Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Poczuł, jak łapy mistrza opadają na jego bark, lecz nie był to silny atak. On w zamian wywinął się i spróbował kontratakować, udając drapanie lewą łapą mistrza po pysku. Nie spodziewał się, że walka to taka ciężka praca! Do tej pory wyobrażał sobie, że to jakoś samo idzie, a tu - choć bazował na naturalnym instynkcie - wcale nie było to takie proste! Z drugiej strony czuł pewną satysfakcję, że sam nie jest wcale taki łatwy do pobicia. Może jednak miał chociaż talent do obrony siebie? To się zaraz okaże, bo mimo, że te krótkie momenty myśli pojawiały się w jego świadomości, to jej większość nadal skupiała się na treningowym sparingu, a ciało naturalnie szukało balansu, rozmieszczając ciężar ciała na pozostałych łapach.
Rolling 1d10+1: 10 +1 = 11
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
No, ostatecznie nie wywrócił terminatora tak jak planował. Ot, bardziej go szturchnął...i nie miał nawet możliwości, by spróbować ponownie, bo ten już się wywinął w jego stronę! Widząc pędzącą w swoim kierunku łapę czekoladowy wojownik postanowił spróbować uskoczyć do tyłu, tak, by łapa Sopla nie trafiła w jego pysk. Już raz dostał od niego po oczach, czasami lepiej było uniknąć!
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Widział, że jego atak był idealny, a łapa centralnie chciała opaść w wyznaczonym przez niego miejscu! Kolczasty Kasztan jednak również wykorzystał szansę i zdołał wykonać sprawny unik. Sopel od razu skoczył ku niemu, tym razem celując obiema przednimi łapami w jego gardło. Gdyby pazury jego łap były wysunięte (co nie miało miejsca), a on by trafił, wiedział, że przeciwnik miałby problem! Czuł rosnącą ekscytację i radość, a w oczach pojawił się dziki błysk.
Rolling 1d10+1: 4 +1 = 5
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
I kolejny bardzo dobry ruch ze strony Sopla, który w przypadku prawdziwej walki miałby szansę być nawet śmiertelny...Kasztan nie zdążył się zupełnie odchylić, a łapy terminatora uderzyły jego szyję, choć najpewniej nie tak mocno, jak to sobie zaplanował.
Czekoladowy wojownik natomiast wybił się z tylnych łap w kierunku Lodowej Łapy, chcąc objąć go za szyję i najlepiej pociągnąć za sobą, tak, by wylądował na plecach pod nim. Jeśli to mu się uda, to chyba mogliby tym zakończyć sparing na dzisiaj, w przeciwnym razie...cóż, albo i tak skończą, albo jeszcze chwilę się poszarpią. Wyjdzie w praniu.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Trochę się zdziwił, gdy mistrz próbował złapać go za szyję i pociągnąć, jednak atak nie był silny, więc dość łatwo było uniknąć bycia przewróconym. Sopel teraz zaczął machać nieco chaotycznie przed sobą przednimi łapkami, chcąc trafić w atakujące łapy Kasztana, a być może również jego barki i pierś, jeśli udałoby mu się dosięgnąć. Był już trochę zmęczony, ale duma nie pozwalała mu się poddać, a emocje wciąż go niosły! Musiał tylko uważać, by ze zmęczenia się nie potknąć, rozstawiając stabilnie tylne łapy i machając ogonem!
Rolling 1d10+1: 3 +1 = 4
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Ruchy terminatora natomiast okazały się nieco zbyt chaotyczne, gdyż Kolczasty Kasztan sprawnie uniknął jakiegokolwiek trafienia. Jednocześnie wycofał się dwa kroki do tyłu
Może ich naprzemienne słabe trafienia to był znak, że na dzisiaj wystarczy. Sam zdążył się już nieco zmachać, domyślał się, że terminator miał podobnie. – Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Całkiem dobrze ci poszło – pochwalił kocurka z delikatnym uśmiechem na pysku. Wciąż uważnie go obserwował, na wypadek gdyby ten postanowił zaatakować go jeszcze raz z zaskoczenia. Jeżeli tak się nie stało, kontynuował. – Wiadomo, nie wszystko wyszło idealnie, ale swoje ataki celowałeś w bardzo dobre punkty. A sama celność przyjdzie ci z czasem, razem z praktyką – czyli póki co (miejmy nadzieję) głównie na treningach i ewentualnych sparingach z współklanowiczami. Kasztan przycupnął na chłodnej ziemi. – Masz jeszcze jakieś spostrzeżenia w związku z naszą walką?
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Wylądował wszystkimi łapami na ziemi i zorientował się, że mistrz dąży do zakończenia sparingu. Dobra, było fajnie i czuł się całkiem usatysfakcjonowany, ale też coraz bardziej zmęczony! Był też całkiem z siebie dumny. Może nie wszystko się udało, ale też nie dał się pokonać! Nie wiedział, czy starszy od niego kocur nie dawał mu trochę fory, ale skoro nie miał przesłanek na to wskazujących to zamierzał się cieszyć.. remisem? - Umm dzięki! A spostrzeżenia... Właściwie zdziwiło mnie, że to było takie... odruchowe i intuicyjne. Nie było za bardzo czasu myśleć, bo wszystko działo się tak szybko! Ciało jakoś samo reagowało. - Jak na przykład wtedy, gdy próbowało nie dać się Kasztanowi przewrócić.
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
– Mhm, i tak samo jest w prawdziwej walce...nawet bardziej, bo przez adrenalinę i stres mózg nieco wariuje – Kolczasty Kasztan nawet nie pamiętał szczegółowo przebiegu walki z Bladą Łapą...choć to była dość skrajna sytuacja. – I dlatego właśnie ważna jest praktyka, bo kiedy przyjdzie co do czego, będziesz polegać na instynkcie i wyuczonych odruchach, bardziej niż znajomości niewyćwiczonej teorii.
Stanął z powrotem na czterech łapach, choć nie ruszając się nawet o krok z miejsca. – Chciałbyś coś jeszcze dziś zrobić czy będziemy powoli zawijać do obozu? – według Kasztana zrobili wystarczająco dużo jak na jeden dzień, żeby móc wrócić i odsapnąć, tudzież zająć się własnymi sprawami lub obowiązkami, ale może Lodowa Łapa był innego zdania. – Opowiedziałbym ci jeszcze tylko nieco o drapieżnikach, na które możesz się natknąć na terenach.
Tak, jak mówił Nocny Szkwał...wojownika ciekawiło, czy za przypomnieniem o tym elemencie krył się jakoś konkretny przypadek, czy zastępca po prostu postanowił o tym przypomnieć w ramach środku zapobiegawczego.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Uważnie wysłuchał mistrza, przysiadając i owijając się długim ogonem. Wydawał się zafascynowany tym, o czym teraz rozmawiali. Zastrzygł uszami, gdy Kasztan dał mu wybór, czy robią coś jeszcze. Najchętniej skończyłby cały trening w jeden dzień! Miał ochotę poprosić o polowanie na ryby, lecz zmęczenie z każdą chwilą było coraz bardziej odczuwalne. Przystał więc chętnie na posłuchanie o drapieżnikach, a potem wybranie się na odpoczynek. Wizja, że ten był na prawdę zasłużony, jeszcze bardziej go satysfakcjonowała. - Chętnie posłucham o drapieżnikach, a jutro może połowimy ryby? - Zaproponował z podekscytowanym uśmiechem.
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Machnął łbem potwierdzająco – Pewnie, możemy pójść połowić ryby – bo czemu by nie, choć pogoda niekoniecznie nastrajała na zbytnie moczenie się w rzece. – No dobrze, to zwijajmy się do obozu. Pogadamy już w drodze.
Ponoć wiedza łatwiej wchodziła do głowy kiedy było się w ruchu... Spacerując wojownik opowiedział Soplowi na tę chwilę dość pobieżnie o drapieżnikach, na które może natknąć się na terenie, głównie naciskając na to, które zwierzęta są agresywne, a które nie zaatakują same dopóki nie poczują się zagrożone.
...
Czekoladowy ogon zauważalnie podrygiwał nerwowo, kiedy Kolczasty Kasztan czekał na terminatora przed wejściem do obozu. Nocny Szkwał miał dziś oficjalnie sprawdzić umiejętności walki Lodowej Łapy, jednak było to chyba ostatnie, o czym myślał Kasztan w tym momencie. No, może niekoniecznie, bo poza tym, jakie wyrzuty sumienia go zżerały z powodu tajemnicy, jaką trzymał, dręczyło go również przyznawanie tego chwile przed tymże testem, ale...ale chyba nie spojrzałby już Lodowej Łapie w oczy, gdyby dalej to przeciągał. Czyli znów zupełnie samolubnie.
Czego aż tak się bał? Chyba głównie tego, co Sopel sobie o nim pomyśli. W pełni słusznie, zresztą. Uczęszczanie na treningi tyle czasu bez piśnięcia ani słówkiem o takiej kwestii wydawała się być Kasztanowi dosyć obrzydliwa - jeszcze gdyby chociaż miał jakieś racjonalne uzasadnienie dla tego, jak długo z tym zwlekał, ale były to jedynie jego durne paranoje. I tak był zdziwiony, że żadne plotki jeszcze do młodego kocura nie dotarły - chyba że dotarły, a właśnie teraz zaśmieje mu się w pysk. Żeby nie było, w życiu nie posądziłby terminatora o takie spiskowanie, ale...zasłużył na to, więc nie mógłby się nawet gniewać.
uznalem ze nie ma sensu wymieniac tych drapieznikow w poscie bo to by byla po prostu sciana tekstu lmao
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Podekscytował się, że następnego dnia zdobędzie umiejętność specjalną kotów Klanu Rzeki, co sprawiło, że na chwilę zapomniał o zmęczeniu. Pośpieszył za mistrzem, słuchając o drapieżnikach. Były jednym z powodów jego uwięzienia w obozie, dlatego z uwagą przyswajał informacje o nich.
Zwlekł się z legowiska trochę ciężko, lecz gdy już to zrobił, wizja treningu ożywiła go na tyle, że szybko zapomniał o śniących mu się przed chwilą uciekających myszkach. Szybko popędził na umówione miejsce, więc Kasztan nie musiał długo na niego czekać. Dopiero na miejscu przypomniało mu się, że nie zrobił porannej pielęgnacji futra! Jego kosmyki sterczały teraz bezładnie. Trudno, dobrze że jego mistrz nie był kotką...
- Cześć, Kolczasty Kasztanie! - Wykrzyknął, kompletnie nieświadomy niepokoju, jaki panował w sercu brązowego wojownika. Nieświadomy jeszcze w tym momencie więzów krwi, jakie ich łączyły!
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Niedługo potem na miejscu zjawił się Lodowa Łapa, nie dając czekoladowemu kocurowi zbyt dużo czasu na dalsze nerwy. Kasztan podniósł na niego spojrzenie, nie zwracając szczególnej uwagi na niepoukładane czarnobiałe kłaczki; Lodowa Łapa nie miał co się obawiać, że mistrz będzie go za to oceniał. Sam jedynie skinął mu głową - nieco niemrawo, ale nie można było powiedzieć, że się nie przywitał. – Nocny Szkwał oceni dzisiaj twoje umiejętności walki. Jeśli uzna, że idzie ci wystarczająco dobrze, zdejmie z ciebie zakaz opuszczania obozu – z każdą chwilą coraz bardziej dochodziło do niego, jak tragiczny dzień wybrał. Chyba gorzej się nie dało, Gwiezdni, ale coś powstrzymało go od wycofania się. W najgorszym razie przeprosi zastępcę za niepotrzebne zawracanie głowy i poprosi o inny dzień. Albo Sopel wcześniej poprosi o innego mistrza. – Ale my...ja muszę ci coś powiedzieć. Jeśli jeszcze nie wiesz. Bo może...
Odetchnął głęboko, błądząc wzrokiem gdzieś pomiędzy własnymi łapami, a ubitą ziemią. Nie mógł się zmusić, żeby powiedzieć to wszystko patrząc terminatorowi w oczy, choć najpewniej powinien.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Sapnął zaskoczony i ucieszony po otrzymaniu informacji o potencjalnym zdjęciu z niego zakazu opuszczania obozu! Nareszcie! Ekscytacja jeszcze się wzmogła, choć kocurek również zaczął się lekko stresować. Czy zrobi wrażenie na Nocnym Szkwale? Czy jego technika walki będzie wystarczająco dobra? Czy nie potknie się w jakiś głupi sposób? A może nie będzie mógł trafić w mistrza? Aż zaniemówił na chwilę i dopiero po przetrawieniu sobie tych wszystkich nieco niepokojących scenariuszy odetchnął i uśmiechnął się. - O myszko, ale super jakby się udało! -
Przymknął pyszczek, bo Kasztan dalej jeszcze mówił. Wydał mu się mocno zestresowany, co trochę zdziwiło Sopla. Właściwie bardziej się denerwował niż sam terminator. Aż tak się przejmuje jak pójdzie jego uczniowi? Wydawał się aż przybity!
- O co chodzi? - Spytał zupełnie zdezorientowany i lekko zmartwiony, próbując zgadnąć, co zaraz usłyszy. Może mistrz zapomniał go nauczyć czegoś ważnego i dopiero teraz mu się przypomniało? A może coś złego stało się na terenach i będzie próbował zniechęcić go do korzystania z nowego przywileju? Sopel miał nadzieję, że to nic aż tak strasznego!
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)
Księżyce: 72
Mistrz: Oszroniony Patyk!!
Płeć: kocur
Matka: Śnieżny Płatek [NPC]
Ojciec: Warczące Gardło [NPC]
Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Machnął głową po raz drugi. Tak, super jakby się udało. Zobaczymy, czy za chwilę dalej utrzyma taki sam entuzjazm. O co chodzi? Czyli najwyraźniej nie wiedział. To...no, niedobrze, ale gdyby było inaczej, pewnie pierwszy by mu to wytknął. Kasztan nie odezwał się od razu, czując, jakby wszystkie przemyślane w nocy słowa utknęły mu w gardle. – Jesteśmy rodzeństwem. Częściowo – wyrzucił w końcu, szybko i drżącym głosem, byle mieć najgorsze za sobą – Śnieżny Płatek z jakiegoś powodu uznała, że nie będzie wam o tym mówić – co nie usprawiedliwiało go ani trochę, ale to Sopel mógł wydedukować samodzielnie, nie musiał tego dodawać. Tak przynajmniej uważał. – Moim tatą jest Warczące Gardło...rozstał się z naszą matką, kiedy zginęła Słona Łapa. Twoja...twoja starsza siostra. Uważał, że gdyby nie wychowanie Śnieżnego Płatka, może dałoby się uniknąć tragedii – wydukał, aż do tej chwili nie podnosząc spojrzenia znad ziemi. Teraz jednak je podniósł, może i nie aż na pysk terminatora, bojąc się tego, jaki wyraz na nim zobaczy, ale przynajmniej nie studiował już swoich własnych łap. – Przepraszam. Że mówię ci po dziesięciu księżycach. Nie wiem, co myślałem. Nie myślałem.
Ostatnie słowa wypowiedział już niemal szeptem, zaciskając szczękę, kiedy tylko skończył mówić. Nie zamierzał wyglądać, jakby użalał się nad sobą, kiedy to Sopel był poszkodowany w tej sytuacji, ale czuł się jakby miał zaraz zwymiotować, choć odpuścił sobie tego dnia śniadanie.
I czekał na reakcję, jakakolwiek by ona nie była...pewnie wcale nie długo, ale Kasztan miał wrażenie, jakby każde uderzenie serca trwało tyle, co zwykle dziesięć.
Czarno-biały dość wysoki, szczupły, ale nie za chudy kocur. Na pysku szeroka strzałka i żółte oczy. Biała kryza, brzuch, skarpetki i koniec ogona. Różowy nos. Układ znaczeń na jego ciele jest prawie symetryczny
Ambitny na swój sposób, a jednocześnie nieco leniwy i lekko zakompleksiony. Aktualnie przeżywa burzę hormonalną. Ma tendencje do zazdroszczenia innym różnych rzeczy i wdawania się w rywalizację. Poza tym całkiem przyjazny, z poczuciem humoru. Wraz z wiekiem osłabia się jego przywiązanie do matki.
Wysłuchał wyjaśnienia kocura nieco osłupiały. Jego mina nie była teraz najbystrzejsza i ciężko mu się dziwić. Całym jego wewnętrznym światem zatrzęsła informacja o tym, że jego mentor jest jednocześnie... jego bratem! A matce ani jedno słowo nie wymsknęło się na ten temat! Terminator wpatrywał się w milczeniu w Kolczastego Kasztana, słuchając jego słów i starając się połączyć to wszystko w mózgu w logiczną całość... Kolejne słowa trochę zaczęły mu wyjaśniać, dlaczego mistrz nic mu o tym nie powiedział. Nagle okazało się, że tragicznie zmarła kotka była też jego siostrą... a w to wszystko oczywiście zamieszana była Śnieżny Płatek! Coś strasznego wydarzyło się w ich rodzinie, co podzieliło ich na dobre. Sopel nawet nie widział, żeby matka miała jakąkolwiek relację z Kolczastym Kasztanem.
Pierwszy raz w życiu na prawdę poczuł gniew na matkę. Dlaczego ona nic im nie mówiła?! To znaczy mówiła całą masę wychowawczych rzeczy o tym jak żyć, ale nie dość, że nie chciała dokładniej wyjaśnić kwestii braku ojca, to jeszcze przemilczała fakt, że mają rodzeństwo!
Kręciło mu się w głowie, choć był bardziej zaskoczony niż załamany albo rozjuszony. Gdy mistrz skończył mówić minęło jeszcze parę uderzeń serca zanim Lodowa Łapa odzyskał język. Zmarszczył czoło, cały czas przetwarzając informacje, próbując zrozumieć działania matki. To ją obarczał odpowiedzialnością za całą tą sytuacją, bo przecież była najstarsza i uważała się za najmądrzejszą. - To... zaskakujące. A więc jesteśmy rodzeństwem... - Powtórzył, znów się zamyślając. Teraz przetrawiał fakt, że tyle czasu spędzał z własnym bratem, nic o tym nie wiedząc. Właściwie od momentu awansu na terminatora znał go lepiej niż Popiołka czy Łuskę, bo praktycznie mieli ze sobą więcej do czynienia! A jednak dopiero teraz dowiedział się o tym, że są rodzeństwem. I nie od matki, to było dziwne.
- Nie wiem co powiedzieć. Oboje wiemy jaka jest Śnieżny Płatek.. - Skoro była też matką Kasztana. - ..Domyślam się, że moje rodzeństwo.. to znaczy to młodsze, też nic o tym nie wie, bo nic nie wspominali. Matka nie chce też nam nic powiedzieć, dlaczego nie mamy ojca. - Zdecydował się wyjawić, skoro już oboje siedzieli w tym bagnie. - Mówiła nam tylko, że Gwiezdni jej nas dali. - Dodał, teraz czując, że coś w tym stwierdzeniu chyba nie do końca jest właściwe. Nie wiedział jednak co, ponieważ księżyce spędzone pod macierzyńską opieką kocicy mocno namieszały mu w głowie. - Pewnie mam jeszcze więcej rodzeństwa, o którym nie wiem, co? - Zapytał, już nie taki zdziwiony. Zwykle w miocie widywał więcej kociaków niż tylko dwa i nie słyszał o innych śmierciach, więc pewnie było więcej kotów, które widywał na co dzień, a które były jego najbliższą rodziną.
I can't say it's gonna get easier Every day fighting to keep hope alive(keep your head up my child) Through it all, you're never gonna walkalone I'll take every step, every fall by your side(keep your head up my child)