Logo Artemidy
Rdzawy Kamień
#1
W okolicy przyjęło się nazywać ten dziwny przedmiot Dwunożnych “kamieniem”, ale bardziej obeznani w temacie doskonale wiedzą, że z kamieniem nie ma nic wspólnego. Ów przedmiot jest dłuższy niż trzy koty stojące jeden za drugim i wyższy niż przeciętny Wojownik, a poza tym wyjątkowo kanciasty. Od typowych kamieni odróżnia go biały kolor, gdzieniegdzie przeplatany rdzą, od której wziął swoją nazwę. Najbardziej intrygujący zdaje się bok od strony klanu Cienia, gdzie “kamień” się otwiera, ukazując puste w środku wnętrze.
[porzucona lodówka]
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Ostatecznie poprzedniej nocy nie zawróciła już do swojego legowiska. Zmęczenie jednak doskwierało jej bardziej, niż byłaby skłonna przypuszczać. Pozbierała jedynie swoje łupy, i ukryła je w tymczasowej norze gdzieś w Pierzastym Lesie gdzie zatrzymała się na nocleg. Spała długo. Obudziła się późnym popołudniem, jak często, wtedy gdy słońce już nie prażyło białej skóry bezlitosnymi promieniami. Musiała poszukać łopianu. Rana utrudniała jej widzenie, i choć wyczyściła ją porządnie, będąc kotem z wiedzą medyczna wiedziała, że tyle nie wystarczy, tym bardziej, że ugryzienie zaczęło się paskudzić. Przeklęte lisie łajno! Musiała działać szybko, jeśli nie chciała stracić oka.
Gdy opuszczała tymczasowe legowisko, niebo nad jej głową było zachmurzone, dając ulgę przed słońcem, ale i zapowiadając deszcz. Przekroczyła niewielki strumyk, i znalazła się w okolicy Dużego Grądu, gdzie zaczęła rozglądać się za medykamentami. Psia krew. Jak tak dalej pójdzie, będzie musiała udać się do jakiegoś zielarza, alboż zdobyć zioła w inny sposób.

rana 1. stopnia: rozcięta powieka » infekcja » rana 2. stopnia

Ruleta!

✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije
Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
LVL 4 260 / 300
MedLVL 3 24 / 400
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
  Żałosne jaka bieda była z tymi ziołami. Ruletka pomyślałaby, że skoro nie było suszy, a deszcz obficie podlewał łąki, to wszystkie roślinki będą rosnąć aż miło. Tymczasem to trawy najbardziej zyskały na aktualnej pogodzie, a kotce jedynie ciężej było dostrzec w nich cokolwiek ciekawego. A najlepiej jeszcze przy tym znajomego, co również znacząco ograniczało pulę potencjalnych znalezisk. Ukryła swoje nędzne łupy w porzuconej lodówce, ponieważ uważała to za zabawne. Ale na wszelki wypadek naniosła tam też liści klonu, wyrwała trochę źdźbeł trawy i... finalny efekt był taki, że może przypadkowa kuna czy zając się tym nie zainteresuje, ale jak jakiś kot zajrzy do lodówki to będzie mógł się skusić na przekopanie chwastów w poszukiwaniu skarbów. I czy rozpozna w naniesonych motkach pajęczyny i leczniczych listkach prawdziwy skarb, czy będą dla niego równie wartościowe co reszta zielska, nieważne, bo pewnie i tak wszystko się zepsuje w procesie.
  Ale może nikt nie będzie się akurat tutaj kręcił, zanim Ruletka wróci, prawda? No właśnie.
  Dalsza wycieczka przebiegała bez większych fajerwerków, chociaż to się miało zmienić, gdy na tle ciemnego lasu odcięła się wyraźnie biała sylwetka. Kocia sylwetka, więc pieszczoszka nie była aż tak spięta jak w przypadku samotnego psa. Nieznajoma sprawiała wrażenie zajętej i ogólnie niezbyt sympatycznej, jeśli wierzyć swojej intuicji, więc Ruletka nastawiała się raczej na minięcie w ciszy i tyle. ALE. Gdy już znalazła się bliżej kotki zauważyła coś co momentalnie zmieniło jej plany.
  — ALE CZAD — rzuciła z uznaniem, zatrzymując się by spojrzeć na opuchniętą powiekę. I zapaskudzoną, chyba mdliło ją od tej słodkawej woni, ale nie potrafiła na tym skupić. — Niby taka mała rana, ale jak nic z nią nie zrobisz to wkrótce będziemy zbierać kwiatki na twój pogrzeb, nie?? Albo nikt nie będzie ciebie znał z imienia tylko jako Jednooką... no, Jednookiego kogośtam! Nie chciałabym być na twoim miejscu, nie zazdroszczę, aaale trochę tak. Ciekawy przypadek, taki nie za codzienny. — Jeśli kotka się nie zatrzymała, nie szkodzi, Ruletka odbiła w stronę z której przyszła by jej trajkotać nad uchem. Gorzej tylko jeśli nieznajoma wyciągnęła łapę by zdzielić młodą po pysku, w swoim skupieniu na fascynującym przypadku medycznym, raczej by nie zareagowała w porę.
[Obrazek: tcG3eZc.png]
LVL 3 110 / 200
MedLVL 2 80 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Jak na złość, same chwasty. Zajęta szukaniem ziół kocica, w połączeniu z ogólnym niedosłuchem nie usłyszała kroków nieznajomej. Za to gdy niedaleko niej rozbrzmiał okrzyk, drgnęła, obracając się szybko w stronę źródła dźwięku. Pazury wysunęły się lekko. Zmrużonymi ślepiami omiotła stojącą przed nią, nieustannie trajkoczącą kotkę. Pieszczoszka. Z każdym kolejnym słowem jakie padało z orientalnego pyska, sierść na łopatkach Balladyny unosiła się coraz bardziej. Gdy ta skończyła monolog, biały ogon majtnął o ziemię. Niedoczekanie. Nie dość, że kot przed nią reprezentuje sobą najniższy możliwy poziom, to jeszcze ma czelność szydzić jej prosto w pysk. Niezbyt dobry zestaw dla i tak już rodzrażnionej albinoski. Białofutra powstrzymała się jednak przed wymierzeniem młodej siksie siarczystego policzka. Nie miała na to czasu. A może....uda jej się coś uzyskać. Odsłoniła lekko zęby.
- No co ty nie powiesz. - syknęła ostro, z wciąż uniesioną na łopatkach sierścią. - Uważaj na kogo rozpuszczasz ozór, żebyś ty przypadkiem nie została jednooką. - dodała, ochryple i szorstko. I na tym ta konwersacja mogłaby się zakończyć, jednak w słowach orientalki było coś, co przykuło uwagę białej królowej.
Chwilę milczała, patrząc na kotkę zwężonymi źrenicami. - Ciekawy? Widziałaś już podobne obrażenia? A może znasz jakiegoś zielarza. - spytała. To mogła być jej szansa. Najwyżej, jak okaże się, że kotka coś wie, ale nie będzie chciała współpracować... Znajdzie się na to rozwiązanie, Balladyna potrafiła dopiąć swego. Skoro już postanowiła bezczelnie zajść jej drogę, niech się do czegoś przyda.

✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije
Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
LVL 4 260 / 300
MedLVL 3 24 / 400
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
  Reakcja nieznajomej podziałała jak kubeł zimnej wody na walczące psy. Ruletka cofnęła się pół kroku i nie fiksowała już tak na infekcji na powiece, a poświęcała uwagę całej kotce. Szczególnie wszelkim oznakom utraty cierpliwości, by jednak nie zostać jednooką.
  — Matko, prawdziwy dzień strat dla ciebie, co? Dobry humor już zdążyłaś pożegnać — miauknęła, przewracając oczami. Instynkt przetrwania niestety nie miał nic do gadania w starciu z Orionowym genem chęci posiadania ostatniego słowa. A im więcej księżyców chodziła po świecie, im lepiej zaczynała odnajdować się poza granicami ogrodu, tym bardziej charakterna się stawała. Jednak jej przyrost umiejętności walki zostawał znacząco w tyle.
  Lubiła ignorować ten fakt.
  — Znam kilku, sama jestem — odparła lekko. Może byłaby w jej tonie nutka dumy, gdyby nie to, że (jak już) była najwyżej aspirującym znachorem. — O ranach, w które wdarła się infekcja jedynie słyszałam i żałowałam, że tylko tyle. Wiesz, nie na tyle by się zranić i poczekać aż przyjdzie infekcja, ale raz czy dwa rozważałam takie poświęcenie dla nauki. A tu proszę. Masz plan na swoje oko? Czy dopytujesz o zielarza, bo nie wiesz co dalej? — zapytała, przechylając głowę psim zwyczajem. Propozycję miała już na końcu języka, więc postanowiła nie zwlekać sztucznie. — Daj mi przyjrzeć się tej ranie i powiedz skąd ją masz, to ci ją opatrzę.
[Obrazek: tcG3eZc.png]
LVL 3 110 / 200
MedLVL 2 80 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Ku jej zadowoleniu, pieszczoszka nieco wyhamowała i przestała paplać jak potłuczona, przynajmniej w większości. Na słowa kotki prychnęła, lekko uderzając ogonem o ziemię i mierząc cynamonową gniewnym wzrokiem.
- Masz pszczoły w mózgu? Uwierz mi, zainfekowana rozorana powieka nie sprzyja dobremu humorowi. - syknęła. Ból dodatkowo potęgował i tak już z natury cięty charakter kocicy, znacząco uszczuplając jej i tak niemal nieistniejące pokłady cierpliwości.
Zastrzygła uchem. Kolejne zdania, które padły z pyska orientalki były już o wiele bardziej ciekawe, i zatrzymały albinoskę, która teraz przypatrywała się młodej kotce z mieszaniną niedowierzania i podejrzliwości. Pieszczoch, który zna się na zielarstwie? Jakoś nie chciało jej się w to wierzyć, ale sama nie miała zbyt dużego wyboru. To co mówiła kotka brzmiało momentami dość kretyńsko, ale niechaj już będzie, zobaczymy co ta mała może jej zaoferować. W razie czego czujny wzrok Balladyny wyłapie w mig ewentualne pomyłki w opatrywaniu.
- Doprawdy? - zapytała. - No proszę. Nie wiedziałam, że pieszczochy dwunożnych mogą umieć coś pożytecznego. - mruknęła, wyginając kącik warg w ironicznym pół uśmiechu. Podeszła bliżej.
- Niech będzie, zobaczymy, czy w istocie się do czegoś nadajesz. Ugryzienie łasicy. - mruknęła, pozwalając kotce przyjrzeć się ranie. Szczerze wątpiła, by cynamonowa rzeczywiście posiadała chociaż skrawek poprawnej wiedzy, ale spróbowanie nie zaszkodzi, i tak zależało jej na czasie. A kto wie, może młoda chociaż ma właściwe zioło, które już Balladyna sama będzie potrafiła zastosować. Jedno jest pewne - pogorszyć sytuacji jej nie pozwoli.

✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije
Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
LVL 4 260 / 300
MedLVL 3 24 / 400
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
  — A ty kij pod ogonem? — odbiła, zamiast ugryźć się w język. — Drażliwość też ci oka nie uratuje. — Podchodząc do mrowiska, Ruletka lubiła sprawdzać jak głęboko można wsadzić łapę zanim mrówki rzucą się do obrony swojej twierdzy. Znaczy nie przy każdej możliwej interakcji z drugim kotem, ale w postawie albinoski było coś takiego co zachęcało do testowania granic. Może była to świadomość, że musiały być dość blisko.
  Chociaż może były odrobinę dalej niż gdyby Ruletka nie miała nic do zaoferowania rannej. To było jasne, zważywszy na jej spojrzenie, gdy dowiedziała się, że ten młody wypłosz z tęczową apaszką zna się na zielarstwie. No i na fakt, że przecież szukała kogoś kto się zajmie tym jej nieszczęsnym okiem. Podsumowując – nie było w tym złożonej matematyki, fakty łatwo dodawały się do siebie, a hierarchia wartości córki Oriona uległa lekkiemu przetasowaniu. Wpychanie łapy w mrowisko straciło pierwsze miejsce na podium.
  Nawet jeśli starsza kotka sama do tego prowokowała.
  — Podobno im się zdarza. Tak słyszałam — mruknęła, ze wzruszeniem barkami. Skąd ona by miała wiedzieć? Nie była przecież pieszczochem. Była odrobinę ciekawa czy to kwestia apaszki, czy może ładnego futerka. Podejrzewała jednak to pierwsze – z tego prostego faktu, że ona nie zakładała, że każdy ładny kot na jej drodze był pieszczochem. Ale może to ona była wyjątkowo oświecona w tych sprawach. Albo podobały jej się nieco bardziej przeżute przez psy egzemplarze, więc jej subiektywna ocena walorów estetycznych raczej nie pokrywała się z tym co większość ulicznych kotów uważała za stereotyp kanapowca.
  Klasnęłaby radośnie, gdy kotka przystała na warunki, ale co najwyżej mogła klasnąć uszami. A to nie ten sam efekt. Podskoczyła radośnie, zmniejszając dzielący je dystans do minimum i niemal zderzając się ceglastym nosem z różowawym okiem. Z tyłu głowy odnotowała informację o ugryzieniu łasicy – dopyta jeszcze o to za moment – i całkowicie skupiła się teraz na widoku przed sobą. Albo albinoska czyściła w miarę niedawno ranę, albo nie była w aż tak tragicznym stanie jak ten mdląco słodki zapach sugerował. Ruletka uważała za całkiem ciekawy również fakt, że sama gałka oczna nie nosiła żadnych śladów urazu. Niebywałe szczęście zaatakowanej przez łasicę.
  — Zahaczymy o rzekę, bo nie ma mowy bym czyściła to swoim językiem — oznajmiła zdecydowanie na samym początku, nie odsuwając się od kotki. Chłonęła ostatnie szczegóły. — Ale maść z łopianu powinna załatwić sprawę, wiesz? I najbezpieczniej by było gdybyś chociaż przez kilka dni chodziła z zasłoniętym okiem, by nic więcej się tam nie dostało, gdy łopian będzie pracował. Lubisz piratów? — lekkie pytanie na rozluźnienie atmosfery. Chociaż dzisiejsza publika była tak trudna, że Ruletka nie nastawiała się na cud. Odsunęła się od kotki i ruszyła w stronę Czarnego Ogona by zgarnąć kawałek namoczonego wodą mchu, a potem odbić do porzuconej lodówki. — Chodź, nie noszę ziół ukrytych w futrze. Ale trzymam je całkiem niedaleko.
  Raczej powinna pójść bez problemu, nie?
[Obrazek: tcG3eZc.png]
LVL 3 110 / 200
MedLVL 2 80 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Warknęła głucho, strzepując ogonem. Zdecydowanie nie miała nastroju na wysłuchiwanie takiego typu pyskówek w swoją stronę ze strony młodocianej pieszczoszki. Nigdy go nie miała, a teraz - tym bardziej. Nie odpowiedziała jednak słownie na tą zaczepkę, jedynie spiorunowała ją lodowatym wzrokiem. Pewnie w innym przypadku przejechałaby jej pazurami po pysku, ale teraz nie miała na to sił. Były ważniejsze priorytety, ona była priorytetem.
Prychnęła, drugie szczeknięcie również puszczając mimo uszu, choć chuda szkapa coraz bardziej zaczynała działać jej na nerwy. Zobaczymy zaraz czy w czynach jest tak samo mocna, jak w gębie.
Gdy kotka doskoczyła do niej, niemal wybijając jej nosem oko cofnęła się nastroszona, a z jej gardła wydobyło się głośne syknięcie. Powstrzymała się od dania jej z liścia, jakkolwiek trudne by to nie było.
- Do stu cierni, uważaj! - warknęła. Psia krew. Żeby jeszcze tylko przez tego przychlasta nie skończyła z okiem w gorszym stanie, niż teraz. Wprawdzie miała ją na oku, ale kto wie co jej może strzelić do tego ryżego łba. Z grymasem na pysku stała w miejscu, pozwalając obejrzeć ranę, gdy wielkoucha stała z nią nos w nos terkocząc jej przy pysku, najwyraźniej nie zamierzając się odsuwać. W końcu zrobiła to sama białofutra, cofając się o krok z niecierpliwym machnięciem ogona.
- Wiem. Wiem jak opatrywać rany i na co działa łopian. - ukróciła wywód szorstko, w duchu przynajmniej ciesząc się że młoda jednak co nieco wie. - O to nie musisz się martwić. Kolejne pytanie sprawiło, że zamrugała a jej oczy otworzyły się szerzej. Piratów?
- Co takiego znowu? - mruknęła zniecierpliwiona, po czym ruszyła naprzód, jako że kotka oczywiście nie miała ziół przy sobie. - Idziemy. - zarządziła, chcąc jak najszybciej opatrzyć oko i zakończyć ten żałosny cyrk. Jej cierpliwość była nadszarpnięta już w chwili, gdy pieszczoszka stanęła na jej drodze, a z każdym kolejnym uderzeniem serca było tylko gorzej. Oczywiście nie pozwoli sobie być na łasce pieszczocha. Była jej w tej chwili potrzebna, nic więcej, i tylko od dobrej woli Balladyny zależało, czy jej skóra pozostanie na miejscu.

✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije
Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
LVL 4 260 / 300
MedLVL 3 24 / 400
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
  — Uważam przecież — odbiła warknięcie dużo lżejszym tonem, może podszytym lekkim oburzeniem, że starsza kotka miała ją za aż taką trzpiotkę. Nie była bezmyślna, po prostu rozpierała ją energia. Posiadała jednak kontrolę nad swoimi długimi łapami, a ryzyko niechcianego zderzenia było zerowe. No, bliskie zera. Więc warcząca pacjentka mogła ograniczyć swoje burknięcia – tyle ich było słychać, że by można pomyśleć, że Ruletka rozmawiała z psem, a nie drugim kotem!
  Bardzo niecierpliwym drugim kotem, warto zaznaczyć.
  Pieszczoszka naprawdę powinna wziąć głęboki wdech i zrobić krok w tył od tych głupich przepychanek. Dzisiaj dogryzanie białej nerwusce, a jutro co? Zaczepianie śpiącego borsuka?
  — No widzisz, a ty, dzięki temu, nie musisz się martwić, że ja nie wiem jak zająć się taką raną — zauważyła z zadowolonym uśmiechem. Jeśli białofutra nie zauważyła to wpadła w tym momencie prosto w pułapkę Ruletki. Pomyślała, że tak podejrzliwe i gderliwe stworzenie chętnie usłyszy, że aspirujący medyk, pod którego opiekę trafiło, posiadał przynajmniej odpowiednią wiedzę teoretyczną. Z praktyką gorzej – już przyznała, że nie widziała wcześniej takiej rany.
  Ruszyły w stronę Czarnego Ogona, a Ruletka zaczęła się rozglądać za odpowiednią kępką mchu.
  — No wiesz, piraci. Pływają statkami, szukają skarbów, napadają na innych. I noszą często opaski na oku. Pytam, bo przynajmniej przez parę wschodów słońca też powinnaś chodzić z zasłoniętym okiem, żeby nie wdała się nowa infekcja. Niestety nie da się zasłonić samej powieki, trzeba całe oko — wytłumaczyła cierpliwie, jak kocięciu, a nie starej krowie, której sam kwiat lotosu mógłby pozazdrościć opanowania skoro Ruletka wciąż była w jednym kawałku. W międzyczasie szylkretowa pointka dostrzegła ten konkretny gatunek mchu, którego potrzebowała i w paru susach doskoczyła do niego. Zerwała bujną kępkę wraz z kawałkiem ziemi – to się zaraz wypłucze w rzece – potrząsnęła nią i wróciła do Gderliwej Pani. Zapewne główną poszkodowaną musiał ucieszyć nowy stan rzeczy. Z zapchanym pyskiem, Ruletka nie miała jak uraczać jej dalszą rozmową. A już szczególnie nie, jeśli zależało jej na utrzymaniu mchu w odpowiednim stanie!
  Przy Czarnym Ogonie zeszła w dół koryta i zanurzyła mech w lodowatej wodzie. Wycisnęła go i znów zanurzyła ze dwa razy, nim wróciła z nim do drugiej kotki. Uwaga, zimne, ostrzegła pod nosem i jeśli nie spotkała się ze sprzeciwem to przyłożyła mokry mech do rannej powieki. Przycisnęła go lekko by wydobyć z niego więcej wody i zajęła się starannym czyszczeniem niewielkiego rozcięcia. A skoro obszar nie był duży, mogła bez stresu skupić się na dokładnym usuwaniu zaschniętej krwi i ropy, aż do ostatniej kropelki.
  A jeśli kotce zależało na tym by samej oczyścić ranę – Ruletka nie zamierzała jej w tym przeszkadzać. Ale nie zamierzała również oszczędzać krytycznych komentarzy, tam gdzie coś jej nie pasowało.
  Niezależnie od wszystkiego, porządnie wyczyściła w Czarnym Ogonie tę kępkę mchu i w dalszą podróż zabrała taką ociekającą wodą. Wyciśnie ją przy lodówce.
  — Czyli dasz sobie opatrzyć oko? — zapytała (choć może nieco niezrozumiale) na ostatniej prostej. Chciała mieć pewność, że układ polegał na tym, że to ona wszystkim się zajmie, a nie tylko dostarczy zioła i sobie popatrzy.
[Obrazek: tcG3eZc.png]
LVL 3 110 / 200
MedLVL 2 80 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Nie skomentowała słów trzpiotki, obdarzając ją jedynie lodowatym spojrzeniem. Dobre przynajmniej i to, ostatnie czego potrzebowała to zapaskudzenia rany. Monologu o tych całych piratach słuchała z uniesioną brwią. Najwyraźniej był to jeden z wymysłów dwunogich, czego mogła się spodziewać po pieszczoszce.
Na wzmiankę o opatrywania oka jedynie mruknęła, tego również miała świadomość. Szła za kotką dalej, obserwując uważnie, jak ta zrywa mech i w istocie, ciesząc się że przez chwilę nie będzie musiała wysłuchiwać głupiego szczebiotania. W końcu dotarły do rzeki, gdzie patrzyła oceniająco jak orientalka płucze mech w wodzie. Przynajmniej dobrze go wyczyściła. Spięła sie, gdy podeszła do niej, ale pozwoliła sobie obmyć ranę, co kotka zrobiła zadziwiająco dokładnie. Zmarszczyła lekko brwi, patrząc, jak ta ponownie płucze mech w wodzie i zabiera go ze sobą.
- Po co ci to? - spytała sucho, ogonem wskazując na kępkę mchu. Co zamierzała tym osiągnąć? Losie, zastanawiała się czy pójście z pieszczoszką to na pewno dobra decyzja. Na pytanie wykrzywiła pysk w kpiącym grymasie. Pozwoli się opatrzyć, chociaż wolałaby zrobić to sama, jednak nie ona miała zioła. Jak tak bardzo chce - to proszę, niech opatrzy królową.
- Jeśli potrafisz, dzierlatko, to jak najbardziej.- mruknęła, głosem ociekającym słodką trucizną. - Spróbuj jednak tylko coś zepsuć, a rzeczywiście wydrapię ci oko. - dodała, w lodowatych oczach błysnęła groźba. Niech wie, że jeden fałszywy ruch może ją słono kosztować. A może jednak wcale nie? Ha, tego nie mogła wiedzieć. Lepiej by była czujna....to nie ona tutaj dyktowała warunki, a była jedynie królewskim błaznem.

✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije
Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
LVL 4 260 / 300
MedLVL 3 24 / 400
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
  Uniosła pojedynczą brew na pytanie dotyczące mchu. Dotychczas taka mądra, każde tłumaczenia zbywała prychnięciem, a tu coś co Ruletce wydawało się całkiem oczywiste, zostało przyjęte ze zdziwieniem. Nie była to powszechna praktyka?
  — Na wszelki wypadek — wyjaśniła pobieżnie. Niewygodnie się mówiło z tym mchem w pysku, musiała to przyznać. — Żeby nie biec po mech, jeśli rana bardziej krwawi — dodała jeszcze, bo może miały inne definicje wszelkiego wypadku. Ruletka po prostu nie miała pewności czy świeżo oczyszczona rana się nie obudzi. Była w takim miejscu, że córka Oriona by się nie zdziwiła takim dalszym rozwojem. Naruszyła formujący się strupek i te sprawy, powieka musiała być przez to troszkę podrażniona. Może nawet rozdrażniona, jak jej właścicielka.
  Zza mokrej kępki mchu wyłonił się szeroki, nieco asymetryczny, uśmiech. Jeśli dzierlatka miała ją urazić, starsza kotka trafiła na nieodpowiednią publikę. Zaś groźba... och, jeszcze w połączeniu z tym tonem? Ruletka nie potrafiła przyjąć tego inaczej niż z dreszczem ekscytacji. Przyjmie to wyzwanie. Odłożyła przyniesiony mech na gładkiej powierzchni przewróconej lodówki i skoro już miała wolny pysk, obróciła się do albinoski z błyskiem kiełków, a uśmiech nie opuszczał kolorowej mordki.
  — Oko za oko? Słodko. Liczę, że to samo co twoje. Jak tylko nas gdzieś zobaczą razem, od razu będą szalenie ciekawi co za wspólna historia się za tym kryje — zaszczebiotała i zwróciła się teraz do wnętrza lodówki by wyciągnąć swoje wcześniejsze zdobycze. Gdyby Ceres ją teraz słyszała, to jak nic by ją udusiła. Druga matka przewróciłaby oczami z rozbawieniem, tego Ruletka również była pewna. Może kocur później by wspomniał mimochodem, że jeśli chciała tak szczekać, powinna najpierw zadbać o swoje umiejętności walki, bo z tymi wciąż było cienko. — Ale poradzę sobie. Na dalsze zmiany opatrunków też mogę się ciebie spodziewać? Żeby w razie czego wina była całkowicie moja? Czy masz kogoś kto przejmie dalsze leczenie? — zainteresowała się i to całkiem szczerze. Patrząc na charakter samotniczki, nie spodziewała się regularnych spotkań, więc chyba nie powinna obawiać się o swoje śliczne oczęta? Mogła szczekać do woli, bez konsekwencji.
  Ale teraz zepchnęła dalsze przepychanki na bok, a na rudawym pyszczku rozbawienie ustąpiło skupieniu. Na początek obejrzała rozcięcie i zadecydowała, że nie było potrzeby przemywać go drugi raz. Więc zamiast pchać mech na oko kotki, wytarła sobie o niego przednie łapy, a następnie poprawiła językiem, by pozbyć się wilgoci z palców. Może była to zbyteczna ostrożność, Ruletka tego nie wykluczała, ale wolała przesadzić i odrobinę wydłużyć proces opatrywania, niż potem pluć sobie w brodę, że zakażenie jednak dosięgnęło oka, bo te dwie drobinki ziemi o tym przesądziły. Zmieliła liść łopianu w pysku i wygrzebała językiem wszystkie zielone drobinki, które obklejały jej zęby i dziąsła, aż zebrała w jeden twór całą łopianową maść z dodatkiem śliny. Wypluła to wszystko na ceglaste opuszki. — Zamknij oko — poleciła pacjentce i drugą łapą zaczęła rozprowadzać papkę po rozciętej powiece. A gdy już była usatysfakcjonowana efektami, nadmiar maści ściągnęła z łapy językiem i splunęła w bok. Sięgnęła jeszcze po motek pajęczyny i zgodnie z obietnicą, zaczęła zmieniać kotkę w pirata. Co prawda srebrzyste nici zlewały się z z białą sierścią, ale lewe oko znikało pod kolejnymi warstwami szczelnego opatrunku.
  Odsunęła się o krok, jak artysta podziwiający swoje dzieło.
  — Z mojej strony to wszystko, o ile zmienisz sobie bandaż wieczorem. Przez kilka wschodów słońca przydałoby się przynajmniej te dwa razy na dzień smarować ranę maścią — poinstruowała kotkę. Ale pewnie już o tym wiedziała, prawda? Za Ruletka nie znała jednej informacji i zdecydowała nadrobić ten brak. Spróbować przynajmniej. — Masz jakieś imię?
[Obrazek: tcG3eZc.png]
LVL 3 110 / 200
MedLVL 2 80 / 300
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości