myśli. Próbując odpowiedzieć ukochanemu, jakoś go podnieść na duchu. Zapewnić go, że wszystko będzie dobrze, ale... Czy tak faktycznie będzie? Sama by sobie nie uwierzyła.
To wszystko było takie niedopuszczalne. Postawa Psa. Podążających za nim kotów. Nie widziała jasnego wyjścia z tej sytuacji, czy w ogóle takie istniało? Na tę chwilę zostawali im medycy. Jeśli przywódca i zastępca byli podzieleni, to... Medycy musieli wkroczyć do akcji. Ale co jeśli nawet to nie pomoże? Już i tak Zbutwiały Pień i reszta byli gotowi oskarżyć Śpiewającą Knieję o fałsz i sabotaż na ich "przywódcy", co jeśli nawet interwencja medyków nie otrzeźwi ich umysłów? Co, jeśli wyprą nawet koty, których więź z Gwiezdnymi była niezaprzeczalna?
Serce Koziej Skarpy zatrzymało się na chwilę. ...Odejść z Klanu?
- Co- Ale... - Wstrzymała oddech, o mało nie przerywając Kudłatemu. Zamknęła szybko pysk, pozwalając mu na spokojnie się wypowiedzieć. Bała się. Odejść z Klanu Cienia? Z ich domu? Nie mogłaby. Nie mogłaby, ale... Ale Kudłaty Obłok nie czuł się bezpiecznie. Kudłaty Obłok nie był bezpieczny.
Wpatrywała się niemo w partnera, ponownie nie mogąc się zebrać na żadne słowo. Strach nie pozwalał jej ułożyć odpowiednich słów. To działo się za szybko. Za dużo. Za dużo myśli naraz. Za głośno. Nie mogła odejść. Klan Cienia był jej domem, światem. Ale Kudłaty Obłok również był jej światem. Należał do niego, nie mogła sobie wyobrazić życia, w którym wojownik nie był u jej boku. Nigdy nie czuła się tak rozdarta pomiędzy dwoma światami. Ślubowała wierność Klanowi Cienia. Ale to Kudłatego kochała, to on rozświetlał jej całe życie, to on przy niej był.
To było złe. Czuła się źle. Czuła się głupio. Głupia. Wybór powinien być jasny. A jednak był tak niewyraźny. Głupia. Kudłaty był najważniejszy w jej życiu. Nie powinna w ogóle mieć wątpliwości nad tą decyzją. A jednak się zawahała. Była zła. Była głupia. Była okropną partnerką.
- Nie... Nie, nie, Kudłaty... Ja... - Nieumyślnie zrobiła krok w tył. Klan był podzielony. Zepsuty. Pies wciąż był pomimo wszystko co się stało u władzy. Jak mogła w ogóle móc nazywać Klan Cienia domem, gdy towarzyszył jej nieustanny strach? - ...Będzie dobrze. Dojdziemy do jakiegoś rozwiązania... M-medycy... Medycy się skontaktują z Gwiezdnymi... Kudłaty, nie musimy odchodzić...
Była okropną partnerką. Kudłaty nie czuł się bezpiecznie w tym Klanie. Nie miała prawa go zmuszać, aby zostawał w Klanie. Nie będzie go zmuszać do zostania w Klanie, nie będzie go do czegokolwiek zmuszać, ale... Ona również nie może się zmusić do odejścia z Klanu. - Kochany... Będziesz bezpieczny. Nie pozwolę, by cokolwiek ci się stało. Ale ja nie mogę... Nie mogę odejść. Przepraszam, ale ja po prostu nie potrafię... - Bała się. To nie miało tak być. Nie powinno tak być. To nie tak wszystko miało się potoczyć.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Położyłem po sobie uszy, słysząc głos kotki. Było mi przykro, że doprowadziłem ją do takiego stanu. Było mi przykro, że przeze mnie się tak czuła. Podniosłem wzrok, zauważając, że ta się nieco cofnęła. Wstrzymałem oddech. Nie chciałem aby uznała mnie... Uznała mnie za potwora. Zabolało mnie to, że się cofnęła o krok w tył. Nie chciałem jej sprawiać zawodu, nie chciałem jej martwić, nie chciałem jej do niczego zmuszać. Nie zamierzałem. Kochałem Kózkę, ona była całym moim życiem.
Czułem jak moje ciało drży z emocji. Czułem łzy napływające do moich oczu. Wziąłem głębszy wdech, aby się tutaj nie rozpłakać. Czułem się tak źle z propozycją, z jaką wyszedłem, ale jednocześnie nie widziałem innego wyjścia. Koty w Klanie Cienia były po prostu nienormalne. Nie rozumiałem jak można było pomyśleć o mordowaniu swoich klanowiczów. Dlaczego Psia Gwiazda łamał kodeks wojownika, skoro był taki ważny. Dlaczego NIKT NIE POTRAFIŁ ZE SOBĄ ROZMAWIAĆ. DLACZEGO!
- Kochanie, nie. Nie. Nie chodzi o mnie! Nienienienienienie. - potrząsnąłem łbem przecząco - Ja nie chcę aby tobie się coś stało! Kózko kocham w tobie wszystko, kocham twój upór, kocham to, że chcesz wszystkich obronić. Kocham całą ciebie - miauknąłem, podchodząc bliżej niej i przejeżdżając językiem po jej mordce. - Ale... ale przecież jak oni mogli... Jak oni... PRZECIEŻ ONI BY CIĘ TAM ZABILI ZARAZ NO! Oni są wszyscy nieobliczalni! Zbutwiały Pień jeszcze trochę i zrobiłby ci krzywdę! Dosłownie rzucił się na was! Na Pająka i resztę. Nie możemy... Moja najjaśniejsza gwiazdko na niebie, ja nie chcę, aby ktoś cię zaatakował jak będziesz wracać z jakiegoś patrolu albo treningu. W obozie już nie jest dłużej bezpiecznie. Nie dość, że koty się na siebie rzucają, to drzewa się zawalają! A jak coś by cię... Nienienie... - nie chciałem nawet myśleć o tym, jak jakieś drzewo przygniata moją ukochaną Kózkę. - Nie mówiąc o tym, że ten las jest n a w i e d z o n y. Nie żeby nie ekscytowało mnie spotkanie ducha, ale nie w takich okolicznościach. I nikt nie słucha. Nikt nie potrafi ze sobą rozmawiać! TO WSZYSTKO dałoby się wyjaśnić gdyby wszyscy przestali po sobie krzyczeć i zrozumieli drugą stronę! KOCHANIE ONI WOLELI SIĘ NA SIEBIE RZUCAĆ NIŻ ROZMAWIAĆ! To jest... STRASZNE. - miauknąłem z oburzeniem i przerażeniem. Czułem też jednocześnie przerażenie, że coś tak wyprowadzało mnie z równowagi. Nigdy się tak nie czułem. Nigdy. I źle się z tym czułem.
- Ja... ja nie chcę cię do niczego zmuszać. Przecież wiesz, Kózko, ja cię kocham. Bardzo cię kocham. Nie chcę aby coś ci się stało... Nie chcę odchodzić bez ciebie, ale nie zmuszę cię do odejścia ze mną, jeśli nie będziesz szczęśliwa. Dymna chmureczko, ja po prostu... boję się. Nie podoba mi się to, że nikt nie potrafi ze sobą rozmawiać jak... jak cywilizowane koty tylko rzucają się na siebie z pazurami bez żadnego większego powodu! Nie chcę aby ktokolwiek się na ciebie rzucił, jak będziemy spali albo jakbyś była na polowaniu, ponieważ uzna, że masz inną opinię niż on na dany temat. Martwię się. Kocham cię. Nie chcę cię stracić... a to... to nie jest bezpieczne miejsce. - powiedziałem, kładąc po sobie uszy i spoglądając z przerażeniem, smutkiem i troską na partnerkę. - Zostaniemy... jeśli chcesz... - chociaż ja nie chciałem. Nie czułem się bezpiecznie w Klanie Cienia. Nigdy nie czułem się tam jak w domu. Nie tak całkowicie w domu. Czułem się jednak najlepiej przy Kózce - ona była moim światłem. Moim prawdziwym szczęściem. Nie chciałem jej zostawiać i nie chciałem jej zmuszać do odchodzenia z rodzinnych stron. Wolałem więc zostać z nią i mieć na nią oko i jej bronić, niż pozwolić na to, aby czuła się przy mnie... nieszczęśliwa....
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Ciężko było jej tego wszystkiego słuchać. Ze świadomością, że Kudłaty się męczy na samą myśl pozostawania w Klanie, tylko dla niej. Nie chciała tego. Nie chciała, by partner stawiał ją nad wszystko do tego stopnia, aby szkodziło to na jego zdrowiu. Bolało. Czuła się przez wojownika kochana. Chciała, aby przez słowa kocura zrobiło jej się lżej na sercu. Tak jednak nie było. Z każdym uderzeniem miała wrażenie, że zaraz zrobi jej się duszno. Kudłaty Obłok ledwie powstrzymywał łzy, a ona wcale nie była lepsza, czując jak te już uciekają z jej oczu. To nie powinno tak być. Nie mogła zebrać myśli. Nie, gdy wojownik ciągle jej powtarzał, że ją kocha. Że chce dla niej jak najlepiej. Że jest w stanie poświęcić się dla niej i pozostać w miejscu, w którym mu źle. W którym się boi. W którym jest narażony na niebezpieczeństwo. Nie, nie, nie.
- Kudłaty. - Wzięła ostry wdech, próbując opanować ton głosu. Serce jej waliło jak oszalałe. Bała się powiedzieć cokolwiek. Bo wiedziała, że wojownik będzie się zarzekał, aby zrobili na jej korzyść i wygodę. Tak nie powinno być.
- Kudłaty... Ale... Ale ty nie chcesz. Mi też się to nie podoba, ja też bym chciała, aby to- A-aby to wszystko- Aby była jakaś prosta droga do rozwiązania tego wszystkiego... Ja też się boję. Ja też chciałabym, aby mogli po prostu się nawzajem usłyszeć. Aby mogli W KOŃCU ZROZUMIEĆ, że w ten sposób niczego nie rozwiążą... Oni wszyscy... Wszyscy popierający Psa, to po prostu głupcy. Głupcy, którzy nie rozumieją, jak trują nasz Klan. Którzy nie rozumieją, jak szkodzą wszystkim kotom, które do niego należą... Że to nie przynosi nic dobrego. - Przycisnęła powieki, oddychając głęboko. Świeże powietrze nic nie pomagało. Czuła, jakby każdy najmniejszy dźwięk uderzał w nią niemiłosiernie. Było źle. Nigdy nie powinno tak było być. Kudłaty był przerażony. Zmuszał się do czegoś, czego nie chciał.
- Ja nie chcę, byś cierpiał. Nie chcę, żebyś ciągle żył w strachu o siebie, o mnie, o swoich bliskich. Kudłaty, kochanie... To nie tędy droga... - Otworzyła powoli oczy, wpatrując się w partnera. W jego piękne, bursztynowe oczy. Które zawsze są przepełnione szczęściem, miłością, zaufaniem do całego świata... Teraz pełne strachu. - Nie będę szczęśliwa, jeśli będziesz specjalnie dla mnie się przymuszał, aby zostać. Ja... Klan potrzebuje teraz wojowników jak nigdy dotąd. Kotów przeciwko Psu. Władza Psa jest zachwiana, nie utrzyma się długo. To... To tylko kwestia czasu. Ale jesteśmy teraz w bardziej niż kryzysowej sytuacji. Nic się nie zmieni, jeśli niczego się nie zrobi. A ja... Ja nie mogę ich po prostu zostawić... Kocham cię, ale nie mogę odejść. Naprawdę nie wiem, co możemy zrobić. Ja- To wszystko jest za dużo. Boję się. Chciałabym, abyś ze mną został... Ale nie mogę ci pozwolić, byś specjalnie dla mnie został. Przepraszam... Nie wiem co robić. - Była żałosna. Czuła się żałośnie. Powinna z nim pójść, powinni razem opuścić Klan Cienia tak, jak Kudłaty proponował. Ale nie mogła. Wzięła parę głębszych oddechów, siadając powoli na ziemię.
- Przepraszam... - Załkała, próbując wymyślić jakiekolwiek rozwiązanie. Cokolwiek. Jakikolwiek plan. Musiała myśleć. W końcu musiało istnieć jakieś wyjście z tej sytuacji, MUSIAŁO...
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
- Nienienienienie - podszedłem szybko do Kózki, lekko ocierając się głową o jej mordkę. Nie chciałem, aby było jej przykro, nie chciałem, aby czuła się przeze mnie przymuszana do odejścia z klanu. Nie chciałem zostawać, ponieważ nie czułem się w Cieniu bezpiecznie. Nie czułem, aby Kózka była tutaj bezpieczna, a JEJ bezpieczeństwo, było dla mnie najważniejsze. Kochałem ją. Nie zamierzałem jej zostawiać, a jednocześnie nie wyobrażałem sobie, abyśmy mieli żyć bezpiecznie w klanie.
- Przepraszam. Nie powinienem tego poruszać... wybacz. - miauknąłem cicho, przytulając się do partnerki i starając się owinąć drżący z emocji ogon wokół tego, należącego do niej. - Kocham cię... Ja po prostu nie chcę, aby coś ci się stało. Nie chcę, aby ktoś zrobił ci krzywdę, bo masz inne poglądy. Nie chcę... Nie, ja nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. - szepnąłem, przejeżdżając językiem po jej futerku. - Zostaniemy... Klan Cienia jest dla ciebie ważny, a ty jesteś ważna dla mnie. Najważniejsza. Zostaniemy i będę cię wspierał... Przepraszam. Zostaniemy...
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Zadrżała, wpatrując się w Kudłatego pomimo rozmazanego, pieczącego widoku. Przestała już mówić, czując, że już resztki rozumu ulatniają się z jej głowy. Słów brak, myśli tym bardziej brak. Skupiła swą uwagę na partnerze, na słowach, które wypowiadał. Pomimo ciągłej paniki, chciała wierzyć w to, co mówił kocur. Wierzyła, że zależy mu na jej bezpieczeństwie, na niej. Nie wierzyła jednak, że odpowiadało mu takie rozwiązanie. Pozostanie w Klanie Cienia. To nie był już ten sam Klan Cienia jak kiedyś, ten sam Klan Cienia, w którym się poznali, w którym go pokochała. W którym mogli prowadzić wspólne życie, w którym mogli bez obaw myśleć, snuć plany na przyszłość, marzyć... Bała się, bała się o niego.
Wzięła głęboki wdech. Jeden. Drugi. Powolutku zbliżyła pyszczek do rudego wojownika, poszukując nie tyle co zapewnienia, a ostoi. Próbując zapanować nad emocjami, przypomnieć sobie, że wojownik tu jest. Żyje. Że z nią jest, że jest... Bezpieczny. Na tyle, ile mógł być. O ile mogła mu to bezpieczeństwo zagwarantować. Oddałaby za niego swoje życie, jeśli tego by trzeba. Ale czy tego by chciał? Gdyby role były odwrócone, Kózka nie chciałaby, aby wojownik oddawał za nią życie. Nie mogłaby bez niego żyć.
- ...Nie, Kudłaty... To ja przepraszam. - Mruknęła, tym razem już nieco spokojniejsza, bardziej pewnym siebie tonem. Odrobinę. Chociaż głos wciąż się jej łamał, a oczy miała zaszklone. Nogi jej drgały, zastanawiała się, na ile jeszcze da radę utrzymać ciężar własnego ciała. Teraz musiała wytrzymać, nie chciała kocura martwić jeszcze bardziej niż dotąd. - ...Ja też cię kocham... Ja... To dobrze, że poruszyłeś ten temat. Porozmawiajmy. Proszę. - Musi po prostu przejść do tego z głową. Nie dać się ponieść emocjom.
- ...Nie chcę, byś się do czegokolwiek przymuszał, pamiętaj o tym, proszę. Jeśli nie czujesz się bezpiecznie, to... To znajdziemy jakieś rozwiązanie. Chciałabym, byś został. Ale nie dlatego, że czujesz się, że musisz dla mnie. Nie chcę, byś z mojego powodu tkwił gdzieś gdzie nie czujesz się komfortowo. ...Ale już to powiedziałam. Po prostu- Proszę, nie myśl o mnie. Pomyśl też o sobie... Co ty uważasz, że byłoby najlepszym rozwiązaniem. Przetrwamy przez cokolwiek. Jeśli będziesz chciał odejść... Damy radę. Coś wymyślimy. Jeśli zostaniesz - również damy radę. Kocham cię, będę cię kochać nie ważne jak zadecydujesz. - Wypuściła głęboko powietrze, czule przejeżdżając językiem futerku na poliku partnera. - ...Możemy zasięgnąć o pomoc do innych Klanów. Może... Może znajdą dla ciebie miejsce. Tak, abyś mógł być blisko, ale też bezpieczny... Inne Klany z pewnością bardziej szanują kodeks i Gwiezdnych niż Pies, na pewno pomogą. Jak nie będziesz chciał - to też oczywiście w porządku, wybór należy do ciebie.
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Delikatnie przejechałem językiem po brodzie kotki, wzdychając. Nie podobała mi się ta rozmowa, czułem się niekomfortowo. Bardzo niekomfortowo. Nie, abym nie czuł się bezpiecznie z Kózką! Czułem się po prostu tak... nieswojo. Nie była to przyjemna rozmowa i nie miała ona taka być. Kochałem Kózkę, chciałem z nią być, pragnąłem z nią być. Ale czułem się przytłoczony tym wszystkim.
Wysłuchałem w ciszy tego, co kotka miała do powiedzenia. Było mi niezwykle przykro, że poruszaliśmy taki temat, ale wymagał on przepracowania. Wspólnego przepracowania wszystkiego.
- Kocham cię i zostanę z tobą. - miauknąłem cicho, przytulając się mocno do partnerki. - Przetrwamy to razem. Tak? Damy radę... - chciałem być do tego przygotowany. Chciałem, aby tak było. Kochałem Kózkę, chciałem abyśmy byli razem... I miałem nadzieję, iż los pozwoli nam na to, aby właśnie tak było...
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Zamilkła wreszcie na dobre, przymykając oczy i nieco pozwalając swoim mięśniom się rozluźnić. Okropnie ten temat wydłużyła, brnęła pomimo wyraźnego niezadowolenia Kudłatego. Już powinna skończyć. Musiała skończyć. Nie rozumiała, czemu tak ciężko było jej się pogodzić z rozwiązaniem, które rudy ciągle jej powtarzał. Czy odpowiadało jej takie? ...Oczywiście, jak bardzo samolubna się z tym nie czuła, to nie mogła tego zaprzeczyć.
Wciąż się bała, ale nie chciała już się wykłócać. Skoro już podjął decyzję... To nie mogła go od niej odciągać. To nie od niej to zależało. Jak bardzo by mu nie chciała pomóc, znaleźć na siłę jakiegoś rozwiązania. Musiała to zaakceptować i go wspierać. - ...Tak. Damy radę. - Mruknęła, wzdychając cicho, w końcu pozwalając sobie na wypoczynek. Położyła się, przełykając ciężko ślinę. Nie chciała już kontynuować tego tematu, wiedziała, że Kudłaty tym bardziej tego nie chciał. Już otwierała pysk, sama nie wiedziała dokładnie po co. Dopytać... Mieć pewność, że gdyby zmienił zdanie, to czy by jej o tym powiedział, może. Z drugiej zaś strony było to niedorzeczne. Ufała mu. A może po prostu chciała ponownie przeprosić, że w ogóle to kontynuowała. Nie była pewna. Wzięła głęboki oddech, zamykając zmęczone ślepia.
- Kocham cię. Damy sobie radę, ze wszystkim. Ale teraz... Chodź, odpocznijmy. - Zaproponowała z lekkim uśmiechem, przekręcając się na grzbiet, zachęcając łapą, aby ten do niej dołączył. Było tu cicho, byli tylko oni. W tej chwili... Klan Cienia i problemy z nim związane nie istniały. Mogli odpocząć, choćby na moment.