Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Oh. Wow. Okej. Nawet żadnego ,,hej, jak się masz, co u ciebie, kiedy dzieci".
Koza zamilkła, wciągając powoli powietrze, przetwarzając tę informację. Czyli Ośmiooki planuje wyruszyć po życia, Kozia Skarpa nie widziała innego powodu, dla którego mieliby iść na spotkanie z przodkami. Chyba, że zwyczajnie po pomoc, to również był jakiś... Plan. Pies jednak był na łożu śmierci, było to widoczne gołym okiem nawet dla tych, co nie mieli specjalnych kontaktów z Gwiezdnymi. Tak podupaść na zdrowiu, oszaleć z dnia na dzień - z pewnością utracił niejedno życie.
- ...Dobrze. Rozumiem. - Zmarszczyła czoło, trawiąc jeszcze przez moment wieści. - ...Uh... Kiedy planujecie wyruszyć? - Nie wiedziała jeszcze, jak się z tym wszystkim czuć, wolała więc... Pytać, cokolwiek przyszło jej na myśl. O ile to nie była zbyt poufna informacja. Choć - same ich zamiary były tajemnicą, miała nawet nie mówić o tym Kudłatemu. Nie lubiła... Trzymać przed nim sekretów. Oczywiście, planowała dotrzymać słowa, jednak nie uważała, by Kudłaty planował rozgadywać takie rzeczy pierwszemu lepszemu napotkanemu kotu.
- Jaki macie potem... Plan? Bo domyślam się, że coś musieliście wymyślić. Oni nie zaakceptują Ośmiookiego ot tak. A wątpię, by Pies zdążył się - łagodnie mówiąc, przekręcić zanim wrócicie. - Nie, żeby śmierć Psa nawet przeszkodziła jego małpom. Na pewno jednak będzie to dla nich na plus, dla całego prawdziwego Klanu.
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Uroda jest formą władzy. Może i dlatego Bajorko z taką uwagą dba o swoją. Ładne umaszczenie to nie wszystko, liczy się wiele rzeczy. Chociażby czystość futra. Długie futro zawsze jest zadbane, starannie ułożone i pozbawione jakichkolwiek wad! Przynajmniej w opinii Bajorka. Kotka nie należy do wysoki, jak i do masywnych. Szczupła, wzrostowo poniżej średniej. Wracając jednak do futerka - jest to zdecydowanie jedna z ważniejszych rzeczy u Bajorka. Niebieski point z bielą, którego charakterystyczną cechą jest biały fragment. Nos o dwóch odcieniach różu jest początkiem białej plamy, która wędruje aż do czoła kotki. Uwielbia owy element określać tiarą nałożoną jej przez Gwiezdnych. Niebieskie futerko rozlało się po jej całym ciele, miesza się tam z białą barwą. Niebieski zdecydowanie dominuje na ogonie, uszach i przednich łapach [poza paluszkami, które są białe] to tutaj są najciemniejsze części Bajorka. Wróciwszy jednak do jej “tiary”, nie można zapomnieć o intensywnym błękicie jej okrągłych oczu. Iście królewski kolor.
niska | długowłosa | niebieski point z bielą | błękitne oczy
Kobieta - rodzi się gwiazdom podległa i kwiatom. Uroda ewidentnie jest podległa jakiejś sile wyższej, bowiem Bajorko idealnie potrafi wykorzystać fakt, iż należy do kotów pięknych. Słodka koteczka, której chichot potrafi rozgrzać serca. Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, iż może wiele, z czego korzysta. Wykorzystując swoją urodę, słodki głosik i niewinne oczka, sięga po szpileczki, które następnie powolutku wbija. Nie czując się winna swoim uczynkom, powiela poprzednią czynność, posyłając słodkie uśmieszki. Bajorko określić można jako wzorową aktorkę, koteczka łasa jest na komplementy, atrakcje i uwielbia, gdy coś się dzieje. Do grupy uwielbienia przypisać można również wszystko co ładne - zupełnie jak ona sama! Otacza się wszystkim, co przyciąga wzrok i co sprawia, że czuje się przy tym dobrze. Nie omieszka powiedzieć, co siedzi jej w głowie - bowiem mówienie prawdy jest takie ważne! Szczególnie, gdy mówi ją ona. Gdy ktoś podzieli się swoimi obiekcjami, co do jej słów, Bajorko sprawnie odbija piłeczkę chichotem i stwierdzeniem, że ktoś tutaj nie zna się na żartach! Nudziarze. Całe więc szczęście, iż ona nie jest nudziarzem. Jest za to kimś, kto nie lubi być sam. Niemal zawsze stara się mieć kogoś obok siebie, najlepiej kogoś równie, bądź choć trochę, ładnego co ona.
— Ni… nie wiem — wzrok Bajorko spoczął na jej łapach. Temat właściwie się urywał. Miała przekazać ową wiadomość i… i tyle. Może i zrobiła to za szybko, powinna to jakoś wpleść w rozmowę, albo zrobić jakiś wstęp? Skrzywiła się na moment, gdy dochodziło do niej jak nagle, bez ostrzeżeń zarzuciła taką… petardą. — Pająk chce prosić Gwiezdnych o radę, wierzę… wiem, że nasz ojciec nie będzie na to obojętny, podobnie jak Wąż. Oni pomogą — skinęła głową, głównie chcąc samą siebie utwierdzić w swoich własnych słowach. Chciałaby by tak było, och… jak tego pragnęła. W końcu nie mieli pojęcia jak dokładnie powinno zostać wszystko rozegrane. Zostali postawieni w sytuacji… nieprzyjemnej delikatnie mówiąc.
Bajorko była za miękka, wiedziała to. Znała swoją słabość, stąd też jej ścisłe poleganie na Pająku. — Mało jest osób, którym można ufać… ale tobie mogę — uniosła ledwie kąciki ust. Na pyszczku wojowniczki pojawił się delikatny uśmiech — podobno inne klany są przeciw Psu… są z nami... a Rzeka oferuje pomoc. Przyjmą tych, którzy chcieliby odejść — Czosnek podzielił się z nią owymi informacjami. Jej bliscy, jej rodzina, przyjaciele, ci, którym ufa i ci, którzy chcieliby odejść z tego horroru, mogli szukać pomocy w Klanie Rzeki.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Wyprostowała się nieco, uważnie wysłuchując słów Błękitnego Bajorka, a także ich planu. Odwzajemniła znikomy uśmiech wojowniczki, a także w podziękowaniu skinęła łbem; cieszyło ją to, że mogła w pełni polegać na Błękitnym Bajorku, Ośmiookim, a z tego co słyszała również i ich rodzinę w sytuacji, w jakiej się znaleźli. Nie było tak łatwo stwierdzić, kto jest po ich stronie. Zwłaszcza, kiedy nie wszyscy byli chętni, aby publicznie wyrazić swoje zdanie. Więc bądź nie bądź, ulżyło jej. Szczególnie, że mają plan. Jakikolwiek.
- ...Naprawdę? - Powtórzyła, choć czy powinna być taka... Zdziwiona? Były znikome szanse na to, żeby u pozostałych Klanów była równie tragiczna sytuacja, co u nich. Łabędzia Gwiazda i Roziskrzona Gwiazda - z tego co słyszała - byli przywódcami rozsądnymi, mieli już swoje lata na karku i dobrze dowodzili swoimi klanami. Tupocząca Gwiazda była młoda, ale za to jej poprzednikiem był Wężowa Gwiazda, z którym Koza już kiedyś miała tą przyjemność się zapoznać. Wierzyła, że mądrze wybrał swojego zastępcę. Choć historia zna już przypadki... Świetnych przywódców, którzy wybrali na swoje następstwo kogoś okropnego.
- To... - Spojrzała się w łapy, szukając odpowiedniego słowa. - Szlachetne, ze strony Łabędziej Gwiazdy. - No i tyle dała z siebie wycisnąć. Bo nie wiedziała co powiedzieć, nie miała żadnego pomysłu, o co jeszcze powinna zapytać. No bo co potem? Bajorko też nie wiedziała, nie mogli się spodziewać niczego. Wszystko mogło się wydarzyć.
- Myślę, że Gwiezdni na pewno wam- nam, całemu Klanowi, pomogą. Pies może sobie mówić co chce, ale... Nigdy nas nie opuszczą, nie uwierzę w to.. - W końcu nie mogą. Nie mogą przymykać oczu na to, robi Pies. Już raz się im pojawili, ale to było za mało. Nie znała prawdziwej potęgi przodków, ale... Na pewno byli zdolni na nieco więcej, prawda? W końcu to chodziło o Klan, nad którym czuwali przez całe swoje życia. - Dziękuję, Błękitne Bajorko. - Dodała jeszcze szybko, kiwając łbem. - Jakbyście mnie potrzebowali - to jestem u waszego boku.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Czym były obietnice? Zlepkiem nic nieznaczących słów, najwyraźniej. Miała dosyć stania w miejscu, miała dosyć przebrzydłej lecznicy. Miała dosyć niewypowiedzianych słów. Słów, przed którymi wzbraniała się tak długo, a które wreszcie musiały wyjść na zewnątrz.
Miała pilnować Zimnej Krwi, ale… nie mogła. Nienawidziła lecznicy, odkąd zmuszona była spędzić w niej dwa księżyce. Czym były te rany w porównaniu z oderwanym ogonem? Nie zamierzała spędzać w tym miejscu czasu więcej, niż było to absolutnie koniecznie. Dlatego… cóż, zaprosiła kocura na spacer. Była pewna, że miał podobne zdanie do niej na ten temat.
– Nie jest to tak spektakularne miejsce jak to, o którym mówiłeś… ale chyba da radę, co? – spytała, spoglądając na rozprzestrzeniający się przed nimi zbiornik wodny. – Przynajmniej na razie, dopóki rany się nam nie zagoją – dodała z uśmiechem. – Cieszę się, że wreszcie poszliśmy na ten spacer.
Zwłaszcza że atmosfera w klanie była… gęsta, prawie tak bardzo jak mgła unosząca się nad bajorem. Wojowniczka wiedziała, że dla Zimnej Krwi był to szczególnie trudny okres. Choć nie rozmawiali na ten temat, czuła to w sercu. Przecież jego matka doprowadziła do takiego zła.
– Jak się czujesz? – spytała. Mógł sobie interpretować to jak chciał – psychicznie, fizycznie, opcji było mnóstwo, i żadna nie była niewłaściwa.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Nie wiedział, czy był gotowy.
W ogóle wiedział tak niewiele. Nie wiedział tego, kim był, jaki był. Ani tego dlaczego.
Ów słowo, raczej proste i błahe, w jego głowie tworzyło wyłącznie kolejne warstwy niepewności, lęku, ognistego gniewu, niezgody. Nie miało to krztyny sensu, a zarazem - w jego życiu nigdy wcześniej nie doszło do czegoś równie łatwego do przewidzenia. Na kilka wschodów jego świat runął, by kazać mu wstać i żyć dalej. Nie chciał, robił to, wszystko toczyło się dalej.
Mogła wmówić mu, że jest słaby, ale skoro wciąż trwał - po wszystkim tym, co na niego zrzuciła - to, czy jakkolwiek mógł jej nadal wierzyć?
Był, mógł być silny. Pragnął, chciał być wolny.
- To nie powinno było się stać. Wszystko to. - wyrzucił z siebie - Ale czy mogło tu być inaczej…?
Nie był pewien wielu rzeczy. Czy chciał tu być, czy istniało jakiekolwiek miejsce dla niego, co - i dlaczego - czuł. Jakby na kilka długich wschodów słońca wszystko straciło sens. Ale przecież miało go aż nadto wiele.
- Ja też się cieszę, że tu jesteśmy. Bardzo. - powiedział w końcu - A ty? Jak Ty się czujesz?
Nie było gorzej, niż sobie wyobrażał. Było dostatecznie dobrze. W końcu, na kilka chwil, mógł poczuć podobne wytchnienie. I mieć wokół siebie tylko mgłę i ją.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
– Może być inaczej. I będzie. Zadbamy o to, obiecuję.
Choć nie mogła być tego do końca pewna. Była sfrustrowana tym, jak wyglądała obecnie sytuacja w tym klanie, a jeszcze bardziej tym, jak niewiele mogła zrobić. Była młoda, niedoświadczona i spory okres przesiedziała w lecznicy, nie robiąc żadnego progresu, wręcz pod wieloma względami cofając się ze wszystkim, co osiągnęła. Choć czym była jej frustracja w porównaniu z tym, co czuł kocur? Nie mówił jej zbyt wiele, ale wiedziała, że się to na nim odbiło. Musiało.
Przez myśl przeszła jej ich niegdysiejsza rozmowa. Pomimo wszystkiego co się działo, nie byłaby w stanie opuścić klanu. To był jej dom. I chciała, żeby Zimna Krew był tu z nią. Mieli mieć… własną, wspólną wizję.
– Teraz? Szczęśliwa. Pomimo tego wszystkiego co się dzieje… z tobą czuję się szczęśliwa. Zawsze.
I miała nadzieję, że on czuł podobnie. Może nie był szczęśliwy, ale mógł choć przez chwilę zapomnieć o troskach. Chciała mu to dać.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Niemożliwym było nie myśleć o wszystkim tym, co rozegrało się w ciągu ostatnich kilku wschodów słońca.
Te bowiem infekowały każdy umysł i każde cieniste ciało. Wielka śmierć. Wiele śmierci za sprawą tej, która jemu dała życie. Jakże okropna była myśl, która, jak upiorne widmo, krążyła nad nim każdego dnia. Nie jego siostra, nie Barwnoskrzydła, nie Czosnkowy Kwiat. To on, noszący w sobie jej zepsucie powinien był zginąć. Ale tak się nie stało.
I nie wiedział kogo - i za co - miał winić.
Tego dnia był, bardziej niż zazwyczaj, posępny i ponury, a jednak towarzystwo Złocistego Nektaru potrafiło sprawić, iż czuł się zdecydowanie lepiej. Niezależnie od tego gdzie był i co się działo - gdy miał ją u swego boku, rzeczywistość stawała się znośniejsza.
- Dziękuję. - powiedział w końcu - Że ze mną jesteś... tutaj i tak w ogóle. Naprawdę sprawiasz, że czuję się lepiej - lepszy.
Cokolwiek ich łączyło - nie ulegało wątpliwościom, iż było to dobre. Po raz pierwszy w jego życiu.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Widziała, że był bardziej posępny i ponury. I tak bardzo, tak bardzo chciała ulżyć mu w cierpieniu, pocieszyć jakkolwiek – ale wszystko, co przychodziło jej na myśl, zdawało się być tak nieodpowiednie. Nigdy nie sądziła, że znajdzie się w takiej sytuacji; wszystko, co się wydarzyło, było tak abstrakcyjne. A w tego centrum Zimna Krew, kot, na którym zależało jej chyba najbardziej. Powoli zaczynało to do niej docierać.
Dlatego nie mówiła nic, siedziała w milczeniu, co jakiś czas zerkając to na kocura, to na rozprzestrzeniającą się przed nimi mgłę, która w ogóle zdawała się zakrywać ich coraz bardziej… choć może był to jedynie wytwór jej wyobraźni? Słowa kocura uderzyły w nią niespodziewanie. Sprawiała, że stawał się lepszy? Uśmiechnęła się i spojrzała na niego nieco dłużej, z bijącym sercem, choć wszystko, o czym myślała, nie znalazło ujścia na zewnątrz. To nie był odpowiedni moment. Jak bardzo chciałaby, żeby był to odpowiedni moment, ale los nie był dla nich łaskawy, wiedziała o tym. Gdy po wielu księżycach mogli wyjść – zdarzyło się to.
– Nigdy nie zwróciłam uwagi na to, jak tu pięknie – powiedziała cicho, kompletnie ignorując szalejące w niej myśli. Było to tak błahe, ale może właśnie tego potrzebowali.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Gdyby tylko mógł, choć na kilka chwil, potrafić zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło - zrobiłby to bez wahania.
To nie smutek, nie melancholia były tego przyczyną, te bowiem towarzyszyły mu od samego zarania. Bez nich, zdawać by się mogło, nie było jego. Nie chciał takim być - nie przy niej, nie dla niej. Zasługiwała przecież na coś lepszego, na coś - kogoś - najlepszego.
Jednak, czy mimo całości uczucia potrafiłby stać się kimś, kto byłby w stanie jej to dać?
Gdyby nie zdarzyło się to, czy teraz byłoby lepiej?
- Ja też. - przyznał - To naprawdę urokliwe miejsce. W szczególności o tej porze.
Chciałby powiedzieć tak wiele, ale słowa nie potrafiły opuścić sfery jego myśli. Nie miały wystarczającej siły, by przebić się przez warstwę myśli i zaistnieć. Ziścić się. Jeszcze nie teraz.
- Ty też wyglądasz dziś... bardzo pięknie.
Dwa kroki do przodu i... jeden krok w tył. Czy powinien był to mówić? Nie żałował. A jednak nieco obawiał się jej reakcji.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Czy rzeczywiście zasługiwała na najlepsze? Na kogoś najlepszego? Z całego serca miała nadzieję, że tak właśnie było. Że zasługiwała na Zimną Krew, bo tym kimś w istocie był on. Najlepszym, co ją spotkało. Kocur, który z początku budził w niej wątpliwości, wywoływał tak sprzeczne emocje – teraz prowokował tylko te pozytywne. Ciepło, bezpieczeństwo, radość. Był najlepszy.
– Och. – Tego… się nie spodziewała. Zrobiło jej się cieplej pod futrem. – W takim razie pasujemy do siebie. Ty również wyglądasz… niesamowicie.
I to nie tylko dziś. Choć o tym akurat wiedział, prawda? Wiedział, że wyjątkowo jej się podobał. Zabawne, że kiedyś nie miała większych problemów, by to przyznać, a teraz, im bardziej się do siebie zbliżali, im bardziej zaczynało jej na nim zależeć – tym bardziej obawiała się każdego słowa.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Chciał, by tak było.
Chciał być tym najlepszym - od zawsze. Przez długie, potwornie długie księżyce niewiele więcej liczyło się w jego życiu. Nic innego od tego, by w końcu udowodnić jej, iż był wystarczający. Lepszy od kogokolwiek. Godny jej - i taki, jak ona.
Jednak jej już nie było. A on w istocie nigdy nawet jej nie przypominał. Teraz ktoś inny - ktoś zupełnie inny - odgrywał w jego życiu najważniejszą rolę. A on wciąż nie był pewien, czy na to zasługiwał.
Czy będzie choć trochę tak dobry, jak ona.
- Masz rację. Pasujemy. - mruknął - Wybacz, ja... chciałbym powiedzieć cokolwiek ciekawszego, mam okropną pustkę w głowie, ale... naprawdę bardzo cię lubię. Po prostu.
Cóż więcej miał jej powiedzieć? Choć chciał tak wiele - słowa nie opuszczały jego gardła.
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Gdyby tylko znała jego myśli… gdyby tylko wiedziała, jak bardzo próbował dotknąć tego, co nieosiągalne. Jak bardzo szukał aprobaty kogoś, kto na to nie zasługiwał. Jak kruche było poczucie jego własnej wartości, choć przecież to właśnie on był najlepszy. Nawet dobrze, że nie zdawała sobie z tego sprawy.
– W takim razie… nie musimy nic mówić.
Cisza również była dobra. Chciała być po prostu obok niego, czerpać z jego obecności. Pokazać, że może na nią liczyć.
Głowę leniwie oparła o jego bark.
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 46 Mistrz: Zbutwiały Pień Płeć: amab Matka: Rwąca Zawieja Ojciec: Zbutwiały Pień Partner: Złocisty Nektar Trwałe urazy: ślepota w prawym oku - uszkodzona gałka oczna; pionowe, głębokie ślady po pazurach pod uchem (przechodzące przez oko) i nad nosem; blizny po rozerwanej skórze na prawej tylnej łapie; rozerwane ucho Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Utrzymany w niebiesko - błękitnej barwnej tonacji. Okryty jest bowiem w jednolitą niebieską dymną, długą szatę, rozjaśniającą się we fragmentach, którą - choć tylko pozornie - pokrywają zanikające coś na wzór nieobecnego w istocie pręgowania; zguba i pozór. Gdzieniegdzie, a ściślej: na łapach (w postaci skarpetek), na końcówce ogona, na brzuchu oraz objawiające się w formie pojedynczych, niezależnych plam na kryzie pojawiają się śnieżnobiałe znaczenia. Cała gama modrego chłodu okala wysmukłe, wysokie ciało osadzone na nader długich i stabilnych, acz nie nadzwyczaj silnych filarach łap. Wyciągnięty grzbiet, względnie wąskie ramiona, sylwetka zwinna i zręczna, o długiej szyi i osadzonym na niej pysku o prostym profilu, nakreślonych kościach jarzmowych, wydatnym podbródku i migdałowatych błękitnych wzburzonych ślepiach. Na postawionych na sztorc uszach widnieją jasne pędzelki, łapy zaś wyposażone zostały w dodatkowy palec na każdej. Lekki, acz zdecydowany krok, głos raczej beznamiętny, choć jednocześnie - kwaśny i zarazem ostry w odbiorze.
Transparentny wodny strumień, rwący nurt pozbawiony kolorytu, choć nie siły i tempa, tafla, a może okalająca wskroś bezbarwna pajęczyna. Giętka glina, masa do kształtowania, pozornie pozbawiona formy, układu i konturów. Dzieło matki, jej projekt i w nią bezkrytycznie zapatrzone, na każdy rozkaz i skinienie, gotowe do rozszarpania wszystkiego, co stanowiące przeszkodę, choć swoje. Trujące i kwaśne, niepozorne i ciche kocię, raczej opanowane, o analitycznym i zdystansowanym umyśle, uważne i chłonne, acz dumne i pewne swojego. Wykazujące objaw - wyrastające i przebijające się zalążki zawiści i zazdrości, a jednocześnie - aspiracji za wszelką cenę. Wyrachowany, na swój sposób, samozaabsorbowany. Cel uświęca środki. Podstępny, a jednak niepozbawiony charyzmy, czy sprytu. W swych poglądach ruchomy i płynny, z natury - lis i lew.
Czuł się dobrze.
Przy niej czuł się dobrze. Akceptowała go takim, jakim był. Lubiła go za to, jaki był. I tak trudno było mu to pojąć, a zarazem było mu dzięki temu, najzwyczajniej, tak dobrze.
Uśmiechnął się do niej, pozwalając, by oparła głowę o jego bark. By mogli potrwać tak w milczeniu, przez kilka uderzeń serca, przez kilka chwil. We dwoje, mając tylko siebie. Tak było najlepiej.
// zt x2
ludzie mówią, że słońce przepadnie za wzgórzem, że daleko za morzem jest taki kraj ludzie mówią, że drzewa dookoła tak szumią, że już nigdy nie stanie się nigdy
ludzie mówią, że ciemność nastanie na ziemi, że się w pół drogi zatrzyma ten świat, ludzie mówią o czarach i siłach złowrogich, o Mesjaszu, co przyjdzie, by zbawić od zła
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Wciągnęła w nozdrza zapach bagien. Naznaczony piorunem bok, tam, gdzie nie było już sporej ilości czarnej sierści drgnął przez szczypiący mróz porannego wiatru.
Rana się zagoiła. Zajęło to dłużej, niż by tego chciała, ale jej rana w pełni się zagoiła - nie pojawiały się nowe bąble, skóra przestała schodzić, ból towarzyszący każdemu gwałtowniejszemu ruchowi ustał. Może futro kiedyś odrośnie, przynajmniej częściowo. Mogła zacząć działać, mogła zacząć wykonywać swoje wojownicze obowiązki - jako Gwiazda Klanu musiała zadbać o to, aby mieli co jeść. Zwłaszcza teraz przy ilości nowych kociąt i zbliżającej się Porze Nagich Drzew, po tym... pięknym pożegnaniu Rwącej Zawiei. Jej Klan nie będzie głodował.
Ruszyła bladym świtem przez Mgielne Bajoro, rozglądając się, węsząc, nasłuchując, stawiając ostrożne kroki.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Polana wciąż mogła odczuwać skutki oberwania piorunem. Nie były one aż tak rażące, jak jeszcze kilka dni temu, więc były jakieś plusy. Mimo wszystko - świeżo upieczona przywódczyni Klanu, wybrała się na polowanie. Nie musiała szczególnie długo szukać, bowiem kątem oka wyłapała ruch, potem następny… a potem widziała już jasno i wyraźnie, iż odpowiedzialna za szmery była niewielka żabka, która wskoczyła na skałkę przy bajorze.