Logo Artemidy
Wyprawa Ośmiookiego i Spopielonej Polany
#61
XXXXDecyzja ta była praktycznie niemożliwa do podjęcia w pojedynkę. Zbyt wiele ważyło się na szali. Polny Chwast słuchał w skupieniu Ośmiookiego. Kocur był zdeterminowany, jednak czy to było wystarczające? Czy rzeczywiście był odpowiednim kandydatem? Czy Spopielona Polana nim była? Żadne z nich nie wiedziało, co tak naprawdę je czeka, z czym przyjdzie im się mierzyć w niedalekiej przyszłości. Mogli jedynie snuć, domyślać się, obiecywać…

XXXX– Nie żyje – odpowiedział na jej pytanie, gorzko, z tonem ponurym niczym burzowe obłoki na niebie. Nie potrafił przeboleć okropnego losu, jaki sam zgotował sobie jego własny syn. – I niestety, nie znalazł swojego miejsca w Gwiezdnym Klanie – dodał, odwracając się, wsłuchując w dalsze słowa Spopielonej Polany, kilka gwiezdnych kotów wystąpiło w jego kierunku, jednak ich sylwetki nie były rozpoznawalne dla żadnego z przybyszy. Po wysłuchaniu słów zarówno Polany, jak i Pająka, Polny Chwast na moment oddał się rozmowie z innymi Gwiezdnymi, pełnej szeptów, potakiwań, zaprzeczeń. Jednak w pewnym momencie wszystkie koty jednogłośnie kiwnęły swoimi głowami, a przestrzeń dookoła rozjaśniała. Podjęli decyzję. Bury kocur odwrócił się w stronę dwójki przybyszy, nabrał powietrza i odetchnął głęboko, wypinając pierś.

XXXX– Piastowałeś rangę zastępcy Psiego Serca najdłużej, Ośmiooki, widziałeś, co robi, jak postępuje i jaki jest. Do czego dąży. Nie negujemy twych intencji, czystości serca, z jaką mówisz, jednak nie jesteśmy w stanie powierzyć ci tak zniszczonego już Klanu. Potrzebuje on pewnego lidera, wiedzącego, czego chce. Polano, przeszłaś długą drogę i pomimo tego, jak zostałaś wychowana, jakie wartości zostały ci wpojone, przejrzałaś na oczy i zdecydowałaś się na podjęcie działania. Wierzymy w Ciebie, jednak wiedz, że wystarczy jeden błąd, choć jeden twój czyn, który spowoduje, że zwątpimy, a życia zostaną Ci odebrane – przestrzegł, głosem mocnym, ostatecznym. Wyrok zapadł.

XXXXGwiezdny Klan podjął decyzję. Ośmiooki nie mógł być przy tym, co miało się teraz stać. Koty Gwiezdnego Klanu otoczyły Spopieloną Polanę, a on został sam. Z delikatnym podmuchem wiatru nagle się obudził ze snu. Zdezorientowany, ale mógł zobaczyć jedno. Polana dalej była z Gwiezdnymi.

XXXXPolny Chwast skierował swoje kroki w stronę czarnej wojowniczki.

XXXX– Nadszedł twój czas. Jednak aby otrzymać nowe życia, musisz wpierw pożegnać się z tym, którym żyłaś do tej chwili… – Spopielona Polana mogła czuć gorąco. Gorąco takie, jak nigdy wcześniej jej nie spotkało. Czuła przeraźliwy ból w kościach i w mięśniach. Jej gardło się zacisnęło, tak, aby nie mogła krzyczeć. Nie miała jak krzyczeć czy płakać. Czuła się nagle słaba, jakby walka i każde ostrzeżenie Gwiezdnych wyssało z niej… życie. I tak było. Jakby umarła. Prawdziwie i na zawsze.

XXXXAle tak nie było. Spopielona Polana musiała umrzeć, Psia Córka musiała umrzeć, aby się mogła narodzić nowa przywódczyni Klanu Cienia. Przywódczyni, która nie straci swoich kotów, która nie spali swojego Klanu.

XXXXTo właśnie on wystąpił przed szereg kotów jako pierwszy. Czarny, masywny kocur. Z blizną przez gardło i bark, z naznaczeniem od pioruna, pajęczyna przez cały bok. Ten, który sam siebie pozbawił życia, tak chwilę temu. Futro naznaczone Gwiazdami i pyłem.

XXXX– Kuzynko – zaczął, spokojnym tonem głosu. Złote ślepia były chłodne, ale… łagodne. Nie było w nich znaku cierpienia, smutku, żalu. Jedyny żal, który Szumiący Wodospad czuł, to ten do samego siebie. – Spopielona Polano, Gwiezdny Klan nam dał obydwóm szansę. Gwiezdny Klan Ciebie wybrał. Czuję jedynie żal, że nie będę mógł tego… we własnej osobie doświadczyć – kontynuował, podchodząc powoli do kocicy. Gwiezdny pył powoli opadał z jego futra, na niewidzialną ziemię. – Z pierwszym życiem daję ci Czystość Umysłu. Nie popadnij w to samo szaleństwo co Psie Serce. Nie popadnij w to samo szaleństwo, w które my wpadliśmy. Umarłaś raz, jako Psia Córka. Urodziłaś się teraz, z nowym, czystym życiem. Z życiem, które ma ci pomóc widzieć, myśleć, czuć czysto – zdawało się, że Szum mówił i mówił. Chciał tak wiele przekazać swojej kuzynce. Tej, wraz z którą miał krew na łapach. Zbliżył się jednak w końcu i dotknął zimnym nosem jej czoła.

XXXXPrzez ciało wojowniczki przeszedł zimny dreszcz, a jej łapy ciążyły. Mogła poczuć, jakby została siłą wrzucona do lodowatej wody. Mogła poczuć, jak kryształki lodu wbijają się w jej ciało, wchodzą do jej układu oddechowego. Wszystko, aby utrzymać jej czysty umysł. Nagle wszystko się zatrzymało, a Szumiący Wodospad stał trochę dalej. Z delikatnym uśmiechem.

XXXX– Pamiętaj moje słowa, te przed śmiercią też. Poradzisz sobie – odparł, ciepłym tonem głosu. Tak, jakby mówił do swego kocięcia. Zamknął oczy i pochylił się Polanie. I odszedł, w tłum Gwiezdnych.

XXXXKolejny kocur czekał spokojnie, aż Szumiący Wodospad skończy żegnać się ze swoją kuzynką. Następnie wyszedł, z gracją. Rude futro przyozdobione gwiazdami delikatnie falowało, kiedy zbliżał się do czarnej kotki. W końcu przemówił.

XXXX – Klan Cienia przetrwał wiele. Doskonale pamiętam, gdy trucizna zaczęła się rozprzestrzeniać ale sądziłem że Polna Gwiazda sobie z tym poradził. Przed tobą ciężkie zadanie, Polano. Musisz udowodnić nie tylko swojemu klanowi, że jabłko czasem pada daleko od jabłoni, ale musisz to udowodnić również nam. Przeszłaś długą drogę i wierzę, że ci się uda. Masz w sobie krew nie tylko Polnej Gwiazdy, ale i Krogulczej Gwiazdy. Sam miałem kiedyś stać w tym miejscu, choć możesz nie wiedzieć kim jestem. Płynie w tobie moja krew, Polano, ta sama która płynęła w twoim ojcu i twoim dziadku. Wyciagnij lekcję z błędów twoich poprzedników, z moich błędów. Ode mnie otrzymasz Rozwagę. To coś, czego mi brakowało podczas kadencji jako zastępca. Będzie ci to potrzebne do zjednoczenia klanu – powiedział, odchodząc w cień. Trucizna zaczynała się rozprzestrzeniać już za jego czasów, jej uosobieniem był wówczas Olchowy Szept, który wiecznie knuł i szeptał Wężowej Gwieździe do ucha coś, czego nikt nie był w stanie zweryfikować. Gdyby wiedział, że podobna lub o wiele gorsza trucizna wyrośnie z jego gałęzi, z pewnością zrobiłby coś wcześniej. Teraz jednak było już na to za późno. Pozostało mieć nadzieję, że Polana, jego prawnuczka poradzi sobie i uniesie to brzemię.

XXXXZ tłumu wyszedł uśmiechnięty kocur, błyszcząc srebrem i miłością.

XXXX– Witaj, Spopielona Polano. Jestem Wilczy Szlak, a moim ojcem był Wężowa Gwiazda. Widzisz, oboje mamy taki sam początek, ale nasze losy potoczyły się zupełnie inaczej. Ty swojego ojca kochałaś, bo zostałaś wychowana tak, by tylko o tym myśleć. Mój ojciec praktycznie nas nie wychował i nienawidziłem go za to. Za jego czasów w Klanie Cienia nie wiodło się dobrze i po wielu księżycach marnego życia zdecydowałem się odejść, by w końcu zaznać szczęścia. I hej! Udało się! Nawet na tyle, że pod koniec życia wróciłem do Klanu Cienia, gdzie poznałem twojego dziadka, Polną Gwiazdę. I teraz, po tych wszystkich latach, widzę, co jest koniecznie potrzebne w mierzeniu się z trudnymi sytuacjami. Dlatego pragnę ci dać pogodę ducha. Byś nie upadała, gdy wszystko będzie zbyt ciężkie i byś dała sobie radę nawet podczas swoich najmroczniejszych momentów. Wierzę, że ci się to przyda. Powodzenia!

XXXXW końcu też z tłumu ukazała się sylwetka spięta i niezadowolona. Sylwetka biała, ponura, którą Polana mogła rozpoznać. Śpiewająca Knieja nie wyglądała na zadowoloną, ale nie wyglądało też, jakby zamierzała sobie odpuścić.

XXXX– Nie chciałam, by to się tak potoczyło. Liczyłam na to, że mimo moich niepowodzeń mojemu synowi uda się uprzątnąć ten syf. Ale ostatecznie to ty tutaj stoisz. Chcę ci dać odwagę byś zmierzyła się z dziedzictwem, które nasza rodzina ci zostawiła. Byś nie poddała się, gdy klan będzie ci przeciwny. Byś miała odwagę zmierzyć się ze zmianami i samej je wprowadzać. Odwagę, by słuchać, a nie tylko zamykać się we własnym świecie. Ale pamiętaj: jeden zły krok i osobiście ci to życie odbiorę.

XXXXPieśń przekazała życie Polanie i było w tym zimno. Przez chwilę Polana mogła czuć pełnię samotności, nienawiści i konfliktów jakie toczą Klan Cienia. Była tam i wszyscy jej nienawidzili, była tam i wszystko było nie tak. Ale zamiast zostać przez to przygnieciona, zapalił się w niej wewnętrzny ogień. Ciepło rozpłynęło się od jej serca do umysłu, a następnie do każdej z kończyn. Miała siłę by sprostać temu. Miała chęci i umiejętności. A przede wszystkim miała odwagę, by powiedzieć dość i wprowadzić jakże potrzebne zmiany.

XXXXZaraz po Śpiewającej Kniei wyszła z tłumu kolejna kotka. Niebieska gwiezdna zbliżyła się do Spopielonej Polany, z radością w kroku i wielkim uśmiechem na pyszczku. Była lekka. Jakby wszystko to, co się wydarzyło w życiu Klanu Cienia jej… nie dotyczyło.

XXXX– Cześć Polana! Jestem Ćmi Pyłek. Jestem partnerką Śpiewającej Kniei, i przyszłam tobie dać życie, bardzo potrzebne – uśmiech wojowniczki był prawie zarażający, a bijące od niej ciepło przytłaczające. – Kocham Klan Cienia, tak samo jak ty. Więc z tym życiem daje ci dar ciepła. Bo aby dobrze prowadzić Klan, musisz go ciepło, zawzięcie kochać!

XXXXPo tym kocica dotknęła czoła Spopielonej Polany. W ułamku uderzenia serca przez ciało czarnej kocicy przeszło przerażenie. Czuła żal, czuła się jak matka, której umarło któreś z jej kociąt. Mogła usłyszeć krzyk boleści. Widziała chłód w obozie Klanu Cienia, jak się wszystko rozpada. Wizja nagle przeminęła, a przez całe ciało Spopielonej Polany przeszło ciepło. Widziała rozwijający się Klan, widziała nowe pokolenie Klanu Cienia. Widziała miłość, która dominowała w Klanie. Otworzyła oczy, a Ćmi Pyłek była przy Śpiewającej Kniei, bok w bok. Ogony splecione ze sobą. Spokojne.

XXXXNastępna przed szereg wyszła jasna postać. Kremowe futro, z rudymi zabarwieniami na ogonie i pyszczku. Wysoka kocica, o poważnych, niebieskich oczach. Z gracją pochyliła łeb przed Spopieloną Polaną, witając się z nią.

XXXX– Witaj, Spopielona Polano – przemówiła, prostując się przed wojowniczką. – Mam na imię Płomykówkowy Lot. Byłam przywódczynią naszego Klanu, jeszcze przed Krogulczą Gwiazdą. Otrzymasz ode mnie dar autorefleksji. Aby nigdy duma nie pochłonęła tego, jak myślisz. Abyś nigdy nie podjęła decyzji tylko dla własnych korzyści. Abyś dążyła zawsze do tego, aby być lepszą wersją siebie.

XXXXKremowa kocica dotknęła czoła Spopielonej Polany, dając jej kolejne życie. Nagle nad jej sercem zawładnęła chciwość. Chciała jak najwięcej zwierzyny, jak najwięcej terenu i jak największe legowisko. Chciała wszystkiego, co widziała. W szumie myśli była przytłoczona, aż gwałtownie nie nastała cisza. Spopielona Polana mogła w ciszy, spokoju i z pewną czystością i krytyką podejść do samej siebie. Do jej zachowań, do tego co zamierzała zrobić w przyszłości. Poczuła się pewniej, ale też odczuła powagę każdej decyzji, którą teraz będzie podejmować.

XXXXPłomykówkowy Lot zniknęła. Po krótkiej, dla Polany trwającej jednak całe wieki ciszy, z ciemności wyłoniła się niewielka, drobna sylwetka. Bardzo dobrze jej znana, widywana przecież w obozie codziennie, zwłaszcza w Lecznicy. Zaraz… co jednak mogła ona robić tutaj? Na srebrnej skórce? Barwnoskrzydła podeszła do niej, powoli, z gwiezdnym pyłem intensywnie obsypującym jej grzbiet. Była wyraźnie młodsza, niż Polana ją pamiętała.

XXXX– Tak wiele wydarzyło się w naszym Klanie podczas waszego zniknięcia i wizyty tutaj… – zaczęła, pochylając powoli głowę. Co ona tutaj robiła? Przecież kiedy opuszczali obóz, medyczka była cała i zdrowa. Och, cóż też porobiło się podczas ich nieobecności? – Cieszę się, że Psie Serce nie wygrał, cieszę się, że Klan Cienia w końcu odbije się od dna, nawet, jeśli inni przypłacili za to swoimi życiami. Daję ci dar sprawiedliwości, abyś była w stanie spojrzeć na wszystko bystrym i obiektywnym wzrokiem, abyś potrafiła stanąć ponad podziałami i podjąć odpowiednią decyzję, nie zważając na trudy, z jakimi przyjdzie ci się mierzyć – powiedziała, a Spopielona Polana poczuła po krótkiej chwili… ciężar. Jakby opadający na jej barki. Na jej grzbiet. Na szyję. Ciężar tego, co będzie dźwigać od momentu, w którym wybudzi się ze snu, ciężar władzy, odpowiedzialności. Jednak było w nim coś motywującego, była w nim determinacja. Coś, czego potrzebowała. Barwnoskrzydła z mdłym uśmiechem wycofała się w cień.

XXXXPo krótkiej chwili z tłumu wyszedł długowłosy, rudo-biały kocur. Ze spokojem spoglądając na kocicę, stanął na lisią długość przed nią i pochylił łeb w powitalnym geście.

XXXX– Nie zdążyłaś mnie poznać, moja droga, zmarłem tuż przed waszymi narodzinami. Jestem Niedźwiedzi Ryk, twój wuj, brat Psiego Serca, a przez jakiś czas również i jego zastępca. Jesteś silna, pełna dobrej woli i oby tak pozostało. Moim darem dla ciebie jest pracowitość. Abyś nigdy nie zapomniała, jaki jest cel twojej pracy, abyś niosła to brzemię z wysoko uniesioną głową, bo twoi klanowicze będą od tego momentu na tobie polegać – przekazał jej swój dar, w którym było pełno hałasu, dudniło jej w uszach od setek głosów, jakby wszyscy Gwiezdni zaczęli mówić na raz, każdy co innego, każdy o coś prosił, każdy chciał, pytał, radził się. W darze tym było oddanie pracy, oddanie temu, co kształtowało wojownika, obowiązki. Których od dziś mieć będzie znacznie więcej. I oby im podołała. Oby była na to gotowa.

XXXXNiedźwiedzi Ryk wrócił do tłumu, mijając się ze swym ojcem, Polnym Chwastem, wymieniając niemymi skinięciami głową. Bury kocur jeszcze raz stanął przed czarnofutrą wojowniczką. Z dumą w oczach.

XXXX– Spopielona Polano – odezwał się wzniośle. – Ode mnie otrzymasz swój ostatni dar. Być może najważniejszy. Lojalność. To, co robisz, robisz dla Klanu Cienia. Zmieniłaś się dla Klanu Cienia. Oni są dla ciebie, ty jesteś dla nich, przywódca nie istnieje bez Klanu, a Klan bez przywódcy. Niech twoja lojalność pozostaje wraz z nimi wszystkimi, słuchaj ich głosu, słuchaj ich problemów, płaczów, krzyków i zwierzeń, bądź dla nich wsparciem, bo tego będą teraz potrzebować – rzekł, dotykając swym nosem jej czoła i przez ciało Spopielonej Polany przeszedł wstrząsający dreszcz. Zadygotał całym jej ciałem. Przez moment przeszła przez nią fala wstydu, ogromnego wstydu, niczym kocię, które potknęło się prosto w kałużę błota. Jednak po kilku uderzeniach serca fala przeminęła. Mogła być pewna. Stanęła po właściwej stronie, po tak długim czasie - podjęła właściwą decyzję.

XXXX– Dokonało się. Od dzisiejszego dnia Klan Cienia ma nowego przywódcę. Gwiezdny Klan i Klan Cienia wita cię, Spopielona Gwiazdo. Nie zawiedź siebie, swojego Klanu. I najważniejsze, nas – przemówił pewnie dziad Spopielonej Gwiazdy, a zaraz po jego słowach obecne na srebrnej skórce Gwiezdne koty zaczęły skandować jej imię.

XXXXJej nowe imię, nowe życia i słowa Gwiezdnych szumiały w jej głowie. Nad jej głową zabłysła Gwiazda. Teraz była jedną z nich. I jeśli chciała taką zostać, musiała być uważna oraz lojalna swojemu Klanowi. Nie została wybrana przez Gwiezdnych, tak jak Psie Serce jej mówił. Wywalczyła wszystko, co tutaj się stało. Zaraz po tym obudziła się przy tafli wody.

XXXXUdało się. Była nowym przywódcą Klanu Cienia, z własnej woli. Nie tej Psiego Serca.


+15 exp dla Spopielonej Gwiazdy
+15 exp dla Ośmiookiego
+10 exp dla Błekitnego Bajorka

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
Pieskie dni dobiegły końca a Klan Cienia musiał odrodzić się z popiołów, powstać z ruiny którą pozostawił jej ojciec. To, czy na czele tejże ruiny stanie ona czy jej kuzyn nie miało już znaczenia - oddała swój los w łapy Gwiezdnego Klanu. Zawsze wiedziała, że istnieją, nigdy w to nie wątpiła, wiedziała, że istnieją i że są wściekli, że byli wściekli wtedy, gdy odebrali Psiej Gwieździe jedno z żyć na oczach całego Klanu. Wiedziała, że istnieją i nigdy więcej nie zamierzała kwestionować ich woli. Już dość.

Zawsze wierzyła w czyny swego ojca bardziej, niż w przodków - już dość, koniec pieskich dni, ona, wolna, choć nigdy wyzwolona, na zawsze jego... przyszła po to, co do niej należało. Tak sądziła, z tym celem wyruszyła. Co jednak do niej w istocie należało, co było jej pisane, czego chciał od niej Gwiezdny Klan, jaki los miała zapisany w gwiazdach? Wierzyła, że narodziła się aby dokonać wielkich rzeczy, wierzyła w to całe swoje życie - aż do teraz.

Gdy pierwszy raz zwątpiła w Psią Gwiazdę, Spopielona Polana umarła po raz pierwszy, umarł fragment jej, jej pierwotnej, oryginalnej duszy. Wstyd rozpalał jej ciało i umysł i zlodowaciałe serce; wypierała go przez całe księżyce, podążając ślepo za Psim Sercem, bowiem nie istniała nigdy poza to. Zrobiła tak wiele złych rzeczy. Gwiezdny Klan był wściekły, a ona widziała na własne oczy to, do czego prowadziło dalsze podążanie szlakiem który przetarł jej ojciec. Zrobiła wiele złych rzeczy, nie była dobrym kotem, a jednak miała nadzieję - liczyła, że Gwiezdny Klan da jej drugą szansę. Liczyła, że jeśli nie Gwiazdą, zostanie dalej wojownikiem i będzie służyła Klanowi Cienia najlepiej, jak potrafi.

Umarła po raz drugi, kolejna część jej duszy obumarła słysząc z pyska dziada, iż Psia Gwiazda padł. Poległ, zmarł, gdy ta wyszła z obozu - zostawiła Klan bez przywódcy, przodkowie jedni wiedzą, co się teraz tam działo. Miała złe przeczucie, jednak bardziej niż złe przeczucie szargała jej jestestwem najbardziej pierwotna, skrajna emocja. Panika. Jej ojciec nie żyje. Psie Serce nie żyje, umarł, trafił do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, tam, gdzie było jego miejsce. Gdzie było jej miejsce, obok niego - a jednak, stała tutaj, wśród kotów utkanych z gwiezdnego pyłu. Wzięła głęboki oddech, drżący, czując, jak robi jej się słabo. Umarł król... niech żyje...?

Polna Gwiazda odezwał się do Pająka a Polana wstrzymała oddech, słuchając słów dziadka, wpatrując się w niego i w kuzyna w oczekiwaniu, w napięciu. Słuchała i nie dowierzała temu, co słyszy. Klan potrzebuje pewnego lidera, lidera, który wie czego chce. Ona kimś takim była, wiedziała, że była - i Gwiezdny Klan też to wiedział. To nie było zwycięstwo po które tutaj szła pierwotnie, to nie była nagroda za nic, to była kara. Ciernista korona kłująca ją w skronie, brzemię pod którego ciężarem giął się jak dotąd niezłomny kręgosłup; pokuta, szansa na naprawę tego, co zrujnował jej ojciec, szansa na naprawienie grzechu, zrzucenie z siebie klątwy jaką był jej rodowód.

Czy było to możliwe? Pozbyć się klątwy Psiej Krwi? Urodziła się Psią Córką i umrze Psią Córką. Ośmiooki zniknął, rozpłynął się. Polana zamarła, wpatrzona w dziadka. Urodziła się Psią Córką, umrze Psią Córką - teraz, tutaj, na Srebrnej Skórce, spalona, spopielona, powstała z popiołów. Zanim zdołała otworzyć pysk, spróbować się odezwać, jej ciałem ogarnął gorąc tak okropny, tak nieznośny, rozpalający każdą komórkę jej organizmu, spalający jej mózg, mięśnie, układ nerwowy, duszę. Spopielona Polana umarła po raz trzeci, po raz ostatni.

Odrodziła się na nowo, łapiąc haust powietrza jakby została wyciągnięta spod powierzchni wody. Umarł król, niech żyje...

Nie wiedziała skąd i kiedy pod jej powiekami pojawiły się łzy i nie potrafiła, ani nie próbowała ich zatrzymać. Płynęły po jej pysku bezwiednie, zupełnie niekontrolowanie, jak dwa strumienie. Jakby jej dusza została oczyszczona, jakby w istocie Polana narodziła się na nowo, jakby wypłakiwała z siebie grzech, ból, wstyd, nienawiść wobec ojca, wobec Ośmiookiego, wobec samej siebie, wobec całego okropnego świata w którym przyszło jej żyć; jakby była pokrzywdzonym kocięciem, nie wojownikiem, nie materiałem na przywódcę. A jednak - jednak Gwiezdny Klan podarował jej drugą szansę. Powinna była umrzeć... umarła. Odrodziła się z popiołów, odmieniona. Wyzwolona.

Ale nigdy wolna. Nigdy nie mogła być prawdziwie wolna od Psiej Gwiazdy, od swojego rodowodu, od krwi w swoich żyłach. A teraz leżało na jej barkach nowe brzemię, nowa odpowiedzialność. Patrzyła, słuchała, odczuwała rzeczy których nie czuła nigdy dotąd. Patrzyła z lekko uchylonym pyskiem jak wynurza się przed jej oczyma Szumiący Wodospad, ten, który jeszcze chwilę temu zniknął pod powierzchnią toni Szepczącej Sadzawki. Słuchała jego słów, czuła lodowate dreszcze i gorączkę na raz gdy ten dotknął jej nosem, gdy podarował jej dar, jedno z dziewięciu żyć. On, ze wszystkich kotów, dał jej pierwsze nowe życie, on, ten, któremu Gwiezdny Klan również dał szansę... pierwszy raz w życiu naprawdę miała czysty umysł.

Patrzyła, słuchała, odczuwała. Patrzyła jak pojawia się przed nią Wiewiórczy Ogon, jak mówił o tym, jak wiele Klan Cienia przeżył. Jak wiele Polana miała do udowodnienia, jak ciężkie stało przed nią zadanie. Wiedziała to. Wiedziała, na co się pisze błagając Polną Gwiazdę o drugą szansę. A jednak, czy była na to gotowa? Czy mogła być na to gotowa? Na to była przygotowywana całe życie. Miała zostać Gwiazdą... z woli Psiego Serca, nie z własnej woli, nie z woli Gwiezdnych, a teraz, teraz otrzymała kolejne życie, drugie z dziewięciu. Wstyd palił ją od skórą. Chciała wierzyć, że podoła i że będzie postępować rozważnie, tak, jak przodkowie tego od niej oczekiwali. Trzeciej szansy nie dostanie.

Patrzyła, słuchała, odczuwała. Przypatrywała się Wilczemu Szlakowi i słuchała jego słów, czuła, jak po jej organizmie rozchodzi się ciepło, prawdziwe, najprawdziwsze i najczystsze w swej formie ciepło, pogoda ducha, jak skute lodem serce roztapia się, rozmraża, jak panikę i strach i dreszcze i wstyd choć na chwilę zastępuje ciepło, przyjemny szum, jedno miłe odczucie, tak krótkie, tak ulotne... odetchnęła, jakby z ulgą, chociaż na chwilę.

Patrzyła, słuchała, odczuwała - odczuwała trwogę, prawdziwy lęk na widok Śpiewającej Kniei, tej, która wtedy stanęła na Martwym Drzewie, tej, która to Drzewo roztrzaskała, tej, która zwiastowała początek końca ery Psiego Serca. Jej ciotka - żywa przestroga, omen tego, jak syzyfowym w istocie zadaniem będzie pojednanie Klanu Cienia, w jakiej sytuacji Spopielona Polana się znalazła, jej ciotka, grożąca jej tym, iż odbierze jej całą odwagę jeśli jej serce ponownie skuje lód, ponownie odda się wpływowi Psiej Gwiazdy. Powiało chłodem, Polana zadrżała, łzy płynęły po jej pysku nieprzerwanie, wpadając do Szepczącej Sadzawki.

Patrzyła, słuchała, odczuwała. Ogarnęła ją lekkość, na kilka uderzeń serca. Chwila spokoju, ponowna fala ciepła po chłodnym wietrze jaki dął wraz z przybyciem Śpiewającej Kniei. Ćmi Pyłek była odwrotnością ciotki, była odwrotnością swej partnerki i jej dar był odwrotnością tego, który otrzymała przed chwilą. Polana odetchnęła drżąco, łapy się pod nią niemal ugięły gdy poczuła, po raz kolejny, jak po jej ciele rozchodzi się ciepło. Z czarnego gardła wydobył się dźwięk niebezpiecznie przypominający spanikowany, pełen prymitywnych emocji szloch. Oddychała z trudem, a jednak serce biło jej jakby lżej, chociaż przez krótką chwilę.

Patrzyła, słuchała, odczuwała. Patrzyła jak materializuje się przed nią Płomykówkowy Lot, piękna, zjawiskowa; słuchała jej słów i myślała. Przeżywała autorefleksję nad samą sobą i nad czynami które doprowadziły ją do tego momentu. Przyszła gotowa zabić dwójkę kotów, własną rodzinę, wracała z darem dziewięciu żyć i mianem Gwiazdy. Dano jej drugą szansę i nie mogła jej zaprzepaścić. Myślała ponownie o ojcu i czuła, że robi jej się niedobrze. Przełknęła ślinę i żółć, jej ciałem szarpnęły nagle dreszcze i równie szybko ustały; mrugnęła, a gdy otworzyła oczy, Płomykówkowego Lotu nie było.

Patrzyła, słuchała, odczuwała po raz kolejny, wszystko odczuwała tak intensywnie, tak dosadnie; panika ogarnęła jej ciało, rozeszła się po każdej komórce czarnej postaci Spopielonej Polany. Pamiętała pierwszy dzień treningu ze swym ojcem, pamiętała, jak apelowała o to, aby wcisnął Jaskółce cis do gardła, jako kara za zdradę jej siostry, za próbę otrucia zastępcy, za zamach na władzę Klanu Cienia. Wstyd, szok, niedowierzanie, konfuzja, panika. Och, Barwnoskrzydła, jej tu nie powinno być, nie, nie jej, nie medyka, nie medyka, który żył, gdy opuszczała obóz... to niesprawiedliwe, cokolwiek się nie wydarzyło, cokolwiek nie miało miejsca w Klanie pod jej nieobecność - to niesprawiedliwe, a ona otrzymała szansę, aby tą niesprawiedliwość naprostować. Choć Jaskółce życia nie przywróci, jakimkolwiek sposobem ta by go nie utraciła.

Patrzyła, słuchała, odczuwała, w panice patrzyła jak znika Barwnoskrzydła a jak wyłania się spośród gwiazd jej wuj, ten, którego nie poznała, ten, który zastępcą jej ojca był krótko, Niedźwiedzi Ryk - ten, po którym imię miał jeden z jej bratanków. Ona, pełna dobrej woli... usłyszeć takie słowa od Gwiezdnego po tym, z jakimi intencjami się tu znalazła, och, cóż za surrealne przeżycie, cóż za absurd. Zalał ją wstyd. Ta ceremonia była karą, przeżyciem jej najgorszych koszmarów i prawdziwą, wewnętrzną autorefleksją, przemianą - lub też jej początkiem. Przed Polaną długa droga, czekała ją ciężka praca na którą musiała być gotowa, szczególnie teraz, otrzymawszy od swego wuja kolejny z darów, przedostatni.

Patrzyła, słuchała, odczuwała a łzy dalej spływały rzewnie po jej policzkach; czarne futro było przesiąknięte, otchłań Szepczącej Sadzawki nabrała w ilości od łez Spopielonej Polany, prawdziwych, szczerych łez. Od zawsze była lojalna Psiemu Sercu. Zawsze to on się liczył, on, tylko on, jego aprobata, jego słowa, jego obietnice, zapewnienie tego, że Polna Gwiazda, jej dziad, chciał dla niej czegoś więcej, wielkiego, wspaniałego losu - czas być lojalną wobec tego, co naprawdę się liczyło. Królowie, władcy, przywódcy przemijali, ale Klan Cienia musiał pozostać wieczny. Ona tego dopilnuje. Uratuje Klan Cienia. Naprawi to, co zniszczył Psie Serce.

Niech żyje Spopielona Gwiazda - tak zarządził Psie Serce, tak zarządził Polny Chwast, tak zarządzili przodkowie, tak zarządziła ona sama, ona była kowalem swego losu. Umarła i zmartwychwstała, spalona, spopielona, wyzwolona, wstała z popiołów, odnowiona, inna, taka sama, zawsze jego. Niech żyje Spopielona Gwiazda. - Niech żyje Klan Cienia - miauknęła głośno, pewnie, głos jej nie zadrżał, choć łzy dalej płynęły po jej policzkach. Wizja jej się rozmazała, srebrny pył znikał, sylwetki Gwiezdnych rozmywały się, ich głosy tonęły zduszone przez toń wody; widziała księżyc, widziała gwiazdy na niebie...

Wynurzyła się ze Szepczącej Sadzawki niczym widmo, niczym duch, niczym trup, żywy trup - martwa, zmartwychwstała z popiołów, narodzona na nowo, naznaczona - na zawsze, naznaczona gniewem Gwiezdnego Klanu. Ból i sensacja pozostała po ceremonii pulsowały przez całe jej ciało, buzowały jej w żyłach, krew huczała w uszach. Niech żyje Spopielona Gwiazda, niech żyje Klan Cienia, niech żyje... panika ogarnęła Spopieloną Gwiazdę, zalał ją zimny pot. Spojrzała na Ośmiookiego, na Błękitne Bajorko.

- Zostałam przywódczynią Klanu Cienia - stało się. Padł wyrok, osąd Gwiezdnego Klanu; kara, korona z cierni, ciężka na jej skroni, brzemię na jej barkach. Polana cała drżała wychodząc z Sadzawki. - Stało się coś złego - nie było czasu na wyjaśnienia, na pytania, na cokolwiek innego, nie było czasu, nie było na to czasu, na to czas przyjdzie później. - Musimy wracać, musimy ratować Klan Cienia. Ośmiooki, Błękitne Bajorko. Pająku, Bajorko... musimy wracać.

Wiedziała, czego chce. Chciała uratować Klan Cienia. Wstając na drżących, ociężałych łapach, z bijącym oszalale rozpalonym do czerwoności, spopielonym, rozgrzanym sercem, ruszyła w stronę domu. Jak feniks z popiołów, Spopielona Gwiazda odrodziła się, aby uratować Klan Cienia. Aby uratować to, co z niego zostało. Urodziła się Psią Córką, umarła Psią Córką, narodziła się Gwiazda. Umarł król, niech żyje...

zt mam nadzieję


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Został odesłany. Spojrzał smutno na Błękitne Bajorko. - Nie zdążyłem zapytać o Trzmielopręgiego. Przepraszam. Zawiodłem - powiedział cicho. I tylko to. Nie rozwodził się nad wyborem przywódcy, nad tym jak niesprawiedliwy, głupi i niezrozumiały był to wybór. Nad tym, jak czuł się oszukany. Po co. Wrócił z obiema kotkami do obozu.

•••
Everywhere I GO,
BITC―S always know,
That Charlie scene has got a WEENIE that
he loves to SHOW!

Lets get this PARTY started,
• LETS keep them 40s POPPIN, (What?!) •
So just get BUZZED and stay FUC―D up,
WE WILL keep them PANTIES droppin!

LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
Zebrała nieco mchu. Podczas zbierania takowego co chwila zerkała na leżące przy Sadzawce sylwetki brata i kuzynki, upewniając się tylko, iż wszystko z nimi w porządku.
Zebrany mech położyła obok. Biorąc jeden z fragmentów mchu, zacisnęła szczękę wbijając spojrzenie w taflę wody.
— Mam nadzieję, że… że to nic złego — odezwała się cicho, nie licząc jednak na niczyją odpowiedź. Słowa swoje kierowała w końcu do Gwiezdnych… słyszeli ją, prawda?
Powolutku zanurzyła mech w wodzie, by potem delikatnie przyłożyć go do ran brata. Z Polaną zrobiła to samo.
Nie znała się nic na tego typu rzeczach, powołała się więc tylko i wyłącznie na swoją własną intuicję. Nie potrafiłaby po tym wszystkim siedzieć w bezruchu, jedynie czekając i doprowadzając samą siebie do szaleństwa przez tą całą bezczynność.
Ucho wojowniczki drgnęło. Akurat przykładała mokry mech do rany Spopielonej Polany, gdy szmer dobiegł zza jej pleców. Gdy tylko się odwróciła, ujrzała otwarte oczy Pająka.
Pyszczek Bajorko uchylił się, a spojrzenie przeskakiwało po pyszczku brata. Zakuło ją w sercu. Słysząc jego głos, widząc go… aż się spięła, gdy ból się tylko nasilił.
— Nikogo nie zawiodłeś, a mnie to już na pewno nie, jasne? — jedno trzeba wiedzieć — Bajorko stała się mistrzynią w przywoływaniu uśmiechu. Delikatny uśmiech, który wpuściła na pyszczek. Jeden wyraz, którym gotów była zapewnić siebie i Pająka, że wszelkie zło tego świata ich już nie dosięgnie. Nawet jeśli pod owym uśmiechem Bajorko szlochała, oddawała się rozpaczy i histerii.
Nie chciała ponownie przez to przechodzić, co kilkadziesiąt księżyców temu. Dlatego też uśmiech stał się jej odpowiedzią na niemal wszystko. Choć oczy potrafiły naprawdę wiele zdziałać.
Nie kontynuowała już rozmowy, nie czuła by Pająk chciał. Skupiła się więc na Polanie, która wciąż pozostała we śnie. Miała cichą nadzieję, że mokry mech przyniósł choć trochę ulgi jej, jak i Pająkowi. Rany mieli w końcu poważne.
Jeżąca się sierść na karku powolutku zaczęła podpowiadać co właśnie się dzieje. Gwiezdni dokonali wyboru. Postanowili zaufać Polanie. Wojowniczka odetchnęła. Owa decyzja… wprawiała ją w spokój. Aż sama była tym zaskoczona.
Odsunęła mech, gdy Polana się ruszyła. Wstrzymała powietrze, dając kuzynce przestrzeń.
— Więc niech żyje Spopielona Gwiazda — miała na uwadzę Pająka, który wciąż tkwił za jej plecami. Czuła wręcz, iż owa sytuacja mu się nie podoba. Bajorko jednak czuła ulgę. Jej celem od początku był bowiem ratunek Klanu. Skoro Polana ma stać na czele nowego Klanu Cienia, Bajorko będzie stała tuż obok. Przed wyprawą właśnie to obiecała Pająkowi… że pomoże w naprawie Klanu Cienia.
Nikt bardziej niż zakichany Pies nie wiedział, jak oddana swoim obietnicom była Bajorko. Tutaj nie było wyjątku.
— Co się stało — głos Bajorko był zachrypnięty. Chwila ciszy, a bicie jej serca stało się przez moment najgłośniejszym dźwiękiem.
— Łapy ci drżą… — szepnęła, patrząc na kuzynkę. Była zmotywowana, acz ciało miała zmęczone. Proszenie i przyjmowanie pomocy nie było nigdy niczym złym. Bajorko powoli wstała — Po…pomogę wam iść. Oprzyjcie się o mnie — wojowniczka podniosła się, napinając każdy jeden mięsień ciała. Łapy jej się chwiały, acz motywacja nigdy nie była jeszcze tak wielka.
Skoro Gwiezdni wybrali Polanę nowym przywódcą… najwyraźniej dojrzeli w niej coś, co Cień teraz potrzebował. Bajorko godziła się z tym, bowiem ich plan się nie zmienił. Naprawią Klan Cienia.
Jej cel jednak był inny niż ten Pająka… teraz to widziała. Jej ambicje nigdy nie sięgały po rangę przywódcy, po dziewięć żyć.
Ona chciała tylko szczęścia. Szczęścia w Klanie, który zdążyła pokochać i który pragnęła ratować.
Jej każde wyjście przed szereg, jej każde otwarte sprzeciwstawienie się Psu i jego świcie. Wszystko to było podyktowane jednym, a teraz może się to ziścić.

//zt panowie!!
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości