Logo Artemidy
Bujny Janowiec
Nie było co na to pierwsze odpowiadać. Może miała rację - może powinien z jakiegokolwiek powodu wiedzieć gdzie jest każda granica, jak pachnie i jaką odległość od niej trzymać. Z drugiej strony, pozwalając sobie na logiczne myślenie, nie miał prawa się domyślić tego czy akurat ma styczność z jakimś ogólnym smrodkiem, czy faktycznie z Klanem.
Pogardliwy komentarz o Rzece natomiast skomentował lekkim uśmiechem. Nie miał nic przeciwko tamtemu Klanowi. Pierwsze spotkanie nie było idealne, ale nie było też... złe. Śmiałby rzec, że było jednym z najbardziej neutralnych, jakie mógł zaliczyć za pierwszym razem. Wraz z tym niemym komentarzem, machnął lekko głową - dziesięć długości ogona... A co, gdybym miał kikucik, przeleciało mu przez myśl, wtedy by miała problem. Ruszył więc, wolnym, wolniutkim krokiem, wpierw wypatrując śladów swoich łap w śniegu. Idąc po nich chyba będzie jeszcze łatwiej wrócić.

Zatrzymał się dopiero, kiedy ta znów się do niego zwróciła. Odwrócił lekko głowę w jej kierunku, nastawiając uszy wysoko do góry.
- Ja... ja nie wątpię, skąd. Ale jak idę przez las, to momentami mam wrażenie, że prawie wszędzie czuć zapach co najmniej kilku kotów na raz - wyjaśnił zaraz. To nie było kłamstwem - nie był jedynym samotnikiem w całym lesie. Wszędzie się gdzieś ktoś przewijał, mniej lub bardziej umyślnie oznaczając teren. - Spróbuję zwracać na to większą uwagę... dzięki. Nie sądziłem, że jakaś granica może nie śmierdzieć, stąd zapewne... ekhm. Nie zauważyłem, że ją przekroczyłem.
A to jak mu te próby wyjdą... to się okaże. Momentami miał wrażenie, że nim się nauczy wszystkiego o lesie, to miną wieki. W porównaniu z osiedlem, całe to miejsce było dzikie. Dosłownie. Wszystko było inne, obce, niezrozumiałe. W tym spokoju, jaki tu panował, był niemalże chaos - bo nie był do tego wszystkiego przyzwyczajony.
- ...Jaki to jest Klan? - warto wiedzieć. Rzekę już znał, trudno będzie się tego smrodu pozbyć z pamięci. Pozostałe Klany też dobrze kojarzyć z zapachu, nie tylko z nazw.
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokiwała lekko głową na boki, ale nie w geście niezgody, a w geście "trochę tak, trochę nie". - jak jesteś nowy, to może ci to chwilę zajmie, ale w końcu zaczaisz. Każdy z okolic czai. - Odpowiedziała, podchodząc do niego nieco bliżej, gdy już się odsunął i powrócił, bo jak mieli rozmawiać, to nie chciała krzyczeć ani mówić głośniej, niż to potrzebne. - Czasem jeszcze w jednym miejscu zobaczysz dużo na przykład poobdzieranych pni czy kamieni pazurami. To też znaki, ale głównie zapach. - Dorzuciła jeszcze 5 ości.
- Mówiłam już - Klan Wichru. Jest jeszcze Klan cienia, w tamtą stronę i w tamtą stronę klan gromu. Nie wiem czy dłuższe, krótsze, czy takie same. Najlepiej okrążaj ten teren dużym kółkiem i tyle albo w ogóle idź w przeciwną stronę. - Naprawdę była nad wyraz miła jak na siebie. Pomogła, wyjaśniła, wskazała, doradziła... w każdym razie byle nie skończyć jak wtedy, kiedy odganiała samotnika i wpadała w krzaki, zamiast go zniwelować i odstraszyć. Kierunek klanów natomiast oczywiście wskazała skinieniem nosa. - Wszędzie indziej są tereny niczyje i tam możesz sobie robić co chcesz. - Dodała i polizała się po piersi. - Co ty tu w ogóle robisz jak kompletnie nie wiesz o co tu biega? - Nie miał 10 księżyców, ewidentnie nie, więc po co tu przylazł, skoro się tu nie urodził?
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oby zaczaił. Nie wątpił w swoją inteligencję. Może to nieco samolubne, ale... kto trochę samolubny nie był. Później jednak szybko się zganił w ogóle za taką myśl - że ma cokolwiek we łbie. Gdyby miał, w ogóle by go tu nie było. W ogólnie nie byłoby tej całej sytuacji, Mary by żyła, on nie musiałby się włóczyć, nie stałoby się to... to wszystko. Był głupi. Był cholernym idiotą. Skrzywił się pod nosem, zerkając na nią gdy ta do niego dołączyła i zaczęła znów mówić.
- Na to też będę zwracał uwagę - chyba nawet łatwiej będzie mu zauważyć takie ślady, niż zapach. Szkoda, że o ten drugi łatwiej... Będzie wytężał węch. Oby zima niedługo się skończyła. Ze zmarzniętym nosem ciężej się wyczuwało zapachy. Z drugiej strony - może to faktycznie on po prostu miał słaby nochal w te sprawy.

Na kolejne z jej słów uniósł jedną z brwi do góry. Ani razu nie wspomniała jaki to Klan.
- Musiałem niedosłyszeć - odpowiedział jedynie, co... też mogło być zgodne z prawdą. James tak często się wyłączał ze słuchania, zatapiając się we własnych myślach, że nie byłoby nic dziwnego w tym, jakby i to zupełnym przypadkiem ominął.
Wzrokiem poleciał tam, gdzie wskazała mu nosem. Jedynie w stronę Klanu Cienia, uznając że zapamięta o Klanie Gromu. Można sobie wyobrazić już teraz, że w chwili kiedy obok niego będzie, najpewniej popełni ten sam błąd i przejdzie przez granicę. Póki co - chciał być dobrej myśli i trzymać się resztek, zgniłych i rozerwanych nadziei, że nie jest aż tak głupi. A jeśli by był to... to trudno, to co miał do stracenia...

Pytanie zaś - podobnie jak uprzednio przy Rzece - na parę chwil wybiło go z rytmu. Nieco krótszych kilka chwil, bo już tam wymyślił wymówkę, której tymczasowo mógł się trzymać.
- Miałem dość tego, co się dzieje na osiedlu. Smród, głód, brud i hałas - wyjaśnił, uśmiechając się krzywo pod nosem. Żeby tylko to było problemem... - W lesie jest lepiej, po prostu nie wiem w ogóle co i gdzie tu jest... Teraz wiem lepiej.
Bo mimo, że już wcześniej miał coś wyjaśnione, to ona też włożyła w to swoich pięć...ości. Nie mógł jej zabrać tego, że go czegoś nauczyła.
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- No, pewnie ta. - Odparła, unosząc jedną brew, a drugą odkładając niżej. Jednak tylko na chwilę. Może był przygłuchy i miał tępy węch albo sam był tępy, to mu było ciężko zaczaić życie, które biegło wokół niego. A ona akurat faktycznie powiedziała, co to za klan, więc... no cóż. Samotnik głupi jak każdy inny.
Na jego wyjaśnienie trzepnęła uchem. - Czyli znudziło ci się tamto trudne życie, więc poszedłeś szukać trudnego życia w lesie? Las wcale nie jest taki lżejszy, łagodniejszy i lepszy, jak ci się teraz wydaje, kocurku. - Tym miastowym wydawało się, że wszystko w lesie jest łatwiejsze i wspanialsze, bo było inne. Bo w lesie była zielona trawa, a oni jej nie mieli. Obrzydzali ją. - Cóż, Klan Wichru nie przyjmuje nowych nabytków, więc układaj sobie życie gdzie indziej. - Podsumowała jego smutną opowieść.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skrzywił się pod nosem... póki co, poza generalnym zamieszaniem - wcale nie było tu tak źle. Na pewno nie tak bardzo, że nawet chciałby próbować myśleć o powrocie do swoich dawnych stron. Preferował głodować tutaj, niż tam. W końcu - złapać coś do żarcia na mieście graniczyło z cudem. Dzieci dwunożnych płoszyły ptactwo, psy tak samo. Myszy i inne były tępione. Jak jakiś dwunóg nie uraczył pomocą, to chodziło się na głodnego. Tutaj było więcej szans na zjedzenie czegokolwiek. Wszystkie inne problemy były... podobne. Poza górami śniegu, to jest. To było problemem. Nienawidził tego śniegu.

- Nie... sądziłem nawet, że mógłbym dołączyć do któregokolwiek z Klanów. Jestem obcy, kto by mnie po prostu przyjął? Ja nie znam was, wy nie znacie mnie - i myśl, że ktokolwiek był przyjmowany tak po prostu była niepoważna. Znał jednego kota z Wichru. Jednego. I to na zasadzie wygonienia go z ziem. CZEMU miałby go ktoś wziąć do Klanu? CZEMU miałby chcieć dołączyć?
Poza tym... to by mu nie ułożyło życia. Nie miał czego szukać w Klanie. Żarcie sobie znajdzie, schronienie miał gdzieś, chłód... przeżyje, bo i tak największy miał w sercu (strasznie edgy i dramatyczne). Jedyne, jak mógłby sobie ułożyć życie, to gdyby mógł przywrócić do życia Mary. Chociaż... nie, nie. Pewnie by go nienawidziła. Brzydziłaby się nim tak samo, jak on brzydził się sobą. Zostawiłaby go. Bałaby się go... On by się bał ją skrzywdzić, znowu. Położył po sobie uszy.
- Klany normalnie przyjmują obcych? - rzucił zaraz. Teraz z ciekawości - bo po poprzedniej wypowiedzi było chyba wyraźnie słychać, że nie chciał nawet myśleć o tym, by sam dołączył.
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- O, no to jak nie sądziłeś, to nie sądź. - Podbiła ta informację, żeby z nią został, bo to było by najlepsze. Jeżeli za księżyc zobaczy go w obozie klanu wichru, to chyba wyjdzie z siebie i stanie obok, a klan nie poradzi sobie z dwoma Klaczami. - Jak klan jest durny, to przyjmuje. Albo raczej - przywódca. - Bo skoro to zależało głównie od przywódcy, a oni mieli takiego, który brał wszystkich, no to był durny. Zganiał coraz więcej obcych do środka, nie sprawdzając ich uprzednio w żaden sposób. - Ale no, nie ma sensu, nie próbuj, trzeba przejść szereg testów, sprawdzają cię, to zajmuje duuużo czasu, jeszcze jest kilka długich rozmów. Wiele kotów odpada i w ogóle. - Jak będzie brzmiało strasznie i groźnie, to może po prostu jakieś potencjalne pomysły o tym i tyle. - No, to nara? - Spytała, bo najpierw chciała zobaczyć jak odchodzi on. Nie chciała być pierwszą, która oddala się od granicy.
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Hmh - odparł w potwierdzeniu. Czy coś jej dało to, że zatwierdziła go w jego słowach? Nie miał szczerze pojęcia. Może jakieś poczucie wyższości, czy inne bzdury. Nad Jamesem poczuć wyżej mogła się nawet w pół zdechła wiewiórka, chłopak miał tyle szacunku do samego siebie. Z drugiej strony, szczerze mówiąc, niezbyt go obchodziło... że ta nie chciała, by myślał o Klanach na poważnie. I tak tego nie robił. Po co miałby nagle zmieniać zdanie?

Kolejna informacja, w każdym bądź razie, sprawiła że lekko uniósł brew do góry.
- Jeśli jest durny, czemu jest przywódcą? - nie był obeznany w te sprawy. W gangu nie był, w Klanie nie był - logika mu podpowiadała, że na tak wysokie stanowisko powinien iść kot, który ma łeb na karku i wie co i jak. A nie ktoś... ekhm, durny. - Ja... słuchaj, nie żeby coś, ale serio nie obchodzi mnie dołączanie. Nie musisz mnie zniechęcać.
Bo zaczynał czuć się tak, jakby chciała go jednak zachęcić, żeby sprawdził czy tak serio trudno jest dołączyć. Gdyby nie stan emocjonalny, w jakim obecnie był, chyba nawet szczerze zacząłby się zastanawiać nad tą opcją. James był pod tym względem jak kocię. Jeśli coś było BARDZO złe, BARDZO głupie, ULTRA krytykowane - chciał to sprawdzić na własne oczy. A jeśli byłaby tak obojętna jak on, w ogóle by nie wzbudzało to w nim ciekawości.

- Chyba tak... dzięki, że mnie odprowadziłaś - rzucił krótko, stając na granicy - a właściwie z dwa czy trzy kroki za nią. - I że powiedziałaś to i tamto o okolicy. Przyda się.
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Zgłupiał na stare księżyce. - Mruknęła tylko, nie mówiąc nic więcej o przywódcy. Miała mieszane uczucia, z każdym księżycem zmieniały się jej emocje wobec niego i już sama nie wiedziała co o nim sądzić. - Świetnie. - Skoro go nie obchodzi - cudownie! Niech tak zostanie.
Oby się bez większych szkód i cieszyła się, że kocur po prostu posłuchał i się cofnął. Gdyby tego nie zrobił, to mogłoby się różnie skończyć. Łba na karku nie miał, a jakąś jedną, ostatnią szara komórkę chyba zachował. Przytaknęła mu głową i dalej stałą czekając aż sobie pójdzie. Jeśli się w końcu oddalił, to ona wróciła do obchodu.


//zt
LVL 7 300 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
21
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Postawił uszy do góry. Akurat to miało sens - nie raz się słyszało, jak ktoś z wiekiem tracił zdrowe zmysły... A przynajmniej on zdążył usłyszeć. Nie było mu dane tego komentować, ani tym bardziej - krytykować. Z jednej strony na język pchały mu się wszelkiego rodzaju pytania, bo czemu nadal był u władzy, dlaczego nikt go nie zdetronizuje... Ale to nie jego sprawa. I tak szczerze - chyba nie do końca potrafił się tym przejąć. Miał... lepsze problemy. Nie chciał chyba tak tego nazywać. Śmierć Mary nie była "lepszym" problemem. Err...

Całe spotkanie skończyło się relatywnie szybko. Z krótkim "trzymaj się", rzuconym na sam koniec, poszedł w końcu dalej. Nie mieli już - raczej - o czym więcej rozmawiać, a stanie tutaj byłoby męczące dla nich obu. Szczególnie teraz, gdy znowu zaczął myśleć.

[zt! dziękuję za sesję!]
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Biegła przed siebie. Pokracznie, ale całkiem szybko. Na ślepo, nie wiedziała nawet gdzie. Bo dokąd by miała? Sytuacja była na tyle poważna, że zdążyła już stracić nadzieję na to, że jakoś z tego wyjdzie. Samodzielnie nie była w stanie się opatrzyć. Nie miała do tego potrzebnych medykamentów, ale to bez znaczenia... Bo nawet gdyby trzymała je schowane gdzieś w swoim składziku, dotarcie do nory zajęłoby zbyt wiele czasu. Pecha miała, ogromnego pecha. Albo po prostu była głupia. Obie te myśli dudniły jej w uszach, gdy przedzierała się przez doskonale znane tereny, sapiąc głośno, nie tylko ze zmęczenia, ale również bólu. Mocno dziś oberwała. Nie wiedziała jak długo biegła, miała tylko wrażenie, że były to całe wieki. Tak bardzo chciała się zatrzymać, odsapnąć chociaż na moment... Ale co byłoby dalej? Nie zdążyła wymyślić żadnego sensownego planu. Ślimaczek nie mogłaby zrobić tego tak szybko. Mogła więc tylko biec. Biec, biec i biec, wypluwać płuca, z nadzieją, że rozwiązanie w końcu samo przyjdzie do głowy. Tylko na to mogła liczyć.
No i dobiegła. Do granicy z Klanem Wichru. Bywała tutaj od czasu do czasu, więc nie miała problemów z rozpoznaniem terenu, nawet pomimo czerni i mroczków, które widziała przed oczami. Stan ten spowodował jednak, że całkiem późno zorientowała się o swoim położeniu, a przecież nie chciała przekraczać granicy. Gwałtownie się zatrzymała, o mało się przez to nie przewracając. Równowagę udało jej się złapać niemalże w ostatniej chwili... Ale to i tak bez znaczenia, bo zaledwie chwilę później padła ciężko na ziemię, brudząc krwią okoliczną roślinność. Leżąc na ziemi, tak marnie i żałośnie, starała się wyregulować oddech i uspokoić kołatające serce. Nie tracić świadomości, być, widzieć, czuć. Myśleć trzeźwo. I zaraz wstać i biec dalej, aż w końcu ktoś jej pomoże. Nie tracić świadomości...

» rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie barku w okolicach prawej łopatki, krwawi: -3HP w pierwszej turze, -2HP do końca walki [bez infekcji po walce]
» rana 1. stopnia: ugryzienie na zadzie, krwawi: -1HP do końca walki [infekcja po walce > rana 2. stopnia]
» rana 1. stopnia: ślady kłów na prawym boku, krwawi: -1HP do końca walki [bez infekcji po walce]
» rana 1. stopnia: ugryzienie na karku, krwawi: -1HP do końca walki [bez infekcji po walce]

/Ważka
[Obrazek: oLIY3H8.png]
LVL 5 150 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Nie mija bardzo dużo czasu, nim do Ziołowego Wzgórza wpada niewielki Wichrowy patrol pytając o medyka. Niezapomniana Łapa, zdaje się, jest w tej chwili w którejś z komór lecznicy, dymna medyczka jednak nie traci czasu na konsultacje; słyszy o kocie rannym na granicy - zapewne samotniku, choć po ostatnim wezwaniu przez Wędrujące Światła we własnej osobie nie można być tego pewnym - i tyle wystarcza by wiedzieć, że Niezapominajka nie będzie sprawą ani trochę zainteresowana. Wysłuchując pozbawionych detali opisów Czarnego Konia (z których wnioskuje głównie tyle, że sytuacja jest raczej niedobra) zawija w łopian pajęczynę i mech, po chwili dokładając jeszcze odrobinę maku; tak złożony pakunek chwyta w pysk.
  Z irytacją usiłuje spławić Czarnego Konia, która bardzo chce wrócić na granicę wraz z nią, co z wielkim trudem, ale dochodzi w końcu do skutku, by zaraz potem wybiec z obozu. Nie, żeby szczególnie duże znaczenie miało dla niej życie nieznajomego kota. Ten nieznajomy kot jednak staje się jej pacjentem poniekąd w chwili, w której zgodziła się iść i pomóc - jak na razie wskaźnik przeżyć jej pacjentów wynosi zaś sto procent i to nie miało się w najbliższym czasie zmieniać. Przyskakuje do ledwie przytomnej kotki na granicy, kiwa jej głową, a na większe przywitania brakuje odrobinę czasu.
  – Nazywam się Ważkowe Szuwary, jestem medyczką. Opatrzę cię – ostatnie słowa mają formę bliższą stwierdzenia, niż pytania o pozwolenie, jednak Ważkowe Szuwary uważnie przygląda się reakcji kotki, gdy przyciska do jej barku - który krwawi najmocniej - płat mchu. Nie ma podstaw by posądzać pokrytą bliznami kotkę o złe zamiary - rany ewidentnie zadał pies lub inny psowaty, może lis - jednak, cóż, ból mógł utrudniać racjonalne zachowania. A Ważka nie zamierza tracić oka. Podsuwa pojedyncze ziarenko maku pod pysk szylkretki. – Ale będzie bolało. To powinno pomóc. Tylko nie zamykaj oczu.
  Musi chwilę wytrzymać w stanie przytomności.
LVL 5 85 / 400
MedLVL 7 340 / 1100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Świat był zamglony, głośny, szumiący, a mimo to nie miała problemu z dostrzeżeniem zbliżającego się z oddali patrolu. Ale nie pomyślała sobie, że to przybywająca pomoc. W jej głowie wytworzyło się raczej przekonanie, że to... Koniec. Że teraz będzie tylko gorzej, bo dlaczego klan miałby pomagać obcej wywłoce, balansującej na skraju życia i śmierci? Szkoda czasu, szkoda medykamentów. Na pewno ją zabiją. Czy w ten sposób nie ukróciliby jej cierpień?
Coś tam gadali, ale przez te szumy nie mogła dokładnie dosłyszeć. Wyłapywała wyłącznie pojedyncze słowa, które sklejone w całość i tak nie tworzyły żadnego sensu. Albo tak po prostu myślała, gdy w jej głowie lawirowało tyle różnych wątków i wszystkie były po to, by nie stracić cennej przytomności. Nigdy tak bardzo nie bała się, że gdy zamknie oczy, może ich już nigdy nie otworzyć. Może to właśnie ten strach sprawiał, że wciąż była świadoma. Może to dzięki niemu była tak zmobilizowana, że nie straciła nadziei nawet, gdy grupka Wichrzaków biegiem oddaliła się z granicy. To było takie dziwne uczucie. Czuła, że zostawili ją tutaj na bolesną, powolną śmierć... Ale i tak nie potrafiła się poddać. Skupiła się na bólu, nieważne jak męczące psychicznie to było. Z trudem obróciła głowę, by spojrzeć na ociekający krwią bark. Sporo tego było, a będzie jeszcze więcej. Krwawienie było znakiem, że wciąż ma siły, by żyć. Protestem przed śmiercią, wyciągająca ku niej swe brudne, ostre szpony. Fakt, od dłuższego czasu uważała się za starą, ale nie mogła pozwolić, by to nadeszło tak wcześnie.
Nie wiedziała ile czasu minęło, nim obok zjawił się obcy kot. Musiała być wtedy już naprawdę słaba, bo ledwie zdołała obrzucić przybysza spojrzeniem. Zapach ziół trafił do jej nozdrzy, próbowała zaciągnąć się nim mocniej. Dla własnego spokoju, choć dobrze wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Opatrzone rany nie gwarantują powrotu do zdrowia. Organizm może sobie nie poradzić z rekonwalescencją, coś w trakcie może pójść nie tak. Sądziła, że przyda jej się jeszcze trochę szczęścia. Czy mogła o to prosić ten Gwiezdny Klan, którego tak dawno się wyparła?
Medyczka zabrała się za oczyszczanie ran. Mech przyłożony do psiej szramy od razu spowodował, że szczęki samotniczki mocniej się zacisnęły. Wypuściła głośniej powietrze przez nos. Cholerne szczypanie, ale jakoś rozchmurzyła się, gdy je poczuła. Myślała, że gorzej być już nie może... Ale skoro ból dał się we znaki mocniej to chyba... Dobry znak. Tak. Nie mogła zacisnąć powiek, więc wbiła pazury w ziemię. Mimowolnie. I zjadła ziarenko, które zostało jej podane. Nie wiedziała czym konkretnie było, ale nie miało to znaczenia. Mogło być nawet trucizną. Na tym etapie nie było już żadnych wyborów... Albo był tylko jeden; bezwzględnie zaufać i oddać się w łapy dziwnookiej kocicy.
[Obrazek: oLIY3H8.png]
LVL 5 150 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Ważkowe Szuwary nie jest szczególnie zadowolona z braku werbalnej odpowiedzi ze strony samotniczki. W żadnym razie nie dlatego, że zarzuca jej brak kultury - byłoby to co najmniej absurdalne w położeniu, w którym się znajduje - napełnia ją jednak wątpliwością, czy aby kotka nie jest już częściowo po drugiej stronie. Samodzielne przełknięcie maku i napięcie mięśni pozwalają jednak wierzyć, że sytuacja jest do odratowania. Zaczyna od ugryzienia na barku, które pod wpływem nacisku przestaje wreszcie krwawić; przemywa je dodatkowo językiem, choć robi to delikatnie, by krew na nowo nie trysnęła. Przeżuwa pierwszy z liści łopianu, nakłada go starannie na ranę, by zaraz później owinąć bark porządną porcją pajęczyny. Zaraz zabiera się za opatrywanie płytszych - choć niekoniecznie mniej poważnych ran. Oczyszcza trącącą zapachem infekcji ranę na zadzie wspierając się mchem, opatruje ją maścią z kolejnego liścia łopianu i motkiem pajęczyny. W ten sposób najgorsze ma z głowy; pozostają tylko drobniejsze ugryzienia na karku i boku, które dymna medyczka oczyszcza i okłada maściami z łopianu. Nie wymagają pajęczyny, jeśli szylkretka nie będzie się wiele poruszać - a to, właśnie... ta kwestia mogła być bardziej problematyczna, niż samo założenie opatrunku.
  – Czy jest ktoś, kto mógłby się tobą zająć - tutaj, w okolicy? Być przy tobie i polować za ciebie przynajmniej przez następne kilka dni – proste, zdaje się, pytanie, choć medyczka nie jest przekonana, czy przy takiej utracie krwi klarowna odpowiedź jest osiągalna. Mimo wszystko - kluczowa, na nic bowiem nie zdadzą się opatrunki założone przez Ważkę, jeśli kotka nie odbędzie rekonwalescencji bez większego ruchu. I jeśli okaże się, że szylkretka nie ma odpowiednich warunków do powrotu do zdrowia... wtedy trzeba będzie myśleć. Rozwiązanie nasuwa się jej jedno proste, niekoniecznie łatwe i wygodne, acz dla starszej kotki najbezpieczniejsze - a medyczce gwarantujące możliwość przypilnowania, by jej wysiłek i medykamenty nie poszły na marne...
LVL 5 85 / 400
MedLVL 7 340 / 1100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Medyczka opatrywała kolejne rany, co Ślimaczek znosiła niezwykle dzielnie. Bolało, cholernie wręcz, jednak szukała w tym pozytywów; przynajmniej czuła to pieczenie, więc mogła się na nim skupiać, by nie tracić świadomości. Może dzięki temu było jej łatwiej? Uparcie trzymała się myśli, że zaraz przestanie krwawić i ten koszmar się skończy. Musiała wierzyć, że wyjdzie z tego cało.
Problem pojawił się jednak, gdy kocica zapytała o... Innych. To znaczy, potencjalnych towarzyszy, którzy mogliby się zająć ranną. Wyręczenie w obowiązkach było w tej sytuacji niezbędne, jednak Ślimaczek musiała z przykrością stwierdzić... Że nie ma nikogo takiego. Nic z resztą dziwnego, w końcu wybrała samodzielność. Jedyny kot, który wpadł jej do głowy to Babie Lato, do którego żywiła szczerą sympatię, ale kocur nie wchodził w grę. W końcu nie wiedziała nawet gdzie obecnie się znajduje. Pewnie na osiedlu, a tam w obecnym stanie nawet by nie dotarła. Tylko odległość stanowiła problem. Była pewna, że gdyby samotnik pomieszkiwał gdzieś bliżej, na pewno zgodziłby się pomóc. Szkoda.
- Nie... - Odparła krótko i cichutko, czując, jak w tym samym momencie dobija ją fala negatywizmu. A więc co teraz? Co z nią będzie? Pewnie gdyby musiała to by sobie jakoś poradziła, ale ile byłaby w stanie zrobić z tymi wszystkimi opatrunkami? Tak, by ich nie zniszczyć? No, raczej niewiele. To wydawało się takie... Żałośnie słabe. Skrzywiła się, ale nie tylko z bólu. Ze strachu, ze zmęczenia, z każdego innego powodu. Okropny dzień.
[Obrazek: oLIY3H8.png]
LVL 5 150 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Odpowiedź nadchodzi dość szybko, jest... krótka, ale zdecydowanie wystarczająco klarowna. I stawiająca ich dwójkę w sytuacji co najmniej niewygodnej, a przynajmniej niebezpiecznej dla szylkretki. Ważkowe Szuwary mogłaby w końcu odwrócić się na pięcie, wrócić do obozu i zapomnieć o tym, że spotkała na granicy jakąkolwiek samotniczkę. A jednak nie zamierza tego zrobić; mimo to, zajmuje jej chwilę odpowiedź. Ma wątpliwości co do tego, czy faktycznie chce nieznajomej w swojej lecznicy, zdecydowanie wygodniej zaś byłoby nawet tego nie proponować. Ale czy to z czystej dobroci serca, czy perfekcjonizmu i niechęci do popełniania błędów - a pozostawianie rannej kotki na pastwę losu z całą pewnością byłoby medycznym błędem stulecia - podrygując lekko ogonem podejmuje więc decyzję.
  – W takim razie pójdziesz ze mną – orzeka w końcu - dość zdecydowanie jak na to, że z całą pewnością nie mogła samotniczce nic narzucić - i spogląda prosto w pokryty bliznami pysk. – Musisz wiedzieć cokolwiek o klanach, skoro na pomoc czekałaś na samej granicy... a zresztą nie potrzebujesz wiedzieć nic ponadto, że jest zbitkiem kotów w jednym miejscu. Dopóki twoje rany porządnie się nie zasklepią, znajdę ci jakiś zakątek w lecznicy.
  Niezapomniana Łapa najpewniej nie będzie zachwycona, lecz nie odważy się zaprotestować, a Roziskrzoną Gwiazdę medyczka postawi przed faktem dokonanym. Opinia ogółu społeczności zaś nie jest dla niej istotna; lecznica jest jej własnym bagnem.
  – Jak się nazywasz? – pyta jeszcze, ogon opierając o łaciaty bok kotki. Podeprze ją własnym ciałem w drodze do obozu, oczywiście - pytanie, czy faktycznie gdziekolwiek pójdą. Nie zaciągnie samotniczki za kark do lecznicy, a więc - w tym momencie decyzja należy wyłącznie do niej. Powinna niemniej spodziewać się, że jeśli wskutek własnej głupoty zniszczy opatrunki zgrywając w pełni samodzielną, Ważka byłaby gotowa odmówić ponownego leczenia.
LVL 5 85 / 400
MedLVL 7 340 / 1100
15
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości