Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
— Ej, spokojnie, pani Krzyk! Jo je porzondny i niygroźny chopok! Niy ma sie czego boć! — i zaraz Konwój uchylił się w odruchu. Jego ciałko reagowało już instynktownie! Życie z mamą Rzeźnią go nauczyło! — Jak zabraknie zastympcy, to nowego trzeba wybrać, nim księżyc wylezie wysoko. Niy ma co czekać — no i… tyle. A przynajmniej na tyle! Był w końcu jakiś cień szansy, iż jeszcze jakaś zasada zagubiła się w tej Konwojowej głowie. — Spokojnie, pani Krzyk! Te cztery dymby, abo inksze konwoje, możemy jeszcze zoboczyć w kożdy inkszy dziyń! — była w końcu szansa, iż to kolejne biedne konwoje, które ktoś błędnie określił mianem dęba! Gdyby pani Kraśna nazywała drzewa to na pewno tak właśnie by było! — Naloli, że hej! Ani kapki niy szczyndzili, a jak! —
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Zjeżyła sierść na karku, po czym sama zaczęła z uporem ocierać się o pobliskie rośliny. Nie byli na patrolu granicznym, to nie leżało w jej obowiązkach, ale chciała choć trochę pozbyć się tego cienistego smrodu. Dopiero po czasie wznowiła ich wędrówkę, chociaż krok miała sztywny, a sierść nastroszoną. W taki sposób przeszła obok Zgarbionej Czeremiechy i Dzięciolego Drzewa. - Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora. Zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera. -Odezwała się dopiero, gdy po ich prawej znalazły się tereny niczyje. Podchwyciła wcześniejszą zasadę o zastępcy i pociągnęła od tego dalej.
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
— Mojo droga do zostanio zastympcom jeszcze fest daleko! — i urwał na chwilę, by dojrzeć reakcję pani Krzyk… Nie mógł jednak już dłużej wytrzymać, zaśmiał więc więc — HAHA! Żortowoł żech ino! — Konwój zastępca! HEHE, dobre sobie! Był na to zbyt… wyjątkowy!, no czuł w kosteczkach, że to nie jego przyszłość! On będzie wojownikiem! Najlepszym… takim którego mama Rzeźnia wstydzić się nie będzie! Ach! No i musi ją kiedyś jeszcze odwiedzić!
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Zatrzymała się gwałtownie, gdy to powiedział. Ulżyło jej dopiero, gdy zapewnił, że żartował, niemniej wciąż czuła potrzebę odradzenia mu tego. - I dobrze, ale gdyby jednak znowu przeszło ci to przez myśl, to nie, nie chcesz być zastępcą. Rzucą ci na kark masę odpowiedzialności i obowiązków, za których wykonywanie raczej nikt ci nie podziękuję, a jeśli nie podołasz to zmieszają cię z błotem. -Wyrzuciła z siebie gorzko, zaraz potem kontynuując ich wędrówkę wzdłuż granic. - Brzozowe Grzybki. -Poinformowała po dłuższej chwili milczenia.- Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka. -Wprawdzie nie dzielili ziemii z Osiedlem (i bardzo dobrze), ale Ziemię Niczyje były wystarczająco tematyczne, żeby z nich skorzystać.
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
— Ach! Niewdzięczno robota. Jo pani Krzyk dziękuja! Znaczy... my sie wtedy jeszcze niy znali. Jo żech był pewnie małym, głupim bajtlym. Ale to nic! Dziękuja pani! Za wszystko! No... za to, że pani była zastympcom! A jak! — i nawet jeśli jego słowa nie znaczyły wiele, były prosto z serduszka! No bo jakby inaczej. Konwojowe serce miał w końcu! A to takie bardzo popularne powiedzenie! Konwoje są w końcu wielkie, silne i POTĘŻNE! Nie było więc lepszego możliwego określenia na serduszko, o. — Jo już ich odrzucił, pani Krzyk! Uciek żech stamtond i prziszoł tukej! Tam to nudy, że hej! Ciągle by chcieli, cobyś leżoł na miękkim legowisku i pachnioł jak jakiś kwiatek! A spróbuj ino sie wytyrać w błocie abo ubrudzić futro! O rety! Zaroz wielgo tragedia! Jakby sie świat mioł skończyć! —
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Uniosła lekko kąciki ust, wiedziała, że kocur mówił to w dobrej wierze, ale co jej po tym, gdy nie było go przy jej największych pomyłkach. Nie mógł mieć realnego spojrzenia na całokształt sytuacji, przez co jego słowa były dla niej zwyczajnie puste. Niemniej postanowiła zachować to dla siebie, żeby nie psuć mu humoru.
Poruszyła uchem. Był pieszczochom? Właściwie to czy kiedyś zapytała, czy był samotnikiem? Pamięć ostatnio płatała jej ogromne figle. To chyba ta cała starość.- Czy ta... karma co dawali ci dwunożni smakowała dziwnie? -Zapytała kontrolnie, wciąż mając w głowie słowa siostry, jakoby dwunożni mieli karmić pieszczochy kocim mięsem. Jeszcze nie tak dawno w to wierzyła, ale chyba (znowu) z powodu starości ten niedorzeczny lęk zaczynał u niej zanikać. No proszę, trzeba było zaledwie stu księżycy, żeby nabrać rozwagi. Heh...
Prowadziła przez Czaple Gniazda i Bujny Janowiec. Kontrolnie spojrzała w niebo, może wyrobią się przed końcem dnia.
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
Oho! Pani Krzyk się zainteresowała! No nie mogła lepiej trafić! miała obok siebie eksperta od drzew i byłego pieszczocha!
Konwój zaczął kiwać energicznie głową. Wspominanie jedzenia, które serwowali budziło w nimm coś na rodzaj nostalgii. Jadł w końcu z mamą Rzeźnią! Miski mieli obok siebie, ale nie mógł zaglądać do tej jej! Bo dostawał po uszach… — OJ TAK! Dziwne to było! Suche jak piasek! Człowiek... znaczy kot... to by sie tym udławił! Czasym dawali tyż mokre. Takie lepkie, że hej! Ale do ptoka abo myszki to sie nawet niy umywo! Jo im roz, drugi, trzeci próbował prziniyść porzondny posiłek! Myszka, ptoszek... co upolować sie udało. Myślicie, że sie ucieszyli? A kaj tam! Przinosza myszka, a oni zaczynajom krzyczeć! Wyobrażocie se?! Potym myszka do wyrzucynio! Rozumie pani, pani Krzyk? Porzondne jedzynie wyrzucili! Jo sie do dzisiej zastanawiom, czym oni żyjom! —
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Nie dość, że trzymają koty na siłę to jeszcze są niewdzięczni? -Prychnęła z oburzeniem. Dwunożni coraz bardziej wydawali jej się dziwnymi stworzeniami, niekoniecznie okrutnymi, po prostu głupimi.- Powinni ci dziękować, a nie marnować dobrą zwierzynę. Dnia by w lesie nie przeżyli na własną łapę. -Burknęła.
Gdy zbliżyli się do Czerwonych Maków, przypomniała sobie, że hej, mieli rozmawiać o kodeksie.- Nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie w noc po swojej ceremonii oraz wojownik nie może zostawić kocięcia w potrzebie, nie ważne czy jest to kocie z innego klanu. Ta zasada odnosi się także do kociąt samotników i pieszczochów. -
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
— PRAWDA?! Musioł żech stamtond uciekać! No niy szło tak żyć! Męki, że hej! Ale... ALE! Udało sie! Uciek żech, prziszoł do lasu i patrzcie ino — przeżył żech! Całe szczynście! Bo powiym pani, pani Krzyk... jakbych mioł żryć ino to coś, co mi dawali, to by żech padł fest szybko! Nawet porzondnie pobiegać by kot niy zdążył! A teroz? Myszki, ptoki, świeże powietrze! To je dopiyro życie, a jak! — nie rozumiał mamy czemu nie wróciła z nim… znaczy nie rozumiał połowicznie! Bo druga połowa to jego domysły, że jest jej zwyczajnie wstyd tak z trzema łapami. Mu by było na pewno wstyd! No nie chciałby się nikomu pokazywać. — Jo to umia milczeć, pani Krzyk! Jak śpia, to przecie niy godom! To i takie czuwanie bydzie proste! Będa tak czuwoł, że aż głowa mało! Ani słówka! No... chyba że przez sen, HEHE! — ale rzecz jasna spać nie będzie! No nie wypada przynajmniej.
Szedł tak obok pani Krzyk, obserwując otoczenie i poznając rzecz jasna tereny.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Zaśmiała się krótko. Milczenie to ostatnie co by mu przypisała.- Tylko pamiętaj, że masz czuwać, pilnować obozu, a nie spać. -Nakzała, bo kurcze gdyby się okazało, że do obozu wlazł im lis i to przez JEJ terminatora to nie byłoby zaciekawie. - Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy, jest to dozwolone jednak w obronie własnej lub jeśli koty są wyjęte spod kodeksu wojownika. -Poruszyła ogonem niezręcznie, przypominając sobie rozmowę podczas jednej z ceremonii.- Ale to, że jakiś kot nie zna kodeksu wojownika, nie znaczy, że musi być wrogiem. -
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
— Byda czuwoł, pani Krzyk! Ani oka niy zmruża, choćby niy wiym co! A godoć? Ani słówka! Do samego wschodu słońca bydzie cicho jak makiym zasioł! — Konwój pokładał w sobie wielkie, wielkie nadzieje… Teraz tylko czekać czy się ziszczą. — Jasno sprawa, pani Krzyk! Jo je porzondny chopok! Nikogo bić niy zamiyrzom! Znaczy... bez powodu, niy? Jakby kto Klanowi dokuczoł, to już inkszo sprawa! HEHE! — co on dostał po uszach to jego, acz sa nie zamierzał nikomu po uszach dawać! Znaczy… póki nie będzie potrzeby, nie?! Bo bronienie klanu i tak dalej i tak dalej.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Miała nadzieję, że kocur nie będzie mianowany z innymi wojownikami, wtedy będzie miała pewność, że do nikogo się nie odezwie, no chyba że do siebie... No, ale w takim przypadku nie będzie świadków, którzy powiedzą, że nie milczał więc wywalone.
Dalej szli wzdłuż kolejnej granicy z Ziemiami Niczyimi, tym razem mijając Wydeptane Ścieżki i Drzewko Cudów, zaraz po nich planowała rzecz jasna minąć Ukryty Pagórek i Dwie Wrony, żeby ostatecznie móc skierować się na granice z Klanem Rzeki. Będzie to ostatni punkt ich dzisiejszej przeprawy. - Granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu i analogicznie nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. -Ta zasada mówiła raczej sama przez siebie. Skoro oni mieli prawo przegonić intruzów ze swojej ziemii, tak inne Klany miały prawo do tego samego.- Oraz zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie. -
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
— Tak jak te cienioki! Oni to oznaczyli, co, pani Krzyk? HAHA! Tak capiło, że na drugim końcu terytorium było czuć! Myśloł żech, że borsuk zdechł! — zaśmiał się, rzecz jasna wracając do sytuacji z dnia dzisiejszego! Biedna wojowniczka musiała próbować zamaskować te smrody! — Jo dziękuja, pani Krzyk! — słuchał zasad, rozglądał się po terenie i… i w sumie tyle.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Nie podobało jej się to porównanie... Znaczy! Samo w sobie było prawidłowe, nie podobało jej się to, że sugerowało ono, że Klan Cienia postępował zgodnie z kodeksem wojownika, a dobrze wiedziała, że tak nie było!!!- Mam nadzieję, że teraz im będzie śmierdzieć na drugim końcu granic. -Mruknęła. Oczywiście Klan Wichru pachniał idealnie, ale nie potrafiła nie uśmiechnąć się na myśl, że wykrzywi pyski sąsiadom.
A propos wykrzywienia pysków. Wkroczyli na Żabie Schronienie.- Ci też się postarali. -Tutaj jednak nie czuła potrzeby odnowienia granicy. Owszem, rybi smrodek nie był najprzyjemniejszy, ale do rzeczniaków raczej nic nie miała. Chociaż na zgromadzeniu podobno ich przywódca znieważył Truflowy Nosek. Nie przepadała za zastępczynią, ale żeby napluć na ich zastępcę? Ta zniewaga krwi wymaga! Jednak otarła się o kilka pobliskich krzewów.
Małe to takie, ledwie widoczne. Niemal wychudzony, o szczurowatej posturze i patykowatych łapach. Uszy ma wielkie, wąsy kręcone, a dwukolorowe oczy [lewe żółte, prawe niebieskie] szeroko otwarte. Konwój to krótkowłosy kocur, którego białe futro dodatkowo jest kręcone. Pod ową bielą kryje się za to coś o wiele ciekawszego - brąz, dodatkowo szynszylowy.
Jest kotem głośnym. Donośnym głosem nadrabia więc swoją mierną więc postać. Nie rzucający się w oczy, acz na pewno usłyszany. Konwój dodatkowo posiada parę tików, nie potrafi więc za nic w świecie trwać w całkowitym bezruchu. Jest kotem niecierpliwym i łasym na wszelkiego rodzaju atrakcje, stąd też nie potrafił usiedzieć w gnieździe dwunogów, a las wydał mu się o wiele odpowiedniejszym dla niego miejscem. Konwój ma tendencję do gadania przez sen, czasami jest to zwykłe mamrotanie, a czasem pełne, dobrze słyszalne słowa.
— OHOHO, pani Krzyk! Przecie my niy śmierdzymy! To je zapach lasu! Trawa, błoto, wiater — zaśmiał się. Oczywiście docenił żart pani Krzyk! Był dobry! Idealnie trafiony.
Stał chwilę, przypatrując się jak mistrzyni ociera się o jakieś tam pobliskie krzaczki i… sam aż podszedł do jednego z drzew, by ładnie naśladować panią Krzyk.