xxxx- Dzień dobry - mruknąłem z lekkim uśmiechem. Niektóre koty zaczęły patrzeć na mnie zupełnie inaczej odkąd zostałem zastępcą przywódcy, ale Gwiezdna Łapa... nadal był tym samym Gwiezdną Łapą. I bardzo byłem mu za to wdzięczny. Gdyby wyzbył się swojego luźnego stylu bycia przy mnie, czułbym się na treningach chyba najgorzej na świecie. xxxx- Jaki jest drugi, siódmy i ostatni punkt kodeksu? - zapytałem. Ostatnimi czasy w większości czasu ćwiczyliśmy kodeks wojownika, a także to, by Gwiezdna Łapa zapamiętał punkty po kolei. Miałem nadzieję, że nasza praca nie poszła na marne i kocur faktycznie pamięta to, co próbowałem wlać mu do głowy przez ostatnie księżyce.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Wybałuszył oczy na Ogniste Serce i jednak klapnął tyłkiem na trawie, niby to z wrażenia.
- Nie umiem liczyć - palnął żartobliwie, żeby zyskać na czasie. Na gwiezdny klan, gdyby kocur zapytał go po prostu o trzy dowolne zasady nie miałby problemu, ale gdy miał powiedzieć o konkretnych... Uhh.
- Drugi... To ten żeby nie wchodzić na cudze tereny, co nie? Ostatni to że nie możemy być pieszczochami. A siódmy, yyy... Tylko kot który skończył sześć księżyców może zostać terminatorem - zaryzykował. Środek był najgorszy, było w nim mnóstwo punktów i poruszanych spraw, którymi Gwiazda średnio sobie zawracał głowę.
xxxxZaśmiałem się krótko na jego komentarz, przewracając oczami. Skubany. Ale był sprytny, to dobra cecha. xxxx- Prawie. Szósty to ten, który mówi, że kocię musi mieć sześć księżyców by móc spodziewać się mianowania. Siódmy dotyczy mianowania na wojownika - tego, że musi odbyć milczące czuwanie zaraz po. Kojarzysz? - sprostowałem łagodnie, bez żadnej złości czy zawodu w głosie. Nie byłem fanem wbijania sztywno w terminatora zasad i ich kolejności, najważniejsze, by ogólnie wiedział co głosi kodeks - kolejność czy cytowanie słowo w słowo było dla mnie mniej ważne, choć końcem końców wymagane. Trudno jednak wymagać czegoś takiego od dziesięcioksiężycowego... dziecka. - Ale bardzo ładnie, Gwiezdna Łapo - dodałem, posyłając mu ciepły uśmiech. - Dziś walka. Słuchaj uważnie, uważniej niż zwykle, bo od tego co ci powiem zależy twoje życie. Okej? - upewniłem się, mówiąc całkowicie poważnie. - Zaczniemy od tego, że każdy kot jest inny, ale ma wspólne czułe punkty. Są miejsca, gdzie atak jest bardziej bolesny, wyraźniejszy w skutkach, efektywniejszy. To oznacza, że najlepiej celować właśnie w nie, jednocześnie swoje własne chronić jak własne dzieci. E... jakbyś bronił mamę. Rozumiesz o co chodzi - zaplątałem się nieco, bo porównanie do dzieci było dosyć słabe, patrząc na to, że on sam był dzieciakiem i nie wie jak to jest martwić się o swoje własne. Ja zresztą też nie. - Jakie to mogą być miejsca?
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Nie przejął się swoją jedną pomyłką, gdyby miał ocenić sam siebie dałby sobie najwyższą ocenę za to, że w ogóle próbował. Skromność nie należała do jego atutów.
- Milczące czuwanie to było cos takiego, że trzeba pilnować w nocy obozu nie śpiąc i milcząc. - Bezsensowna zasada gdyby go ktoś pytał, ale że nie pytał, to nie dzielił się swoimi wrażeniami.
Zastrzygł uszami nie kłócąc się z Ognistym Sercem; w przeciwieństwie do kodeksu zgadzał się, że umiejętność walki będzie mu potrzebna na każdym kroku i w każdej sytuacji. Wojownik nie musiał go namawiać do przykuwania szczególnej uwagi dzisiejszemu tematowi.
- Taaak, czaję, dzieci mi są obojetne, ale matka nie. Na pewno brzuch i oczy, myślę, że łapy również. - Jeśli mieli myśleć o efektywności to te trzy miejsca przyszły mu do głowy od razu. Trochę się bił i sam na własnej skórze odczuł co bolało bardziej, a co mniej.
xxxxKiwnąłem głową z lekkim uśmiechem. Dokładnie tak, super. xxxx- Noo... brzuch, oczy... generalnie pysk - nos czy uszy też. I szyja. Tam masz gardło, a jak przebijesz gardło, to już prosta droga do śmierci - sprostowałem. I to dotyczyło każdych zwierząt, więc była to też cenna lekcja odnośnie polowania. - Oprócz tego ciągnięcie za ogon dezorientuje. I ciebie, i przeciwnika - dodałem jeszcze, machając przy tym ogonem by wzrok kocura skupił się właśnie na tej części ciała. - W walce, wbrew pozorom, nie posługujesz się tylko pazurami i kłami, ale głównie głową. Myśl. Wybieraj najkorzystniejsze opcje, strategie. Jeśli jesteś masywniejszy, silniejszy, wykorzystuj to na swoją korzyść - napieraj, bądź agresywny w swoich ruchach. Za to kot, który jest mniejszy, ale szybszy, powinien skupić się na unikach, by zmęczyć przeciwnika, tym samym zwiększając szansę dla siebie.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- Uszy? - mruknął z powątpiewaniem. Gardło fakt, mógł o tym pomyślec, na pewno było słabym punktem, oczy i łeb też, ale uszy wydawały mu się zbędnym elementem, dużo kotów miało poszarpane uszy i nic im się nie działo z tego tytułu. Za to brak ogona, oooo, tak, to bylo wyniszczające.
- Tylko czy samymi unikami wygramy walkę? Co robić jeśli przeciwnik raz nas trafi na przykład w łapę, i uniki stają się niemożliwe, a jesteśmy mali, szybcy i zwinni? - wyraził swoje wątpliwości. Wspominał swoje dotychczasowe sparingi i zauważył, że uniki faktycznie sprawiały, że nie mógł nikogo trafić, jednakże to donikąd nie prowadziło, a zmęczenie wcale nie było takie prędkie.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Może i przed przybyciem na Koci Grzbiet mógł zapytać Ogniste Serce o to, co właściwie przerobili z Gwiezdną Łapą, albo porozmawiać z samym zainteresowanym, ale skoro już tu był bez cienia informacji, zasiadł na miejscu, czekając na swojego podopiecznego. Pierwszy jego w życiu trening, który będzie prowadził w kwiecie wieku, aż było mu trochę wstyd. Z drugiej strony miał w swojej głowie przekonanie, że jest tym tajemniczym kotem, który powrócił po księżycach nieobecności i miał przygód po pas i każdy mu zazdrości albo chce uszczknąć choćby szczątki informacji. Żaden nie musiał wiedzieć, że większość przepierdział w miękkie legowisko zamknięte w czterech ścianach.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Gwiazda ciągle był naburmuszony na cały świat za zmianę mistrza i słów jakich użył dziadek podczas ceremonii. Gdyby nie przypomnienie rodziny w ogóle by nie pamiętał, że ma iść na jakiś głupi trening z kolejnym kotem, który będzie w nim pewnie widział głównie uciążliwy problem. Po co ten klan w ogóle trenował terminatorów skoro nikomu nie chciało się tego robić?
Przyczłapał od niechcenia na miejsce powstrzymując się od wywrócenia oczami na widok oczekującego go wojownika.
- Cze - mruknął na przywitanie bez entuzjazmu przysiadając na trawsku. Stracił całe księżyce na trenowaniu połowy ryb tylko po to, żeby przegrać, więc zaczynał mieć sceptyczną opinie o tych całych treningach. Co niby miały mu dać?