Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Jarząb ten stoi tu od naprawdę długiego czasu, pięknie prezentując czerwone owoce, choć sama roślina jest dość uboga w swoje naturalne ozdoby, często świecąc gołymi gałęziami. Z pomocą, choć nieintencjonalnie, przybyły wszelkie drozdowate z okolicy, odkładając na gałązkach swoje znaleziska i skarby, a także moszcząc gniazda w sezonie. Niektórzy powiadają, że widzieli niekiedy dwunogów, którzy przychodzili zawiesić błyszczące koraliki na niektórych konarach, choć według obiegowej opinii każdy utrzymuje, że jest to dzieło ptaków, co by nie straszyć młodych terminatorów ewentualnym spotkaniem z dwunogiem.
Przechodził znów pod klanem wichru. Coś jakby go tutaj ciągnęło... sam nie wiedział jak to do końca było. W okolice klanu gromu się nie zapuszczał, a w klanie rzeki ten młodzik go nieco zdezorientował. Klan cienia za to nie miał nic, co by go pchało w tamte rejony. I tak właśnie któryś raz obchodził klan wichru niedaleko jego granic, nigdy jednak ich nie przekraczając. Szedł teraz nie z jedzeniem, nie patykami, czy piórami, a z... czaszką. złapał ją za długą część nosową, by móc złapać ją między zęby i szedł w stronę Samotnej Wierzby.
//Bujka
//wygaszone
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Wyzdrowiała. Przy okazji odpoczęła. Odpoczęła od całego tego bajzlu, odpoczęła od kociąt, odpoczęła od ceremonii, odpoczęła od obowiązków, odpoczęła od denerwowania się, że nic jej w życiu nie wychodzi, odpoczęła od odejścia Gołębiej Łapy, odpoczęła od Zaćmionej Łapy, odpoczęła od awantur, wojen i kłótni. Odpoczęła.
Poszła na spacer - nie patrol, nie miała zamiaru dziś z kimś wychodzić. Zaproponowała swoją osobę do patrolu łowieckiego, ale do obchodu granic nie miała zamiaru iść. I tak się też stało - zapolowała, upolowała jedzenie na stos, a potem ruszyła na samotny obchód. Trochę z obowiązku, bo dawno tego nie robiła, a chciała obejść granice, ale też trochę, żeby jak najdalej przejść się od obozu, w którym tyle siedziała. Najpierw wychowywanie kociąt, marne swoją drogą, a potem lecznica. Nie miała kiedy korzystać z życia przez ostatnie 8 księżyców. Odebrało jej to prawie 1/4 życia, odczuwała to mocno. Stała się starą kotką, już nie była pewna kim faktycznie jest, jaka jest, czego oczekuje od życia.
Przechodziła właśnie obok Drzewka Cudów, na które nawet nie spojrzała, po prostu przechodziła. Kierowała się w stronę granicy z klanem rzeki. Była na ogół wyprostowana, ale gdyby ktoś spojrzał w oczy, to dojrzałby zmęczenie.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Gołębia Łapa (tak, dalej Łapa!) potrzebowała stanowczo za dużo czasu, aby się ostatecznie odnaleźć. Była zła i sfrustrowana, ilekroć kolejny dzień okazywał się bezowocny. A jednak w końcu się udało. Każda kolejna poszlaka przybliżała ją coraz bardziej, a kiedy na jej widoku pojawiły się domki na tle graniczące z lasem, to czuła, że jest już na wyciągnięcie łapy. Do starego życia, do domu, do ciepła i bezpieczeństwa. Do tego, co znała i wydawało jej się teraz nawet droższe niż kiedykolwiek wcześniej. Potykała się co jakiś czas, kiedy brnęła przed siebie, drżąc z niecierpliwości. Nawet nie miała czasu opłakiwać swojego puszystego ogona, nie w tej pogoni. Zupełnie tak, jakby Gwiezdni równocześnie dali jej szansę na odnalezienie nowego domu, testując też jej upartość. A jak się z pewnym zaskoczeniem zorientowała, potrafiła się uprzeć wyjątkowo mocno.
Ostatnie kroki, kiedy czuła już woń Wichru, woń domu, przebiegła szybkim truchtem. Nawet nie umiała powiedzieć, skąd brała teraz energię po ostatniej dłużącej się podróży.
Kiedy dostrzegła w oddali postać, to nie zawracała juz sobie nawet uwagi, kim dokładnie był ten kot. Przez myśl jej przeszło, żeby się nie odzywać, dopóki nie podejdzie dostatecznie blisko, by upewnić się co do tożsamości rosłego kota, ale nagła ulga uderzyła ją tak mocno, aż wyciskając łzy z oczu.
- Ej, HALO! - zawołała, cudem się przy swoim truchcie nie potykając. Im bliżej była jednak, tym z większym niedowierzaniem docierały do niej nowe bodźce. Nie-e, nie ma bata, że... nie ma szans, że to NIE jest ona. - O-och Gwiezdni, a, ha ha- wyrwał się jej krótki, charkliwy śmiech, a kąciki pyska same zadrżały, unosząc się nieznacznie, nieświadomie. Czyż to nie było przeznaczenie?
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
A to klops, to jednak była ona :). Klacz nie zwróciła od razu uwagi na to, że ktoś ją woła, tylko mocno westchnęła ciężkim oddechem. - Czego. - Mruknęła, kiedy to coś do niej biegło. Odwróciła głowę i zmrużyła oczy. Pół ucha zjedzone, ogon jak u jakiegoś mopsa, ale pysk jej jakoś tak znany. Bardzo dobrze znany. Wyprostowała się jeszcze bardziej, otworzyła oczy szerzej, patrzyła na Gołąb. - Gdyby Gwiezdni istnieli, to by mnie tu teraz nie było. - "Bo by cię ochronili przed spotkaniem 1:1 ze mną" dodała w myślach. Stała tak, wpatrując się w nią, lustrując jej blizny. Chciała się na nią rzucić i przytulić, ale nagłe spotkanie jej po prostu tak zszokowało Klacz, że zgłupiała. Potrząsnęła głową, mrugnęła jeszcze z dwa razy, żeby oczyścić myśli. Wzięła głęboki wdech. Musiała chłodno podchodzić do życia. Przez nagłe reagowanie zepsuła już zbyt wiele momentów w życiu i zbyt wiele relacji. Wypuściła powietrze i odwróciła się przodem do zaginionej. - A więc... wróciłaś. - "A obiecałaś nie odchodzić". Również dodała w głowie. Próbowała nie wyrzucać zbyt wielu złych, zbędnych reakcji. - Gzie byłaś? - Pytała dalej zszokowana stanem rzeczy, łagodnym głosem, zmęczona całą tą głupotą w jej życiu. Nie miała już siły na takie zabawy. Czy nie mogło po prostu być normalnie?
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Westchnęła, podchodząc bliżej. Nie została zasyczana, wywarczana, przegoniona. Czyli szło świetnie! Nie potrafiła zrozumieć do końca, co się działo w głowie Kraśnej Klaczy, ale wystarczyło po prostu, że była. Że ją pamiętała!!! W sumie to... to wcale nie minęło zapewne tak dużo czasu, prawda? Ciężko było to Gołębiej Łapie jednoznacznie ocenić, ale i tak sama świadomość, że wracała do znanych rzeczy i kotów dawała jej wystarczająco nadziei i spokoju. Kiedy otrzymała Spojrzenie Klaczy, to sama również ją pokrótce zlustrowała. Miała równie piękne futerko, co pamiętała. Tylko... energii mniej. Dopiero teraz, kiedy nie spędzały codzienności ze sobą, uderzyło to w nią z pełną siłą. Z jej pyska nie schodził delikatny uśmiech.
- Oczywiście, że-że wróciłam, walczyłam z psem, a potem zabrał mi Dwunóg, na patrolu, p-poszłam wtedy na patrol, możesz nie pamiętać, ale nie mam już ogona i uciekłam, i-i, i szukałam domu, i... jestem, wróciłam, znalazłam Klan Wichru, już wszystko jest okej, prawda? Jestem w domu, jestem... - głos ugrzązł jej w gardle, kiedy podniosła wzrok na rozmówczynię raz jeszcze. Przełknęła cały niepokój, nie chcąc już nawet myślec. Bo czy i było o czym więcej myśleć? - Jestem z tobą, tak?
Tylko teraz pozostawało pytaniem, czy to dla Klaczy w ogóle była jakakolwiek zaleta. Ale wolała nie myśleć tak negatywnie od razu. Nie tu, nie teraz, nie w tej chwili.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Wysłuchała jej słów, nie wchodząc w żadnym momencie z łapami w jej zdania. W te słowa, które Gołąb wyrzucała z siebie jak z procy, ale z taką samą niepewnością jak zawsze. Z nieśmiałością i wstydem. JEŻELI to co mówiła, było prawdą, to nie powinno jej być wstyd. Nie powinna być nieśmiała. Wzrok Klaczy poleciał znów na jej ogon, czy raczej pozostałość. Czy też ktoś jej pomógł z psem, czy też nie, to przeżyła atak, a to oznaczało, że nie poddała się atakowi i nie leżała, czekając na śmierć. Ale jej opowieść miała też sens - sama nie pokonałaby psa. A gdyby odeszła, to na dłużej niż 2 księżyce. Spojrzała na jej ucho - może to tez była sprawka psa? Aż w końcu spojrzała znów w oczy. - Mhm, jesteś ze mną. - I tak powinno było być zawsze. Rozdzieliła je lecznica, rozdzieliło je porwanie, rozdzieliły je dzieci, rozdzieliły je problemy. Czy teraz mogły się w końcu zejść? - Nie pamiętam, że byłaś na patrolu. Leżałam chora. Chora całe dwa księżyce, kiedy cię nie było. - Również jej przypomniała, bo Gołąb mogła nie pamiętać. Oczywiście Klacz zabrzmiała, jakby jej to wyrzucała prosto w pysk i chciała tym podciąć jej łapy, ale nie zrobiła tego specjalnie. Machnęła ogonem w powietrzu. - Wyglądasz jak zając. Powinnaś zmienić imię na Zajęcza Łapa, wiesz? - Mruknęła, nieco żartobliwie, posyłając lekko uniesione kąciki pyska, które szybko opadły. Chciała rozluźnić atmosferę, ale było jej to ciężko zrobić na siłę. - Zimno jest, chodźmy do obozu. - Mruknęła, podchodząc do jej boku i wtulając swoją sierść w jej sierść, żeby chociaż ogrzać jeden z jej boków. Przy tym nie posyłała jej żadnego spojrzenia, patrzyła przed siebie. Była gotowa iść gdy tylko Gołębia Łapa przetrwali psychicznie co się właśnie wydarzyło i będzie gotowa iść.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Nie była nawet świadoma, że mogła zostać tak przez Klacz odczytana. W swojej własnej głowie czuła się na pewno o wiele bardziej wolna i pozbawiona hamulców, niż kiedykolwiek wcześniej. Może to kwestia faktycznie odosobnienia i tęsknoty, samotności i bycia zdanym wyłącznie na siebie? Została wrzucona na głęboką wodę i wróciła. Chciała teraz się położyć, wtulić w Klacz, zgnieść przy okazji jej kociaki w ciasny kłębek i zniknąć na chwilkę ze świata pełnego niepokojów i nieszczęść. I wtedy może faktycznie by miała dłuższą chwilę, by zastanowić się nad sobą dłużej. Nad tym, na ile jej zmiany będą stałe, a na ile spowodowało je niedożywienie, wyczerpanie i długa podróż. A jednak stała tu, gotowa się uśmiechać, ba, gotowa nawet zatańczyć, choć i niepotrafiąca nawet tego dobrze pokazać.
- Och. No tak - odparła w odpowiedzi, na chwilę odwracając wzrok na pobliskie Drzewko Cudów. Ale tylko na kilka uderzeń serca, nie dłużej. Po dniach spędzonych na wpatrywaniu się w budynki miała dość tamtego widoku. Znów przyciągnęło ją do kotki. - Ale już wyzdrowiałaś, a-a ja wróciłam. Jest w porządku - powiedziała szybko, może lekko defensywnie, ale w żadnym wypadku negatywnie. Całe szczęście odetchnąć mogła w późniejszym czasie, kiedy to już upewniła się, po czym stąpa i jaki kocica ma humor. Uśmiechnęła się szerzej.
- Nie-e, mamy już Zajęcze Ucho, nie chcę być kolejnym - jęknęła, lekko drgnąwszy pod wpływem kolejnego zachowania Klaczy. Spojrzała na nią w górę nieco zaskoczona, strzygąc uszami, ale nie odsuwając się. Wspomnienia przez gest rozlały się po jej głowie, zaprzątając myśli. Otworzyła pyszczek. Jeśli nie teraz, to kiedy? - Właściwie to... to co to znaczy? W sensie, to nie pierwszy raz, kiedy... to robisz - zmarszczyła brwi. Bardzo nie chciała nazywać jej wtulenia jakimikolwiek słowami, dopóki nie była pewna, co chciała przez to w ogóle przekazać. Tylko ogrzać, czy aż ogrzać? - A ja nie wiem. Mogę się tylko domyślać - wyjaśniła krótko. Najwyraźniej nadal nie była najlepsza w słowach. Ups.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Nie jest. - Mruknęła i trzepnęła uchem. - Bynajmniej nie z twojego powodu. - Dodała, rzucając jej side-eye. - Potem ci powiem. - Mruknęła, jeszcze w tej chwili stojąc przed nią, a dopiero w dalszej części rozmowy była już u jej boku i to wtedy mogła zagaić o co jej chodziło. Po drodze jednak przeszedł jeszcze temat Zajęczego ucha, na co Klacz rzuciła tylko - Królik też może być - bo jej to nie robiło różnicy.
I w końcu - pytanie o jej czyny i działania. Szły do przodu, spokojnym krokiem, zmierzając do obozu. - Dawno chciałam z tobą porozmawiać, ale zachorowałaś, potem ja zachorowałam, ty zniknęłaś. Wszystko nas od siebie zaczęło odpychać. A ja nie chcę, żeby nas odpychało. - Mruknęła poważniej, lekko marszcząc nos, bo denerwowało ją to co się działo. Dalej na nią nie patrzyła, szła i wzrokiem miotała po śniegu. - Chciałam z tobą porozmawiać o nas. - I chyba teraz była dobra okazja. Skoro były dwie, szły, a Gołąb nie miała innej drogi ucieczki - bo przecież nie zacznie uciekać gdzieś obok, sama idąc do klanu, bo nie była taka. A gdyby zaczęła, to Klacz spokojnie by ją dogoniła, nie ma tutaj żadnych domysłów, są fakty. - Teraz chciałam cię po prostu ogrzać, ale zapewne tak samo ułożyłabym się w legowisku z tobą. - W końcu rzuciła jej spojrzenie, ale chłód na jej pysku nie był tak mocny jak zawsze. Tego pyska Gołąb nie znała. Nie był to wyraz słabości, nie był to wyraz poddania się, ale kota, który próbował walczyć, choć czuł, że sam nie da rady. Potrzebowała kogoś, kto pomoże jej przejść przez bagno. Nigdy by się tego nie spodziewała, bo przecież zawsze była silna. Ale czy powiedziałaby, że na przykład kochała Gołąb? Czy mogłaby chcieć spędzić z nią życie, bo jej emocje wobec niej były silne, gorące i skierowane w stronę romantycznych? To chyba nie o to chodziło.
W końcu przystanęła, a Gołąb lekko się od niej odkleiła, bo Klacz została w miejscu. Niezależnie od tego, czy szylkretka tak została, czy odsunęła się na bok, Klacz sama z siebie i tak się odsunęła, żeby stanąć na wprost niższej, grubszej kotki. - Nie wiem jakie słowa chcesz usłyszeć i nie wiem czego sama chcesz. Nie wiem jak nas postrzegasz i jak rozumiesz. Więc powiem to, co ja mam w głowie. Jak to nie odpowie na twoje pytanie to... zacznę od początku. - Machnęła ogonem, wzięła wdech i wydech i zaczęła. - Jeżeli kiedyś się w kimś zakochasz i będziesz chciała mieć partnera albo partnerkę - nie zakażę ci, tylko będę cię wspierać i upewniać się, że ten drugi kot nie zrobi żadnej głupoty i cię nie skrzywdzi. - Mówiła patrząc prosto w oczy Gołąb. Po tym jak urodziła kociaki, chemia w jej mózgu zmieniła się na jakąś łagodniejszą i Klacz zaczęła gadać pierdoły, ale może to dobrze? Może w końcu rozkwitała emocjonalnie, znajdując inne ujścia niż złość i szyderczość? - Ja sama chcę partnera, ale... chyba nie jest mi pisany. Ale też... nie kocham cię. Nie czuję potrzeby bycia z tobą... wiesz, w związku, jako partnerki. Może przez moment czułam, ale on wyparował, myślałam nad tym, ale nie czuję miłości... a może po prostu jej nie rozumiem i nie znam. Moja matka nie przekazała mi miłości i żaden kot mnie nią nie obdarzył, więc nie znam jej tak osobiście. Nie wiem co to znaczy. Może ją czuję, a wmawiam sobie, że nie? Może coś się jeszcze zmieni, ale teraz tego nie wiem? ... Nie wiem. Po prostu - teraz nie. Nie wiem czy to dla ciebie dobrze, czy źle. - Przyznała, bo w końcu to zrozumiała. - A jednocześnie nie chcę, żebyś ode mnie uciekała i się mnie bała. Nie gryzę cię, nie biję cię, nie wrzeszczę na ciebie. Fakt, jestem... no, specyficzna? Ale jak chorowałaś to też trochę rzeczy się zmieniło, ja też się zmieniłam. - I najpewniej Gołąb to widziała, prawda? Jej Króliczek z krótkim ogonem. - Nie chcę być jakąś blokadą, która cię zatrzymuje w miejscu, bo nie wiesz na czym stoisz. Jednocześnie nie chcę, żebyś odeszła. Chcę spędzać z tobą czas, rozmawiać, wymieniać się plotkami, pomogę ci, nauczę cię czegoś żebyś szybciej skończyła trening, chciałabym też żebyś dalej pomagała mi z kociętami, dla mnie dalej jesteś ich drugą mamą, a jeśli nie chcesz mamą, to możesz ciocią. Źle zrobiłam, że tak na ciebie zrzuciłam te kocięta. Ty masz wybór. Ty wybierasz. - A jeżeli to Gołąb odczuwała coś więcej, jakieś emocje romantyczne... ups. Nareszcie jednak Kraśna Klacz doszła do końca swoich słów i je podsumowała. - Możemy być przyjaciółkami? Czy... oczekujesz czegoś innego? - Skończyła w końcu. Wszystko co powiedziała, powiedziała prosto do pyska Gołębiej Łapy, a jeśli ta uciekała wzorkiem, to Klacz próbowała go szukać. A jaki miała w tym wszystkim głos? Cóż. Nie był twardy, nie był groźny, był łagodny, trochę niepewny i nawet w dwóch miejscach ze stresu jej się nieco struny przegrzały, co poskutkowało lekkim piskiem.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
- Och - odparła tylko pokrótce, spodziewając się, że jak rozmówczyni będzie chciała, to rozwinie powody swojego kryzysu wieku średniego. Nie spodziewała się zresztą, żeby miała ją wszystkim zarzucić już tu i teraz, na granicy, ledwo co się pokazała ze swoją nową stylówą. Sama nawet nie zdążyła do niej przywyknąć, a co dopiero koty, które od tych dwóch księżyców jej nie widziały. Łatwiej czasem było po prostu nie myśleć, serio. A przez ten czas stała się chwilowym ekspertem w niemyśleniu. I trochę się obawiała, że wszystkie dawne problemy od chwili przekroczenia obozu znowu upadną na jej barki. Ale musiała do tego wrócić, czy tego chciała czy nie.
- ... - otworzyła pyszczek, by odpowiedzieć, ale po chwili go zamknęła, zdając sobie sprawę, że Klacz łamał się głos. Że miała coś, co leżało jej na sercu i chciała się tego w końcu pozbyć. Tak więc słuchała, idąc powoli obok niej. Zatrzymała się łagodnie, kiedy zorientowała się, że również i ona przystanęła. Czy uciekała wzrokiem? Zależy. Ciężko jej było utrzymywać wzrok w jednym miejscu na zbyt długo, tak po prostu, ale definitywnie nie robiła tego ze zmieszania. Potrzebowała tego usłyszeć, a nawet jeśli miało ją skręcić w brzuchu od samego zaczęcia tematu, wiedziała, że tego kroku po prostu nie ominie. Nie można było ciągle uciekać od tej rozmowy - i stąd w ogóle ją zaczęła. Póki czuła natłok pozytywnych emocji, póki czuła werwę i nie opuściły jej już na dobre siły. Zaskakująco wiele nieoczywistości zostało rozwianych, a kiedy odrobina pewności wdarła się w jej serce, przynajmniej mogła odetchnąć. Problemem jedynie stało się, w co najpierw włożyć łapy, bo potencjalnych rozwinięć widziała sporo.
- Cóż... - zaczęła powoli, mrugając, i przeniosła spojrzenie świadomie prosto w oczy Klaczy; o ile na to pozwoliła. - Nie wiem, czy to dobrze czy niedobrze, bo... bo sama nie wiem, co to jest. Rodzice mieli zupełnie inną r-relację i pewnie mają nadal - zatrzymała się na chwilę, przypominając sobie swoją adoptowaną rodzinę. Żbik i Bociana. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek miała lub czuła coś podobnego. Wszystko było tak bardzo inne, jakby żyli w zupełnie innym świecie, jak tak o tym teraz myślała. Nie śpieszyła się z mówieniem. Wolała powiedzieć wolniej i przemyśleć swoje słowa, niż wpaść w niepohamowany natłok słów i myśli, spiralę do dna. - Ja... nie chciałabym, żebyśmy nie spędzały ze sobą czasu - podeszła krok bliżej, z lekko drżącym głosem biorąc wdech. Na chwilę uciekła wzrokiem, dopóki nie zmusiła się do powrotu. - I sama nie wiedziałam, co robić, co myśleć, k-kiedy byłyśmy blisko i chciałaś, żebym ci pomogła. Ale chciałam pomóc, i może czułam, że, że... że gdzieś należę - gdyby mogła, to rozłożyłaby ręce, ale była kotem, który stał na wszystkich czterech łapach. Więc średnio miała możliwość. - Jesteś inna. Pierwszy raz spotkałam kogoś takiego, jak ty - dopowiedziała nieco zmienionym tonem; z jakimś dziwnym, mieszanym ciepłem i zaskoczeniem. - I cieszę się, że w końcu o tym rozmawiamy, bo bałam się cokolwiek robić. Nie wiedziałam, co będzie na miejscu - spróbowała opisać, choć nie była pewna, na ile porównanie tego do więzów i łańcuchów było na miejscu. Czuła się wolna. Pod kolejnym względem, nie tylko fizycznym, powracając ze swojej nieobecności do Klanu Wichru. Najwyraźniej w ich łapach formowało się właśnie coś nowego, ekscytującego, wolnego, czego dotąd jeszcze nie dotykała. Nie wiedziała jedynie, na ile to była magia chwili i jej odklejenie, a na ile coś trwałego. Wierzyła jednak, że będzie takie. Stabilne. Trwałe. Pewne. Przynajmniej to jedno w jej życiu.
- Nie wiem, czy czułam do ciebie kiedykolwiek coś, co było podobne do tego, co czuli moi rodzice. Ale czuję... przywiązanie. Tak, Myślę, że to to - dopowiedziała, odetchnąwszy już spokojniej. - Być może to dobre określenie. Przyjaźń.
Od razu na myśl nasunął się jej Rdestowa Łapa. W jego towarzystwie nie czuła się komfortowo. Świerkowa Igła za to dawała jej więcej takiego komfortu. Czy jednak którekolwiek z nich faktycznie miało z nią przyjacielską relację? Ba, czy to, co czuła względem Klaczy mogła w ogóle nazwać przyjaźnią? Nie była pewna. Ale póki co była gotowa pójść na taki kompromis. Wydawał się... odpowiedni. Wyjście, które pomagało jej na utwardzenie gruntu, dopóki nie poczuje się pewniej i nie zrozumie więcej.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Gdy skończyła mówić Gołąb się odezwała i powiedziała w zasadzie to, co Klacz chciała usłyszeć. jednakże tym razem nie wyczuwała w tym żadnego podejścia na zasadzie "powiem to co chce, żeby się odczepiła lub dała mi spokój", a czuła szczere słowa. Obie były już wyczerpane tym domyślaniem się co i jak. Obie cieszyły się, że mogły nareszcie rozjaśnić o co chodziło, co się działo i jak to działało. Kraśna również poczuła ulgę po usłyszeniu słów Gołąb, bo wiedziała, że wrócił kot, który pokładał w nią jakąś wiarę i zaufanie, mniejsze czy większe, ale je miał. Reszta klanu nie chciała się do niej przekonać nawet gdy Klacz była lżejsza, mniej zadufana w sobie (albo sprawiała takie wrażenie, bo ciężko stwierdzić, czy tak głęboko w środku faktycznie się zmieniła czy też nie). - Jestem inna mówisz... ale tak pozytywnie chociaż? - Mruknęła, podeszła bliżej i pyknęła ją swoim bokiem o jej bok, w luźnym geście. Dodała do tego lekki uśmiech, spokojny i nawet czuła, że nie był wymuszony, a chciała żeby był na jej mordce. Westchnęła potem lekko, ale dalej z uśmiechem. - Mi... też jest lżej. W końcu jedna pozytywna rzecz w moim sp### życiu. - Dodała, po czym przybliżyła się do jej czoła, - Mogę? - rzuciła, a potem zbliżyła się swoim czołem do jej czoła i tak chwilę stała. - W takim razie przyjaźń. - Potwierdziła jeszcze za siebie. Następnie odsunęła się i przyparła znów do jej boku, by mogły iść. Jeżeli życie pozwoli, to obie jeszcze znajdą sobie partnerów i będą szczęśliwe. - Nie spodziewałam się, że wtedy jak powiedziałaś mi jakie to ładne futro mam, to teraz tak to się skończy. - Pokazała ząbki w pewniejszym uśmiechu. Ruszyła więc, poruszając kolejny temat. - Ale cóż, jest też ważna wiadomość. Zasadzka uciekł podczas ceremonii i nie wrócił do klanu. Nikt go nie znalazł do tej pory. A Wojenna Łapa mnie nienawidzi, uznała, że chcę się jej pozbyć. - Powiedziała, rzucając wzrok na niego i wyrzucając z siebie przeciągnięte "uuughhhh". - Okoniowa Łapa, w sensie Szarża i Potężna Łapa, to jest Bójka, nie sprawiają kłopotów. - Jednak było jeszcze coś, co Gołębia Łapa powinna wiedzieć poza tymi rzeczami. - Ponad to idę na "randkę" z Zaćmieniem. Nie dlatego, że chcę, a dlatego, że zgodziłam się po sparingu. Nie chciało mi się go dalej prowadzić i uznałam, że po prostu się zgodzę. - Mruknęła, widocznie i odczuwalnie nieporuszona radośnie tematem. - Pewnie nie usiądę dobrze w lesie, a już będę z niej wracać. - Kocur zachowywał się dziwnie, był dziwny i choć jakaś dzika cząstka rudo-białego najpierw ją pociągała, tak teraz miała bardzo mieszane odczucia. Może jeszcze pozytywnie się zaskoczy, kto wie.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Zaskoczyło ją nieco to, że akurat pierwszym pytaniem, jakie zadała Klacz, było właśnie to. Odpowiedziała uśmiechem. O rany. Te dwa księżyce wystarczyły, żeby na serio zatęskniła za znajomymi mordkami. Czuła przypływ niespodziewanej siły w sobie. Co za zabawne uczucie.
- Nie zdarzyło mi się mieć innego osobistego obrońcy, więc na to wygląda - odparła lekko, samej przypominając sobie ich pierwsze spotkanie. I kolejne. Mina nieco jej zrzedła. Wszystko wydawało się takie odległe. Zastrzygła nieurwanym uchem, nie spodziewając się tak mocnych słów. Bądź co bądź była to Kraśna, więc nie powinno jej to chyba jakoś bardzo dziwić. Ledwie jedna myśl zdążyła przemknąć przez jej glowę, a przed nią ponownie wyrosła kocica. W odruchu bezwarunkowym chciała się przesunąć, ale jej opóźniony zapłon spowodował, że jeszcze stuknęła się czołami z Klaczą. - Ow, och, okej - dodała w odpowiedzi. Nie wiedziała, że przyjaźń wymagała czołowego zderzenia między kotami. Wiedza warta zapamiętania. Brzmiało jak to całe stukanie się nosami z mistrzem jako terminator. Tylko tam się tak robiło publicznie, brr. Czując znów futro na boku spróbowała dopasować się krokiem do... przyjaciółki. Aha, po czołowaniu mogła już tak mówić, prawda?
Zmarszczyła brwi po usłyszeniu nowinek.
- B-brzmi jakby dużo się wydarzyło - mruknęła z obawą, próbując ułożyć sobie wszystko w głowie, kiedy zaczęło ją przytłaczać. To nic. Da radę. - Trzy myśli. Mam trzy myśli - zaczęła po chwili przerwy, a jej oczy błysnęły. - Mogę go poszukać, zanim wrócę do Klanu. Że, że Zasadzki - doprecyzowała szybko. Miała dawne przeczucie, że to się wcale wojowniczce nie spodoba, ale już było za późno, bo mówiła i to całkiem sporo. Weszła na słowną falę. - A z Wojną też mogę pomówić, na pewno się uda - powiedziała z uśmiechem. W głębi duszy wcale nie była pewna, ale bardzo chciała Klaczy udowodnić, że się stara i spróbuje i nie zostawi jej samej na lodzie. Poszłaby z Atakiem do lecznicy i drugi raz, biorąc całą odpowiedzialność na siebie, gdyby mogła. Musiała się wykazać, tak czuła w duchu. - A, mówiłaś o partnerach, więc, więc mogę ci pomóc, albo w przygotowaniu tego spotkania, albo przyjdę z tobą, żeby ci było raźniej - dodała. Chociaż nie mogła przed sobą ukryć, że faktycznie czuła się o tyle wyjątkowa, że do tego czasu Klacz jeszcze się z nikim nie zeszła. Wolała poczekać na swoją przyjaciółkę, zanim zdecyduje o potencjalnym partnerze. A sama Gołąb już sobie zdążyła pomyśleć, że wspomnianego jegomościa będzie należało dobrze prześwietlić. Żeby nie miał złego wpływu na kociaki, ehe.
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
- Obrońcy i to jakiego. - Nikt nie miał lepszego, z pewnością. Gołębia Łapa dobrze trafiła! - I jeszcze zwycięzcę Wielkiego Wichrowego Wyścigu. - Przechwalanki cacanki może, ale dla prawdziwego wichrzaka to było istotne. W końcu była to pewnego rodzaju odznaka, potwierdzenie jej szybkości i niesamowitości. Przyjaźń z kimś takim to nie byle co.
W trakcie "czołowania" Gołąb nieco jej przywaliła, ale Klacz się nie skrzywiła. Walczyła z potworniejszymi przeciwnikami niż czoło Gołąb, więc po prostu w duchu ucieszyła się, że to przypieczętowały.
Potem były już w drodze i Gołąb chciała dobrze, chciała pomóc, ale pewne rzeczy Klacz musiała jednak zostawić na swoich barkach. - Z Wojenną Łapą muszę postarać się sama dojść do porozumienia. W końcu zrozumie, że zrobiłam źle i żałuję. - Odpowiedziała najpierw na to, bo to było dla niej łatwiejsze, a potem dopiero wróciła do tematu Zasadzki. - A on... nie ma sensu go szukać. Szukali go. Może być daleko, a zresztą... on groził, że zabije Donośny krzyk, bez żadnego zawahania. I jestem pewna, że mógłby się rzucić i na nią i na innych. Jest niebezpieczny. - Cmoknęła, lekko uginając uszy i kierując je do tyłu, czując zło i smutek wobec syna jednocześnie. Kolejne słowa wymówiła z bardzo chłodnym, zimnym tonem. Jakby oceniała jego poczynania. - Powód, dla którego to wszystko się stało był... żałosny. Nie spodobało mu się imię Racza Łapa, więc zwyzywał Donośny Krzyk, która zastępowała Roziskrzoną Gwiazdę, zagroził jej morderstwem, zwyzywał cały klan i zaczął uciekać. Ważkowa Łapa zdołała go powstrzymać razy czy dwa, ale potem uciekł. Chciał imię Jastrzębia Łapa i jestem pewna, że gdyby o tym powiedział, a nie robił awanturę - co też mu powiedziałam - to by je dostał. Wszystko zrobił źle. - W końcu przymknęła na moment oczy, a potem jej głos wrócił do poprzedniego, miększego stanu. - Nie mam pojęcia, czy to problem z nim, czy moim wychowaniem... inne mojego kocięta takie nie są. - Nie była pewna, co poszło źle i nie tak, miała pewne trudności w określeniu czyja tu była wina. Braku ojca? Była zbyt stanowcza albo za mało stanowcza? Mówienie mu o rzeczach dorosłych, gdy był kociakiem, to był zły wybór? Nie wiedziała. A naprawdę się starała.
- Doceniam bardzo, że chcesz iść, ale Zaćmienie by ci głowę odgryzł, jakbyś się tam pojawiła. Pójdę sama. - Trochę to powiedziała pół-żartem pół-serio, nie wiedziała nawet, że to faktycznie mogło by się wydarzyć. - Po prostu chciałam, żebyś wiedziała. - Dla swojego bezpieczeństwa? Hm, chyba nie. Żeby się pożalić? Też chyba nie. Po prostu... to było pewne wydarzenie i powinna się nim podzielić z Gołąb. Tak po prostu. Tak wypadało. przyjaciele sobie mówili takie rzeczy, nie? Nigdy żadnego nie miała, ale tak jej się wydawało.
Księżyce: 48 Mistrz: Wędrujące Światła -> Świerkowa Igła Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Żbikopręga || biol. Misia Ojciec: Klekoczący Bocian || biol. nie wiadomo Partner: relacja urojona. Trwałe urazy: 1) urwany ogon (została może 1/4 od nasady) i lekko wystający kikut po ataku psa || -2 do Zręczności (już odjęte w statystykach!)
2) postrzępione prawe ucho, urwany czubek
Europejski typ pyska | przytyła nieco! | nieznacznie niższa od przeciętnej | niebiesko-kremowy szylkret | pręgi tygrysie na kremowych plamach | heterochromia (prawe niebieskie, lewe zielone) | długofutra | uszy typu curl | biel w dolnych partiach ciała, także na pysku (policzek+pod oczami) i łapach, brak bieli na ogonie | króciutki ogon-kikut | postrzępione prawe ucho
Obecny mood: WICHER WRUMĆ
Gołębia Łapa bardzo by chciała wrócić do domu. Po ataku psa i porwaniu przez Dwunoga ma dość Osiedla i próbuje po prostu przeżyć. Będzie potrzebowała czasu, aby zmienić swój tryb życia na bardziej spokojny, póki co żyjąc adrenaliną.
Bajeczna Łapa[KG/nkt]
Skrzypiąca Łapa [GK/KRz]
Ach! No tak. Nie potrafiła nie westchnąć z rozbawieniem. Czy ktoś inny, poza Kraśną Klaczą, byłby w stanie wygrać Wielki Wichrowy Wyścig? Gołębia Łapa wiedziała, że nawet nie było dla niej powodu startować. I kolejna zima udowodniła jej to znowu, jak beznadziejnym przypadkiem była. Przełknęła jednak szybko własne negatywne myśli, odpędzając je niczym irytujące muchy. Powrót i widok znajomej mordki ucieszyły ją na tyle, że nie miała ani siły, ani zamiaru teraz się tym przejmować. Niech i ten pociąg zderzy się z rzeczywistością już w legowisku tej samej nocy, to już nie było ważne. Po prostu nie teraz.
- Ciekawe - wymamrotała cicho, bardziej do siebie, poddając się krótkiej refleksji na temat kocicy. W żołądku poczuła strasznie dziwne uczucie, takie napierające, jakby właśnie osiedliły się tam emocje, które ciężko jej było rozpoznać i okazać, a objawić się jedynie mogły krótką, niesatysfakcjonującą zadumą. Całe szczęście potem rozproszyła się już sprawą dzieci. Hhhh. - Grozić może, a-ale czy jest w stanie faktycznie zabić? - zapytała, ściszając normalny ton głosu. Zadrżały jej wąsiki, kiedy spojrzała na pointkę. Czy od natłoku problemów zmatowiały jej oczy, czy zawsze były takiego koloru? Nie potrafiła sobie zupełnie przypomnieć. Potrząsnęła głową. - Może... może to nie problem - dodała powoli, usłyszawszy całą historię, nabierając niepewności w swoich słowach. - Może po prostu myśli inaczej i trzeba podejść do niego też i-inaczej - przełknęła ślinę. Może fajnie by było nie porównywać się do prawie-terminatora, który groził całemu Klanowi śmiercią, ale nie potrafiła teraz nie chcieć wziąć części jego zachowania jako swoją odpowiedzialność. Może zobaczył, jak bardzo sobie nie radził i zamiast wziąć jak reszta kociąt jakieś sensowne cechy charakteru od rodzonej matki, to był tak samo zagubiony, jak sama Gołębia Łapa. Na pewno mogła go naprawić! Tak samo jak naprawi siebie, tak. Nie dostanie rangi wojownika, dopóki Zasadzka nie wróci do Klanu Wichru i nie zostanie terminatorem, o.
- O. Okej... - zamilkła na chwilę, kiedy usłyszała o Zaćmieniu. Jakoś się nie bała. Pewnie dopóki go nie zobaczy, znaczy się. Ale nie potrafiła się powstrzymać przed kolejnymi słowami. - No to... no to będę obserwować z oddali i, i jak dasz mi znak, to będę udawać, że przychodzę bo Wojna zatruła się nieświeżą rybą - wymyśliła naprędce w ramach przykładu. Nie potrafiła ocenić, czy jej zależało, czy to była jakaś kontynuacja żartu. Czy to w ogóle był żart???
xx⋆。゚☁︎ 。⋆。 ゚☾ ゚。⋆ Dla twegozdrowia życiabymnieskąpił Po twąspokojnośćdopiekiełbym zstąpił xx-;Choć śmiałejżądzyniemaw sercu mojem;- xxxxBymbyłdla ciebiezdrowiemi pokojem Iznowusobiepowtarzampytanie: xxxxxCzytojestprzyjaźń? xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxCzytojestkochanie? x x xixxTrawa Stream xxiFabuły: 0/6 [x.xx.xxxx]
Czarny, dlugowłosy solid colourpoint, z chłodnymi, niebieskimi oczami. Wyrosła do standardowego rozmiaru kota, jest bardzo puszysta. Po kocicy widać, że jest zmęczona, ma podkrążone oczy i znużony wyraz pyska
pewna siebie | ambitna | już nie tak szorstka jak kiedyś | neutralna, już nie obsypuje samotników komentarzami i niemiłym wzrokiem | skupia się mocno na rodzinie | oddana nauce terminatorów | lojalna klanowi | nie wierzy w Gwiezdnych, nie uznaje Kodeksu Wojownika
Pokiwała głową na boki. - To nie tak, że to nadal 4 księżycowe kocię. On rośnie i nawet jeżeli nie zrobi krzywdy komuś teraz, to mógłby to zrobić za jakiś czas. Nie potrafię go zrozumieć, nie można zignorować jego słów. Był strasznie dumny z tego, że "zabił Atak", choć po prostu ranił jego ucho. Trzymał się tego, że jak zabił jego, to zabije też innych i znikną. - Nie wiedziała czy to tylko takie gadanie, bo wydawało mu się to łatwe - uciąć ucho i cyk, kot znika. Czy faktycznie był gotów do takich rzeczy. - Tak czy siak. Wspomagam moje kocięta, dalej im pomagam i z nimi rozmawiam, ale przychodzi moment, w którym kot odpowiada sam za siebie. Zasadzka odpowiedział. - Nie chciała odpokutowywać za wszystkie jego przewinienia, bo sama się ich nie dopuściła. Urodzenie go już było karą samą w sobie.
Zaśmiała się lekko na jej próby. Klacz tryknęła ją lekko w bok, żeby Gołąb straciła TROSZECZKĘ równowagę. Taki bonk w bok tułowiem. - Poradzę sobie. Ja mam bronić ciebie, nie ty mnie. - Uśmiechnęła się tak zwyczajnie, szczerze... niecodzienny widok.
Dalej kotki kierowały się w stronę obozu, rozmawiając po drodze. Klacz odpowiadała na pytania, jeśli Gołąb jakieś miała.