czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
Miał wrażenie, że się popłacze. Otworzył oczy szeroko, słysząc znajomy głos i zaraz został potraktowany promieniami z siłą tysiąca słońc, czując jakby mu wypalało spojówki. Zapiszczał wręcz na ten atak i zasłonił łapą głowę z długim pomrukiem niezadowolenia.
— Gorzej dla mnie czy dla ciebie? Załatwię ci kociaka, jeśli chcesz — miauknął, przygotowując plan porwania. Z pewnością na Osiedlu były kociaki, które by się jej spodobały.. — Załatwię dla ciebie wszystko, co tylko zechcesz. Gwiazdkę z nieba ci ściągnę — dodał, podnosząc trochę łapę, by łypnąć błękitnym okiem spod cienia własnej kończyny. Nie mógł do niej mówić i nie oglądać jej pięknego futerka. — Tak się cieszę, że znów cię widzę…
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
No dobra, wiedziała, że nagłe pobudki nie należały do niczego przyjemnego, ale czy to nie przesada by piszczeć i zasłaniać oczy na widok Ruletki?? Doskonale znała odpowiedź na to pytanie – nie dość, że była to przesada to w dodatku niepoparta żadną racjonalną myślą. Może dlatego łatwiej było się nie obruszać tak naprawdę. Wiedziała, że nawet ślepy szpak byłby w stanie docenić jej urodę, co dopiero inny kot.
Więc można powiedzieć, że ta reakcja spłynęła po niej jak po kaczce. To co rzeczywiście wybiło ją z rytmu to odpowiedź kocura. Oczywiście, że gorzej dla niego, co ona niby miałaby z tym wspólnego?? Jednak nowa perspektywa już zdążyła się wślizgnąć w myśli Ruletki. Załagodzona przez kolejne zapewnienia, że załatwi jej wszystko czego dusza zapragnie, nie tylko tego nieszczęsnego kociaka, ale wciąż, szkody zostały już wyrządzone. Ruletka mrugnęła raz, drugi, trzeci nim wyrwała się z zawieszenia.
— A jak myślisz? — prychnęła w imitacji serdecznego rozbawienia. — Oczywiście, że gorzej dla ciebie, głuptaku. Twój kociak, twój obowiązek. To nie ja dałam go sobie podrzucić, prawda? — I to najprawdziwsza prawda, jednak – na wszelki – wypadek kotka nie zostawiła rozmówcy przestrzeni na komentarz i od razu przeskoczyła do drugiego tematu. — Ciebie też świetnie widzieć, ale wiesz, duużo fajniej by było, gdybyś był cały i zdrowy, wiesz?? A tu widzę, że twój bok wygląda gorzej niż ostatnio. Trochę to dziwne, wiesz?? To była najmniejsza z ran, spodziewałam się, że nie będzie z nią najmniejszego problemu, a tymczasem! Wszystko inne się ładnie zagoiło, a dziura w boku jak jest tak była. Jakoś inaczej ją traktowałeś?? Ignorowałeś?? Gdzie w ogóle byłeś, co? Martwiłam się, że tak nagle zniknąłeś w trakcie leczenia i co, najwyraźniej miałam rację, że się martwiłam!!
Może nie myślała o nim każdego dnia, ale jednak nie uciekł całkowicie z jej pamięci, wracał jak niedomknięty wątek. A ona nie mogła w pełni zająć się inną historią, gdy za plecami miała dziurę.
— Ale najważniejsze, że udało nam się znowu spotkać, co? I nawet zebrałam niezbędne medykamenty zanim ciebie obudziłam, więc myślę, że od takiego drobnego zadrapania nie umrzesz. No, chyba że się odwrócę na uderzenie serca, a ty się rozmyjesz w powietrzu, wiesz? To wtedy łapy sobie odgryźć za twoje zdrowie nie dam — zaznaczyła na wstępie, żeby przypadkiem nie było wątpliwości. Nie była przecież cudotwórcą, a jedynie aspirującym medykiem!! I jak na aspirującego medyka przystało, wzięła dwa w miarę płaskie, większe kamienie i położyła między nimi listek pokrzywy. W obie łapy trafiła kamienna pokrywka tego cudu technologicznego i Ruletka zaczęła pocierać liść w urwanych kolistych ruchach. Starała się kłaść możliwie duży nacisk i jednocześnie nie szurać zielskiem po całej powierzchni. Może i ranka była mała, ale wciąż warto było korzystać z każdej okazji do zachowania jak największej porcji medykamentu.
Chociaż chyba zapomniała o najważniejszym. Podniosła znowu spojrzenie na kocura.
— Chyba, że wolisz żeby kto inny zajął twoją raną?
czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
— Ale ja nie chcę kociaka — zmarszczył brwi, odpowiadając sobie samemu. Po co był mu kociak? O czym oni w ogóle rozmawiali? Aż się wzdrygnął na myśl, że ktoś faktycznie mógłby mu podrzucić dzieciaka i się zmyć, a on zostałby z problemem zupełnie sam. Jeśli samotnicy faktycznie tak robili to nic dziwnego, że byli sami. Rodziny się pielęgnuje, dba o nie! Kto ich tam wie, co wyrośnie z ich młodych, jeśli zajmie się nimi ktoś zupełnie obcy. Gdyby to Bazyl podrzucił swoje dziecko komuś, ostatnie czego by chciał to żeby ten został, tfu, samotnikiem. Ale może wybór potencjalnego rodzica wśród nieznajomych to też jakaś tajemna umiejętność. Gdyby ktoś podrzucił jemu, to znaczy, że dostrzegł jego szlachetne pochodzenie i dobry dom. Może jednak ci samotnicy nie byli tacy głupi…Co nie zmieniało faktu, że kociaka nie chciał.
— Naprawdę się martwiłaś? — pociągnął nosem, szczerze wzruszony jej słowami. — I…i świetnie mnie widzieć? Och, Perliczko, same te słowa sprawiają że jest mi jakoś lżej, nawet mnie nic nie boli — uśmiechnął się szeroko, podniesiony na duchu. Pal licho obolały bok i głowę, skoro to sprawiało, że dobrze było go widzieć. Może będzie musiał znaleźć tego samotnika znowu i wyzwać go na pojedynek? Podłożyłby się, byłby gotów nawet prawie umrzeć, byle móc być po raz kolejny pod czułą opieką wybranki jego serca.
— Nigdy, Perliczko, przenigdy, będę u twego boku, będę całował ci palce jeśli będziesz tylko chciała, będę ci stąpał po ogonie albo przykleję się do twojego boku na stałe! Nie zgubisz mnie już nigdy — przygniótł się mocniej do ziemi, płaszcząc się przed obliczem szylkretki jak tylko mógł. Chciała, to będzie jej podnóżkiem, wystarczy tylko słowo a poleci znów ukraść świecidełko, które ostatnim razem widział w stajni. Nie będzie mu przeszkadzało bycie nazywanym złodziejem, ani nie powstrzyma go wbijająca się w skórę słoma. Był oddany misji, którą było uszczęśliwianie Perliczki. Nawet nie poczuł, kiedy kotka zaczęła dobierać się z powrotem do jego boku.
— Nie! Brońcie wszyscy święci, tylko ciebie jestem godzien!