Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Pochylone, nieco odstające od reszty krzewu, gałęzie czeremchy, figlarnie snujące liściaste witki ku ziemi. Łatwo się w nich zaplątać, jeśli nieuważnie się postawi łapy, a leżące pod drzewem owoce pękają z trzaskiem po nadepnięciu.
Malutka, drobna, jednolicie biała, krótkowłosa o ładnych, niebieskich oczach
Słodka, naiwna, niepewna siebie, łagodna koteczka. Niewiele wie o świecie, ma niewiele swoich opinii i przekonań, mimo tego że sporo czasu spędza na przemyśleniach i wyobrażaniu sobie scenariuszy. Bardzo kocha swoją mamę, która jest jej najważniejszym źródłem poczucia bezpieczeństwa, kocha też rodzeństwo, tylko wśród najbliższej rodziny czuje się zupełnie swobodnie i zdaje się, że tylko przy nich jest prawdziwą sobą: rozchichotaną, o ogronych zasobach dobra i empatii.
Na swój pierwszy patrol wybrała się z wojowniczką, którą ledwie kojarzyła, w porze górowania słońca. W porze Nagich Drzew oznaczało to tyle, że do zachodu wcale nie zostało tak dużo czasu. Kiedy tylko wyszły z obozu, serce Różowej Łapy zaczęło bić dużo szybciej, niż normalnie. Wyraźnie słyszała je w uszach i w skroniach, ale starała się uspokoić, myśleć o każdym oddechu, oddychać głębiej, wolniej. I ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu, w połączeniu ze skupieniem na krokach i na skrzypieniu śniegu pod łapami, ta strategia przyniosła skutek. Potrafiła się uspokoić! I to zupełnie sama, co za ogromne osiągnięcie!
Dopiero wtedy była w stanie rozejrzeć się dookoła, spojrzeć gdzieś indziej niż pod własne łapy. Okolica wyglądała wspaniale, zupełnie jakby celowo dopasowała się do tego, by śnieżnobiała terminatorka czuła się w niej, jak u siebie. Z zachwytem patrzyła na duże, zgarbione drzewo, majaczące w oddali. Może poza obozem wcale nie było tak źle? W śniegu było tak cicho, że słyszała (oprócz tego, że widziała!) każdy swój i wojowniczki oddech.
Zaskoczyło ją, że kotka zatrzymała się na widok zbliżającej się innej pary kotów. Nadchodzili z głębi terytorium klanu Cienia, na co Różowa Łapa zadrżała lekko. Czy koty stamtąd były przerażające? Wyglądało na to, że wkrótce miała się o tym przekonać, bo z tego co zrozumiała, wojowniczka zamierzała zamienić z cienistym patrolem kilka słów.
Księżyce: 26 Mistrz: milczące moczary Płeć: agender Zaimki: ona/jej Matka: śpiewający raniuszek, zgniłe jabłko, gasnący dech Ojciec: biały kruk Trwałe urazy: połowiczna ślepota (-2 do zmysłów) (prawe oko zamglone); wrażliwość na światło, delikatna skóra: skłonność do oparzeń słonecznych | niewielka pojedyncza blizna na lewym policzku pod okiem | płytkie blizny na lewej przedniej łapie | podłużne szramy po szponach ptaka drapieżnego na grzbiecie, wzdłuż kręgosłupa, symetryczne po obu bokach
Księżyce: 26 Mistrz: milczące moczary Płeć: agender Zaimki: ona/jej Matka: śpiewający raniuszek, zgniłe jabłko, gasnący dech Ojciec: biały kruk Trwałe urazy: połowiczna ślepota (-2 do zmysłów) (prawe oko zamglone); wrażliwość na światło, delikatna skóra: skłonność do oparzeń słonecznych | niewielka pojedyncza blizna na lewym policzku pod okiem | płytkie blizny na lewej przedniej łapie | podłużne szramy po szponach ptaka drapieżnego na grzbiecie, wzdłuż kręgosłupa, symetryczne po obu bokach
przepełniona smutkiem i melancholią, pozbawiona sensu życia... do niedawna. empatyczna i altruistyczna, choć niesamowicie skryta, introwertyczna i małomówna. nieufna i sceptycznie nastawiona do innych kotów
rybia łapa [rzeka]
Pewnie powinna była odmówić gdy dostała ofertę (a raczej została postawiona przed faktem dokonanym) wyjścia na patrol akurat teraz. Akurat o tej porze, akurat tego dnia, gdy słońce nie chowało się za chmurami aż tak, akurat, gdy świeciło intensywnie, wysoko na niebie, raziło wszystkie jej zmysły. Planowała ten dzień spędzić zaszyta w legowisku, pech chciał, że akurat zgłodniała, gdy wychodził patrol. A Księżyc była, cóż, Księżyc, i nie byłaby sobą gdyby ot tak odmówiła komuś dorosłemu.
Zdzierży to, choć czuła, jak pod sierścią skóra niemal jej płonie. Przez brak liści w porze nagich drzew które mogłyby choć trochę osłonić ją przed promieniami słonecznymi, Księżyc musiała cały czas iść niekomfortowo blisko wojowników z których składał się patrol, z niemalże zamkniętymi oczyma, aby się nie wywrócić, nie potknąć, nie wpaść na drzewo albo do jakiejś dziury. Równie niekomfortowe było, gdy znaleźli się na przeraźliwie wręcz otwartej w porównaniu do ziem Klanu Cienia przestrzeni... i postanowili uciąć sobie pogawędkę.
Księżycowa Łapa usiadła kawałek dalej od patrolu w cieniu Czeremchy, z cofniętymi uszami i zmrużonymi mocno ślepiami, głowę miała pochyloną. Teraz, choć odrobinę ukryta od słońca, mogła chociaż zobaczyć więcej niż jasne plamy które krzywdziły jej oczy. Zauważyła po drugiej stronie granicy kotkę, chyba w jej wieku, wyglądającą równie niekomfortowo, co ona sama. Liliowe ślepia otworzyły się nieco szerzej, w próbie przyjrzenia się nieznajomej rówieśniczce, choć Księżyc nie odezwała się ani słowem.
x
don't you know that i'll be around to guide you through your weakest moments to leave them behind you? returning nightmares, only shadows. we'll cast some light and you'll be alright, we'll cast some light and you'll be alright, for now
Malutka, drobna, jednolicie biała, krótkowłosa o ładnych, niebieskich oczach
Słodka, naiwna, niepewna siebie, łagodna koteczka. Niewiele wie o świecie, ma niewiele swoich opinii i przekonań, mimo tego że sporo czasu spędza na przemyśleniach i wyobrażaniu sobie scenariuszy. Bardzo kocha swoją mamę, która jest jej najważniejszym źródłem poczucia bezpieczeństwa, kocha też rodzeństwo, tylko wśród najbliższej rodziny czuje się zupełnie swobodnie i zdaje się, że tylko przy nich jest prawdziwą sobą: rozchichotaną, o ogronych zasobach dobra i empatii.
Patrol zbliżył się i kilka uderzeń serca później wojownicy wymieniali się już spostrzeżeniami dotyczącymi pogody i tego, jak chudymi myszami musieli się ostatnio zadowalać.
Była gotowa poczekać, nie przeszkadzało jej to, miała dzięki temu wystarczająco czasu, by rozejrzeć się po okolicy, popatrzeć na ciekawe drzewo, przy którym się zatrzymali.
Po chwili jej spojrzenie padło na kotkę, w podobnym do niej wieku, która zachowywała się, łagodnie mówiąc, niecodziennie. Mrużyła oczy, kładła po sobie, jak dla dłoni widać było, że nie czuje się komfortowo.
- Hej, wszystko w porządku? - zapytała terminatorka nieśmiało, a jej uszy również rozłożyły się na boki, z innego zgoła powodu niż zrobiły to chwilę wcześniej białe uszy cienistej kotki. - M-mogę ci jakoś pomóc? - zająknęła się krótko. Różowa Łapa nie była najlepszą zaczynającą rozmowy i dobrze o tym wiedziała. Odezwanie się w pierwszej kolejności wymagało od białego, łagodnego stworzenia dużo odwagi, której zapasy nigdy nie były u córki Kaczego Piórka zbyt solidne. W podejściu do długofutrej pomogła jej troska, którą poczuła na widok zmagań cienistej, których nie rozumiała. Czy troska w stosunku do kotki z innego klanu była zupełnie normalna? Pewnie nie, ale dla niej, nie rozumiejącej jeszcze do końca klanowych podziałów, zupełnie odruchowe. A z innej strony, skoro już stały tutaj obie, to może mogły równie dobrze troszkę się poznać, prawda?
Księżyce: 26 Mistrz: milczące moczary Płeć: agender Zaimki: ona/jej Matka: śpiewający raniuszek, zgniłe jabłko, gasnący dech Ojciec: biały kruk Trwałe urazy: połowiczna ślepota (-2 do zmysłów) (prawe oko zamglone); wrażliwość na światło, delikatna skóra: skłonność do oparzeń słonecznych | niewielka pojedyncza blizna na lewym policzku pod okiem | płytkie blizny na lewej przedniej łapie | podłużne szramy po szponach ptaka drapieżnego na grzbiecie, wzdłuż kręgosłupa, symetryczne po obu bokach
Księżyce: 26 Mistrz: milczące moczary Płeć: agender Zaimki: ona/jej Matka: śpiewający raniuszek, zgniłe jabłko, gasnący dech Ojciec: biały kruk Trwałe urazy: połowiczna ślepota (-2 do zmysłów) (prawe oko zamglone); wrażliwość na światło, delikatna skóra: skłonność do oparzeń słonecznych | niewielka pojedyncza blizna na lewym policzku pod okiem | płytkie blizny na lewej przedniej łapie | podłużne szramy po szponach ptaka drapieżnego na grzbiecie, wzdłuż kręgosłupa, symetryczne po obu bokach
przepełniona smutkiem i melancholią, pozbawiona sensu życia... do niedawna. empatyczna i altruistyczna, choć niesamowicie skryta, introwertyczna i małomówna. nieufna i sceptycznie nastawiona do innych kotów
rybia łapa [rzeka]
Jeżeli miała przeczekać tą pogawędkę dorosłych w ciszy i w cieniu Czeremchy, z zamkniętymi oczami i uciekając myślami jak najdalej... może byłoby to nawet znośne. Zerkając ukradkiem ku drugiej terminatorce czuła, że ta raczej nie rozpocznie rozmowy, a Księżyc sama też raczej by na to nie wpadła. Nie była typem rozpoczynającym konwersacje.
A jednak, jednak terminatorka z drugiej strony granicy odezwała się pierwsza, a na jej słowa Księżyc nieco się spięła. Wszystko w porządku? To było jej pierwsze pytanie? Czy naprawdę wyglądała tak... tak mizernie, aż tak źle, że nieznajomi ją o to pytali po przypatrywaniu jej się ledwie kilka uderzeń serca? Zaskoczona tym pytaniem i nagłą troską obcej kotki wyprostowała się, zmusiła oczy do pozostania szerzej otwartymi i zawiesiła je na pyszczku kotki. - uhm - oblizała nerwowo nos, zastanawiając się, co powiedzieć.
- Jest w porządku - skłamała, przebierając łapami w miejscu. - Ja... słońce mnie bardzo razi w oczy- w oko. I... parzy, jak zbyt długo na nim siedzę. To- to nic, od zawsze tak mam, tylko w obozie mamy zdecydowanie mniej słońca, więc jeszcze się nie do końca przyzwyczaiłam... - serce zabiło jej odrobinę mocniej im dłużej przyglądała się drugiej kotce. Wyglądała tak podobnie do niej samej, cała biała, miała jasne oczy, jak ona, a jednak wyglądała tak inaczej. Mniej delikatnie, mniej krucho.
- Jestem Księżyc.
x
don't you know that i'll be around to guide you through your weakest moments to leave them behind you? returning nightmares, only shadows. we'll cast some light and you'll be alright, we'll cast some light and you'll be alright, for now
Malutka, drobna, jednolicie biała, krótkowłosa o ładnych, niebieskich oczach
Słodka, naiwna, niepewna siebie, łagodna koteczka. Niewiele wie o świecie, ma niewiele swoich opinii i przekonań, mimo tego że sporo czasu spędza na przemyśleniach i wyobrażaniu sobie scenariuszy. Bardzo kocha swoją mamę, która jest jej najważniejszym źródłem poczucia bezpieczeństwa, kocha też rodzeństwo, tylko wśród najbliższej rodziny czuje się zupełnie swobodnie i zdaje się, że tylko przy nich jest prawdziwą sobą: rozchichotaną, o ogronych zasobach dobra i empatii.
Nie zauważyła nieznacznego napięcia jej mięśni, głównie dlatego, że była skupiona na patrzeniu na jej pyszczek i bardzo ciekawy odcień oczu.
Nie wiedziała, jak zareagować, co dalej powiedzieć. A z jakiegoś powodu bardzo chciała zachować się odpowiednio. Powinna ciągnąć dalej temat tego, że słońce miało szczególny wpływ na jej ciało? Czy raczej nie powinna drążyć, bo to nietaktowne, wypytywać tak obcego kota?
Co dalej powiedzieć, żeby podtrzymać tę rozmowę i nie palnąć jakiejś głupoty i nie zrazić jej do siebie zupełnie? Przeanalizowała w głowie kilka odpowiedzi i dalej nie podjęła decyzji, jeszcze moment i zacznie wychodzić na głupią. Czas uciekał, poczuła jak robi jej się gorąco z zalewających ją najróżniejszych emocji.
- Pasuje do ciebie - palnęła w końcu i choć mówiła szczerze, położyła uszka po sobie, rozłożyły się na chwilę na boki. Poczuła się tak głupio, że miała ochotę zapaść się pod śnieg. Spojrzała jej przelotnie w oczy błękitnymi oczyma, by sprawdzić, jak bardzo zniesmaczona jej osobą była cienista nieznajoma. - Różowa Łapa - dodała, bo była to jedna z niewielu rzeczy, których była pewna w kwestii relacji społecznych: po tym, jak ktoś podał swoje imię, należało podać własne.
Księżyce: 34 Mistrz: Kwaśna Grubaśna czy jak jej tam Klacz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Śmierdzący Śledź [NPC] Ojciec: Śmierdzący Śledź [NPC] i Monte Christo [NPC] Rodzic: Śmierdzący Śledź [NPC]
Księżyce: 34 Mistrz: Kwaśna Grubaśna czy jak jej tam Klacz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Śmierdzący Śledź [NPC] Ojciec: Śmierdzący Śledź [NPC] i Monte Christo [NPC] Rodzic: Śmierdzący Śledź [NPC]
budowa standardowa | długie futro | bimetaliczny niebieski szylkret | pręgowanie dzikie | biel pokrywa całego kota oprócz wewnętrznego palca lewej przedniej łapy | błękitne oczy
Ulubieniec nauczycieli, który bije inne dzieci, gdy dorośli nie patrzą.
Patrol z Księżycowym Wzgórzem i Bezsennym Zaćmieniem brzmiał równie nudno co trening z Kwaśną Klaczą. Może odrobinę lepiej, bo przynajmniej nie musiała otwierać do nikogo pyska i mogła rozmyślać nad swoim kolejnym genialnym planem. Zemstą nad Pomyłką, głupi króliczy bobek, piskorz zafajdany. Wyniesie go w nocy z kociarni i zostawi kunom na pożarcie. Nikt nawet za nim nie zapłacze.
W swoim zamyśleniu potknęła się o korzeń i wpadła na Zaćmienie tuż obok.
niezmiernie wysoki, chudy, rudo-biały tygrysio pręgowany, płaski pysk, futro na głowie stoi w różne strony, długie i spiczaste uszy, mocno żółte oczy, ogromna biała plama na pysku układa się w półksiężyc
obsesyjny, klei się do oraz idealizuje wybrane jednostki, dla reszty obojętny, wrogi lub protekcjonalny, arogancki, gwałtowny, lubi mieć kontrolę i mieć ostatnie słowo, stara się udawać cierpliwego, ale nie zawsze wychodzi to tak jakby tego chciał, potrafi łatwo wpaść w furię i nie zawsze udaje mu się ją kontrolować
Gdyby tylko mógł to z patrolu pewnie by się wymigał, jak większość czasu, jednak problem się robił kiedy został przydzielany na patrol z matką, która znała chyba wszystkie jego sposoby na ucieczkę od obowiązków i nie wpadała przez to w żadne jego sidła. Tym samym Zaćmienie musiał ruszyć tyłek i autentycznie na ten patrol pójść, jeszcze do tego w towarzystwie jakiegoś podrostka, który nawet prosto iść nie potrafił, potykając się o jakiś korzeń, bo oczy chyba miał zamknięte jak łaził.
-Ej! Uważaj gdzie leziesz -prychnął, odpychając Krwistą Łapę na bok. Gdyby nie to, że Księżycowe Wzgórze posłała mu spojrzenieTM to może nawet by ją odepchnął mocniej, tak że wywaliłaby się wręcz na śnieg- Chodzić nie umiesz czy jak?
|Babe| YOU'RE>HARD<G A M Eto catch You[fight]and(refuse)! Oh...you're a wild little bruise Nevertastedassweet ✦apoisonasyouhave✦ You know you never can hide
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
drobny, średniego wzrostu, chudy, długie futro, niebieski point, pręgowany tygrysio, niebieskie oczy, białe znaczenia ( spód ciała, końcówka ogona, broda, szyja ("grzywa"), końcówka lewego ucha, fragment prawego ucha, plama wokół prawego oka, plamki pod oczami, po jednym palcu każdej łapy, dłuższe kępki futra na łokciach i kolanach)
nieśmiały, ma problemy w nawiązywaniu relacji, posłuszny, uległy, wrażliwy na głośne dźwięki, spokojny, wycofany
Skoro Śmiałek wrócił do klanu, a następnie treningów, to nadszedł czas, aby wrócił również do pozostałych obowiązków.
Na jeden ze swoich pierwszych patroli został przydzielony razem z Księżycowym Wzgórzem. Kotka była dość cicha, co mu odpowiadało. Gorzej, że chciała się bić z każdym jak leci. Kocur raczej unikał konfrontacji i w swoim obecnym stanie, wolał się nie wdawać w bójkę z żadnym samotnikiem. Kiedyś pewnie próbowałby się oddalić od kotki, ale obecnie byłoby to zbyt niebezpieczne. Ale Księżycowe Wzgórze zrobiła to sama, biegnąc za pierwszym podejrzanym zapachem jaki poczuła.
Śmiałek nie miał szans na jej dogonienie, nie mógł też wrócić przedwcześnie do klanu, więc kontynuował patrol, w końcu docierając do granicy z klanem cienia.
Wysoki kocur o rudym, tygrysio pręgowanym puszystym futrze. Posiada białe akcenty ciągnące się od podbródka, przez szyję i brzuch, aż po stopy. Jego dumą jest wyjątkowo puszysty ogon, a całą sylwetkę dopełniają jasne, żółte oczy błyszczące ciepłem i radością.
Wesoły optymista o wrażliwym sercu. Towarzyski i wygadany, jest niezmiernie ciekawy świata. Cechuje go empatia, chęć niesienia pomocy oraz silna wiara w Gwiezdny Klan. Lojalny wobec Klanu Cienia i oddany rodzinie. Choć nie tak naiwny, jak dawniej, wciąż nie czuje się komfortowo z myślą o zrobieniu komuś krzywdy.
Oszroniona Łapa [Wicher], Kobuz [Grom]
Stokrotka udał się na patrol wraz z Gasnącym Dechem oraz Słodkim Pląsem, jednak trzymał się nieco z tyłu, podczas gdy kotki spokojnie rozmawiały. Bynajmniej nie dlatego, że nie odpowiadało mu ich towarzystwo, wręcz przeciwnie! Po prostu, jak było to dla niego typowe, ciągle coś odwracało jego uwagę. A to śliczny kwiatek, ładny kamyk, czy uroczy owad... właśnie podążał za białym motylkiem, latającym na różne strony, kiedy, gdzieś po drugiej stronie granicy, usłyszał kroki. Odwrócił się i zaraz dostrzegł niebieskiego kota. Zamrugał zaskoczony, natychmiast zapominając o motylku, i energicznie podszedł do granicy - przykładając jednak sporą uwagę do tego, by jej nie przekroczyć.
- Hej!!! - miauknął głośno, uśmiechając się szeroko. - Jesteś z Klanu Wichru, prawda? A... no tak, oczywiście, że jesteś... w końcu stoisz na jego terenach! Heh! - Zaśmiał się, nieco zakłopotany, lecz zaraz do jego głowy wpadła myśl. - Chociaż... to wcale nie jest oczywiste, bo... co jeśli przyszedłeś w gości albo innej sprawie? Pewnie nie, ale to ciekawy pomysł, zgodzisz się? Sam chętnie zobaczyłbym wasze tereny, muszą mieć sporo fajnych i pięknych miejsc, tak jak nasze... Ale tylko za zgodą, bo nigdy przenigdy nie złamałbym Kodeksu Wojownika, słowo! - dodał gorączkowo, przykładając łapę do piersi. Nie chciał być źle zrozumiany, bo co jeśli obcy kot brał takie sprawy wyjątkowo poważnie? - Ojej, przepraszam... zapomniałem się przedstawić! Po prostu nigdy nie rozmawiałem tak całkiem sam na sam z kotem z innego klanu, albo mówiąc coś więcej niż "witaj" do drugiego patrolu i takie tam... to znaczy, jestem Stokrotkowa Łapa! Z Klanu Cienia, jak coś! A ty? - zamruczał pogodnie, przechylając lekko głowę i wpatrując się ciepło w nieznajomego.
x Daydream I fellasleep amid the flowers
For a couple of h o u r s Onabeautifulday
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
Księżyce: 39 Mistrz: Uśpione Echo Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowa Łapa Ojciec: Bonawentura Rodzic: Wielka Słona Woda Trwałe urazy: Blizny po ataku borsuka i nieprawidłowo zrośnieta kość piszczelowa w prawej tylnej łapie. Łapa jest skrócona i lekko podkurczona, ma ograniczoną ruchomość. Mocniejsze stanięcie na niej powoduje promieniujący ból. Często zanika mu czucie poniżej złamanego miejsca. (-2zr, - 2sz)
drobny, średniego wzrostu, chudy, długie futro, niebieski point, pręgowany tygrysio, niebieskie oczy, białe znaczenia ( spód ciała, końcówka ogona, broda, szyja ("grzywa"), końcówka lewego ucha, fragment prawego ucha, plama wokół prawego oka, plamki pod oczami, po jednym palcu każdej łapy, dłuższe kępki futra na łokciach i kolanach)
nieśmiały, ma problemy w nawiązywaniu relacji, posłuszny, uległy, wrażliwy na głośne dźwięki, spokojny, wycofany
Ciszę i spokój przerwało wołanie z drugiej strony granicy. — C-cześć — Odruchowo zasłonił ogonem ranną nogę, kiedy był bliżej kocura, usiadł. Nie był najlepszy w rozmowach i nie lubił głośnych dźwięków, ale patrząc po przywitaniu nieznajomego raczej będzie chciał go zatrzymać na dłużej.
— J-jak najbardziej je-jestem z Wichru. — Cofnął uszy słysząc jego domysły. Wiedział, że kocur raczej nie chciał niczego złego, ale i tak jego słowa go ukuły. Wiedział, że nie wygląda jak idealny wojownik, dalej był dość mocno wychudzony i raczej nie miał mięśni. Łatwiej byłoby go wziąć za porzuconego kota dwunożnych niż terminatora, w końcu żaden klan nie doprowadziłby swojego ucznia do takiego stanu. No i jego komentarz sugerował, że jakiś Samotnik mógłby bez problemu przejść przez ich tereny. Była to dość obraźliwa sugestia. — N-nie jestem pewien czy aż tak ciekawy. — Wolałby, aby ich tereny pozostały ich terenami. Jeśli jakiś Samotnik chciałby dołączyć do klanu, to nie miał nic przeciwko. Jednak nie czuł się dobrze z tym, że jakiś przypadkowy kot mógłby wejść na tereny bez ich zgody i wiedzy. — S-są ślliczne. Dużo prze-przestrzeni. Jest gdzie bie-biegać. — Chyba, że było się takim kaleką jak on. — Wa-wasze z pewnością też są ła-ładne. — Skomplementował, bo raczej wypadało tak zrobić. — N-nic nie sz-szkodzi, Śmiała Łapa, miło poznać.
Spojrzał na swoje łapy, ugh, skoro zaczął rozmowę to nie mógł z niej tak po prostu uciec i wypadałoby pociągnąć to dalej. — Je-jesteś sam, też z-zgubiłeś swoją g-grupę?
Wysoki kocur o rudym, tygrysio pręgowanym puszystym futrze. Posiada białe akcenty ciągnące się od podbródka, przez szyję i brzuch, aż po stopy. Jego dumą jest wyjątkowo puszysty ogon, a całą sylwetkę dopełniają jasne, żółte oczy błyszczące ciepłem i radością.
Wesoły optymista o wrażliwym sercu. Towarzyski i wygadany, jest niezmiernie ciekawy świata. Cechuje go empatia, chęć niesienia pomocy oraz silna wiara w Gwiezdny Klan. Lojalny wobec Klanu Cienia i oddany rodzinie. Choć nie tak naiwny, jak dawniej, wciąż nie czuje się komfortowo z myślą o zrobieniu komuś krzywdy.
Oszroniona Łapa [Wicher], Kobuz [Grom]
Gdyby Stokrotka tylko wiedział, o czym po jego słowach pomyślał Śmiałek, to zaraz spaliłby się ze wstydu i zaczął gorączkowo zapewniać, że w życiu nie zamierzał podważać kompetencji patroli Klanu Wichru ani w jakikolwiek sposób ich obrażać! Nie potrafił jednak czytać w myślach i kompletnie przeoczył własną gafę, jak i skrępowanie rozmówcy. - Czemu nie? - zapytał z ciekawością, przekrzywiając łebek. - Bo wyobraź to sobie, na przykład... możesz być medykiem, jego terminatorem albo nawet przywódcą i idziesz na pilne spotkanie z Gwiezdnym Klanem! A wtedy na pewno coś się dzieje! Czy to nie ekscytujące?! No okej, niby powinno się czekać na patrol, aaaale co, jeśli to sprawa hiper pilna? O, o, albo biegniesz szukać pomocy w sąsiednim klanie, bo dzieje się coś strasznego i sprawa nie może czekać ani chwili! Albo idziesz ostrzec inny klan przed wściekłym drapieżnikiem, który właśnie zmierza do ich obozu! - wyrzucił to wszystko z siebie na jednym tchu, machając energicznie ogonem. W głowie miał jeszcze kilkanaście innych scenariuszy, ale jego entuzjazm stonowała potrzeba wzięcia oddechu.
- Łał... niesamowite, tak zawsze widzieć niebo i tereny daleko stąd... No i biegać tak szybko, jak się chce! Może nie jestem Wichrzakiem i wcale nie jestem w tym jakiś najlepszy, ale też lubię biegać! Tylko u nas jest bardzo dużo drzew i bagien, więc to raczej taki bieg z przeszkodami niż wyścig, hihi! Jak dobrze nie popatrzysz, to, biegnąc, potkniesz się o korzeń albo uderzysz głową o gałąź. Ale wcale nie narzekam, kocham nasze tereny! Wszystko pachnie tam tak świeżo, tętni życiem, no i jest tam mnóstwo zakamarków do odkrycia. Świetne do zabawy w chowanego.
Uniósł lekko brwi, słysząc, że imię nieznajomego to Śmiała Łapa. Wydawał się... no, trochę nieśmiały, niezbyt zgodnie z nadaną mu nazwą. Przypominał mu w tym trochę brata, Żółtą Łapę. No, ale z drugiej strony Nieśmiała Łapa nie byłoby miłym imieniem. Zresztą, coś powtarzane milion razy w końcu staje się prawdą, czyż nie? Dlatego syn Wilgotnej Łąki jedynie pokiwał głową z ciepłym uśmiechem.
Zastrzygł uszami, przetwarzając w głowie zadane pytanie. - Hm? Oh, nie, skąd! Słodki Pląs i Gasnący Dech są tuż... - Stokrotka spojrzał przez bok i natychmiast urwał. Zamrugał raz, drugi, po czym odwrócił się już całym ciałem i rozejrzał dużo uważniej. Huh. Nie potrafił znaleźć ich nigdzie wzrokiem. A mógłby przysiąc, że jeszcze chwilę temu miał je gdzieś w kąciku oka. Powoli przeniósł lekko zakłopotane spojrzenie na drugiego terminatora i zaśmiał się niezręcznie, drapiąc po ziemi pazurem. - Emm... taa. Chyba... to one zgubiły mnie.
x Daydream I fellasleep amid the flowers
For a couple of h o u r s Onabeautifulday