Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
No proszę, tym razem chyba trafił w zadowalającą odpowiedź. Na tyle, że nie spotkała się z żadną obiekcją, a jedynie kolejnym barażem pytań. Na mordce burego pojawił się bardzo nikły uśmieszek kiedy usłyszał kolejne. Oh biedne naiwne dziecko, ty nawet zimy nie widziałeś.
— Nikt. — Wymagało sporo zaangażowania i samokontroli nieparsknięcie w tej chwili. — Mało kto w mieście zna się na leczeniu. Jeśli umiesz to robić, wyleczysz się sam. Jeśli nie, zostaje ci szukać pomocy u innych. Czasami koty umieją i leczą za niewielką pomoc albo za darmo, czasami klanowi medycy są skłonni pomóc, w zamian za zwrot użytych ziół. Jak masz mało szczęścia to możesz się zwrócić do gangów, ale one żądają wysokich opłat za jakąkolwiek przysługę i trzymałbym się od nich z daleka. I są jeszcze ludzie, którzy owszem wyleczą ciebie, ale szansa że wrócisz na ulice jest raczej nikła. — Nie widział Pisklęcia od księżycy. Jeśli przeżyła, prawdopodobnie była zamknięta w jakimś domu już na zawsze. Nie ona jedna.
Wyższy od przeciętnego kota - nic więc dziwnego, że patrzy na innych z góry! Słabo umięśniony młodzik o zaokrąglonych uszach i długim, czarnym dymnym futrze. Jaśniejsze, srebrzyste włosy pokrywają jego szyję, brzuch, a w drugiej kolejności - ogon. Znajdują się także wokół uszu. Jednolicie ciemnymi punktami są łapy i okolice nosa - czarnego, żeby pasował kolorystycznie. Poduszki łap wyglądają, jakby kiedyś były różowe, lecz wyblakły i zostały pokryte popiołem. Jedynym żywym, niemal radosnym akcentem są tęczówki kocura - ciemnozielone wokół źrenic, a bledsze w pozostałej części. Leniwie obserwują obóz.
Pragmatyczny, ceni logikę i funkcjonalność. Wybiórczo stosuje się do norm społecznych, jednak bez złośliwości. Po co witać się za każdym razem, gdy kogoś widzi? Przecież w obozie ciągle będzie się natykać na znajome osoby. Po co być pilnym i ambitnym, skoro radzi sobie bez tych cech? Miał przez chwilę chęć na nauczenie się walki i wciąż można go poprosić o sparing, jednak ogólnie rzecz biorąc woli się wylegiwać lub truchtać po terenach. Wyciąga wnioski na podstawie zachowania innych kotów - zazwyczaj błędne, bo brakuje mu kontekstu, a zamiast dopytać woli sam zgadywać. Nie przeszkadza mu to - liczy się sam proces rozwiązywania zagadek. Kiedy już kogoś dobrze pozna, jest o bardziej domyślny. Jego nastawienie do innych kotów zależy w dużej mierze od zachowania konkretnej osoby. Gdy ktoś się do niego uśmiecha, potrafi być miły i pomocny. Gdy ktoś go obraża (albo jego rodzinę), odpowiada ciętą ripostą. W neutralnych przypadkach oferuje suche fakty i obserwacje. Lubi też czasem zaskoczyć czy zdezorientować rozmówcę - czy to wyszukanym słownictwem, czy wspomnieniem jakiejś rzeczy z osiedla (zasłyszanej od mamy). Planuje opuścić klan, żeby wędrować i przeżywać przygody, gdy zdobędzie wystarczającą wiedzę, a mamę i Królik chce namówić do podjęcia tej samej decyzji. Co do przygód, chciałby raczej zobaczyć nieznane tereny niż podjąć się szalonych działań. Jest raczej bierny - woli pozostać w cieniu... chyba, że ktoś go zdenerwuje lub wymaga pilnej interwencji. Kreuje się na mrocznego, tajemniczego kota.
Łasicza Horda [KC], Chabrowa Przełęcz [KG]
Tego się nie spodziewał.
Niby wiedział, że świat nie będzie zawsze tańczył tak jak Fruczak zagra, lecz tutaj ów świat powinien być nieco bardziej do niego dostosowany.
Trzeba coś na to zaradzić.
Może syn Kapsla zwykle łatwo się zniechęcał, jednak w tym wypadku nosił w sobie pragnienie swobodnego życia włóczęgi przez zbyt wiele księżyców. Nie podda się tak łatwo po napotkaniu pierwszej trudności. - W takim razie mogę nauczyć się sztuki leczenia od ciebie, gdy już opuszczę klan - zadecydował. Wybrzmiało to bardziej oznajmienie niż prośba. Skoro bury kocur jak dotąd okazał się mniej więcej pomocny (a przynajmniej próbował taki być), może da się to pociągnąć nieco dalej? Fruczak mógłby co prawda pozyskać wiedzę od Cienistego Gąszczu i Wroniej Łapy, lecz wtedy czułby na sobie presję innych, żeby zostać medykiem, skoro już rozpocząłby taką ścieżkę. Nikt nie pytał ot tak o zastosowanie ziół - a przynajmniej dymny terminator jak dotąd się z tym nie spotkał. Tylko ci, którzy rozważali leczniczą karierę, zwracali się z prośbą o trening.
Chyba, że Fruczak wyznaczy nowy trend? Właściwie nic złego nie mogło się stać. Najwyżej Ciernisty Gąszcz i Wronia Łapa odmówią. Do rozważenia.
A nawet jeśli się zgodzą, warto zawczasu budować siatkę znajomości wśród samotników. Po czasie zdał sobie sprawę z tego, że być może zbyt wiele wyjawił na temat swoich zamiarów. Och. W sumie chyba nie poniósł wielkiej szkody, jednak postanowił być uważniejszy na przyszłość.
A somberface Acrosstheocean Intothewastes Thecolderosion
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Ode mnie?
No nie mógł się powstrzymać.
Uniósł jedną brew w udawanym zdziwieniu, jakby młody kocur właśnie zaoferował mu dołączenie do klanu i jednoczesne objęcie jakiejś ważnej roli. Przywódcy czy czegoś w tym rodzaju. Chyba nie mówił nic o tym, że on umie leczyć? Tak bardzo było to po nim widać (czuć czosnkiem...?) czy młody miał szczęście zgadnąć? W każdym bądź razie, po kilkunastu uderzeniach serca buremu znudziła się ta szarada. Albo raczej – nie miał serca tak oszukiwać młodego kota, chociaż poza rodziną nigdy by się do tego nie przyznał.
— Przedstaw mi się najpierw, co? — Uniósł kąciki pyska, równie ledwo zauważalnie co zazwyczaj, a jego długie wąsy zadrgały w górę i w dół. — Potem mogę ci co nieco opowiedzieć, skoro tak bardzo zależy ci na wędrowaniu poza klanem. Ale najpierw naucz się polować i walczyć. Bez tego zioła nie zdążą ci się przydać.
Brutalne? Może. Ale może w ten sposób kocurek zrozumie że to bardzo istotne. Albo zrezygnuje w ogóle, co właściwie pewnie działało by na jego korzyść. Nie wiedział za wiele o życiu w lesie, w klanach, ale mógłby postawić swoją łapę na to, że życie w tak dużej grupie jest znacznie bezpieczniejsze niż we dwójkę w mieście.
Wyższy od przeciętnego kota - nic więc dziwnego, że patrzy na innych z góry! Słabo umięśniony młodzik o zaokrąglonych uszach i długim, czarnym dymnym futrze. Jaśniejsze, srebrzyste włosy pokrywają jego szyję, brzuch, a w drugiej kolejności - ogon. Znajdują się także wokół uszu. Jednolicie ciemnymi punktami są łapy i okolice nosa - czarnego, żeby pasował kolorystycznie. Poduszki łap wyglądają, jakby kiedyś były różowe, lecz wyblakły i zostały pokryte popiołem. Jedynym żywym, niemal radosnym akcentem są tęczówki kocura - ciemnozielone wokół źrenic, a bledsze w pozostałej części. Leniwie obserwują obóz.
Pragmatyczny, ceni logikę i funkcjonalność. Wybiórczo stosuje się do norm społecznych, jednak bez złośliwości. Po co witać się za każdym razem, gdy kogoś widzi? Przecież w obozie ciągle będzie się natykać na znajome osoby. Po co być pilnym i ambitnym, skoro radzi sobie bez tych cech? Miał przez chwilę chęć na nauczenie się walki i wciąż można go poprosić o sparing, jednak ogólnie rzecz biorąc woli się wylegiwać lub truchtać po terenach. Wyciąga wnioski na podstawie zachowania innych kotów - zazwyczaj błędne, bo brakuje mu kontekstu, a zamiast dopytać woli sam zgadywać. Nie przeszkadza mu to - liczy się sam proces rozwiązywania zagadek. Kiedy już kogoś dobrze pozna, jest o bardziej domyślny. Jego nastawienie do innych kotów zależy w dużej mierze od zachowania konkretnej osoby. Gdy ktoś się do niego uśmiecha, potrafi być miły i pomocny. Gdy ktoś go obraża (albo jego rodzinę), odpowiada ciętą ripostą. W neutralnych przypadkach oferuje suche fakty i obserwacje. Lubi też czasem zaskoczyć czy zdezorientować rozmówcę - czy to wyszukanym słownictwem, czy wspomnieniem jakiejś rzeczy z osiedla (zasłyszanej od mamy). Planuje opuścić klan, żeby wędrować i przeżywać przygody, gdy zdobędzie wystarczającą wiedzę, a mamę i Królik chce namówić do podjęcia tej samej decyzji. Co do przygód, chciałby raczej zobaczyć nieznane tereny niż podjąć się szalonych działań. Jest raczej bierny - woli pozostać w cieniu... chyba, że ktoś go zdenerwuje lub wymaga pilnej interwencji. Kreuje się na mrocznego, tajemniczego kota.
Łasicza Horda [KC], Chabrowa Przełęcz [KG]
Wywnioskował, że skoro samotnicy muszą radzić sobie sami z chorobami, a ten tu jegomość ma tyle księżyców na karku i przeżył, pewnie wie to i owo o ziołach.
Na uniesioną brew odpowiedział tym samym, lustrzanym odbiciem zdziwionego wyrazu pyska. Dodawało to komizmu całej sytuacji, co było celowym zabiegiem. Skoro samotnik wygłupia się z dramatycznymi minami, to on też chciał. - Furkocząca Łapa - przedstawił się, oczekując tego samego. Trzepnął uchem. Imię to sprawa, którą można się podzielić z obcymi. - Uczęszczam na trening, spokojna twoja głowa - dodał. To, że trenował nieregularnie, to już inna sprawa. Robił coś? Robił. Starał się, choć nieco flegmatycznie. Nie ma co się przepracowywać. Potrafił się do czegoś przyłożyć, gdy chciał, a nawet zabrał się za ćwiczenie z siostrą walki, żeby później pokonać wojowników w sparingu. Wtedy przestaliby marudzić o pieszczochach.
To fakt, że polować też trzeba umieć - i to bez zarzutu, nawet podczas deszczu czy śniegu. Dlatego przed wyruszeniem w świat Fruczak planował skończyć wojowniczy trening. Może powinien przyspieszyć naukę, żeby móc już opuścić klan? Niby mu się nie spieszyło i miał spokojny charakter, jednak z drugiej strony pragnął posiąść wiedzę i umiejętności. Pomyśli nad tym. Właśnie, chyba trzeba poprosić Kozią Gwiazdę o zmianę mistrza, skoro Krowie Kopytko nie była ostatnio zbyt obecna.
Nadstawił uszu na informacje o życiu włóczęgi. Teraz nieco wiedzy mu skapnie. Więc technicznie rzecz biorąc, właśnie trenował.
A somberface Acrosstheocean Intothewastes Thecolderosion
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Skinął łbem. Tak, słyszał o tych wszystkich łapach mieszkających w klanach, to składało się w sensowną całość.
— Babie Lato. — Odpowiedział uprzejmie, w myślach przygotowując się na pytanie czym właściwie jest to babie lato?. Po takim czasie w tej okolicy miał już przygotowaną gotową formułkę o nitkach pajęczyny i drobnych pająkach. Nigdy nie przestanie go dziwić, że przeciętnie co drugi kot tutaj nie znał tej nazwy.
— Bardzo dobrze.
Przez głowę przemknął mu obraz biało-brązowej kotki. Im mniej tak zagubionych, polegających na przejechanych szczurach kotów będą mieli w mieście, tym lepiej. Zauważył zresztą to nadstawienie uszu na wzmiankę o ziołach. Bury westchnął. Czemu on zawsze znajdował się w takiej sytuacji? Czemu to na niego spadała odpowiedzialność uczenia młodych kotów technik ziołolecznictwa? Powinien się cieszyć że zamierzają o siebie zadbać, to na pewno, ale nie mógł, kiedy martwił się o to, czy nie pomylą żywokostu z czymś innym, co w najlepszym wypadku nie zadziała, a w najgorszym ich zabije. Trudno uczyć koty o ziołach bez pokazywania im ziół i patrzenia na pyszczki kiedy zaczynają je stosować.
Westchnął drugi raz w odpowiedzi na wyczekujący wyraz pyszczka tego... Furkoczącej Łapy.
— Trzymam ciebie za słowo że trenujesz. — Zaczął, a wtem do głowy wpadła mu wspaniała myśl. Przecież klany miały swoich medyków, ktoś mógłby patrzeć młodzikowi na łapy kiedy mieli swoją pierwszą pokrzywę. To rozwiązałoby problem. — W takim razie... najwięcej zawsze będzie ci potrzebnych medykamentów na drobne rany i otarcia, ewentualnie obicia. Po pierwsze, ranę każdej wielkości należy oczyścić. Mokrym mechem, językiem, nawet czysta woda z rzeki się nada. Jeśli bardzo krwawi, najpierw spróbuj zatamować krwawienie, a dopiero potem czyść. Mech jest chłonny – przykłada się go do rany i uciska aż nie opanujesz krwotoku. Potem potrzebne ci zioło które pomoże ranie się wyleczyć. Najprostszym i najbardziej pospolitym jest pokrzywa, z której potrzebne ci liście. Mielisz w pyszczku na maść, wypluwasz na ranę. Potem przyda ci się jeszcze pajęczyna, do obwiązania rany. Szczególnie się przydaje przy tych głębszych, ale każdej na pewno nie zaszkodzi, bo chroni i bolące miejsce i maść, którą właśnie nałożyłeś. Najlepiej by było, gdybyś poprosił waszego medyka o demonstrację jak się nadarzy okazja. Lepiej to zobaczyć na własne oczy zamiast kierować się opisem kiedy krwawisz. — Uniósł nieznacznie kąciki pyska. Tyle mu chyba wystarczy na pierwszy raz. Oby jak najdłużej nie musiał tego robić na własną łapę.
Bury podniósł się z ziemi i otrzepał futro z opadłych igieł.
— Ruszam dalej na poszukiwanie jeżyn. — Pożegnał się i obrócił. Jeszcze przez moment przemknęło mu przez głowę, że mógłby przekazać pozdrowienia dla swojego kolegi... ale może lepiej nie. Nie chciał mu robić kłopotów. [zt]
Wyższy od przeciętnego kota - nic więc dziwnego, że patrzy na innych z góry! Słabo umięśniony młodzik o zaokrąglonych uszach i długim, czarnym dymnym futrze. Jaśniejsze, srebrzyste włosy pokrywają jego szyję, brzuch, a w drugiej kolejności - ogon. Znajdują się także wokół uszu. Jednolicie ciemnymi punktami są łapy i okolice nosa - czarnego, żeby pasował kolorystycznie. Poduszki łap wyglądają, jakby kiedyś były różowe, lecz wyblakły i zostały pokryte popiołem. Jedynym żywym, niemal radosnym akcentem są tęczówki kocura - ciemnozielone wokół źrenic, a bledsze w pozostałej części. Leniwie obserwują obóz.
Pragmatyczny, ceni logikę i funkcjonalność. Wybiórczo stosuje się do norm społecznych, jednak bez złośliwości. Po co witać się za każdym razem, gdy kogoś widzi? Przecież w obozie ciągle będzie się natykać na znajome osoby. Po co być pilnym i ambitnym, skoro radzi sobie bez tych cech? Miał przez chwilę chęć na nauczenie się walki i wciąż można go poprosić o sparing, jednak ogólnie rzecz biorąc woli się wylegiwać lub truchtać po terenach. Wyciąga wnioski na podstawie zachowania innych kotów - zazwyczaj błędne, bo brakuje mu kontekstu, a zamiast dopytać woli sam zgadywać. Nie przeszkadza mu to - liczy się sam proces rozwiązywania zagadek. Kiedy już kogoś dobrze pozna, jest o bardziej domyślny. Jego nastawienie do innych kotów zależy w dużej mierze od zachowania konkretnej osoby. Gdy ktoś się do niego uśmiecha, potrafi być miły i pomocny. Gdy ktoś go obraża (albo jego rodzinę), odpowiada ciętą ripostą. W neutralnych przypadkach oferuje suche fakty i obserwacje. Lubi też czasem zaskoczyć czy zdezorientować rozmówcę - czy to wyszukanym słownictwem, czy wspomnieniem jakiejś rzeczy z osiedla (zasłyszanej od mamy). Planuje opuścić klan, żeby wędrować i przeżywać przygody, gdy zdobędzie wystarczającą wiedzę, a mamę i Królik chce namówić do podjęcia tej samej decyzji. Co do przygód, chciałby raczej zobaczyć nieznane tereny niż podjąć się szalonych działań. Jest raczej bierny - woli pozostać w cieniu... chyba, że ktoś go zdenerwuje lub wymaga pilnej interwencji. Kreuje się na mrocznego, tajemniczego kota.
Łasicza Horda [KC], Chabrowa Przełęcz [KG]
Spodziewane pytanie padło - Fruczak nie spotkał się nigdy z pojęciem babiego lata, choć samo lato kojarzył - to inaczej pora zielonych liści. Jeśli jego mama znała ten zwrot, nie zdążyła mu go jeszcze przekazać.
Tylko czemu akurat "babie", skoro nie ma tam żadnych kocic, a jedynie pająki? Ech, świat był czasami dziwny.
Zignorował westchnienie kocura, zadowolony z siebie, że udało mu się pozyskać potrzebne informacje. Gdyby Babie Lato bardzo nie chciał, to by się nimi nie dzielił, prawda? Wszyscy więc zadowoleni.
Dymny kiwał co jakiś czas głową i powtarzał w myślach zasłyszane zastosowania medykamentów. Zatamować krwawienie. Oczyścić ranę mchem, językiem, wodą. Liście pokrzywy (chwila, te parzące? Nie posuje mu to języka?) mieli się i wypluwa. Pajęczyna chroni ranę. Wydawało się to proste do zapamiętania.
Co do pytania medyka, pomyśli o tym. Nie lubił, gdy inne koty były mu coś dłużne i gdy musiał się łasić i prosić. Chyba, że były to przypadkowe koty, których pewnie już więcej nie spotka - takie jak ten tu jegomość. - Dziękuję - odparł. Może i był trochę samolubny, ale posiadał pewną kulturę. Niektórzy klanowicze twierdziby inaczej, skoro Fruczak często witał się i odpowiadał na pytania samym skinieniem głowy. Nie rozumiał tego. Po co nadużywać słów? Przecież i tak każdy rozumie, co miał na myśli. - Powodzenia w jeżynowym polowaniu - obrócił na pięcie i poszedł w swoją stronę. Z powrotem do Klanu Cienia. Gdyby natknął się na Babie Lato już po pożegnaniu, byłoby to niezręczne. A jaki jest najlepszy sposób na uniknięcie niezręcznych społecznych sytuacji? Ucieczka!
Ciemny ogon zafalował na wietrze i zniknął między drzewami.
/zt
A somberface Acrosstheocean Intothewastes Thecolderosion