Zgodnie z umową pojawiła się ponownie w tym samym miejscu na granicy. Przywitała się z medyczką skinięciem głowy. Nie przejmowała się jej opinią, ona miała po prostu wyszkolić się na medyka. Była gotowa na przyjęcie kolejnej porcji wiedzy.
-Na szczęście nie. - odpowiedziała. Wszystkie przypadki które jej się zdarzały były na tyle niegroźne, że potrafiła je wyleczyć bez trudu. Było dużo pracy, owszem, ale nic, z czym by sobie nie umiała poradzić. Usiadła w oczekiwaniu na dalsze słowa z ust Cienistej.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Nic. Czy rzeczywiście tak było, a może jedynie Wierzbownicowa Łapa nie chciała o tym powiedzieć? Właściwie trudno było wyobrazić sobie, żeby cały klan mógł być w porządku w wyrzuceniem poprzedniego medyka - nie ważne jak kontrowersyjny nie był, gdzieś musiał być ktoś, kto chciałby stanąć po jego stronie i ktoś taki pewnie mógłby być źle nastawiony do zmiany, która zaszła w ich lecznicy. - Mam nadzieję, że klan też nie sprawiał ci problemów. Nie ma kotów, które nie ufają ci przez brak doświadczenia albo chcą zająć twoje miejsce terminatora medyka? - Zdecydowała się dopytać, nim przejdą do właściwiej nauki. Chociaż radzenie sobie z sytuacjami, które działy się wokół, było przecież równie ważne, co samo leczenie chorób. Inaczej można było skończyć tak samo jak Senny Świt, a tego przecież żadna z nich by nie chciała.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Zastrzygła uchem. Właściwie to pierwsza kwestia którą przytoczyła medyczka, była tym co spędzało sen z powiek Wierzbownicy. I to dosłownie. Brak doświadczenia. Zarywała noce powtarzając medykamenty i sposoby leczenia a także czuwając na wszelki wypadek. Za wszelką cenę chciała pokazać Klanowi, że była właściwym wyborem, a mimo to wciąż obawiała się, że klan... Będzie miał jej za złe, że zajęła miejsce doświadczonego medyka.. Jednak jak na razie nikt nie miał do niej zarzutów, wręcz przeciwnie. Czy to była prawda?
Pokręciła delikatnie głową. - Nie, Klan nie wyrażał braku zaufania, wręcz przeciwnie.. Ale mimo to, wciąż o tym czasem myślę. - wyznała. - Dlatego pracuje ciężko, i spędzam czas wolny na powtarzaniu wiedzy. - miauknęła. - Co do tego drugiego, nie obawiam się. Mam już wybraną następczynię, którą zacznę szkolić jak tylko zostanę pełnoprawną medyczką. - dodała. Była jeszcze Słona Łapa.. No właśnie.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
- Niedługo zdobędziesz potrzebne doświadczenie. - A inne koty nie będą miały innego wyboru, niż jej ufać. Pozbywanie się kolejnego medyka brzmiało przecież jak nierozsądna decyzja - musieliby przechodzić jeszcze raz to samo, z kimś tym bardziej nieprzygotowanym do tej roli. I być może wystarczyłoby to, by przejść do właściwej nauki, gdyby nie to, że w kolejnej odpowiedzi pojawił się pewien interesujący element. - Następczynię? To bardzo szybki wybór. Udało ci się od razu znaleźć kogoś, kto nadawałaby się, by zostać medykiem? - Spytała, nieco zdziwiona akurat takim wyznaniem. Można się było spodziewać, że Wierzbownicowa Łapa postanowi nie powtarzać błędu Sennego Świtu, który przez wiele księżyców nie wybrał sobie terminatora, ale robienie tego na początku własnego treningu było również zaskakujące. Czy Nocna Gwiazda o tym wiedział? I jeśli tak, to czemu od razu nie wysłał na trening dwóch terminatorek? Było to przecież możliwe, w Wichrze tak się działo, z tego co wiedziała, w przeszłości Cienia, również. A jednak tu wyraźnie była mowa o następczyni, a nie kimś, kto miał uczyć się już teraz. Było w tym coś dziwnego, chociaż medyczka nie była jeszcze w stanie stwierdzić co dokładnie.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Kiwnęła głową. Była tego pewna, była gotowa zrobić wszystko, by uzyskać je jak najszybciej. By wykorzystać pełnię potencjału i by pokazać Klanowi, że była słusznym wyborem. Dlatego też z niecierpliwością czekała na każdą lekcje z cienistą kotką. Zanim jednak ta przeszła do nauki, zadała pytanie, na które kremowa zastrzygła uchem. Faktycznie, było to szybkie.. i poczuła lekkie zawahanie. To nie był jej wybór. Nie do końca. Skinęła głową, a na jej pysku nie pojawił się absolutnie żaden wyraz. - Tak. Nocna Gwiazda, zanim jeszcze Poeta został wygnany przyjął mnie jako medyczkę ale chciał, bym po zakończeniu szkolenia wybrała na terminatorkę Nakrapianą Łapę. Ona też chciała nią zostać, z tym że była jeszcze bardzo młoda. - miauknęła, oszczędzając informacji o tym, że Salamandra była wnuczką przywódcy.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Nocna Gwiazda ją wybrał? Może trzeba było się tego spodziewać. Jeśli do tej pory ktokolwiek miał wątpliwości co do tego, czy przywódca Rzeki chciał naprawdę podporządkować wszystkie funkcje w klanie jedynie sobie, teraz stawało się to tylko jeszcze bardziej oczywiste. Co to oznaczało dla Wierzbownicowej Łapy? Czy przywódca miał się jej pozbyć, gdy tylko wyszkoli jego idealną kandydatkę, którą była najwyraźniej Nakrapiana Łapa? W końcu bez tego, czekanie aż rzeczywiście ktoś zostanie jej następczynią, a nie równocześnie działającym medykiem byłoby bardzo dziwne. Jednocześnie, skoro ta druga kotka była również już terminatorką, nawet jeśli młodą, czemu nie została od razu posłana na medyczny trening? Wydawało się to być prostszą opcją, ale może było w tym coś jeszcze, nad czym musiała pomyśleć dłużej. A najlepiej - porozmawiać także z kimś innym. - Ostatnim razem wspomniałaś o złamaniach - jak zajęłabyś się kotem, który trafiłby do lecznicy ze złamaną łapą? - Na razie jednak zdecydowała się przejść do tematów, w celu których omówienia rzeczywiście się tu spotkały.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Medyczka nie ciągnęła tematu, zamiast tego przeszła do nauki, co było Wierzbownicy bardzo na łapę. Skupiła się na zadanym pytaniu, lekko marszcząc brwi. O złamaniach wiedziała jedynie tyle, co już powiedziała, że przy ich leczeniu używa się żywokostu, ale... Nic więcej. Pewne rzeczy wydawały się jednak instynktowne. - Myślę, że należałoby ją czymś... ustabilizować? - miauknęła. - Żeby kość goiła się równo. Przedtem jeszcze nałożyła bym maść z żywokostu. Więcej chyba nic nie wiedziała. Spojrzała na kocicę, czekając na dalsze wyjaśnienia.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
- Do ustabilizowania używa się patyka, który przywiązuje się do kończyny pajęczyną. Ale przed tym, poza maścią z żywokostu, należy jeszcze nastawić kość. To bolesny proces, dlatego warto podać pacjentowi ziarenko maku i jakiś kawałek drewna do zagryzienia na sam ten moment. - Nic przyjemnego, na szczęście nie zdarzało się zbyt często. Większośc drapieżników w lesie nie była jednak wystarczająco silna, by połamać kota. Polega to na pociągnięciu uszkodzonej części do siebie, starając się ją ułożyć w bardziej naturalny sposób. - Czasami bywało z tym łatwo, szczególnie jeśli chodziło o zwichnięcia, o których wspomni za chwilę. Wtedy wręcz oczywisty był moment, gdy części układały się z powrotem odpowiednio, tak, jak powinny. - Zdarzają się też złamania otwarte, w nich pęknięta kość przebija skórę i taką ranę trzeba również opatrzyć, podobnie jak wszystkie inne. Działanie przy skręceniach i zwichnięciach jest podobne. Wtedy kość się nie łamie, jedynie przesuwa nieprawidłowo w stawie, ale również trzeba ją nastawić, użyć maści z żywokostu i ustabilizować. - Zwykle bywało to mniej poważne, bo jednak złamania, nawet mimo prawidłowego nastawienia często zrastały się krzywo i stanowiły problem na resztę życia. - Każdą z tych sytuacji można rozpoznać po tym, że kot nie będzie w stanie poruszać uszkodzoną kończyną, będzie ona bolesna i spuchnięta. W przypadku złamań będzie widać też, że jest ułożona w nienaturalny sposób, zgina się w miejscu, gdzie zwykle to nie jest wykonalne.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Wysłuchała uważnie kocicy, marszcząc brwi w skupieniu. Proces postępowania był dużo bardziej wymagający niż przy innych schorzeniach. Na szczęście z tego co wiedziała, złamania nie zdarzały się tak często. Spojrzała na szylkretkę, gotowa zadać jeszcze jedno pytanie. - Przy złamaniach otwartych, po nastawieniu nakładamy maść z łopianu a potem od razu z żywokostu? - upewniła się, mając nadzieję, może tym razem nie zostanie ofuknięta za zadawanie zbyt dużej ilości pytań.
Przypomniały jej się jeszcze dwie sprawy, o które chciała zapytać. - Ostatnio w lecznicy miałam dwie sytuacje. Jedna kotka skarżyła się na przewlekłe bóle głowy, wspominała że czasem nasila się on przy zmianach pogody. Co można na to zaradzić? I był jeszcze jeden młody terminator... Wyglądało na to, jakby miał atak paniki. Ciężko oddychał, płakał, strzelał oczami i nie potrafił się uspokoić. - miauknęła. - Nie chciał powiedzieć dlaczego tak się czuje, ale koniec końców na szczęście się uspokoił. Kazałam mu odpocząć w lecznicy. - dodała. - Ten kocur ma poza tym problemy z chodzeniem, od urodzenia. Idąc czasem ciągnie za sobą tylne łapy, odczuwa też czasem ból. Prawdopodobnie dlatego, że urodził się z szylkretową sierścią, co u kocurów raczej się nie zdarza. - wspomniała. Dolegliwości Różowej Łapy związane były najprawdopodobniej z genetyką, ale co do tych histerii, chyba nie miało to z tym związku.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Skinęła głową na pierwsze pytanie, raczej nie wymagało to dłuższego komentarza. Za to okazywało się, że jednak w Rzecznej lecznicy działo się coś więcej.
Czy powiedziała im, żeby spróbowali nie być głupi? Być może to by pomogło. Chociaż, o ile atakami paniki nie zamierzała się bardziej przejmować (czego innego spodziewać się po kocurach, szczególnie takich z klanu Rzeki), to ta ostatnia część była całkiem interesująca. - Na bóle głowy pomaga żucie kory wierzby, pomaga też przy innych bólach i gorączce. Na uspokojenie dobrze jest, by zjadł liść rumianku. Poza tym… jakiś czas w klanie Cienia był jeden szylkretowy kocur, pamiętam, że całkiem często przychodził do lecznicy - jednak zwykle zajmował się nim jeden ze zmarłych medyków, który się z nim przyjaźnił. Wydaje mi się, że nigdy nie znalazł sprawdzonego sposobu, by całkiem mu pomóc. - Czy coś takiego w ogóle istniało? Właściwie, poza Skruszonym Sercem nie spotkała się z tego typu chorobami - ale jeśli ktoś w Rzece rzeczywiście miał podobne problemy, być może naprawdę istniał jakiś związek. Czy dało się znaleźć na to lekarstwo? Był to potencjalnie interesujący przypadek, może dało się wymyślić tu coś, czego żaden kot wcześniej nie zrobił - Jeśli będziesz miała czas, możesz spytać go o te bóle, kiedy się pojawiają, czy coś przy nich pomaga. Obejrzyj jego łapy, sprawdź, czy są spuchnięte, cieplejsze albo zimniejsze od reszty skóry, czy skóra pod futrem wygląda na nich jakoś inaczej… Pomyślę nad tym, czy któreś zioło mogłoby mu pomóc. - O ile nie zdarzy się nic, co zajmie jej cały dostępny czas. Teraz, gdy nie musiała myśleć o walce z władzą, a w lecznicy pomagała całkiem dobrze wyszkolona terminatorka, mogła mieć czas na myślenie o takich sprawach. Kiedyś nie byłoby to możliwe.
Jednak i tak należało wrócić do chorób bardziej popularnych, z którymi pewnie też niedługo Wierzbownicowa Łapa mogła się spotkać. Jeśli nie pozbędzie się pcheł z futra wystarczająco szybko, u kota może rozwinąć się swędziawka. Jak myślisz, jakie cechy długotrwałego świądu można zobaczyć u takiego kota?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Poruszyła ogonem na nieme potwierdzenia medyczki, po czym skupiła się na tym co mówi dalej. Kora wierzby na bóle głowy, a na stres rumianek…Właśnie, rumianek. Czy to nie o nadmierne spożycie tego właśnie medykamentu oskarżał Ogniste Serce Poeta? Wprawdzie słowa Poety należało brać przez palce wiadomo dlaczego, ale i tak postanowiła, że przyjrzy się zastępcy dokładnie. Czyżby…miał jakieś problemy? Dowie się.
Strzyknęła uchem, słuchając i przypadku szylkretowych kocurów. Tak jak się spodziewała, raczej nie jest to coś z czym medycyna mogłaby sobie poradzić. Kiwnęła medyczce głową. Obawiała się, że Różowa Łapa ze swoją kondycją może okazać się stałym pacjentem lecznicy.. Postanowiła sobie, że będzie go regularnie sprawdzać. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. - Tak zrobię. A czy jest coś, co ewentualnie mogłabym mu podać by złagodzić te jego bóle? - spytała z ciekawością. - Na przykład tą korę wierzby? Albo ziarno maku jakby było bardzo źle? - dodała. Ziarenko maku wydawało się nieco zbyt mocnym medykamentem na te przypadłości, chociaż może? W skrajnym przypadku?
Kolejna choroba wymieniona przez medyczkę mimo swojskiej nazwy nie mówiła Wierzb wiele. Pewne objawy wydawały jej się natomiast naturalnie oczywiste. - Podejrzewam, że wyłysienia w sierści i wyraźne ślady na skórze po intensywnym drapaniu. - miauknęła.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
- Powinny zadziałać na pewien czas, jednak nie wyleczą samej choroby. Lepiej nie podawać mu ich zbyt często, bo inaczej może przyzwyczaić się do nich za bardzo i nie być w stanie funkcjonować inaczej. - Inne choroby, przy których konieczne było używanie takich medykamentów mijały zwykle po co najwyżej kilku księżycach. Ten przypadek brzmiał jakby mógł trwać przez całe życie kocura - lepiej będzie nie nadużywać leków przez całe jego trwanie. - To jedne z objawów, poza tym pojawiają się też brunatne przebarwienia sierści od wylizywania jej, a sam kot odczuwa niepokój. Do leczenia należy wtedy użyć liścia szczawiu wtartego w futro, w połączeniu z czymś uspokajającym - może to być rumianek, o którym wspominałam albo zjedzone liść lub kwiat lawendy. - Tłumacząc pokazała także wymienione medykamenty. Każdy z nich najprościej było rozpoznać po zapachu, wszystkie odznaczały się swoimi całkiem wyraźnie. - Wszystkie rany - te powstałe przy swędziawce, popękanych łapach w trakcie walk, czy innych przypadkach mogą ulec zakażeniu, jeśli zostaną zabrudzone i nikt wystarczająco szybko ich nie oczyści. Wyjątkowo często dzieje się to po ugryzieniach szczurów. Można rozpoznać zakażenie po tym, że na ranie pojawia się biały nalot, zaczyna wydzielać charakterystyczną woń, często można zauważyć też zanieczyszczenia. W takich przypadkach należy je bardzo dokładnie oczyścić i nałożyć medykament - łopian i skrzyp o których ci mówiłam działają zarówno na zwykłe, jak i zainfekowane rany, więc możesz ich używać tak samo jak w innych przypadkach. Później trzeba też użyć pajęczyny, by zabezpieczyć ranę przed dalszym brudzeniem. - Był to dość częsty przypadek. I czasem nawet, jeśli opatrzyło się kogoś tuż po przyjściu do lecznicy, podczas samej drogi do obozu zaczynało się już rozwijać zakażenie. - Na infekcje i zakażenia, zwłaszcza po ugryzieniu szczura dobrze działa też maść z liści dzikiego czosnku. Liść tej samej rośliny wtarty w futro przegania pchły. Trzeba jednak pamiętać, że czosnek nie wpływa na samo gojenie się ran, więc jeśli są większe, lepiej pozostać przy innych ziołach.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Pokiwała głową. Brzmiało to logicznie, a ona nie chciała przecież kolejnego uzależnionego od substancji uspokajających kota.
Przyjrzała się pokazanym medykamentom używanym podczas leczenia swędziawki, wszystkie zapamiętując po charakterystycznym zapachu. O zabrudzonych ranach już coś nieco wiedziała, dlatego nie było to dla niej niczym nowym. Za to czosnek na zakażenia już owszem. Pokiwała głową, na znak, że rozumie wszystko co przekazuje jej medyczka.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Bez żadnych pytań? Było to zaskakujące, ale nie zamierzała narzekać z tego powodu. Przynajmniej mogła od razu przejść do omawiania kolejnych chorób. Na początek może coś, z czym pewnie Wierzbownicowa Łapa nie będzie się zbyt często spotykać, ale skoro już omówiła zakażenia, to brzmiało jak sensowny dalszy krok. - Jeśli zakażona rana nie zostanie wyleczona, zacznie rozwijać się w niej gangrena. Można ją rozpoznać po mdłym, słodkim zapachu i bordowofioletowych przebarwieniach. Chory odczuwa też w tym miejscu ostry i silny ból, mogą pojawić się także wymioty, ból brzucha oraz gorączka. To niebezpieczny stan, bez leczenia prowadzi do śmierci. Jeśli spotkałabyś się z takim przypadkiem, pacjentowi należy podać do zjedzenia liść krwiściągu oraz zioła działającego na ból brzucha - może to być na przykład liść trybuli albo mięty. - Wyjaśniła, pokazując przy tym odpowiednie medykamenty. - Jest jeszcze kilka rodzajów urazów, które wymagają specjalnego postępowania. Oparzenia, tak jak mówiłaś, tu też korzysta się z maści z żywokostu, tak jak w przypadku złamań i skręceń. Istotne jest jednak również to, by wcześniej schłodzić uszkodzony obszar zimną wodą. Powinno się je również zabezpieczyć pajęczyną, tak jak rany. Nie zdarzają się zbyt często, jednak nie przewidzimy tego, czy ktoś będzie akurat miał kontakt z ogniem, czy zostanie porażony przez piorun, więc musisz być na to wszystko przygotowana. - Zobaczenie tamtych śladów na boku Spopielonej Polany z pewnością było jedną z bardziej zaskakujących rzeczy, jakie spotkały ją w lecznicy. Ale najwyraźniej coś takiego czasem po prostu się działo.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Kolejne informacje zaciekawiły Wierzbownicę. Gangrena w swoim opisie jawiła się wyjątkowo obrzydliwie, co jednak nie odstraszało kremowej. Za to w tym przypadku miała pytanie. Przedtem jednak obejrzała uważnie pokazane jej medykamenty. - Czy gdy pojawi się gangrena, poza podaniem krwiściągu i trybuli lub mięty należy czyścić ranę i obkładać ją opatrunkami z łopianem?- zapytała. Wydawało jej się prawdopodobne, że poza działaniem odśrodkowym należy jeszcze zabezpieczyć ranę od zewnątrz. - No i czy normalnie podać wtedy coś na gorączkę?
Informacje o oparzeniach przyjęła ze skinięciem głowy. Schłodzenie rany wydawało się logiczne, by ukoić nieco rozgrzane tkanki. Właściwie to poza Słoną Łapą chyba nigdy nie widziała kota z poparzeniami. Pożary raczej się nie zdarzały, ale tak czy siak wiedza w tym zakresie była wskazana. Nagle coś jej zaświtało, gdy przypomniała sobie o Słonej Łapie, a konkretnie o jej nadwrażliwej na promienie słoneczne skórze. Sól raczej nie wystawiała się na słońce, ale kto wie co się mogło zdarzyć. Podniosła wzrok na mentorkę. - Jeśli chodzi o oparzenia.. czy taka taktyka sprawdzi się również w przypadku oparzeń słonecznych? Jedna terminatorka w Klanie cierpi na wysoką nadwrażliwość na słońce przez swoją od urodzenia białą sierść w połączeniu z różowymi oczami, które swoją drogą często mocno jej łzawią.- powiedziała. Z tego co podejrzewała, na samą przypadłość wynikającą z genów nie ma lekarstwa, ale zawsze warto wiedzieć czy dałoby się coś zrobić by złagodzić objawy w trakcie przypadkowej ekspozycji na słońce.