Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
xxxWschód słońca idealnie podkreślał mieniącą się taflę Szepczącej Sadzawki, a delikatny rześki wiatr mierzwił futra trzech kotek, niosąc za sobą przyjemny zapach kwiatów Pory Nowych Liści. Rwąca Zawieja faktycznie przyjemny dzień na ceremonię mianowania dwóch swoich podopiecznych, a może to Gwiezdni w podzięce za włożony wysiłek zdecydowali się pobłogosławić je dopisującą pogodą? xxxI choć słońce dopiero wstało, a miejsce nie było wysłane wygodnym mchem, to sen zmorzył kotki niemalże od razu po zasmakowaniu wody Szepczącej Sadzawki.
xxxUderzenie serca, może dwa, a kotki zaczęły się wybudzać... chociaż? Czy aby na pewno? Wokół nich panowała dziwna pustka, wszechobecna ciemność, w której jedynym światłem były jasno migoczące gwiazdy. Mogły one nieco oślepiać oczy dopiero co przyzwyczajające się do panującego półmroku. Kiedy jednak koteczki zamrugały kilka razy, mogły zauważyć, że teren wokół wcale nie był pustką, Szepczącą Sadzawką, czy rozciągającą się polaną. Przebudziły się na kwiecistej łączce, którą otaczały między innymi, jezioro do złudzenia przypominające te Księżycowe na terenach Klanu Cienia, krzewy podobne do tych wokół Korzennej Jamy, drzewo z Białą Dziuplą, a kawałek dalej wgłębienie w ziemi odpowiadające Głębokiej Norze na terenach niczyich. Dziwna mieszanka przestrzeni zdawała się niezwykle efektownie odbijać światło gwiazd, jakoby na każdym źdźble było kilka kropel rosy lub płatków śniegu.
xxxTo nie miejsce jednak pojawiło się jako pierwsze przed oczami kotek, a kocur. Znacznie młodszy, wyzbyty zmęczenia, czy smutku, które towarzyszyły mu większość życia, o sylwetce nieco rozmytej, którego biało niebieskie futro błyszczało jakoby oblane gwiezdnym pyłem. Siedział przed nimi z pyskiem, na którym panował spokojny, serdeczny uśmiech. xxx- Cieszę się, że mogę was znowu widzieć, przynajmniej na chwilę - głos Bobrzego Boru przepełniony był tęsknotą, a kiedy patrzył na Migoczącą i Ciernistą Łapę jego wzrok zdecydowanie mięknął, podczas gdy obdarzał nim Rwącą Zawieję - był nieco poważniejszy, bardziej skoncentrowany - Dziękuję, że zajęłaś się treningiem Migoczącej Łapy - ulga wybrzmiała w jego słowach, kiedy w końcu mógł wyrazić swoją wdzięczność. Następnie spojrzeniem objął dwie terminatorki - A wam gratuluję, nawet nie macie pojęcia, jak bardzo jestem z was dumny - po raz pierwszy Bobrzy Bór mógł ze spokojnym sumieniem być nieco wylewniejszy względem swoich córek... A może ta odrobina ciepła jakoś pomoże w dalszym życiu w Klanie Cienia, który pod rządzą Psiego Serca, nie był najlepszym miejscem pod niebem. Wraz z następnymi słowami kocura zerwał się delikatny, świeży, ciepły wiatr, wprawiający dłuższe źdźbła traw w delikatny ruch - Możecie zaczynać.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Pustka. Ciemność.
Moje oczy potrzebowały chwili, aby wreszcie przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, w jakieś się znalazłyśmy. Kwiecista polana, jezioro, krzewy... I to wszystko błyszczące gwiezdnym pyłem - jednakże to nie było pierwszym, co rzuciło mi się w oczy. Pierwsza była kocia sylwetka.
Bobrzy Bór wyglądał młodo, zdecydowanie młodziej niż w momencie swojej śmierci. Był pełen sił, młodzieńczego wigoru. Był nieco rozmyty, a jego niebiesko-białe futro obsypane gwiazdami.
Nie wiedziałam, co powinnam czuć w tej sytuacji. Z jednej strony dobrze było zobaczyć kogoś, kto nie doprowadzał mnie do szału. Kogoś, z kim spędzanie czasu mi nie przeszkadzało. Brakowało mi w lecznicy kogoś takiego. Jednocześnie jednak czułam złość nakierowaną na kocura. Zostawił mnie samą z tym całym bałaganem i dodatkową terminatorką do wytrenowania. Umarł przez własną głupotę, nie dając sobie w żaden sposób pomóc, ani nawet nie próbując sobie pomóc.
Wszystko to jednak kryłam w sobie. Wpatrywałam się dwukolorowymi oczami w postać byłego medyka Klanu Cienia, po czym lekko kiwnęłam głową na jego podziękowania.
- To nie było dla mnie problemem. - miauknęłam spokojnie. - Można uznać, że jesteś mi winien przysługę. - dodałam, lekko unosząc kącik pyska. Nie były to puste słowa, gdyż zamierzałam to wykorzystać. Jeszcze dziś. Skoro już tutaj byłam, to miałam pewną sprawę do omówienia z Gwiezdnymi. Lekko kiwnęłam głową, gdy kocur pozwolił mi przejść do mianowania. Stanęłam więc przed terminatorkami, jednocześnie będąc bokiem do Bobra. Już raz miałam przyjemność mianować właśnie jego. Teraz wystarczyło to tylko powtórzyć. Wyprostowałam się dumnie, przechodząc spojrzeniem z jednej terminatorki na drugą.
- Ja, Rwąca Zawieja, medyczka Klanu Cienia, wołam do naszych Przodków, by spojrzeli te terminatorki. Ciężko trenowały, aby zrozumieć Wasze ścieżki i z Waszą pomocą będą mogły służyć swojemu klanowi przez kolejne księżyce. Ciernista Łapo, Migocząca Łapo, czy obiecujecie postępować według kodeksu medyka, pozostawać z dala od rywalizacji między Klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia?
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Otworzyła oczy, dostrzegając przed sobą towarzyszące okoliczności tego niezwykłego snu. A może wcale nie było to takie dziwne? Przecież czasem śniły się rzeczy, o których myślało się przed snem – a ona, najwyraźniej naprawdę zmęczona wędrówką, ostatnie co widziała przed tym odpoczynkiem, to swoją mistrzynię i siostrę. Obecność Bobrzego Boru też nie powinna chyba być aż tak zaskakująca – przecież też był bliskim medykiem, tym, który jako pierwszy pokazał jej tę ścieżkę. I to nie tak, że śniła o nim po raz pierwszy, chociaż teraz wyglądał zdecydowanie przyjemniej niż przy wszystkich razach, gdy budziła się w nocy po jego śmierci, upewniając się, czy wszystkie koty wokół w Korzennej Jamie wciąż żyją.
To wszystko dało się wytłumaczyć w ten sposób, słuchając opowieści o tym, w co wierzyły niektóre głupie koty wokół, mogła zacząć sobie to wyobrażać i teraz, w tym nieprawdziwym świecie mogło przez chwilę wydawać się chociaż trochę realne. Jednak Ciernista Łapa była zbyt mądra, by w to uwierzyć, zdawała sobie sprawę z tego, co się tu działo. Co powinna zrobić? Oddać się temu snu, czy spróbować wyrwać się z niego jak najszybciej i wrócić do rzeczywistości? Chyba powinna dać sobie wypocząć jeszcze trochę, nim znów będzie musiała przejść drugi raz całą tą bezsensowną trasę wędrówki. - Witaj, Bobrzy Borze. Nie spodziewałam się ciebie już kiedykolwiek spotkać… Co myślisz o wszystkim, co się stało, od kiedy odszedłeś? – Co jej wewnętrzny, wyobrażony Bóbr mógł o tym myśleć? Nie spodziewała się, by był koniecznie dumny z jej próby otrucia zastępcy, ale też nie tego, by był zadowolony z poczynań swojego panującego w klanie brata. Chyba powinna znać każdą z jego odpowiedzi, był przecież jej własnym wytworem, niczym, czego nie mogłaby kontrolować. - Przysięgam. – Odpowiedziała mistrzyni, głosem spokojnym, ale z jakimś wewnętrznym rozbawieniem. Bo przecież nie działo się to naprawdę, jej słowa tu nie znaczyły nic. Mogła jej odpowiedzieć cokolwiek, nic by to nie zmieniło. Czasem, wychodząc poza granice klanu, spotykając koty, które do niego nie należały, Gąszcz czuła się wolna, nieobciążona niczym, co towarzyszyło jej na co dzień – ale tutaj, w krainie, której w ogóle nie było, mogła to poczuć tym bardziej.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Drobna, i lekka, o ślicznym, smukłym pyszczku. Jest niziutka, na wszystko i wszystkich musi zadzierać głowę. Jej futerko jest niezwykle puszyste, ale dość roztrzepane, długie, szylkretowe, gdzie na przemian mieszają się barwy szarego i piaskowego. Pręgi układające się na sierści przyjmują tygrysi wzór. Prawa część czoła to w większości niebieski kolor, lewa zaś kremowa. Losowa niebieska plamka pojawia się obok nosa po jego prawej stronie. Tułów to nierównomierna mieszanka kremu i szarości, gdzie tego pierwszego jest więcej po prawej stronie, na boku ciała. Niebieskie plamy występują dodatkowo na obu przedramionach na tej samej wysokości. Biel oblewa jej pysk i policzki, spływając na całą pierś, tworząc kołnierz na szyi oraz wysokie, sięgające łokci skarpetki (z wyjątkiem dwóch palców prawej łapy, które są niebieskie). Dalej ciągnie się po brzuchu i tylnych łapach, choć tam sięgają tylko do połowy pięt. Ponad różowo-ceglastym nosem widnieje szaroniebieskich ślepek, które wkrótce przyjmują barwę na pograniczu niebieskiego i zielonego.
Cichsza i spokojniejsza, niż kiedyś. Choć wciąż przepełniona dobrem i współczuciem, doskonale zdaje sobie sprawę z paskudztwa tego świata, bo nieraz się o nim przekonała. Mniej ufna i łatwowierna, niż wcześniej, a do tego bardziej pamiętliwa i ostrożna, starająca się podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Cierpliwa, choć dość stanowcza, gdy trzeba, zwłaszcza, gdy dotyczy to zagadnień medycznych, a jej pacjenci nie są zbyt... rozsądni. Pełna wątpliwości, częściej chodzi zamyślona, pochłonięta swoimi własnymi myślami i scenariuszami, a przy tym najbardziej surowa zdaje się być jedynie dla samej siebie. O wiele bardziej ceni sobie teraz równowagę, ciszę i porządek.
wartki potok & żółtko [cień]; grzechotnik [samotnik]; polny chwast [gk]
XXXXOtworzyłam oczy leniwie, budząc się pośród jeziorka otoczonego ukwieconą polaną… widząc Bobrzy Bór po chwili. Przez zaciśnięte gardło nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Oczy zaszły mi łzami i choć żadna z nich nie spłynęła po policzku - ciężko było mi zachować już jakąkolwiek powagę. Tak dawno go widziałam, wyglądał tak zdrowo i w pełni sił… uśmiechnęłam się w jego kierunku, pociągając nosem. Nie mogłam się tutaj przecież tak zupełnie rozkleić. Pomimo tego, że odczuwałam nieco mieszane emocje w jego kierunku, przez długi czas czułam się po prostu przez niego zostawiona, porzucona… to chyba nie mogłam tak po prostu o nim zapomnieć. To dzięki niemu wybrałam ścieżkę medyka i powinnam była mu być za to wdzięczna… albo go nienawidzić. Bo wciąż nie czułam się na tyle doświadczona, aby zostać pełnoprawnym medykiem. Jednak moje obawy zostawiałam dla siebie. XXXX– Jak dobrze cię widzieć, wujku – powiedziałam jedynie, bo na więcej nie było mnie stać. Rozryczałabym się od razu. Otrzepałam się, biorąc głęboki wdech, gotowa na to, co miało zaraz nadejść. Słuchałam Rwącej Zawiei uważnie, co chwila łypiąc także i na mojego wujka, nie mogąc się na niego napatrzeć. Jego obraz z pewnością zostanie w mojej głowie. XXXX– Przysięgam – powiedziałam, głośno i wyraźnie, oczekując dalszego przebiegu wydarzeń z niecierpliwością.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Czekałam aż terminatorki przysięgną, abym mogła kontynuować mianowanie. Wiedziałam już jakie imiona im nadam. Wiedziałam, jakie rangi dostaną. Nie mogły być gorsze od Czosnkowego Kwiatu, która swoją rangę dostała z przypadku i trucia zadku Huragan. A Huragan był zbyt słaby aby się nie zgodzić. Nie, żebym utrzymywała z rodzeństwem pozytywnie nacechowane relacje - potrzebowałam natomiast sojusznika i nie zamierzałam się z nim spierać. Nie, póki nie było to konieczne.
- Tak więc z mocą Gwiezdnego Klanu, mianuje was medyczkami. Ciernista Łapo, od dziś nosić będziesz miano Ciernistego Gąszczu. Migocząca Łapo, ty znana będziesz jako Barwnoskrzydła. Gwiezdny Klan podziwia waszą determinację w dążeniu do celu, oraz wybacza pewne błędy z przeszłości. Witam was jako pełnoprawne medyczki Klanu Cienia. - koniec. Ceremonia zakończona.
- Spojrzałam na obie terminatorki i nie czułam… nic. Żadnej dumy. Żadnej ekscytacji. Obdarzyłam je lekkim uśmiechem, jednakże w środku nie czułam żadnego szczęścia związanego z ich mianowaniem. Ulgę, jeśli już. Skończyłam oba treningi, nie musiałam poświęcać na to więcej swojego czasu. Nie byłam jednak dumna, ani nic w tym stylu. Nie mianowałabym je na medyczki, gdyby Huragan nie mianował wcześniej Czosnek na tą samą rangę. Nie uważałam, aby ktokolwiek z tych kotów na nią zasługiwał. Mieli w łapach wiedzę, jakiej nie potrafili w pełni wykorzystać.
Po skandowaniu imion medyczek, skierowałam swoje spojrzenie na Bobrzy Bór. Dałam czas jemu i byłym terminatorkom na radość po ceremonii. Kiedy jednak ta chwila minęła, potrzebowałam poznać odpowiedź na nurtujące mnie - i pewnie całą kadrę medyczną - pytanie.
- Co się dzieje z Psią Gwiazdą i czemu traci życia? - zapytałam wreszcie, po głuchej chwili ciszy.
Mistrz: Mroźna Noc/Gwiazda Płeć: kocur Partner: Już na zawsze razem w Gwiezdnym Klanie.
Bardzo wysoki i smukły kocur z śnieżnobiałą sierścią i ciemnym, prawie czarnym znaczeniem color point jak u syjamów. Ma wielkie, nieco skośne niebieskie oczy i garbaty nos, oraz długi, cienki ogon. Jego sierść jest krótka ale gęsta. Ma duże, lekko zaokrąglone uszy i trójkątny pyszczek. Na tylnej łapie jest długa, ciągnąca się od kostki aż po poduszeczkę blizna po psich zębach.
Na co dzień raczej uprzejmy i miły, nie wdający się w konflikty, acz zawsze jakoś jest w nie wplątany. Cierpliwy, spokojny, nie jest wścibski. Inteligentny, choć czasem z jego bystrością bywają problemy. Jest lojalny i honorowy, lecz mimo wszystko nie pała nienawiścią do tak zwanych w jego klanie "zdrajców" i z natury ma raczej miękkie serce. Choć potrafi być naprawdę wredny i uparty.
To już nieważne.
Niestety, Rwąca Zawieja nie uzyskała odpowiedzi od Bobrzego Boru, a obraz poprzedniego medyka zaczął rozmazywać im się przed oczami, jakby połączenie się urwało.
Barwnoskrzydła oraz Ciernisty Gąszcz obudziły się przy sadzawce, gdy Rwąca Zawieja znalazła się w lesie. W jej stronę zaczął iść szczupły, wysoki kocur o białym futrze które było czarne na łapach, pysku, ogonie i uszach. Migotał niczym nocne niebo a zapach na sobie nosił Klanu Cienia. xxx - Nazywam się Niebiańska Cisza i byłem niegdyś zastępcą Klanu Cienia. - powiedział łagodnym, ale poważnym głosem - Musicie natychmiast wrócić do swojego obozu - las wokół nich zaczął ciemnieć, a gwiazdy wokół nich gasnąć, jakby Rwąca Zawieja zaczęła zatapiać się w ciemności, a do jej uszu dobiegł z oddali jazgot sfory psów - Mrok pochłania ten Klan. Proszę, nie dopuśćie, by jego członkowie całkiem stracili możliwość oglądania Gwiazd - Kocur zniknął, ale jazgot psów w uszach medyczki nie ustawał. Czarne niebo przecięła błyskawica, i w krótkim rozbłysku światła Rwąca Zawieja ujrzała, jak suche drzewo znajdujące się najbliżej niej z łoskotem upada na ziemię, zamieniając się w drzazgi.
Wtedy wizja się urwała, a kocica obudziła się u boku swoich towarzyszek. Słońce już uniosło się znad widnokręgu, zwiastując nowy dzień.
Spójrz na gwiazdy. To z nich patrzą na nas wszyscy władcy z przeszłości. Jeśli będziesz samotny, nie zapomnij, że ci królowie pospieszą ci z pomocą. I ja także.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Nie byłam przygotowana na to, że sylwetka Bobrzego Boru zacznie mi się rozmazywać przed oczami. Barwnoskrzydła i Ciernisty Gąszcz zniknęły, a ja nagle znalazłam się w lesie. Zmrużyłam podejrzliwie ślepia, rozglądając się nieufnie po nowym otoczeniu. Dopiero po chwili dostrzegłam białego kocura z czarną maską na pysku oraz ciemnymi łapami i ogonem oraz uszami. Był Gwiezdnym, byłym członkiem Klanu Cienia, sądząc po zapachu, jaki od niego bił. I nie myliłam się, gdyż zdążył mi się przedstawić.
Lekko kiwnęłam mu głową na powitanie, przyglądając się mu uważnie. Nadstawiłam uszu, gdy postawił mnie przed dość straszliwą wiadomością o tym, iż mamy wracać do obozu. Las pociemniał, gwiazdy zgasły. Mrok zaczął mnie pochłaniać. - Niebiańska Ciszo, stój! Mam jeszcze parę pytań! - wrzasnęłam w ciemność. Zamiast tego usłyszałam jedynie straszliwe proroctwo, a do moich uszu doszedł psi jazgot. Niebo przecięła błyskawica, a drzewo obok mnie runęło na ziemię. Wizja się skończyła.
Wciągnęłam głęboko powietrze w płuca, kiedy obudziłam się przy Szepczącej Sadzawce. Na litość Gwiezdnych, słońce wschodziło na nowo po niebie. Byłyśmy u Gwiezdnych cały dzień i noc. Wiedziałam jednak, że coś się działo. Wstałam nagle, spoglądając na nowomianowane medyczki.
- Wracamy do obozu. - zarządziłam szybko - Coś strasznego stało się w domu - dodałam, aby opowiedzieć im o swojej wizji w drodze na terytorium Klanu Cienia. Oczywiście, że jak tylko wyszłam z obozu, to coś musiało się zawalić. Otaczali mnie sami kretyni, po których, jak zwykle, musiałam sprzątać.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Urywające się nagle sny, pozostawiające koty bez odpowiedzi nie były przecież niczym dziwnym. Tak się czasem działo, coś budziło kogoś, kto myślał, że ma jeszcze czas na odpoczynek i przywracały do zwykłej rzeczywistości. Tym razem również wydarzyło się to całkiem nagle, w jednym momencie Bobrzy Bór był, a w drugim już gonie było. Widocznie i teraz musiał odejść, jak z ich prawdziwego życia, nie mając im do przekazania już nic więcej.
Nic, co przestraszyłoby medyczkę bardziej niż inne sny, które miałaby w życiu, nic, co byłoby od nich bardziej prawdziwe. A jednak wschodzące słońce zdołało obudzić zarówno ją, jak i jej towarzyszki, wskazując, że naprawdę nadszedł czas by wracać.
Spojrzała z pewnym zdziwieniem na mistrzynię, która teraz uznała, że zostawianie wszystkich samych na tak długi czas jednak nie było dobrym pomysłem (dlaczego nie pomyśleć o tym wcześniej, zamiast ciągnąć je na tak daleką wyprawę?), ale nie zamierzała tego w żaden sposób komentować. Zresztą, dziwniej by chyba było, gdyby okazało się, że w Obozie nic nie zdążyło się zepsuć pod ich nieobecność.
// zt
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too