xxxx- Mhm, tak. Głowa musi zrównać się z grzbietem i ogonem. Najlepiej iść pod wiatr, wtedy zapach cię nie zdradzi. Uginasz łapy tak, by brzuch był nisko, ale nie szurał po ziemi... no i... tyle, w sumie. Patrz, pokażę - mruknąłem. Zawsze pokazywałem terminatorom pozycje, bo ja z takiego opisu chyba nie wyobraziłbym sobie jak to ma wyglądać w praktyce. Ugiąłem więc łapy, głowę, grzbiet i ogon zrównałem z grzbietem, spojrzałem pod nogi i ustawiłem się pod wiatr. Wszystko jest. - Spróbujesz? - zapytałem, prostując się. xxxx- Nieco inaczej też polujemy w zależności od tego, co ma być naszą ofiarą. W przypadku gryzoni - myszy, orzesznic, badylarek... i takich tam, przenosimy ciężar na tylne łapy. Takie zwierzątka są małe i czują każde drganie ziemi, głównie dlatego... tak się robi. W przypadku zająców czy królików ściszamy, uspokajamy oddech, bo te mogą usłyszeć nawet świst wydychanego powietrza. I... i ptaki. Podchodząc do ptaków najlepiej co jakiś czas schował się za krzewem, lub jakimś drzewem... a jeśli nie ma nic takiego w pobliżu, zastygnij w miejscu. Mniejsza szansa, że cię zauważą. Rozumiesz...?
Czyli prawie dobrze. Może powinien postarać się jeszcze bardziej, żeby nie zapomnieć od razu już o absolutnie niczym, ale w tym momencie tyle musiało wystarczyć. I tak chyba jego odpowiedź nie zawiodła mistrza, więc nie było tak źle.
Kiwnął głową i postarał się jak najlepiej odwzorować pozycję, którą pokazał mu jego mistrz. Również ugiął trochę swoje łapy, ale nie za mocno, żeby nie jeździć brzuchem po ziemi, a następnie zrównał poziom głowy oraz ogona z grzbietem. Ustawił się też pod wiatr, jakby to w tamtą stronę miał zmierzać. - Rozumiem. - Potwierdził, po wysłuchaniu kolejnych reguł, które wymienił Ogniste Serce. Chyba nie powinno być tak źle, nie było ich aż tak wiele, żeby nie miał szans ich zapamiętać. Powinien sobie poradzić, chociaż teraz, w tym jednym zadaniu, które pewnie miał mu dać za chwilę wojownik.
xxxx- Mhm - kiwnąłem głową z aprobatą na jego odwzorowanie pozy łowieckiej. Była... taka, jak zawsze pierwsza poza łowiecka w życiu - nieco koślawa, ale poprawna. Najwyraźniej Wiesiołkowa Łapa bez problemu załapał to, o czym mówiłem. xxxx- Okej, jeśli pamiętasz zasady, o których ci powiedziałem... myślę, że możesz spróbować zapolować sam. Będę w pobliżu, ale ukryję się nieco, by nie płoszyć ci zwierzyny. Gdyby coś się działo... cały czas cię widzę. Spróbuj, śmiało - zachęciłem.
- Dobrze. Postaram się coś złapać. - Zapewnił swojego mistrza, przez chwilę patrząc za znikającym z jego pola widzenia Ognistym Sercem. Czy teraz skoro, był sam, zaraz miał się przy nim znaleźć znów jakiś zły kot? Nie, był na środku terenów Rzeki, ktoś taki nie powinien się tu dostać… Ale przecież mógł. Sam Wiesiołek powiedział mu zbyt wiele o tym, co tu było.
Rozejrzał się nerwowo i ruszył na poszukiwania. Przynajmniej przez jego strach, wszystkie zmysły Wiesiołka naprawdę wyostrzyły się jak tylko mogły. Musiał znaleźć ślady wszystkiego, co znajdowało się w pobliżu - a to chyba musiało oznaczać także zwierzynę, której rzeczywiście miał szukać.
xxxxOgniste Serce zniknął z pola widzenia, chowając się tak, by rzadka piszczka nie zdołała go odnaleźć w gąszczu. Wiesiołkowa Łapa ruszył w głąb Kocich Grzbietów, choć póki co nie czuł niczego konkretnego... chyba ich wcześniejsza rozmowa zaalarmowała tutejsze żyjątka i nie tak łatwo będzie kogoś tu znaleźć.
Był sam, całkiem sam. Żadnych niebezpieczeństw, ale i żadnej zwierzyny. Nie było to chyba aż tak dziwne. Zdarzało mu się już przecież wychodzić z Obozu i nie było tak, że piszczki rzucały mu się od razu pod łapy, więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
Wiesiołkowa Łapa podążał wciąż przed siebie, starając się, by jego krok, niezależnie od emocji wewnątrz, pozostawał spokojny. Wciąż uważnie się rozglądał, nasłuchiwał, wchłaniał każdy z napływających do niego zapachów - wszystko, co mogło mu dać wskazówkę, że jednak jakaś inna żywa istota znajdowała się w pobliżu.
xxxxDreptał chwilę, a po chwili minął niewielką zaspę śniegu. Przechodził obok, kiedy... kiedy nagle coś gwałtownie ruszyło zza tej zaspy, biegnąc ile sił w małych łapkach. Mógł się wystraszyć tak nagłego pędu tuż obok siebie, jednak jeśli w porę się zorientował co się dzieje, mógł dostrzec zlewającego się z otoczeniem, białego zająca, który biegł wybitnie szybko przed siebie. Najwyraźniej chciał schować się przed przeciwnikiem za zaspą, ale spanikował, gdy tylko Wiesiołek podszedł bliżej.
Jednak nie był sam. Było tu coś jeszcze, coś, co bało się bardziej od niego, bo teraz to on był tu złym, niebezpiecznym drapieżnikiem. Ale czy miał wybór? Jego mistrz chciałby, żeby coś upolował, Gwiezdny Klan chciałby, by nakarmił starszyznę i kocięta. Nie było tu czasu myśleć nad uczuciami królika, który zresztą zaczynał się oddalać.
Wyglądało na to, że na skradanie się i spłycanie oddechu było już trochę za późno. Może i Wiesiołek nie miał jeszcze w tym doświadczenia, ale wątpił, by mogło to od razu uspokoić zajęczaka. Dlatego wbrew usłyszanym wcześniej regułom po prostu również rzucił się jak najszybszym biegiem w jego stronę, pragnąc go dogonić i wtedy schwycić.
xxxxTerminator rzucił się w pościg za zającem, co wcale nie było takie proste - wszyscy wiedzieli, że zające byli mistrzami w szybkim przebieganiu różnych dystansów, to też Wiesiołkowa Łapa został rzucony na głęboką wodę. Biegł ile sił w nogach, ale zwierzątko nie odpuszczało - uciekało tak szybko, jak tylko było w stanie.
Nie mógłby teraz się poddać. Zrezygnować tak po prostu w połowie pościgu, zawieść wszystkich, którzy liczyli na to, że mu się uda. Czy może raczej nie liczyli na to, a tego wymagali, bo przecież był to jego obowiązek.
Dlatego i Wiesiołek starał się biec najszybciej, jak tylko potrafił. Pogoń za królikiem wcale nie należała do łatwych, ale póki miał tylko siły, starał się być jedynie coraz szybszy, tak, by kiedyś w końcu móc mieć szansę na skończenie na niego. Nie zastanawiał się nad innymi opcjami, był zbyt szybko, wszystkie myśli pozostawały gdzieś w tyle za nim. Wciąż pędził, aż do momentu, gdy ktoś miał osiągnąć w tym wyścigu zwycięstwo.
xxxxI Wesiołek faktycznie... dogonił go. Dogonił spłoszonego zająca, miał go na wyciągnięcie łapy - wystarczyło tylko umiejętnie skoczyć na żyjątko i pozbawić go tchu raz na zawsze. Miał jednak tylko małą lukę na to, aby to zrobić, nim zając popędzi w siną dal.
Nadszedł ten moment, królik był już na wyciągnięcie łapy. Czy czuł oddech kota na swoim grzbiecie? Czy czuł przerażenie większe niż kiedykolwiek w swoim dotychczasowym życiu? Niedługo to mogło się skończyć. Niedługo to mogło nie być jego problemem. Czy w tym momencie atak nie był dla niego większym miłosierdziem niż pozwolić mu żyć dalej z wspomnieniem tej chwili?
Wiesiołek rzucił się, jak miał nadzieją, ostatnim już skokiem, tym, który miał pozwolić mu znaleźć się nad królikiem. A wtedy pochylić się nad nim i wbić zęby w szyję stworzenia, starając się, by skończyć to najszybciej jak tylko mógł. Tak miało być dla nich obu lepiej.
xxxxTerminator nie zastanawiał się długo... co było bardzo korzystne w tej sytuacji. Wybił się z swoich łap i wbił zęby w szyję zająca, a ten szybko, nie cierpiąc długo, opadł w jego pysku bezwiednie, martwy.
Przez moment stał bez ruchu, z zębami wbitymi w królika, jakby jeszcze nie do końca uświadamiając sobie co się stało. Złapał go. Zakończył z sukcesem swoje pierwsze polowanie, nawet jeśli nie wyglądało to do końca tak, jak mógł jeszcze niedawno sobie wyobrażać.
Powoli wypuścił ciało zwierzęcia na śnieg, by zająć się jeszcze jedną czynnością, równie ważną (a może nawet ważniejszą) niż same łowy. - Gwiezdny Klanie, bardzo dziękuję ci za życie tego królika, mam nadzieję, że jego życie zostało wykorzystane w sposób odpowiedni dla was i klanu Rzeki. - Wyszeptał, pochylony nad swoją ofiarą. Co teraz? Rozejrzał się niepewnie, nie wiedząc, czy spodziewać się pojawienia swojego mistrza, czy może jednak sam powinien go poszukać.
xxxxAle Ogniste Serce się nie pojawiał. Musiał tu być, z pewnością, w jednej chwili wiatr nieco zmienił kierunek, przez co zapach wojownika dotarł do nozdrzy Wiesiołkowej Łapy. Może to znak, by zapolować ponownie, nim skończą naukę praktyki...?