Logo Artemidy
Wyprawa Koziej Skarpy
#31
Pokiwała głową, powoli.
— Nie umiem mieć w sobie długo urazy. Już… już nawet nie jestem zła, bardziej zawiedziona — to dobre słowo, idealne określenie. Zawiedziona była tam, iż Bażant… dużo mówił, bardzo dużo. Robił też mnóstwo rzeczy, acz nie takie, które w danym momencie by od niego wymagała. Zero skruchy, zero popraw w zachowaniu.
Przeniosła spojrzenie na Kozę. Brała głębsze oddechy i wypuszczała powietrze naprawdę powoli.
— Nie… ja… — odchrząknęła. Weź się w garść — muszę tam pójść… — nawet nie wiedziała czemu musi. Sama na siebie nałożyła presje? Po tym co przeżyli z Pająkiem, jak finalnie potoczyło się życie jej brata… po jej porodzie i śmierci synka… nic gorszego się już nie stanie.
— Idę — ostatnie słowo. Krótkie, a jakże przepełnione pewnością i nawet żadna nutka zawahania się nie pojawiła.
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
- ...Rozumiem. - Stwierdziła, choć nie była to do końca prawda. Nie wiedziała, jakby sama się czuła, gdyby Kudłaty wyprowadził ich dzieci na zamarznięte jezioro. Głównie dlatego, że Kudłaty nie był takim idiotą, żeby narażać swoje własne potomstwo na niebezpieczeństwo. Gdyby jednak doszło do takiej nieprawdopodobnej sytuacji... byłaby wściekła. Chyba. Zawiedziona też. Ale czy tylko?
Przymrużyła oczy, wpatrując się z troską w wojowniczkę. Nie zamierzała jej powstrzymywać, z jednej strony czuła ulgę, że ta planowała jej jednak towarzyszyć do samego końca. Miała tylko nadzieję, że się do tego nie zmusza niepotrzebnie. Przytaknęła jednak łbem z niemym uśmiechem, powoli wznawiając kroku.
Czas zdawał się zwalniać, a może przyspieszać? Czuła się nierealnie, a widok odbijających się gwiazd w tafli wody tylko wzmacniał to uczucie. Świat dookoła jakby przestał istnieć. Były same, przed Szepczącą Sadzawką. Dotarły.
A ona wciąż nie czuła się gotowa. Nie czuła się godna. Czy... czy da w ogóle radę podołać zadaniu? Chciała. Chciała spróbować. Dla dobra Klanu Cienia.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Zbliżając się do Sadzawki, czuła tylko jak coraz to mocniej zaczyna bić jej serce. Obrazy stawały się coraz wyraźniejsze, aż w końcu przed jej oczami znalazło się miejsce z jej snów i koszmarów. Przeszła spojrzeniem po otoczeniu, zatrzymywała się na poszczególnych miejscach, a jej pamięć sama podsuwała brakujące puzzle. Polana każąca ich zabić… Szum i Skała szarżujący ku niej i Pająkowi… i ona, szepcząca do brata, by ten napił się wody, nie bacząc na to co zaraz się stanie. Gotowa zasłonić go własnym ciałem, nie zamierzająca nikogo atakować. W uszach jej piszczało, a obecność Kózki stała się odległa.
Bajorko zrobiła pierwsze kroki. Przystanęła w miejscu, w którym uderzył piorun, trafiając wszystkich poza nią. Omiotła spojrzeniem ziemię pod sobą, a następnie wzrok przeniosła w punkt, w którym wtedy stała — tuż obok tafli wody. Wypuściła wstrzymywane powietrze, a krwawe obrazy rozmazały się, gdy w jej zasięgu wzroku ponownie pojawiła się Kózka. To był jej czas, jej moment i wielka chwila. Bajorko zacisnęła szczękę i wpuściła na pyszczek uśmiech. Delikatny, ciepły.
— Hej… — zrobiła kilka kroków, stając obok przyszłej przywódczyni — …nie wiem co jest po drugiej stronie, ani co się tam stanie… — oparła się bokiem o bok Kozy. Przed nimi była jedna, wielka niewiedza — …ale wiem, że nikt inny nie poradzi sobie lepiej. Klan potrzebuje kota… co ja gadam. Klan potrzebuje ciebie — Kózkę. Taką co skacze i sobie głupi tyłek obija — …będę tutaj przez cały czas, a gdy się obudzisz opowiesz mi jak było —
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Stała w bezruchu, wpatrując się niespokojnie w taflę wody. Zdawało się, jakby gwiazdy w niej się wręcz poruszały. Może to były zwykłe ruchy wody, a może to sami Gwiezdni ogłaszali w niej swoją obecność. Nie wiedziała. Nie wiedziała, co ma nastąpić. Nie wiedziała, co ich czeka, jaką przywódczynią będzie. Wiedziała, że... że da z siebie wszystko. Że się postara. Na ile jednak jej starania się zdadzą?
Z transu wyrwał ją ruch, gdy Błękitne Bajorko powoli zaczęła kierować się w pewien punkt. Chciała ruszyć za nią, jednak czuła się zamurowana. Obserwowała, jak kotka rozgląda się po otoczeniu. Nie mogła nawet się domyślać, co musiało chodzić po głowie Bajorko. Zapewne... wspominała tamtą noc. Tragedię. To wszystko, co doprowadziło do tego momentu.
Wzięła głęboki oddech, Bajorko zaczęła mówić. A Kozie chciało się płakać. Klan jej potrzebował. Bajorko miała rację. Głęboko we wnętrzu siebie to wiedziała. Słowa przyjaciółki dodawały jej otuchy, której potrzebowała. Jednak wciąż pozostawało ziarno niepewności. Czy na pewno podoła?
Musi się przekonać. To jej obowiązek. Z woli Spopielonej Gwiazdy, z woli Gwiezdnych. Z woli Klanu Cienia i jej pobratymców. Musiała podołać.
Głęboki wdech. Kolejny.
Widok jej się rozmazał, szybko odpędziła łzy paroma mrugnięciami. Musiała podołać. Czy była na to gotowa, czy nie.
- ...Dziękuję. - Mruknęła, przyciskając się lekko do boku Błękitnego Bajorka.
Krok do przodu, stanęła nad brzegiem sadzawki. Da sobie radę.
- ...Wężowooki na pewno jest z nimi. - Zapewniła jeszcze towarzyszkę, odwracając łeb, aby posłać jej ostatni uśmiech. Nie zapomniała o jej prośbie, zamierzała ją spełnić.
Ukucnęła, zbliżając pysk do tafli wody. Ostatni raz spojrzała się w odbicie gwiazd, a następnie zaczęła pić. Bez pośpiechu, biorąc krótkie, powolne łyki. Zamknęła oczy, z bijącym sercem kładąc pysk na ziemi obok brzegu.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35

Kocica mogła poczuć, że jej powieki powoli opadają, a dookoła niej zapada ciemność. Piaszczyste wybrzeże sadzawki nagle zniknęło, ustępując miejsca miękkiej trawie. Gdy otworzyła oczy, ukazał się jej widok skąpanej w blasku księżyca polany pośród zielonego, pachnącego ziołami i zwierzyną lasu. Przez chwilę zdawało się, że jest tutaj całkiem sama, ale po chwili z oddali, z góry, ku polanie opadać zaczęły wirujące przebłyski światła, które stawały się coraz bliższe, i bliższe. Wkrótce na trawę zaczęły zeskakiwać skąpane w gwiezdnym blasku łapy kotów, które ustawiały się okręgiem na brzegach polany. Nie wszystkie pyski były wyraźne, lecz kocica dostrzec mogła wśród nich wojowników, terminatorów i kocięta. Przodkowie Klanu Cienia, duchy dawno zmarłych kotów, niektórych tak wiele księżyców temu, że najstarszy kot w Klanie nie mógłby ich rozpoznać. Wszyscy wpatrywali się w Kozią Skarpę z łagodnymi i niekiedy pełnymi ciekawości wyrazami mordek, siedząc jednak w milczeniu. Wtem przed szereg wystąpiła jedna sylwetka, wysokiej kocicy o jednej połowie pyska rudej, a drugiej czarnej jak bezgwiezdna noc. Na jej pysku kwitł uśmiech, a długie, puszyste futro i złociste oczy mieniły się blaskiem tysiąca gwiazd. Jaskółczy Głos podeszła do czarnofutrej kocicy, i zamruczała melodyjnie.
- Witaj, Kozia Skarpo. To… - Zatrzymała się na moment, szukając dobrego słowa. - Niefortunne, że musimy dokonać mianowania kolejnego przywódcy Klanu Cienia tak szybko.- Zdawało się, że chciała dodać kotce trochę otuchy. W jej uśmiechu błysnęła szczerość. Cieniści zdecydowanie zbyt prędko stracili Polanę, a fakt, że odeszła tak nagle, tuż przed samym zgromadzeniem, nie pomagał. - Niemniej, cieszymy się, że możemy cię tu gościć. Czeka cię wymagająca droga. Bardzo wymagająca. Czasami będziesz czuła, że jest w niej więcej wyzwań jak prostoty, ale nie bez powodu stoisz tu teraz przed Gwiezdnym Klanem. - Ogon kocicy zafalował lekko. Nim wypowiedziała ostatnie zdanie, jej głos lekko spoważniał. - Masz w sobie wystarczająco potencjału, by zostać dobrym przywódcą. Wierzymy w ciebie. Wszyscy przodkowie w ciebie wierzą.
Przodkini rozpłynęła się wśród promieni gwiazd. Po przywitaniu, Koza zaczęła wyszczególniać konkretne koty spośród tłumu minionych kotów. Jedna z nich, znajoma, o czarnym futrze, wyszła na przeciw przyszłej Gwieździe. Poważna kocica o długim, czarnym futrze, stanęła przed Kozią Skarpą. Spopielona Gwiazda w niczym nie przypominała leżącego na ziemi, zimnego i poranionego truchła, które kocica widziała po raz ostatni w obozie. Była przywódczyni Klanu Cienia wyglądała silnie i zdrowo, jej sierść błyszczała a chód był pewny i dostojny.
-Kozia Skarpo. - miauknęła była przywódczyni, po czym urwała na chwilę. - Przepraszam cię. Nie udało mi się poprowadzić Klanu tak długo, jak bym tego chciała. Przepraszam, że zostawiłam cię z tym wszystkim samą tak szybko. Teraz klan jest pod twoją opieką i jestem pewna, że poradzisz sobie w roli Przywódczyni doskonale.- ponownie na chwilę zamilkła. - A zapewne lepiej ode mnie. Dbaj o niego, by nigdy już nie powtórzyło się to, co zgotował nam Psia Gwiazda. Pochyliła głowę i dotknęła nosem czoła orientalnej kotki. - Wraz z pierwszym życiem, ofiarowuję tobie Siłę. - Kozią Skarpę nagle przeszył potworny ból, a głowę wypełniły następujące po sobie obrazy: krew, walka, śmierć pobratymców, rany bitewne. Poczuła na ramionach ciężar, jakby przygniotło ją same Martwe Drzewo, ale i coś jeszcze. Wypełniającą ją moc i wolę, która jest w stanie zmienić tor biegu nawet największej katastrofy. Klan Cienia widział wiele cierpienia i przelanej krwi, lecz na horyzoncie wciąż tliła się nadzieja na lepszą przyszłość, pod panowaniem nowej Przywódczyni, a po niej kolejnych. Po chwili uczucie ustało, a przywódczyni dodała: - Wiem. że masz w sobie siłę by poprowadzić ten Klan ku światłu i odrodzeniu, i nie pozwolisz by parszywy jad zatruł go od środka. Czerp wiedzę i moc od Przodków i pobratymców, oni zawsze będą u twojego boku. Zakończyła, poczym kiwnęła głową, i odeszła by stanąć wśród innych półprzezroczystych sylwetek.
Choć Koza nie zdołała odzyskać jeszcze oddechu, przed jej oczami zamajaczyło jasne futerko. Był to niedawny zastępca Klanu Cienia. Ośmiooki zamrugał do niej niebieskimi oczyma. - Kozia Skarpo - przywitał się, kiwając jej delikatnie głową. - Wraz z drugim życiem otrzymasz ode mnie dar Zrozumienia. Nie zawsze decyzje, które zdołasz zaobserwować będą wydawały się dla ciebie zrozumiałe, warto jednak poznać ich fundament, powód. Nie skreślaj kota dlatego, że jego postępowanie jest dla ciebie niezrozumiałe, spróbuj zrozumieć jego decyzje, zachowanie, wspieraj go i wspomóż, jeśli tego potrzebuje. Jesteś głową Klanu. Twoje słowa i opinie są dla kotów bardzo ważne i wiele zmieniają, nie możesz nadużyć tej władzy - ostrzegł ją, choć jego poważny ton nieco zmiękł. Wielu kotom zabrakło zrozumienia dla głośnego zachowania Pajęczej Łapy, a jedyne czego szukał, to aprobaty i pochwały w kotach starszych, podziwianych przez niego. Może gdyby inne koty postarały się go zrozumieć, nie musiałby tak ślepo wierzyć w Psią Gwiazdę, jedynego dotychczas, który dawał mu to, czego potrzebował - uwagi. Młody kot nie wiedział jednak wtedy, że żadne z słów przywódcy nie były szczere i napędzane prawdziwymi uczuciami, a obrzydliwą manipulacją. Gdy pochylił się i dotknął nosem czoła zastępczyni, kotka mogła poczuć przygniatający jej barki emocjonalny ciężar, a przed jej oczyma stanęły obrazy wielu kotów i ich problemów i trosk. kotów, które czuły się w jakiś sposób niewysłuchane, pominięte, które wymagały wsłuchania się w ich obawy i rozterki. Wojownicy, terminatorzy, o trudniejszych charakterach, których od teraz będzie musiała przekonać, że potrafi stanąć ponad podziałami i zachować otwarty umysł i serce. - Proszę, przekaż Błękitnemu Bajorkowi, że... Wężowooki to urodzony wojownik. Najodważniejszy, jakiego znam. I że jest z niej bardzo dumny - dodał na koniec, a potem otworzył pysk, wahając się chwilę. - I ja z ciebie również. Będziesz dobrą przywódczynią, Kozia Skarpo - miauknął, jednak nie dał jej możliwości odpowiedzi na jego słowa. Zawrócił, dołączając do małego kociątka, Wężowookiego, który radośnie machał Koziej Skarpie ogonkiem. Wkrótce wmieszał się w tłum pozostałych przybyłych na spotkanie kotów.
Po chwili z szeregu wynurzyła się malutka, bura sylwetka, która podeszła do kocicy z radosnym uśmiechem i uniesionym ogonem. Jagniątko zatrzymało się przed kocicą, po czym stanęło na paluszkach by dotknąć czoła zastępczyni. - Cześć mamo!!! W końcu możemy się poznać!!! - Zamachał energicznie ogonem, zadzierając głowę, by ciepło spojrzeć w oczy matki. - Z tym życiem daję ci Pogodę ducha! - I puścił do Koziej Skarpy oczko, ona już dobrze wiedziała o co chodzi. Bo teraz nie tylko, będzie musiała znosić wybryki swojego potomstwa, ale również całego Klanu Cienia. Zaraz po tym dotknął jej nosa swoim... Kozia Skarpa poczuć mogła zalewającą ją radość, ciepło dzielenia języków i żartowania z pobratymcami, uciechę z obserwowania jak Klan rośnie i rozwija się. Po chwili uczucie minęło, a Jagniątko kontynuował, kierując pyszczek w kierunku uszu matki. - Byczek chyba woli kocurów, ale wiesz... to tak między nami - zaraz po tym ponownie wtopił się w tłum.
Miejsce kocięcia zajęła sylwetka sporego, potężnego kocura o łaciatym futrze i surowym spojrzeniu. Orli Szpon powitał kocicę skinieniem głowy, od razu przechodząc do sedna. - Kozia Skarpo. Z tym życiem daruję ci Obowiązek. Od teraz na twych barkach leży dobro całego klanu, oraz odpowiedzialność za życie i dobrobyt jego członków. Nie możesz pozwolić na to, by stracić z oczu twój główny cel, jakim jest zadbanie o przetrwanie Klanu Cienia. Twoi pobratymcy zawsze muszą być w hierarchii ponad twoimi potrzebami i zachciankami.- miauknął służbowo, surowym głosem, po czym pochylił się by przekazać kocicy swój dar. Wraz z dotykiem kocura, Kozią Skarpę przeszedł tępy ból, jej łapy zrobiły się ciężkie i miała wrażenie, że czuje w nich każdy krok, jaki w życiu przemierzyła. Poczuła ciężar nieprzespanych nocy, długich patroli i setek godzin polowań, oraz ciągłego bycia w gotowości i trzymania łapy na pulsie. Wkrótce wrażenie minęło, a kocica znowu mogła poczuć lekkość w łapach, podczas gdy sylwetka kocura zniknęła sprzed jej oczu.
Kolejno z szeregu wystąpił szaro-biały kocur. Bagnisty zapach otaczał Bobrzego Bora delikatną mgiełką. Kocur skłonił się przed przyszłą przywódczynią. - Kozia Skarpo, miło cię widzieć... To znaczy tylko w odwiedzinach, nie życzę ci abyś szybko tutaj zawitała na stałe. - zaśmiał się delikatnie, nieco zawstydzony. - Masz jeszcze dużo do zrobienia, liczymy na ciebie, a żeby cię trochę wesprzeć jestem tu z darem Cierpliwości. Kocur dotknął nosem czoła zastępczyni, a ona poczuła kolejną falę bólu przeszywającą jej ciało. Jej głowę wypełniły obrazy i głosy, kłótni, sporów i krnąbrnych młodzików. Dziesiątek kotów, z których każdy wymagał indywidualnego podejścia, i tysiąca spraw, które od teraz będą na jej glowie. Po chwili uczucie ustąpiło, a głos ponownie zabrał gwiezdny kocur. - Jako przywódczynię, czeka cię mnóstwo ciężkiej pracy, nie tyle fizycznej, co tej , którą będziesz musiała wykonać na żywym organizmie Klanu. Gwiazdy mi świadkiem, że wojownicy i terminatorzy bywają nieznośni. Jednak nie zniechęcaj się. Wysłuchaj każdego, i świeć swym autorytetem, pilnując porządku w Klanie. Mój dar szczególnie przyda ci się przy niektórych terminatorach. - zachichotał cicho, po czym skinął kocicy ogonem i dołączył do reszty przodków. Szósty już kot wystąpił przed szereg, podchodząc do zmęczonej już zastępczyni. Na pysku czekoladowego kocura malował się łagodny, pokrzepiający uśmiech, gdy oriental znalazł się przed ciemnofutrą kotką. Bluszczowe Pnącze zamruczał cicho, po czym spojrzała na kocicę z troską i zrozumieniem. -Witaj Kozia Skarpo. Wraz z szóstym życiem ofiarowuje ci Empatię.- Jego nos dotknął czoła kotki, a ona sama poczuła jak jej serce wypełnia miłość i ciepło, ale też potworny ból. Ból ran klanowiczów, zarówno tych psychicznych jak i fizycznych, które ich dotknęły. Uczucie matki wsłuchującej się w wołania i troski swych dzieci, które potrzebują jej miłości i wsparcia. Ciężar współodczuwania by lepiej zrozumieć innego kota. Wkrótce ból minął, pozostawiając ciepłe pulsowanie, a Gwiezdny przodek kontynuował swą przemowę. - Koty popełniają błędy, nikt nie jest idealny, jednak każdy, ale to każdy zasługuje na ciepło i wysłuchanie. Życie przywódcy to nie jedynie wydawanie rozkazów, to wsluchiwanie się w potrzeby klanu, który znajduje się pod jego opieką, i bycie dla niego jak Matka dla swych kociąt. Pamiętaj proszę, by zachować ciepłe serce i dobre słowo dla klanowiczów, staraj się zrozumieć ich ból i przeżycia, a kiedy zajdzie taka potrzeba, utul ich jakby byli twoimi kociętami. - miauknął z uśmiechem, po czym po delikatnym muśnięciu policzka kocicy, wycofał się i zniknął w kręgu otaczającym polanę.
I oto pojawił się przed nią kolejny kot, doskonale jej znany. Szumiący Wodospad stanął przed kocicą, uśmiechając się lekko. -Dobrze cię widzieć, Kozia Skarpo. Gratuluję. Daleko zaszłaś- miauknął, po czym pochylił się by dotknąć nosem jej czoła. - Z tym życiem ofiarowuję ci dar Samodzielności.- Kozia Skarpa mogła poczuć mocny ból towarzyszący otrzymywaniu kolejnego życia, ale i ogrom wiedzy i determinacji pradawnych przodków, a także niezachwiana wiara we własną intuicję. Jej umysł wypełniły jasność i potęga, jaką kryć mogły tylko gwiazdy, ale i świadomość trudów z jakimi przyjdzie jej się mierzyć. Bezsenne noce w legowisku, podczas których będzie zastanawiać się co powinna począć, a później zaś nieść ciężar konsekwencji swego wyboru, z którymi będzie musiała żyć. Były mistrz kontynuował: - Kozia Skarpo, pamiętaj, że zostając przywódczynią musisz liczyć przede wszystkim na siebie. Odpowiadasz za cały Klan, i musisz sama podejmować najcięższe decyzje oraz wyzwania. Ufaj własnej intuicji, i pokaż innym, że potrafisz unieść ciężar nowego stanowiska na swym grzbiecie. Siła przodków zawsze będzie z tobą.- miauknął, po czym skinął byłej terminatorce głową, i oddalił się by zasiąść w gwiezdnych szeregach.
Następnie z szeregu wyszedł kocur, którego Koza mogła pamiętać. Masywny, o długiej sierści, której kolor naprzemiennie przeplatał się między bielą, a rdzą. Niedźwiedzi Ryk nie musiał jej się przedstawiać. Podszedł do niej wyprostowany. – Kozia Skarpo – odezwał się, miękko, z uśmiechem na pysku. – Ode mnie otrzymasz dar Zaagnażowania. -Prowadź Klan Cienia wytrwale, potrzebuje silnego przywódcy, którym bez wątpienia będziesz. – powiedział, a po dotknięciu nosem kotka poczuła przypływ siły, poczuła adrenalinę w ciele, która rozlewała się po niej i sprawiała, że czuła, jakby mogła zrobić wszystko. Przepłynąć najgłębsze jezioro, wspiąć się na sam czubek drzewa i prześcignąć sam wiatr na otwartej równinie. Były zastępca wycofał się do szeregu, mijając się ze swym ojcem, który sunął po miękkim podłożu, aż nie zatrzymał się tuż przed nią.
Ostatnim kocurem był wojownik Klanu Cienia, który stąpał po tych ziemiach wiele księżyców przed Kozą. Zaprowadził na tron tyrana - ale sam wpierw z tego tronu zarządzał. Sędziwa sylwetka jednego z minionych przywódców Klanu Cienia wystąpiła przed Kozią Skarpą, delikatnie kiwając jej na powitanie łbem.
– Ja, Polny Chwast, przekazuję ci dar Spokoju. Weź czasem głęboki wdech, nabierz powietrza do płuc i po prostu odetchnij pełną piersią. Wszystko, co się dzieje, nie dzieje się przypadkiem, a czasem nie masz wpływu na przyszłość, musisz dać jej się dziać… ze spokojem. Zawsze będziesz miała wsparcie w innych kotach, nie jesteś i nigdy nie będziesz sama – odparł, dotykając swym nosem czoła Kozy, a ona po chwili poczuła, jak jej mięśnie rozluźniają się, a ciało wypełnia równowaga… nie zmącona zupełnie niczym. Błogi spokój, poczucie panowania nad każdą sytuacją.
– Dokonało się – odezwał się Polny Chwast. Dumnie, wzniośle, pozostali gwiezdni wystąpili naprzód. – Kozia Gwiazdo, noś swe imię z dumą. Gwiezdny Klan i wszyscy jego członkowie witają cię jako nową przywódczynię Klanu Cienia – głośne skandowanie rozległo się po srebrnej skórce. Dudniło, poruszało chmurami dookoła, gwiezdny pył zdawał się wibrować, a Kozie powieki zaczynały powoli opadać, ostatnim, co widziała, były zastępy Gwiezdnych, ich wołania, uśmiechy, pyski pełne dumy. Skandowanie odbijało się w jej małżowinach jeszcze długo po jej zaśnięciu i tuż po wybudzeniu.



+15 exp dla Koziej Gwiazdy
+10 exp dla Błękitnego Bajorka
so this girl's out back behind the bar
she'sXa..good..girl,..she..called..a..car
you got three motherfuckers in a big white van
two dumb friends and one mean man
LVL 1 65 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Nie mówiła już nic. Pokiwała w odpowiedzi głową, mrugając parokrotnie, gdy tylko oczy jej się zaszkliły. Zrobiła parę kroków w tył, dając Kozie przestrzeń i usuwając się z pierwszego planu. To był moment Koziej Skarpy, ona ją tylko przyprowadziła... by jak tylko przyszła przywódczyni zamknie oczy, zmierzyć się ze swoją sprawą.
Koza usnęła, Bajorko pozostała sama, a towarzyszyła jej tylko cisza. Usiadła powoli obok ciała Kozy, które następnie nakryła własnym ogonem. Sama do Sadzawki zwrócona była tyłem, nie mając wystarczającej odwagi patrzeć w taflę jej wody.
Zaciskając szczękę, mierzyła się z obrazami, które ją nawiedzały. Obrazami poprzedniej wizyty tu... jak dziwnie było jej z faktem, iż po tamtych wydarzeniach nie było tutaj ani śladu.
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Nie była pewna co sprawiło, że tak szybko odpłynęła do snu. Być może była to zasługa przemęczenia związanego z wędrówką do sadzawki, choć nie zdziwiłoby to jej, gdyby sama woda w sadzawce wpłynęła na jej stan. Nawet podświadomie. Koza poczuła, jak wszystkie mięśnie w jej ciele rozluźniają się, a jej myśli nareszcie ucichły, pozwalając jej na błogi odpoczynek.

Nie wiedziała, czego się spodziewać, a jednak w jej sercu panował pokój. Obudzenie się na gwieździstej polanie przyszło z zadziwiająco ogromną łatwością. Nie czuła już zmęczenia, wszystkie jej zmysły wyostrzyły się, gdy tylko wzięła pierwszy wdech. Przywitał ją komfortowy zapach lasu, który zdawał się wszystkie dotychczasowe obawy ujarzmiać. Jakby na zawołanie podniosła głowę, dostrzegając zlatujące z góry iskry, które przeobrażały się w sylwetki im bliżej się znajdowały. Gwiezdni.
Oczy zastępczyni rozszerzyły się, gdy znalazły się przed nią niezliczone ilości kotów, z których zdecydowanej większości nie była w stanie rozpoznać. Znajdowały się jednak wśród nich pyski, do których Kozia Skarpa mogła bezproblemowo dopasować imiona. W pewnej chwili zabrakło jej powietrzu w płucach, nieco przytłoczona tak wielkim zbiorowiskiem przodków. Wszystkich, którzy w historii służyli Klanowi Cienia.
Gdy Jaskółczy Głos przemówiła, Kozia Skarpa nie odważyła się poruszyć nawet pojedynczym mięśniem, dopóki ta nie zakończyła. Ból błysnął w jej oczach słysząc słowa gwiezdnej. Wciąż poniekąd nie docierało do niej to, co się wydarzyło w ciągu zaledwie paru godzin. Teraz jednak wszystko stawało się tak realne, szczególnie w momencie, gdy na przód wyszła pierwsza sylwetka. Sylwetka należąca do kota, którego zastępczyni rozpoznała od razu.
Bezgłośnie wymamrotała imię byłej przywódczyni, a w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie uciekły jednak, a Koza wyprostowała się bardziej, aby z godnością przywitać Spopieloną Gwiazdę ten ostatni raz. Pomimo całej sytuacji, kąciki Koziej Skarpy uniosły się do góry, posyłając Polanie ciepły uśmiech. - ...Nie przepraszaj. - Wymamrotała cicho, gdy ta skończyła mówić. - Klan Cienia jest dumny, że mógł być przez ciebie dowodzony.
Nie była przygotowana na to, co miało następnie nadejść. Gdy tylko nos Spopielonej Gwiazdy zetknął się z jej czołem, pysk Koziej Skarpy otworzył się, wypuszczając niemy krzyk. Jej całe ciało zadrżało, gdy przeszedł przez nią ból silniejszy od jakiegokolwiek obrażenia, którego doznała podczas walki. Zacisnęła ostro szczęki, zaraz potem oczy, skupiając się na boleśnie kołatającym w jej piersi sercu. Przez chwilę miała wrażenie, że ze Srebrnej Skórki przeniosła się na pole bitwy, a przeciwnicy atakowali ją z każdej strony, nie dając jej ani chwili na wzięcie oddechu. Po części była to prawda. Właśnie rozpoczynała nową bitwę. Bitwę, przeciwko własnym lękom i koszmarom, które miały ją nawiedzać po objęciu przywództwa nad klanem.
Wreszcie odetchnęła, a jej oczy powoli zaczynały się otwierać. Ból zaczął opuszczać jej ciało, a Kozia Skarpa podniosła opuszczony łeb, aby spojrzeć na kolejnego gwiezdnego, który zmierzał w jej kierunku. Ośmiookiego, który tak przedwcześnie ich opuścił po tym wszystkim, co miało miejsce nad Szepczącą Sadzawką. Koza westchnęła na jego widok, a kiedy ten zaczął mówić, ból skupił się tym razem na jej sercu, niżeli na ciele. Nie była to sprawka gwiezdnych, a świadomością, jak cenne będzie życie, które miał podarować jej były zastępca. Bowiem ona również należała do tych kotów, którym zabrakło dla Ośmiookiego zrozumienia, gdy go tak bardzo potrzebował. Gdy nos Ośmiookiego zbliżył się do jej czoła, zastępczyni przygotowana była na kolejną falę bólu. Tym razem jednak poczuła ciężar, pod którym je długie kończyny zadrżały, a ona sama prędko musiała swoją uwagę skupić na tym, aby nie stracić równowagi. Przełknęła ślinę, z trudem wyprostowując się z powrotem do pozycji godnej przywitania kolejnego kota.
Zanim to jednak nastąpiło, Ośmiooki odezwał się ponownie, zaskakując Kozią Skarpę. A przy tym część obaw ponownie z niej spadła. Gdy Ośmiooki odwrócił się, aby dołączyć do tłumu, spośród kotów rozpoznała drobną sylwetkę Wężowookiego. Jej pysk otworzył się lekko, a następnie pojawił się na nim uśmiech, witając skinięciem głowy kocię Błękitnego Bajorka. Nie musiała o nie pytać. Jej przyjaciółka zamartwiała się na nic, umysł przyćmiony obawami, które wszczepił w niej Pies. Koza odetchnęła lekko z ulgą w świadomości, że przyniesie Błękitnemu Bajorku dobre nowiny.
Widząc ruch pośród tłumu, oczy kocicy od razu pokierowały się w kierunku źródła poruszenia. Poczuła, jak serce jej na moment stanęło. Myślała, że nigdy nie będzie mogła doświadczyć na własne oczy widoku, jak Jagniątko wesoło bryka po obozie. Myślała, że widok drobnego, burego ciałka w bezruchu na zawsze wyryje się w jej pamięci i będzie to jedyne, co będzie pojawiać się w jej głowie wspominając swoje maleństwo. A jednak.
Pochyliła się, aby móc przywitać się z Jagniątkiem z bliska. Drżący oddech wydobył się z jej pyska, gdy drobna łapka spotkała się z jej czołem i usłyszała głos malucha. Nie była w stanie nic powiedzieć, a radość, która opanowała jej ciało po tym jak nosek Jagniątka spotkał się z jej czołem nie była tylko i wyłącznie sprawką Gwiezdnych.
Słowa Jagniątka zbiły Kozią Skarpę nieco z rytmu, a ta uniosła brwi w zaskoczeniu. Głównie dlatego, że nie spodziewała się usłyszeć takich nowin... w taki sposób. Nie wpływały one nijak na to, jak postrzegała Byczka, pomimo wszystkich kłopotów, w jakie się pakował, Byczek wciąż pozostawał w jej sercu. Zaśmiała się jednak lekko, kręcąc łbem z niedowierzaniem. - ...Cieszę się, że mogłam cię poznać. - Wymruczała, gdy maleństwo już miało wracać do tłumu. Szybko pochyliła się na przód, aby móc ostatni raz czule przejechać językiem po policzku kociaka. Było to... dziwne uczucie. Poczuła naraz chłód i ciepło, wokół Jagniątka unosiła się woń świeżej rosy o poranku. Choć wśród Gwiezdnych, zdawało jej się, że maleństwo wciąż żyje pełnią życia... Nie mogła się doczekać aż wróci do domu i opowie o spotkaniu Kudłatemu Obłokowi.
Następnym kotem, który ofiarować jej miał życie był Orli Szpon. Oczy Kozy ścisnęły się w cienkie linie, gdy nos kocura zderzył się z jej czołem. Bowiem nawet, jeśli ruch był w zamierzeniu delikatny, ona poczuła, jakby wszystkie jej mięśnie były ściskane przez niewidzialną siłę. Przez moment powietrze ulotniło się z jej płuc, a ta musiała wbić mocno pazury w srebrzystą od blasku księżyca trawę, żeby tylko nie upaść na ziemię ze zmęczenia. Orli Szpon zniknął z jej zasięgu wzroku w tym samym momencie co ból. Skinęła mu na pożegnanie łbem.
Miejsce kocura zajął następnie Bobrzy Bór, na którego widok Kozia Skarpa przechyliła lekko łeb, aby ofiarować mu uśmiech. Kocur był obecny wśród przodków już od wielu księżyców, a jednak pozostawał gdzieś w pamięci zastępczyni w dobrym świetle. Nawet, jeśli przez mgłę, z którą to teraz się pojawił. Tym razem ból jakby zdawał się skupiać w jej umyśle, choć reszty ciała nie oszczędziło. Dźwięki i widoki, jakie pojawiły się w jej głowie sprawiły, że ponownie musiała ścisnąć zęby, aby móc wytrzymać ból. Nawet, jeśli tworzyło to inny.
Odetchnęła cicho z ulgą, gdy ból zaczął znikać. Podniosła wzrok, skupiając go na kolejnym kocie, który kroczył w jej kierunku. Widok tego konkretnego kota wywołał w niej naraz zaskoczenie i... gniew. Żal. Smutek... Radość. Nie była pewna, które z tych uczuć dominowało. Zmrużyła lekko ślepia, wpatrując się niepewnie w ojca, którego śmierć po dziś dzień nie potrafiła odłączyć od wściekłości, którą czuła przy poznaniu o nim prawdy. Nawet, jeśli już dawno się z nią pogodziła. Z drugiej jednak strony... mięśnie na jej ramionach rozluźniły się, czując ulgę na widok Bluszcza. Pochyliła łeb, w milczeniu czekając, aż jego nos dotknie jej czoła, tak jak przy całej reszcie. Na jej pysku pojawił się delikatny uśmiech, kiedy to przez jej ciało przeszło przyjemne ciepło, a uczucie melancholii zabiło w jej sercu. Potem natomiast została uderzona ostrym bólem, jak gdyby nawet przy tak wyjątkowym spotkaniu jej ojciec nie mógł się powstrzymać od zażartowania sobie z niej ten ostatni raz. Wzięła głęboki oddech, z nutą poirytowania i rozbawienia w oczach odprowadzając wzrokiem Bluszczowe Pnącze.
Siódmym kotem, który wyłonił się z tłumu był... Szum. Zastępczyni podniosła łeb, wielkimi oczami wpatrując się w przyjaciela, który zmierzał w jej kierunku. Oh, jak dobrze było go ponownie zobaczyć. Po tym wszystkim, co przeżyli. Po tym wszystkim, co się działo przed i po jego śmierci. Spotkać go w okolicznościach... zdecydowanie milszych, niż ich ostatnie spotkanie. Przyjęła kolejne życie z szerokim uśmiechem, który nie schodził z jej pyska nawet w momencie, w którym kolejna fala bólu opanowała jej ciało. Choć ich spotkanie trwało zdecydowanie krócej, niż by jej to odpowiadało, Kozia Skarpa spoglądała za przyjacielem z radością, również kiwając mu łbem na pożegnanie. Któregoś dnia ponownie się spotkają. Niech ten dzień jednak nadejdzie jak najpóźniej, by mogła najpierw spędzić wystarczająco czasu z tymi, którzy jeszcze jej potrzebowali.
Widząc zmierzającego w jej kierunku Niedźwiedzi Ryk, Koza przechyliła do przodu głowę, witając się z nim z należytym szacunkiem. Gdy dotknął jej czoła, kolejne uczucie jakie przeszło przez jej ciało ją zaskoczyło. Poczuła się, jakby była w kolejnej walce, choć tym razem w tym lepszym etapie. W etapie, w którym prawdziwa bitwa dopiero się zaczynała, gdy jej serce waliło jak oszalałe, a ona rzucała się na przeciwnika z nowo przebudzoną w niej siłą. Czuła smak zwycięstwa, które zaraz miało nadejść. Wypuściła z pyska powietrze, podnosząc łeb i spoglądając ponownie na byłego zastępcę, który wracał do gwieździstych towarzyszy.
Gdy kolejny gwiezdny kierował się w jej stronę, Kozia Skarpa wręcz czuła potęgę byłego przywódcy. Przełknęła ślinę, a jej brwi zmarszczyły się, gdy stanęła oko w oko z Polnym Chwastem. Przywódcą, o którym słyszeć można było nawet przez kolejne obiegi pór po jego śmierci. Przywódcę, z którym nawet nie mogła pomarzyć, że kiedykolwiek mu dorówna.
Spodziewała się kolejnej fali bóli, jednak ta nigdy nie nadeszła. Zamiast tego jej mięśnie rozluźniły się, a ta mogła wypiąć dumnie pierś, gdy tylko Polny Chwast odsunął się do tyłu. Uczucie, które w niej pulsowało idealnie oddawało życie, które powierzył jej były przywódca. Spokój, z którym miała podchodzić do każdego problemu, jaki miał stanąć jej na drodze.
Gwiezdny Klan zaczął głośno wiwatować, wykrzykując jej imię.
Kozia Gwiazda.

Co dziwne, gdy otwierała ponownie oczy, nie czuła takiego ciężaru, jakiego spodziewała się czuć. Być może była to zasługa ostatniego życia, za co teraz Kozia Gwiazda mogła Polnemu Chwastowi dziękować tylko na odległość, bowiem znajdowała się ponownie przy Szepczącej Sadzawce. Wzięła głęboki wdech, czując nową siłę w mięśniach, której potrzebowała na podróż powrotną.
Powoli podniosła się na cztery łapy. Sucho miała w gardle, pomimo napicia się z sadzawki. Czuła się, jakby było to wieki temu.
Odwróciła się w kierunku Błękitnego Bajorka, spoglądając na wojowniczkę.
- ...Był tam. Ośmiooki mówił, że jest z niego urodzony wojownik. Jest z niego dumny. - Przekazała przyjaciółce w pierwszej kolejności, posyłając jej ciepły uśmiech. - Jeszcze go kiedyś spotkasz. Ale musisz być cierpliwa, twoje miejsce wciąż jest pośród nas. - Położyła ogon na barku kotki, a następnie wzięła głęboki wdech.
Spodziewała się, że nie podoła. A teraz... teraz czuła się pewniej niż kiedykolwiek. Może nie będzie tak źle?
- Jesteś gotowa? Możemy odpocząć, jeśli potrzebujesz.
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?
Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life

Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
LVL 10 515 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
85
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Zabrała ogon z Kózki, gdy tylko poczuła pod nim ruch. Wstała i odsunęła się od przywódczyni. Kolejny już raz to ona wita nowego przywódcę.
Bajorko milczała, dając Kozie czas na dojście do siebie. Nie znała w końcu uczucia, który towarzyszył po przebudzeniu się z takiego snu? To był sen? Chyba właśnie tak może to nazwać.
— Kozia Gwiazdo? — głos miała cichy, zupełnie jakby bała się przerwać trwającą ciszę. W kolejnej chwili się wyprostowała, a oczy rozszerzyły się. Serce chwilowo zwolniło, a mięśnie się spięły…
Ani ciało, ani głowa, nie wiedziały jak miały zareagować na słowa świeżej przywódczyni.
Ośmiooki… urodzony wojownik… byli tam
Oczy w moment się zaszkliły, a sama aż zacisnęła zęby, byle nie wybuchnąć szlochem. Owy stan rzeczy nie trwał jednak długo. Momentalna ulga, która spadła i przygniotła jej drobną postać, okazały się o wiele silniejsze. Łzy spłynęły po policzkach, a sama załkała. Nie potrafiła poradzić sobie z tak ogromną ulgą.
— Dzi-dziękuję — wyszlochała, będąc zmuszona usiąść, by nie stracić równowagi. Głowa Bajorko opuściła się, a łzy zaczęły spływać po pyszczku i skapywać na ziemię pod jej łapami.
Do tej pory nie przypuszczała jak bardzo owa informacja była dla niej ważna… jak jej pragnęła i potrzebowała. Dźwigająca wszystko, wiecznie uśmiechnięta Bajorko, w końcu się załamała. Znająca głównie smutek, obawy, strach i zmartwienie, w końcu poczuła… ulgę. Uczucie, którego tak bardzo potrzebowała i pragnęła.
— Kocham was bardzo… tak bardzo… — cichy, łkający głosik ponownie rozbrzmiał.
Wojowniczka zacisnęła powieki, biorąc głębsze oddechy. Pora założyć na pyszczek uśmiech, dźwignąć się kolejny już raz i znów być tą delikatną ostoją ciepła i spokoju. Wypuściła powietrze.
— Już… już mi lepiej — odchrząknęła, będąc gotowa unieść głowę i podnieść spojrzenie — wciąż szklanych oczu — na Kozią Gwiazdę. Na pyszczku pointki był ten delikatny, ciepły uśmiech.
— Możemy wracać —

//zt x2
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości