Logo Artemidy
wyprawa Oriona (po raz ostatni)
#31
Zatrzymał się, odruchowo kierując najpierw uszy, potem głowę, w stronę dźwięku. Na moście ktoś padł ofiarą nagłego podmuchu wiatru, a w powietrze wzbiły się kolorowe drobinki. Niektóre z nich połyskiwały w słońcu, więc kocur pozwolił sobie nieco dłużej obserwować ich lot. Część z nich wylądowała tuż przed jego łapami, więc spodziewał się, że pojedyncze sztuki musiały znaleźć miejsce na jasnym grzbiecie. Gdy już zakończył się spektakl, samotnik otrzepał się i zszedł na moment ze ścieżki. Widział drobinki lecące w stronę rzeki, był ciekaw czy utrzymały się na jej powierzchni? Bo jeśli tak – kontynuując swoją wędrówkę będzie miał okazję znowu na nie natrafić. Póki co więc szedł wzdłuż brzegu, zerkając na wodę.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Gwiazdki pobłyskiwały na wodzie, mieniąc się w już coraz to bardziej zachodzącym świetle słońca, chociaż o tej porze zachodziło ono ostatecznie odrobinę później; rzeka nie była do końca równa, miała swoje nierówności, brzegi były ładnie przystrzyżone przez kosiarki, wszystko było dobre. Nic nie było jednak niesamowite, raczej zwyczajne, powtarzalne… ale może właśnie w tym było piękno? Może to chodziło o uczucie, a nie o widoki? Może wolność od miejsca, które było jego – może to to nadawało cudowności tego miejsca. Podmuch wiatru był tym razem delikatniejszy, a kłaczki rozwiały się na wietrze, parę gwiazdek spadło z jego grzbietu, ale wątpliwe, że to zauważył.
Rzeka skręcała teraz bardziej w bok, a park rozwidlał się w przeciwną stronę, powoli wyrównując teren z budynkami; gdzieś w oddali dało się zobaczyć plac zabawa, a bliżej zbiorowisko ludzi, które właśnie zbierało po sobie śmieci i zaczynało odchodzić. Prowadząc się jednak wraz z rzeczką, nie wchodziłby do większej części parku, przechodziłby zaś pod koronami drzew, które były w tym miejscu dość blisko siebie. Dużo miejsca na pikniki.

[Orion] lvl: 16 | S: 16 (33) | Zr: 21 (42) | Sz: 9 (18) | Zm: 9 (18) | HP: 101 (130) | W: 31 (120)
Statystyki obniżone z racji wieku; ½.
[Obrazek: 2LAzKX3.png]
IF I WAS DYING ON MY KNEES
You would be the one to rescue me
And if you were drowned at sea
I'd give you my lungs so you could breathe

LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
W żadnym razie nie nazwałby tego widoku niezwykłym, zapierającym dech w piersi i niepowtarzalnym. Był jednak przyjemny, tak jak przyjemna była nagrzana – lecz nie gorąca – ziemia pod łapami. Częściowo ze względu na spokój, przede wszystkim ze względu na możliwość bycia anonimowym obserwatorem. Nikt nie interesował się kotem z kwiatami idącym brzegiem rzeczki, a Orion nie śpieszył się niepotrzebnie. Chociaż z tyłu głowy pojawiła się myśl, że wypadałoby już zacząć kierować się w stronę morza. Miękkie światło zwiastowało zbliżający się zachód i szkoda byłoby przegapić takoe widowisko. Ale miał jeszcze trochę czasu, prawda? Może nie na tyle by zająć się organizacją spontanicznego pikniku, jednak pewnie mógłby przyłączyć się do kogoś. Szkoda, że towarzyszący mu głód nie dotyczył jedzenia.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Parę robaczków przeleciało obok samotnika, parę gołębi chodziło po chodniku, parę mew zaczęło krzyczeć, jakaś biała smuga widniała na niebie, poruszając się w odległym kierunku… chyba samolot. Warczące silniki zostały już za plecami Oriona, tutaj nie było to tak nieprzyjemne, tak… żywe; park wydawał się dobrym miejscem, odskocznią, a drogi po bokach nie były tak uczęszczane. Pieski w oddali szły na smyczach, było kulturalnie. Nic nie krzyczało w jego stronę, nic nie zachwycało, zwykłe miejsce, zwykłe życia… tylko on tu tak nie pasował. Samotny. Nie czekający na nic.
Rzeka wydawała przyjemny szum, wyciszała umysł, odwracała uwagę od skupiska kotów, które właśnie powoli zbierało się w miejscu pomiędzy drzewami; czasami migały mu ich sylwetki, ale ostatecznie musiałby przystanąć by się im przypatrzeć. Chociaż sylwetka która najbardziej go mogłaby zaciekawić właśnie stała przy rzece, tej samej którą śledził. Gwiazdki już dawno popłynęły z nurtem, ale wesoły bury pyszczek kotki na pewno miał szansę je zobaczyć. Ktoś właśnie do niej krzyknął żeby się nie zgubiła… a ten głos… Orion go przecież znał. Spotykanie świtu podczas zmierzchu... cóż za poetyckość, nieprawdaż? Długie futerko falowało na wietrze, puszyste policzki optycznie powiększały się przez uśmiech jeszcze bardziej... no i nawet odrobinę nie przestała posiadać wokół siebie tej wesołej aury! Kto by pomyślał, że akurat tak się spotkają po obiegu pór prawie?

[Orion] lvl: 16 | S: 16 (33) | Zr: 21 (42) | Sz: 9 (18) | Zm: 9 (18) | HP: 101 (130) | W: 31 (120)
Statystyki obniżone z racji wieku; ½.
[Obrazek: 2LAzKX3.png]
IF I WAS DYING ON MY KNEES
You would be the one to rescue me
And if you were drowned at sea
I'd give you my lungs so you could breathe

LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
  Gruba łapka powoli i z gracją godną pewnego cynamonowego kota, chlapała w wodzie rzeki, by zmienić jej nurt w swoją stronę. Przepływające przez rzekę gwiazdki odbijały się migotliwie w jej oczach i czuła, że musiała mieć je wszystkie. Nigdy nie była chciwa ani zachłanna, ale przyciąganie do ładnych drobiazgów zdawało się być dla niej tak naturalnie, jak naturalnym było to, że liście opadną na jesień, a wiosną odrosną z powrotem na gałęziach i rozpocznie się nowy cykl.
  Zaciągając łapą po wodzie, pozbierała sporą część z pływających gwiazd i bez chwili namysłu zaczęła zdobycze układać na swoim futrze, by dobrze współgrało z widniejącymi już nań kwiatami. Pomiędzy rdzawymi kosmykami wplątane zostały różowe goździki, purpurowe płatki przetacznika oraz charakterystyczne kwiaty nadmorskiego groszku, wraz z gałązkami jego liści. Rzeczne gwiazdy dobrze przełamały monochromatyczność i dodały trochę blasku do ozdób z tego dnia. W końcu Świt nie pozwalała sobie, by jej futerko powtarzało okrycie, choć nie robiła tego do końca świadomie. Lubiła różnorodność, a roślin na świecie było zbyt wiele, by trzymać się tych samych układów. Małe prawdopodobieństwo, że znajdzie więcej mokrych gwiazdek w ciągu następnych dni, więc kreacja tego dnia była bez wątpienia wyjątkowa.
  Skończywszy zbierać skarby z rzecznej tafli, odwróciła się wreszcie, mając zamiar dołączyć do swoich towarzyszy. Przygotowywali się na tańce ze świetlikami i nie było mowy, by mogła to przegapić, szczególnie że nie wiadomo było, ile jeszcze robaczki świętojańskie zamierzały gościć w trawach. Póki jednak noc nie przykryła nieba, zamierzała obdarować gwiazdami resztę trupy, by i oni mogli być równie błyszczący, co i ona. Nim jednak odwróciła się na dobre od rzeki, jej wzrok mechanicznie wręcz zatrzymał się na widoku dobrze znajomej kity. Na pyszczek przywdziała radosny uśmiech, uroczy, choć jednocześnie tak zwyczajny, jak gdyby widzieli się ostatnim razem zaledwie wczoraj. Świt mogło się tak jednak wydawać, wszakże myślała o kocurze codziennie.
  — Światełko — przywitała się jego imieniem. Patrzyła tak na niego dłuższą chwilę, uśmiechnięta i rozmarzona, aż dopiero po czasie rozwarła oczy szeroko. — Światełko! — zawołała z drobną, radosną paniką. Kocur nie był tylko wytworem jej wyobraźni, wtedy zawsze jego futerko leżało gładko i niosło za sobą smugę, a ona czuła z jego strony przyjazne ciepło. Teraz jednak stał tak, jak stała i ona, jak mijali ich ludzie, a jasne futro i rudawą kitę rozwiewał podmuch nadmorskiego wiatru. Chciała pobiec w jego stronę i go uściskać, ale zamiast tego stała w miejscu, czując jak łapy grzęzną jej w ziemi. Nie była w stanie nic zrobić i nie wiedziała czemu. Tak samo bezwiednie słodkie łzy radośnie zawijały się na policzkach i skapywały na przyciętą trawę.



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Gdyby ktoś powiedział Orionowi, że widok Świt wywoła w nim mieszane uczucia, z miejsca by go wyśmiał. A jednak skłamałby mówiąc, że na dnie morza wzruszenia nie zbierała się panika – znalazł się na końcu świata by pozostać żywym we wspomnieniach innych kotów. By widok martwego ciała nie był pierwszym obrazem przychodzącym do głowy na myśl o nim. Spotkanie z burą koteczką, ze wszystkich możliwych kotów, było okrutnym żartem ze strony wszechświata.
Ale również błogosławieństwem. Świt była w jednym kawałku, uśmiechnięta jak zawsze, taka jaką ją pamiętał. Miażdżący kości ciężar spadł z jasnych barków i z kolejnym wdechem samotnik zrozumiał, że od księżyców – może niemal od obiegu pór – powietrze nigdy tak naprawdę nie sięgało jego płuc. Jabłka faktycznie nigdy nie padały daleko od jabłoni, a oriental nie był w stanie się ruszyć. Może z obawy; czuł się tak lekko, że jeszcze zniknie wśród chmur, gdy tylko oderwie łapy od ziemi. Mijający ich ludzie nie byli świadomi sceny rozgrywającej się tuż pod ich nogami, gdzieś daleko za parkiem słychać było pisk opon i przeciągłe wycie klaksonu, dużo bliżej dziecko się potknęło i zaczęło płakać.
Błękitne oczy również błyszczały od wzbierającego się wzruszenia. Wreszcie Orion wypluł trzymane kwiaty i skoczył do przodu – wbrew obawom, uderzenie serca później jego opuszki znowu zetknęły się z ziemią. W mgnieniu oka zmniejszył do zera dystans dzielący go od Świt i bez zawahania zarzucił smukłą łapę na jej barki by przyciągnąć kotkę do siebie. Trzymał ją mocno. W obawie, że gdy tylko da jej złapać oddech, bura rozpłynie się w powietrzu, zostawiając po sobie kilka drobnych kwiatków i cekinów.
Przez moment był w stanie jedynie mruczeć, a żadne słowa nie leżały mu odpowiednio na języku. A dokładniej – cisnęło się ich zbyt wiele, ale żadne właściwe.
– Mam coś co może ci się przyda do twojej kreacji, kwiatuszku – odezwał się wreszcie, przypomniawszy sobie o porzuconych kwiatkach. Choć straciły na znaczeniu i wcale nie chciał się po nie wracać.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
  Obawa co do rozpłynięcia się Świt była bezpodstawna. Bure cielsko naparło na niego z całej siły, a ceglany nos wcisnął się z pochrumkiwaniem w jasną szyję. Kotka mruczała głośno, a końcówka ogona drżała wesoło w powietrzu, choć czuła jak szczęście tej chwili zaraz rozerwie ją od środka. Nie mogła spożytkować energii, która w niej się gromadziła, dlatego rozpłakała się głośno, wycierając bezwiednie łzy o jasne kosmyki. Chwila ta trwała długo, ale ani myślała, by opuścić zapach jego ciała. Chciała, by pozostał przy niej jak najdłużej, czasami tylko zmieniając pozycję, by ocierać się czołem o jego bark.
  — Jak dobrze cię widzieć — pisnęła w końcu, odsuwając nieco głowę by uśmiechnąć się szeroko. — Co masz dla mnie? — zapytała, rozglądając się dokoła, choć jedyne, na co chciała patrzeć, to znajomy pyszczek Wędrujących Świateł. Sama jednak wyprzedziła jego ruchy, ściągając jedną z gwiazdek ze swojego barku, by przykleić mu ją do policzka delikatnie, z nadzieją, że woda łatwo złapie się sierści. — Patrz! Teraz pasujemy do siebie — dodała, śmiejąc się krótko. Kocur był jej inspiracją artystyczną od momentu, gdy była zaledwie kocięciem, poszukującym swojego prawdziwego ja, i takim też pozostał do tej pory. Ilekroć patrzyła w swoje odbicie w kałuży, wierzyła że błękitna plamka w jej oku symbolizowała wpływy Oriona na jej osobę, a że był bez wątpienia najważniejszym kotem w jej całym życiu, było to stwierdzenie jak najbardziej prawdziwe. Kimże byłaby teraz, gdyby nie on?



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
W trakcie chwili, której żadne z nich nie chciało dać się skończyć, Orion czuł niespotykany spokój. Myśli, które starały wyrwać się do przodu, do problemu końca, były zbyt ciche i nieistotne, by przebić się na pierwszy (czy chociaż trzeci) plan. Jak niby miałby przejmować się komplikacjami tego, co zwiastowała zmiana w zachowaniu Jodły, gdy miał przed sobą potwierdzenie, że jego córka miała się dobrze? Ewidentnie i ona urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą, albo wszechświat zrozumiał wreszcie, że tak wyjątkowe istoty trzeba było chronić. Chociaż sam oriental nie był gotów w pełni zawierzyć Świt w łapki wszechświata i pierwsza racjonalna obawa przebiła się przez ten sielankowy nastrój – czy była tu sama? Nie powinna być sama.
– Ciebie również, nawet nie wiesz jak bardzo – odbił cicho banał, ale i ślepy zauważyłby, że to nie były tylko puste słowa. – Goździka z kwiaciarni, będzie pasował do tych mniejszych, dzikich. I różę, jeśli byś chciała. – Tylko najpierw będzie musiał oskubać ją z kolców. – Zostawiłem je tu gdzieś przed chwilą – uzupełnił jeszcze, ale nie rzucił się na poszukiwania. Nie zdążyłby zresztą, ponieważ kotka go ubiegła i sięgnęła po ozdóbkę z barku. Odetchnął ze szczerym rozbawieniem.
– To prawda, teraz każdy z daleka zauważy jacy jesteśmy podobni – zgodził się, rzeczywiście zauważając teraz cekiny w puchatej sierści. Wcześniej zdawały się być tak naturalnym jej elementem jak pędzelki na uszach, teraz widział w nich coś znajomego. – Widziałem przed chwilą jak te gwiazdki spadały z nieba, wiesz? Śliczny widok, więc gdy popłynęły z nurtem, ruszyłem za nimi. Przyprowadziły mnie do ciebie – podzielił się z koteczką swoją myślą. I musiał przyznać, że żadne spadające gwiazdy w najmniejszym stopniu nie umywały się nawet do zobaczenia Świt po takim czasie. Gdzieś z tyłu głowy zakołatała się także myśl o popielatym futerku, ale szybko zbył to jako zbieg okoliczności. Była żywa, nie miała z tym nic wspólnego.
– Masz tu jakiś przyjaciół, prawda? Nie jesteś całkiem sama? – zapytał ze spodziewaną troską. Na końcu języka miał Ośmiornicę czekającego w Wichrze, ale nie mógł się zmusić do zasugerowania powrotu do złotej klatki. Klan przecież zdążył udowodnić, że nie dbał o swój największy skarb. A jeśli Świt nie tułała się samotnie po świecie to... wybacz, Ośmiornico, Orion nie wspomni, że czekasz.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
  Zamrugała kilkakrotnie powiekami, zachwycona opcją większej ilości kwiatów. Obecny pachnący płaszcz jej nie ciążył, nie czułaby większego problemu we wpleceniu kolejnych, przy czym te byłyby rzeczywiście wyjątkowe, bo od jej kochanego Światełka. Zamaszyście pokiwała głową w geście chętnym przyjąć wszystkie ozdoby, jakie tylko by dla niej miał. I choćby miała się męczyć kilka dni, to znalazłaby sposób, by pomieścić je wszystkie na futrze.
— Ojej! — zawołała, przenosząc wzrok na rzekę i powodziła nim wzdłuż brzegu, gdzie dostrzegła parę z gwiazdek zaplątanych w przydługich źdźbłach trawy. Podziękowała im niemo, znów patrząc na kocura. — Myślisz, że to byli Gwiezdni? Zrzucili parę gwiazd, żebyśmy mogli się znaleźć? — zaproponowała, podnosząc się z ziemi by ogon unieść wysoko nad grzbiet. Falował delikatnie, ale końcówka drżała wciąż w energetyzującej ekscytacji. Nie mogła usiedzieć w miejscu, raz po raz przebierała też łapkami pod sobą.
  — Och, tak! — pokiwała głową, wskazując na parę kotów odpoczywających kawałek od rzeki, pod drzewem. — To moi przyjaciele! Poznałam ich jakiś czas temu, chyba zaraz po tym jak się rozłączyłam z…Och! Światełko! Widziałeś Ośmiorniczkę? Jest taki malutki i okrąglutki i żółty jak kaczusia — uśmiechnęła się szeroko, łapami wizualizując kształty syna. — Obiecałam mu, że się zobaczymy w Wichrze! A potem zapomniałam…Ale teraz znowu pamiętam! Ale dzisiaj widzimy z przyjaciółmi świetliki…Ale to nic! Mówią, że niedługo świetliki pochowają się z powrotem, wiesz? I wtedy już nie będziemy mogli ich oglądać bo będzie im za zimno. Widziałeś kiedyś świetliki nocą? Tak ślicznie błyszczą!



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
– Hmm, mogło by tak być – zgodził się wstępnie, zastanawiając wyraźnie. – Gwiezdni z pewnością maczali palce w naszym spotkaniu. – Ostateczny werdykt. Chociaż myślał w tym momencie bardziej o udziale Jodły w jego wycieczce na peron, niż o rozrzuconych przez wiatr cekinach. Ale przynajmniej mógł się z czystym sumieniem zgodzić z tą teorią, bez podkopywania wyobrażenia Przodków w burej główce.
Powiódł spojrzeniem we wskazanym kierunku i nie żeby ukazała mu się najbardziej godna zaufania grupa kotów, ale może zasługiwali na większy kredyt zaufania. Większy niż klan. Prędko jednak ten nurt myśli został przerwany przez nagłą realizację ze strony Świt. Oriental powrócił do niej spojrzeniem, gdy z uśmiechem odbijającym w oczach opowiadała o kocurku, o którym przed sekundą zdecydował się jej nie wspominać. Takie jego psie szczęście.
– Och, już nie jest taki malutki, wiesz? Bliżej wielkością mu do ciebie niż do kaczuszki. – Stuknął ją lekko czołem. – Spotkałem go jakiś czas temu i zaprowadziłem do Wichru, więc nie musisz się martwić, że się zgubił. Pewnie chodzi teraz na Wyjące Wzgórza i klepie kodeks, by mieć czym kołysać kocięta do snu. Myślę, że nie ma pośpiechu i nie obrazi się, że zapomniałaś. Może nawet nie zauważy ile czekał, bo tyle do roboty będzie miał, wiesz jak to bywa w klanie. – Już bardziej wprost nie wypadało sugerować dłuższego ignorowania złożonej obietnicy.
Przed nimi były najcieplejsze księżyce, pewnie jeden jak nie więcej miotów doczeka mianowania na terminatorów, zanim świetlikom zmarzną ich świecące odwłoki, ale samotnik to przemilczał. Skinął krótko na jej pytanie.
– To dla świetlików się tak wystroiłaś? Planujesz jakiś specjalny występ dla nich czy im nie śpiewasz? – zapytał, podnosząc się z ziemi i dodając ciche chodź po kwiatki, by skierować ich do porzuconych roślinek.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
  Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, choć zdawałoby się to być niemożliwe, zważywszy na to, że odkąd zobaczyła Oriona, nie była w stanie przestać być szczęśliwą. Uśmiech sam się przykleił do rdzawej mordki i nie puszczał, choćby nie wiem co. Myśl, że to Gwiezdni spowodowali ich spotkanie było dowodem na opatrzność przodków, w którą bardzo chciała wierzyć Świt. W końcu byli jej rodziną, czyż nie?
— Och, naprawdę? — zachwyciła się, słysząc o małym Ośmiornicy, który stał się dużo większy. Jakoś nie mogła sobie wyobrazić, by ta kremowa kuleczka miała się jakkolwiek rozrosnąć. — Przykro mi, że musi czekać — westchnęła krótko, przenosząc wzrok na własne łapy. — A widziałeś może Szczurka? Chciałabym znowu pogłaskać jego futerko, jest takie urocze i kręcone — uśmiechnęła się nieśmiało, przypominając sobie starszego z synów.
Ożywiła się na nowo na wspomnienie świetlików i znów radośnie przebierała łapkami jak małe kocię, podekscytowane swoim ulubionym tematem, który przedstawiało rodzicom.
— Och, nie, ja tak po prostu się stroję — pochwaliła się, stając nieco bokiem, by pokazać kreację w pełnej okazałości. Ruszyła zaraz potem za kocurem, by przyjrzeć się jego kwiatom, pozostawionym za nim. — Ale ze świetlikami nie śpiewamy! Bo uciekają. Ale za to tańczymy z nimi i skaczemy, a jak później się zmęczymy, to kładziemy się na trawie i obserwujemy gwiazdy. I potem one latają nam nad głowami i mamy nasze osobiste spadające gwiazdy! — pochwaliła się. — Och, Światełko, pójdź ze mną je zobaczyć, proszę! Spodobają ci się, często o tobie myślałam, jak je widziałam.



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Nie tylko do Świt przyczepił się uśmiech – Orion nawet nie próbował walczyć ze swoim, trzymającym się równie mocno co najbardziej zawzięty rzep. I to nie ten wyćwiczony grymas, który oriental zwykle przybierał, a taki, którego większość odbijała się w oczach, których nie mógł oderwać od córki.
– Mhm, naprawdę! Ale wciąż jest okrąglutki i żółty, o to nie musisz się martwić – dodał dla właściwego obrazu najmłodszego chomiczka. A zetknąwszy się z chwilowym załamaniem wyśmienitego nastroju Świt, od razu ruszył z nową perspektywą. – Pomyśl lepiej jaki zachwycony będzie wszystkimi nowymi przygodami, które będziesz mogła mu opowiedzieć, hm? – podsunął. Gdyby tylko ponowne spotkanie z Ośmiornicą nie wiązało się z powrotem do klanu... Przez wiele księżyców oriental uważał Wicher za element konieczny dla komfortu życia burej. Ale dzisiaj miał przed oczami dowód, że doskonale radziła sobie bez tego, a może nawet lepiej, bo nie ograniczało jej terytorium grupy. Koty śpiące pod drzewem nie wyglądały na zainteresowane wojnami o granice. – Och, Szczurka akurat nie spotkałem... ale jak mowa o głaskaniu kręconego futerka to Ruletka na pewno ci pozwoli, jak kiedyś na nią wpadniesz. – Przywoływanie jednego z kotów zostawionych za sobą nie miało większego sensu, kotki nigdy się nie spotkały i dla Świt to imię było obce. Ale jednak, szczurowata szylkretka była najbliższym co mógł zaoferować.
Kiwnął łbem, gdy bura powiedziała, że jej wygląd nie miał nic wspólnego ze świetlikowym spotkaniem. Moment później klinowata głowa znowu poszła w ruch, by wyrazić uznanie dla dzisiejszej kreacji córki. Przyjemnie mu się słuchało jej opowieści, jednak nagła propozycja wyrwała go z tej komfortowej bańki. Niemal się zgodził, odruchowo, jednak głos ugrzązł mu w gardle. Nie powinien. Nie ufał sobie, że będzie w stanie ją opuścić jak tak dalej pójdzie. Żaden powód nie będzie wystarczająco dobry, aż spełni się to przed czym nieświadomie ostrzegła go Jodła. Nie mógł umrzeć przy Świt i jej przyjaciołach.
– To brzmi naprawdę pięknie, ale może innym razem? – zasugerował delikatnie. Jak nienaturalnie było odmawiać burej, czuł jak kolejne słowa parzą go w język. – Dzisiaj jeszcze muszę zrobić coś co obiecałem Trufli, więc obawiam się, że zanim to załatwię i ty, i świetliki, będziecie już padnięci, wiesz? Ale zobaczymy się jeszcze, więc nic straconego. – Chciałby wierzyć w to co mówił, ale mógł co najwyżej prychnąć w gorzkim rozbawieniu. Podejrzewał, że utrata łapy byłaby mniejszą stratą niż zrezygnowanie ze wspólnego oglądania gwiazd. Zarówno tych na niebie jak i dużo bliższych, tańczących nad głowami. Dotarli jednak do porzuconych przez niego wcześniej kwiatków, najpierw chwycił za różowo-białego goździka i chciał założyć go za ciemne uszko, ale jednak podsunął go kotce.
– Podobny do twoich, prawda? Sprawia, że twoje goździki wyglądają na maleństwa... na takie małe, różowe kaczuszki, hm? A sam jest taką kaczą mamą, która upilnuje, by żaden mały goździk się nie zgubił. – Sięgnął po pomarańczową różę i zaczął oskubywać ją z kolców, podczas dalszych tłumaczeń. – A to może być słodko pachnące słońce, które przypilnuje żeby wam nie było zimno dzisiaj. I tobie, i goździkowej rodzinie. – Łodyga była już bezpieczna, więc podsunął następny kwiatek córce. Dla dwóch astrów nie miał roli, więc je zignorował póki co.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
  Rozpromieniła się na nowo na wspomnienie okrągłego kociaka, który teraz zapewne był równie okrągłym terminatorem, może już nawet matką! Chciałaby go móc znowu zobaczyć, ale gromada kotów, które chciała widzieć była niepoliczalna, bo było ich zwyczajnie za dużo. Części już nawet nie pamiętała.
  Na wspomnienie nieznanego imienia, zastrzygła uszami z zaciekawieniem, chwilę dając sobie na przetasowanie pamięci. Nie kojarzyła chyba innych kręconych futerek, które miała szansę spotkać, ale nie miało to znaczenia, zawsze chętnie pozna kogoś nowego! Szczególnie, jeśli wspominał o nim Światełko, który znał tyle ciekawych osób. Jak chociażby szara medyczka z Gromu. Albo zmarły przyjaciel z Rzeki.
— Kim jest Ruletka? — spytała. — Jeśli ma kręcone futerko to na pewno jest piękna — pokiwała głową do siebie, bo loczki to jednak było coś, czym Świt się zachwycała i tylko myślała o tym, jak przyjemnie byłoby wplątywać kwiaty w takie fale na grzbiecie.
  Na odmowę ze strony kocura pokiwała głową, nie powtarzając pytania. Nigdy nie naciskała na nikogo, szczególnie, że zaproponował inny raz. A w czym gorsze było jutro lub pojutrze? Cieszyła się po prostu z tego, że spędzą razem trochę czasu, tak jak robili to kiedyś, gdy chodzili na łąki i ozdabiali się kwiatami, gdy rozmawiali o sztuce, gdy odpoczywali na słońcu i po prostu cieszyli się swoim towarzystwem.
  — Och, a co jej obiecałeś? Mogę ci pomóc! Świetliki mogę obejrzeć jutro — uśmiechnęła się, oferując pomoc w czymkolwiek, co miał do załatwienia. Robaczki widywała niemalże każdej nocy, więc nie czuła, jakby to była stracona okazja z jej strony.
  Dotarłszy do kwiatów, z zachwytem przyglądała się bukietowi i argumentacjom Wędrujących Świateł. Kupował ją każdym kolejnym słowem i nie śmiała nawet myśleć, by jakkolwiek się przeciwstawić jego wizji. Była piękna, urocza i zawierała wszystko to, co kochała Świt.
— Są takie śliczne! Dziękuję, dziękuję! Też chcę ci dać jakiś kwiat! — powiedziała błagalnie wręcz, co by nie zaprzeczał, i podsunęła swój ogon do łap. — Który byś chciał? Ten jest śliczny, ładnie się rozłożył. A ten jeszcze pączkuje, jest młodziutki, chociaż powinien dawno rozkwitnąć! Jest taki wyjątkowy przez to. Ale nie prezentuje się aż tak…kwieciście, jak inne. A może chcesz gałązkę z listkami?



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Kim była? Dobre pytanie. Szczurowatym knypkiem, który ze swoim rudym kolegom nie przepuszczał okazji do zasypywania Oriona pytaniami. To nie ulegało wątpliwości. Ale czy mógłby posadzić ją na tej samej gałęzi drzewa genealogicznego co Świt? Nie, bliżej jej było do Padliny, chociaż nie do końca. Czekoladowo-białą kotkę bez wahania mógł nazwać córką Jodły. W przypadku szylkretki było nieco trudniej, ale może skupienie na jej powiązaniu z innymi było jakąś opcją.
– To twoja siostra, kocha ptaszki i zbiera piórka – przedstawił najmłodszy element trio, które nie miało okazji się poznać. – I ma kręcone futerko, owszem. Dłuższe z każdym księżycem, niedługo zacznie przypominać te psy, u których nie widać gdzie głowa, a gdzie ogon. – Znalazłoby się jeszcze kilka cech do opisania Ruletki, kilka podobieństw do Mrówki i Świt, jeszcze więcej różnic, jednak oriental nie chciał spędzać spotkania z córką na takim temacie.
Wspominanie o obietnicy było błędem, chociaż szczęście w nieszczęściu – tu nie ulegało wątpliwości, że to sprawa do załatwienia w pojedynkę. Nie coś podyktowanego obawami o to co przyniesie wschód słońca.
Odmowa wciąż była wyzwaniem.
– Hmm... od kiedy znam Truflę, chciała zobaczyć morze, jednak została zastępcą w Wichrze i nie powinna ot tak zostawiać klanu, prawda? Więc obiecałem jej, że zobaczę morze za nią, dotknę fal, piasku i pomyślę o niej. I może wtedy przyśni się jej to wszystko dużo wyraźniejsze niż zwykle – wyjaśnił zgodnie z prawdą. Nieco ryzykownie, bo bura mogła zachłysnąć się tym pomysłem i tym bardziej chcieć z nim iść, ale wierzył w jej rozsądek. A może raczej zrozumienie. – Więc to nie do końca coś w czym można pomóc, wiesz? Muszę pójść sam, skupić się na tym co widzę, słyszę, czuję... Więc możesz iść z przyjaciółmi na świetliki, opowiesz mi jak było. Albo możesz też spróbować przekazać Trufli ten widok, co? Docenia naturę i piękne rzeczy, na pewno też chciałaby zobaczyć świetliki – podsunął kotce jej własne zadanie. I gwiazdy najjaśniejsze, sprawcie by chętnie chwyciła się tej misji.
Orion poczuł przyjemne ciepło rozlewające się w swoim wnętrzu, gdy bura aż tak entuzjastycznie przyjęła kwiatki od niego. Chociaż obiektywnie nie było w tym nic niezwykłego – perspektywa z jakiej Świt doświadczała życia, pozwalała jej podchodzić ze szczerą radością do najmniejszych rzeczy. Wszędzie widziała piękno, którego inni nie dostrzegali nawet, gdyby im je dokładnie wskazać. Oriental jedynie cieszył się, że udało się uchronić tę część Świt przed zwiędnięciem. Że zamiast tego, jej zachwyt życiem wciąż pięknie rozkwitał.
Nie zamierzał jednak wybierać żadnej z proponowanych przez nią opcji. Nie dlatego że nie chciał nic od niej dostać, ale...
– Wiesz, myślę, że najlepiej by było, gdybyś to ty zdecydowała. Wtedy będzie najbardziej wyjątkowy.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
  Na wspomnienie o nowej siostrze, szyja Świt spuszyła się jak dumna pierś kurzej mamy, która po raz pierwszy zobaczyła swoje pisklęta. Fakt, że Ruletka miała kręcone futerko zeszło na dalszy plan, bo najważniejszym było, że były siostrami. I Świt od razu bardzo ją kochała.
— Jak fajnie! Ja też kocham ptaszki i lubię piórka — uśmiechnęła się, bardzo zadowolona z tego, że cała trójka miała poniekąd podobne zainteresowania.
  Z początku miała zamiar obiecać, że będzie cichutko jak mysz na polu, albo skupiona na zadaniu jak jastrząb. Spędzanie wspólnie czasu w ciszy było równie akceptowalne, co jakby mieli rozmawiać o tematach przeróżnych, nie miała z tym problemu. Jego propozycja okazała się być jednak nawet wspanialsza, skoro mogli sprawić tę przyjemność trufli i w snach przesłać najmilsze widoki, jakie dało się znaleźć w tej części świata.
— Tak jest! — wyprostowała się i spoważniała na mordce na dwa uderzenia serca, by zaraz roześmiać się wesoło. — Ty pójdziesz na plażę, a ja będę na łące ze świetlikami. Trufla będzie mieć najśliczniejsze sny! — pokiwała energicznie głową, zadowolona z takiego układu.
  Prośba od przyjaciela jej pochlebiała i cieszyła jednocześnie. Nie była jednak w stanie wybrać. Przyglądała się kwiatom na ogonie, spoglądała czasami na poczciwą mordkę kocura, aż wreszcie wysunęła delikatnie spomiędzy futra kwiat grochu, by zaraz owinąć wokół jego łodygi goździka oraz liściastą gałązkę. Nie mogła dać mu tylko jednego prezentu, skoro wszystkie były tak ładne!
— Mam nadzieję, że ci się spodoba — powiedziała, wręczając mu wiązankę za ucho. — Pasują ci!



I could dance, I could dance, I could dance

xxx
watch me dance, dance the night away
my heart could be burnin', but you won't see it on my face
watch me dance, dance the night away

xxx
・*✧・゚:* uh-huh! *:・゚✧*・
I'll still keep the party runnin', not one hair out of place
.・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
19
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości