Jedynie co jej się udało, to złapanie za parę długich kłaczków… Co to za żart miał być. Na początku tak ładnie jej szło, czemu ten ruch również się nie udał? Ugh! Żeby było tego mało, to skubana chciała również ją dziabnąć, ale tym razem w ogon. Oj tylko nie jej ogon! Kotka spróbowała prędko go zabrać sprzed nosa wojowniczki, ale Wodzie udało się również złapać za parę kłaczków. Ugh. Bardziej odruchowo niż umyślnie, spróbowała ją porządnie kopnąć w pysk, skoro specjalnie rzuciła się na jej tył.
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
Same kłaki! Wyplułam kawałki futra, które skubnęłam z ogona terminatorki, jednocześnie się cofając i unikając kopniaka. Rozluźniłam mięśnie, odsuwając się nieco na bok. nie było sensu kompromitować się dalej, najwyraźniej obie już traciłyśmy siły.
- To była… dobra walka. Miałaś bardzo dobry pomysł z tym piaskiem. Będziemy ćwiczyć dalej przez kolejne dni. - miauknęłam, po czym przejechałam parę razy językiem po piersi. - Przekażę Nocnemu Szkwałowi, że zostałaś przeszkolona z walki i możesz opuszczać obóz samodzielnie. Wracajmy do obozu.
Dobra walka? Najlepsza miała wrażenie, że dopiero zaczęły… Uh. No ale niech będzie, nie podobało jej się jak bardzo frajerzyła przy ostatnich ciosach, więc może i lepiej że szybciej skończyły, jeśli reszta miała wyglądać… tak. Ale, co ważniejsze, Woda powiedziała że może sama wychodzić z obozu.
- No, nareszie! Nawet nie wiesz jak okropne jest gnicie w obozie - wyrzuciła bez ani słowa dziękuję. Gdyby nie choroba tej wywłoki to mogłaby wychodzić księżyce temu, phi. Ale przyznać musiała, że… nie czuła się przeszkolona, ale kto by się tym przejmował. Najważniejsze że może sama wychodzić!! Koniec z nudą i rutyną, witaj słodka wolności!
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
- To musi być straszne siedzieć w jednym miejscu - mruknęłam, powstrzymując się od wywracania oczami. Wcale nie byłam uziemiona na tyle księżyców, kto by się tym przejmował! W każdym razie ruszyłam w stronę obozu, gdzie od razu skierowałam się do Nocnego Szkwału z informacją o odbyciu przez kotkę treningu walki.
***
Ostatnie treningi skupiały się przede wszystkim na powtórkach i sparingach. Chciałam, aby kotka czuła się pewnie w tym, co robi i aby nic jej nie zaskoczyło. Zbliżały się jednak zawody z łowienia ryb, więc uznałam, iż najwyższa pora nauczyć tej umiejętności moją terminatorkę. Dlatego też poprosiłam ją, abyśmy wyjątkowo spotkały się przy wyjściu z obozu, zamiast na Kocim Grzbiecie.
To, że sama na siebie sprowadziła choróbsko było jej winą, więc gnicie w lecznicy się nie leczyło, phi. Więc fakt, nikt się tym nie przejmował, a przynajmniej nie Najlepsza. Tak czy siak, uradowana nową wieścią wróciła z mistrzynią do obozu, ah jak miło w końcu ruszyć z treningiem.
***
Najlepszej o dziwo walka zaczynała się nudzić, ale też z drugiej strony nie chciało jej się uczyć polowania, bo to oznaczałoby, że musi zacząć polować dla klanu, a jak na razie świetne jej się żyło zabierając najlepsze kąski ze stosu… Ale fakt, zbliżały się zawody i fajnie by było nie być jedyną ze swojej grupy wiekowej, która nie bierze udziału, albo chociażby która nie potrafi łowić. Oby tylko okazało się to jakieś ciekawe.
- Mam nadzieję, że nauczysz mnie na tyle dobrze, bym nie sfrajerzyła przed innymi - zagadała wesoło, od razu zwalając winę na mistrzynię, gdyby jednak coś poszło nie tak.
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
- Mam nadzieję, że nauczysz się na tyle dobrze, aby nie sfrajerzyć się przed innymi. - odbiłam równie wesoło, uśmiechając się lekko do młodszej kotki. Przytyki Barwnej Łapy stawały się dla mnie męczące, jednakże jednocześnie postanowiłam potraktować jej zachowanie jako coś, z czego mogłabym się kiedyś śmiać.
Zdecydowałam się ruszyć w stronę Grzmiącej Rzeki.
- Musisz łowić w praktycznym bezruchu. Wkładasz łapę albo ogon do wody, chociaż polecam włożyć łapę, gdyż gdy poczujesz skubanie, nie będziesz traciła czasu na ponownie włożenie łapy do wody i wyrzucenie jej na brzeg. Nie możesz rzucać cienia na taflę wody... I to w sumie tyle. Pytania?
Mimimi, niech skupi się na przekazywaniu wiedzy Barwie, a nie odbijaniu głupiej piłeczki. - Niech mistrzyni się mną nie martwi - dorzuciła na koniec chcąc oczywiście mieć ostatnie zdanie w tej głupiej wymianie przytyków w nos.
Teoria łowienia brzmiała… Wyjątkowo prosto. W sumie szylkretka nie wiedziała czego się spodziewać, ale hm, nie ma co narzekać. Tym prościej tym szybciej odhaczą ten punkt treningu!
- Takie rzucanie się na rybę nie przepłoszy wszystkiego w rzece? I ryby muszą mieć coś nie tak z głową, jeśli łapa drapieżnika jest dla nich czymś wartym skubania. Brzmi to jakby prosiły się same o śmierć - wyrzuciła rozbawiona tym co wynikało z tej metody. Nie miała zielonego pojęcia jak to miało niby działać. Gdzie niby w kociej łapie jakiś smaczny kąsek?? A co dopiero ogonie który jest zrobiony cały z futra, huh???
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
- Chwilowo tak, jednakże ryby nie uciekają na długo. Wystarczy chwila, czasem może dłuższa i wracają do normalności. - wyjaśniłam spokojnie, zbliżając się do brzegu rzeki. - Dla nas lepiej, że nie grzeszą inteligencją. Dzięki temu łowienie jest takie proste i przyjemne. - miauknęłam, rzucając kotce lekki uśmiech.
Gdy dotarłyśmy do brzegu rzeki, zdecydowałam się usiąść nieco dalej. Nie zamierzałam przeszkadzać młodszej kotce podczas pierwszego połowu. - Możesz zaczynać.
Nie dość że są głupie, to jeszcze zamiast nie zbliżać się ZNOWU do zagrożenia to te przypływają z powrotem. Aha. Brzmiało to na wyjątkowo łatwy i niewymagający wysiłku sposób zdobywania pożywienia. A przynajmniej mało wymagający w porównaniu z polowaniem, które pewnie miało o wiele więcej teorii… Pewnie. Kotka nie wiedziała, nie potrafiła polować.
- Hmm, aż ciężko uwierzyć, że są aż tak głupie… - rzuciła bo no, brzmiało to zbyt idealnie. No ale dobra, sama zaraz się przekona. Podeszła do brzegu i uh, co tam było? Bezruch, cień, łapa… Usiadła w jakimś miejscu by jej cień był za lub obok niej, a następnie zamoczyła łapę w wodzie. Brr, zimna… Zmarszczyła lekko mordkę czując chłod, ale nic poza tym, bo musiała zachować ten, bezruch. No prawie bezruch, bo owinęła ciasno ogon dookoła łap by go przypadkiem nie zamoczyć i o, teraz bezruch.
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
Owinęłam ogonem łapy, przyglądając się uważnie każdemu ruchowi młodszej kotki. Miałam nadzieję, iż dobrze zapamiętała, co powinna zrobić - teorii nie było dużo, ale przecież można było dużo rzeczy popsuć.
Najlepsza siedziała i siedziała. I długo czekać nie musiała, gdyż już po chwili mogła zauważyć w swoim pobliżu stalowo-granatowy grzbiet. Średnich rozmiarów karaś krążył blisko niej, aby wreszcie podpłynąć bliżej i zacząć podskubywać jej paluszki.
W sumie nie wiedziała jak długo trzeba czekać na rybę, coś tam kojarzyła że to niby technika dla cierpliwych, ale nie była pewna. Czekała… Chwilę i pojawiła się przed nią rybka. Skupiła na niej wzrok i z niecierpliwością wyczekiwała aż skubnie jej łapę i… Jest! Dziabnął! Prędko wysunęła pazury, chcąc wbić je w jego głowę czy tam bok, a następnie wybić go na brzeg. Problem w tym, że nie miała pojęcia co dalej. Nie wiedziała że ryby wierzgają się na lądzie jak szalone, więc gdyby jej się udało, a typ by żył i dalej walczył o życie to… W sumie nie wiedziała co by zrobiła. Pewnie spojrzała na mistrzynię zdezorientowana czy coś. Bo na pewno by się nie rzuciła na to obślizgłe stworzenie!
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
No i bam! Ryba poleciała do góry, a następnie wylądowała na brzegu. Przez ułamek sekundy nic nie robiła, po czym nagle zaczęła skakać jak oszalała. Karaś chciał ponownie znaleźć drogę do rzeki!
Zmrużyłam ślepia, przechylając głowę w bok i niezbyt rozumiejąc zachowanie Barwnej Łapy. Kiedy zerknęła na mnie zdezorientowana, gdy ryba zaczęła podskakiwać na brzegu, zachęcająco kiwnęłam głową. - Musisz ją dobić!
Drugą misją Najlepszej zaraz po najedzeniu się do syta było odnalezienie Stęchłej Wody i zrobienie jej niespodzianki. Kotka na pewno się stęskniła! I ciekawe czy obietnica że skończą trening do końca pory kolorowych liści dalej obowiązywała… Miała nadzieję. Bo szylkretka podczas życia poza klanem bardzo wydoroślała i w ogóle nabrała tyle wiedzy, że wystarczy wypełnić niewielkie luki i kto wie, może nawet następna ceremonia będzie jej…
Po krótkiej toalecie po posiłku ruszyła na poszukiwania i proszę, oto jej wspaniała mistrzyni. Barwna Woda szeroko się uśmiechnęła na ten widok. - Stęch- Oj przepraszam, Wodny Wirze! Nie zgadniesz kto wrócił do klanu i kto znów jest twoim terminatorem~ - zawołała radośnie. Może kotka była finalnie spoko, ale Najlepszą dalej trzymała uraza za ich pierwotny poślizg.
niska, szczupła, długowłosa biało-niebieska cętkowana kotka o niebieskich oczach
Jej imię zdecydowanie nie oddaje istoty jej charakteru. Woda nie należy do najspokojniejszych kotów - ciężko jej siedzieć w jednym miejscu, gdy może robić tyle innych rzeczy! Podejmie wszelkie wyzwanie o ile ktoś najedzie jej na ambicje tekstem typu "na pewno nie dasz sobie rady!" albo "ah tak? a jeże zaczną latać". Mimo, iż jest dopiero kociakiem, już teraz widać, że zaczyna mówić, co myśli... a to nie zawsze jest pozytywne. Z reguły raczej nie jest pozytywne, gdyż marudny charakter jej ojca, przeszedł na nią. Potrafi również się odgryźć, jeśli ktoś skieruje wobec niej nieprzyjemny komentarz. Szybciej robi niż myśli i potrzebuje obok siebie kogoś, kto będzie ją hamować w przeróżnych, głupich pomysłach.
Ze wszystkich najbardziej niespodziewanych rzeczy, ta była najbardziej niespodziewana. Ledwo wróciłam z polowania, a już wpadła na mnie Barwna Łapa. Dobrze, że miałam w pysku zwierzynę, bo aż otworzyłabym szczękę ze zdumienia.
Czy byłam zachwycona jej powrotem? Niezbyt. Kotka nie miała wcześniej mojej sympatii. Może zmieniła się w międzyczasie, ale niesmak nadal pozostał. Odłożyłam zwierzynę na stos, po czym wróciłam do szylkretki.
- No to gdzie byłaś, jak cię nie było? - zapytałam, lustrując ją wzrokiem.
Oh niech Woda się nie martwi, Najlepsza była tak samo wspaniała jak przed swoim zniknięciem! A może nawet jeszcze wspanialsza, bo teraz zdobyła nowe umiejętności, znajomości i widziała trochę świata, czym na pewno będzie się chwalić.
- Ah weź szkoda gadać nawet… W skrócie dwunożni, ale najważniejsze, że wróciłam cała i zdrowa, nie? Powiedz, czy twoja obietnica by zrobić ze mnie wojowniczkę przed końcem pory kolorowych liści dalej jest aktualna? - uśmiechnęła się przebiegle. A niech tylko spróbuje się wymigać, bo cośtam to wina Najlepszej że mają opóźnienie i bla bla bla. Sporo jej rówieśników było teraz wojownikami, a ona nie mogła zostać najstarszym terminatorem. Wizja tego, że Popiołek by ją uprzedził była przerażająca. Nie wiedziała na jakim etapie treningu jest, ale musiała go przegonić za wszelką cenę. Albo jakoś zsabotażować… Jak go poprosi to poczeka na nią z mianowaniem, nie?