Księżyce: 32 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: wartki potok Ojciec: psie serce Trwałe urazy: poszarpane krawędzie uszu; na lewej małżowinie poziome rozcięcie; blizny na lewej skroni; oderwana końcówka prawego ucha
gibki i żylasty ❖ mało umięśniony ❖ wysoki ❖ krótkowłosy ❖ niebieski ❖ pręgowanie ticked ❖ błękitne oczy ❖ biel na żuchwie, gardle, palcach i podbrzuszu ❖ poszarpane krawędzie uszu, na lewej małżowinie poziome rozcięcie oraz blizny na lewej skroni ❖ oderwana końcówka prawego ucha
Typowy osiedlowy cwaniaczek, raczej nikogo nie powinno dziwić to, jaki jest, biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło mu dorastać. Cechuje się znakomitymi zdolnościami maskowania swoich emocji, bo na osiedlu tylko to pomagało mu przetrwać. Potrafi dostosować się do sytuacji, dzięki czemu tak naprawdę część kotów, z którymi utrzymywał jakieś znajomości - ma o nim dość pozytywne zdanie. Zaskarbia sobie sympatię innych kotów, jednak mimo wszystko stara się trzymać je na dystans. Często jest dość gwałtowny, szybko reaguje w różnych sytuacjach i niekoniecznie potrafi wtedy opanować emocje, choć stara się, aby mimo wszystko pozostać opanowanym. No i kłamie. Jak z nut, często nawet niespecjalnie, po prostu... od tak, i przychodzi mu to z ogromną łatwością.
Smak dzikiej zwierzyny był wspaniały, zupełnie nie porównywalny do resztek wyjadanych z kubłów na śmieci, a i ludzie też zazwyczaj częstowali jakimś syfem. Uradowany był więc, kiedy udało mu się złapać niewielkiego królika w swoje pazury. Trochę się z nim szarpał, ale w końcu szarak zwiotczał i był cały jego. Wspaniale. Odkąd opuścił osiedle i zaszedł aż tutaj - niczego nie jadł, więc pierwszą połowę królika pochłonął właściwie od razu, a potem... odpoczywał. Co jakiś czas biorąc smakowitego gryza soczystego mięsa, rozglądając się po jakże urokliwej okolicy.
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Ni druga Kozia Skarpa, ni owca (nawet skrzyżowana z nietoperzem - wciąż nie to). Osadzony bardziej na przydługich słomkowych szczudłach niż na stabilnych filarach łap, zdecydowanie wysoki i wątły, to pierwsze - po mamusi. Wąziutkie ramiona i klatka piersiowa oraz widoczne kręgi jakoby tworzą kolejne schodki (nie do piekieł, rzecz jasna) i pięterka Owczej konstrukcji. Cały skąpany w czerni, na tyle zachłannej, by nie zostawić choćby skrawka charakterystycznej białej owczej skóry. Szatę ma krótką i ściśle przylegającą do wysmukłego, strzelistego ciała, acz kudłatą, jakoby poskręcaną, tworzącą na sierści dziwny system fal i bliżej nieokreślonych znaków. Pysk w swej istocie - prawdziwie orientalny. Klinowata głowa o charakterystycznym łuku, jakoby odstające, zakreślone grubą kreską kości jarzmowe, nadający charakteru wysoki nos o gładkim, prostym profilu, postawione na sztorc trójkątne uszy. A do tego para migdałowatych, skośnych ślepiów o barwie orzechowej - z małym, błękitnym elementem na tęczówce lewego oka (heterochronia sektorowa). Całości zaś dopełnia wystający z pyszczka młodziaka kieł - po prawej stronie pyska. Krok raczej skoczny i dziarski, żaden tam owczy pęd. Głos akceptowalnie i względnie skrzekliwy, żadne tam beczenie. Owieczka jaki jest, każdy widzi.
Raczej nie zbłąkana owca, jeśli zaś czarna dla rodziny, to tylko w umiarkowanym stopniu, rozsądnej dawce i względnie dobrze wyważonej ilości. Bez krztyny wątpliwości - jest to wyjątkowo zaaferowane otoczeniem, absorbujące świat i ów światem zaintrygowane dziecię. Po mieczu, a i po kądzieli odziedziczył raczej przystępna (choć nie do przesady), wesołą, a nawet entuzjastyczną naturę. Bywa zuchwały i uparty, acz w akceptowalnej mierze. Ma swoje dziwactwa - zafiksowanie na rozciągłości włosa na grzbiecie, kolorze nieba, kształcie korzeni w lecznicy. Do rodziców przywiązany, acz niepozbawiony indywidualistycznego podejścia i zacięcia odkrywcy - jak wychodzić z kociarni, to samemu, a najlepiej także jako pierwszy. W gruncie rzeczy - owce bywają istotami stadnymi, co ma miejsce także w tym przypadku. Bywa, w najgorszym wypadku, rozbeczany. Jak miękkie owcze runo - idealny do ukształtowania i przystrzyżenia przez warunki i okoliczności panujące zarówno w Cieniu, jak i w Lesie.
Chciało, to poszło.
Musiało bowiem zobaczyć więcej od Byczka, zwiedzić trochę Lasu. W ogóle być od niego lepsze - pod każdym, pod jakimkolwiek względem. I nie musiało wcale wiedzieć, dokąd szło - dokąd właściwie się wybierało. Byle daleko - taki był właśnie cel Owczej Łapy. Wędrówka się dłużyła, a przynajmniej do momentu, gdy na Owczej ścieżce stanął nieznany, obcy kot. Nie nosił woni żadnego z Klanów -czy to jeden z tych samotników, z którymi miało nie rozmawiać?
- Kto ty. - rzuciło.
Wszak skoro miało z takowymi nie rozmawiać, to właśnie to zamierzało robić. Zasady bowiem były dla takich, jak Bycza Łapa... prawda?
Księżyce: 32 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: wartki potok Ojciec: psie serce Trwałe urazy: poszarpane krawędzie uszu; na lewej małżowinie poziome rozcięcie; blizny na lewej skroni; oderwana końcówka prawego ucha
gibki i żylasty ❖ mało umięśniony ❖ wysoki ❖ krótkowłosy ❖ niebieski ❖ pręgowanie ticked ❖ błękitne oczy ❖ biel na żuchwie, gardle, palcach i podbrzuszu ❖ poszarpane krawędzie uszu, na lewej małżowinie poziome rozcięcie oraz blizny na lewej skroni ❖ oderwana końcówka prawego ucha
Typowy osiedlowy cwaniaczek, raczej nikogo nie powinno dziwić to, jaki jest, biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło mu dorastać. Cechuje się znakomitymi zdolnościami maskowania swoich emocji, bo na osiedlu tylko to pomagało mu przetrwać. Potrafi dostosować się do sytuacji, dzięki czemu tak naprawdę część kotów, z którymi utrzymywał jakieś znajomości - ma o nim dość pozytywne zdanie. Zaskarbia sobie sympatię innych kotów, jednak mimo wszystko stara się trzymać je na dystans. Często jest dość gwałtowny, szybko reaguje w różnych sytuacjach i niekoniecznie potrafi wtedy opanować emocje, choć stara się, aby mimo wszystko pozostać opanowanym. No i kłamie. Jak z nut, często nawet niespecjalnie, po prostu... od tak, i przychodzi mu to z ogromną łatwością.
W lesie zawsze należało zachowywać czujność... w sumie, jak wszędzie, na osiedlu szczególnie. Tutaj wydawało mu się być mimo wszystko bezpieczniej. Brak ludzi, brak aut, rowerów, nawet psów było mniej, w sumie nie spotkał póki co jeszcze żadnego na swojej drodze. Widok czarnego kota przed sobą nieco go zaniepokoił, jednak tylko na moment, dopóki się mu nie przyjrzał.
– Co cie to – odpowiedział, wgryzając się w żebro królika, aż nie usłyszał pęknięcia drobnej kostki pod naporem kłów. Spojrzał na niego oceniająco, wyzywająco wręcz, a potem uniósł brwi i zaczął pochłaniać bardziej miękkie części szaraka. Ten tu nie stanowił dla niego żadnego zagrożenia, nosił natomiast na sobie woń Klanu Cienia. Znajomą, nostalgiczną. Musiał zważać na słowa, uważać, co mówi. Chociaż taki chłystek raczej niczego by się nie domyślił. Nawet, gdyby powiedział wprost, że niegdyś również mieszkał w tym samym obozie, co on.
– Ale z ciebie paszczur – rzucił między głośnymi mlaśnięciami.
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Ni druga Kozia Skarpa, ni owca (nawet skrzyżowana z nietoperzem - wciąż nie to). Osadzony bardziej na przydługich słomkowych szczudłach niż na stabilnych filarach łap, zdecydowanie wysoki i wątły, to pierwsze - po mamusi. Wąziutkie ramiona i klatka piersiowa oraz widoczne kręgi jakoby tworzą kolejne schodki (nie do piekieł, rzecz jasna) i pięterka Owczej konstrukcji. Cały skąpany w czerni, na tyle zachłannej, by nie zostawić choćby skrawka charakterystycznej białej owczej skóry. Szatę ma krótką i ściśle przylegającą do wysmukłego, strzelistego ciała, acz kudłatą, jakoby poskręcaną, tworzącą na sierści dziwny system fal i bliżej nieokreślonych znaków. Pysk w swej istocie - prawdziwie orientalny. Klinowata głowa o charakterystycznym łuku, jakoby odstające, zakreślone grubą kreską kości jarzmowe, nadający charakteru wysoki nos o gładkim, prostym profilu, postawione na sztorc trójkątne uszy. A do tego para migdałowatych, skośnych ślepiów o barwie orzechowej - z małym, błękitnym elementem na tęczówce lewego oka (heterochronia sektorowa). Całości zaś dopełnia wystający z pyszczka młodziaka kieł - po prawej stronie pyska. Krok raczej skoczny i dziarski, żaden tam owczy pęd. Głos akceptowalnie i względnie skrzekliwy, żadne tam beczenie. Owieczka jaki jest, każdy widzi.
Raczej nie zbłąkana owca, jeśli zaś czarna dla rodziny, to tylko w umiarkowanym stopniu, rozsądnej dawce i względnie dobrze wyważonej ilości. Bez krztyny wątpliwości - jest to wyjątkowo zaaferowane otoczeniem, absorbujące świat i ów światem zaintrygowane dziecię. Po mieczu, a i po kądzieli odziedziczył raczej przystępna (choć nie do przesady), wesołą, a nawet entuzjastyczną naturę. Bywa zuchwały i uparty, acz w akceptowalnej mierze. Ma swoje dziwactwa - zafiksowanie na rozciągłości włosa na grzbiecie, kolorze nieba, kształcie korzeni w lecznicy. Do rodziców przywiązany, acz niepozbawiony indywidualistycznego podejścia i zacięcia odkrywcy - jak wychodzić z kociarni, to samemu, a najlepiej także jako pierwszy. W gruncie rzeczy - owce bywają istotami stadnymi, co ma miejsce także w tym przypadku. Bywa, w najgorszym wypadku, rozbeczany. Jak miękkie owcze runo - idealny do ukształtowania i przystrzyżenia przez warunki i okoliczności panujące zarówno w Cieniu, jak i w Lesie.
- Jajco. - odpowiedziało - Pytam się normalnie, co, nie mogę? Jesteś samotnikiem... tak? Tak, czy nie?
I czy to czyniło go niebezpiecznym? Czy to spotkanie wzbogaci Owieczkę o doświadczenie, którego nie miało jego rodzeństwo, tata, a może nawet mama? Którego na pewno nie miał Byczek?! Ha, to na pewno. Jeszcze pęknie z zazdrości, jak tylko o tym usłyszy!
- Co się tak gapisz. - zapytało płaskim tonem - Jestem Owieczka, a nie żaden paszczur. Sam jesteś paszczur, yyy, przychlast. Przychlast jesteś! Tak ci na imię?!
Wszak tak właśnie wyglądał. Był zapewne nieco starszy od niego, ale tak samo, jak Owcza Łapa - raczej nie miał się czym pochwalić. Mama zmiotłaby go z powierzchni w uderzenie serca. A Owca... a Owca pewnie też.
Księżyce: 32 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: wartki potok Ojciec: psie serce Trwałe urazy: poszarpane krawędzie uszu; na lewej małżowinie poziome rozcięcie; blizny na lewej skroni; oderwana końcówka prawego ucha
gibki i żylasty ❖ mało umięśniony ❖ wysoki ❖ krótkowłosy ❖ niebieski ❖ pręgowanie ticked ❖ błękitne oczy ❖ biel na żuchwie, gardle, palcach i podbrzuszu ❖ poszarpane krawędzie uszu, na lewej małżowinie poziome rozcięcie oraz blizny na lewej skroni ❖ oderwana końcówka prawego ucha
Typowy osiedlowy cwaniaczek, raczej nikogo nie powinno dziwić to, jaki jest, biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło mu dorastać. Cechuje się znakomitymi zdolnościami maskowania swoich emocji, bo na osiedlu tylko to pomagało mu przetrwać. Potrafi dostosować się do sytuacji, dzięki czemu tak naprawdę część kotów, z którymi utrzymywał jakieś znajomości - ma o nim dość pozytywne zdanie. Zaskarbia sobie sympatię innych kotów, jednak mimo wszystko stara się trzymać je na dystans. Często jest dość gwałtowny, szybko reaguje w różnych sytuacjach i niekoniecznie potrafi wtedy opanować emocje, choć stara się, aby mimo wszystko pozostać opanowanym. No i kłamie. Jak z nut, często nawet niespecjalnie, po prostu... od tak, i przychodzi mu to z ogromną łatwością.
– Zależy, gdzie akurat jestem... teraz tak, teraz jestem sam, na twoje szczęście! – powiedział, podnosząc się z miejsca i walnął w królika łapą, odrzucając go pod siebie. Tak o, dla bezpieczeństwa. Swojego żarcia strzegł lepiej, niż czegokolwiek innego.
– Ziomeczku, ja się nazywam tak, jak se akurat w danym dniu zechce – prychnął, krzywiąc pysk i wysunął w jego stronę końcówkę języka. Ale się rzucał, jakby był nie wiadomo kim. – Owieczka. Uuuu, groźnie, i co tu robisz, owieczko, gdzie masz swoje stadko? – bo znajdował się poza bezpiecznymi terenami Klanu Cienia, z którego pochodził. Był tu sam, równie dobrze Grzechotnik mógłby go w tym momencie zwyczajnie... unicestwić. Ale póki co nie widział w tym sensu. Młody był gniewny i narwany, ale jednocześnie nie stanowił dla niego absolutnie żadnego zagrożenia.
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Ni druga Kozia Skarpa, ni owca (nawet skrzyżowana z nietoperzem - wciąż nie to). Osadzony bardziej na przydługich słomkowych szczudłach niż na stabilnych filarach łap, zdecydowanie wysoki i wątły, to pierwsze - po mamusi. Wąziutkie ramiona i klatka piersiowa oraz widoczne kręgi jakoby tworzą kolejne schodki (nie do piekieł, rzecz jasna) i pięterka Owczej konstrukcji. Cały skąpany w czerni, na tyle zachłannej, by nie zostawić choćby skrawka charakterystycznej białej owczej skóry. Szatę ma krótką i ściśle przylegającą do wysmukłego, strzelistego ciała, acz kudłatą, jakoby poskręcaną, tworzącą na sierści dziwny system fal i bliżej nieokreślonych znaków. Pysk w swej istocie - prawdziwie orientalny. Klinowata głowa o charakterystycznym łuku, jakoby odstające, zakreślone grubą kreską kości jarzmowe, nadający charakteru wysoki nos o gładkim, prostym profilu, postawione na sztorc trójkątne uszy. A do tego para migdałowatych, skośnych ślepiów o barwie orzechowej - z małym, błękitnym elementem na tęczówce lewego oka (heterochronia sektorowa). Całości zaś dopełnia wystający z pyszczka młodziaka kieł - po prawej stronie pyska. Krok raczej skoczny i dziarski, żaden tam owczy pęd. Głos akceptowalnie i względnie skrzekliwy, żadne tam beczenie. Owieczka jaki jest, każdy widzi.
Raczej nie zbłąkana owca, jeśli zaś czarna dla rodziny, to tylko w umiarkowanym stopniu, rozsądnej dawce i względnie dobrze wyważonej ilości. Bez krztyny wątpliwości - jest to wyjątkowo zaaferowane otoczeniem, absorbujące świat i ów światem zaintrygowane dziecię. Po mieczu, a i po kądzieli odziedziczył raczej przystępna (choć nie do przesady), wesołą, a nawet entuzjastyczną naturę. Bywa zuchwały i uparty, acz w akceptowalnej mierze. Ma swoje dziwactwa - zafiksowanie na rozciągłości włosa na grzbiecie, kolorze nieba, kształcie korzeni w lecznicy. Do rodziców przywiązany, acz niepozbawiony indywidualistycznego podejścia i zacięcia odkrywcy - jak wychodzić z kociarni, to samemu, a najlepiej także jako pierwszy. W gruncie rzeczy - owce bywają istotami stadnymi, co ma miejsce także w tym przypadku. Bywa, w najgorszym wypadku, rozbeczany. Jak miękkie owcze runo - idealny do ukształtowania i przystrzyżenia przez warunki i okoliczności panujące zarówno w Cieniu, jak i w Lesie.
- A ja nie. - zadeklarowało - I jak coś mi zrobisz, to mój cały Klan ci złoi dupę. Ale nawet nie musi, bo sam to zrobię lepiej!
W najgorszym wypadku... powie mamie albo Byczej Łapie. Kto jak kto, ale oni byli na tyle silni, by poradzić sobie z takim przeciwnikiem! Nie wspominając o samym Owieczce, najsilniejszym z nich wszystkich!
- Nie jestem żadnym Ziomeczkiem, tylko Owieczką, złamasie. - poprawiło go - A moje stadko to Klan Cienia, a Klan Cienia jest bardzo duży i cię znajdzie. Ale i tak najbardziej powinieneś bać się MNIE!
Chyba widział z kim miał do czynienia. Pierwsza blizna w tak młodym wieku? To robiło wrażenie!
- No, ale ty nie masz swojego Klanu, czy co? - zapytało - Niby co tu robisz sam... i w ogóle. Poza tym, że jesteś brzydki i pewnie boisz się ze mną walczyć... to co?
Czy samotnicy też mieli swoje Klany? Lepsze od tych, które samo znało najlepiej? Interakcja z całym tym przychlastem mogła go sporo nauczyć... I dać mu całkiem nowe możliwości.
Księżyce: 32 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: wartki potok Ojciec: psie serce Trwałe urazy: poszarpane krawędzie uszu; na lewej małżowinie poziome rozcięcie; blizny na lewej skroni; oderwana końcówka prawego ucha
gibki i żylasty ❖ mało umięśniony ❖ wysoki ❖ krótkowłosy ❖ niebieski ❖ pręgowanie ticked ❖ błękitne oczy ❖ biel na żuchwie, gardle, palcach i podbrzuszu ❖ poszarpane krawędzie uszu, na lewej małżowinie poziome rozcięcie oraz blizny na lewej skroni ❖ oderwana końcówka prawego ucha
Typowy osiedlowy cwaniaczek, raczej nikogo nie powinno dziwić to, jaki jest, biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło mu dorastać. Cechuje się znakomitymi zdolnościami maskowania swoich emocji, bo na osiedlu tylko to pomagało mu przetrwać. Potrafi dostosować się do sytuacji, dzięki czemu tak naprawdę część kotów, z którymi utrzymywał jakieś znajomości - ma o nim dość pozytywne zdanie. Zaskarbia sobie sympatię innych kotów, jednak mimo wszystko stara się trzymać je na dystans. Często jest dość gwałtowny, szybko reaguje w różnych sytuacjach i niekoniecznie potrafi wtedy opanować emocje, choć stara się, aby mimo wszystko pozostać opanowanym. No i kłamie. Jak z nut, często nawet niespecjalnie, po prostu... od tak, i przychodzi mu to z ogromną łatwością.
– Najpierw cały twój Klan musiałby tutaj być, a go tu nie widzę, sam jesteś jak ten palec w łapie. Bo wy, dzikusy, poza waszymi zasikanymi terenami jesteście niczym i nikim, wszyscy z was kpią. A ty, dzieciaku, równie dobrze mogłeś wpaść w moją pułapkę i być otoczony przez moich, tylko czekających na rozkaz do ataku – odpowiedział, pochylając łeb i uderzył ogonem o pięty. Gówno prawda, ale może zasieje choć niewielkie ziarenko wątpliwości w Owczym, niezbyt bystrym łebku.
– Słabo macie chyba w tym całym Klanie Cienia, skoro grozi mi taki szkielecik. Karmią was tam w ogóle? – dodał z pogardą w głosie. Niby tyle tam było kotów, wszyscy polowali, a jednak potem spotykał takie o chuchro. Niesamowite.
– Guza szukam. Tak, jak ty – prychnął. Co to było za durne pytanie. Przyszedł mu do głowy jednak pewien pomysł. Młody był narwany i skory do bitki. Takich kotów potrzebowali. – Ja tu nie mieszkam, przychlaście. Podróżuję. Zwiedzam. Przyszedłem z osiedla. Rozumiesz? O-sie-dla. To takie miejsce tylko dla najlepszych i najsilniejszych, pełne gangów lepszych, niż Klanu. Dnia byś tam u nas nie przeżył – stwierdził, posyłając mu lekceważący uśmiech, a następnie schylił się po upolowaną zwierzynę, wyrywając kęs soczystego mięsa i zaczął mielić je w szczękach.
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Księżyce: 27 Mistrz: Złocisty Nektar Płeć: nb amab? Matka: Kozia Gwiazda Ojciec: Kudłaty Obłok Trwałe urazy: ukośne ślady po pazurach przechodzące od górnej części oka do dolnej jego części
Ni druga Kozia Skarpa, ni owca (nawet skrzyżowana z nietoperzem - wciąż nie to). Osadzony bardziej na przydługich słomkowych szczudłach niż na stabilnych filarach łap, zdecydowanie wysoki i wątły, to pierwsze - po mamusi. Wąziutkie ramiona i klatka piersiowa oraz widoczne kręgi jakoby tworzą kolejne schodki (nie do piekieł, rzecz jasna) i pięterka Owczej konstrukcji. Cały skąpany w czerni, na tyle zachłannej, by nie zostawić choćby skrawka charakterystycznej białej owczej skóry. Szatę ma krótką i ściśle przylegającą do wysmukłego, strzelistego ciała, acz kudłatą, jakoby poskręcaną, tworzącą na sierści dziwny system fal i bliżej nieokreślonych znaków. Pysk w swej istocie - prawdziwie orientalny. Klinowata głowa o charakterystycznym łuku, jakoby odstające, zakreślone grubą kreską kości jarzmowe, nadający charakteru wysoki nos o gładkim, prostym profilu, postawione na sztorc trójkątne uszy. A do tego para migdałowatych, skośnych ślepiów o barwie orzechowej - z małym, błękitnym elementem na tęczówce lewego oka (heterochronia sektorowa). Całości zaś dopełnia wystający z pyszczka młodziaka kieł - po prawej stronie pyska. Krok raczej skoczny i dziarski, żaden tam owczy pęd. Głos akceptowalnie i względnie skrzekliwy, żadne tam beczenie. Owieczka jaki jest, każdy widzi.
Raczej nie zbłąkana owca, jeśli zaś czarna dla rodziny, to tylko w umiarkowanym stopniu, rozsądnej dawce i względnie dobrze wyważonej ilości. Bez krztyny wątpliwości - jest to wyjątkowo zaaferowane otoczeniem, absorbujące świat i ów światem zaintrygowane dziecię. Po mieczu, a i po kądzieli odziedziczył raczej przystępna (choć nie do przesady), wesołą, a nawet entuzjastyczną naturę. Bywa zuchwały i uparty, acz w akceptowalnej mierze. Ma swoje dziwactwa - zafiksowanie na rozciągłości włosa na grzbiecie, kolorze nieba, kształcie korzeni w lecznicy. Do rodziców przywiązany, acz niepozbawiony indywidualistycznego podejścia i zacięcia odkrywcy - jak wychodzić z kociarni, to samemu, a najlepiej także jako pierwszy. W gruncie rzeczy - owce bywają istotami stadnymi, co ma miejsce także w tym przypadku. Bywa, w najgorszym wypadku, rozbeczany. Jak miękkie owcze runo - idealny do ukształtowania i przystrzyżenia przez warunki i okoliczności panujące zarówno w Cieniu, jak i w Lesie.
- Ja żadnego palca tu nie czuję! - zadeklarowało, a i nawet jeśli było w tym momencie samo jak palec, to właśnie w pojedynkę (z Byczą Łapą) radziło sobie najlepiej - Zawołaj tych swoich i zobaczymy, ile was jest! A wiesz, mój brat jest tak gruby, że by wziął i was wszystkich samym brzuchem powalił.
Zmarszczyło brwi.
- Więc karmią. Bycza Łapa je za dwa koty! - odburknęło - No i tak też wygląda. A ty... a ty pewnie jesz same ochłapy. Dlatego teraz jednym jesteś, co?
Działał mu na nerwy, ale było w tym kocie coś, co nakazywało Owieczce pozostać. W końcu nie było tchórzem, by tak prędko stąd uciekać.
- Przeżyłbym nawet dwa! - odpowiedziało - A co to jest niby ten Gang, co? Tacy głupole jak ty? No, a.... no, a co jest na osiedlu? Ja jestem najlepszy i najsilniejszy, serio! Mogę ci udowodnić. Już i teraz!
Teraz zbyt łatwo się go nie pozbędzie. Wszystko szło zgodnie z Grzechotnikowym planem.
Księżyce: 32 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: wartki potok Ojciec: psie serce Trwałe urazy: poszarpane krawędzie uszu; na lewej małżowinie poziome rozcięcie; blizny na lewej skroni; oderwana końcówka prawego ucha
gibki i żylasty ❖ mało umięśniony ❖ wysoki ❖ krótkowłosy ❖ niebieski ❖ pręgowanie ticked ❖ błękitne oczy ❖ biel na żuchwie, gardle, palcach i podbrzuszu ❖ poszarpane krawędzie uszu, na lewej małżowinie poziome rozcięcie oraz blizny na lewej skroni ❖ oderwana końcówka prawego ucha
Typowy osiedlowy cwaniaczek, raczej nikogo nie powinno dziwić to, jaki jest, biorąc pod uwagę warunki, w jakich przyszło mu dorastać. Cechuje się znakomitymi zdolnościami maskowania swoich emocji, bo na osiedlu tylko to pomagało mu przetrwać. Potrafi dostosować się do sytuacji, dzięki czemu tak naprawdę część kotów, z którymi utrzymywał jakieś znajomości - ma o nim dość pozytywne zdanie. Zaskarbia sobie sympatię innych kotów, jednak mimo wszystko stara się trzymać je na dystans. Często jest dość gwałtowny, szybko reaguje w różnych sytuacjach i niekoniecznie potrafi wtedy opanować emocje, choć stara się, aby mimo wszystko pozostać opanowanym. No i kłamie. Jak z nut, często nawet niespecjalnie, po prostu... od tak, i przychodzi mu to z ogromną łatwością.
– Najpierw to twój brat musiałby tu dobiec. Bez zasapania się po drodze – prychnął. Skoro był tak gruby, zapewne nie zdążyłby tu się nawet pojawić, a w połowie drogi padłby na zawał. I tak byłaby z niego pomoc. – Ja jestem ZGRABNY, pustaku. Lepsze to, niż być jak ten twój brat. On pewnie własnych łap nie widzi bo mu brzuch zasłania, co? – doprawdy, rzadko kiedy widział grube koty na osiedlu, a jeśli już, to zazwyczaj były to pieszczoszki, które żarły na potęgę. On w porównaniu do nich był po prostu idealnie gibki i zręczny. Ideał.
– Uważaj, bo się zasapiesz – rzucił do niego. Ale wyrywny. – Jak to co. Co ty nie wiesz, co to osiedle? Wszystko tam jest. Co tylko zechcesz to tam jest, głupku. Tylko drzew mniej i idiotów momentami więcej... chociaż po rozmowie z kilkoma dzikusami od was, to zaczynam wątpić, czy tu nie ma ich więcej – dodał, oblizując pysk z krwi pozostałej po mięsie, które przed chwilą zjadł. – A co cię to obchodzi, hę? Żeby być w gangu to trzeba sobie na to zasłużyć, byle kogo nie biorą, Owieczko. Nie wiesz, na co się piszesz – miał go tak naprawdę już w garści, ale może jeszcze się nim trochę pobawi, czemu nie. Nowy narybek w gangu zawsze się przydawał, zwłaszcza takiego pokroju, jak ten tu gagatek.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Może i miała już na karku połowę swego żywota, ale niespokojny duch nie pozwalał jej tkwić bezczynnie w jednym miejscu. Nie wspominając już o nękających ją we dnie i w nocy widmach. Białe, puszyste łapy, przybrudzone od leśnej ściółki po niedawnym deszczu przemierzały las, stosunkowo daleko od jej Nory. Wybrała się na poszukiwanie ziół, tym razem zapuszczając się dalej, w nadziei na obfitsze zbiory. Był wczesny wieczór, gdy dotarła do niewielkiej polanki. Wyprostowała się i lodowatymi oczyma spojrzała na zmierzchające niebo. Zmrok zapadał coraz to później, co znacznie skracało jej możliwości przebywania na otwartych przestrzeniach. Jej spojrzenie na chwilę lekko odpłynęło. Warknęła coś do siebie pod nosem, lekko potrząsając głową na boki, po czym zaczęła przeczesywać wzrokiem źdźbła traw.
Mustang///
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Mustang, natomiast, praktycznie zaczynał życie. Z dnia na dzień był coraz bardziej zirytowany stanem rzeczy. Był wyrzucony z domu, jak byle śmieć. Był nikim, zostawionym tak o, co pięknie ujęto jako "gotowość do samodzielnego życia". Tej gotowości nawet by nie miał, gdyby nie ojciec, co powstrzymał matkę przed morderstwem. Teraz był sam. I się z tego cieszył. Mimo to, czasem myśli o tym sprawiały, że był zwyczajnie wściekły. To zaś przejawiało się w jego charakterze, chyba w najgorszy możliwy sposób.
Teraz, jednakże, niewiele robił. Skrobał pazurem po drzewie, chcąc jakoś zostawić po sobie ślad. Skoro nie mógł nigdy nigdzie...być, dla nikogo, bo przecież rodzice go nie chcieli, bo rodzeństwa absolutnie już nie miał, nie miał żadnych przyjaciół, to chociaż jak ktoś przechodził obok, to widział że Mustang tu był. To się liczyło, dla niego. Z zajęcia wyciągnęło go poczucie czyjejś obecności. Kocur, niemniej, niewiele zrobił - wspiął się na drzewo, z którego teraz obserwował nadchodzącą babcię. Chyba przez rodziców miał delikatną awersję do starszych. Nie miał kontaktu z wieloma, ale... no, co miał z nimi robić? Nie było wielu tematów do rozmów - on był ledwo starszym szczylem, co mógł sobie pośmieszkować, a poza tym... no... starsi zwyczajnie kojarzyli mu się jedynie z irytacją. Póki sama nie zacznie rozmowy, wolał chyba przesiedzieć w ciszy na drzewie. W końcu nie byli na tyle blisko siebie, że wyszłoby głupio, że po prostu milczał.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Słuchu może i najlepszego nie miała, ale węch ostry niczym świeżo zaostrzony szpon. Starsza kocica delikatnie nastroszyła ogon, gdy do jej nosa dobiegł zapach obcego kota. Przystanęła, i uniosła głowę, czujnie poruszając uchem. Lodowato różany wzrok spotkał się z błękitnymi ślepiami młodego kocura, siedzącego na gałęzi pobliskiego drzewa. Albinoska uniosła wyżej głowę, ogon zafalował jej u łap. A to jakiś nowy nabytek, nie widziała go jeszcze. Kocur wyglądał z umaszczenia jak pieszczoch, ale nie czuć było od niego dwunogich. Ciekawe. Na jej pysku pojawił się leniwy, drapieżny uśmieszek. Czyżby kolejny pustak? - Cóż cię sprowadza w te strony? Zmrok zapada. Uważaj, bo las o tej porze nie jest najbezpieczniejszym miejscem. - miauknęła chrapliwie, niby do siebie, niby do kocura na drzewie. Z jej gardła wydobył się cichy śmiech. No, ciekawe jakie ten młokos zrobi na niej wrażenie. Czy podejmie wyzwanie?
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Mustang zaś, usiłując być jakkolwiek nonszalancki, chwilę spędził na leniwym wylizywaniu swojej łapy. Raz po raz zerkał gdzieś przed siebie, to ukradkiem na nią, na wypadek gdyby miała się odezwać. Głównie nasłuchiwał, czy ta się nie zbliża jakoś agresywnie. Tak nie było... A co więcej, w końcu się odezwała. Gdy tylko się to stało, jego wzrok zupełnie się skupił na niej. Łapę położył na drzewie, zaraz odwzajemniając jej uśmiech. Jego był chyba bardziej zaczepny jeśli już, nie drapieżny. Czemu miałby tak się uśmiechać? Zdradzało to ewentualne zamiary. - Wiem, wiem. Nawet widzę - wskazał na swój policzek pazurem, jakoby usiłował zlustrować jej ranę na licu. - Dobrze się zagoiło. Ładnie widać.
Sam miał jakieś drobne blizny na ciele, ale nie takie, które zostałyby na dłużej niż raptem kilkanaście dni. Gdyby miał taką, hoho... Chyba by się czuł jak największy koks w całym lesie. - Niewiele mnie sprowadza. Wieczorne spacery, ładna pogoda, wypada wiedzieć kto się kręci gdzie... nie sądzisz? - to mówiąc, spojrzał się na nią nieco intensywniej. Ton jego głosu pozostawał neutralny, relatywnie miły. Wszak, nie miał powodów traktować jej jak, tfu, Bazyliszka. Nic mu nie zrobiła.
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Jej pysk pozostał niewzruszony, jednak w ślepiach błysnęło... coś, gdy ten wspomniał o jej bliźnie. Z jednej strony dobrze, że jej blizna budziła wśród kotów respekt, z drugiej... Nie zapomniała, czyje było to znamię. Skrzywiła się lekko. - Podoba ci się? To ci paskudne piętno. Kot, który ją zadał już nigdy nie ujrzy świtu. - mruknęła chrapliwie, jej wzrok zrobił się lodowaty, lekko odległy. I o dziwo, tekst ten wyjątkowo nie miał brzmieć jak ostrzeżenie, bynajmniej nie w zamiarze Balladyny. Był po prostu wyrazem nienawiści do ojca. Ale nie przeszkadzała jej oczywiście, opcja wzbudzenia przestrachu.
Gdy kocur zaczął wpatrywać się w nią intensywnie, odwzajemniła wzrok, wwiercając go w pysk kocura niczym odłamki lodu wbite w poduszki łap. Wieczorne spacery i ładna pogoda.. lekko zmrużyła ślepia. - Ano, wypada. - miauknęła. - Zatem, ktoś ty za jeden? - zapytała gładko, ani na chwilę nie spuszczając z kocura wzroku. Skoro już się napatoczył... Miło będzie przetestować go w jej oczach.
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Uniósł na moment jedną brew ku górze. Potem ją opuścił, nieco luzując ekspresję. - Robi swoją robotę. Dla kota z boku wygląda tak, jak powinno. Że potrafisz walczyć - a stwierdzenie, że kogoś zabiła - bo tak to rozumiał! - jedynie to potwierdzało. Dla takiego smarka jak Mustang, było to powodem dla podziwu. Imponowało mu bycie silnym. Wszak, to jedyne czego uczono go od kocięcia. Im lepiej ktoś o siebie dbał, tym bardziej mógł na tego kota patrzeć na poważnie. Nie jak na mrówkę, którą jedynie warto było zgnieść. - Mustang - przywitał się, lekko skinając głową w ramach powitania. [b]- Z kim ja mam przyjemność?