Logo Artemidy
Wyprawa Gwiezdnego Nurtu i Krzewiastej Łapy
#76
Popotworowy szał radości stał się mglistym wspomnieniem. Ukontentowanie z odbywanej z terminatorką podróży sklęsło, zostawiając po sobie pustą neutralność, z czasem zahaczającą o negatywne nuty. Pewnie, że Nurt nadal cieszyła się z podjętej decyzji, a tym bardziej z dotychczasowego przebiegu wyprawy; potężna bestia nie zgniotła ich na Grzmiącej Ścieżce, dalsza droga oszczędzała im niechcianych niespodzianek, a po minionych nieprzyjemnościach doprawdy nie miała głowy do martwienia się stanięciem pysk pysk z Gwiezdnymi, ktokolwiek nie postanowiłby do nich zejść. Jednak im dalej w las, tym bardziej fizycznie podupadała, ból głowy stawał się coraz mocniej dojmujący, i serio, życzyła sobie po prostu walnąć się na trawę i odespać to wszystko. Ciągnęła za sobą łapy, jej ogon dyndał zwieszony, a skierowany ku dołowi nos, który rytmicznymi pociągnięciami wciągał płynną wydzielinę, uniósł się dopiero, gdy zielone oczy dostrzegły znajome ułożenie zarośli; a gdyby spojrzeć szerzej, w sumie całkiem dobrze znany jej kawałek ziemi.
– No i jest – miauknęła z zadowoleniem, stanąwszy niedaleko zbiornika. No dobrze, może w większości z ulgą. – Musisz uwierzyć mi na słowo, że to serio ta sadzawka! Mimo że nie wygląda zbyt zachęcająco.
Dotychczas skupiona na przetrwaniu, nie zauważyła, że Gałązka w międzyczasie przeszukiwała trawy. Nie zwróciła też uwagi na jej chwilowe odejście, i kiedy kotka zmaterializowała się przy niej ze ślazem, mordka medyczki przybrała kształt litery „o”.
Zastanawiała się przez krótki momencik, po czym skinęła głową, przejęła listek i przełknęła go prędko. Dopiero teraz pomyślała, że tak ogólnie – przekąsiłaby coś. Pewnie przeziębienie nieco hamowało apetyt, ale wciąż, dawno nie jadły. Trudno, będą przejmować się tym nad ranem, a na razie musi wystarczyć jej ślaz.
– Niczego nie potrzebujesz? – spytała po oblizaniu mordki. – Na pewno gotowa?? Teraz... Musimy wziąć łyk z sadzawki. I położyć się spać. Najlepiej niedaleko brzegu; niby jeszcze nikogo nic nigdy nie napadło podczas ceremonii tutaj, ale... Nie zaszkodzi schować się głębiej w zielsko, nie?? Nie ma co liczyć tylko na opiekę Gwiezdnych.
Ona nie liczyła wcale. Ale nawet bez magicznej mocy wody, spodziewała się odpłynąć natychmiastowo po zwinięciu się w kłębek. Oczy same jej się zamykały; ziewnęła przeciągle.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#77
Jak dobrze, że Nurt faktycznie miała perspektywę odespania całej tej podróży i choroby. Co prawda Gałązka czas trwania spotkania z Gwiezdnymi na początku wyobrażała sobie bardziej jako odpowiadający drzemce - w końcu ile mieliby dyskutować z dwiema medyczkami? - ale plany Donośnego Krzyku na wzięcie porannego patrolu oraz założenie, że Gwiezdny Nurt wspomniałaby coś o nocnym powrocie, sugerowały, że pośpią dłużej.
Żołądek ściskał się Gałązce na myśl o wszystkich potencjalnych pacjentach oczekujących na ich powrót. Skupiała się dotychczas na jednym, konkretnym, ale bardzo ważnym. Całe to spięcie powodowało, że nie odczuwała zbyt wielkiego głodu, wręcz przeciwnie. I łatwiej było jej odłożyć na bok plany polowania, aby posilić Nurt. Pewnie także dlatego, że w trakcie poszukiwania ziół nie poczuła, by cokolwiek mięsnego i sycącego w okolicy chciało wepchnąć się jej pod kły i pazury.
Pokręciła głową - niczego nie potrzebowała. Pokiwała głową - na pewno była gotowa. Skinęła głową - tak, zgadzała się, że muszą znaleźć bezpieczne schronienie. Zarośla dookoła sadzawki nie stanowiły najwybitniejszego okazu takowego, ale Gałązka obeszła zbiornik i doszukała się takich, które nieco wybijały się zagęszczeniem i wysokością spośród reszty. Z przymrużeniem oka mogły być uznane za krzewy. Ponadto słyszała w miarę głośne szelesty, kiedy poruszała się dookoła potencjalnej kryjówki. Idealne jako ostatni alarm w razie niebezpieczeństwa.
- Tu chyba będzie dobrze. - skomentowała, zanim podeszła do Sadzawki, gotowa, aby wziąć łyk dokładnie wtedy, kiedy i Nurt się do niej pochyli. - ...może Truskawkowy Gąszcz tam będzie. - dodała trochę mniej pewnie. Ucieszyłaby się. Nie dość, że wylądowała na Srebrnej Skórce po długim życiu, nie takim przedwcześnie zakończonym, to jako medyczka, i to mająca styczność z nimi obiema, nadawała się przecież, aby je... powitać? Mianować młodszą? Terminatorka chętnie podpytałaby o szczegóły tego, co ma nastąpić, niemniej nie przestawała myśleć także o czekającym Klanie Gromu.
Czy widok wspominanego wcześniej Muchomorowego Boru byłby miły? Byłby w ogóle prawdziwy, sensowny? Co mógł robić na medycznej ceremonii? Albo Wysoka Łapa... lub Cykające Trawy. Zacisnęła lekko szczękę w oczekiwaniu na ruchy mistrzyni, które miała zamiar powtórzyć.
[Obrazek: QJP3pKO.png]
LVL 5 300 / 400
MedLVL 7 725 / 1100
16
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#78
Pomogłaby Gałązce w szukaniu dogodnego miejsca na spoczynek, ale dające się we znaki zmęczenie – które jakby uderzyło z podwójną mocą, gdy tylko do Nurt dotarło, że znalazły się na miejscu – stawiało opór. Położyłaby się gdziekolwiek, gdzie nie byłaby na zupełnie odsłoniętej przestrzeni. Nie zamierzała wybrzydzać.
Ale doceniała starania, tym bardziej, że przecież nie wierzyła w żaden gwarant bezpieczeństwa. Ba, nikt nawet nie próbował jej go wciskać, po prostu tak jakoś przyjęło się, że z reguły nic nikomu nie działo się w tym świętym miejscu. Magiczna moc czy czysty fart – sprawa pozostawała niewyjaśniona.
– Będzie super – zgodziła się, nie wnikając w argumentację stojącą za tym werdyktem. Mogło być na tamtym kawałku zieleni, czemu nie. Na kolejne słowa skinęła głową. – Dobrze by było. Albo... Cicha Noc? – dodała z zawahaniem, niepewna, jak terminatorka zapatrywała się na potencjalne spotkanie z matką.
Jedno nie ulegało wątpliwości – zobaczenie się z Truskawkowym Gąszczem zawsze było dobre, a w sytuacji, w której medyczka nie była przekonana co do swojej obecnej relacji z Gwiezdnymi, tym bardziej przyjęłaby jej widok z radością. To ta jedna osoba zawsze stojąca za nią murem; i za życia, i po śmierci. Ale może lepiej, jeśli powita je ktoś mniej przychylny starszej z nich. Jeszcze Nurt nie chciałaby wrócić do świata żywych i co wtedy??
– No to do dzieła! Do zobaczenia po drugiej stronie – zarządziła żwawiej i nachyliła się nad zimną taflą, by zaczerpnąć wysoce orzeźwiający łyk. Już czuła ten ból gardła, z jakim się obudzi. Nieistotne; istotniejsze było to, że mogła wraz z Gałązką ścisnąć się w jeden, wcale nie tak wielki kłębek, i odpłynąć w zasłużony sen.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#79
Przewidywania obu kotek miały się wkrótce potwierdzić; najpierw jednak, gdy tylko napiły się wody z sadzawki, mogły zobaczyć polanę; dość pokaźnych rozmiarów, którą Gwiezdny Nurt na pewno mogła już kojarzyć, a na tej polanie, pośrodku niej, stojącą postać, która po chwili zbliżyła się bliżej z szerokim uśmiechem.
Choćby miała pobić wszystkich Gwiezdnych, choćby miała pogryźć ich wszystkich aż do ich gwiezdnej krwi, to nie zamierzała nikomu innemu pozwolić się tu pojawić pierwszemu i przywitać Gwiezdny Nurt i Krzewiastą Łapę.
Truskawkowy Gąszcz, najpierw, z lekkim uśmiechem, z iskierką dumy w oku, spojrzała na swoją podopieczną, a potem podobne spojrzenie skierowała w stronę przyszłej medyczki, nim nie podeszła bliżej.
- W końcu jesteście. - Choć powiedziała to wręcz wesoło, to w tonie przebłyskiwał lekki ślad zmartwienia, bowiem oczywiście, że całą drogę ich obserwowała i wiedziała, że Nurt wcale nie czuła się najlepiej. Następnie bezceremonialnie podeszła do Gwiezdnego Nurtu, by delikatnie dotknąć ją nosem w jej nos, witając się z nią, jak zawsze mistrzowie witali swoich nowych terminatorów, uśmiechając do niej ciepło. Zawsze cieszyła się z tych małych momentów, które mogły spędzić razem po tym, jak już wylądowała na Srebrnej Skórce. I choć poprzednie spotkanie, gdy przyszła tu z nową przywódczynią Gromu nie było wyjątkowo udane, choć wszystkie koty pluły tam na siebie i prawie skakały do gardeł, to teraz tych wszystkich kotów nie było, trzymały się w cieniu, obserwując w ciszy to, co się działo na środku polany.
Następnie kroki skierowała ku nowej terminatorce, by ją również dotknąć nosem, o ile nie będzie miała nic przeciwko.
- Gratulacje, Krzewiasta Łapo, udało ci się w końcu zmusić Nurt, by tu z tobą przyjść - zażartowała. Pamiętała bowiem, jakie wątpliwości targały jej terminatorką na samym początku, jak niepewna była tego kogo wybrać i jak go wybrać, i jak bardzo długo się nad tym zastanawiała, nim w ogóle przyjęła Krzewiastą Łapę tak oficjalnie pod swoje skrzydła.
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#80
Cicha Noc. Zmarła matka, której medyczki nie były w stanie uratować po pogorszeniu jej stanu, choć wcześniej przecież odzyskiwała siły. Która wraz z ojcem - szczęśliwie żywym, nawet jeśli zachowującym się, jakby też dogorywał po śmierci partnerki - zdecydowała się na ten trzeci miot. Terminatorka nie chciała myśleć o młodszym rodzeństwie w takim kontekście, lecz czasem myśli same napływały, szczególnie, gdy przypominała sobie, że faktycznie może spotkać ją na Srebrnej Skórce.
- Może. - odpowiedziała... dość neutralnie. Zatapiała się w myślach.
A co, jeśli spotka tam kota, o którym nawet nie wiedziała, że już zmarł? Badyl. Lis. Popieliczka. Opieńka. Taniec. Wszyscy inni, z którymi miała do czynienia i jakoś się związała. Przecież do niedawna martwiłaby się też o to, czy Kawka nie zagada jej na powitanie. Chociaż ten problem z głowy.
I czy to miało w ogóle znaczenie, że ich nie zobaczy? Skąd miała pewność, że ten sen nie będzie po prostu trochę bardziej nastawionym na jedną tematykę wytworem jej głowy, i że Gwiezdny Nurt nie miała podobnego, wystarczająco, by wersje były spójne? W Krzewiastą Łapę wstępowały właśnie ostatnie podrygi nerwów po całej tej wyprawie.
Mimo to, a może właśnie dlatego, bez większego zawahania wzięła łyk czystej wody, naśladując Gwiezdny Nurt. Wcześniej chciała postarać się delikatnie naprowadzić je obie jeszcze głębiej do wybranej, wystarczająco bezpiecznej kryjówki, zanim zasną. Spodziewała się, że chwila minie, zanim napitek zacznie działać, jak przy medykamentach. Zdawało jej się jednak, że nawet nie zdążyła mrugnąć ani odczuć jakiejkolwiek dodatkowej senności, kiedy zmieniły miejsce pobytu. Czy była już tak zmęczona?
O dziwo, widok polany napełniał ją spokojem. Zaobserwowanie u siebie tego uczucia - o dziwo, łatwiejsze niż dotychczas - z kolei sprawiło, że mentalnie drgnęła. Nie chciała sztucznie pozbywać się swojego niepokoju. Chciała nie mieć do niego powodów. A strach, że zaraz może zobaczyć gdzieś w tle, albo gdziekolwiek, niespodziewanych bliskich, dalej tkwił w jej głowie. Czy będzie mogła o to spytać? Żałowała teraz, że nie poprosiła Nurt o więcej szczegółów w temacie czasu na mniej zaplanowane rozmowy. I że dalej nie jest pewna, czy to nie jest tylko sen.
Bo kiedy dostrzegła w końcu Truskawkowy Gąszcz, a ta się z nimi przywitała... nie była zdziwiona. Jej przewidywania miały sens. Była najodpowiedniejszym kotem na tym miejscu. Pewnie Gałązce łatwiej byłoby uwierzyć w prawdziwość tego miejsca, gdyby zobaczyła kogoś zupełnie nieznanego. Ale zdecydowanie czuła zadowolenie na widok medyczki i przymrużyła oczy, kiedy te witały się spojrzeniem. Jeszcze przyjemniej było obserwować, jak ta wita się z Gwiezdnym Nurtem. Jakby delikatny ciężar na Gałązkowych barkach, zbudowany w trakcie tej drogi, został zdjęty.
Po czasie, jaki spędziła z mentorką w lecznicy i na treningu, chyba faktycznie odrobinę lepiej zrozumiała, jak ważna była - jest - dla niebieskiej jej własna mistrzyni. I... być może najmłodsza z kotek uświadomiła sobie właśnie, że poza Srebrną Skórką nie kojarzy kogoś, kto choć trochę zastępowałby Truskawkowy Gąszcz w tej roli. Tym bardziej nie spieszyła się, by dostać uwagę starszej. Akurat miała czas, by przetworzyć swoje myśli i poradzić sobie z lekkim smutkiem w reakcji na nie. Łatwiej było jej tu chyba analizować te emocje. Dziwne. Może odrobinę niepokojące.
Odłożyła temat na bok, kiedy to do niej skierowała swoje kroki Gwiezdna, i szczerze odwzajemniła lekki uśmiech, także pozwalając na zetknięcie się nosami. Nie była pewna, skąd te odczucia, ale atmosfera miejsca-snu sprawiała, że nie miała z gestem większych problemów. Chociaż akurat Truskawkowy Gąszcz, tak jak Nurt, należała do tego grona kotów, przy których Gałązka nie czuła (przynajmniej nie tak mocno), że naruszają jej przestrzeń osobistą.
- To chyba jej najbardziej zależało. - nieco błędnie zinterpretowała żart, sądząc, że mówią o wizycie w Szepczącej Sadzawce i dyskusji tuż przed przekroczeniem jezdni, na której spędziły sporo czasu właśnie ze względu na tę różnicę w priorytetach. Krótki powrót do myśli o niebezpieczeństwie, jakie miały za sobą, ponowił zmartwienia o to, kto jest na Srebrnej Skórce. Szczególnie, że dotychczas nie była w stanie przyjrzeć się innym obecnym Gwiezdnym, jeśli w ogóle znajdowali się tutaj. Nie mogła wyciągnąć własnych wniosków. - ...nie ma tu Badyla? Lisa? Wszystkich... którzy zaginęli. - w końcu nie powstrzymała się przed szybkim pytaniem, z większym skupieniem i nadzieją patrząc na Truskawkowy Gąszcz. Skoro miały miejsce na żarty, to na jedno pytanie może też?
[Obrazek: QJP3pKO.png]
LVL 5 300 / 400
MedLVL 7 725 / 1100
16
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#81
Od razu wiedziała, kiedy znalazła się we śnie, ponieważ zrobiło jej się wyczuwalnie lżej. Ciało nie domagało się odpoczynku; regenerowało się przecież przy brzegu. I to właśnie tam Nurt zostawiła cieknący nos czy bolącą głowę, na pozaziemską polanę nie zabrała sporej części obaw.
Znała to miejsce, oczywiście. Nie poświęcała mu jednak zbyt wiele uwagi, przyklejona jak zahipnotyzowana do jednego elementu – Truskawkowego Gąszczu pośrodku gwiezdnego krajobrazu.
Otwierając oczy poczuła, jakby ktoś zdjął ciężar z jej barków? Och, nie, to musiało być nieporozumienie. Dopiero teraz poczuła się prawdziwie lekka, jak pyłek dmuchawca na wietrze. Błogie poczucie bezpieczeństwa wypełniło ją od palców po czubki uszu, wzruszenie odebrało dech, a ulga rozluźniła jeżeli nie spięte mięśnie, to postawiony w stan gotowości umysł. Gdzieś tam, głęboko w sercu, dalej spodziewała się przecież zastać kogoś, kto skrytykuje wizytę gromowej delegacji; a może konkretnie jej, medyczki, która otwarcie w Gwiezdnych zwątpiła. Przy Truskawkowym Gąszczu nic jej nie groziło. Przy niej mogła być tą najbardziej nieidealną wersją siebie i nie obawiać się stać z uniesioną głową, odsłonięta.
A niechby nawet przeceniała możliwości ochronne mentorki – możliwość spotkania się z nią wynagrodziłaby każdą z późniejszych przykrości. Na pewno.
Dawno nie widziała, by ktoś patrzył na nią z dumą. Była starą krową, zrobiła w życiu swoje i może nie powinno już zależeć jej na uznaniu, ale nieważne, jak bardzo starała się ukryć to przed sobą i resztą świata, nigdy nie przestała go potrzebować. I nigdy, przenigdy nie przestała potrzebować Truskawkowego Gąszczu; życie od jej odejścia nie wróciło na dawny tor. Nie mogło. Trwało dalej, jasne, jednak w formie nieprzerwanej nauki funkcjonowania z dziurą, jakiej nikt i nic nie zapełni. Dało się do niego przyzwyczaić, nie z nim pogodzić.
– Jesteśmy! W jednym kawałku. – Coś, co miało zabrzmieć wesoło i dziarsko, wyszło dość... płaczliwie.
Ale jak miała pohamować emocje?? Zwłaszcza gdy chwilę potem kotka dotknęła jej nosa jak za starych dni, kiedy wszystko było jakby... prostsze. Bo przecież istniały niegdyś czasy niezmącone codziennym lękiem o własne życie. Takie sprzed niezliczonych strat przyjaciół i innych bliskich, które zabierały jej serce kawałek po kawałku. Zanim zaczęła czuć się jak odludek we własnym Klanie. Wcale nie aż tak dawno temu! I Nurt utożsamiała je w głównej mierze ze stojąca naprzeciwko postacią; filarem, który przez kilka obiegów pór kształtował ją i utrzymywał w pionie.
Zamruczała cicho na to przywitanie, a później, pomimo wykrzywionej nieznacznie mordki, starającej się zatrzymać łzy cisnące się do oczu, poruszyła wąsikami w rozbawieniu, jakie wzbudziła w niej odpowiedź Gałązki.
– I biedna nawet nie zdaje sobie sprawy z wagi własnych zasług!! – miauknęła, szturchając terminatorkę łokciem w bark. – Medycznych i niemedycznych. Gdyby nie ona, wcale by mnie tu teraz nie było. Dobrego miałaś do niej nosa! Lepszego niż ja.
Umilkła, kiedy padło pytanie. Całkiem naturalne i zrozumiałe, ale poza zasięgiem jej ekspertyzy, więc nie wtrącała się, wpatrując się w Truskawkowy Gąszcz z niemalże kocięcym uśmiechem. Wolała ją bez tego połyskującego futerka; i bez gwiezdnego blasku było ono aksamitne, czyste i przyjemne do wtulenia się. Nie miała nic przeciwko wszelkim oznakom starości u niej, tak długo, jak oznaczało to, że mogły być razem. A teraz? Czy jakby stanęła z boku, jako obserwator, to w sobie dostrzegłaby styraną życiem staruszkę? Bo przecież Truskawkowy Gąszcz na Srebrnej Skórce promieniała; nieważne, ile czasu by nie minęło.
Te i inne myśli zaprzątały jej głowę w czasie wymiany zdań między kotkami. Dopiero gdy uznała porę za odpowiednią, oderwała wzrok od mentorki i uśmiechnęła się do Krzewiastej Łapy.
– Gotowa?
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#82
Krótko zatrzymała swoje złociste spojrzenie na Gwiezdnym Nurcie, gdy ta się odezwała. Teraz nie miała żadnych objawów choroby, zostawiła to w ciele przy Szepczącej Sadzawce, aczkolwiek wiedziała, że w pewnym momencie te bardzo dały się jej we znaki, w bardzo newralgicznym miejscu i faktycznie mogły się cieszyć, że dotarły tu w jednym kawałku. Truskawkowy Gąszcz omal nie wyszła wtedy z siebie, bo co, jakby Gwiezdny Nurt przybyła tu szybciej niż Krzewiasta Łapa z oczywistych powodów?
Wtedy dopiero skupiła się na młodszej kotce, która przecież była tutaj ważniejsza, a przynajmniej w kwestiach tego, że była to właśnie jej ceremonia, to ona miała dzisiaj otrzymać medyczne miano. Strzepnęła uchem, lekko drgnął jej również kącik pyska, gdy młoda odpowiedziała na jej słowa, widocznie nie rozumiejąc, o co chodziło, ale nie zamierzała jej poprawiać. Swoje wahanie Nurt miała dawno za sobą i widać było, że ostatecznie faktycznie miała dobre przeczucie wybierając właśnie burą kotkę na swoją następczynię. Faktem było, że musiała ją nieco naprowadzić, ale podejrzewała, że teraz Nurt po przeżyciu tylu księżyców też byłaby w stanie precyzyjnie podpowiadać Krzewiastej Łapie jak ma żyć, bo Truskawka potrafiła to zrobić tylko dlatego, że sama kiedyś była na jej miejscu. I miała do podjęcia znacznie więcej decyzji i było za jej czasów więcej kotów, które w lecznicy stacjonowały. Dlatego jedynie pokręciła głową z westchnieniem i lekkim pomrukiem rozbawienia, gdy odezwała się Gwiezdny Nurt. Najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy, że gdyby sama nie podzielała myśli mentorki, to i tak by jej nie wybrała i na pewno nie doszłyby tak daleko. Czyli, jak zwykle - odbierała sobie wszystkie swoje zasługi. Ale do tego zaraz wrócą, zaraz jej strzeli łapą po uchu, tak, ale były rzeczy ważniejsze, dlatego skierowała się znów ku młodej kotce.
- Niestety, nie orientuję się co do wszystkich kotów, które kiedykolwiek opuściły klan Gromu. Gwiezdni raczej nie spoglądają w ich stronę, chyba, że są dla nich bliscy - zaczęła miękko, pomijając trochę sytuację z tym, że raczej Gwiezdni w ogóle się nie interesowali życiem żywych. Niektórzy zerkali na swoich bliskich, jasne, ale gdy chodziło o przejmowanie się tym, co u żywych kotów, pomoc, cokolwiek takiego... to nie istniało. I nie musiała umierać, by to wiedzieć, pokazywali jej to całe życie, jakie spędziła na Iglastej Ziemi. - Aczkolwiek są też tacy, których niestety możesz tu spotkać - dodała, lekko cofając uszy, oglądając się za siebie, w dal, gdzie Krzewiasta Łapa mogła zobaczyć swoją matkę, Cichą Noc, która oczywiście nie mogła przegapić mianowania swojej córki, stojąc nieco bliżej, niż reszta Gwiezdnych, z postacią podskakującą obok niej, przytrzymywaną delikatnie przez wojowniczkę, którą Krzewiasta Łapa mogła zdecydowanie kojarzyć jako swoją siostrę.
- Ale dzięki temu mogą być tu z tobą, jako pierwsze ci pogratulować. Poza nami - dodała, odsuwając się dwa kroki w tył, lekko kiwnąwszy głową Nurt, że może zaczynać. Chyba że Krzewiasta Łapa bardzo chciała jeszcze coś dodać, ale zdaniem Truskawki mogły zaczynać, a na gratulacje, przywitania, na to wszystko przyjdzie czas.
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#83
Trzeba było powiedzieć sobie szczerze - gdyby Gwiezdny Nurt po drodze do Szepczącej Sadzawki wyprzedziła swoją terminatorkę na tyle, że znalazłaby się już na zawsze na Srebrnej Skórce... również Gałązka nie stałaby w tym momencie przed Truskawkowym Gąszczem. Było wiele potencjalnych wydarzeń, które mogłoby na zawsze zniechęcić kotkę do takich wypraw, a śmierć własnej mentorki, jednocześnie kolejna trauma, jak i utrata głównego zainteresowanego tym pomysłem, stała na czele.
Z tego powodu starała się nie myśleć o takim scenariuszu. Na razie przychodziło jej to z niejaką łatwością. Najpierw - bo z małych przepychanek i poszturchiwań, fizycznych i słownych, wyciągała kolejną porcję ciepła. I lekkiego zawstydzenia. Trochę niedowierzania. Coś o lepszym nosie Truskawkowego Gąszczu. Faktycznie, także ze starszą kotką miała okazję rozmawiać o swoim zainteresowaniu medycyną.
Następnie jednak przyszła pora na skupienie na obecności jeszcze innych kotów, niż Gwiezdny Nurt, na Srebrnej Skórce. Lekki zawód wypisał się na mordce terminatorki z początkową odpowiedzią. Niby słyszała już kiedyś, że Gwiezdni to po prostu... koty. Pewnie nawet oni mieli limit spraw, które mogły zaprzątać im głowę. Liczyła jednak na trochę pewności. Nawet, gdyby ta miała wynikać tylko z jej własnej wyobraźni.
Chociaż potem sama już nie wiedziała, po co jej była ta pewność. Widok Cichej Nocy... stanowił ten bardziej pocieszający aspekt. Wiedziała, że matka odeszła. Zobaczenie jej przynosiło trochę goryczy do całej tej beczki miodu, którą stanowiły dotychczasowe wydarzenia na Gwiezdnej polanie. Niemniej gdzie indziej spodziewałaby się ją zobaczyć Krzewiasta Łapa? Bardziej wstrząsnęła nią podskakująca obok postać. Bura mrużyła przez chwilę oczy, licząc na to, że nieco rozmazany i mokry obraz zyska na ostrości i zorientuje się, że to ktoś inny. Ale nie. Opieńka. Kiedy w końcu kotka pozwoliła, by to do niej dotarło, wzięła krótki, szybki wdech. Przysunęła się trochę do barku Gwiezdnego Nurtu, który przed chwilą jeszcze wesoło ją szturchał. Łapy niby trzymały ją w pionie, ale czuła się właśnie jak na spóźnionym pogrzebie.
Zaczęła rozglądać się po polanie dalej z bijącym szybciej niby-sercem. Czy w ogóle miała je tutaj, czy kotki były tylko projekcją swoich dusz? Myśl przez chwilę przemknęła jej przez głowę, ale szybko uciekła. Jej wzrok, dalej jakby zamglony, przesuwał się po mniej wyraźnych sylwetkach, czasem obcych, by zaraz zatrzymywać się na tych znanych. Ponownie przynoszących goryczkę, ale taką spodziewaną. Czy poznała Muchomorowy Bór przede wszystkim po tej spokojnej postawie, czy jednak bardziej po wyglądzie? Ciężko powiedzieć. Widok pierwszego mistrza dalej trochę bolał, nawet pomimo wybrania ścieżki medycznej i tego, że zasadniczo jej nie mianował. Odrobinę przypominał jej o prostszych czasach, gdzie problem stanowiło wplątanie się w małą sieć kłamstw przy udawaniu Badyla jako kociak.
Szukała dalej, tworząc powoli listę kotów. Zaraz rzuciła jej się w oczy odgryziona - choć po tej stronie już zagojona - łapa, a zaraz z nią, jakby jej sen stawał się wyraźniejszy, reszta Brzozowej Drzazgi, lekko machającej. Przełknęła ślinę. Dawka poczucia winy wpadła w gardło przyszłej medyczki. Musiała się poruszyć i odpowiedzieć na pytanie o gotowość, ale na razie jeszcze milczała. Wzrok szedł dalej. Pomyślała o Wysokiej Łapie, jednak nagle zatrzymał się na całej burej sylwetce. Musiała mrugnąć. Czemu musiała mrugać na Srebrnej Skórce?
Ziemia. Kolejna zaginiona siostra, która zawędrowała aż tutaj. Strzepnęła ogonem - Gwiezdny Nurt musiała to poczuć - z mieszanki uczuć. To... zaskakujące, że po przetrawieniu samego faktu śmierci (być może jej wzrok znowu się zamglił, nie wiedzieć czemu) siostry, do Gałązki nadeszła także odrobina ulgi. Ponownie, jeśli to wszystko nie był tylko wymysł jej głowy (ale czemu miałaby uśmiercić akurat dwie siostry?), mogła teraz otrzymać pewność, że Ziemia nie była złym kotem. Inaczej nie mogłaby tu trafić.
W końcu zauważyła i czarną sierść Kota. Tak jak Opieńka, machnął do niej, choć nieco spokojniej. W końcu był spokojniejszy... aż wyruszył zdecydowanie zbyt wcześnie poza obóz. Nie zorientował się na czas o obecności drapieżnika z powodu choroby czy braku wzroku? Przecież powielała w głowie te wątpliwości po śmierci Cykady, który nie mógł wołać o pomoc. Jego nie mogła dostrzec w zgromadzeniu, choć nie do końca czuła, by kocura tam brakowało. Jakby się chował i w nieokreślony sposób dawał znać o swojej obecności. Także bezdźwięcznie.
Nadal żałowała, że dała mu wyjść z obozu. Ponownie machnęła ogonem. Dobrze, że był dość puchaty. Nurt nie nacierpiała się za bardzo. Ale to właśnie rosnące podirytowanie na myśl o tej konkretnej śmierci, śmierci Cykającego Gąszczu, i przytłaczającej świadomości, że nie jest w stanie upilnować każdego lekkoducha, który jak na złość ignoruje wszelkie zasady bezpieczeństwa, sprawiło, że w końcu wróciła myślami do celu tej wizyty.
Ostatni raz przejechała wzrokiem po obecnych kotach. Wiele z nich wyglądało na... szczęśliwych. Jeśli dobrze interpretowała machanie do niej i uśmiechy. Bardzo chciałaby, żeby byli szczęśliwi po prostu po tej żywej stronie, na którą przecież ona zaraz wróci, ale nie była w stanie nic z tym zrobić. Mogła tylko liczyć na to, że wszyscy, których nie zobaczyła, dalej żyli, a ci tutaj faktycznie cieszyli się tym nie-życiem po życiu. Skierowała wzrok na własne łapy, z których jedną musiała lekko przetrzeć mordkę. Od razu widziała lepiej.
W końcu mogła skupić się na - oby już przyzwyczajonej do długiego czekania na odpowiedzi - Nurt. Mordka terminatorki wyglądała na trochę bardziej zdeterminowaną.
- ...gotowa. - oznajmiła. I to już prawie wszystko, tylko jeszcze w pośpiechu dodała prośbę z nutą polecenia w nim: - ...ale jak się obudzimy. Powiesz mi, który medykament najbardziej lubisz.
Nie miała zamiaru elaborować.

jeśli zapomniałam o jakimś zmarłym bliskim, to tylko z nieogaru, wszystkich Gałązka kocha po równo
[Obrazek: QJP3pKO.png]
LVL 5 300 / 400
MedLVL 7 725 / 1100
16
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#84
Interesujące, jak nawet tutaj, na Srebrnej Skórce, idealnie się z Gałązką dopełniały. Po pierwszej fali wzruszeń, na Nurt spłynął błogi spokój, i kiedy po krótkim dialogu z Truskawkowym Gąszczem jej targana emocjami terminatorka wypatrywała kolejnych znajomych mordek, ona patrzyła w tłum kotów, wśród których sama niebawem miała się znaleźć, z nienaturalną wręcz beztroską, uśmiechając się łagodnie; spoglądając, ale nie widząc nikogo konkretnego. Nie szukała. Nie wspominała. Nie snuła rozważań. Po prostu przycisnęła mocniej do siebie szukającą kontaktu Krzewiastą Łapę i przytuliła łeb do burej główki. A kiedy uderzający o nią ogon obudził w niej odległe skojarzenie, bez namysłu oplotła go swoim i ścisnęła pokrzepiająco.
Bez pospieszania czekała na sygnał gotowości. Może i tam, na dole, jej ciało leżało spięte od podświadomego stresu wiążącego się bezbronnością, ale tutaj? Nie czuła nic z tego. Więcej – zdawało jej się, że miały dużo, dużo czasu.
Nareszcie jednak sygnał padł, a błysk determinacji w bursztynowych oczach jedynie potwierdzał jego prawdziwość. Podczas gdy przyszła medyczka zgłaszała swoje żądania, Nurt lekko otarła się mordką o jej poliki, chcąc je jeszcze trochę... osuszyć.
Parsknęła rozbawiona.
– Przystaję na takie warunki – odpowiedziała z powagą. Zerknęła na Truskawkowy Gąszcz, jakby chciała zaczerpnąć od niej odrobiny otuchy, po czym stanęła naprzeciw burej i odchrząknęła. Głupio by było akurat teraz uświadomić sobie, że nie pamiętało się słów przysięgi. Ale coś tam pamiętała! Wyprostowała się dumnie. – Ja, Gwiezdny Nurt, medyk Klanu Gromu, zwracam się do Przodków, żeby spojrzeli na moją wspaniałą terminatorkę! Ciężko trenowała, by zrozumieć wasze ścieżki, pojąć tajniki medycyny i jak najlepiej przygotować się do swojej roli. A teraz proszę was o pomoc, aby z waszym wsparciem mogła służyć swemu Klanowi przez wiele księżyców. Krzewiasta Łapo, czy obiecujesz postępować według Kodeksu Medyka, pozostawać z dala od rywalizacji między Klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia?
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#85
Łatwiej było jej szukać kontaktu fizycznego w tym wymiarze. I w ogóle wsparcia, tak otwarcie - jak na zwyczaje burej terminatorki. Znaczy... przynajmniej na to wyglądało. Nie spodziewała się przecież, żeby jedna wyprawa, nieważne jak dla niej i jej mentorki emocjonalna i stanowiąca wyzwanie, zmieniła nagle jej zwyczaje. Czułaby się z tym dość niekomfortowo. Jak z wpływem uspokajających ziół.
Ale to wsparcie było jej potrzebne, żeby w końcu się otrząsnąć i iść dalej z, nomen omen, nurtem wydarzenia. Zdobędzie tyle informacji na temat zmarłych lub żywych bliskich, ile może, a potem, już po wszystkim, potwierdzi, czy może im ufać. Bo na szczęście mistrzyni nawet nie dopytywała, po prostu zgodziła się na prośbę potrzebną Gałązce do zaufania wszystkiemu, co przeżywała i miała jeszcze przeżyć na tej ceremonii.
Poza tym... w zasadzie chciałaby tak po prostu znać odpowiedź na to pytanie.
Wyprostowała się trochę, w końcu będąc w stanie w pełni skupić się na nadchodzącym mianowaniu. Zasłuchała się w głosie niebieskiej kotki z zaciekawieniem. Wstęp do przysięgi brzmiał dość podobnie do tego, który słyszała na ceremoniach. Cóż, od niedawna na gromowych ceremoniach nie zwracano się do Gwiezdnego Klanu, w przeciwieństwie do tej obecnej. Czy Gałązkę dotychczas to ruszało? Niekoniecznie. Ale kiedy zerkała na zgromadzonych bliżej i dalej Gwiezdnych, pomyślała, że wołanie do nich w takich okolicznościach ma zdecydowanie większy sens, niż w miejscu, w którym zupełnie ich nie widać.
Zerknęła jeszcze raz na Truskawkowy Gąszcz, mrużąc lekko oczy w swojej wersji uśmiechu, przyjrzała się z trochę mniejszym zaaferowaniem wszystkim sylwetkom Gwiezdnych, szczególnie tym rozpoznawanym. Będzie mogła kiedyś liczyć na ich jasną pomoc? Spojrzała z powrotem na Gwiezdny Nurt. Nieważne.
Skinęła głową. Potem przypomniało jej się, że z reguły przysięga się na głos.
- Przysięgam.
[Obrazek: QJP3pKO.png]
LVL 5 300 / 400
MedLVL 7 725 / 1100
16
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#86
Poruszyła wąsikami, kiedy po kiwnięciu głowy padło jednak słowo; wbrew temu, co mogło się wydawać, nie było to takie oczywiste w przypadku akurat tej kotki!! Ale umówmy się, Nurt przyjęłaby każdy sposób przysięgi, bo nie miała wątpliwości, że za gestem stała szczera intencja.
– A więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję ci prawdziwe imię medyka – kontynuowała uroczyście. – Krzewiasta Łapo, od tej chwili będziesz znana jako Rosochata Gałązka. Gwiezdny Klan uznaje twoją rozwagę, troskliwość i lojalność, a my witamy cię jego pełnoprawnego medyka Klanu Gromu!
I tak jak uczyniła to Truskawkowy Gąszcz kilka obiegów wcześniej, tak teraz jej terminatorka wyciągnęła szyję, by zetknąć się nosami ze swoją uczennicą; tyle że właśnie, już jako oficjalnie równe sobie, dwie prawowite medyczki Klanu Gromu. Nie żeby potrzebny był do tego ten drobny detal mianowania, przecież od dawna zgodnie zarządzały lecznicą we dwie!
– Nie wyobrażam sobie ciebie jako nie-Gałązki – miauknęła konspiracyjnym szeptem, a potem dodała głośniej: – Trochę musiałaś przejść, by dojść do tego momentu! I nikt ci tego nie ułatwiał – ani to stado mysich móżdżków, nazywające siebie Klanem, ani życie jako takie, ani, po prawdzie, nawet ja! Masz z czego być dumna, wiesz? Ja jestem. Będziesz lepszą medyczką, niż te zapchlone kłaki zasługują!
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#87
Rozwagę, troskliwość, lojalność. Naprawdę dostawała tego wschodu słońca (albo już księżyca) ogrom komplementów, które otaczały ją, ku zaskoczeniu terminatorki... a w zasadzie to świeżo mianowanej medyczki. Potrzebowała chwili, aby trochę je przetworzyć, zastanowić się, skąd u mentorki - ba, mentorek, bo Truskawkowy Gąszcz przecież wcześniej też nie oponowała takim komplementom - takie dobre zdanie. Nie zaprzeczała mu automatycznie, bo nie miała o sobie wcale złego mniemania, po prostu w ogóle nie za bardzo myślała o sobie jakkolwiek. Robiła rzeczy w najoczywistszy sposób, jaki mogła wybrać.
I tylko tyle.
A czas nie zwalniał i Gwiezdny Nurt również nie. Zaraz usłyszała - w końcu - swoje nowe imię. Imię było dla niej jak sierść - dobrze, że je posiadała, ale w zasadzie nieszczególnie przejmowała się jego formą i stanem. I, w przeciwieństwie do hipotetycznego Dwunoga, który w dziwny sposób obserwowałby i prowadził jej życie, prawie by zapomniała, że ma ono w ogóle ulec zmianom. Niemniej... brzmiało dobrze. Brzmiało jak jego właścicielka, chyba. A poza tym, jeśli już miało stanowić o jej tożsamości, to zdecydowanie zgadzała się z kolejnymi słowami mistrzyni, nagrodzonymi zdecydowanie bardziej widocznym uśmiechem i dość energicznym skinięciem głową.
Bo faktycznie przecież była Gałązką. Może i Rosochatą.
Uśmiech powoli zanikał, ale nie rzedł. Co jakiś czas statyczny wyraz mordki znikał tylko za cichym parsknięciem na wspomnienie o Klanie Gromu pełnym mysich móżdżków, czy o samej mistrzyni, niby w jakiś sposób utrudniającej jej drogę do zostania medyczką. Z czym się nie zgadzała. Wręcz przeciwnie.
- Ty byłaś... jesteś. Dobrą mistrzynią. Bardzo. - w końcu odpowiedziała w nieco bardziej rozwinięty sposób, przedtem długo starając się ubrać swoje odczucia w słowa. Tu nawet lekkość Srebrnej Skórki nie pomagała. Po prostu nie była przyzwyczajona do takiego natłoku pozytywnych zdarzeń i odczuć. - Dziękuję. - jedno z często pomijanych na rzecz skinięć głową słów kierowała zarówno do Nurtu, jak i Truskawkowego Gąszczu.
[Obrazek: QJP3pKO.png]
LVL 5 300 / 400
MedLVL 7 725 / 1100
16
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#88
Mogła dostrzec, że Krzewiasta Łapa nie tryskała optymizmem po jej słowach, ale czy było to coś dziwnego? Coś, czego się nie spodziewała? Sama kiedyś tryskała goryczą na wieść o tym, że jej bliskich nie ma z nią, że są na Srebrnej Skórce. W końcu ona była tam, w dole, przeżywając swoje życie, żyjąc bez nich księżycami. A przecież też straciła wiele bliskich kotów, w tym najbliższą siostrę, mamę w młodym wieku. Teraz na Srebrnej Skórce, po tylu księżycach rozłąki, mogła ich w końcu spotkać, więc nie było to już dla niej tragedią. Ale domyślała się, że terminatorka musi to jeszcze przyswoić i pogodzić z tym, że te koty zobaczy aktualnie tylko tu.
Odsunęła się o krok, by obie kotki miały swoją główną scenę, lekko marszcząc brwi na słowa terminatorki, ale oczywiście nie odzywając się, dając im czas na mianowanie, tę chwilę dla siebie, a zdawać by się mogło, że cała polana aż wstrzymała oddech, że dookoła pojawiło się więcej światła, jakby dosłownie cała Srebrna Skórka celebrowała ten moment. A może tak było?
Oczywiście, gdy tylko wybrzmiało nowe imię medyczki klanu Gromu zaczęto je wielokrotnie skandować.
- Rosochata Gałązka! - Rozległo się z wielu gardeł, najgłośniej słyszane od najbliższych Gałązki, którzy mimo wszystko, mimo że byli martwi, mogli jej osobiście pogratulować tu, na miejscu, być w tym jakże ważnym dla niej na pewno momencie, co musiało w jakiś sposób może ją pocieszyć.
- Gratulacje - miauknęła miękko Truskawka, uśmiechając się do obu kotek, podchodząc jeszcze na szybko do Gwiezdnego Nurtu, by dotknąć czołem jej czoła. - A ty uważaj w drodze powrotnej, nie chcę cię tu za prędko widzieć, zrozumiano? - zażartowała delikatnie. Kochała Nurt, jasne, ale nie zamierzała pozwolić, by od razu po mianowaniu swojej następczyni dołączała do Gwiezdnego Klanu. Miała jeszcze trochę życia przed sobą, musiała towarzyszyć swojej terminatorce, jeszcze chwilę ją mentorować.
Gałązce kiwnęła głową z szerokim uśmiechem, po czym cofnęła się ponownie, dając kotkom przestrzeń do wybudzenia się, bo zdecydowanie świat zaczął blaknąć.
[Obrazek: dN23jMY.png]
LVL 4 155 / 300
MedLVL 8 337 / 1300
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#89
Może nie w tym momencie – na Srebrnej Skórce, w towarzystwie Truskawkowego Gąszczu, tuż po szczęśliwym mianowaniu – acz jeszcze niedawno, leżąc po zmierzchu w swoim legowisku, niemało przejmowała się zadaniem, jakim było wymyślenie Gałązce medycznego imienia. Prawie jakby był to ostateczny sprawdzian z bycia mentorką! Co prawda nie uznawała się za totalne bezguście, niebędące w stanie wymyślić sensownego zlepku dwóch słów, ale przecież imię jej terminatorki, nadane przez nią, musiało być odpowiednie. Nie, idealne. A przede wszystkim miało się podobać głównej zainteresowanej! Bądź co bądź, będzie nosić je do końca życia. Jak można żyć z paskudnym imieniem?!
Ze względu na tamte rozterki, które niewątpliwie jeszcze by do niej wróciły, to tylko kwestia czasu, ciut szerszy uśmiech medyczki i energiczne jak na nią skinienie głowy były dla Gwiezdnego Nurtu największą nagrodą. Jak zwykle trudno powiedzieć, jakie myśli chowały się za bursztynowymi oczami, ale nie wyglądała na rozczarowaną. Kamień z serca!
Chętnie dołączyła do skandowania wraz z Gwiezdnymi, żeby Rosochata Gałązka zdążyła wybrzmieć, nim przejdą do zwyklejszej pogawędki i uroczysta atmosfera zacznie opadać... o ile to w ogóle było możliwe, dopóki dzieliły przestrzeń z Przodkami.
I kiedy już się nagadała, a młodsza odbiła piłeczkę, Nurt spojrzała na nią, zaskoczona. A potem uśmiechnęła się szeroko.
– Zobaczymy, czy nadal będziesz mi dziękować za obieg pór albo dwa! Możesz porzucić wszelkie marzenia o byciu przykładnym wojownikiem, awansowaniem na zastępcę albo o zdobyciu Omszałej Skały – miauknęła z udawanym zmartwieniem. Życie zrujnowane!
W przeciwieństwie do tchórzy z tła, Truskawkowy Gąszcz podeszła z gratulacjami. Pręguska posłała jej wesoły wyszczerz, a następnie skierowała na swoją uczennicę wzrok pełen dumy. Dopiero dotyk ze strony mistrzyni coś w niej złamał, i kiedy ich czoła na powrót się rozdzieliły, Nurt prędziutko, na jeden, krótki momencik, przywarła do jej futra. Niesprowokowana pewnie by sobie na to nie pozwoliła; nawet jeśli zachowanie profesjonalizmu z reguły nie wychodziło jej dość dobrze, nie oznaczało to, że nie interesowało jej dbanie o pozory!! Ale tak? Skoro okazja sama się nasunęła?? Głupi by nie skorzystał.
– Aha, nie chcesz mnie widzieć!! Zapamiętam to sobie – zachichotała. – Doobrzee maamoo.
Nie chciała, by ta chwila się kończyła. A jednak, gdy biała sylwetka się odsunęła, obraz zaczął tracić na ostrości, ona sama czuła, jakby jej umysł gdzieś odpływał, i... Sen dobiegł końca.

Przy sadzawce zastało je blade światło zaczynającego się dnia. Kotka ziewnęła przeciągle, podciągnęła się do pozycji siedzącej i rozejrzała wokoło, na nowo przyzwyczajając się do starej rzeczywistości. Tej, w której nadal była przeziębiona (chociaż ślaz i wypoczynek na gwiezdnej polanie zrobiły wiele dobrego dla jej samopoczucia!) i czekała je wizja przekraczania Grzmiącej Ścieżki. Super.
Odnalazła spojrzeniem Gałązkę. Przynajmniej były razem. Całe, zdrowe i nieodtrącone przez Gwiezdny Klan. Chyba nawet zadowolone??
– To pewnie będzie gwiazdnica – głos medyczki przerwał ciszę chłodnego poranka. Delikatnie uniosła kąciki warg. – Przypomina mi wspólne zbieranie ziół z Truskawkowym Gąszczem. Nie była jej fanką!! Ale jakoś tak... utkwiło mi w głowie, wiesz? To jej narzekanie na to, że wszędzie rośnie przeklęta gwiazdnica.
Przeciągnęła się, budząc zesztywniałe kości, i westchnęła cicho.
– Komu w drogę, temu czas, nie? Trochę nam zeszło, kto wie, co zdążyło zadziać się w Obozie? – Uczciwie mówiąc, sądziła, że absolutnie nic. Ale chciała być już w domu. – Gdzieś przy okazji zrobimy sobie mały przystanek na śniadanko. A teraz ruszajmy, co, Rosochata Gałązko?
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#90
Bycie głównym punktem ceremonii, słuchanie skandowania swojego nowego imienia... Gałązka uznawała to za dość ciekawe i intensywne doświadczenie. Choć jej martwi bliscy stali daleko, w jakiś sposób mogła rozpoznać poszczególne głosy, a przynajmniej ich grupy. Trochę jak w lecznicy, która dalej potrafiła ją przytłoczyć po świeżym zbiorze ziół i w okresie suszenia, ale nie utrudniała w tym rozpoznania każdego medykamentu.
Uniosła w lekkim niedowierzaniu brwi, gdy Nurt dalej próbowała ją przekonać o byciu odpowiedzialną za wszystkie okropne rzeczy, jakie miały spotkać (lub nie spotkać) jej uczennicę przez to mianowanie. Młodszej kotki nigdy szczególnie nie interesowało wykazywanie się jako ponadprzeciętny wojownik, a już w ogóle zastępca i przywódca? Tym bardziej, kiedy w miarę dobrze znała przeboje choćby rodziny Gardłowego Ryku? Parsknęła, ale nie skomentowała. Nie wtrąciła się także do pożegnania niebieskiej z jej własną mistrzynią. Pomyślała tylko, że sama dopilnuje, by rozkaz Truskawkowego Gąszczu został wypełniony.
Jeszcze raz skinęła tylko głową do kotki i przebiegła wzrokiem po bliskich, a potem poczuła, jak cały ten obraz się... rozmywa. Tym razem nie od łez. Zdarzyło jej się spędzić trochę zbyt dużo czasu na obowiązkach i poczuć dość mocno, jak jej ciało odpływa w sen. To, co czuła, było bardzo podobne. Czy właśnie zasypiała w śnie? Czy ten sen okaże się prawdziwy, kiedy obudzą się już w rzeczywistym świecie?
Czy Opieńka i Ziemia naprawdę nie żyją. Albo... czy może mieć nadzieję, że ci, których nie zobaczyła, mają się dobrze.
Drgnęła i wstała szybciej, gwałtowniej, niż Gwiezdny Nurt. W ten sposób budziła się dość często, odwiecznie niepewna, czy ktoś właśnie nie woła w wejściu do lecznicy, ale tym razem to nie obowiązki, a potrzeba potwierdzenia wszystkiego, co się wydarzyło, przyspieszała jej ruchy. Zerkała trochę oczekująco na mistrzynię, nie chcąc czegokolwiek podświadomie jej sugerować i zaburzyć eksperymentu. Ale dostała dowód na tacy, bez wątpienia.
Jasne, niby Tupocząca Salamandra wróciła kiedyś do Klanu Gromu z działającym wzrokiem, jednak... cóż, zmarła dość szybko, za szybko, żeby dało się upewnić, co i jak faktycznie otrzymała. Gałązka potrzebowała przebyć drogę do Sadzawki i wykonać własny eksperyment. Który się udał. Nie była pewna, czy czuje ulgę, czy smutek na myśl o wszystkich zmarłych. Parsknęła tylko pod koniec wypowiedzi Nurt, choć wesołość rozlewała się po niej mniej, niż podczas snu.
- Pewnie przez to. Że nie mogła znaleźć innych ziół. - skomentowała. Pomilczała trochę, sama też się przeciągnęła i rozejrzała. Faktycznie wstawało słońce. Czy po zakończonym śnie z Gwiezdnymi po prostu kotki poszły dalej spać? Czy to spotkanie po prostu rozciągało się w czasie względem tego w wymiarze żywych? Kto wie. - ...a ja lubię miód. - dodała jeszcze cicho, krótko przed tym, jak się zebrały. I jak raz, zrobiła to niepytana.
Ale cóż, potem nadrobiła już swój przydział skinięć głową zastępujących słowa. Wolała nawet nie myśleć, co działo się w Obozie, ale żadna z nich nie miała pojęcia, że faktycznie miały wrócić do... paru dobrych zmian. Niemniej, należało się pospieszyć. Tak na wszelki wypadek.

//zt x2 <3
[Obrazek: QJP3pKO.png]
LVL 5 300 / 400
MedLVL 7 725 / 1100
16
Siła
S
12
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości