Księżyce: 53
Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał)
Płeć: Afab, płeć w płynie
Matka: Śnieżny Płatek(npc)
Ojciec: ?
Partner: ?
Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Księżyce: 53
Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał)
Płeć: Afab, płeć w płynie
Matka: Śnieżny Płatek(npc)
Ojciec: ?
Partner: ?
Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Wysoka, długa, ciężka, kwadratowa budowa | Długowłosy, Niebieski srebrny cętkowany szylkret | Biel na palcach, brzuchu, kryzie, podbrudku i gwiazdce na czole |
Niebieskie oczy.
Bryza nie jest spokojna.
Choć jej imię wskazywałoby kota z gracją, opanowanego...
Bryzie naszej trafniejsze byłoby imię Sztorm - bo jak sztorm, trzyma w sobie emocje, uczucia, żale, by w drugiej sekundzie wybuchnąć i ryknąć. Wystarczy iskra.
Podczas pobytu w medycznej jamie, Bryza nauczyła się cierpliwości...Poniekąd. Bywa rozpieszczona, do umiarkowanego stopnia. Bywa głośna, jeśli chodzi o jej komfort.
Życie w klanie rzeki toczyło się dalej, choć dość niespokojnym tokiem od śmierci Bratkowego Wzgórza.
Mentor Jeziornej Bryzy, Nocny Szkwał nie dość, że stracił córkę, zięcia, to jeszcze siostre.
Jeziorna Bryza nie przeżywała za niego bólu - ba, wstydziłaby się nawet pisnąć słówko, tak niezręczna była to sytuacja.
Sama straciła zbyt dużo z rodzeństwa, a i tak połowa z nich rozpłynęła się bez słowa - nie znała więc bólu stracenia rodzeństwa, które znała dłużej, jak do progu kociarni.
Może prócz Sopla. Sopel również się rozpłynął. Zostawiając po sobie bratanka srebrnego cętkowanego i Drobiącą Mysz.
Samolub. Jezioro musi kiedyś pogadać z partnerką brata, o ile ta dalej o sobie tak sądziła. Jeziorna Bryza nie miałby jej za złe, gdyby nie.
Jak biała zmora - jasna sylwetka srebrnego szylkreta czekała na Wiesiołkową Łapę na kocich grzbietach. Czas na ważniejsze sprawy.
Różne rzeczy działy się w klanie. Koty umierały, ale nawet jeśli było to straszne, Wiesiołek starał sobie tłumaczyć, że teraz były szczęśliwsze w Gwiezdnym Klanie i to tak naprawdę było dla nich lepiej. Inne się rodziły, co akurat było informacją jednoznacznie pozytywną, jeszcze inne chorowały, ale nimi jak najlepiej zajmował się medyk, a między nimi wszystkimi był także Wiesiołek. Który starał się wykonywa wszystkie swoje obowiązki, żeby w przyszłości zostać dobrym wojownikiem. Czy też opiekunem, do tego wciąż nie miał pewności.
Jednak za to całkowicie jasne było to, że musiał zjawić się w wyznaczonej porze na swoim treningu, więc jego mistrzyni nie musiała czekać zbyt długo na zobaczenie swojego ucznia. - Dzień dobry, Jeziorna Bryzo. Jestem gotowy na trening. – Przywitał się, stając niedaleko wojownika, gotowy na wszystko, co mogli robić tego dnia.
Księżyce: 53
Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał)
Płeć: Afab, płeć w płynie
Matka: Śnieżny Płatek(npc)
Ojciec: ?
Partner: ?
Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Księżyce: 53
Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał)
Płeć: Afab, płeć w płynie
Matka: Śnieżny Płatek(npc)
Ojciec: ?
Partner: ?
Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Wysoka, długa, ciężka, kwadratowa budowa | Długowłosy, Niebieski srebrny cętkowany szylkret | Biel na palcach, brzuchu, kryzie, podbrudku i gwiazdce na czole |
Niebieskie oczy.
Bryza nie jest spokojna.
Choć jej imię wskazywałoby kota z gracją, opanowanego...
Bryzie naszej trafniejsze byłoby imię Sztorm - bo jak sztorm, trzyma w sobie emocje, uczucia, żale, by w drugiej sekundzie wybuchnąć i ryknąć. Wystarczy iskra.
Podczas pobytu w medycznej jamie, Bryza nauczyła się cierpliwości...Poniekąd. Bywa rozpieszczona, do umiarkowanego stopnia. Bywa głośna, jeśli chodzi o jej komfort.
Czas na pracę, czas na zapomnienie trosk - schowanie ich pod mchowy dywan, gdzieś na tył głowy.
Jeziorna Bryza poczuła na sercu ciepło, widząc syna Jęczmiennego Ziarna - wstawił się, bez dłuższego spóźnienia.
-Witaj.- Mówi spokojnie, choć ton jego głosu zawsze był...Niższy.-Co powiesz na spacer? Omówimy sobie w międzyczasie kodeks i teorie polowania.-
Jeśli Wiesiołek nie miał zaprzeczeń - ruszyli z Kocich Grzbietów przed siebie, za znakiem Jeziornej Bryzy, do Nory pod Drzewem, która była ciut wyżej od Makowej Polanki. Zanim tam dojdą, troche przegadają drogę.
- Oczywiście, Jeziorna Bryzo. Możemy iść. – Nie ma problemu, zgodziłby się zresztą na wszystko. Starał się podążać tuż obok Jeziornej Bryzy, nigdy nie zostając w tyle, ani nie oddalając się za bardzo. Nawet jeśli widoki wokół były bardzo interesujące, to przecież ważniejsze od wszystkich przyjemności powinno być bycie dobrym terminatorem. A dobry terminator przede wszystkim słuchał swojego mistrza i absolutnie nie powinien zajmować się na treningu nieodpowiednimi rzeczami. - Czy mam wymienić punkty Kodeksu, które znam? – Spytał, nie chcąc zaczynać robić tego zbyt wcześnie, jeśli wojownikowi chodziło o coś innego. Może miał jakąś ustaloną kolejność, w której koniecznie chciał to robić, albo zadać najpierw jeszcze jakieś pytania… Dlatego Wiesiołek wolał poczekać jeszcze moment i upewnić się, czy miał sam to zaczynać.
xxxxPowiedziałem Nocnemu Szkwałowi wiele rzeczy w ostatnim czasie. Że nie mogę mu obiecać, że przeżyje kolejne dni. Że nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Że moje jedyne myśli w głowie to takie, które kręcą się wokół klanu cienia, ich medyczki, mojej Jaskółki i tego, że jej... że nie mogę jej zobaczyć. Chciałem prosić, by nie odbierał mi moich terminatorek. Nie poprosiłem jednak, to było samolubne - byłem najgorszym, co mogło je spotkać. Nie mogły być pewne, czy następnego dnia przyjdę na umówiony trening, nie byłem też świetnym wojownikiem i nauczycielem, każdy w Klanie nauczyłby je lepiej ode mnie. Właśnie dlatego nie odezwałem się ani słowem, a jednak Nocny Szkwał... był Nocnym Szkwałem, znał mnie lepiej niż ja samego siebie. Ile razy było już tak, że nic nie mówiłem, a on wiedział? Zawsze. Zawsze tak było. Kozia i Nadpływająca Łapa nie zostały mi odebrane - zaufanie, którym darzył mnie przywódca z zastępcą niesamowicie mnie przytłaczało. Chciałem zniknąć, nie chciałem bym tu był, bym musiał przeżywać wszystko... sam, jednocześnie ciążyła na mnie odpowiedzialność, a ja... a ja bardzo nie chciałem nikogo zawieźć. Nawet kosztem własnego samopoczucia. Zresztą, to zawsze tak działało. xxxxNocny Szkwał zakazał mi wychodzić samemu z obozu. Jak terminatorowi, choć byłem wojownikiem. Zakazał mi, wyjątkiem stanowiły treningi - ponadto zawsze musiałem wrócić z terminatorem do obozu. Wstyd przeszywał moje ciało, gdy o tym myślałem, rzygać mi się chciało na myśl, że musiałbym o tym komuś powiedzieć. Nie powiedziałem. xxxxWiesiołkowa Łapa był bratem Nadpływającej Łapy i, jak się dziś rano okazało... moim terminatorem. Chciało mi się wyć i płakać, gdy usłyszałem, że został mi przydzielony kolejny, trzeci terminator. Nie wiedziałem czy się cieszę. Nie rozumiałem, dlaczego tak bardzo mi ufają. Pokładają nadzieję we mnie, choć tak bardzo marny, żałosny byłem w oczach... każdego, kto chciał mi się przyjrzeć. Jednocześnie im więcej pracowałem, tym mniej myślałem. Dnie były po prostu ciche, puste, nijakie. Najgorsze były noce. xxxxWolno wlokłem się przez obóz w stronę Zarośniętych Drzew. Wszedłem nieśmiało do środka, wzrokiem szukając swojego nowego terminatora. - Przep- przepraszam, jest... jest może Wiesiołkowa Łapa? - zapytałem na forum, nie siląc się na szukanie go wzrokiem - nawet nie byłem pewny jak wygląda. Na głowie miałem opatrunek od Poety, wciąż świeży, z wciąż niezagojoną raną. Ale ja nie chciałem czekać z treningiem, aż wyzdrowieję. Oszalałbym, siedząc w lecznicy.
Stało się ostatnio coś smutnego, Jeziorna Bryza zniknęła. Wiesiołek miał nadzieję, że to nie przez niego, przypominając sobie opowieść Liściastej Łapy o tym, że ona i jej mistrzyni za sobą nie przepadają. Ale przecież starał się wszystko zrobić jak najlepiej, teraz też analizował swoje zachowanie, starając się dostrzec w nim jakieś powody, przez które jednak mógł doprowadzić do odejścia wojowniczki. Myślał też o tym, by wyjść i jej poszukać, ale przecież wiedział, że sam nie powinien tego robić, a okazja, by wybrać się tam z kimś bardziej doświadczonym jakoś się nie trafiła.
Dlatego pozostało mu być w obozie i tutaj dalej się starać jak tylko mógł wypełniać swoje obowiązki i pomagać tu wszystkim, którzy tego potrzebowali, czekając na Ogniste Serce, bo jak się zdążył dowiedzieć, to on miał zostać jego nowym mistrzem. I rzeczywiście kocur zdołał radę go znaleźć, chociaż wyglądał dość smutno. Czy był rozczarowany tym, że miał go teraz uczyć? Wiesiołek miał nadzieję, że nie, może było to spowodowane ranami, które musiał otrzymać niedawno, sądząc po jego opatrunkach. - Dzień dobry, tak, to ja. Jestem gotowy na nowy trening. – Przywitał się miło, uśmiechając się lekko, ale jednocześnie prostując, żeby pokazać, że naprawdę może ruszać w każdej chwili.
[b]- …A wiesz może, kto jest teraz mistrzem Wierzbownicowej Łapy? To moja siostra i przedtem Jeziorna Bryza uczyła nas obje, mam nadzieję, że ona teraz też będzie mogła już
xxxxNie czekałem długo, Wiesiołkowa Łapa szybko odnalazł się wśród pojedynczych terminatorów spoczywających w Zarośniętych Drzewach. Dołożyłem wszelkich starań na lekki, blady uśmiech w jego stronę. Było mi przykro, że spotykam syna Jęczmiennego Ziarna w takich... nieprzyjemnych okolicznościach, kiedy nie byłem... w pełni sprawy. Pod żadnym względem. Czułem, że zawodzę, że nie domagam ambicji terminatorów i jestem ich przeszkodą w osiągnięciu miana wojownika, nie pomocą. I choć starałem się tak nie myśleć, to uczucie zalewało każdą moją myśl. xxxx- Wierzb... hm... nie, nie wiem. Na pewno... Łabędzia Gwiazda na pewno kogoś jej przydzielił, nie musisz się... martwić o siostrę - miauknąłem, jednocześnie patrzyłem na Wiesiołka tak... tak leciutko inaczej niż wcześniej. Poruszyło mnie to, że martwił się o siostrę i o to, czy ta ma z kim się uczyć. To takie... miłe. To takie... podobne do mojego zachowania wobec Wody. xxxx- Wie...siołkowa Łapo... nie chciałbym dziś wychodzić z obozu na treningu, dobrze? - zapytałem. Nie chciałem wychodzić, nie chciałem widzieć terenów, którymi szedłem na Cztery Drzew Nie chciałem widzieć rzek i gwałtownych, niebezpiecznych nurtów, ryzykować spotkania drapieżnika. Bałem się swojej reakcji. Bałem się samego siebie. Miałem nadzieję, że terminator zrozumie to i zwali winę na stan mojego pyska, nie będzie się doszukiwać drugiego dna. Zresztą, skąd miałby je znać. - M-ożemy... iść sobie usiąść i... o czymś pogadać. O kodeksie wojownika, albo rangach... Obiecuję, że następnym razem wyjdziemy i zrobimy... co tylko będziesz chciał - mówiłem ciężko. Nie chciałem jeszcze bardziej opóźniać jego treningu, jednocześnie nie miałem sił i odwagi na ten pełnoprawny na Kocim Grzbiecie. Jeśli Wiesiołkowa Łapa się nie zgodzi, to... to będę musiał poszukać czegoś innego, co zajmie moje myśli na jakiś czas.
Tak, na pewno Łabędzia Gwiazda przydzieli Wierzbownicy dobrego mistrza. Nawet jeśli nie wiedzieli, kto to jest, zaufanie przywódcy było dla terminatora dość prostą sprawą i teraz mógł skupić się na własnym treningu. I na własnym mistrzu, który wciąż w jakiś sposób wyglądał nienajlepiej? Może źle się czuł i powinien iść do medyka? To była jakaś opcja, jednak nie mógł mu przecież powiedzieć, że ma tam iść. Jedyną opcją w tej chwili wydawało się bycie jeszcze bardziej grzecznym niż zwykle, by na pewno nie pogorszyć jego stanu.
Na szczęście dla Ognistego Serca, Wiesiołek naprawdę nie był kotem, który narzekałby na cokolwiek, co zrobiłby jego mistrz. Wręcz przeciwnie, jeśli wojownik podjął taką decyzję, to musiał mieć ku temu dobry powód i należało mu zaufać. Zresztą, wszystkie teoretyczne informacje również były bardzo istotne w życiu w klanie i wcale nie należało ich pomijać, by skupiać się tylko na praktyce, bardziej ekscytującej dla niektórych. Ale czy na pewno też bardzie pociągającej akurat dla Wiesiołkowej Łapy? Niekoniecznie. -Oczywiście, możemy się dzisiaj tym zająć. Starałem się zapamiętać jak najwięcej z Kodeksu, ale nie wiem, czy znam już na pewno jego wszystkie punkty... - Nawet jeśli z Jeziorną Bryzą jeszcze nie przerobili tych zasad nie oznaczało, że nigdy ich nie słyszał. Był przecież kotem, który starał się jak najlepiej spełniać swoje obowiązki, a jak miałby to robić nie wiedząc, jakie były najważniejsze reguły panujące w klanie?
xxxxNie byłem pewien, czy na moim pysku nie było widać ulgi, gdy tylko Wiesiołkowa Łapa przystanął na moją propozycję. Prawdopodobnie gdyby powiedział, że się nie zgadza i mają wyjść już teraz, uległbym. To był jego trening, był tu najważniejszy, moje zdanie było... mniej ważne. Jeśli w ogóle. - Dzięk...uje - odsapnąłem, i jeśli ten nie miał nic przeciwko, wskazałem miejsce na uboczu, tuż za Królikarnią. Tam było cicho, raczej nikt nie odwiedzał tylnych zakątków, więc powinno... być w porządku. - Opowiesz mi te, które znasz? Jeśli będzie coś nie tak, to ci pomogę, na... spokojnie - mówiłem wolno. Nie było we mnie tych samych emocji, ale wciąż było ciepło, troska... nawet, jeśli ledwie widoczna. Nie chciałem być dla niego niemiły.
Czemu wojownik dziękował? To przecież nie tak, że Wiesiolek zrobił cokolwiek ponad to, co powinien zrobić, przynajmniej w swojej ocenie. Jednak może po prostu jego nowy mistrz chciał być miły, co było w tym momencie wystarczającym wytłumaczeniem tego zachowania dla terminatora. - Pamiętam punkt o tym, że kocięta muszą mieć przynajmniej sześć księżyców, zanim zostaną terminatorami. I że nie wolno wchodzić, ani polować na terenach innego klanu. Wiem też, że należy nakarmić starszyznę oraz kociaki przed terminatorami i wojownikami. Oraz, że terminatory nie powinni jeść, póki nie zapolują, by nakarmić starszyznę. Dlatego chciałbym nauczyć się niedługo polować, bo nawet jeśli wiem, że nie muszę tego robić jeszcze, to i tak dziwnie mi tego nie robić... Nie dzisiaj, wiem, że nie, ale chciałbym się tym zająć gdy tylko będzie możliwe. - Bo jednak czuł gdzieś tam wewnątrz lęk, że jednak swoim poste łamie Kodeks. A to była ostatnia rzecz, którą by chciał zrobić.
xxxxPokiwałem głową. - Bardzo dobrze, super - wymruczałem, chwaląc kocura. Sporo wiedział, sam się tego nie spodziewałem, więc... no, miło się zaskoczyłem. - I... i jasne, tak. Możemy... iść zapolować na następnym treningu, dobrze? - zapytałem, bo jeżeli mu to pasowało, to świetnie. Miałem tylko nadzieję, że nie zapomnę... ale w razie czego mi przypomni, więc nie było się czym stresować, prawda? - Będę... przedstawiać ci punkty po kolei, ale nie skupiaj się tak bardzo na kolejności. Ją załapiesz w trakcie, najważniejsze, żebyś generalnie o nich pamiętał, ta kolejność... nie jest tak ważna. Tak myślę. Pierwszy punkt brzmi: "Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem.". O drugim już powiedziałeś, mówi o tym, by nie polować ani wstępować na tereny innego klanu. Trzeci już też znasz, by starszyzna i kocięta były karmione przed terminatorami czy wojownikami. Wiesz, dlaczego tak jest?
Pokiwał głową, zgadzając się na propozycję mistrza. Oczywiście, że tak zrobił, nawet przez myśl nie przeszła mu żadna inna reakcja. Nawet w przypadku całkowitej odmowy przecież by się nie kłócił ze swoim mistrzem - co najwyżej spróbowałby grzecznie poprosić jakiegoś innego wojownika o możliwość podszkolenia w tym temacie. - Powinniśmy okazywać szacunek starszyźnie, bo tak długo służyli klanowi… A kociaki są jeszcze za małe żeby, polować dla siebie same, więc musimy się wszyscy nimi opiekować, więc też je karmić. Tak samo zresztą jak tymi kotami, które są już zbyt chore albo stare, żeby zdobywać dla siebie pożywienie. - Wydawało się mu to dość logiczne, że chodziło o wspieranie siebie nawzajem, szczególnie tych, którzy nie poradziliby sobie z takimi zadaniami. Na pewno było to dla Wiesiołka punkty Kodeksu prostsze niż te mówiące o walce z innymi kotami.
xxxx- Tak. Bardzo dobrze - mruknąłem. Wiesiołkowa Łapa wydawał się bardzo mądrym, wrażliwym kocurkiem. Uczyłem dwoje dzieci Jęczmiennego Ziarna i oboje byli inteligentni, tak przynajmniej myślałem. To dobrze, że tak było... spryt Nadpływającej Łapy i czułość Wiesiołkowej Łapy na pewno przydadzą się Klanowi Rzeki. - O czwartym punkcie też już wspomniałeś... jasne, to bardzo szlachetne z twojej strony, że ci na tym zależy. Pójdziemy... na polowanie następnym razem, dobrze? Nie będę z tym zwlekać - dałem słowo. Źle mi było, że nie potrafiłem sprostać obowiązkom. Że zawodziłem własnych terminatorów, że przystawali na coś, by to mi było dobrze. Było mi głupio. Brzydziłem się tym, sobą, że tak było. - Piąty punkt mówi o tym, że upolowana przez nas zwierzyna jest tylko po to, by ją zjeść. Należy być wdzięcznym Gwiezdnemu Klanowi za to, że zwierzyna zamieszkuje ten las wraz z nami. Szósty to ten mówiący o kociętach, które muszą mieć przynajmniej sześć księżycy, by być mianowane. Nie wiem czy wiedziałeś, ale wojownik zaraz po mianowaniu musi odbyć nocne czuwanie, nie mogąc się przy tym odzywać aż do świtu. To siódmy z punktów. Jeżeli... masz jakieś pytania, mówię za szybko, to... to mi powiedz. N-najważniejsze, żebyś wszystkie zrozumiał.
Nie uważał swojego zachowania za szlachetne - raczej za podstawę tego, co powinien robić każdy kot w klanie. Słuchał wciąż swojego mistrza z jak największą uwagą, żeby nie przegapić nawet słowa z wypowiadanych przez niego zasad. Raczej wszystko, co usłyszał tym razem, było dla niego możliwe do zrozumienia i zapamiętania. - Nie mam na razie pytań… - Czy powinien jakieś mieć? Nie, chyba nie było to konieczne, przecież nie powinni kwestionować zasad zesłanych im przez samych Gwiezdnych, tylko się do nich stosować w każdym momencie - Ale to wspaniałe, że Gwiezdny Klan dał nam Kodeks, żebyśmy wiedzieli co robić. - Naprawdę było to w głowie Wiesiołka najwspanialsze, co mogło spotkać klany. I teraz wiele zastanawiał się nad tym, jak najlepiej postąpić w różnych sytuacjach, by wszyscy byli z niego zadowoleni - dobrze, że przynajmniej przy niektórych było to konkretnie wytłumaczone.
xxxx- ...wspaniałe, to prawda - miauknąłem. Wiesiołkowa Łapa zadziwiał mnie... dojrzałością. Ceniłem sobie Gwiezdny Klan, bardzo, ale zacząłem to robić całkiem niedawno. Nie potrafiłem pojąć świetności przodków w wieku terminatora, a on... on już to rozumiał. - Dobrze, to tak... ósmy punkt mówi o tym, że wojownik może zostać wybrany na zastępcę dopiero wtedy, gdy uczył terminatora. To znaczy... musi ukończyć trening choć jednego, od początku do końca, tak. Dziewiąty punkt głosi, że zastępca zostaje przywódcą, gdy poprzedni umiera. Były takie sytuacje, że... że przywódca odchodził do starszyzny, wtedy także zastępca zostaje przywódcą. Ale to... nie u nas, raczej. Dziesiąty brzmi tak: "po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba". I jedenaste: zgromadzenie odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca. Trwa wtedy rozejm. Słyszałeś kiedyś o zgromadzeniu, Wiesiołkowa Łapo? Wiesz co to?