Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Podróż z Przybrzeżną Łapą była nudna. Kotka nie miała sobą nic ciekawego do zaoferowania i jeszcze potykała się co chwila o swoje własne nogi. Podróż z Przybrzeżną Łapą i Złotą Gęsią była tragiczna. Oboje na coś ciągle wpadali, ledwo wymijali przeszkody (o ile leżący przed patrolem kamień, widoczny kilkanaście lisich ogonów wcześniej można uznać za przeszkodę), i byli zwyczajnie nie do zniesienia. Gdy na doczepkę przyszła jeszcze Marchewkowe Pole, Psia Łapa była zupełnie niewidoczna! Mimo, że kotka była z nich wszystkich najbardziej przebojowa, tak rozmowy przeprowadzała głównie ze starszą dwójką, tylko co jakiś czas zerkając na Pies jak na kociaka, którego trzeba było pilnować, choć nieszczególnie zagajała tematy. Sama podróż się dłużyła, była męcząca i sprawiała, że młoda terminatorka fukała pod nosem lub mówiła cichuteńko nowopoznane przekleństwa, których znaczenia nie do końca rozumiała. Niestety nie pomagało to na fakt, że czuła jakby mijała konkretne kępki trawy już milion razy.
Podczas przymusowego przystanku - w końcu Złota Gęś wdepnął w jeża i trzeba było go ratować, chyba nawet pojawiła się krew - Pies skorzystała z krótkiej chwili, gdy Marchewka nie patrzyła, i oddaliła się by trochę odetchnąć i pozbierać jakieś kwiatki. Tutaj były takie ładne, nie to co w obozie! Może jeden podaruje Korzeniowi, a resztą wypcha Lisa, żeby w końcu zobaczył kto tu rządzi. A może obdaruje Roziskrzoną Gwiazdę, i ta łaskawie pozwoli jej nie uczestniczyć w treningach do końca życia. A może udekoruje sobie futerko, i wreszcie każdy zobaczy jaka jest ładna..
Mogłaby przysiąc, że oddaliła się zaledwie parę kroków, a jednak gdy się odwróciła, całe jej patrolowe towarzystwo zniknęło z pola widzenia. A ona? Nie miała pojęcia gdzie była! Zapach był inny, nie taki jak w domu, krzaczki były nawet innego koloru. A może jej się tylko wydawało? Wezbrała w niej panika, zaczęła nawoływać, aż w końcu siadła zrezygnowana na ziemię i zaczęła szlochać, pewna że to właśnie tutaj umrze.
kuzka!
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Tak się złożyło, że nawoływanie Psiej Łapy przyniosło jakieś skutki, choć niekoniecznie takie, jakich się spodziewała terminatorka.
Kózka nie mogła przejść obok czyjegoś spanikowanego głosu obojętnie, zwłaszcza nieznajomego. Czy mogła się pchać w tarapaty? Zapewne, bowiem co, jeśli nieznajomy głosik był w tym momencie w niebezpieczeństwie? Cóż, Kózka mogła na ten moment tylko skrzyżować palce i liczyć, że w razie czego niedaleko był patrol, gdyby faktycznie coś poszło nie tak. Niby jeszcze była w formie (przynajmniej w jej mniemaniu) i z pewnością skopałaby komuś dupę bez problemu, ale jednak wolała nie posuwać się do drastyczniejszych decyzji.
W końcu zlokalizowała źródło nawoływania, obrzucając nieznajomą zmartwionym spojrzeniem. - Hej! Wszystko w porządku? Coś ci jest? - Zawołała, szybko, może lekko koślawo ze względu na dodatkowy ciężar drepcząc w kierunku Wichrzaka. Młoda nie wydawała się być w niebezpieczeństwie - przynajmniej na pierwszy rzut oka - ale warto było i tak to zbadać. Przynajmniej w powietrzu nie unosił się żaden smród drapieżników. Mieli wystarczająco problemów z borsukami w ostatnim czasie.
Pies oczekiwała widoku kota, potrzebowała wybawienia i noszenia na barkach, jako że bolały ją już łapki! Nie spodziewała się jednak nikogo zupełnie, absolutnie obcego. W moment zapomniała o szlochaniu, bo usłyszawszy, a następnie dojrzawszy wojowniczkę, podskoczyła w miejscu, jeżąc nieznacznie grzbiet i pusząc ogon. W dodatku kotka wyglądała...cóż...z pewnością miała piękną osobowość.
Pies skrzywiła się mimowolnie, a gdy zdała sobie z tego sprawę, zmieniła zgryzotę w niezręczny, krótkotrwały uśmiech, którym obdarzyła nieznajomą. Szybko jednak wróciła do bycia smutną.
- Nieszczęście, droga pani - pociągnęła głośno nosem. - Moi przyjaciele, mój patrol. Ah, zostawili mnie na pastwę losu. Ja nieszczęsna, co ja teraz pocznę?
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Mrugnęła, przechylając lekko łeb. Westchnęła cicho, z ulgą mogąc odsunąć obawy o drapieżnikach na bok. Okej, na całe szczęście był to po prostu jakiś dzieciak, który zagubił się na granicach. Eh, kogo to nie spotkało.
Na przykład Kózkę. Ona była za młodu grzeczna, bardzo grzeczna. Sama sobie ogarnęła gdzie i jak wrócić, nie było mowy o zagubieniu się, pewnie ku niezadowoleniu Szuma.
- Zgubiłaś się? - Mruknęła, posyłając młodej lekki uśmiech. Dobra, z takimi problemami to sobie poradzi łatwo. - Jesteś na granicach z Klanem Cienia. Bo zakładam, że jesteś z Wichru i nie zawędrowałaś tu aż z Rzeki czy Gromu. - Zażartowała na rozluźnienie atmosfery. Nie, żeby była jakaś przygnębiająca, przynajmniej nie dla Kózki. Ważne, że nic ich nie zaatakuje, tyle dobrego. A patrol zaraz pewnie się napatoczy z powrotem, gdy tylko zauważą, że kogoś im brakuje.
- Co żeś im takiego zrobiła, że cię zostawili na pastwę losu? Z nadzieją, że przyjdzie duży, zły wojownik z Cienia i cię pożre? - Zaśmiała się teatralnie, szczerząc ostre kły.
Kiwnęła nieśmiało głową, delikatnie co by starać się trzymać w ryzach i nie rzucić zaraz do cienistych stóp z błaganiem o pomoc. Tak nie przystało. Poza tym, Pies stać było na znacznie więcej, miała jeszcze jakieś resztki swojej dumy, upchane gdzieś głęboko.
- Oh, oczywiście że nie z Rzeki czy Gromu - oburzyła się z lekka, czując, jakby wymienione klany były w jakiś sposób gorsze. Nie znała ich zwyczajów, trójki czy nawet zapachu, ale była przekonana, że nie dorastają Wichrowi do pięt. - W Wichrze urodzona, w Wichrze wychowana, droga pani. Proszę więcej nawet tak nie mówić - poprosiła dość naglącym tonem, oczekując przeprosin, choć gdzieś z tyłu głowy czuła że może ich wcale nie otrzymać.
- Bardzo proszę mnie nie zjadać - fuknęła, znów pusząc ogon. - Poszłam pozbierać parę kwiatów, gdy ratowali Złotą Gęś od jeża. Jak tylko się odwróciłam to ich nie było.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
- Hm... to trochę się rozpędziłaś. Nie byłaś jeszcze nigdy na granicach? - Dopytała, choć domyślała się już odpowiedzi. No, cóż, wszystko zależało od mistrza Psiej Łapy. Nie, żeby terminator nie miał w ogóle słowa na temat treningu, ale według Kózki, to przejście granic było jedną z tych rzeczy, które powinny być odhaczone jako pierwsze. Chociaż hipokrytka by się odezwała, ona nie zawsze brała od razu terminatora na zwiedzanie terenów, ale w ostatnich czasach miała dobre ku temu powody. Raz, że złamała nogę. Dwa, że teraz z brzuchem całych terenów nie uśmiecha jej się obchodzić. Trzy, że w sumie teraz żadnego terminatora nie ma. Hm. Brakowało jej w sumie tego, miała nadzieję, że niedługo się to może zmieni. Jak tylko jakoś ogarną ich władzę.
- Ojej, ale spokojnie, przecież sobie tylko żartuję. - Pokręciła lekko łbem. - Nie wątpię, że jesteś z Wichru. I do Gromu i do Rzeki trochę daleko, poza tym, nie pachniesz jak żaden z nich. - Miał być głupi żart, a jeszcze jej się rozmówca pogniewa. Ah ta dzisiejsza młodzież. Cóż za dyskryminacja innych klanów, normalnie jak w Cieniu. No, a raczej w tej gorszej części Cienia, co się dogadać z nimi na spokojnie nie idzie.
- Hmm... No, nie wiem, nie wiem. Zaoszczędziłabym na stosie. - Dobra, ostatni żart. - No ale już ci odpuszczę. A co do kwiatków, to znam takie jedno miejsce, o tej porze powinny być całkiem owocne zbiory. Na Czterech Dębach, zaraz przy granicy z Gromem, rośnie ich dość dużo. Chociaż to też kawałek drogi stąd... hm. Może gdzieś niedaleko coś będzie. - Rozejrzała się, rozciągając się przy tym nieco. - Oby tylko to nami się jeż nie zainteresował.
- Nie - pokręciła głową. Pies była jeszcze młoda i nie potrzebowała długich spacerów aż na granice klanów. Nachodzi się jak będzie starsza! Ale jak dorośnie, to będzie mogła mówić, że nie jest już podlotkiem i że kości ją bolą, że w krzyżu łupie i może lepiej, jak popilnuje obozu. Chyba nie będą kazać schorowanemu kotu popylać po całych terenach, prawda?
- Ja cię nie znam i nigdzie z tobą nie pójdę. Poczekam na patrol - powiedziała wprost, raz po raz zerkając na kotkę. - Ej, a czemu jesteś taka gruba? Dziwnie wyglądasz, łapy masz chude.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Ah. No tak, trochę nierozsądne to by było, tak po prostu pójść gdzieś z nowo poznaną osobą. Jakoś Kózce to do głowy nie wpadło, że to może nie być najlepszy pomysł. W końcu młoda Kózka by zapewne bez większej myśli polazła, w końcu skoro szuka kwiatków, a ktoś bardziej zapoznany z granicami oferuje jej pomoc, to czemu by jej nie przyjąć? No, ale młoda Kózka szczególną mądrością nigdy się nie chwaliła. Z resztą, w momencie zagrożenia z pewnością skopałaby komuś dupę.
- Hm. Dobra, fakt. Tutaj też patrol zapewne łatwiej cię znajdzie, więc lepiej się stąd nie ruszać. Ale no, jakbyś na przyszłość potrzebowała - niedaleko Gromu rośnie dużo kwiatów. - Pokiwała łbem.
Mrugnęła, wpatrując się chwilę w terminatorkę w lekkim zdziwieniu. No dobra, to, że Bażant nie ogarnął, to było normalne. Ale to był Bażant, a poza tym wtedy nie była dosłownie dni od przeniesienia się do kociarni. Westchnęła, lekko przechylając łeb. - Wiesz, trochę nie na miejscu jest kogoś wyzywać od grubych. - Mruknęła na start, lekko oblizując pysk. - A poza tym nie gruba, tylko z kociakami. - A przynajmniej miała nadzieję, że tak nie przytyła. W końcu łatwiej przytyć niż to wszystko zrzucić, a wolała formę jednak zachować.
Niedaleko Gromu, załapała. Może nawet kiedyś tam pójdzie. Trufla nie była aby z Gromu? Miała równie ładne, rude futerko co Pies! A nuż pozwoli się zaprzyjaźnić i zaprowadzi ją na odpowiedni teren, by mogły pozbierać i upleść wianki.
- Oh - skrzywiła się, nieco zakłopotana. Wiedziała, czym była ciąża i technicznie rozumiała, że są w brzuchu. Z drugiej strony kotka była naprawdę gruba. Z trzeciej Śmierdzący Śledź był dawno po porodzie i wygląda bardzo ładnie. - Też tym unikasz obowiązków? - spytała, przenosząc wzrok na ciemną mordkę, z trudem powstrzymując patrzenie na okrągłe boczki. Nie mogła jakoś przeżyć tej myśli. Co jeśli ona sama by chciała mieć kiedyś kocięta? Też będzie gruba? - Moja mama tak zrobił. I wyszło super, bo siedział z nami bardzo długo w kociarni i mogłam z nim spędzać mnóstwo czasu i razem sobie leżeliśmy na skałkach!
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Obserwowała czujnie terminatora, jednak nagłe pytanie Psiej Łapy z pewnością ją zbiło z tropu. Kolejne słowa zresztą też. Westchnęła lekko, kręcąc w odpowiedzi łbem. Unikać obowiązków, też jej czego. Ona ze złamaną łapą by próbowała wciąż je kontynuować - bo już tak kiedyś zrobiła - ciąża też jej w niczym nie przeszkodzi.
- Yyy... Nie, staram się jeszcze je wypełniać na tyle, ile mogę. - Odparła zgodnie z prawdą. Przeciągnęła się, przymykając oczy. - Cóż, nie znam twojej- twojego? - To też zmyliło, ale postanowiła iść tym samym słownictwem, nie chcąc przypadkiem nikogo urazić. - -mamy, ale na pewno jest sprytny. Albo dość leniwy. - Prychnęła lekko, przechylając łeb w bok. No, cóż. Różne koty miały różną motywację, nie. Jedne, bo chciały faktycznie rodzinę, inne, bo chciały się wymigać od obowiązków, a jeszcze inne z czystego przypadku. Chociaż Kózka nie pochwalała lenistwa to musiała powiedzieć - był to jakiś sposób.
- Dobra, ja będę się już zbierać. Miłego zbierania kwiatków, mam nadzieję, że twój patrol cię niedługo znajdzie. - Mruknęła na pożegnanie, po czym odwróciła się, mając na uwadze, aby zapytać później cienisty patrol o to, czy terminatorka tam przypadkiem cały czas nie stoi. Ale do tego czasu raczej już się odnajdzie.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Idąc sprawdzić jak ma się patrol z Psią Łapą spodziewał się dość sporo, może nie znał kotki niesamowicie dobrze, ale sądził, że miał pewien jej obraz w swojej głowie. Zdawał sobie sprawę, że mogła się rozpłakać, czy nawet rozryczeć, a poza tym mieć problem, by ruszyć się z miejsca, bo ona nie pójdzie i tyle. Kontrolował jej patrole pytając koty, czasami wpadając i patrząc na efekty, czy po prostu umawiając się, że spotka ich w wyznaczonym miejscu. Tym razem była to myśl niczym szczególnym nie poprzedzona. Stwierdził, że pójdzie po śladach patrolu i sprawdzi jak sobie radzą, ale kiedy doszedł do Złotej Gęsi, Przybrzeżnej Łapy i jakimś cudem Marchewkowego Pola to swojej Terminatorki nie widział, a oni w sumie nie wiedział co robili. Marchewka właśnie pozwalała się opierać Gęsi na sobie, a Przybrzeżna Łapa chyba jak on dopiero zrozumiała, że brakuje im jednego kompana. Korzeń nie myślał długo i ruszył tym razem śladem… uciekinierki? Ciężko było to tak nazwać… chociaż może zamierzała go czymś zaskoczyć?
Odchodząca sylwetka jakiego kota zwróciła jego uwagę, ale Pies nie wydawała się w stresie, ani nawet nie wyglądała jakby miała płakać. Podejrzewał więc, że cienisty obywatel nie zrobił nic Terminatorce.
– A Ty czemu się oddalasz od patrolu, skoro jeszcze niedawno nie chciała nawet na patrole wychodzić?
- Ach, tak, jest bardzo leniwy - przyznała z dumą. Nie uważała lenistwa za pejoratywne określenie, Śledź taki był i tyle. Gdyby jednak ją nazwać leniwą...oj, tu już się zaczynały schody, bo Pies nie miała żadnych wad. No, może poza tym że za bardzo jej zależy...i jest zbyt ładna...i przesadnie mądra.
- Och. No..No dobrze. No to pa - pokręciła nosem, czując jak w oczach zbierają się łzy rozpaczy z samotności. Może i nie ufała cienistej, może i była dziwna, a do tego mówiła również dziwnie, ale po krótkiej rozmowie nie wydawała się być jakoś bardzo niebezpieczna. No i nadal była kimś, komu Pies mogła opowiadać rzeczy o sobie. Szkoda, że poszła.
Gotowa do płaczu, w ostatnim momencie rozpromieniła się, widząc nadchodzącą znajomą jej mordkę. Podniosła się momentalnie, wesoło unosząc ogon ku góry, który drgał ze szczęścia na widok mistrza. Poza treningami to nie był taki zły w końcu.
- Ach, zapomnieli o mnie biednej! Było mi bardzo, bardzo smutno. Chciałam pozbierać parę kwiatków dla mamy, ale doszłam aż tu, a potem...Och, potem okropność, bo spotkałam tamtą niby grubą niby nie grubą kotkę, a potem się okazało, że będzie mieć kociaki, a potem nazwała mojego mame leniwym, a potem się okazało że musi iść i mi się zrobiło tak straszliwie smutno, bo byłam sama, a Marchewkowe Pole to chyba mnie nie lubi - opowiedziała wszystko jednym tchem, podchodząc bliżej Korzenia, by oprzeć się czołem o jego bark. - A czy możemy wrócić już do obozu? - spytała smutno.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Słuchał wyjaśnienia Pies i trochę coś mu się nie kleiła ta historia, przynajmniej z pewnymi punktami. Ogólnie brzmiało jak opowieść jego Terminatorki. Pociągnął nosem przez zimne powietrze jakie w nie uderzyło, ewidentnie Pora Opadających Liści szła dużymi krokami w ich stronę. Dziecinka poskarżyła się mu na wszystko i oparła przy tym na jego barku, sam jedynie pokręcił głową z niedowierzaniem, ale delikatny uśmiech pałętał się na jego pysku.
– No już, już. Nikt o Tobie nie zapomniał, ale musieli się zająć Złotą Gęsią. Pozbierałaś jakieś kwiatki? I jaka kotk… a tamta co odchodziła. Czyli widziałaś ciężarną kotkę, dlatego będzie mieć kociaki i dlatego miała większy brzuch. Gdzieś musiała pomieścić – wyjaśnił przy okazji, chociaż samej “obelgi” w stronę Śledzia nie skomentował. Wydawało mu się, że nie było to żadną tajemnicą, ale może się mylił. – Wydaje Ci się, wiesz? Marchewka na pewno Cię nie nie lubi. Wracać wrócimy po tym jak zapoluje przy okazji, więc przyjrzyj się – mruknął, pchając Pies w stronę terenów Wichru, nie musiał tak naprawdę polować. Kotka jednak znajdowała się w idealnym miejscu, by wykorzystać całą sytuację do czegoś pożytecznego. Upoluje chociaż trzy piszczki i mogą wracać, ale Pies niech lepiej patrzy, bo ją kiedyś przepyta.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Niektóre sprawy wymagały od Ciernistego Gąszczu wyjścia z Obozu. Zbieranie ziół, zwykłe spacery, a czasem i rozmowy, które lepiej było przeprowadzić z dala od tłumów. Teraz, gdy Wronia Łapa miała przynajmniej podstawowe wiadomości o leczeniu ran, oddalanie się nie było aż tak niebezpieczne jak wtedy, gdy była naprawdę jedyną medyczką. Nikt nie miał pretensji co do tego, że przez chwilę jej nie było. A o powodach jej wyjść nie musieli wiedzieć.
Tym razem musiała rozejrzeć się za Lisim Ogniem. Dała już chyba wojowniczce wystarczająco dużo czasu na podjęcie decyzji. Na pewno wystarczyło, by ona sama znalazła koncepcję dotyczącą tego, co byłoby odpowiednią przysługą dla niej samej. Wszystko mogło pójść dobrze. Jeśli odpowiednio się by do tego podeszło, to ostateczny bilans liczby kotów w klanie byłby dodatni. Więc czy wszyscy nie powinni być z tego zadowoleni?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too