Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Teoretycznie zwykła granica z Szarymi Topolami, niewyróżniająca się niczym ciekawym, co najwyżej czasami krzyczącymi wronami, które zamieszkują jedną z topoli. W praktyce jest to miejsce przyprawiające o ból głowy. I to całkiem dosłownie! Dwie wrony przesiadujące w koronach drzew, upodobały sobie spuszczanie żołędzi na łebki przechodzących kotów, szybko przekonując każdego nieświadomego, skąd wzięła się nazwa tego miejsca. Można pomyśleć, że wraz ze śmiercią ptaków, odgórnie przyjęte określenie straci zupełnie sens. Okazuje się jednak, że gdyby spytać starszych wichrzaków o to miejsce, odpowiedzą, że nawiedzani przez dwie wrony są od tylu obiegów pór, że wydaje się być to robotą przekazywaną z pokolenia na pokolenie.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Niewątpliwie jej ulubiony punkt na granicach Wichru, dwie wrony zawsze przesiadywały w pobliżu krawędzi klanowych ziem, czy świeciło słońce czy spadł śnieg. Zbliżając się do rzeki widziała drobne czarne punkciki ulokowane na drzewach, najpewniej napuszone w miękkie kulki przed wszechobecny mróz. Jej też przydałaby się taka izolacja z piór, ale jedyne co mogła poradzić na niską temperaturę to szybki bieg i przyzwyczajenie się. Faktycznie, trochę się do niej już przyzwyczaiła. Nie marzła tak bardzo jak jeszcze dwa, trzy księżyce temu. Może w następnym obiegu pór roku będzie marzła jeszcze mniej? Była to jakaś perspektywa, a z pewnością rzecz do zbadania za te dwadzieścia księżycy.
Leśna Sadzawka zamarzła, ponoć Czarny Ogon też (ale tego osobiście nie sprawdzała z wiadomych względów), natomiast szeroka rzeka łącząca ziemie Rzeki z Topiołkami powinna dalej nadawać się do łowienia ryb, a przynajmniej taką miała nadzieję. Dotarłszy na brzeg, odnotowała z satysfakcją, że większość rzeki dalej była ciekła, a jedynie po jej tafli przepływały nieliczne kawałki kry. Usiadła na brzegu, obserwując wodę w poszukiwaniu płoci.
Księżyce: 23 Mistrz: Rozgwieżdżone Niebo Płeć: Kotka? Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: córka psiej gwiazdy
Bura, długowłosa o klasycznych pręgach i postawnej budowie ciała. Oczy oliwkowo złote, brak białych znaczeń.
Ambitna i dumna, chce być numerem jeden i najlepszą wojowniczką. Lekko uszczypliwa, skrywająca emocje. Lojalna i pewna siebie, dla Klanu i rodziny skoczyłaby w ogień.
Mróz skrzył się na gałązkach pobliskich drzew i krzewów, a niebo było pogodne, gdy szylkretowa Matka wybrała się na swój połów. Mimo zimna, cierpliwie siedziała nad leniwie płynącym strumieniem, po którego powierzchni przesuwały się gdzie nie gdzie bryłki lodu. Zimna aura nie sprzyjała rybołówstwu, ale kocica miała szczęście, gdyż pomiędzy kawałkami kry mogła dostrzec błysk szarawo - niebieskiego grzbietu średniej wielkości ryby. Nie była to może wyczekiwana płoć, a krąp, ale mimo wszystko, szkoda zmarnować taką okazję! Zwłaszcza gdy kąsające zimno Pory Nagich Drzew utrudniało kotom napełnienie brzuchów.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Coś błysnęło w wodzie. Niestety nie płoć, ale każda ryba jest dobra zimą, a jeszcze lepsza, kiedy można ją złowić samemu. Szylkretka zamarła na moment. Jedynie para pomarańczowych oczu podążała za rybą. W niemal zwolnionym tempie uniosła łapę, krótkim rzutem oka upewniła się, że cień pada bezpiecznie na brzeg obok niej a nie na wodę, a potem zamarła, czekając na moment, w którym mogłaby uderzyć. Czarna łapa przecięła wodę kiedy tylko krąp miał pecha podpłynąć wystarczająco blisko.
Księżyce: 23 Mistrz: Rozgwieżdżone Niebo Płeć: Kotka? Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: córka psiej gwiazdy
Bura, długowłosa o klasycznych pręgach i postawnej budowie ciała. Oczy oliwkowo złote, brak białych znaczeń.
Ambitna i dumna, chce być numerem jeden i najlepszą wojowniczką. Lekko uszczypliwa, skrywająca emocje. Lojalna i pewna siebie, dla Klanu i rodziny skoczyłaby w ogień.
Szylkretka postępowała zgodnie ze wszystkimi zasadami dotyczącymi łowiectwa, lecz niestety! Krąp zdołał wyślizgnąć się jej z łap i odpłynąć, hen, w siną dal. Pierwsza próba się nie udała, ale dzień się jeszcze nie kończył, i wciąż istniała szansa że kotka wróci do domu z pełnymi łapami.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Westchnęła, otrzepując łapę z wody. W takim razie pozostało jej rozglądać się za płotkami dalej. Jakieś musiały tu być, ostatnio wyłowiła ich dużo.
Księżyce: 23 Mistrz: Rozgwieżdżone Niebo Płeć: Kotka? Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: córka psiej gwiazdy
Bura, długowłosa o klasycznych pręgach i postawnej budowie ciała. Oczy oliwkowo złote, brak białych znaczeń.
Ambitna i dumna, chce być numerem jeden i najlepszą wojowniczką. Lekko uszczypliwa, skrywająca emocje. Lojalna i pewna siebie, dla Klanu i rodziny skoczyłaby w ogień.
Wygląda na to, że szylkretowej kotce na razie nie dane będzie złapać upragnionej płoci. Mrówczy Szlak, rozglądając się za rybką, nie zauważyła łaciatego, rudo-białego futerka, które zamajaczyło niedaleko granicy. Futerko natomiast ją zauważyło, i z uniesionym ogonem zrobiło parę lekkich kroków bliżej. Któż to był? Młodziutka samotniczka, która zapuściła się niedaleko granic Klanu Wichru, w poszukiwaniu zdobyczy. Niedawno zrobiła sobie jednak krótką przerwę, i podskakując wesoło bawiła się w śniegu. Gdy dojrzała szylkretową wichrzaczkę, z uśmiechem na mordce ruszyła w jej kierunku. Zatrzymała się w odległości paru lisich kroków od granicy, i zawołała wesoło. -Hejka! Ty pewnie jesteś kotem z Klanu, prawda? Jestem Kapryfolium, miło mi!-zamruczala radośnie. Tego zapewne wichrowa Matka się nie spodziewała. Niespodziewane towarzystwo z pewnością pokrzyżowało jej plany, ale przynajmniej, koteczka wyglądała na przyjaźnie nastawioną. Może nawet lekko naiwną?
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Drgnęła, zaskoczona obecnością kogoś innego. Prędzej spodziewałaby się patrolu z Rzeki po drugiej stronie wody niż kogoś tutaj.
— Cześć! — Rzuciła w jej kierunku kiedy pierwszy szok minął. Uśmiechnęła się lekko, widząc jak koteczka zatrzymuje się przed granicą. Bardzo dobrze, nie będzie musiała jej wyganiać siłą. — Jestem z klanu, to prawda! Nazywam się Mrówczy Szlak, a tu, za granicą, są ziemie klanu Wichru. Po drugiej stronie tej rzeki — machnęła głową — jest klan Rzeki. A ty co tutaj porabiasz? Przyszłaś na ryby czy może zbierasz rośliny?
Zapytać nie zaszkodzi, okej? Taka samotniczka może zna coś, czego ona sama nie znała. W najgorszym wypadku powie jej że nie. Szlak przekrzywiła głowę, obserwując nieznajomą. Po krótkiej chwili namysłu podeszła bliżej granicy, trzymając się wciąż strony Wichru, i usiadła nad rzeką w nowym miejscu, bliżej kotki. Teraz nie musiały do siebie krzyczeć, potencjalnie płosząc ryby. Zerknęła na wodę, szukając w niej tych charakterystycznych, rudawych płetw płoci. Dosłownie w tym samym momencie zerwał się chłodny wiatr, rozwiewając krótkie dwukolorowe futerko na wszystkie strony. Brr.
— Aj, wiesz co, ja chyba jednak zwinę się do domu skoro tak wieje! Może się jeszcze kiedyś spotkamy, hm? — Uśmiechnęła się lekko, poderwała z ziemi i pogalopowała w stronę obozu. [zt]
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
Księżyce: 42 Mistrz: Donośny Krzyk Płeć: kotka Matka: Nakrapiana Mordka (i Zakurzona Ścieżka) Ojciec: kto? [Kudłaty] Trwałe urazy: krótki ogon (od urodzenia); podłużna szrama po lewej stronie szyi
KRÓTKI OGON (BOBTAIL) | niższa niż przeciętna, szczupła, ale atletyczna | bury klasyk z drobnymi plamkami rudego, ogólnie głównie brązowa | duża głowa, małe uszy, wielkie gały | oczy pomarańczowe | wyraźnie przerzedzona sierść
introwertyczna, wycofana i emocjonalna, łatwo wpada w złość. nie lubi głośnych kotów. poświęca się dbaniu o bezpieczeństwo klanu, przestrzega kodeksu, chociaż z coraz mniejszym entuzjazmem.
prywatnie fanka kopania dołów i bezkręgowców.
Rzepik [KG] | Czwarta Łapa [MG]
Tego wieczoru zachód słońca miał wyjatkowo intensywne barwy. Wyszła z obozu, żeby upolować coś jeszcze przed nadejściem nocy, ale im dłużej szła, tym bardziej ulegała jakiejś dziwnej chandrze i w końcu zamiast skradać się w poszukiwaniu zwierzyny, zaczęła zwyczajnie włóczyć się po zaśnieżonych polach, przyglądając się znikającym z nich powoli ognistym refleksom. Klanowy stos nie świecił pustkami, łowy mogły poczekać do rana – a zresztą nie miały wyboru, kiedy wszystko uciekało jej spod łap. Nawet na poszukiwanie owadów nie miała ochoty.
Nie wiedziała, co ją właściwie dopadło. Na pewno miały w tym swój udział zmartwienia Pajęczej Łapy, a może już i samo trenowanie dwójki terminatorów – Słonecznej Łapy nie było co liczyć, kiedy nie przychodziła na treningi – zaczynało obciążać ją za mocno. Głupio się przyznać, szczególnie, kiedy zamierzała dobrowolnie dobrać sobie kolejnego. I zwłaszcza, że przecież lubiła wszystkie te dzieci, i że tłumaczenie materiału szło jej lepiej, niż większość rozmów z kotami, i że... szczerze miała nadzieję, że coś się zmieniło i już tak ciężko nie będzie. A to nadal nie był cały powód, było coś jeszcze, dużo mniejszych rzeczy, z których tylko część umiała nazwać, i wszystkie one mieszały się w coś na podobieństwo śniegowej brei, która próbowała przygnieść ją i zatrzymać w miejscu.
Słońce zdążyło już dawno zajść całkiem i po czerwieni nie został na niebie ślad. Stwierdziwszy, że skoro i tak nie poluje, mogłaby przynajmniej przyczynić się patrolem, od dłuższego czasu szła granicą wzdłuż Szarych Topoli, prychając, wzdychając i odnotowując przy tym, że w ich pogrążonym w cieniu świecie nie działo się zupełnie nic ciekawego. Wreszcie bliskość Dwóch Wron kazała jej zboczyć z kursu, a wtedy, wiedziona jakimś kaprysem, odeszła nie w głąb własnego terytorium, a za granicę. Ostatnio jakoś coraz częściej ją to kusiło.
Zmiana otoczenia trochę ją ożywiła. Nawet jeśli była w gruncie rzeczy wyimaginowana – bo szybko stwierdziła, że Grzmiąca Rzeka tuż poza terenami klanów wyglądała dokładnie tak samo, jak w ich obrębie. Zakaz przechodzenia, który ją tam obowiązywał, wydał się nagle śmiesznie błahy, chociaż jednocześnie nie potrafiła go wyrzucić z głowy ot tak i chwilę stała w bezruchu, oczekując czegoś nieokreślonego, zanim powoli zeszła bliżej ośnieżonej tafli.
Rzeka nie zamarzła całkiem i nurt nadal parł naprzód bliżej przeciwległego brzegu, jednak po jej stronie część pokrywał lód. Ostrożnie postawiła na nim łapę, sprawdzając, czy się nie załamie, po czym na ugiętych nogach podkradła się do jego krawędzi. W gęstniejącym mroku woda wydawała się niemal czarna i gdyby nie ciche popluskiwanie, można by było odnieść wrażenie, że poniżej krańca lodu nie było już niczego.
Rozejrzała się niespokojnie, po czym schyliła głowę i wpatrzyła się w ciemność, mimowolnie marszcząc brwi.
– No i co...? – wymamrotała tak cicho, że jej głos zlał się z dźwiękiem rzeki.
Usilnie starała się myśleć o rybach, które kryły się gdzieś w lodowatej toni, i próbowała tym oderwać się trochę od własnych zmartwień, które wciąż jej nie odpuszczały. Działało tak sobie.
//Sól!!
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Szłam przez Niskie Szuwary, wzdłuż Grzmiącej Rzeki. Wiedziałam, że będę musiała niedługo zawrócić, by nie ryzykować chodzenia po pełnym dziur lodzie; nie było mowy o znalezieniu bezpośredniej trasy do Torfowego Rojstu, a po prawej zbliżałam się do granicy z Klanem Wichru. Mimo to nie chciałam jeszcze się zatrzymywać, nawet zmuszona wstąpić na przybrzeżne połacie zamarzniętej wody, by przez przypadek nie naruszyć terytorium sąsiadów. Szum nurtu walczącego z lodem był przyjemny dla ucha, a noc młoda.
Nie miałam najmniejszej ochoty wkraczać na tereny niczyje, ale zatrzymał mnie głos, który zbiegł się z moim dotarciem do granicy z Szarymi... Brzozami, albo Topolami. Chwilę zajęło mi zlokalizowanie jego źródła wzrokiem–musiałam mocno zmrużyć oczy, by choć na moment pole widzenia nabrało ostrości. Zatrzymałam się, niepewna co do przynależności drugiego kota; mieszający się zapach dwóch granic oraz względny brak wiatru wręcz uniemożliwiał mi jej określenie. To nic.
— W- wszystko w porządku? — rzuciłam w przestrzeń, dostrzegając bliskość sylwetki do ciemnej tafli wody.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Księżyce: 29 Mistrz: x Płeć: Kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho (biologiczny: Kingsman) Partner: x
Kociak od początku był krępy i cięższy od rodzeństwa, a choć z czasem jego sylwetka nieco się wysmukliła, wciąż wydaje się krąglejszy, z widocznym zarysem mięśni. Żaba ma głównie rude futro z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami – na grzbiecie, bokach, głowie, pysku, ogonie (poza końcówką) i łapach. Białe futro zaczyna się pod nosem, z lewej strony sięgając aż pod oko, a dalej schodzi przez kryzę do brzucha. Białe są też przednie łapy do kostek, tylne do kolan oraz końcówka ogona. Oczy mają złotozielony odcień.
Na pozór Rechocząca Łapa sprawia wrażenie spokojnego i zdystansowanego młodego kota, który bardziej obserwuje niż się odzywa. Wciąż interesują go plotki i drobne niesnaski, ale rzadko zdradza, ile naprawdę wie. Uważa się za sprytnego i opanowanego, choć nadal zdarza mu się palnąć coś nie w porę. Jest serdeczny wobec bliskich, ale ma w sobie nutę złośliwości i nie zawsze ukrywa rozbawienie cudzymi potknięciami. Leniwy z natury, unika wysiłku, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi się zmusić do działania.
brak / dawniej: Ranek
***
Kocur kręcił się po okolicy już jakiś czas. Krótki bo krótki, ale jednak chwilę zajęło mu dotarcie do granicy z klanem, w którym się narodził. Wciąż ciężko mu było uwierzyć w to, ile czasu minęło od jego zaginięcia... albo raczej nieudanej wycieczki. Nie był z siebie dumny, mało kto by był, jeśli by się zgubił. Nie był jednak na tyle dumny, by nie wrócić. Każdy mógł popełniać błędy, a przynajmniej taką miał nadzieję. Potrzebował znalezienia się z powrotem w granicach klanu. Tam była jego rodzina, nawet jeśli nie tylko on zaginął niedługo po mianowaniu. Gdyby zdawał sobie z tego sprawę pewnie i tak postąpiłby podobnie. To znaczy - wróciłby tutaj, dokładnie tak, jak robił to teraz.
Czując znajomy zapach granicy postanowił zatrzymać się i poczekać na jakiegokolwiek klanowego kota. Usiadł na ziemi i zaczął czyścić pyszczek, by opuścił go nieco nagromadzony w nim stres. Obawiał się reakcji jaką może wywołać, jednak lepiej przyznać się do błędu i wrócić, niż wypiąć się na swoje pochodzenie.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Tego dnia razem z patrolem granicznym, składającym się z Księżycowego Wzgórza i Zakurzonej Ścieżki, wybrał się także Mordercza Łapa. Chętnie wybrałby się z rodzicielką albo Tęczową Łapą, ale jak widać nie było mu to dane, los zarządził inaczej, a on nie zamierzał się z tym kłócić. Akurat kończyli przechodzić drugi odcinek graniczący z Ziemiami Niczyimi, kiedy w oddali biały kocur zobaczył kogoś stojącego przy granicy. Syn Traszkowego Grzbietu nie zamierzał biec, po prostu do nieznajomego zbliżył się razem z resztą patrolu. Jednakowoż z pytaniem wyrwał się z kolei przed wszystkimi.
-Kim jesteś? Co tu robisz? -zapytał prosto z mostu, bez jakichkolwiek ogródek.
Księżyce: 29 Mistrz: x Płeć: Kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho (biologiczny: Kingsman) Partner: x
Kociak od początku był krępy i cięższy od rodzeństwa, a choć z czasem jego sylwetka nieco się wysmukliła, wciąż wydaje się krąglejszy, z widocznym zarysem mięśni. Żaba ma głównie rude futro z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami – na grzbiecie, bokach, głowie, pysku, ogonie (poza końcówką) i łapach. Białe futro zaczyna się pod nosem, z lewej strony sięgając aż pod oko, a dalej schodzi przez kryzę do brzucha. Białe są też przednie łapy do kostek, tylne do kolan oraz końcówka ogona. Oczy mają złotozielony odcień.
Na pozór Rechocząca Łapa sprawia wrażenie spokojnego i zdystansowanego młodego kota, który bardziej obserwuje niż się odzywa. Wciąż interesują go plotki i drobne niesnaski, ale rzadko zdradza, ile naprawdę wie. Uważa się za sprytnego i opanowanego, choć nadal zdarza mu się palnąć coś nie w porę. Jest serdeczny wobec bliskich, ale ma w sobie nutę złośliwości i nie zawsze ukrywa rozbawienie cudzymi potknięciami. Leniwy z natury, unika wysiłku, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi się zmusić do działania.
brak / dawniej: Ranek
Rechocząca Łapa czekał spokojnie, w końcu nigdzie mu się nie spieszyło. Nikt na niego nie czekał poza klanem, o ile w nim ktokolwiek jeszcze pamiętał o kocurze. Jedyne co, to mógł mu doskwierać coraz większy głód, trochę się stresował pojednaniem i wyjaśnianiem dlaczego tutaj w ogóle jest.
W końcu patrol się pojawił, pytanie trochę go ukuło w jego dumę, ale nie mógł spodziewać się niczego innego po takim czasie.
- Jestem… m. Byłem terminatorem, Rechocząca Łapa. Moimi rodzicami są Bławatkowa Łąka i Zajęcze Ucho. - odpowiedział na pierwsze pytanie. Nad drugim też nie musiał dużo myśleć.
- Chciałbym wrócić do klanu - jego odpowiedzi były równie proste i krótkie co pytanie kota.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Kocur spotkany na granicy był konkretny, to trzeba było mu przyznać. Nie rozdrabniał się w niepotrzebne detale, nie płakał, nie płaszczył się, po prostu konkretnie powiedział kim jest i co chce. Chociaż Mord personalnie nie kojarzył za bardzo żadnej Rechoczącej Łapy, więc tutaj pojawiał się problem, bo trzeba było jakoś sprawdzić czy ten mówi w ogóle prawdę zanim biały kocur pójdzie po kogoś kto będzie mógł wydać decyzję o przyjęciu. Zwłaszcza po tym jak ostatnio dziwne indywidua kręciły się w okolicach Klanów, szukając guza najwidoczniej. No i przydałoby się poznać motyw rudego. To przede wszystkim.
-Czemu? Jak w ogóle zniknąłeś? -znowu zapytał krótko, chcąc poznać motyw Rechoczącej Łapy oraz czy sam uciekł, a może został porwany.
Księżyce: 29 Mistrz: x Płeć: Kocur Matka: Bławatkowa Łąka Ojciec: Zajęcze Ucho (biologiczny: Kingsman) Partner: x
Kociak od początku był krępy i cięższy od rodzeństwa, a choć z czasem jego sylwetka nieco się wysmukliła, wciąż wydaje się krąglejszy, z widocznym zarysem mięśni. Żaba ma głównie rude futro z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami – na grzbiecie, bokach, głowie, pysku, ogonie (poza końcówką) i łapach. Białe futro zaczyna się pod nosem, z lewej strony sięgając aż pod oko, a dalej schodzi przez kryzę do brzucha. Białe są też przednie łapy do kostek, tylne do kolan oraz końcówka ogona. Oczy mają złotozielony odcień.
Na pozór Rechocząca Łapa sprawia wrażenie spokojnego i zdystansowanego młodego kota, który bardziej obserwuje niż się odzywa. Wciąż interesują go plotki i drobne niesnaski, ale rzadko zdradza, ile naprawdę wie. Uważa się za sprytnego i opanowanego, choć nadal zdarza mu się palnąć coś nie w porę. Jest serdeczny wobec bliskich, ale ma w sobie nutę złośliwości i nie zawsze ukrywa rozbawienie cudzymi potknięciami. Leniwy z natury, unika wysiłku, jednak jeśli sytuacja tego wymaga, potrafi się zmusić do działania.
brak / dawniej: Ranek
Kolejne pytania go nie zdziwiły, oczywistym było że powinni sprawdzić co i dlaczego. Każdy mógłby się podać za kota spokrewnionego z tymi w klanie, wszak patrole chodzą i koty mówią do siebie po imionach. Rechocząca Łapa też nie pamiętał z kim rozmawia, nie żeby w tym momencie miało to jakieś większe znaczenie. Niestety tym razem musiał powiedzieć więcej i na dodatek przyznać się do swojej głupoty. To chyba bolało w tym momencie najbardziej, jednak kiedy popełniać błędy, jak nie za młodu?
- W sensie czemu chcę wrócić? - dopytał, jednak nie czekał na odpowiedź, to akurat było głupie pytanie - uważam Klan Wichru za swój dom, mimo swojej głupoty chciałbym do niego wrócić. Tutaj jest moja rodzina i wierzę, że też moje miejsce - nie było w tym nic więcej ani mniej. Jego zdanie na temat klanu się nie zmieniło, gdyby mógł cofnąć czas to na pewno nie wyszedłby z obozu bez konsultacji.
- Zaraz po ceremonii zachorowałem i trochę przesiedziałem w lecznicy, a kiedy już wyzdrowiałem to... wyszedłem z obozu - urwał, słychać było w jego głosie zażenowanie swoim pomysłem - chciałem... nwm sprawdzić jak to jest wyjść z obozu. Trochę pokręciłem się po granicy i chciałem wracać, ale... zapachu granicy już nie było, a ja byłem sam nie wiedziałem gdzie - wyjaśnił, swoimi słowami, tak jak to widział. Ciekawość i głupota, chęć wyjścia i poznania nieco terenów na własną łapę... Uderzył końcówką ogona w ziemię, chcąc pozbyć się napięcia, które się w nim zgromadziło.
- Trochę się pobłąkałem, znalazłem kota, który mi pomógł przeżyć i wskazał drogę powrotną - zakończył swoją historię. Przyglądał się uważnie białofutremu, jakby szukając najmniejszych ruchów, które mogłyby świadczyć, że mu nie wierzy.