Logo Artemidy
Bujny Janowiec
Nim oriental sięgnął po trzeciego kwiatka, okazało się, że starczyły dwie sztuki by obudzić prawdziwego Jaśniejącego. Rozczarowująco-zadowalające. Przez uderzenie serca, może dwa, był cień nadziei, że wreszcie uda mu się ozdobić rdzawe futerko. Jednocześnie, namiastka normalności była mile widziana.
– Nie martw się, księżniczko, starczy i na legowisko, i dla ciebie. – odbił, ale nie chwycił za kolejną łodyżkę, by kontynuować swoją działalność artystyczną. Cichutko, z tyłu głowy pojawił się żal, że nauka znowu wygrała. Gdyby nie ona, mógłby dłużej nacieszyć oczy widokiem Jaśniejącego z goździkiem za uchem.
Że nie wracam do obozu. A tu Orionowi potwór przebiegał; bądźmy realistami. Korzenie rdzawego wojownika sięgały głębiej niż te należące do ostropestu. Nawet jeden i drugi mieli kolce by nikt zanadto się nie zbliżył. Jasne, wszystkie znaki na niebie i ziemi, a także fakt, że kocur niemal zawsze był bezpośredni – nie było powodu by mu nie wierzyć. Ale ten jeden raz, po tych wszystkich obiegach pór, to były samotnik, mając prawdę pod nosem, był gotowy kopać głębiej w poszukiwaniu tej prawdziwej prawdy. Ten jeden raz to on usłyszał słowa, które nie pasowały do jego zrozumienia świata na tyle by uznał je za zwykłe wykręcanie się. Ale w przeciwieństwie do niektórych, nie reagował irytacją, nie wytykał braku sensu. Płynął z prądem, aż rozmówca przyzna, że za bardzo się zagalopował ze swoimi pomysłami.
– Cieszy mnie, że spodobała ci się rozmowa z Mróweczką. Ona z kolei nazwała ciebie palantem i poleciła żebym znalazł sobie kogoś innego... – na tragiczną miłość bądź do nękania. Prawidłowe zakończenie zdania zależało od perspektywy. Lakoniczne pożegnanie i marsz przed siebie nie zraziły Oriona, pochwycił szybko jednego z kwiatków i zaraz zrównał się z Jaśniejącym. – Jasne, a dokąd idziemy jak nie do obozu? Bo widzisz, bądźmy szczerzy, wielokrotnie podkreślałeś, że mi nie ufasz. Więc nawet jak obiecam, że nikomu nie wygadam twojego sekretu to nie uwierzysz. Więc żebyś mógł spać spokojnie, pójdę z tobą. Będziesz mieć pewność, że się nikomu nie wygadałem, jeśli będziesz mieć mnie ciągle na oku.
Taki sprytny plan.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I całe szczęście, że nie próbuje dalszych numerów z kwiatkami, bo w innym wypadku mogłoby skończyć się jak zwykle. A to nie powinien być pożądany scenariusz nawet dla cynamonowego śmieszka.
- Hm, doprawdy? Ona wyraźnie ceni sobie twoje rady, będzie jej przykro, jeżeli nie odwdzięczysz się tym samym. - Zresztą będzie miał doskonałą sposobność ku pokazaniu swojej terminatorce, ile znaczą dla niego jej słowa, gdy zabraknie znajomego burego futra do czepiania się przy każdej okazji.
Ścigający go oriental nie zaskakuje, ale Płomieniowi nie przeszkadza jego obecność tak długo, jak nie będzie go spowalniać. Tym razem to nie przechadzka w obrębie klanowych ziem; istnieje limit, jak daleko będzie w stanie wybyć, nim zreflektuje się i zawróci.
Niezgrabnie wzrusza barkami, nie zaprzestając marszu.
- Przed siebie - odpowiada zwięźle. I zgodnie z prawdą. - Proszę cię uprzejmie. Skoro aż tak leży ci na sercu mój dobry sen, droga wolna, chodź - dodaje zachęcająco.
Bo teraz to Orion jest uwiązany. Jego nie wiąże z wichrem już nic. I chyba po raz pierwszy w życiu nie ma żadnego konkretnego planu, żadnej konkretnej powinności, niczego, co powinien mieć na uwadze. W przeciwieństwie do swojego towarzysza, może po prostu iść i patrzeć, dokąd poniosą go łapy, aż zrobi się całkowicie ciemno i w nowym otoczeniu będzie musiał znaleźć sobie jakieś miejsce na spędzenie nocy.
I jest mu z tym dobrze.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Miło z jej strony, że jednak mnie słucha, oczywiście, ale nie mógłbym ci przecież tego zrobić. Nie jestem tak okrutny by ciebie zostawić. – dwa uderzenia serca by podzielić się jeszcze swoją refleksją. – Zresztą myślę, że nie zdążyła ciebie poznać z odpowiedniej perspektywy, wiesz? Stąd aż taka stanowcza opinia, ale istnieje nadzieja, że się do ciebie przekona. Czyż to nie pocieszające?
Jaśniejący na pewno będzie skakać z radości, że jednak dało się go polubić. Przy odpowiednio wysokim upodobaniu do masochizmu, co prawda, ale to i tak niezły wynik, zważywszy na to co sobą reprezentował.
– Tak po prostu? Bez konkretnego celu? Niepodobne to do ciebie. – zauważył, wciąż jednak utrzymując lekki ton. A jeśli dotychczasowe zachowanie Wichrzaka nie zapaliło jeszcze lampek ostrzegawczych u orientala, po ostatnim komentarzu przyszła już pora na syreny alarmowe. Ale zmrużył tylko lekko niebieskie oczy, by już moment później potrząsnąć głową i kontynuować lekkim tonem. – Oczywiście, że mi leży na sercu. Od obiegów pór, choćby dlatego ciebie namawiałem do wyprowadzki z tego przepełnionego legowiska wojowników. Ale skoro już zgodziłeś się bym nadzorował twój sen, pragnę zauważyć, że wkrótce zacznie się ściemniać. I dla odpowiedniego wypoczynku nie powinieneś się szlajać po nocach. – więc gdzie był haczyk? Gdzie był ukryty cel, który rzekomo nie istniał? Oddalali się od Wichrowej granicy, a puenta nie nadchodziła.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ach, no przecież - mruczy gderliwie ze strzepnięciem ucha. - Z odpowiedniej perspektywy? I z jakiej to niby powinna mnie poznać?
Jakkolwiek te przepychanki słowne nigdy nie prowadzą do niczego produktywnego, tak w tym momencie ich wymiana zdań zakrawa o absurdalną. Wyjętą z innego świata, który oddala się z każdym pokonanym krokiem. Żadna Mrówcza Łapa nie zagości więcej w jego myślach, nawet w formie przelotnego impulsu.
- Niespodzianka - odpowiada jedynie. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że dla niego samego to sytuacja, jaką zakładał jako prawdopodobną, o planowaniu nie wspominając, ale teraz, po oddaleniu się kawałek od wichrowych ziem, po powiedzeniu o swoich zamiarach na głos, po poczuciu, jakby zrzucił z siebie ogromny ciężar, ani myśli zmieniać zdanie i wracać. Na tej drodze zawaliło się ogromne drzewo, nie ma co oglądać się wstecz. Bliźniaczo lekkim tonem dodaje: - To nie powinien być problem. Chyba że zapomniałeś już, jak radzić sobie jako samotnik.
Patrzy na niego z ukosa pełnym przenikliwości spojrzeniem, i to bynajmniej nie w celu upewnienia się, że kocur potrafi jeszcze odnaleźć się na świecie, gdzie można polegać wyłącznie na sobie, a ciepłe posłanko nie czeka w silnie strzeżonym miejscu.
Pora zbierać się do domu.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Z tej, gdzie da się dostrzec, że to całe twoje prychanie, odpychanie i niezadowolone miny to zwykła maska. – wyjaśnił chętnie. Niekoniecznie były to faktyczne wnioski z wieloksiężycowych obserwacji kocura, bo te nie zmieściłyby się w jednym krótkim zdaniu, ale była to hipoteza, której nie mógł w pełni potwierdzić. I mimo że sam uważał, że poznał już rozwiązanie, żaden szanujący kot by mu nie uwierzył w nie. Nie bez widocznych gołym okiem dowodów, a o nie, jak na złość, piekielnie ciężko.
Coraz trudniej było udawać ślepego, ale też oriental zawsze wierzył, że gdzieś pod tymi wszystkimi warstwami goryczy znajduje się talent aktorski. I właśnie dzisiaj był jego świadkiem, gdy grali w tchórzliwego kurczaka. Trafił mu się po prostu godny przeciwnik, ten raz jeden, więc aby odpowiednio uhonorować jego umiejętności, nie należało spasować jako pierwszemu. Już nawet to brzmiało prawdopodobniej niż faktyczne odejście. A spojrzenie Jaśniejącego tylko to potwierdzało, prawda? Posiadał talent, jasne, ale jego doświadczenie nie mogło się równać z Orionowym. Chwila moment i skończy się to przedstawienie.
A oriental nie zamierzał schodzić jako pierwszy ze sceny.
– Spokojna twoja głowa, takich rzeczy się nie zapomina. To jak pływanie. – zapewnił zaraz. I umówmy się, że tylko odrobinkę mu to weszło na ambicje. Nikt nie zabraniał nieczystych zagrywek, więc to była idealna chwila by użyć niesionego kwiatka. Zbliżył się do kocura by w ruchu założyć mu różową firletkę za ucho. Mogłaby pożyć dłużej od poprzedniczek, była wyjątkowo ładna. – Więc zostaw to mnie, księżniczko. Znajdę nam nocleg godny ciebie.
Proszę bardzo, to była idealna pora żeby przyznać się do swojej porażki w pozbywaniu orientala i zawrócić. Czekał.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Twierdzisz, że jestem fałszywy? - Przyganiał pies lisowi. - Bynajmniej. Nie mam żadnego interesu w udawaniu kogoś, kim nie jestem.
Czego nie można powiedzieć o wszystkich zebranych tutaj kotach. Chociaż ciężko dopatrywać się tu celu, który dałoby się sensownie uzasadnić. Sęk w tym, że nie każdemu zależy na obieraniu takich celów. Niektórzy po prostu lubują się w chaosie.
Lisie długości dzielące ich od terytorium wichru zmieniają się w długości drzewa, a żwawy marsz Oriona nie dobiega końca. Uparty albo skołowany, a najpewniej obie te rzeczy naraz. Jaśniejący Płomień chłonie widoki przed sobą, wciąga do płuc rześkie, czyste, pozbawione znajomego odoru powietrze, i łapie się na czymś dziwnym. Ta cała sytuacja go bawi. Jak rozchichranego młokosa, tyle że jemu udaje się zachować kamienny wyraz pyska. Tylko jego krok z twardego stąpania godnego patrolującego wojownika zmienia się w delikatne sunięcie po mokrej trawie, jakby nie dotykał ziemi pełnią łap.
Ale firletka nie zagrzewa nowego miejsca na długo i uderzenie serca później kończy pośród zieleni, strząśnięta wprawnym ruchem głowy kogoś, kto nie ma do czynienia z upierdliwym kwiatem po raz pierwszy.
Obraca łeb ku Orionowi. Z dwukolorowych oczu wygląda wyzwanie.
- Wykaż się. Byłoby szkoda, gdybyś szedł tylko po to, by dochować sekretu.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Twoje słowa, nie moje. – wyminął bezpośrednią odpowiedź. – Czyli uważasz, że jesteś taki nieznośny z natury? Dobrze, że przynajmniej ja w ciebie wierzę. – pokręcił łbem na boki z cichym westchnieniem. To smutne, że rdzawy miał o sobie takie zdanie. A jeszcze smutniejsze, że pewnie nawet nie rozumiał dlaczego było to smutne.
Oddalali się coraz bardziej od Bujnego Janowca, nie zbliżając się ani o krok do odpowiedzi. Oczywiście, teoria o tym że faktycznie Jaśniejący Płomień zrobił jak powiedział – nie zamierzał wracać do obozu i szedł przed siebie – była wciąż całkiem żywa. Orion czuł jednak wewnętrzny opór przed zaakceptowaniem jej. Dlaczego teraz? I czy gdy odrzuci zwątpienie i skupi się na krajobrazie przed nimi, nie obudzi się w Skręconym Pniu uderzenie serca później? Czy po przyjęciu takiego biegu wydarzeń dostanie pstryczka w nos i zawrócą do obozu?
W marszu kocura obok dostrzegł odbicie swoich własnych, lekkich kroków. Tyle spacerów bark w bark, tyle wspólnych treningów i zawsze dało się odczuć przepaść w sposobie stawiania łap. Wojownik zdawał się być zawsze przygotowany na próbę przewrócenia, na zamach na jego poczucie równowagi. Jakby nie chciał przesunąć się ani o grubość wąsa od obranej przez siebie trasy. Od swoich przekonań. Widok jaki stanowił teraz śmiało można było opisać jako kuriozalny. Na tyle kuriozalny, że Orion nie potrafił oderwać oczu od smukłej sylwetki płynącej nad trawami. Od kropel niedawnej ulewy strącanych z pochylonych źdźbeł. Od tańca ostatnich promieni słonecznych sięgających zza horyzontu by zniknąć w burej szacie, nadając jej przy tym złocistego blasku. Od tego jak poruszał się w jednym rytmie z pobliską roślinnością, jakby był zjawą, a nie prawdziwym kotem. Jakby nie był sobą.
Orion potknął się, niemal tracąc równowagę, nim zmusił się do skupienia na drodze.
Wyzwanie, zarówno w słowach jak i samym spojrzeniu. Bujny Janowiec, porzucony na granicy bukiet, zdawały się z tego miejsca odległym wspomnieniem, a każda kolejna kępa przyjmowała coraz bardziej nieznajome kształty. Jaśniejący nie oglądał się za siebie, skupiał się jedynie na widoku przed sobą, a teraz, na moment, także na długiej mordce. Zwątpienie zsunęło się z jasnych barków jak koc, a oriental powstrzymał się przed wzdrygnięciem. Bynajmniej nie z zimna, a nagłego podmuchu niepokoju. Sytuacja, która obieg pór temu byłaby darem od gwiazd dla ich ulubionego dziecka, dzisiaj była nie do końca chcianym prezentem. I gdy bliscy w niecierpliwości wyczekiwali pozytywnej reakcji, obdarowany zastanawiał się w jaki sposób najdelikatniej przekazać im, że wyrosło się z tego marzenia. Absurdalne. W trakcie treningu Mróweczka zarzuciła mu, że nie lubił ani idei życia w klanie, ani obecnych tam kotów. Pytała dlaczego żył w Wichrze. Powiedział jej wtedy, że czeka aż Jaśniejący Płomień zerwie swój łańcuch i uwolni się od życia psa stróżującego. Że to jedyny powód jego obecności w klanie. Dlatego więc, gdy jego jedyny powód zmierzał w stronę horyzontu, by zobaczyć co się za nim kryje, Orion czuł jak coś szarpało go w przeciwną stronę?
Poczucie odpowiedzialności za Mrówkę, za Świt i za Nurt. Coś zupełnie nowego w jego słowniku, wpisało się niespostrzeżenie, krzywymi literami na ostatniej stronie. Nie pasowało do reszty definicji, wyraźnie od nich odstawało i było odrobinę nieczytelne, ale nie dało się ukryć, że znalazło tam swoje miejsce. Bez daty, bez podpisu, to w końcu nie pamiętnik. W efekcie oriental nie miał pojęcia kiedy zaczął się jego upadek. Czy to konkretne zdarzenie spowodowało, że troska zaczęła krążyć w jego organizmie jak trucizna; czy przyczyna była jak niewielkie zadrapanie, tak drobne, że nikt nie zwrócił na nie uwagi dopóki nie było za późno na reakcję? A może to przychodziło stopniowo i każdy rozsądny kot wiedział, w którym momencie należało się zatrzymać by nie stracić swojej niezależności. Najpierw były koty, z którymi chętnie spotkałby się ponownie, ale nie przywiązywał większej wagi do ich imion, ani tego jak dalej potoczyły się ich losy. Następnie pojawiły się koty, które chciał zatrzymać w swoim życiu na dłużej, ale nie robił nic w tym kierunku, pozostawiając wszystko w łapkach losu. Tuż za nimi przyszły koty, na których mu zależało, ale wiedział, że poradzą sobie same. A potem były koty, które mogły poradzić sobie bez jego pomocy, ale strach przed ryzykiem trzymał go w ich orbicie; gotowego wkroczyć na najmniejszy sygnał. Jaśniejący zawsze znajdował się poza tymi kategoriami, nie znajdował się na żadnym ze stopni i naturalnym wydawało się założenie, że w takim razie musiał znajdować się na szczycie hierarchii, ponad wszystkim innym. Teraz Orion nie był już tego taki pewny. Pierwsza rysa pojawiła się, gdy Świt została zaatakowana przez jastrzębia. Świt miała określone miejsce w życiu orientala, nie znajdowała się ponad hierarchią, a jednak była w tamtym momencie najważniejsza. Druga rysa powstała, gdy dotarło do niego, że starczyłaby jedna sugestia ze strony Nurt, że potrzebowała go w Gromie, by zostawił za sobą Wicher i swój jedyny powód. Może Nie. miała rację mówiąc, że Orion nie potrzebował kota, z którym nawet po tylu obiegach pór nie był w stanie określić swojej relacji – stagnowała jak woda na torfowiskach, równie dobrze mogła być ukrywaną sympatią, co szczerą niechęcią. A może odpowiedź już od dawna była oczywista i tylko naiwność, na którą był już przecież za stary, pozwalała mu wierzyć, że nie istniała tylko jedna opcja. Może dorastaniem było pogodzenie się z rzeczywistością.
Ale Orion nigdy nie dorósł.
Wyrwał ostatnią stronę ze słownika, krótkim spojrzeniem pożegnał się z niewidocznymi stąd Wichrowymi łąkami i wyrzucił zmiętą kartkę za siebie. Zadarł wyżej podbródek, mierząc spojrzeniem Jaśniejącego. Nie widział w dwukolorowych oczach niechęci czy jedynie nie chciał jej dostrzec? Nie wiedział. Ale nie zamierzał zostawić wyzwania bez odpowiedzi.
– Och, to żaden problem. Patrz uważnie i trzymaj się blisko to może szybciej załapiesz sztukę życia na własną łapę, księżniczko. – zwykle starał się nie nadużywać tego określenia, żeby przypadkiem nie utraciło pierwotnego czaru. Ale nigdy nie pasowało tak dobrze jak teraz, po wspólnej ucieczce z wieży, gdy najbliższym celem Oriona miało być znalezienie schronienia na dzisiejszą noc dla jego damy.
Ostatnie promienie słońca rozpłynęły się za horyzontem, a na czarnym niebie coraz wyraźniej odcinały się migoczące gwiazdy. Z pomocą księżyca oświetlały drogę swojemu ulubionemu dziecku. Żwawy marsz nie był już wystarczający, rozpierała go energia mimo późnej pory. Trącił barkiem rdzawy bok, a następnie przyspieszył kroku, by smagnąć zaczepnie ogonem ceglasty nosek i zerwać się do biegu.

z.t x2
cryin emoji
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zapach Wędrujących Świateł unosił się mocno w powietrzu. A może już znała go na tyle dobrze, że najdrobniejszy okruszek woni przyjaciela byłaby w stanie rozpoznać nawet przez sen?
Detektyw był z niej żaden, ale każdy głupi dostrzegłby pozostawione na ziemi kwiaty i powoli zanikający zapach orientala i jego towarzysza. Wuj jak wuj, choć jego nie do końca mogła rozpoznać. Może to była kwestia braku większych relacji z nim, a może tego, że mimowolnie unikała go, ilekroć tylko wpadł jej w zasięg wzroku. Świadomie jednak nie zdawała się czuć do niego żadnej urazy.
Tego dnia, wesołym, sprężystym krokiem podążając za znanymi jej kitami, czuła że kryje się wspaniała przygoda, której nie mogła przegapić. A jutro?
A jutro zabierze Mróweczkę na łąkę.

/Zt



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nieznany jej kot przyprowadził ją w to miejsce, a następnie odszedł równie szybko jak się pojawił, nie zdążyła mu nawet podziękować. Węsząc w powietrzu rzeczywiście wyczuła zapach wielu kotów, który mimo upływu tak długiego czasu nadal był dla niej znajomy, Klan Wichru. Nie widziała nikogo stamtąd od tak dawna i szczerze martwiła się czy zechcą ją do siebie przyjąć, zrobiła ogromnie głupio gdy wymknęła się wtedy z obozu i cały czas bardzo tego żałowała. Tęskniła za rodzicami, rodzeństwem, za klanem w którym się urodziła i niczego nie pragnęła goręcej jak móc teraz wrócić do domu. Gdyby tylko zgodzili się dać jej szansę więcej ich już nie zawiedzie, tutaj należało całe jej serce. Niecierpliwie i w napięciu stała przed granicą tak, aby jej nie naruszyć a kiedy tylko dostrzegła w oddali patrol natychmiastowo głośno go zawołała i poprosiła o możliwość rozmowy z Roziskrzoną Gwiazdą lub Donośnym Krzykiem przy okazji informując ich też czyją jest córką. Potem pozostawało już tylko czekać.

//Iskierka lub Krzyk! <3
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ostatnie parę dni przebywała w obozie, żeby jej oko mogło się dobrze zagoić. Nie widziała w tym jednak większego sensu, bo rany już dawno się zasklepiły, a jeśli chodzi o same oko... Z niego raczej i tak już nic nie będzie. Mimo bólu próbowała je mrużyć, myśląc że może to coś da, ale niestety nie dało nic. Nie widziała na nie. I raczej już nigdy nie zobaczy. Ale co jeszcze gorsze, niemiłosiernie jej się nudziło.
Właśnie dlatego niemalże wypadła do lasu, gdy patrol przyniósł informację o kocie czekającym na władze przy granicach. Nie poinformowała nawet o niczym Iskry, po prostu wystrzeliła. Za nią wybiegła też Żbikopręga, po to żeby mieć na nią oko, ale przede wszystkim dlatego, że sprawa dotyczyła podobno jej potomka.
- Hej, słyszałam, że na mnie... nas czekasz, jaka sprawa? -Wiedziała jaka, ale dla samej zasady zapytała. Na całe szczęście nie musiała być tak formalna, jak wtedy, gdy przyszedł do nich Łabędzia Gwiazda... I skoro to córka jej przyjaciółki to sprawę załatwią raczej dość szybko.
LVL 11 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
100
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dzień dobry Donośny Krzyku i…Mama! – z trudem powstrzymała się, żeby pozostać na miejscu. Żbikopręga również wykrzyknęła jej imię jak to matka natychmiastowo rozpoznając w przybyłej kotce swoje dziecko. Zaraz też podeszła do niej na tyle blisko, żeby mocno ją przytulić.
- Mamo, nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam…za wszystkimi. – w oczach młodej szylkretki pojawiły się łzy wzruszenia, wzięła głębszy oddech. - Teraz jednak muszę pomówić z Donośnym Krzykiem. – dodała poważnym tonem, a Żbikopręga skinęła lekko pyszczkiem.
- Donośny Krzyku, nie wiem czy ty mnie kojarzysz, ale urodziłam się w Klanie Wichru. Jestem Kicunia, córka obecnej tu Żbikopręgiej i Klekoczącego Bociana. Byłam jeszcze malutka kiedy to głupio wymknęłam się z obozu za patrolem i zostałam złapana przez Dwunogów. Nie byłam pieszczochem, uciekłam od nich gdy tylko otworzyli brzuch potwora, w którym mnie zabrali. Niestety było to tak daleko stąd, że przez całe księżyce po prostu błąkałam się nie mogąc odnaleźć Klanu Wichru. Szczęśliwie trafiłam na życzliwych samotników, którzy pomogli mi przetrwać, przy nich nauczyłam się samodzielnie polować i walczyć. Oni również nie wiedzieli gdzie znajdują się klany, ale towarzyszyli mi dopóki nie trafię na jakikolwiek ślad prowadzący do domu. I chyba sam Gwiezdny Klan w ostatnich dniach postanowił mnie tutaj doprowadzić, ponieważ spotkałam nieznajomego kota, który powiedział, że wie gdzie jest Klan Wichru. Pytałam moich przyjaciół czy nie chcieliby wrócić ze mną, ale woleli wieść dalej samotnicze życie, więc po podziękowaniu im i serdecznych pożegnaniach ruszyłam dalej za tym nieznanym mi kotem. Dotrzymał słowa i przyprowadził mnie tutaj, ale odszedł zanim zdążyłam mu podziękować. I oto jestem. Chciałabym szczerze przeprosić za moje bezmyślne zachowanie w kocięctwie, za ból który przez to dotknął moich bliskich. I chciałabym cię prosić Donośny Krzyku o pozwolenie na powrót do Klanu Wichru. Jestem gotowa by polować i walczyć dla klanu, będę sumiennie wykonywać wszelkie obowiązki, które otrzymam. – zakończyła. Mówiła sporo, ale szczerze i z głębi serca. Następnie zamilkła i spoglądała na zastępczynię w napięciu oczekując jej reakcji.
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Stała z boku, gdy matka witała się z córką. Czuła się trochę nie na miejscu, ale przecież nie mogła na to narzekać. Nic dziwnego, że jej przyjaciółka cieszyła się na powrót swojego kocięcia.
No dobrze, Kiciunia zaserwowała jej dość sporo informacji jak na jeden raz, ale na całe szczęście mówiła tylko o istotnych rzeczach, tak więc ze skupieniem Krzyk nie było jeszcze aż tak najgorzej w jej przypadku. Więc poza obóz wypchnęła ją kocięca ciekawość, co? Będzie musiała powiedzieć matkom, żeby miały najmłodszych członków Klanu bardziej na oku. Chociaż nie wiedziała, czy dużo to zmieni. Jak to kiedyś powiedziała Rybim Nogom, nigdy nie wiadomo co kociętom strzeli do głowy. Życie. Tak działało życie.
Na wspomnienie o samotnikach strzepnęła uchem. Dobrze, że nie przyszli tutaj z nią, bo z nimi byłoby już o wiele trudniej. To dobrze, że pomogli kotce wrócić do domu, ale zastępczyni nie wiedziała ile ich było i czy w ogóle nadawali by się do klanowego życia, a o zaufaniu nie mówiąc.
- Głupie z ciebie kocie było. -Rzuciła Żbikopregiej rozbawione spojrzenie, gdy ta spojrzała na nią nieprzyjaźnie, w końcu mówiła o jej córce.- Ale jako kocię nie mogłaś zdawać sobie sprawy z tego jak bardzo źle robisz. Zresztą, nie będę robić z siebie jakiejś mądrali, rozchodzi się o to, że twoja matka urwałaby mi uszy, gdybym cię teraz odprawiła. Chodź, idziemy do domu. -Mruknęła, po czym machnięciem ogona nakazała obu kotkom pójście za nią.- Póki co będziesz przebywać w Splątanych Korzeniach, ale nie bój nic, niedługo powinna odbyć się ceremonia więc długo tam nie zabawisz. -

Zt?
LVL 11 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
100
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dobrze, dziękuję Donośny Krzyku. – pochyliła przed nią głowę z wdzięcznością, po czym ponownie przytuliła się do matki. Uszczęśliwiona Żbikopręga również wymruczała radosne podziękowanie do przyjaciółki, po czym polizała córkę między uszami. Zastępczyni jednak miała rację, że lepiej nie stać już dłużej na granicy, więc obie kotki zaczęły iść za nią z ożywieniem rozmawiając. Jak każda rodzina, która odnalazła się po wielu księżycach mieli mnóstwo do nadrobienia, cały ten czas którego dotychczas nie mieli możliwości spędzić razem. Kicunię cieszyła jednak wieść, że wkrótce ma mieć miejsce ceremonia no bo jednak trochę wstyd być kociakiem w wieku 22 księżyców. Co by się jednak nie działo zrobi wszystko co w jej mocy, aby jak najlepiej wykorzystać szansę, którą właśnie otrzymała. Po niedługim czasie oddaliły się z tego miejsca.

[zt]
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mord nie biegł. Nie widział sensu w spieszeniu się, kiedy na horyzoncie nie było widać żywej duszy, ani dwunożnej, ani kociej. Nie było tak naprawdę ani od czego uciekać, ani do czego biec, więc biały kocur zwyczajnie szedł sobie przed siebie, w stronę znajomego zapachu, trzymając w pysku pukiel niebieskich włosów wyrwanych jako dowód pokonania Dwunoga przy ucieczce. Jak tu trafił z powrotem po tym jak księżyce temu został porwany? I to jeszcze za kociaka? Na Osiedlu dowiedział się od jakiegoś napotkanego losowo kota o tym gdzie dokładnie znajdowały się tereny Czterech Klanów -plotki w końcu chodzą szerokimi oraz przeróżnymi drogami, a plotki o kotach żyjących w dużych leśnych grupach to już w ogóle- a następnie ruszył we wskazanym kierunku, puszczając głupawe ostrzeżenia i komentarze mimo uszu… tym razem. Szedł tak z dzień czy dwa, a kiedy się już zbliżył wystarczyło szukać znajomego zapachu Klanu Wichru, i proszę. Tak oto Mord znalazł się przy granicy miejsca swojego urodzenia, zwycięski i z trofeum w pysku. Jeszcze tylko kilkanaście kroków dzieliło go od samej granicy. Już prawie. Już prawie i będzie mógł wrócić do domu. Mord nawet nie zamartwiał się tym co go ominęło, czy go coś ominęło i jak wiele go ominęło przez ten czas, który spędził uwięziony w legowisku Dwunogów, którzy go porwali, nie, on miał postawiony przed nosem cel, wrócić do domu, do Wichru, i reszta go nie obchodziła.

//Traszkowy Grzbiet
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Traszkowy Grzbiet i samotny patrol to pojęcia często zestawiane razem. Nic więc dziwnego, że czekoladowa wojowniczka dzisiaj maszeruje bez towarzystwa u boku. Ostatnie księżyce spędzone z bólem brzucha i mdłościami przy gwałtowniejszym ruchu może nie zdołały jej całkowicie utrzymać w obozie – połowa Wichru chorowała, a Klan funkcjonować jakoś musiał, obowiązki na nią czekały – ale ograniczyła ilość samotnych wyjść. Wiedziała, że w starciu z drapieżnikiem jej szanse wypadały znacznie gorzej niż zwykle.
Ale teraz to przeszłość. Teraz Traszkowy Grzbiet jest gotowa na spotkanie z borsukiem. Nie wie jednak, że Gwiezdni inne spotkanie mają dzisiaj dla niej w planach – w zaroślach nie dostrzega zbliżającej się do granic sylwetki.

🗲 head’s a M E S S 🗲
she’s responsible
change her M I N D
it’s impossible

[Obrazek: d94p4tb-3cf1de0c-c23d-4b80-b6be-a1a39636...Tt6wL3bLNg]xx[Obrazek: dcoq3p9-4c8e362d-5758-4926-b8c6-3305a684...9XMWn4E00s]xx[Obrazek: d94p4tb-3cf1de0c-c23d-4b80-b6be-a1a39636...Tt6wL3bLNg]

C L O S E .your mouth
you’ll catch a fly
⋆ ˚。 watch the G I R L ⋆ ˚。
get what she likes

· · ─────── ·· ─────── · ·

⌜˙ you should see their face when they finally realize ˙⌝
⌞. . . . . . . . . . . . she’s a little bit psycho . . . . . . . . . . . .⌟

· · ───── ·· ───── · ·
LVL 6 375 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości