Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
W tym wątku będą zamieszczane opisy pogody obowiązującej na forum w poprzednich miesiącach.
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Pogoda chyba dawno nie była bardziej zmienna i upierdliwa, jak przez ostatnie księżyce. Jednego dnia jest pięknie; słońce świeci tak intensywnie, że cały dzień można leżeć i się wygrzewać, ptaszki śpiewają, niebo nie ma nawet jednej chmurki, a wieczory są przyjemnie ciepłe - idealne na spacery! Kolejnego dnia - jakoby Gwiezdni sobie zaczęli żartować - pogoda jest drastycznie inna. Temperatura spada, a cały dzień leje deszcz tak intensywnie, że w co niektórych częściach terenu robią się mini-powodzie. Te zmiany pogodowe naturalnie, źle wpływają na patrole: jak w ładniejsze dni można spodziewać się udanych łowów, tak w te gorsze... trzeba liczyć na to, że złapie się choćby jedną piszczkę, która z jakiegokolwiek powodu postanowiła wyjść na ulewę. A co gorsza - tych brzydkich dni jest jakby więcej! Dopiero w późniejszych księżycach będzie się rozpogadzać, i to oby na jak najdłużej.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Z każdym księżycem, a nawet i gorzej bo dniem!, koty mogą narzekać na coraz większe upały. Słońce jak tylko wyjdzie, przygrzewa grzbiety tak mocno, że każdy kto jest poza cieniem ma wrażenie, że chyba zaraz się ugotuje. Do tego wszechobecna duchota, która wcale nikomu nie pomaga... aż nagle, okazjonalnie, raz czy dwa razy w księżycu cała pogoda się zmienia i zaczynają się ogromne ulewy. Chwila przyjemniejszej pogody w każdym bądź razie kończy się tylko gorszą duchotą. Najgorzej mają się patrole - szczególnie te o wcześniejszych porach dnia. Piszczki o dziwo nie są aż takie głupie, więc w tych największych upałach nie wychodzą nigdzie i nie da się ich złapać. Większość pojawia się późniejszym dniem lub wieczorami, gdy słońce już nie praży. Dla samotników może być to szczególnie nieprzyjemny okres, aczkolwiek jeśliby się przeszli na osiedle, mogą liczyć na ogólne wsparcie dwunożnych którzy regularnie zostawiają w okolicy miseczki z wodą.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Po olbrzymiej fali upałów przyszedł czas na gwałtowną zmianę pogody. Olbrzymie burze pojawiają się właściwie znikąd, przetaczając się nad terenami Czterech Klanów niczym galopujące konie. Ciemne niebo często przecinane jest jaskrawymi błyskami, po których następują grzmoty tak bliskie, jakby to Cztery Dęby padły ofiarą gniewu świata.
A deszcz pada i pada i pada. Niekiedy całymi dniami nie ma momentu by deszcz przestał choćby na chwilę. Ziemia przez to stała się miękka i grząska, utrudniając poruszanie się i polowanie. Jednak co gorsza większość zbiorników wody na terenach czterech klanów nabrzmiało ponad stan, grożąc podtopieniami.
Można by się spodziewać, że przy ochłodzeniu temperatury koty będą znajdować mniej martwej zwierzyny, ale wcale tak się nie stało. Martwa zwierzyna wciąż pada na wszystkich terenach, a jakby tego było mało Grzmiąca Rzeka zaczęła nanosić coraz więcej i więcej ludzkich śmieci.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Z biegiem czasu intensywność deszczy opadła, pozostawiając końcówkę lata raczej spokojną. Wciąż często pada, bywają dni gdy słońce się wcale nie pokazuje. Ale jednocześnie nikt nie czuje zagrożenia związanego z pogodą wychodząc z obozu. Pozostałością po burzach w jest mocny wiatr, który wciąż nie chce opuścić terenów klanów, nanosząc na nie coraz więcej niepotrzebnych śmieci.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Początek Pory Opadających Liści odznacza się sporymi wahaniami temperatury. Jasne, ciepłe dni szybko przechodzą w zimne noce. Tylko okazjonalnie można jeszcze poczuć ciepło letnich wieczorów, przeganianych chłodnym wiatrem. Okazjonalne deszcze sprawiają dodatkowo, że dni stają się w duszne i zachmurzone, nie pozwalając ani na odpoczynek ani na właściwą, porządną pracę.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Pora Opadających Liści dalej nie daje spokoju klanom. Pogoda jest zmienna. Jednego dnia ciepły i przyjemny, drugiego deszcz przez cały dzień, a jeszcze kolejnego chłodne wiatry, przez które nie chciałoby się wychodzić z legowiska. Nieprzewidywalna pogoda nie pozwala kotom za zaplanowanie jakiegokolwiek dnia czy patrolu. Na ziemi zaczynają sie zbierać kolorowe liście, a rano można poczuć pierwsze przymrozki.
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Każdy kto doświadczył wcześniej Pory Opadających Liści mógł spodziewać się kierunku jaki obierze pogoda. Kocięta i terminatorzy mogli jednak odczuć żal, gdy po ostatniej przeplatance ciepłych dni z ulewnymi, nie czekała na nich nagroda w postaci bezchmurnego nieba i przyjemnego słonka. Wręcz przeciwnie, teraz w repertuarze pogodowym wybór prezentował się następująco: niemal nieustające deszcze, nieco znośniejsze mżawki oraz z pozoru pozbawione opadów dni, którym daleko było do przyjemnych przez wilgoć w powietrzu. Z każdym wschodem słońca las był witany przez coraz chłodniejsze poranki. Koneserzy piękna mogli znaleźć pocieszenie w szronie otulającym las co wieczór – szczególnie w nieliczne, bezchmurne noce, gdy mienił się na gałązkach i źdźbłach traw niczym sama Srebrna Skórka. Czasami pierwszy patrol dnia miał niespodziankę w postaci cienkiej warstwy śniegu, która była już tylko wspomnieniem w chwili górowania słońca. Ale im bliżej Pory Nagich Drzew, tym częściej nawet ostatni obchód po granicach odbywał się w przyprószonej scenerii. O zaspach nie było mowy, ale starczyło by paluszki przemarzały po dłuższych przechadzkach.
Trochę wyższa niż przeciętny kot, krótkowłosa, bura, tygrysiopręgowana kotka o białych łapach, końcówce ogona, brzuchu i przy żuchwie. Płomiennooka.
Spokojniejsza niż kiedyś, całkiem radosna, miła, uwielbia kocięta.
Kozia Gwiazda, Śnieżyca [KC]
Styczeń 2026
Pora Nagich Drzew zaczęła się niepozornie: na początku śniegu było tyle, co kot napłakał, rujnując marzenia niektórych o beztroskiej zabawie w białym puchu, innych zaś – zapewne ciesząc. Co prawda brak śniegu nie oznaczał, że nie było zimno, wręcz przeciwnie – wiatr był bardzo intensywny, sprawiając że dnie, a szczególnie noce, osiągały rekordowe temperatury. Nawet długie futra nie były wystarczającym remedium. Którejś nocy jednak niebo spowiły białe kulki, zwiastując jedno: śnieżycę. Gdy koty obudziły się następnego dnia, świat opanował biały puch. Nie były to bynajmniej cienkie płaty śniegu; na ziemi tworzą się wręcz niebezpieczne zaspy. Dla niektórych to katorga, dla innych powód do radości. Podobnie zamarznięcie zbiorników wodnych i Czarnego Ogona podzieliło koty na dwa obozy – tych co kręcą nosem na zmniejszenie liczby dobrych łowisk oraz tych co chętnie korzystają z tego, że lód jest wystarczająco gruby by po nim skakać bez obaw. Jedno jest pewne: Pora Nagich Drzew zawitała pełną parą.
nie wyróżnia się na tle innych. średniego wzrostu, o krępych, silnych łapach i kanciastej sylwetce. sierść krótka, sztywno stercząca na boki, o burej tygrysio pręgowanej barwie. białe znaczenia na mordce, kryzie, brzuchu, między oczami, na wszystkich czterech łapach i częściowo na obydwu bokach. oczy w kolorze oliwkowo-żółtym
przekonana, że są jej przeznaczone jakieś wyższe cele, dumna i pewna siebie. aktoreczka wierząca, że jest w stanie wcisnąć cokolwiek komukolwiek bez choćby mrugnięcia, choć w praktyce często zdarza jej się działać impulsywnie i pod wpływem emocji. gwiezdni i kodeks najważniejszymi z wartości, choć nigdy nie stojącymi przed jej osobistym dobrem. lubi towarzystwo, nawet to nie w pełni jej godne
Wydawało się, że Pora Nagich Drzew już nigdy się nie skończy. A jednak, ku radości kotów, zimne szpony w końcu puściły, a cała okoliczna przyroda wydała z siebie westchnienie ulgi. Ocieplenie przyszło dość nagle, dni stały się słoneczne, a temperatura drastycznie wzrosła, powodując obfite roztopy. Gruba pokrywa lodowa na Czarnym Ogonie stopniała całkowicie, a poziom wody gwałtownie się podniósł. W Grzmiącej Rzece zaś woda okazała się wręcz nie mieścić, na niektórych obszarach zalewając pobliskie tereny. Niepodważalnie jednak był to okres odżycia lokalnej fauny i flory. Spod zmarzniętej ziemi śmiało zaczęły wychylać się wczesne krzewy, takie jak forsycja i wawrzynek. Łąki, poza krokusami, pokryły się pierwiosnkami i sasankami, a ciepłe promienie słońca sprawiły, że zwierzyna chętniej zaczęła wychodzić ze swoich kryjówek. Niech jednak łowców gotowych do polowań nie zmyli większa ilość łapek odznaczonych na błotnistych terenach - noce i poranki nadal potrafiły zaatakować przymrozkiem, powodując oblodzenie mokrej ziemi. Nieostrożne jednostki wybicie zębów miały wtedy gwarantowane, a poranne patrole nadal nie należały do najprzyjemniejszych; zalecane: łapy podnosić wysoko, a futrami nie szurać po glebie.
Gorące dni przyszły znienacka, gwałtownie zmieniając jeszcze niedawne przymrozki w upalne popołudnia i duszne noce. Żeby tego było mało, po krótkiej fali upałów nadeszły intensywne deszcze, czasami trwające całą dobę. Ulewy nie ochłodziły jednak lasu, a sprawiły, że dni są parne i wilgotne. Na ziemi natomiast pojawiają się nieustannie kałuże, czasami mniejsze lub większe, ale póki trwają ulewy, te nie nadążają wysychać do końca. Czarny Ogon, jak i Grzmiąca Rzeka, wciąż wylewają przy brzegach, tworząc, póki co, niezbyt duże rozlewiska, dlatego warto uważać na łapy przy patrolowaniu granic. Z dobrych wiadomości, Klany mogą zauważyć wzmożoną ilość potencjalnych piszczek w okolicy, a samotnicy i pieszczochy rezydujący na Osiedlu — częściej wystawiane przy sklepach miski ze świeżą wodą. Nie żeby jej brakowało w ostatnich dniach…
średni wzrost | zółte oczy | różowy nos i poduszeczki | proste uszy i zwykły pysk | biało-czarne futro | białe skarpetki na łapach
cicha | spokojna | zamknięta w sobie | śmieszek | pomocna | stroni od kłótni | nie lubi hałasu | ciekawa świata
Sosnowy Szmer, Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC]
Wrzesień 2026
Z każdym kolejnym wschodem słońca odczuwalna była zmiana w natężeniu opadów. Pobudki do mokrej gleby zaczęły być pobudkami do czystego nieba i promieni słońca. Niestety duszność nie odeszła wraz z deszczem, stając się codziennością równie nieprzyjemną co sam gorąc, który zawitał ostatecznie nad Czterema Klanami. Z tego wszystkiego Czarny Ogon, jak i Grzmiąca Rzeka przestały w końcu wylewać, a niektórzy daliby sobie łapę odgryźć, że poziom wody był nawet niższy niż normalnie. Inne zbiorniki wodne również zmalały, odsłaniając ukryte w przybrzeżnym mule muszelki, które dla niektórych mogły być niezłą gratką. Przez taki upał poszukiwania skarbów były jednak dłuższe i bardziej męczące. W ich trakcie nie dało się normalnie oddychać, warto więc było pamiętać o częstym piciu wody i chowaniu się w cieniu!
Upalne dni stały się nowym tematem do narzekań przy wieczornych dzieleniach języków, a wylewające wcześniej rzeki odeszły w niepamięć. Możnaby pomyśleć, że nie było ratunku na normalną pogodę, jednak ostatecznie po jakimś czasie zaczęły pojawiać się dni – przyjemne. Niektórzy, bardziej skorzy do kuszenia losu, mówiliby, że przyszły te dobre dni. Przestało być gorąco i duszno, wiał wiatr i słońce może chowało się za chmurami, ale i tak widziało się je częściej, niż podczas ulew, a na dodatek tym razem widok promieni cieszył, nie zwiastując jedynie żaru z nieba. Zdecydowanie było lepiej, dzięki czemu można było odpocząć od parnych dni Pory Zielonych Liści.