Chciała coś dużego, coś dużego... szła więc za swoim tropem, aż nie dostrzegła śnieżnobiałego futerka. Całkiem sporej wielkości zając krył się pod jakimś krzaczkiem, choć niewiele mu to dawało - średnie schronienie patrząc na to, jak chłodny wiał dziś wiatr. Niemniej był okazją dla terminatorki, by wyłapać coś, czym będzie się mogła pochwalić!
Księżyce: 36
Mistrz: Ogniste Serce [*]
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC]
Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Padalec, który jej uciekł, nie byłby i tak odpowiednio dużą ofiarą, która by ją zadowoliła. Zamiast niego udało jej się jednak wytropić królika. Jak widać - znów bez jednego z oczu. Ogniste Serce miał rację, że wcale nie było jej ono potrzebne.
Mina na jej pysku spoważniała, musiała się skupić. Robiło się chłodno, w istocie wiatr nie był przyjemny. Przypływ znowu ponowiła to co wcześniej, co było dość nudne, ale skoro było używane, to najwyraźniej wymagane do faktycznego polowania. Przy króliku pierwsze co to najpierw spłyciła oddech. Miała nadzieję, że robi to dobrze... Sama nie słyszała swojego oddechu, więc chyba? Oby tylko zając nie miał zmysłów spoza skali. Nadto dolozyła to co zawsze - ugięte nogi bez szurania brzuchem, ogon i głowa w linii z grzbietem, ustawiona pod wiatr i uważała co ma pod łapami. Ostrożnie idąc przed siebie starała się zajść królika najbliżej jak się da i wyskoczyć ku niemu. Chciała go wywrócić i wgryźć w gardło. Karl wyglądał na gruby... Mogłaby dostać po pysku łapami czy coś.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
Cóż, faktycznje zając to nie lada wyzwanie, jeśli polowało się pierwszy raz. Kocica w skupieni powtarzała wszystkie kroki, które były jej potrzebne do sukcesu. Sprytnie podeszła zajączka, nie dając mu usłyszeć jej oddechu pomimo wielkich uszu, które mógłby wykorzystać do zdemaskowania planów kotki. Nadpływająca Łapa skoczyła mu białej ofierze, która wydała tylko cienki pisk, nim padła trupem w pysku pointki.
Księżyce: 36
Mistrz: Ogniste Serce [*]
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC]
Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Tym razem poszło lepiej niż w przypadku padalca. Gdyby tylko zadowolone oko mogło mówić, to zapewne krzyczaloby teraz z radości. Nie zakopala królika, tylko odłożyła go i uniosla się, rozgladajac. - Ogniste Serce? Mistrzu? - Spytała dość spokojnie, bez nadmiernego hałasu. Najpewniej był gdzieś w pobliżu i nie było sensu alarmować reszty uszu w lesie.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
xxxxMistrzu kierowane w moją stronę było tak... dziwne. Byłem jej mistrzem, to prawda, jednak dla mnie to słowo miało nieco większe znaczenie. Nocny Szkwał nie tylko był moim mistrzem w wojowniczym treningu, on dalej pomagał mi... w życiu. Gdy miałem problem, gdy czegoś nie wiedziałem, to on był dla mnie pomocą - tak, jak tu, na treningu z terminatorem. Ale czy ja kiedykolwiek będę w stanie być dla kogoś wzorem, pomocą... poza Kocim Grzbietem, poza przygotowaniem do ceremoni? Zadrżałem. Prawda jest taka, że mistrz wyznaczony przez przywódcę przygotowuje jedynie do obowiązków - życia wojowniczego trzeba nauczyć się samemu, bądź z pomocą bliskiego kota. Wątpiłem, bym mógł byc takim kotem. Moim zadaniem było przygotowanie do ceremoni, to obowiązków jako wojownik. Nic więcej. xxxx- Brawo, Nadpływająca Łapo. Jestem z ciebie bardzo dumny - miauknąłem do niej ciepło, gdy wyłoniłem się zza kasztanowca. - Solidne sztuki - uśmiechnąłem się. - Będziemy powoli wracać do obozu, musimy jeszcze jakoś zatargać tego zająca, no i resztę, na stos. Albo... dla kogoś, komu chciałabyś podarować te zwierzynę, wiesz, tylko jeden raz masz swoje "pierwsze" - poinformowałem. Dużo się dziś nabiegała, starczy wrażeń jak na pierwszy raz.
Księżyce: 36
Mistrz: Ogniste Serce [*]
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC]
Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Nie zdążyła jeszcze dobrze spytać jak jej poszło, a uzyskała w sumie piękną pochwałę. Sama nie była pewna, czy wypiąć dumnie pierś, czy uciec wzrokiem z nieśmiałości, ale postawiła na to pierwsze. Skoro on był dumny, to ona też powinna! - Dziękuję. - Odmruczała oczywiście, do niego. Jednak jej uśmiech nieco pobladł, gdy usłyszała "dla kogoś, komu chciałabyś podarować", bo kotka miała jedynie rodzinę na tym etapie. Nikogo bliższego i ubolewała nad tym oczywiście, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. - Chętnie oddam ci moją pierwsza zdobycz, tą wiewiórkę. - Posłała mu ciepłe spojrzenie, bo to pod jego okiem zdołała upolować pierwszą zdobycz i w sumie to jemu w tej chwili najbardziej należało się przyjęcie jej.
Oczywiście nie sprzeciwiła się powrotowi po piszczki i jeśli ten ruszył, to ona ruszyła z nim.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
xxxxSpostrzegłem jej zawahanie, gdy wspomniałem o podarowaniu komuś swojej pierwszej zwierzyny. Zabiło mi szybciej serce, gdy usłyszałem, że wiewiórka miała należeć do mnie. To już nie pierwszy raz, gdy byłem w tej sytuacji. Drobiąca Mysz, wtedy Drobiąca Łapa, również oddała mi swoją pierwszą zwierzynę. I tak, jak wtedy czułem się niekomfortowo, tak dokładnie czułem się teraz. Nie uważałem, bym był godny ani tej wiewiórki, ani wzdręga, która została mi podarowana parę księżyców wcześniej. Gdybym mógł, nie przyjmowałbym żadnego z tych prezentów. Nie chciałem, żeby moje terminatorki uważały mnie za kogoś... ważnego... bo to było dla mnie niekomfortowe. Bardzo. Byłem hipokrytą - tak bardzo chciałem być jak Nocny Szkwał, ale gdy działy mi się rzeczy, które mógłby osiągnąć zastępca, nagle się wycofywałem, bałem się stania takim jak on. Nocny Szkwał był moim największym autorytetem i kotem, którym zawsze chciałem być, każda sytuacja, która stawiała mnie w miejscu "dobrego mistrza", takiego, jakim był srebrny kocur, była dla mnie nierealna. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że mogłem być choć w najmniejszym stopniu taki jak on. Bo choć było to spełnienie moich marzeń, już się nastawiłem, że to nierealne - a ja nie lubiłem, gdy burzyło się moją przekrzywioną wizję świata. Odnajdywałem komfort w tym, jak niekomfortowa ona była. xxxx- Dziękuję - szepnąłem, będąc w takim transie myśli, że niemalże zapomniałem wydyszeć z siebie tego słowa. - Dzi... dziękuję - dodałem. Nie powiedziałem nic więcej, nie umiałem. - W-wracajmy - dodałem, po czym oddaliliśmy się do obozu.
Księżyce: 36
Mistrz: Ogniste Serce [*]
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC]
Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Uradowana, że Mistrz przyjął od niej prezent, ruszyła z nim po resztę zwierzyny, a potem do obozu. No... to teraz tylko to doszlifować, a potem reszta treningu... może minie im całkiem szybko? Cieszyłaby się, gdyby pomimo księżyców siedzenia w lecznicy, ukończyła trening równo z rodzeństwem.
I tak właśnie jej świat pod tytułem "może skończy szybko" zawalił się, gdy Mistrz zaczął przesiadywać w obozie, nie zabierał jej na treningi. Minęło kilka wschodów księżyca... 10? 12? Może więcej? Nie liczyła tak do końca, bo w końcu jej się przestało chcieć. Widziała go jak wyglądał niczym zbita nornica. Przybity, uciekający od reszty kotów, skupiony na swoim świecie. Czuła się niekomfortowo z dwóch powodów - nie chciała widzieć go w tym stanie, bo to sprawiało, że czuła, że powinna coś zrobić, ale nie wiedziała co. Druga sprawa, była lekką egoistką jak każdy. Chciała po prostu przeć ze swoim treningiem do przodu i wszelkie tego typu sytuacje oddalały ją od tego, a ona już przecież wystarczająco długo się naczekała. Jednak nie naciskała. Starała się nie wchodzić mu w drogę i dać przebrnąć przez problemy, tak po prostu.
Aż nadszedł ten dzień. Dziś różnił się tym, że nie miał już opatrunku na pysku... Tak. Była ciekawa, co się stało. Nie. Nie spytała, co się stało. Tak jak on nie dopytywał o jej oko, tak ona nie chciała dopytywać jego o cokolwiek, gdy widziała, że coś może sprawić mu dyskomfort, a ona wiedziała, jak ważny był spokój ducha. Gdyby tylko wiedziała, jak wiele rzeczy wprawia Ogniste Serce w dyskomfort, to zapewne jedyne co by robiła, to przy nim oddychała, ale tego nie wiedziała, więc postępowała tak jak jej się wydawało.
- Ogniste Serce, dzień dobry. - Mruknęła, gdy ten zjawił się przy niej. - Czy... potrzebujesz czegoś ode mnie? - Potem nieco otworzyły jej się oczy. - Czy już dziś wracamy do treningów? - Spytała niepewnie, strzepnąwszy uchem.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
xxxxByło wiele rzeczy których nie chciałem. Przez całe życie jedyne o czym myślałem, to to, by nikogo nie zawieźć. Nie chciałem, by ktoś musiał czuć się przeze mnie źle, by ktoś był mną zawiedziony... więc robiłem wszystko, wszystko co mogłem, by być wystarczającym. I nigdy, w całym swoim życiu, nie byłem. Teraz niewiele się zmieniło, wciąż nie chciałem. Nie chciałem istnieć, nie chciałem mieć myśli, nie chciałem, by coś było zależne ode mnie, nie chciałem, by rzeczywistość w której istniałem była prawdziwa. Nie chciałem przesiadywać w obozie, nie chciałem rozmawiać z innymi, nie chciałem jeść, nie chciałem spać, nie chciałem towarzystwa ani Nocy, ani Wody, ani nikogo. Niczego już nie chciałem z wyjątkiem jednej, małej rzeczy. Jednej sprawy, której nigdy nie dostanę, nieważne jak bardzo bym tego chciał. Bo ta sprawa nie żyje, a ja umarłem razem z nią. xxxxNie chciałem zaniedbywać treningów. Tak bardzo źle mi było, że były dni, gdy nie umiałem się podnieść, myśleć o czymkolwiek innym niż o... o niej, nie umiałem istnieć, gdy jedyną myślą w mojej głowie była tylko ona. Ona zawsze tam była. Ale jedyne, co mogłem zrobić, to... to zadbać, by nie była jedyną myślą na której się skupiałem. Powoli więc wracałem do treningów - z Wiesiołkową Łapą rozmawiałem w obozie, do Nadpływającej Łapy nie miałem sił podejść. Podobnie, jak do Koziej Łapy - obie znały mnie sprzed... sprzed... sprawy. Jak miałem im teraz spojrzeć w oczy? xxxxKiedy jednak myśli nie dawały mi spokoju, bardzo impulsywnie postanowiłem znaleźć terminatorkę. Zawiodłem ją, wiedziałem, że tak. Było mi tak bardzo głupio. - Dzień dobry - powiedziałem cicho. Nie było we mnie tych samych emocji, uśmiechu... ale zostało ciepło. Troska. Nawet, jeśli bardzo słabo widoczna - Nadpływająca Łapa niczemu nie zawiniła, nie chciałem... być dla niej niemiły. - Wra... wracamy. Przepraszam - dodałem. Byłem zawstydzony, płonąłem ze wstydu. Tak mi było żal, że taka dobra terminatorka dostała... mnie na mistrza. Tak bardzo było mi przykro. - Czy możemy dziś... och... opowiedzieć o rangach? - zapytałem z nadzieją. Gdyby mi powiedziała, że nie, uległbym. Oczywiście, że bym uległ. Nie chciałem przerabiać walki, nie chciałem brać udziału w sparingu - bałem się własnej reakcji. Nie dałbym rady też podejść w okolice Czterech Drzew, dlatego taki obchód... odpadał. Moglibyśmy się po prostu przejść i porozmawiać, to byłoby dla mnie najlepsze. Ale szczerze mówiąc, sam nie wiedziałem czy chciałem, by Nadpływająca Łapa przystała na moją propozycję. To był jej trening. Mój dyskomfort nie miał nic do gadania. Ja generalnie nie miałem nic do gadania. - Albo... alb-o zapomnij o tym. Zrobimy co będziesz chciała - dodałem szybko. Jeżeli pójdziemy do Czterech Dębów, prawdopodobnie będzie to moja ostatnia wycieczka w życiu.
Księżyce: 36
Mistrz: Ogniste Serce [*]
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC]
Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Chciałaby się uśmiechnąć na fakt, że wracają do treningów. Bardzo by chciała, ale nie mogła, bo widziała, że on chyba tego nie chciał. - Um... - Położyła na chwilę uszy i odwróciła wzrok. Potem wstała i spojrzała na niego normalnie. - To, w takim razie- - O, zaproponował rangi. To jej odpowiadało. Szybko jednak sam zaczął wycofywać się z tego pomysłu, jakby narzucił jej coś strasznego. - Jak najbardziej mogą być rangi, tak czy siak trzeba je przerobić. A ty, Mistrzu, nie wyglądasz jakbyś był o siłach wychodzić z obozu. - Bała się, że jak wyjdą, to ona będzie musiała go ratować, a bardzo nie chciała być zamieszana w obronę dorosłego kocura, który powinien walczyć sam za siebie, a wyglądał jakby był w takim stanie, że sam rzuciłby się wilkowi na pożarcie. - Usiądziemy tam? - Zaproponowała przytulny kącik pomiędzy krzaczorami, żeby zostali w obozie wśród zgiełku innych kotów. Nie chciała siedzieć z nim teraz sam na sam, bo bała się, że będzie... dziwna cisza. Co było paradoksalne, bo przecież mieli rozmawiać. Jednak czuła dyskomfort na myśl o zostaniu z nim teraz sam na sam.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
xxxxNadpływająca Łapa zgodziła się, by umówić rangi, na co przytaknąłem, wzdychając delikatnie z ulgą. - Tak... tak, jasne - zgodziłem się, choć nawet nie spojrzałem na miejsce, które zaproponowała. Mogłem wydawać się nieobecny, co sam też zauważyłem i przygryzłem wargę. Weź się w garść, Ogień, weź się w garść... Usiadłem, zawijając ogon wokół łap, miałem postawę zamkniętą, niepewną siebie. Żałosną. xxxx- Myślę... że dobrze już znasz każdą rangę, Nadpływająca Łapo, ale.... ale zawsze dobrze to sobie pow-wtózyć. Opowiesz mi o... randze kocięcia i terminatora? - zaproponowałem, bo te powinna znać bardzo dobrze, a więc nie będzie to wyzwanie.
Księżyce: 36
Mistrz: Ogniste Serce [*]
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC]
Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Usiedli i od razu przeszli do tematu. Kotka odetchnęła i zebrała myśli. - No więc kocięta siedzą w kociarni, potem jak dorosną wystarczająco to zwiedzają obóz. Nie mają obowiązków, mają po prostu poznawać świat. W wieku czterech księżyców przechodzą nauki, a przynajmniej ci, którzy mieli taką możliwość. - Spojrzała w przestrzeń z lekkim grymasem na nosie. Miała na myśli oczywiście siebie samą. Za chwilę powróciła do Ognistego Serca. - Terminatorzy to mianowane na nich kociaki w wieku 6 księżyców. - Tu także chciała uzewnętrznić swoje negatywne emocje związane z tym, ale odpuściła już. Nie było sensu. - Zajmują się wymianą mchu w legowiskach. Chodzimy na treningi, uczymy się. Musimy przestrzegać kodeksu wojownika, choć jeszcze nimi nie jesteśmy, ale tak to już jest. Czyli na przykład nie możemy polować dopóki nie nakarmimy starszych. - Nie przypominała sobie, żeby tu było coś więcej do dodania, więc na tym poprzestała. - No i taka oczywistość jak zmiana imienia - dostajemy człon Łapa.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
xxxx- Kocięta to... to najważniejsi członkowie Klanu, Nadpływająca Łapo - miauknąłem. To było najważniejsze, co trzeba było o nich wiedzieć. - To siła i przyszłość Klanu, o którą wszyscy muszą dbać... nie tylko matki z rangi czy krwi - mówiłem monotonnym, smutnym głosem, jednak gdy byłem w sytuacji, gdzie musiałem się skupić na czymś innym - w tym przypadku na rangach - czułem się nieco lepiej. xxxxPokiwałem wolno głową, analizując jej słowa w trakcie tej czynności. - Mhm... oprócz tego terminatorze mogą chodzić na patrole wraz z innymi wojownikami, sprzątają też legowiska, nie tylko wymieniają mech - ale dodawałem to tylko dla porządku, wierzyłem, że kotka znała wszystkie swoje obowiązki. Z drugiej strony, nie wiedziałem tego, co jedynie lekko mnie przygnębiło - czy dobry mistrz nie wie, co dzieje się z jego terminatorką i jak odbywa swoje obowiązki...? xxxx- Mówiliśmy o terminatorze wojownika, ale terminator może także szkolić się od medyka. Ten odbywa dwa treningi, jeden wojowniczy, drugi medyczny. Terminatorzy mogą leczyć przypadłości, na temat których mają wiedzę, urzędują w Królikarni, zbierają zioła... no, i uczą się, by stać się medykiem. Jeżeli terminator medyka ukończy trening medyczny wcześniej, niż wojowniczy, może udać się na ceremonię do Szepczącej Sadzawki, wojowniczy trening kończąc już jako medyk - tłumaczyłem. - Wiesz, czym zajmuje się medyk... już taki pełnoprawny? - lekko zakuło mnie serce. Lekko, delikatnie, tak próbowałem sobie wmówić. Znałem kiedyś terminatorkę medyka, która stała się najlepszym medykiem jakiego widział ten las. Bałem się Poety, choć wstydziłem się do tego przyznać - gdyby ta medyczka była w Klanie Rzeki, może leczenia nie byłyby dla mnie tak stresujące. Gdyby ta medyczka była w Klanie Rzeki, może zostałaby doceniona za swoją pracę. Gdyby ta medyczka była w Klanie Rzeki, może teraz mogłaby żyć. Gdyby ta medyczka była w Klanie Rzeki, może dotrzymałaby złożonej obietnicy - może wtedy żylibyśmy razem szczęśliwie. Ścisnęło mi się serce i natychmiast zachciało mi się wyć, jednak zdusiłem łzy. Jesteś wojownikiem. Mistrzem. Jesteś, żyjesz, Ogień, ogarnij się.
Księżyce: 36
Mistrz: Ogniste Serce [*]
Płeć: Kotka
Zaimki: ona/jej
Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC]
Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC]
Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Postawiła uszy na wzmiankę o najważniejszej randze. - Tak, racja... wszyscy rodzimy się jako kociaki. Jakby nam teraz brakło kociaków, to Klan Rzeki by w końcu kiedyś padł. Masz rację. - Zgodziła się z tym trochę po to, żeby dodać mu pewności siebie - o ironio - ale także bo widziała w tym sens. Fakt faktem bez młodej, świeżej krwi, nie byłoby tej starszej krwi.
- A, widzisz, robię to mechanicznie i wypadło mi z głowy. Oczywiście. - Tu faktycznie zapomniała o tym wspomnieć, ale miał rację. Ona także się tym zajmowała. Musiała się zapomnieć i myśleć o czymś innym...
Potem wsłuchała się w jego słowa, by wyłapywać kolejne informacje. niby oczywiste, ale wypowiedziane tak oficjalnie brzmiały poważniej. Nawet z jego pyska, tego smutnego i monotonnego. - Pełnoprawny medyk leczy kotów głównie, prawda? Zbiera zioła, dba o zapasy. Uczy swojego Terminatora. I podobno, ale nie wiem czy to prawda... rozmawia z Gwiezdnymi? - Spytała bardziej, niż stwierdziła fakt.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
xxxxPokiwałem wolno głową. Byłem tu, na treningu, nie przy Czterech Drzewach, gdzie ciągle uciekały mi myśli. Musiałem się skupić. - Tak, właśnie tak... - odparłem, choć nie do końca słuchałem tego, co mówi. - Leczy koty z chorób i opatrza rany. Pomaga też... z problemami, które trzeba obgadać, a nie masz z kim. Poza tym jest, a przynajmniej powinien być, blisko z przywódcą, pomagając mu podejmować trudniejsze decyzje. I tak, ma kontakt z Gwiezdnym Klanem, to jemu, jeśli w ogóle, są zsyłane wizje od przodków. Najczęściej. No. Jest jeszcze jedna medyczna ranga, Pomocnik medyka, chociaż... dawno w lesie takiego nie było. To kot, który ukończył trening medyczny i był mianowany, ale nie jest głównym medykiem. Teraz jednak koty odstąpiły od takiego podziału, chyba żeby... nie było 'lepszego' i 'gorszego' w lecznicy. Nie... nie wiem do końca. Opowiesz mi o randze wojownika, starszego i opiekuna?