xxxxSłoneczna Łapa zgodziła się wyjść na trening od razu po ceremonii, na co uśmiechnąłem się bardzo delikatnie i mruknąłem, by szła za mną. Był czas, kiedy nie byłem w stanie wychodzić z obozu i treningi prowadziłem bez wychodzenia na tereny. Teraz było na odwrót - widok obozy przytłaczał mnie i odbierał możliwość spokojnego oddechu. Nie miałem pojęcia dlaczego, nie wiedziałem skąd się to bierze... jak większość dolegliwości uprzykrzających mi życie. xxxxSpojrzałem na swoją nową terminatorkę. Nowa, młoda krew oddana w moje łapy. Nie rozumiałem, dlaczego wciąż było mi przyznawani terminatorowie, nie umiałem... znaleźć powodu, dla którego Łabędzia Gwiazda miał mi ufać tak bardzo. Chciałem to zrzucić na jego wiek i fakt, że może to przyćmiewa mu umysł, ale... ale nie chciało mi się wierzyć, by przywódca był tak nieodpowiedzialny. Dobrze wiedziałem, że nie. xxxx- Pokażę ci nieco naszych terenów, dobrze...? Jest coś, co chciałabyś przerobić od razu, Słoneczna Łapo? - zapytałem ciepło, siląc się na miły, nie zmęczony ton głosu. Mogłem chociaż sprawiać pozory. Jednocześnie potrzebowałem spaceru. Skierowałem się zatem w stronę wschodnich łęg, chcąc pokazać jej granicę od strony Szarych Brzóz.
Krótkowłosa kotka o lśniącej, piaskowej sierści. Już od kocięcego wieku pieczołowicie dba o jej nienaganne utrzymanie, wpierw z pomocą matek, a później o własnych siłach. Grube, klasyczne pręgi zdobią jej ciało, zupełnie inne od tych u Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu. Jej sylwetka- nieimponująca. Kanciasty, aczkolwiek nie kościsty tułów osadzony jest na przykrótkich łapach. Mniejsza niż przeciętny kociak, choć nie przesadnie drobna. Ogon ma cienki, biczowaty, mordkę zaś smukłą, a na niej osadzone pozbawione wyrazu oczy o migdałowym kształcie; szaroniebieski odcień nie ulegnie szczególnej zmianie z wiekiem, najwyżej odrobinę jaśniejąc. Biel oblewa jej brodę i palce przednich łap, tworzy smugę przechodzącą przez szyję do klatki piersiowej oraz wysokie skarpetki sięgające połowy tylnych kończyn. Porusza się dość mechanicznie, głowę i ogon z reguły nosi wysoko.
Zdaje się być wiecznie pogrążona we własnej głowie. Lakoniczna i prostolinijna zarówno w słowach, jak i obyciu. Rzadko wydaje się być zainteresowana czymkolwiek- dopóki coś nagle nie pochłonie całej jej uwagi. Poznaje świat na swój własny sposób i we własnym tempie, po trochu. W relacjach z innymi rzadko wychodzi z inicjatywą, ale nie izoluje się świadomie i celowo od reszty Klanu Rzeki. Ma tendencje do naśladowania kotów, z którymi spędza więcej czasu. Łatwo się frustruje i źle znosi hałas oraz nieporządek. Sztywno i nieugięcie trzyma się nakreślonych jej przez mamy zasad. Trudno powiedzieć ile z jej pragnień i opinii są papugowaniem ich słów oraz oczekiwań; ona sama tego nie wie. O czystość i ułożenie swojej sierści dba obsesyjnie, nie cierpi brudu. Przez pozbawioną wyrazu mordkę i sztywną postawę sprawia wrażenie niezwykle poważnej, nawet dojrzałej.
Zaczepka Jarzębiny trochę ją zaskoczyła; nie zdążyła nawet zareagować, nim ta pobiegła w swoją stronę. Nie przeszkodziło jej to w podążeniu za rudo-białym Wojownikiem. Fajny–tak został określony przez jej rówieśniczkę. Nie wiedziała jak to interpretować, bo nie wiedziała jakie koty były według Jarzębiny "fajne".
Spekulacje te nie utrzymały się w jej głowie długo, bo zaraz przekroczyli granice Obozu. Słońce prawie się zawahała, ale ostatecznie jej łapy pozostały w ruchu, choć kroki stały się sztywne. Prawdziwie zaczęły ją zjadać nerwy, a serce biło szybko, jakby robiła coś niedozwolonego. Obóz potrafił być głośny i przytłaczający, ale otwarta przestrzeń wypełniona obcymi woniami, dźwiękami i widokami była niemal... przerażająca? Mimo to nie zamierzała łamać polecenia starszego kocura–jej mistrza–cofając się z powrotem do domu, być może nawet do Chruśniaka. Nawet jeśli wolałaby, by któraś z mam była przy niej zamiast kota, którego nie znała.
Przestała rozglądać się nerwowo dopiero, gdy dotarły do niej pytania; nawet zdołała zrozumieć ich treść, mimo niemal przyklejonych do czaszki uszu. Jej oczy były szeroko otwarte, ale mordka pozbawiona wyrazu, gdy po dwóch uderzeniach serca zaprzeczyła ruchem głowy na drugie pytanie.
x
x x x x x x x x x x x x x givemeamomenttogetmy cards in line
'cause I'm still trying tofigure out inwhat kind of ordershould I set 'em out
if there was a way to explain everything without a word
I'd have afull houseright nowwithoutadoubt
xxxxPrzekrzywiłem wolniutko głowę w bok, widząc, jak terminatorka rozgląda się nerwowo wokół. Był to pierwszy raz, gdy miała zobaczyć skrawek życia poza obozem, nie dziwiłem się, że mogła być zestresowana. Może narzuciłem zbyt szybkie tempo...? Uszka miała mocno zawinięte w dół, uparcie trzymały się czaszki. Zatrzymałem się więc. xxxx- Mmm... możemy też... troszkę zwolnić, na spokojnie. Tereny są spore i zupełnie nowe, więc zwiedzanie ich może nie być najprzyjemniejszą rzeczą na świecie... jeśli chcesz, możemy to zostawić na później. Jest miejsce, gdzie zwykle przeprowadza się treningi, całkiem niedaleko od obozu - Koci Grzbiet. Możemy dziś przekonać się tylko o nim, jak wygląda, albo zostać w obozie i tam poopowiadam ci co nieco o treningu. Nic na siłę. Obiecuję, że jesteś ze mną bezpieczna - posłałem jej delikatny uśmiech, mając nadzieję, że zrozumie moje dobre intencje - nie chciałem jej speszyć, tylko zaproponować rozwiązanie, skoro widziałem, że przytłaczał ją pomysł zwiedzania terenów... albo w ogóle, wyjścia z obozu. Drobiąca Mysz była podobna na pierwszym treningu.
Krótkowłosa kotka o lśniącej, piaskowej sierści. Już od kocięcego wieku pieczołowicie dba o jej nienaganne utrzymanie, wpierw z pomocą matek, a później o własnych siłach. Grube, klasyczne pręgi zdobią jej ciało, zupełnie inne od tych u Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu. Jej sylwetka- nieimponująca. Kanciasty, aczkolwiek nie kościsty tułów osadzony jest na przykrótkich łapach. Mniejsza niż przeciętny kociak, choć nie przesadnie drobna. Ogon ma cienki, biczowaty, mordkę zaś smukłą, a na niej osadzone pozbawione wyrazu oczy o migdałowym kształcie; szaroniebieski odcień nie ulegnie szczególnej zmianie z wiekiem, najwyżej odrobinę jaśniejąc. Biel oblewa jej brodę i palce przednich łap, tworzy smugę przechodzącą przez szyję do klatki piersiowej oraz wysokie skarpetki sięgające połowy tylnych kończyn. Porusza się dość mechanicznie, głowę i ogon z reguły nosi wysoko.
Zdaje się być wiecznie pogrążona we własnej głowie. Lakoniczna i prostolinijna zarówno w słowach, jak i obyciu. Rzadko wydaje się być zainteresowana czymkolwiek- dopóki coś nagle nie pochłonie całej jej uwagi. Poznaje świat na swój własny sposób i we własnym tempie, po trochu. W relacjach z innymi rzadko wychodzi z inicjatywą, ale nie izoluje się świadomie i celowo od reszty Klanu Rzeki. Ma tendencje do naśladowania kotów, z którymi spędza więcej czasu. Łatwo się frustruje i źle znosi hałas oraz nieporządek. Sztywno i nieugięcie trzyma się nakreślonych jej przez mamy zasad. Trudno powiedzieć ile z jej pragnień i opinii są papugowaniem ich słów oraz oczekiwań; ona sama tego nie wie. O czystość i ułożenie swojej sierści dba obsesyjnie, nie cierpi brudu. Przez pozbawioną wyrazu mordkę i sztywną postawę sprawia wrażenie niezwykle poważnej, nawet dojrzałej.
Zatrzymała się razem z rudym kocurem, zbita z tropu nagłą zmianą planów i słowami, które wypowiedział w jej stronę. Nazwa "Koci Grzbiet" była jej znana, ale to jedyna pełna myśl, która zdołała przebić się przez pustkę-chaos w głowie. Była przytłoczona i, postawiona przy tym przed koniecznością podjęcia decyzji, najchętniej poszłaby z powrotem do Obozu, by zaszyć się w najcichszym, najciaśniejszym kącie–bez Wojownika.
Słońce miała świadomość, że było to dziecinne. Nie chciała przynieść wstydu swoim mamom. Spróbowała otworzyć mordkę, odpowiedzieć–ale nic się z niej nie wydostało. Zmarszczyła czoło, zamknęła szczękę. Jej wzrok zaczął przesuwać się po otoczeniu; napięła łapy, po czym je rozluźniła, w próbie uspokojenia się. Cienki ogon przeciął powietrze ze świstem. Nawet gdyby wiedziała co preferowała i była w stanie skleić jasną myśl lub dwie, ani "nie", ani "tak"–przekazane werbalnie lub gestem–nie pasowały jako odpowiedź. Zaczęła w niej narastać frustracja.
x
x x x x x x x x x x x x x givemeamomenttogetmy cards in line
'cause I'm still trying tofigure out inwhat kind of ordershould I set 'em out
if there was a way to explain everything without a word
I'd have afull houseright nowwithoutadoubt
xxxxPatrzyłem na nią, ale miałem wrażenie, że moje rozwiązanie tylko pogorszyło sprawę. Widziałem, że chciała coś powiedzieć, ale końcowo nie usłyszałem ani odpowiedzi, ani żadnego słowa, nic. Nie wiedziałem co zrobić. Dla mnie to też było niekomfortowe, fakt, że coś było nie tak, a ja nie byłem w stanie odgadnąć co. Przeszedł mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Myślałem, co powinienem jej powiedzieć. Sam podjąć za nią decyzje, zaproponować, byśmy spotkali się w innym dniu...? Ale nie chciałem, by poczuła się winna całej sytuacji, powinna także mieć wybór, nawet, jeśli teraz nie była w stanie przekazać mi co chciała. Usiadłem przed nią i otuliłem łapy ogonem. Nie wbijałem w nią też natarczywie wzroku, zamiast tego rozglądałem się po okolicy i... i czekałem. Nie chciałem, żeby czuła jakąś presję. Jeśli potrzebowała chwili, przestrzeni, to jej ją dawałem.
Krótkowłosa kotka o lśniącej, piaskowej sierści. Już od kocięcego wieku pieczołowicie dba o jej nienaganne utrzymanie, wpierw z pomocą matek, a później o własnych siłach. Grube, klasyczne pręgi zdobią jej ciało, zupełnie inne od tych u Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu. Jej sylwetka- nieimponująca. Kanciasty, aczkolwiek nie kościsty tułów osadzony jest na przykrótkich łapach. Mniejsza niż przeciętny kociak, choć nie przesadnie drobna. Ogon ma cienki, biczowaty, mordkę zaś smukłą, a na niej osadzone pozbawione wyrazu oczy o migdałowym kształcie; szaroniebieski odcień nie ulegnie szczególnej zmianie z wiekiem, najwyżej odrobinę jaśniejąc. Biel oblewa jej brodę i palce przednich łap, tworzy smugę przechodzącą przez szyję do klatki piersiowej oraz wysokie skarpetki sięgające połowy tylnych kończyn. Porusza się dość mechanicznie, głowę i ogon z reguły nosi wysoko.
Zdaje się być wiecznie pogrążona we własnej głowie. Lakoniczna i prostolinijna zarówno w słowach, jak i obyciu. Rzadko wydaje się być zainteresowana czymkolwiek- dopóki coś nagle nie pochłonie całej jej uwagi. Poznaje świat na swój własny sposób i we własnym tempie, po trochu. W relacjach z innymi rzadko wychodzi z inicjatywą, ale nie izoluje się świadomie i celowo od reszty Klanu Rzeki. Ma tendencje do naśladowania kotów, z którymi spędza więcej czasu. Łatwo się frustruje i źle znosi hałas oraz nieporządek. Sztywno i nieugięcie trzyma się nakreślonych jej przez mamy zasad. Trudno powiedzieć ile z jej pragnień i opinii są papugowaniem ich słów oraz oczekiwań; ona sama tego nie wie. O czystość i ułożenie swojej sierści dba obsesyjnie, nie cierpi brudu. Przez pozbawioną wyrazu mordkę i sztywną postawę sprawia wrażenie niezwykle poważnej, nawet dojrzałej.
Minęła jedna chwila, druga... i za nią jeszcze kilka. Nie za dużo, ale cisza wyraźnie się przedłużała. Wraz z nią umysł Słońca zaczął się uspokajać, zdając sobie sprawę z braku konieczności pośpiechu. Mimo to miała problem znaleźć swój głos, nie ważne jak długo i jak intensywnie ugniatała śnieg pod przednimi łapami. Chyba nigdy wcześniej tak nie miała, a przynajmniej nie w takim stopniu. Przycisnęła język do podniebienia i wreszcie wykonała inny ruch–tym razem przestępując z łapy na łapę. Nie chciała wracać do Obozu i sprawić przykrość swoim rodzicielkom.
Jej wzrok przesunął się po rudo-białej sylwetce. Chwilę później uczyniła dwa kroki w kierunku, w którym oryginalnie szli, i tam też odwróciła spojrzenie; skrzypienie śniegu było na tyle głośne, by zwróciło uwagę jej Mistrza.
x
x x x x x x x x x x x x x givemeamomenttogetmy cards in line
'cause I'm still trying tofigure out inwhat kind of ordershould I set 'em out
if there was a way to explain everything without a word
I'd have afull houseright nowwithoutadoubt
xxxxNasłuchiwałem otoczenia, bardziej będąc skupionym na tym, co dzieje się dookoła, niż na Słonecznej Łapie. Cisza była spokojna - trochę niekomfortowa, trochę za długa, ale nic nie powiedziałem. Trwałem w niej, mając nadzieję, że to było rozwiązanie na ich problem. Niekiedy rzeczy działy się po cichu, bez konieczności użycia słów. Ja, kiedy nie czułem się dobrze, także odnajdywałem ukojenie w ciszy. W samotności. Nie wiedziałem, czy kotka potrzebowała także tego drugiego, ale na razie nie miałem odwagi się przekonać. xxxxZ skupienia wyrwał mnie dźwięk skrzypiącego śniegu. Spojrzałem łagodnie na terminatorkę, która zaczęła iść w stronę, w którą pierwotnie ją kierowałem. Także wstałem z ziemi i przyłączyłem się, wolno spacerując w stronę granicy z Szarymi Brzozami. - Las przed nami nazywa się Wschodnimi Łegami. Są także zachodnie, po drugiej stronie. Je też odwiedzimy, ale nie dzisiaj - poinformowałem ciepło, wracając do materiały z treningu jakby nigdy nic.
Krótkowłosa kotka o lśniącej, piaskowej sierści. Już od kocięcego wieku pieczołowicie dba o jej nienaganne utrzymanie, wpierw z pomocą matek, a później o własnych siłach. Grube, klasyczne pręgi zdobią jej ciało, zupełnie inne od tych u Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu. Jej sylwetka- nieimponująca. Kanciasty, aczkolwiek nie kościsty tułów osadzony jest na przykrótkich łapach. Mniejsza niż przeciętny kociak, choć nie przesadnie drobna. Ogon ma cienki, biczowaty, mordkę zaś smukłą, a na niej osadzone pozbawione wyrazu oczy o migdałowym kształcie; szaroniebieski odcień nie ulegnie szczególnej zmianie z wiekiem, najwyżej odrobinę jaśniejąc. Biel oblewa jej brodę i palce przednich łap, tworzy smugę przechodzącą przez szyję do klatki piersiowej oraz wysokie skarpetki sięgające połowy tylnych kończyn. Porusza się dość mechanicznie, głowę i ogon z reguły nosi wysoko.
Zdaje się być wiecznie pogrążona we własnej głowie. Lakoniczna i prostolinijna zarówno w słowach, jak i obyciu. Rzadko wydaje się być zainteresowana czymkolwiek- dopóki coś nagle nie pochłonie całej jej uwagi. Poznaje świat na swój własny sposób i we własnym tempie, po trochu. W relacjach z innymi rzadko wychodzi z inicjatywą, ale nie izoluje się świadomie i celowo od reszty Klanu Rzeki. Ma tendencje do naśladowania kotów, z którymi spędza więcej czasu. Łatwo się frustruje i źle znosi hałas oraz nieporządek. Sztywno i nieugięcie trzyma się nakreślonych jej przez mamy zasad. Trudno powiedzieć ile z jej pragnień i opinii są papugowaniem ich słów oraz oczekiwań; ona sama tego nie wie. O czystość i ułożenie swojej sierści dba obsesyjnie, nie cierpi brudu. Przez pozbawioną wyrazu mordkę i sztywną postawę sprawia wrażenie niezwykle poważnej, nawet dojrzałej.
Ruszyła za Wojownikiem, pozostając nieco w tyle. Jej wzrok powrócił do wędrowania po otoczeniu, a uszy odwracały się w kierunku każdego jednego dźwięku. Nie wiedziała co było ich źródłem. Słońce nie lubiła nie wiedzieć. Zapytałaby, gdyby była w stanie. Może z Lipowym Śpiewem byłoby łatwiej. Mogłaby później poprosić ją o spacer, jak mama będzie miała czas.
Na razie mogła tylko w milczeniu słuchać słów Ognistego Serca. Tym razem przejechała wzrokiem po otoczeniu ze świadomością, jak się nazywało. Nie wiedziała co to Łęgi, ale znała nazwy kierunków, co odrobinę złagodziło frustrację, którą czuła. Mogła zapytać później. Miała dobrą pamięć, więc nie martwiła się, że zapomni.
x
x x x x x x x x x x x x x givemeamomenttogetmy cards in line
'cause I'm still trying tofigure out inwhat kind of ordershould I set 'em out
if there was a way to explain everything without a word
I'd have afull houseright nowwithoutadoubt
xxxxKiedy szliśmy przez Łęgi, towarzyszyła nam cisza. Pierwszy raz tak miałem - ja nic nie mówiłem, a moja terminatorka o nic nie pytała. Nie byłem pewny, czy to wynikało z jej nieśmiałości, czy może faktycznie nie interesowało ją to, co jej pokazuję. Postanowiłem jednak nie zapychać tej ciszy jakimkolwiek słowami, miałem wrażenie, że wychodziło bardziej naturalnie, gdy dreptaliśmy wsłuchując się w skrzypiący śnieg. Z każdą kolejną chwilą cisza przestawała być dla mnie przytłaczająca, słuchałem rytmu naszych kroków i... i tak szliśmy, zwiedzając las. xxxx- Zaraz zobaczymy Kretowisko - miauknąłem dopiero wtedy, gdy zbliżaliśmy się do końca łęg. Wskazałem delikatnie głową na polankę, która zaczęła się przed nami otwierać. - Jest tu bardzo dużo kopców kretów, więc uważaj... pod śniegiem nie będzie ich widać - ostrzegłem ją, bo teren mógł być tu wyjątkowo nierówny. Zwolniłem troszkę, byśmy na pewno bezpiecznie przeszli przez to miejsce. Zastanawiałem się chwilę, aż w końcu zaryzykowałem i zadałem pytanie. Może tym razem usłyszę jej głos...? - Wiesz z jakimi Klanami dzielimy las, Słoneczna Łapo?
Krótkowłosa kotka o lśniącej, piaskowej sierści. Już od kocięcego wieku pieczołowicie dba o jej nienaganne utrzymanie, wpierw z pomocą matek, a później o własnych siłach. Grube, klasyczne pręgi zdobią jej ciało, zupełnie inne od tych u Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu. Jej sylwetka- nieimponująca. Kanciasty, aczkolwiek nie kościsty tułów osadzony jest na przykrótkich łapach. Mniejsza niż przeciętny kociak, choć nie przesadnie drobna. Ogon ma cienki, biczowaty, mordkę zaś smukłą, a na niej osadzone pozbawione wyrazu oczy o migdałowym kształcie; szaroniebieski odcień nie ulegnie szczególnej zmianie z wiekiem, najwyżej odrobinę jaśniejąc. Biel oblewa jej brodę i palce przednich łap, tworzy smugę przechodzącą przez szyję do klatki piersiowej oraz wysokie skarpetki sięgające połowy tylnych kończyn. Porusza się dość mechanicznie, głowę i ogon z reguły nosi wysoko.
Zdaje się być wiecznie pogrążona we własnej głowie. Lakoniczna i prostolinijna zarówno w słowach, jak i obyciu. Rzadko wydaje się być zainteresowana czymkolwiek- dopóki coś nagle nie pochłonie całej jej uwagi. Poznaje świat na swój własny sposób i we własnym tempie, po trochu. W relacjach z innymi rzadko wychodzi z inicjatywą, ale nie izoluje się świadomie i celowo od reszty Klanu Rzeki. Ma tendencje do naśladowania kotów, z którymi spędza więcej czasu. Łatwo się frustruje i źle znosi hałas oraz nieporządek. Sztywno i nieugięcie trzyma się nakreślonych jej przez mamy zasad. Trudno powiedzieć ile z jej pragnień i opinii są papugowaniem ich słów oraz oczekiwań; ona sama tego nie wie. O czystość i ułożenie swojej sierści dba obsesyjnie, nie cierpi brudu. Przez pozbawioną wyrazu mordkę i sztywną postawę sprawia wrażenie niezwykle poważnej, nawet dojrzałej.
Słońcu nie przeszkadzała cisza, wręcz przeciwnie. Pomogła jej się nieco uspokoić, ułożyć w swojej głowie te wszystkie nagłe zmiany–przynajmniej na tyle, by nie chcieć natychmiast wrócić do Chruśniaka. Mimo wszystko nie chciała, nie mogła przynieść wstydu swoim mamom. Ogniste Serce... nie potrafiła określić czy był "fajny", tak jak go opisała Jarzębina, ale wydawał się w porządku. To również pomogło przebić się przez tę wewnętrzną niepewność, instynktowną niechęć przed wyjściem z Obozu i wkroczeniem na nowy etap życia. Czuła się niestabilnie, ale zachowywanie się jakby miała twardy grunt pod łapami nie było poza zasięgiem jej możliwości.
Na informację pod ukrytymi kopcami piaskowa Terminatorka opuściła wzrok bliżej ziemi. Lipowy Śpiew nigdy się nie potykała i zawsze poruszała się płynnie, i Słońce chciała to emulować, dlatego musiała uważać pod łapy. Na pytanie Wojownika poruszyła lekko głową w twierdzącym geście. Sarnie Kopytko opowiedziała pobieżnie o nich, gdy Słońce zapytała jak tylko dowiedziała się o ich istnieniu.
x
x x x x x x x x x x x x x givemeamomenttogetmy cards in line
'cause I'm still trying tofigure out inwhat kind of ordershould I set 'em out
if there was a way to explain everything without a word
I'd have afull houseright nowwithoutadoubt
xxxxNie doczekałem się usłyszeć jej głosu, ale to nic. Nie będę jej prosić o wymienienie każdego z tych klanów, ufałem jej, że faktycznie znała ich nazwy. Była to wiedza bardzo powszechna, więc też nic dziwnego, że nie trzeba było jej tego przypominać. - Graniczymy tylko z dwoma, Klanem Wichru i Klanem Gromu - miauknąłem, idąc dalej ostrożnie przez Kretowisko. Warstwa śniegu była na tyle gruba, że nie dało się odczuć nierównej ziemi, ale przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? - Oprócz tego, dmamy także granicę z terenami niczyimi, to miejsce, gdzie może być... każdy. Samotnicy, włóczędzy i koty każdego Klanu. Zobaczymy ją dzisiaj - dodałem. Chciałem, żeby wiedziała co dziś nas czeka, żeby nic jej nie zaskoczyło. Kretowisko nie było tak duże jak Łęgi, to też nieco szybciej przeszliśmy przez całą polankę. Dopiero na sam koniec się odezwałem. - Słyszysz? - powoli docierał do moich uszu szum wody. Najwyraźniej rzeka walczyła z mrozem i nie była zamarznięta. - To Grzmiąca Rzeka. Zaraz będziemy przy Torfowym Rojście, to ją zobaczymy - powiedziałem i faktycznie, zgodnie z moimi słowami, węższy przesmyk rzeki pojawił się przed nami.
Krótkowłosa kotka o lśniącej, piaskowej sierści. Już od kocięcego wieku pieczołowicie dba o jej nienaganne utrzymanie, wpierw z pomocą matek, a później o własnych siłach. Grube, klasyczne pręgi zdobią jej ciało, zupełnie inne od tych u Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu. Jej sylwetka- nieimponująca. Kanciasty, aczkolwiek nie kościsty tułów osadzony jest na przykrótkich łapach. Mniejsza niż przeciętny kociak, choć nie przesadnie drobna. Ogon ma cienki, biczowaty, mordkę zaś smukłą, a na niej osadzone pozbawione wyrazu oczy o migdałowym kształcie; szaroniebieski odcień nie ulegnie szczególnej zmianie z wiekiem, najwyżej odrobinę jaśniejąc. Biel oblewa jej brodę i palce przednich łap, tworzy smugę przechodzącą przez szyję do klatki piersiowej oraz wysokie skarpetki sięgające połowy tylnych kończyn. Porusza się dość mechanicznie, głowę i ogon z reguły nosi wysoko.
Zdaje się być wiecznie pogrążona we własnej głowie. Lakoniczna i prostolinijna zarówno w słowach, jak i obyciu. Rzadko wydaje się być zainteresowana czymkolwiek- dopóki coś nagle nie pochłonie całej jej uwagi. Poznaje świat na swój własny sposób i we własnym tempie, po trochu. W relacjach z innymi rzadko wychodzi z inicjatywą, ale nie izoluje się świadomie i celowo od reszty Klanu Rzeki. Ma tendencje do naśladowania kotów, z którymi spędza więcej czasu. Łatwo się frustruje i źle znosi hałas oraz nieporządek. Sztywno i nieugięcie trzyma się nakreślonych jej przez mamy zasad. Trudno powiedzieć ile z jej pragnień i opinii są papugowaniem ich słów oraz oczekiwań; ona sama tego nie wie. O czystość i ułożenie swojej sierści dba obsesyjnie, nie cierpi brudu. Przez pozbawioną wyrazu mordkę i sztywną postawę sprawia wrażenie niezwykle poważnej, nawet dojrzałej.
Klan Wichru, Klan Gromu. To oznaczało, że Klan Cienia graniczył z nimi. Sarnie Kopytko mówiła, że wszystkie cztery Klany znajdowały się jeden przy drugim, skupione wokół Dębów. Robiło sens, dlaczego jeden z nich nie znajdował się przy Klanie Rzeki; teraz wiedziała który z trzech. Tereny nie należące do nikogo również nie były jej obcym konceptem, choć nie była w stanie sobie wyobrazić życia samotnika, nienależącego do żadnej grupy. Słoneczna Łapa poruszyła nieznacznie głową, nieprzerwanie wodząc wzrokiem po otoczeniu. Jej nerwy zaczęły się uspokajać, choć wciąż była wyraźnie spięta.
Terminatorka nadstawiła uszu na pytanie Ognistego Serca, zaraz skupiając je na szumie wody. Nigdy nie widziała Grzmiącej Rzeki z bliska. Cała jej uwaga zogniskowała się na dźwięku, a oczy próbowały dostrzec nieoblodzony fragment.
x
x x x x x x x x x x x x x givemeamomenttogetmy cards in line
'cause I'm still trying tofigure out inwhat kind of ordershould I set 'em out
if there was a way to explain everything without a word
I'd have afull houseright nowwithoutadoubt
xxxxPowoli przeprowadziłem ją przez Torfowy Rojst, aż nie spostrzegłem brzegu Grzmiącej Rzeki. Tu był jej tylko wąski przesmyk, w prawie rzeka była dużo szersza, po prostu... nie tutaj. Spojrzałem ukradkiem na kotkę, wydawała się być mocno skupiona, może zainteresowana? Nie byłem w stanie stwierdzić, jej mimika za wiele nie zdradzała. xxxx- Chcesz podejść bliżej? - zapytałem. To był spokojniejszy odcinek Grzmiącej Rzeki, nie bałem się do niej zbliżyć nawet z kotem, który nie potrafił pływać. Nic się nie stanie.
Krótkowłosa kotka o lśniącej, piaskowej sierści. Już od kocięcego wieku pieczołowicie dba o jej nienaganne utrzymanie, wpierw z pomocą matek, a później o własnych siłach. Grube, klasyczne pręgi zdobią jej ciało, zupełnie inne od tych u Sarniego Kopytka i Lipowego Śpiewu. Jej sylwetka- nieimponująca. Kanciasty, aczkolwiek nie kościsty tułów osadzony jest na przykrótkich łapach. Mniejsza niż przeciętny kociak, choć nie przesadnie drobna. Ogon ma cienki, biczowaty, mordkę zaś smukłą, a na niej osadzone pozbawione wyrazu oczy o migdałowym kształcie; szaroniebieski odcień nie ulegnie szczególnej zmianie z wiekiem, najwyżej odrobinę jaśniejąc. Biel oblewa jej brodę i palce przednich łap, tworzy smugę przechodzącą przez szyję do klatki piersiowej oraz wysokie skarpetki sięgające połowy tylnych kończyn. Porusza się dość mechanicznie, głowę i ogon z reguły nosi wysoko.
Zdaje się być wiecznie pogrążona we własnej głowie. Lakoniczna i prostolinijna zarówno w słowach, jak i obyciu. Rzadko wydaje się być zainteresowana czymkolwiek- dopóki coś nagle nie pochłonie całej jej uwagi. Poznaje świat na swój własny sposób i we własnym tempie, po trochu. W relacjach z innymi rzadko wychodzi z inicjatywą, ale nie izoluje się świadomie i celowo od reszty Klanu Rzeki. Ma tendencje do naśladowania kotów, z którymi spędza więcej czasu. Łatwo się frustruje i źle znosi hałas oraz nieporządek. Sztywno i nieugięcie trzyma się nakreślonych jej przez mamy zasad. Trudno powiedzieć ile z jej pragnień i opinii są papugowaniem ich słów oraz oczekiwań; ona sama tego nie wie. O czystość i ułożenie swojej sierści dba obsesyjnie, nie cierpi brudu. Przez pozbawioną wyrazu mordkę i sztywną postawę sprawia wrażenie niezwykle poważnej, nawet dojrzałej.
Szła za Ognistym Sercem, co jakiś czas spoglądając pod łapy. Teren poza Obozem był dużo bardziej nieregularny, zmienny, a ten odcinek wydawał się trochę gorszy od Kretowisk. Czuła się na nim niepewnie, dlatego musiała być szczególnie ostrożna; ostatnie co chciała to się przewrócić. Z opóźnieniem zauważyła brzeg, ale słyszała nasilający się z każdym krokiem szum. Niedługo po tym jak podniosła głowę, by zobaczyć jego źródło, rudy kocur zadał jej kolejne pytanie. Zerknęła na niego kątem oka, wahając się chwilę, ale wreszcie kiwnęła głową.
x
x x x x x x x x x x x x x givemeamomenttogetmy cards in line
'cause I'm still trying tofigure out inwhat kind of ordershould I set 'em out
if there was a way to explain everything without a word
I'd have afull houseright nowwithoutadoubt
xxxxNa znak, że Słoneczna Łapa faktycznie była zaciekawiona, jak wygląda woda z bliska, wolnym krokiem zszedłem bliżej, stając na brzegu. Poczekałem, aż kotka do mnie dołączy, wpatrując się w ciszy w taflę. Była spokojna w tym miejscu, nurt był niewielki i woda niekiedy zdawała się stać, choć po bliższym przyjrzeniu się wiadomym było, że to nieprawda. Zastanawiałem się, co miałbym jej tu powiedzieć... cokolwiek, by jakieś słowa zawisły między nami. W zwyczaju miałem opowiadać o rzecznych zagrożeniach, ale nie znałem jeszcze Słonecznej Łapy, nie byłem pewny... jak zareaguje, kiedy zacznę opisywać drapieżniki. Może bezpiecznie było ominąć potencjalny stres i zostawić to na inny dzień treningu. xxxx- Jesteśmy jedynym Klanem, który uczy na treningach pływania i łowienia ryb. Teraz jest na to nieco za zimno, ale gdy przyjdą cieplejsze dni, pokażę ci jak to się robi. Z czasem będziesz rozpoznawać, jaka ryba do ciebie płynie po samym kształcie pod taflą wody - posłałem jej delikatny uśmiech. Ja w jej wieku średnio wierzyłem, że serio każdy cień ryby będzie wyglądał dla mnie inaczej, a jednak... trochę co prawda minęło od tego czasu, ale umiałem. Wszystko zależało od wprawy. xxxxJeśli Słoneczna Łapa nie miała żadnych pytań, a także nie wyraziła chęci dalszego zapoznania się z rzeką, przeszliśmy dość żwawo do Wysokich Paproci, o czym ją poinformowałem. - To najbardziej skrajne miejsce na granicy z Terenami Niczyimi.