- Ale łowimy! - to nie była powszechna wiedza?! Odsunął uszy do tyłu. - To jest, nie często, ale czasem się zdarza...
Wyjaśnił nieco ciszej. Nie sądził, że to sekret... ani nic złego, że wyjawił coś takiego. W końcu nie kradli ich ryb, polowali u siebie... Chyba. Co nie? Nie wiedział. Rycerzyk jeszcze nigdy nie łowił. Na dobrą sprawę, w ogóle nie chciał łowić. - Ale wierzę, że u was musi być gorzej. W Wichrze głównie się łapie zające i inne, wiesz. Futrzaste zwierzątka - ale to chyba nie było regułą. Może nieco głupio, ale uważał że te wszystkie założenia co który Klan robi są przestarzałe i już niezgodne z prawdą od dawna. No, i bezsensowne. To, że ktoś jest z Gromu chociażby, na pewno nie znaczy że doskonale się bije tak po prostu. - Dziękuję! To od grzyba - uśmiechnął się lekko. - Jemiołowa Łapa też brzmi ładnie. Nigdy nie widziałem jemioły, ale wydaje mi się że musi być ładniutka. Brzmi przyjemnie!
Zamruczał cicho.
Poszukiwania nowej miłości swojego życia (na chwilę, dopóki się nie znudzi) nadal trwały. Zamierzała przeszukać każdy klan jeśli była taka potrzeba, a ewidentnie była. W końcu znajdzie chłopca tak niegrzecznego, że godzien będzie jej uwagi. Nie można jej już było bowiem nic zarzucić. Futro po chorobie jej odrosło, piękniejsze niż kiedykolwiek. Zawsze było pięknie uczesane i błyszczące, jednak dziś, idąc na granicę z klanem Wichru, raziło aż w oczy. Musiała być jednak gotowa - nigdy nie wiadomo, kiedy miłość spojrzy jej w oczy.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Jarzębina szukała partnera... A wszystko wskazywało na to, że jeszcze sobie poczeka, ponieważ na horyzoncie pojawiła się Wojna. Córka Klaczy gustowała w kocicach, tyle że pechowo dla Rzecznej miała już kogoś na oku.
Ostatnio zaczęła poruszać się po granicach w podobnym celu co Rzeczna, choć ona nie szukała nikogo na stałe, a tylko na chwilę dla spełnienia swoich celów. Czy jej się to uda to już inna sprawa.
Zmierzyła obcą kocicę spojrzeniem i skinęła jej z pewnej odległości łbem. Nie przywykła do rozpoczynania rozmow i szukania czyjejś uwagi, dlatego na razie ograniczyła się do tego dosyć suchego gestu.
Cel był prosty - znaleźć zastępstwo za Karasia. Nie było to coś trudnego, nie? Koty znajdowały partnerów od obiegów pór, zawsze się ktoś znalazł, chyba że było się brzydkim, to wtedy wiadomo, ciężko kogoś złapać, ale to nie był problem Jarzębiny. Czy więc zainteresowała się kocicą, która przeszła obok niej? No, niekoniecznie. To nie był łup godny Jarzębinowej Łapy, choć musiała przyznać, że zirytowało ją chamstwo cudzoziemki. Żadnego "oh, ale jesteś piękna"? "Jak masz na imię, możemy się zaprzyjaźnić"? Żenada.
Zamierzała ją kompletnie zignorować i pokazać wyższość, jednak jej wybuchowy temperament wziął górę.
- A jakieś "cześć"? "Dzień dobry"? Cokolwiek? - krzyknęła, gdy kotka odeszła kawałek. Potrzebowała chwilki żeby podjąć jakąś konkretną decyzję, nic wiec dziwnego że Wichrzaczka zdążyła się oddalić.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Obejrzała się na Rzeczna słysząc jej krzyki. Teatralnie rozejrzała się wokół siebie, po czym spojrzała na nią z miną "to do mnie?" dodając do tego wyraz uprzejmego zaskoczenia. Wróciła się nie zamierzając się wydzierać z oddali i zdzierać sobie gardła.
- Skinęłam ci głową - wzruszyła lekko barkami. - Ale skorrro się ze mną ładnie witasz, to niech będzie. Cześć. Jak płynie w Klanie Rzeki? - mruknęła pytająco pozwalajac sobie na żart górnych lotów.
- No to musiałaś tak nisko mi się pokłonić że aż nie było widać. - prychnęła, widząc jakże teatralną reakcję kocicy. Że niby taka dostojna paniusia, tak? Pfff, żałosne. Damą się jest, a nie bywa, choć Jarzębinie nieszczególnie zdarzało się nawet bywać. Miała ochotę przewrócić oczami gdy kocica kontynuowała i zaczęła żałować, że w ogóle ją zaczepiła. Miała w tym jednak jakiś cel i być może uda jej się coś z tego spotkania jeszcze wyklepać. Może.
- Dobrze, tak myślę. Przywódca nam się ostatnio przekręcił, ten nowy sypiał z Medykiem którego potem wygnał, ale poza tym jest w porządku. A jak leci w klanie Wichru? - odpowiedziała zgodnie z prawdą, nie mogąc wymyślić nic lepszego od "jak leci". Niestety, klan Wichru był mniej podatny na takie górnolotne żarciki, albo to była kwestia inteligencji Jarzębiny, co też było możliwe.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
- Dokładnie - przytaknęła jej, zadowolona ze kotka wiedziała na czym stoi. Wojnie nie przyszło do głowy, żeby zaprzeczać bądź udawać, że jest inaczej.
- Aż taki kiepski w legowisku był ten medyk? - spytała z autentycznym rozbawieniem. Tych pikantnych szczegółów o życiu prywatnym innych przywódców dotąd nie słyszała, może rozmowa z Rzeczniaczką będzie ciekawsza niż z początku zakładała.
- Tutaj nuda. Rrrroziskrzona Gwiazda ma już jakieś tysiąc księżyców, więc pewnie za jakiś czas czeka nas zmiana, ale na rrrazie nic się nie dzieje.