Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
Ogon terminatorki zadrgał lekko, gdy znaleźli się po drugiej stronie. Wypuściła oddech przez nos i rozluźniła się. Właściwie to nie było nic strasznego w tej całej przeprawie, na dodatek była krótka. Jakim cudem Chrabąszcz dał się potrącić przez rzekomego potwora? Musiał chodzić z głową w chmurach albo coś.
Podążyła za dwójką, rozglądając się z nieco większym zainteresowaniem. Chciała zapamiętać tę trasę, by może kiedyś się przejść z Borowikiem, tak jak planowali.
Wreszcie dotarli na miejsce. Lotka nie była pewna czego się spodziewała... ale na pewno czegoś nieco bardziej imponującego niż to. Skrzywiła się widocznie, z oczami wlepionymi w zbiornik wody, jedno ucho tylko odwracając na chwilę w kierunku medyczki. W zderzeniu z szarą rzeczywistością brzmiało to niewiarygodnie absurdalnie, aż wydała z siebie ciche, nieco prześmiewcze "łał". Gwiezdni mogli wybrać lepsze miejsce. Poprzeczka nie była wysoka.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Borsucze Pagórki, chyba Nurt wspominała o nich wcześniej. Jednak lekko się zdziwiła, słysząc komentarz, który padł po nakreśleniu dalszej trasy. Czyżby rozmowa z wichrzakiem poprawiła Nurt humor? Cóż, na pewno nie spodziewała się takiej ciekawostki, gdy atmosfera dalej była okropnie ciężka. Ale... Rozluźnienie jej trochę, chociażby na moment nie było chyba aż takim złym pomysłem. Księżna się lekko uśmiechnęła - Trzymam za słowo - dorzuciła, a następnie ruszyła za niebieską kotką.
Pozostały kawał drogi był faktycznie, dość spory. Aż łapy samej Księżnej się zaczynały męczyć... Nie robiły też żadnych przerw, co pewnie było głupie, ale były już zbyt blisko celu by się opłacało na taką zdecydować.
Szczerze... Zmierzch spodziewała się czegoś bardziej, hm, majestatycznego? Kot przechodzący obok nawet by nie zwrócił większej uwagi, że mija właśnie kluczowe miejsce dla klanowej wiary... Wyłapała ciche łał, które wydostało się z pyska Spadającej Łapy i niestety, musiała się z nią zgodzić. Miała ochotę zapytać, czy to na pewno tutaj, no ale nie będzie podważać zdania Nurt.
Dostała krótką instrukcję, by napić się i położyć. Na szczęście żadnego moczenia futra... Nie była do końca przekonana czy to dobry pomysł, by obie usypiały, ale przynajmniej miały ze sobą Lotkę, więęc... - Jak uważasz - bo to raczej nie zrobi żadnej różnicy, czy uśnie sama, czy z kimś u boku. - Lotna Łapo, przypilnuj nas do momentu, gdy się nie obudzimy. Gdyby cokolwiek się stało, natychmiast nas obudź - poleciła liliowej i no, to chyba wszystko. Podeszła bliżej brzegu, wzięła parę łyków i ułożyła się gotowa do snu, który zresztą powinien łatwo przyjść po tak długiej wędrówce...
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Kto by przypuszczał, że wystarczy jedno kąśliwe łał, by przebłysk optymizmu zdechł, a w Nurt na nowo zawrzało. Z jednej strony wolała wściekłość od lęku, z drugiej – wyciągnięcie pazurów dawno nie było tak kuszące jak w tamtym momencie. Tyle że to nie był ani czas, ani miejsce, a córka Daniela, technicznie rzecz ujmując, nie była jej wrogiem. Zwłaszcza teraz, gdy, chciały tego czy nie, poza byciem współklanowiczkami, były drużyną. I czy im się to podobało czy nie, przejdą przez to wszystko razem. Dlatego kotka zacisnęła zęby (dosłownie i w przenoni) i nie odrywała oczu od Rześkiego Zmierzchu.
Przynajmniej terminatorka pomogła jej podjąć decyzję.
– To idę – postanowiła z determinacją. – Mogę się przydać.
A jeśli nie będzie nad nią czuwała Lotka, to może przynajmniej Gwiezdni docenią trud, przez jaki przeszły, żeby się tutaj znaleźć, i nie pozwolą jej przespać własnej śmierci. O ile przyjmą ich do siebie. Powinni, prawda? Co by się nie działo i kto by nie miał racji, jedno pozostawało obiektywnie prawdziwe – Grom potrzebował nowego przywódcy.
Napiła się zaraz po zastępczyni, westchnęła lekko i zwinęła się w ciasny kłębek niedaleko jej, rzucając przedtem jedno krótkie spojrzenie Spadającej Łapie. Czuła się zmęczona, ale nie śpiąca. Skoro jednak woda z sadzawki zdołała uśpić ją na ceremonię medyczną, teraz tym bardziej powinna pomóc odpłynąć w sen... nawet pomimo jej łomoczącego serca.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Senność przyszła szybko, bo niemalże od razu po napiciu się z sadzawki. Niemniej, przez pewną chwilę obie kocice znajdowały się w całkowitej ciemności. Dla Rześkiego Zmierzchu nie powinno być to nic niepokojącego, w końcu kotom nie zawsze musi się coś przyśnić, właściwie to większość snów odchodzi w niepamięć, prawda? Ten mógł być po prostu kolejnym z takowych.
Gwiezdny Nurt z kolei, jako wprawiona medyczka mogła poczuć, że coś było wyraźnie nie tak. Powinni zawitać na Srebrnej Skórce praktycznie od razu po zapadnięciu w sen, a tak się jednak nie stało. Czyżby Gwiezdni byli rozgniewani na tyle, że nawet nie zamierzali ich przyjąć? Czyżby cała ta droga miała pójść na marne? Nurt tak bardzo starała się przekonać gromową zastępczynię, jak i całą resztę klanu do podjęcia się wędrówki, a ta okazała się klapą?
W tym momencie rozległ się grzmot, a ciemność rozświetlił blask. Gdy tylko kotki przyzwyczaiły się do jasności, im oczom ukazał się znajomy widok. Znajdowały się w obozie Klanu Gromu. Obie stały pod Omszałą Skałą, a przed nimi rozciągał się szereg kotów. Chociaż cały obóz był przepełniony taką ilością wojowników, jakiej w życiu nie widział Klan Gromu, dało się wyczuć, że kryje się ich jeszcze znacznie więcej poza zasięgiem wzroku. Na czele stała niewielka szylkretowa kotka, dobrze znana zarówno zastępczyni jak i medyczce. Tupocząca Gwiazda. Pysk byłej przywódczyni wyrażał coś w rodzaju zażenowania, wyglądała jakby chciała wbić wzrok we własne łapy, a jednak patrzyła prosto na byłe pobratymczynie. - Witajcie na Srebrnej Skórce, Rześki Zmierzchu, Gwiezdny Nurcie. Czekaliśmy na was. -Miauknęła mogłoby się zdawać życzliwie, choć w jej spojrzeniu kryło się coś więcej, coś niewypowiedzianego. Może poczucie winy? W końcu to jej śmierć była przyczyną kłótni jaka w ostatnich dniach podzieliła Klan Gromu.- Ostatnie zebranie... - Zatrzymała się, jakby szukała odpowiednich słów, ale jakaś życzliwa dusza z tłumu postanowiła ją wyręczyć. - Ostatnie zebranie pokazało, GDZIE Klan Gromu ma swoich przodków! -Rozległo się warknięcie, któremu zawtórowało kilka innych, równie oburzonych głosów. Tupocząca Gwiazda skrzywiła się lekko, niezbyt zadowolona, że ktoś jej przerwał. Nie planowała używać tak mocnych słów, ale jednak kryły one w sobie ziarno prawdy. Nawet ona musiała to przyznać. - Ostatnie zebranie... -Powtórzyła szylkretowa kocica, czekając chwilę, gdyby komuś znów zachciało się jej przerwać. Gdy jednak nic takiego nie miało miejsca, kontynuowała.- Ostatnie zebranie widocznie podzieliło Klan Gromu, co nigdy nie powinno się wydarzyć... Więc moje pytanie brzmi: z czym do nas przychodzicie? Po radę? Po życia? -Przy ostatnim pytaniu ściszyła ton i spojrzała na Rześki Zmierzch, jakby miała nadzieję, że kotka podczas wędrówki zmieniła zdanie i zdecyduje się przyjąć dar dziewięciu żywotów, że ten problem rozwiąże się sam.
Zarówno Rześki Zmierzch jak i Gwiezdny Nurt mógłby wyczuć, że atmosfera wśród zebranych była napięta. A szczególnie zastępczyni, bo to w nią było wycelowane większość spojrzeń. Niektóre były niepewne, niektóre życzliwe, ale znaczna część chłodna. Koty krzywiły pyski, drgały ogonami. Żaden z nich się jednak nie odezwał, czekali.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Nim się zorientowała, usnęła. I znowu się obudziła. Jednak gdy otworzyła oczy nie ujrzała gwiazd ani księżyca, tylko niekończącą się ciemność. Czyli jednak śniła? Nie czuła się... jakby śniła. Nim zdążyła rozwiązać tę zagadkę rozległ się grzmot, tak niespodziewany, że aż sierść na grzbiecie księżnej się zjeżyła. Gdy blask przestał ją oślepiać widok który rozciągał się przed nią nie pomógł w uspokojeniu. Cała armia kotów, o wiele liczniejsza niż klan Gromu. Nie znała żadnego z tych pysków, ale jednak znajdowali się w obozie i spora część z nich nie wyglądała... przyjaźnie. Nurt i Zmierzch nie miałyby nawet ruszyć się z miejsca, gdyby doszło do najgorszego. Ale jednak, mimo tak nieprzyjaznego powitania, uspokoiła się na widok małej, kolorowej kotki. Oh. Nie wiedziała już czy śni. To wszystko było zbyt... inne od wszystkich snów jakie miała w swoim życiu księżna. A jednocześnie dalej nie wierzyła, że faktycznie stoją przed nią dawni wojownicy Klanu Gromu. Mogła być to jakaś dziwna sztuczka, jakiś dziwny, nienaturalny sen. Ale... W razie czego dobrze, zagra tak jak jej mają grać.
Brzmiała również jak Salamandra, jednak brakowało w jej głosie tej... Iskry radości. Jakby coś leżało jej na sercu. Albo po prostu atmosfera wszystkich się jej udzielała. Spojrzała podirytowana na Tłum, któremu najwidoczniej nie podobała się cała obecnie zaistniała sytuacja. I niby tak mają się zachowywać koty, które zesłały kodeks i któremu wysyłane są modły? Żałosne. Spróbowała jednak skupić się przede wszystkim na Salamandrze i zignorować ewentualne dalsze ich stękanie.
- Można powiedzieć, że... Po radę. Nie wierzę w Gwiezdny Klan. A raczej... Nie wyznaję go. Nie zamierzam również otrzymać żyć, ale wciąż pragnę zostać przywódczynią. Włożyłam całą siebie, by zostać wzorową wojowniczką, później zastępczynią, a teraz pragnę również to zrobić jako nowa Gwiazda. Ostatnie zebrane owszem, nie przebiegło w najlepszej atmosferze, jednak nie podzieliło Klanu. W Gromie koty od zawsze były i są podzielone na różne sposoby. W tym podzielone przez wiarę. Żyje w nim wiele niewierzących kotów, kotów, w których istnieje niepewność, kotów nieprzywiązujących szczególnej do tego uwagi, czy kotów głęboko was czczących. Nie zamierzam tego w żadnym stopniu zmieniać. Pragnę, by każdy mimo swoich różnic mógł się odnaleźć w Gromie. Więc, proszę, jeśli uważacie, że przez moje decyzje nie powinnam zostać przywódcą, to wyznaczcie odpowiedniego kandydata. Z chęcią oddam rangę przywódcy komuś, kto poprowadzi lepiej klan.
A nie było lepszego kandydata. Nurt była medykiem, a pozostali byli za starzy, zbyt mało doświadczeni, słabi, czy po prostu nie spełniali wymagań. Dlatego, gdyby nawet mieli wyznaczyć kogoś konkretnego, księżna wątpiła, że to zaakceptuje. Dodatkowo... Jeśli faktycznie odtrącą ją z tak głupiego powodu, czy w ogóle księżyce ciężkiej pracy, jaką włożyła w swój nowy dom, miały jakikolwiek sens?
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Ciemność zapadła szybko i wzbudzała niepokój. Nie otulała jak smaczny sen w ciepłym, bezpiecznym legowisku, przypominała raczej zbłądzenie w gęstym lesie w środku nocy. Nurt nigdy nie przeżyła czegoś takiego, i kiedy jej świadomość się wyostrzyła, zaczęła wierzyć, że Gwiezdni postanowili je ukarać. Zesłać do jakiegoś miejsca, ani nie na Srebrnej Skórce, ani nie w Ciemnym Lesie, gdzieś pośrodku, żeby mogły zastanowić się nad sobą. A może... a może już zostać tu na zawsze.
Krzyknęła, gdy rozległ się grzmot, a czerń nagle została przecięta przez blask. Cała jej sierść stanęła dęba, chyba nawet ta między palcami. Z oczami jak spodki spojrzała na stojące przed nimi koty, na ugiętych łapach, jak spłoszona zwierzyna zapędzona w róg. Nieprzychylne spojrzenia Przodków powodowały, że chciała skulić się w sobie i wbić spojrzenie w ziemię. Nie zrobiła tego; wyprostowała się, wypuściła trzymane ciut zbyt długo powietrze i zaczęła na nowo oddychać. Skoncentrowała na tej jednej, sympatycznej mordce.
– Salamandra... – wyszeptała.
Dawna przywódczyni mówiła, aż gdzieś z tłumu dobiegły oburzone głosy. Policzki medyczki zapłonęły z zawstydzenia. Nie miała czego się wstydzić – jeżeli ktoś stanął w obronie Gwiezdnych, to była to ona. A jednak wstydziła się, ciążyło jej poczucie winy. Czuła się jak rozczarowanie.
Z uniesioną głową przywarła do boku Rześkiego Zmierzchu. Przez ulotną chwilę miała nadzieję, że to będzie to. Moment, w który czarno-biała przekona się na własne oczy, że to, w co nie wierzyła, było prawdziwe. Zrozumie jej argumenty z poprzedniego dnia. Może nie zupełnie pozbawiona obiekcji, ale przyjmie życia. Widziała przecież otaczające ich koty, słyszała głos zmarłej przywódczyni. Chyba musiała rozumieć już, że Klany były nierozerwalnie połączone z gwiazdami...?
No cóż, jeżeli liczyła na gwałtowną zmianę stanowiska o 180 stopni, to grubo się przeliczyła.
– Po radę – powtórzyła, gdy zastępczyni umilkła. – Rześki Zmierzch to dobra kandydatka na Gwiazdę. Najlepsza, jaką mamy – miauknęła poważnie, podczas wypowiadania tych słów patrząc nie na Salamandrę, a na Zmierzch. – Ale Grom i tak już ma podejście do Gwiezdnego Klanu... jakie ma. – Sami widzieliście. – Jak możemy mieć niewyznającą Gwiazdę i nie odwrócić się od was...? Jak będziemy żyć jako Klan, jeśli nie będziemy postępować... według klanowych wartości? Jak... jak ma wierzyć Klan, skoro nie robi tego największy autorytet, jego przywódczyni? Przecież... tu nie chodzi tylko o życia. – Być może nawet chodziło o nie najmniej. – Grom nie potrzebuje, żeby ktokolwiek odsuwał go od wiary i wierzę, że Rześki Zmierzch by tego nie zrobiła. Nie celowo. Co z tego? Grom sam już się od was odsuwa. I jeśli faktycznie każdy może zostać Gwiazdą... jeżeli więzi pięciu Klanów nie mają znaczenia... to może trzeba przyznać im rację.
A zarazem... co będzie z Klanem Gromu, jeżeli Zmierzch nie zostanie przywódczynią? To coś, o czym Nurt nie myślała wiele podczas zebrania, zajęta zupełnie czym innym. Od tamtego czasu zdążyła nabrać obaw. Nie zmieniła zdania co do tego, że nieprzyjęcie darów i otwarte mówienie o niewierze to coś niepożądanego u przywódcy, ale zaczęła zastanawiać się, co było ważniejsze. Utkwili w jakimś dziwnym impasie, z którego widziała wyłącznie złe wyjścia. I wcale jej się to nie podobało.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Widok kotek stojących ramię w ramię przyniósł na pysk Tupoczącej Salamandry wyraz ulgi, może nawet delikatny uśmiech. Wprawdzie Rześki Zmierzch nie wyraziła chęci przyjęcia daru dziewięciu żywotów, ale była dumna, że zastępczyni i medyk mogły na sobie polegać. To właśnie dawna przywódczyni przemówiła jako pierwsza. - Wiele księżyców temu wybrałam Rześki Zmierzch na swoją zastępczynię, bo wierzyłam, że wiernie poprowadzi Klan Gromu u mego boku, że dzięki jej pomocy Klan będzie rósł w siłę. Dalej w to wierzę. Rześki Zmierzch przyjęła propozycję swojej medyczki i przyszła, by się z nami zobaczyć, bo zależy jej na Klanie. Wierzę, że będzie w stanie poprowadzić go ku przyszłości. -Przemawiała teraz do wszystkich zebranych, spojrzenie jednak utrzymując na księżnej.- Reszta Gwiezdnych nie podziela jednak mojej wiary. -To było już skierowane prosto do Rześkiego Zmierzchu. Wyraź pyska szylkretki wskazywał powagę, w oczach kryło się jednak coś innego, może żal, że musi teraz radzić sobie z tyloma problemami?
Przed szereg wyszła średniej wielkości kocica o szarej sierści, którą Gwiezdny Nurt mogła znać jako Białowąsą. Pysk miała skrzywiony, a jej kroki były sztywne. Zdecydowanie nie przyszła tutaj w celu miłej pogawędki. - No nie wierzę, jesteś na Srebrnej Skórce, widzisz, że Gwiezdny Klan istnieje i nie zamierzasz ani słówkiem pisnąć o tym reszcie Gromu?? W imię nie zmieniania niczyich poglądów? Możesz pomóc kotom niepewnym wiary, sama powiedziałaś, że takie są! Przywódca powinien pomagać swoim klanowiczom, a nie umywać łapy od wszystkiego!! Ja za życia nie miałam pewności, że Gwiezdny Klan istnieje, ale starałam się przekonywać wątpiących!! Dawałam im nadzieję, że Przodkowie faktycznie się nami opiekują!! I miałam rację!! -Białowąsa aż się zapluła z wściekłości.- Bez wiary nie ma zjednoczenia, poczucia wspólnoty, a bez poczucia wspólnoty nie ma klanu!! -Kocicy aż łzy stanęły w oczach z przejęcia, a ogon drgał nerwowo na wszystkie strony. Z pomocą przyszedł duży, puszysty, szaro-biały kocur, który położył ogon na barku towarzyszki. - Spokojnie, to pokojowe spotkanie, nie ma potrzeby podnosić głosu. -Zwrócił się do kocicy, po czym przeniósł spojrzenie na zastępczynię.- Jednak w słowach Białowąsej jest trochę racji. Wspólna wiara od zawsze była trzonem dla klanowego poczucia przynależności. Rozumiem, że nie chcesz narzucać poglądów Gromiakom, ale widzisz, że Klan jest podzielony. Jak chcesz zjednoczyć Klan Gromu nie ingerując w jeden z powodów, który tak mocno ich dzieli? Jaki masz plan, Rześki Zmierzchu? -Oczy wszystkich zebranych ponownie utkwiły w głównej zainteresowanej. Zdawać by się mogło, że reszta zebrania przebiegnie w milczeniu i w oczekiwaniu na reakcję Zmierzch. Tak się jednak nie stało. Słowa Gwiezdnego Nurtu sprawiły, że z gardła Białowąsej wyrwało się sfrustrowane syczenie. - Grom już się sam od was odsuwa? I ty śmiesz się nazywać medyczką?! Twoim zakichanym obowiązkiem jest dbanie o wiarę pobratymców, a nie bierne przyglądanie się jak ona upada?! Truskawkowy Gąszcz musiała być niespełna rozumu powierzając ci lecznice i Klan w opiece! Co z duchami tych, którzy nigdy nie trafią na Srebrną Skórkę?! Co z rodzinami, które nie zjednoczą się nawet po śmierci?! No co?! Żart, a nie medyk! -Białowąsa może próbowałaby wykłócać się dalej, ale ten sam kot z wcześniej pociągnął kotkę do tyłu surowo. - Wystarczy! Mówiłem już, że to pokojowe spotkanie. Dajże dojść kotom do słowa! -To chyba wystarczyło, żeby powstrzymać rozgoryczoną gwiezdną przed dalszym wczynaniem awantur, z czego skorzystał inny Gwiezdny. Do wcześniejszej dwójki spokojnym krokiem podeszła Dzika Wiśnia, z wyrazem przygnębienia na mordce.- Białowąsa ujęła to w bardzo ostry sposób, przepraszam za nią, ale prawda jest taka, że wszystkim nam na was, na Gromie zależy, chcemy wam pomóc. Chcemy pomóc tobie, Rześki Zmierzchu. Spójrz na Tupoczącą Salamandrę. Jest tutaj, żeby ciebie prowadzić, żeby ciebie wspierać. Dlaczego odmawiasz takiego wsparcia swojemu następcy? Dlaczego odmawiasz takiego wsparcia samej sobie?? -Wszystko leżało teraz w łapach Zmierzch...
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Nie przeszkadzało jej, że Nurt przywarła do jej boku, jednak jej słowa… Nie brzmiały jak to Księżna w tym momencie by chciała. Miała więcej pytań i wątpliwości, niż samej Zmierzch wpadły do głowy przez tę całą podróż. A brzmiało to wszystko jakby zostanie przez nią przywódczynią miałoby wbić kły w już konający Klan Gromu. Jakby cała wiara miałaby wtedy zniknąć z jego powierzchni. Jedyne co dobrego z jej słów wynikało, to to, że ufała jej. Że nie miała żadnych złych zamiarów i była najlepszą kandydatką. Gwiezdny Klan jednak nie został przez to przekonany.
Słowa Salamandry również wydawało się, że odbiły się echem od ściany. Nie trafiły do nikogo. A tym bardziej do wkurzonej szarej kotki, która odezwała się jako pierwsza. Dalej do Zmierzch nie mogło dotrzeć, że niby do takich kotów wysyła się modły… Mogłoby się wydać, że ta cała dyskusja była tylko przykrywką, bo prawdziwym źródłem jej niechęci był strach. Strach przed straceniem władzy, tytułu wyższego bytu i stania się niepotrzebnym. Z wielką chęcią by jej wygarnęła, odpowiedziała jej tym samym tonem co ona teraz krzyczała jej do pyska, ale grzecznie czekała. I jej argument można podsumować do jednego; wiara to filar Klanu i bez niego wszystko zacznie się sypać. Drugi kot był już spokojniejszy, jednak po prostu poparł swoją przedmówczynię. Białowąsa znów się odezwała i jej słowa aż wywołały obrzydzenie u Zmierzch. Mogła czepiać się jej, to było zrozumiałe, ale Nurt?? Nurt jako niemalże jedyna w klanie trzymała twardo stronę Gwiezdnych. To ona zataszczyła Zmierzch aż do sadzawki i teraz nawet jej się czepiają? Księżna położyła uszy i zdenerwowana zmrużyła oczy, ale nic nie powiedziała. Była jednak gotowa w razie czego bronić Nurt, gdyby medyczka sama nie dała rady odpowiedzieć na jej słowa.
Znowu uciszył ją ten sam kocur co wcześniej, na co uszy Zmierzch wróciły do pionu, a ekspresja zobojętniała. I na koniec odezwała się drobna kotka, podchodząc bardziej wzruszająco do tematu. Wszyscy chcą jej pomóc. Spojrzała na chwilę na Białowąsą, która na pewno przed chwilą pomogła swoim wybuchem.
- Mi też zależy na Klanie Gromu. I jestem bardzo wdzięczna Salamandrze za pomoc, jednak byłaby ona niepotrzebna, gdybyście się zgodzili, bym została przywódcą, albo wybrali innego godnego kandydata. Nie potrzebuję jednak wiary w swoim życiu. Nie chcę czcić Gwiezdnych, którzy byli obojętni na cierpienie moje i bliskich. Jeśli jednak ktoś potrzebuje nadziei, wierzenia, że po śmierci czeka go odpoczynek na Srebrnej Skórce, że jego bliscy są szczęśliwi jako gwiazdy na niebie, to będę go popierać. Sama jednak nie chcę pchać kotów w stronę wiary, jeśli same nie są tego pewne. To już zależy od kotów, by poradziły sobie ze swoim niezdecydowaniem. W końcu wierzenie w Gwiezdnych, bo jest to wymagane mija się z celem. - Trochę trudny temat się trafił. Sen, w którym obecnie była był wyjątkowo dziwny. Faktycznie, stanęła pyskiem w pysk ze zmarłymi, ale dalej nie mogła się pozbyć tej gorzkiej nuty wątpliwości. - Od księżyców przywódcy zapewniali koty o istnieniu Gwiezdnych, jednak dalej w klanie znajdują się koty niewierzące. Wątpię, by moje nawrócenie miałoby cokolwiek zmienić - podkreślła coś równie ważnego. Może więcej kotów przejdzie na ateizm, gdy stanie na Omszalej Skale, ale czy zrobi to aż taką różnicę?
- Wiele rzeczy przynosi kotom poczucie przynależności i jest filarem zjednoczonego klanu. Wiara może być tego częścią, lecz czy jest aż tak ważna, gdy od zawsze w klanie znajdowali się niewierzący? W klanie są nasi bliscy, przyjaciele, tradycje, chęć pomagania sobie nawzajem i każdego obowiązuje kodeks oraz system rang. Myślę, że te rzeczy, nawet pojedynczo, stanowią ważniejszą część klanu niż wiara. Wiara może jest jednym z pierwotnych filarów, jednak jeśli nawet zniknie, Klan Gromu ma wiele innych czynników, przez które się nie rozpadnie - miała nadzieję, że to wystarczająca odpowiedź. A przynajmniej dla reszty zgrai poza poddenerwowaną szarą kotką, bo wątpiła, że uda jej się ją jakkolwiek przekonać.
- Nie zmienię zdania. Widzę was przed sobą, że istniejecie, jednak moje odczucie się nie zmieniło. Nie zamierzam Was wyznawać, wysłać do Was modlitw, otrzymać żyć, dziękować za zwierzynę czy powoływać się na Was. Więc zdecydujcie, czy mimo to bylibyście w stanie powierzyć mi przywództwo nad Klanem Gromu. Mogę przynajmniej obiecać, że uszanuję wasze zdanie.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Salamandra wierzyła w Zmierzch, to było oczywiste – w innym wypadku nigdy nie uczyniłaby jej swoją prawą łapą. Ale czy kiedykolwiek rozmawiały na temat wiary, Gwiezdnych, przyszłości, jaką widziała dla Klanu Rześka Gwiazda? Co do tego Nurt miała wątpliwości; Tupocząca Gwiazda zakończyła rządy bardzo szybko i bardzo nagle. Wyglądało jednak na to, że niezależnie od wszystkiego, szylkretka zamierzała uszanować wybór swojej następczyni i medyczka żywiła w związku z tym dość mieszane uczucia. Dlaczego przychodziło jej tak łatwo?
Przed szereg wyłoniła się kotka, którą Nurt wiązała głównie z byciem matką Daniela... i z oddaniem Gwiezdnym znacznie przewyższającym to, jakie ostatnio z uporem maniaka prezentowała ona sama. I chociaż poglądowo wojowniczka niejako stanęła po jej stronie, nie mogła powstrzymać się od uniesienia wzroku w formie dyskretnego, niepełnego przewrócenia oczami. Coraz mocniej czuła się w tym śnie... jak we śnie właśnie. Pełnym niedorzeczności, nieprzyjemnym śnie, sprawiającym, że miała ochotę kręcić łbem na boki, aż zakręci jej się w głowie, za sprawą czego, być może, wreszcie zmieni się krajobraz, a fabuła obierze inne tory.
Nie zrobiła nic, nie poruszyła się nawet na milimetr, a nastroje i tak uległy zmianie. I to na gorsze, bo teraz Białowąsa to ją obrała sobie na cel.
Nie chciała odpowiadać na zaczepkę. Nie chciała zaogniać konfliktu. Nie chciała wykłócać się z Gwiezdnymi i zachować nielepiej od Gromiaków na zebraniu. Miała swoją opinię co do obecności Przodków w życiu Klanu, teorię odnośnie tego, co doprowadziło jej Klan do tego momentu, ale nie uważała, by to był czas i miejsce na tę konfrontację. Nie od tego była medyczką, nie po to nalegała na przyjście tutaj, żeby poprzeć głosy kotów twierdzących, że tacy Gwiezdni – w formie, w jakiej obecnie im się prezentowali – są im zbędni. Bo oni mylili się w swojej pewności, że odrzucenie Gwiezdnego Klanu było rozwiązaniem. A skoro stała za zjednoczeniem, nie rozłamem, potrzebowała być poukładana i opanowana. Dla Gromu. To pokojowe spotkanie, jak zauważył szaro-biały kocur.
Jednak słowa Gwiezdnej zakłuły ją gdzieś głęboko, na powrót zbudziły uśpioną frustrację i przywołały łzy w kącikach zielonych oczu. Na uderzenie serca wróciła do bycia kilkuksiężycową Nurt zmuszoną do stawienia czoła faktowi, że Cyprysowej Łuski zabrakło z dnia na dzień, a Żubrza Gwiazda pogrążyła się w żałobie i podupadła na zdrowiu, chcąc nie chcąc odsuwając się od swoich kociąt. Była opuszczona. Osamotniona. Z ciężarem zbyt wielkim do niesienia na jednym kruchym grzbiecie. Niesprawiedliwie potraktowana, choć dziś nie przez los, lecz przez tych, co mieli mieć ją w opiece.
– Skoro starałaś się przekonywać innych, dawać nadzieję, to powinnaś wiedzieć, jak to jest – syknęła przez zaciśnięte zęby. Żeby nie wybuchnąć albo nie rozpłakać się do reszty, jedno z dwojga. – To nie jest zadanie dla pojedynczego kota. Nie mogę dźwigać całej wiary w pojedynkę, jeżeli gwiezdna część Gromu ma mieć nas gdzieś! Mogę przekonywać, że Gwiezdny Klan istnieje, że o nas dba, robię to, ale czym mam to poprzeć?? Tym, że w Klanie Rzeki medyk mógł liczyć na swoją zmarłą mistrzyni? Że w Klanie Wichru dawny przywódca zainterweniował, kiedy podczas ceremonii koty zaczęły się kłócić?? Może tym, że kiedy potrzebowałam waszego głosu w sprawie Kodeksu Medyka, jedna z was wysłuchała problemu i zostawiła mnie bez słowa? Potrzebujemy was! Teraz! Nie tylko po śmierci!
Widziała, jak Białowąsa jest odsuwana, i chyba tylko niechęć do bycia źródłem kontrastu, jaki spowodowałaby tyradą w stronę spokojnej jak tafla jeziora części zgromadzenia, powstrzymała ją przed dalszym wyrażaniem swojego zdania. Nerwowo uderzyła ogonem o pięty i pozwoliła Dzikiej Wiśni mówić bez przeszkód.
Nie wtrącała się w dalszą rozmowę, wciąż zbyt zaabsorbowana tym, co wydarzyło się odrobinę wcześniej, oraz wiążącym się z tym rosnącym poczuciem bezsensu. Niepotrzebnie tu przyszły, prawda? Powinna była wziąć do serca słowa Truskawkowego Gąszczu o Gwiezdnym Klanie, ilekroć pojawiał się ten temat. Zamiast tego uparcie stawiała go na piedestale. I ciągle, nawet teraz, słuchając Rześkiego Zmierzchu i widząc zasadność w jej niechęci do uznawania Gwiezdnych, chciała, żeby było inaczej. Żeby rzeczywistość była inna. Żeby te dwa Klany były prawdziwie razem. Czuła się jak kompletny mysi móżdżek.
Chyba przybyciem tutaj tylko pogorszyły sprawę.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Wśród zebranych na nowo zebrały się pomruki. Póki co nikt jednak nie wybił się ponad szereg, koty cicho analizowały wypowiedź Rześkiego Zmierzchu. Zastępczyni nie była jednak w stanie dostrzec wyrazów ich pysków, ani rozszyfrować ich słów. Cisza nastała dopiero po słowach Gwiezdnego Nurtu, kiedy to wszystkie spojrzenia skierowały się na medyczkę. Z tłumu już narastał syk Białowąsej, kiedy nagle wtem na przód wyszła biała kotka ukazując przednie zęby, która odepchnęła szarą awartunicę z drogi, mimo iż ktoś już wcześniej to zrobił. - Mówisz tak, jakby Gwiezdny Klan kiedykolwiek próbował pomóc klanowi Gromu - powiedziała do niej, nieco ciszej, ale na tyle, by Rześki Zmierzch i Gwiezdny Nurt miały okazję to usłyszeć. Następnie podeszła do medyczki, stykając się z nią krótko nosem, na przywitanie i okazanie wsparcia. Kotka mogła poczuć ulgę, rozluźnienie mięśni, wiarę w swoje słowa, jeszcze większą, niż przed chwilą. Bo to zamierzała jej okazać poprzednia medyczka klanu Gromu, Truskawkowy Gąszcz. - Gwiezdny Nurt ma całkowitą rację. Gwiezdnego Klanu nie było NIGDY, gdy klan Gromu go potrzebował. Gdzie byli, kiedy klan cierpiał z braku medyka? W klanie Rzeki, rozumiem? -Zmrużyła nieco oczy, skacząc wzrokiem między wszystkimi najbliżej zgromadzonymi. - Każdy kot ma prawo wątpić w klan, który nie robi NIC. W którego nigdy wcześniej nie wierzył -tu skinęła głową ku zastępczyni. Nie zamierzała podsuwać żadnych pomysłów Gwiezdnym, nie zamierzała walczyć o uznanie żywych kotów, nic z tych rzeczy. Przyszła tu jedynie, by poprzeć gromowe kotki, a szczególnie swoją terminatorkę, praktycznie swoją córkę. - Gwiezdni nigdy nie ingerowali w naturalny porządek świata. My... -Ktokolwiek chciał się włączyć do dyskusji został uciszony przez kremową kocicę, Nawałnicowy Ryk.- Naturalny porządek świata? Ingerujemy w niego właśnie teraz. Tupocząca Salamandra wybrała Rześki Zmierzch na swoją zastępczynię, większość klanu poparła ten wybór, kim jesteśmy żeby się temu sprzeciwić? Las zna gorsze przypadki kotów, które niesłusznie otrzymały dar dziewięciu żywotów i wykorzystywały je jedynie dla swoich ambicji, Rześki Zmierzch nie jest jednym z nim, dlaczego więc ona musi ubiegać się o naszą aprobatę? -Gwiezdni byli podzieleni. Ci, którzy tak ochoczo nawoływali do zjednoczenia Klanu, Ci którzy skarcili obecne tu kocice za zwątpienie, Ci którzy powinni świecić przykładem i być nieomylni, byli podzieleni. I dobrze o tym wiedzieli.
Zapanowała dłuższa chwila ciszy, podczas której wszystkie pyski skierowały się w stronę skulonej szylkretki, zupełnie jakby szukali kogoś kto rozwiąże wszystkie ich problemy jednym słowem, kogoś kto poniesie odpowiedzialność za jakąkolwiek decyzję jaka zostanie podjęta tego dnia. Tupocząca Salamandra nie ugięła się pod tyloma spojrzeniami, wyprostowała się nie zamierzając ulegać presji. Zaszczyciła swoim spojrzeniem jedynie Rześki Zmierzch. - Wyraziłam swoje zdanie już na samym początku tego spotkania i nie zamierzam go zmieniać. Naprawdę żałuję, że Rześki Zmierzch nie chce przyjąć daru dziewięciu żywotów, uważam, że może się to źle odbić na dobru Gromu i na niej samej, niemniej jednak dalej uważam, że na ten moment jest ona jedynym kandydatem wartym przewodzić mojemu Klanowi. -Przemówiła pewnym głosem, nie spuszczając wzroku ze swojej następczyni.
Po jej słowach nastał kolejny moment ciszy, w powietrzu można było czuć napięcie, które rosło z każdą kolejną chwilą, żeby ostatecznie opaść niczym piórko. Dwóm kocicom ukazały się pyski zebranych. Część z nich wyrażała dezaprobatę, część powątpiewanie, a część akceptację i wiarę. Wszystkie przemówiły w tym samym czasie. - Nie będziemy bardziej ingerować w Twoje życie, ani w Twoją wiarę, mimo iż nasze łapy stoją otworem dla Ciebie dopóki będziesz potrzebować tego jako Wojownik i Przywódca Klanu Gromu, którym powinnaś zostać. Na ten czas. Mimo wszystko nasza tradycja i dziedzictwo od tylu obiegów pór nie może zostać złamane bardziej. Nie chcesz żyć, które są czymś więcej, niż wiarą w nas, ale nie jesteś też kotem niegodnym przewodzenia innymi. Wraz z nadejściem odpowiedniego czasu chcielibyśmy żeby na rolę Przywódcy wkroczył ktoś kto byłby chętny w pamiętaniu o naszym dziedzictwie. Nawet jeśli aktywnie nie bierzemy udziału w Waszych życiach, jesteśmy na sam koniec wielką ich częścią. Jeśli na to przystaniesz, jesteśmy gotowi nadać ci miano Zmierzchajacej Gwiazdy. -Koty przemówiły jednym chórem, ponad którym wybijał się głos Tupoczącej Salamandry.
Zaraz potem, gdy tylko miały chwilę na reakcję mogły poczuć jak coś je odciąga. Koty zdawały się być coraz dalej i dalej, aż ostatecznie kompletnie zniknęły im z oczu. Ponownie znalazły się w ciemnej czeluści, tej z początku ich snu. Teraz jednak nie wydawała się ona aż tak niepokojąca, było w niej ciepło. Chwilę później obie obudziły się przy Sadzawce.
+15exp dla Zmierzchajacej Gwiazdy
+10exp dla Gwiezdnego Nurtu
+10exp dla Spadającej Łapy
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Nie spodziewała się… Że z pyska Nurt wyjdą takie słowa. Była pewna, że stanie murem za Gwiezdnymi i stawi na swoją ciężką pracę i nieugietą wiarę, a brzmiało to jakby sama się od nich odpychała. Ale miała rację, oczekiwanie, że jeden kot będzie dbał o wiarę całego klanu było… idiotyczne. I brzmiało na ogromną presję. Więc nawet jeśli jej słowa w stronę gwiazd na niebie były ostre, były lepsze niż gdyby miała po prostu przytakiwać i nie wydusić tego z siebie. Zmierzch miała ochotę otulić ją ogonem, czy wesprzeć w jakiś sposób, ale coś ją przed tym powstrzymywało.
Tylko faktycznie… Po co tu przychodziły, jeśli nawet Gwiezdni się od niej odwrócili.
Oh w końcu pojawiła się jakaś znana jej mordka… Nie wiedziała jednak, czy się cieszyć z tego faktu, bo hm… Kojarzyła kotkę jako jedną z twardszych. Plus była medykiem… Jeśli będzie się zachowywała jak Białowąsa, to chyba nici z dobrego zakończenia, ale… O dziwo stanęła po jej stronie i oh, jakie to było satysfakcjonujące, gdy jeden z Gwiezdnych wygarniał reszcie ich niekompetencje. Aż musiała powstrzymać uśmiech cisnący się na jej pyszczek. Delikatnie odwzajemniła jej skinięcie w podzięce. Naprawdę szkoda, że nie mieli tej gwiazdy już w klanie.
Następnej kotki już nie znała. Przypominała wyglądem Węża… Jednak nic poza tym. Prędko uciszyła kolejny głos sprzeciwu i ten cyrk coraz bardziej szedł w kierunku dobrym dla księżnej. Kolejny kot, który gadał z sensem. W końcu tak brzmi kodeks, nie? Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera. Nie musiała się tu fatygować, nie pragnęła nawet żyć ani ich aprobaty… A jednak z jakiegoś powodu się tu pojawiła i Gwiezdni nie mogli tego pogodzić. Nie wiedziała, co sądzić o przyrównaniu jej do dawnych tyranów… Ale niech już będzie. Lepsze to niż obrzucanie błotem, które miał miejsce przed chwilą.
I znów wszystko wróciło do biednej Salamandry… Księżnej naprawdę było jej szkoda, cały ciężar tego spotkania spadł na nią, ale też mogła się tego spodziewać, zostając zastępcą. Cały klan na niej polegał, a teraz nawet i sami Gwiezdni. Spojrzenie Zmierzch zmiękło, gdy tylko spotkało się z tym jej dawnej mistrzyni. Nie podzielała jej zdania o życiach, dalej uważała je za niepotrzebne… Oraz jej duma zdecydowanie nie pozwalała przyjąć niczego od tej zgrai idiotów, ale reszta jej słów ją ucieszyła. Pytanie tylko, czy innym ten werdykt się spodobał?
Co się stało następnie sprawiło, że kotka dostała gęsiej skórki. Całe spotkanie było takie… prawdziwe. Każdy kot wyrażał swoje zdanie, niczym jedna wielka debata w klanie, a jednak teraz wszyscy mówili jednym głosem. Zmierzch skakała wzrokiem po pyskach wszystkich zebranych, wysłuchując jednak uważnie co mają do powiedzenia. Finalnie jej wzrok zatrzymał się z powrotem na drobnej szylkretce.
- Niech tak będzie - odpowiedziała tylko tyle. Wystarczyło, że wybierze wierzącego zastępcę? Nie powinno być to trudne… Choć czy musiała? Bo cóż Gwiezdni mogli zrobić, gdyby jej następcą został ktoś niewierzący? Przecież i tak byli bierni na wszystko, co dotąd działo się w klanie. Innym pytaniem było, kiedy nastanie odpowiedni czas… Po jej śmierci? Czy gdy pojawi się lepszy kandydat od niej? Jeśli chodzi o drugie, to będą musieli chyba poczekać aż faktycznie straci swoje jedno życie.
Opuszczenie tego snu było również dziwnym doświadczeniem. Oddalały się coraz bardziej aż po postu... Zostały znów same. W ciszy i ciemności. Ta jednak różniła się od poprzedniej... Odwróciła się w stronę Nurt chcąc coś powiedzieć, ale nim zdążyła, zostały całkowicie z niego wyrzucone.
Wróciła do świata żywych i szczerze, nie czuła się ani trochę wyspana. Ile czasu minęło? Parę uderzeń serca? Pół nocy? Czy zaraz miał nastać świt…? Spojrzała na księżyc i uh, jeszcze sporo nocy je czekało… Wbiła spojrzenie w gwiazdy, by zaraz cicho zaśmiać się do siebie. - To był najdziwniejszy sen jaki miałam… - przyznała i spojrzała na Nurt. Miała szczerą nadzieję, że to spotkanie nie odbije się bardzo negatywnie na kotce. Idioci… - Jesteście w stanie wracać? Mogę przejąć wartę jeśli potrzebujecie odpocząć - zaproponowała mimo własnego zmęczenia.
Potrzebowała chwili, by przemyśleć co się stało. Czy to wszystko było prawdziwe, czy tylko dziwnym snem, sztuczką stworzoną przez to miejsce. Zmierzchająca Gwiazda… Pasowało do tej całej sytuacji. Składanych obietnic mogła nie dotrzymać, ale jednak, imię sobie zdecydowanie przywłaszczy.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
- "Spadająca Łapo" - burknęła pod nosem, ale nie zatrzymała dwójki kocic.
Oczekiwanie było niewyobrażalnie nudne, ale Lotka była potrzebna przytomna, dlatego co najwyżej kręciła się i przechodziła z miejsca na miejsce, nasłuchując okolicznych dźwięków. Co jakiś czas zerkała z zainteresowaniem na śpiące towarzyszki, ale też by się upewnić, że dalej oddychały. Trudno było uwierzyć, że robiły coś więcej niż, no, spały.
Wraz z upływem czasu terminatorka robiła się coraz bardziej niespokojna, bynajmniej nie ze zmartwienia, a braku stymulacji. Okolica była względnie cicha i spokojna. Zaczęła się zastanawiać co je tak przytrzymało, i czy powinna próbować je obudzić, ale nie było to nic więcej niż pasywne myśli. Z resztą, nie tak długo po tym Rześka i Nurt nareszcie same z siebie wstały. Lotka westchnęła cicho i podniosła się na równe łapy. Była zmęczona, ale zbyt nabuzowana, by rozważać sen.
- Mi obojętne - rzuciła płasko, powstrzymując język przed zadaniem cisnących się do ust pytań.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Sierść na szarym grzbiecie zaczęła się unosić, gdy tylko Nurt ponownie usłyszała syk Białowąsej, ale gwałtownie opadła na widok Truskawkowego Gąszczu. Osoby, której potrzebowała tutaj najmocniej i którą bardzo chciała zobaczyć, na co jednak zdążyła już stracić nadzieję... I która, wystąpiwszy przed szereg, postanowiła ją wesprzeć. Jak zawsze. Bo nieważne, co Nurt robiła, do jakich głupot się posuwała, zawsze mogła liczyć na to, że Truskawkowy Gąszcz się za nią wstawi; choćby nawet przed Gwiezdnymi we własnej osobie.
Po dotknięciu nosa jak za sprawą magicznej sztuczki rozluźniła się, a zarazem stanęła prościej – nie w gotowości do walki, a w wyrazie pewności siebie. Już w spokojniejszych okolicznościach ten drobny gest ze strony zmarłej mistrzyni wywołałby w popielatej falę emocji, ale teraz... teraz nakładała się na to dodatkowa warstwa niezwykłości. I to chyba za jej sprawą, zamiast zanieść się szlochem i przytulić się do białego, błyszczącego futerka, pręguska stała spokojnie, czując siłę zamiast żalu. Dziękuję, wypowiedziały bezdźwięcznie jej wargi. To dzięki Truskawkowemu Gąszczowi wyszła ze stanu kwestionowania własnej poczytalności. Bo był ktoś, kto myślał jak ona i był gotów powiedzieć to głośno i wyraźnie. Nie byle ktoś, a kot, któremu ufała najmocniej na świecie i kogo zdanie szanowała jak nikogo innego. Gwiezdni nie zaprzestali dyskusji, inicjatywę przejęła kolejna kotka, co nie pozwalało Nurtowi zapomnieć o powodzie jej obecności tutaj, ale nie przeszkodziło również w zrobieniu kroku do przodu, by chociaż na chwilę znaleźć się bliżej zmarłej medyczki. Cokolwiek miało się wydarzyć, jaka decyzja nie miała zostać podjęta... Miała chociaż to. Chwilową ulgę dla nieprzemijającej tęsknoty.
Ale trzeba przyznać, dalszy przebieg spotkania częściowo zblakł w jej oczach. Wypowiedź Nawałnicowego Ryku dotarła do niej połowicznie, wniosek Tupoczącej Gwiazdy przyjęła z opanowaniem większym, niż by się po sobie spodziewała. Sporą część koncentracji wkładała w to, żeby niespostrzeżenie, powolutku, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi i utrzymując pozę poważnego kota podczas poważnej misji... na moment przytknąć głowę do futerka na boku Truskawkowego Gąszczu.
Nie umknął jej natomiast warunek postawiony Rześkiemu Zmierzchowi przez Gwiezdnych, których zgodna wiadomość wybrzmiała chórem. Zwróciła wówczas spojrzenie ku głównej zainteresowanej, ciekawa jej odpowiedzi.
I choć powinna cieszyć się z postanowienia już nie Rześkiego Zmierzchu, a Zmierzchającej Gwiazdy, odczuła ukłucie żalu, bo to oznaczało, że nie miały po co dłużej przebywać na Srebrnej Skórce. I jakby na potwierdzenie tej myśli, zaczęła czuć, jak grunt pod jej łapami się zmienia, jak gdyby ktoś zwijał go od drugiej strony... a może to ją ciągnął za ogon? Kiedy nastała ciemność, spojrzała z lekką desperacją na swoją ostatnią towarzyszkę. Uderzenia serca później sen się zakończył.
Czujnie uniosła głowę, z pewnym żalem odnotowując swoje aktualne położenie. Leżała przed Szepczącą Sadzawką. Jasne, gdzie indziej miałaby niby być??
– Dla mnie też – przyznała cicho, acz chyba z nieco innych powodów niż Zmierzch. Podniosła się z chłodnej ziemi i zabrała się za otrzepywanie. Mniej z faktycznej potrzeby, bardziej dla jakiejś wymówki, dlaczego nie patrzyła w pysk żadnej z kotek. – Wracajmy już... Zmierzchająca Gwiazdo.