Logo Artemidy
Wyprawa Rudzikowego Śpiewu
#31
Uff, dobrze, żeśmy nie wybiegli temu potworowi pod łapy, bo nie wiadomo, jakby się to dla nas skończyło! Bo choć dziwaczny stwór bez grzbietu i z Dwunożnymi w swoim brzuchu poruszał się niezbyt szybko, to jednak nie chciałem wiedzieć, co by się stało, gdybyśmy znaleźli się na jego drodze. Po tym, jak przebiegł tuż przed naszymi nosami, nastała zupełna cisza, która stała się pretekstem do tego, byśmy przekroczyli Grzmiącą Ścieżkę bez żadnych nowych przeszkód. Naśladowałem ruchy Spadającego Nieba, powierzając jej w tej chwili całe swoje życie, ale ufałem, że kotka sama dobrze wie, co robi.
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
No i ruszyli. Pierwsza pobiegła wojowniczka, zaraz za nią przyszły przywódca. Droga wydawała im się okropnie dłużyc. Nic w tym dziwnego, w końcu w każdej chwili mógł na nich napaść kolejny potwór. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
Dopiero, gdy kocie łapy dotknęły przeciwnego, bezpiecznego brzegu, poczuli na swoich plecach mocny powiew wiatru. Za nimi prędko przejechał niewielkich rozmiarów... chyba potwór?? Miał dwie łapy, a na jego grzbiecie siedział... chyba dwunożny? W każdym bądź razie żadne ze stworzeń nie zwróciło na nich uwagi i tak szybko jak się pojawili, zniknęli. Teraz tylko dojść do Sadzawki.

Lotka: lvl: 5 | S: 10 | Zr: 17 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 85 | W: 55 |

Rudzik: lvl: 2 | S: 6 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 55 | W: 55 |
RAPORT MG
[Obrazek: fNKwMnS.png]
Słuchajcie CISZY...
USŁYSZCIE Mądrość
...Odnajdziecie SPOKÓJ

WŁAŚCIWY DYSTANS DO SPRAW

ludzi i przedmiotów
Znajdziecie CZAS

KTÓREGO WAM BRAKOWAŁO

Słuchajcie CISZY
I MÓWCIE ciszej
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Prawie odetchnęła, gdy ich łapy znów stanęły na miękkiej trawie... i prawie podskoczyła, jeżąc futro na grzbiecie i ogonie. Nim zdążyła się porządnie odwrócić, nowa bestia minęła ich w zastraszającym tempie. Ledwo miała szansę zarejestrować jej wygląd, jak i... dziwnego dwunoga?, który na niej siedział. Ugh. Dlaczego klany nie mogły osiedlić się po tej stronie, albo lepiej, z dala od takich miejsc? Lotka zacisnęła zęby, ale zaraz odetchnęła głęboko, starając się uspokoić rytm serca. Cóż, przynajmniej nie znaleźli się w faktycznym niebezpieczeństwie, nawet jeśli myśl o drodze powrotnej nie napawała jej teraz szczególnym entuzjazmem.
– Ugh. Dobra, no to teraz przez Borsucze Pagórki. Trochę nam to zajmie nim dotrzemy do Sadzawki – zwróciła się z powrotem do Rudzika, po czym kontynuowała wędrówkę mniej więcej tak jak ją pamiętała.

Po przeprawie przez wznoszące się, niewysokie grzbiety Lotka ujrzała znajomy fragment łąki, niezbyt inny od ostatniego razu, gdy tutaj była. Przystanęła na moment, przysłuchując się i węsząc; jej wzrok przejechał uważnie po okolicy. Cóż, nic szczególnego się nie działo, ale Gwiezdny Nurt prowadziła ich na miejsce dość ostrożnie, i tak też zdecydowała uczynić Lotka–przechodząc między wyższymi trawami i pod drzewami, niżeli przez otwarty teren, aż ich oczom ukazał się cel podróży. Szepcząca Sadzawka była dokładnie tak nieokazała jak Lotka ją zapamiętała. Mimo to tym razem jej żołądek zacisnął się niekomfortowo, nie pozwalając jej znaleźć humoru w tej myśli. Zamiast tego gestem łapy wskazała rudemu kocurowi nieduży zbiornik wodny.
– Musisz, em, napić się z Sadzawki i położyć przy brzegu. Powinno zadziałać – powiedziała sztywno, w środku czując się tylko trochę zażenowana tym jak głupio mogły te instrukcje brzmieć; dokładnie tyle powiedziała wtedy niebieska medyczka.
Oby wizyta Rudzikowego Śpiewu nie trwała tak długo jak ta Nurt i Zmierzch.
x [Obrazek: 1aff4e3bff5a57507668c8787fff2824.webp]
x
x
x
x
x
I never learned the proper ways
and now the weight is pressing down
I thought i’d be in a more stable place by now
I’ll never stray though it may ache
sometimes to put the pen to page
no mistake is any end of any world

gossamer thin
such a small incision
such an empty plenum
≡ I am working with ≡
x
x
LVL 5 180 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Ledwie żeśmy przekroczyli Grzmiącą Ścieżkę, a tu zaraz za naszymi plecami z prędkością światła przemknął po niej jakiś chudy potwór poruszający się na dwóch łapach i wożący na swym grzbiecie dwunoga. Uff, o mały włos! Dziwne to zjawisko, dobrze więc, że trwało jeno mgnienie oka i nie musieliśmy tego oglądać. Znaczy...chwilowo, bo nie wiadomo jeszcze, co nas spotka w drodze powrotnej. A propo drogi, to ruszyliśmy dalej w stronę Szepczącej Sadzawki, idąc dziarsko póki nie dotarliśmy do celu. Jako, że pierwszy raz widziałem to miejsce na własne oczy, zaniemówiłem na moment, oczarowany jego aurą, aby dopiero po chwili zastosować się do słów Spadającego Nieba. Tak więc ugasiłem swe pragnienie wodą ze zbiornika, po czym przysiadłem na jego brzegu, by poczekać na pojawienie się swych wojowniczych przodków z Gwiezdnego Klanu.
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
  Przez chwilę – na tyle długą, że mógł zacząć zastanawiać się, czy przekazana mu przez Spadające Niebo metoda naprawdę działała – widział i czuł wokół siebie tę samą scenerię, co wtedy, kiedy tam przyszli. Powieki z wolna robiły mu się jednak coraz cięższe, aż wreszcie, kiedy zamknął je i otworzył po raz kolejny, nie leżał już przy tafli wody. Zamiast tego miał wrażenie, że frunie.
  Wiatr świszczał mu w uszach, przylepiając sierść płasko do ciała i prostując wąsy. Widział – albo tak mu się wydawało – drzewa i łąki malejące w dole tak prędko, że ledwie miał czas, by rozpoznać, czym były. Zanim nacieszył się tym wrażeniem, dookoła zapanowała szarość, a przestrzeń wokół wypełnił grzmot tak straszliwy, jakby burzowe niebo tuż przy nim rozrywało się nad światem na pół. Przeciągły dźwięk niemal wyciągnął mu z płuc powietrze; mógł poważnie bać się, czy zamiast otrzymać tego dnia dodatkowe życia, przypadkiem nie straci tego jedynego. Mijały jednak kolejne chwile, a on pozostawał cały, mrok wokół natomiast rozjaśniał się powoli, by dać mu widok na niewielką leśną polanę. Ziemię w większości wypełniał znajomy piach, ale tutaj jego ziarenka błyszczały niezwykle, dodatkowo rozświetlając już i tak lśniące sylwetki zgromadzonych kotów. W orzeźwiającym powietrzu unosił się zapach podobny do tego, który towarzyszył zejściu jego siostry na ostatnim klanowym zebraniu. Cichnący głos gromu wreszcie umilkł do końca, a wtedy jedna z postaci poruszyła się, żeby wyjść mu naprzeciw.

   – Witaj wśród swoich przodków, Rudzikowy Śpiewie – odezwała się srebrzystoszara kotka, poruszając przy tym zestawem wybitnie sterczących wibrysów. Jej głos był życzliwy, chociaż brakowało mu sporo, by dało się go nazwać ciepłym. – Możesz nie pamiętać mnie już dobrze, bo zmarłam jeszcze za twojej młodości, jednak przedtem byłam długo wojowniczką Klanu Gromu. To ja, Białowąsa. Bardzo cieszy mnie, że zdecydowałeś się przyjść i prosić o dary przodków... Bo chyba ty nie zamierzasz odmówić, prawda? – Odsunęła się nieco i zlustrowała go spojrzeniem, które nagle stało się podejrzliwe. Chyba nic zdrożnego w nim jednak nie znalazła, bo wkrótce podjęła znowu: – Gwiezdny Klan to twoi główni sprzymierzeńcy w ciężkiej pracy przywódcy. Przodkowie pomagają żyjącym, wytyczając dla nich godne i prawe ścieżki, służąc radami w najtrudniejszych chwilach. Aby je usłyszeć, wystarczy z wiarą nastawić uszu i nie odwracać ich w drugą stronę jak nierozsądne kocię. I to właśnie chciałabym ci dać! Wraz z pierwszym życiem, Rudzikowy Śpiewie, ofiaruję ci właśnie Wiarę, aby nigdy nie zabrakło ci do nas zaufania! Korzystaj z niej, przekazuj innym i bądź dla nich przykładem, zjednocz Klan Gromu pod naszą opoką!
  To powiedziawszy, nachyliła się w jego stronę, aż nie poczuł na czole dotyku jej nosa.
  Niemal równocześnie z tym gestem dotąd lśniący srebrzyście piasek pod jego łapami nagle buchnął niespotykanym blaskiem. W piersi zapłonął żar; wróciło na chwilę niedawne wrażenie lotu, ale tym razem sam chciał nadawać mu kierunek i kierunkiem tym było właśnie światło, które nie migotało już pod nim, a nad nim, podczas gdzy wszędzie indzie wokół rozciągała się czerniejąca pustka. Minęła chwila, zanim przemożne uczucie zelżało i zorientował się, że nadal stoi przed dawną wojowniczką, a jego łapy nie ruszyły się na krok.
   – Niech twoja wiara służy całemu klanowi – wymruczała Białowąsa znowu. – Nie zachowuj jej dla siebie i nie odrzucaj... Widziałeś na własne oczy przykład tego, co się dzieje, kiedy przywódca wzgardza pomocą Gwiezdnych! Przodkowie muszą przyjść do niego nie po to, żeby go wesprzeć, a żeby ukrócić jego fatalne poczynania! Po prostu karygodne...
  Wśród zebranych rozszedł się cichy szmer. Białowąsa strzeliła wzrokiem na boki, tak jakby spodziewała się tego już zawczasu.
   – Nic nieprawdziwego nie powiedziałam! – Uniosła głowę z godnością, po czym spojrzała na Rudzika znowu. – Chcę dodać tyle: nie powtarzaj błędów swoich poprzedników. Pamiętaj o Gwiezdnym Klanie i darach, które otrzymasz, a przezwyciężysz wszystkie trudności. Będziemy obserwować cię ze Srebrnej Skórki i rozświetlać twoją drogę.
  Z tymi słowami zostawiła go, by zniknąć w tłumie. Tymczasem z kociego wieńca wyłaniała się kolejna, tym razem być może nieco bliższa mu postać.

   – Cześć! A mnie pamiętasz? Możesz nie, bo zniknęłam dawno temu i no... Ale to ja, Kokoryczka! – przedstawiła się mała koteczka i rzeczywiście: ze swoim lśniącym srebrzyście, pręgowanym futerkiem i okrągławym pyszczkiem wyglądała zupełnie jak jego młodsza siostra z drugiego miotu rodziców. Przydreptała do niego na swoich krępych nóżkach, radosna, ale trochę onieśmielona byciem w centrum ceremonii. – Ja też ci dam jedno życie i do tego dar Wyrozumiałości! Bo kotom często zdarza się, że trochę zabłądzą albo zrobią coś nie tak. Ale jakby tak każdego wyrzucać od razu, to zaraz nikogo już nie byłoby w klanie! A przecież w każdym kocie jest coś dobrego, prawda? Więc mój dar jest po to, żebyś umiał to znaleźć!
  Kokoryczka też dotknęła jego czoła, chociaż musiała do tego wyciągnąć nieco szyję. Wraz z jej dotykiem Rudzika zalało przyjemne ciepło. Niemal tak, jakby dotknęła samego jego serca, wzruszył się do głębi; zdawało mu się, że mógłby teraz dobrocią otoczyć każdego kota na świecie i zabolało go wręcz, że nie mógł tego zrobić już teraz! Tak jak poprzednio, wrażenie minęło po krótkiej chwili, a koteczka, widocznie zadowolona z efektu, jaki wywarła, uśmiechnęła się szerzej i dodała:
   – Wyrozumiałość powinna być też dla ciebie! Żebyś, no wiesz, nie obwiniał się tak strasznie, jeśli sam zrobisz coś nie do końca dobrze. Bo to się może zdarzyć! Ale jak będziesz wierzył w siebie i wybaczał, to potem możesz zawsze zrobić lepiej! I ty, i inni. Powodzenia w byciu przywódcą! – dorzuciła jeszcze, po czym spojrzała w bok, gdzie kolejny z gwiezdnych kotów szykował się już do przemowy. – Teraz przyjdzie do ciebie tata!

  Kokoryczka odbiegła, a na środek polany wolnym krokiem wyszedł postawny, ogniście rudy kocur, i spotkał się z nim spojrzeniem zielonoszarych oczu. Zaraz potem na moment odwrócił je nieco w bok.
   – Wiele się zadziało – zaczął Płonący Liść i odkaszlnął, by przywrócić swojemu głosowi właściwe brzmienie – i wiele z tego nie tak, jak trzeba. Ale pozwól mi powiedzieć, że jestem z ciebie dumny, Rudziku. Jesteś już kolejnym z twojego rodzeństwa, który staje na tym stanowisku, a to znaczy, że wszyscy jesteście naprawdę wyjątkowymi kotami. Wraz z życiem, którę ci podaruję, chcę ci przekazać dar Obecności. To coś, co sam starałem się dawać za życia, i zdaję sobię sprawę, że nigdy nie udało mi się tego zrobić do końca tak, jak trzeba. Ale tym bardziej chciałbym, żeby powiodło się tobie. – Poprawił się na łapach; stał teraz w swojej charakterystycznej pozie, w pełnej chwale wojownika Klanu Gromu, a burzowe echo wzmacniało jego z rozmysłem wybrane słowa. – Prawdziwa obecność nie może być jedynie fizyczna, nie może wahać się jak źdźbło trawy, czy woli chować się przy ziemi, czy stać wytrwale obok raz wybranego kota. Prawdziwa obecność nie może być pusta.
  Mówiąc to, nachylił się i ostrożnie dotknął nosem czoła syna. Koty wokół nie poruszyły się, ale Rudzikowi zdało się nagle, że czuje dotyk ich futer tuż na swoim własnym. Srebrzyste iskry wypełniły powietrze i choć zwykle ich widok sprawiał odległe wrażenie, tym razem otoczyły go miłym ciepłem. Poczuł na czole muśnięcie opiekuńczego języka, kojące wszelki strach; zaraz potem wizja zmieniła się, a krew w żyłach popłynęła mu prędzej. Znalazł się na polu walki, w zasięgu łap drapieżnika; nie zadrżał jednak, bo wraz z zagrożeniem przyszła pewność wsparcia kompana, który walczył tuż obok. Minęło ledwie uderzenie serca, a wir walki ustąpił miejsca zamieszaniu innego rodzaju. Zgromadzone w obozie koty przekrzykiwały się, kręciły głowami, wykrzywiały pyski; Gromiacy nie mogli dojść do porozumienia. A on nie siedział z boku, lecz pośrodku tego wszystkiego, pośród tylu różnych zdań i opinii. Którą z nich przyjdzie mu poprzeć? Za kim się opowiedzieć? Jedno było pewne – nie mógł wycofać się na obrzeża zebrania. Po chwili wizja wyblakła.
   – Towarzysz aktywnie; dziel mądrze swój czas, aby nie zabrakło go dla tych, którzy go potrzebują, bądź opoką dla słabszych, drogowskazem dla silnych, trwaj przy Klanie Gromu w radości i w niedoli. – Odezwał się po raz kolejny głos Płonącego Liścia, tak patetyczny, jakim rzadko słyszał go za życia. – Na mocy Gwiezdnego Klanu dałem ci trzecie życie. I... naprawdę cieszę się, że cię widzę.
  Ojciec patrzył na niego jeszcze przez chwilę z nieco niepewnym uśmiechem, zanim wreszcie odwrócił się i odszedł na swoje miejsce.

  Jako czwarty na środek wystąpił wysoki, długowłosy kocur, unosząc w górę niedługą kitę. Jego szara za życia sierść stała się zupełnie srebrzysta, a mimo to wyglądał młodziej, niż Rudzik pewnie go zapamiętał – jako członka starszyzny.
   – Rudzikowy Śpiewie, dobrze, że dotarłeś bezpiecznie. – Spojrzenie Czaplego Pióra było ciepłe, ale jednocześnie błądziło po pysku Rudzika, tak jakby czegoś na nim poszukiwało. – Wraz z życiem chcę przekazać ci dar Czujności, aby żadne zagrożenie nie umknęło twojej uwadze.
  Dotknął jego czoła, a wzrok Rudzika nagle wyostrzył się bardziej, niż na jakimkolwiek polowaniu. Szmery towarzyszące ceremonii rozdzieliły się na odrębne kocie oddechy, a specyficzny zapach świętego miejsca uderzył z siłą większą niż dotychczas, odkrywając przed nim całe bogactwo różnych woni. Ostrość rosła, wzmacniały się kontrasty, wszystko stawało się wyraźne niemal do bólu... Tak jak poprzednio, wrażenie trwało jedynie chwilę, ale zostawiło po sobie szybsze bicie serca i dziwną nerwowość.
   – W życiu czyha wiele... pułapek. Niech Czujność pozwoli ci je zauważyć zawczasu. Nie podpowie ci, co z nimi zrobić, ale dzięki niej będziesz miał czas do namysłu.
  Na chwilę zamilkł, a na jego pysku Rudzik mógł wyłapać cień niepokoju.
   – Zagrożenia są różne – podjął z pewnym wahaniem, jakby nieprzywykły do takich wypowiedzi. – Mogą przyjść z zewnątrz, ale także z wewnątrz klanu... A jednymi z groźniejszych są konflikty, złość i niezgoda. Proszę, jeśli możesz, poprowadź Klan Gromu tak, żebyśmy już nie byli podzieleni. – Ściszył głos, który nabrał jednocześnie bardziej poufnego brzmienia. – Dżdżysty Świt niedługo dołączy do mnie na Srebrnej Skórce, ale moja córka... Jako przywódca będziesz odpowiedzialny za wiele kotów, ale jesteś też ojcem, mam nadzieję, że rozumiesz... Będzie teraz w twoim klanie. – Żółte oczy kocura zmierzyły go po raz ostatni. – Więc proszę, wykorzystaj dary najlepiej, jak będziesz w stanie. I gdybyś mógł... powiedz Kawce, że tato jest z niej dumny.
  Ostatnie słowa, mimo że ciche, były wypowiedziane z pełnym przekonaniem. Po nich Czaple Pióro usunął się, aby naprzód mógł wyjść kolejny kot.

  Tej sylwetki nie rozpoznawał. Niewielkich rozmiarów kotka zgrabnie przemierzyła dzielącą ich odległość. Widać było, że przygotowywała się do tej okazji: biało-czarno-rude futerko miała szczególnie ulizane. Jej błękitne oczy błysnęły, gdy się odezwała.
   – Witaj – wymruczała ciepło. – Z pewnością mnie nie znasz. Nazywam się Cierpka Jagoda i byłam wojowniczką Klanu Gromu wiele, wiele sezonów temu. Możesz za to kojarzyć moje dzieci: Szybujący Puchacz i Puszczykowego Huka. Byłam siostrą Wężowej Gwiazdy – każde z tych imion wypowiedziała ze specjalną dozą miłości. Najwyraźniej wierzyła, że wspomnienie bliskich nieco przypomni przyszłemu przywódcy Gromu jej sylwetkę. W końcu dobrze by było, gdyby wiedział, od kogo przyjmuje życie. – Twoje życie jako przywódcy będzie trudne. Zmusi cię do dokonywania poświęceń. Z biegiem księżyców coraz trudniej może ci być utrzymywać wszystkie relacje na takim samym poziomie. Dlatego ważne jest to, byś nie zapomniał, kim jesteś w sercu. Bądź dobrym ojcem i partnerem. Jak by nie patrzeć, jesteś tak jakby ojcem całego Klanu. – Uśmiechnęła się szczerze. – Powierzam ci dar Rodzinności. Wierzę, że oświetli ci drogę w trudnych chwilach. Białowąsa już to mówiła, ale pamiętaj, my, przodkowie rozjaśniamy twoje drogi. Zawsze będziemy, by ci pomóc.
  Po tych słowach zetknęła z nim ostrożnie nos. Inaczej niż przy wcześniejszych spotkaniach, Rudzik nie poczuł wiele. Jego ciało ogarnęła tylko miła senność, która w jakiś sposób zdawała się pasować do obdarowującej go kotki. Gdy zamrugał, Cierpkiej Jagody już nie było. Zbliżał się za to kolejny kot.

  Szóstą obdarowującą okazała się czarna, zwisłoucha kotka, której krótkie futro znaczyło wiele mniejszych i większych blizn. Cicha Noc podeszła do niego wesołym, sprężystym krokiem. Na Srebrnej Skórce już nie brakowało jej energii i nie miało zabraknąć nigdy więcej.
   – Ja przyszłam podarować ci Siłę – oznajmiła, po czym roześmiała się lekko. – Ale nie dam ci moich mięśni! O nie! Obowiązki przywódcy są ciężkie do udźwignięcia, więc będziesz potrzebował dużo tej mentalnej. Żebyś mógł być podporą dla klanu, żebyś nie złamał się przed niebezpieczeństwami, żebyś mógł im wszystkim przewodzić najlepiej, jak się da!
  Kiedy dotknęła nosem jego czoła, Rudzik poczuł, jak coś chwyta go za łapy i bezlitośnie ciągnie w dół. Dokąd chciało go zabrać? Wyrwać ze snu Gwiezdnych? Może utopić w sadzawce...? Wyrywał się i zapierał, walcząc jak mógł z tą niespodziewaną mocą, która w dodatku czyniła go coraz bardziej zmęczonym... Aż wreszcie po potężnym pchnięciu puściła, a on znalazł się na ziemi, wzdychając ciężko po wielkim wysiłku, na jaki właśnie musiał się zdobyć.
   – Już się skończyło... Już w porządku – zamruczała kotka, która nadal stała nad nim, przyglądając mu się z pewną troską. Troska ta została w jej oczach także, kiedy Rudzik już wstał, nabierając przy tym nieco innego koloru. – Wiem, że przyszedłeś do nas z Lotką... Przekaż jej, proszę, że Popieliczka jest bezpieczna. I daj trochę siły także jej. Nie to, żeby sama jej nie miała, to bardzo dzielna dziewczyna, ale tego nigdy nie jest za wiele. To dla niej!
  Mówiąc te słowa, znów tryknęła go nosem w czoło – tym razem obyło się już bez fantastycznych przeżyć, chociaż czy wydawało mu się, czy błysnęła przy tym jakaś iskierka? – i z pożegnalnym uśmiechem zniknęła z powrotem w tłumie.

  Nie czekał długo. Buro-białe futro Muchomorowego Boru także lśniło gwiaździstym blaskiem, kiedy zajmował miejsce przed Rudzikowym Śpiewem. Ich spojrzenia spotkały się jedynie przelotnie, ale w przeciwieństwie do Płonącego Liścia w byłym wojowniku nie było czuć skrępowania.
   – Ode mnie otrzymujesz dar Spokoju, żebyś mógł kierować się nie emocjami, a głową.
  Ton głosu kocura, łagodny i jednostajny, jak najbardziej pasował do jego słów. Kiedy tylko jednak dotknął nosem jego czoła, wokół Rudzika rozszalał się najprawdziwszy huragan wyzwisk, wrzasków i syków. Niektórzy z walczących ścierali się ze sobą nawzajem, podczas gdy inni nadciągali już, żeby zamierzyć się na niego, zarzucali go ulewą szyderstw. Lęk, złość, chęć ucieczki – zabuzowały w nim sprzeczne emocje, ale tylko na moment, bo naraz władanie nad nim objęła przejmująca, kamienna wręcz cisza. Chwilę potem wszystko zniknęło.
   – Czasem nasze pierwsze reakcje prowadzą nas w złym kierunku – podjął Muchomorowy Bór spokojnie, jakby wcale nie przestał mówić. – Jako przywódca będziesz wieść za sobą cały klan, więc ważne, żebyś umiał odłożyć uczucia na bok i przemyśleć każdą swoją decyzję.
  Zostawiając go z tą radą, powoli odszedł, a Rudzik już wkrótce mógł oglądać kolejną postać. I była mu ona jak najbardziej znana.

  Spomiędzy zgromadzonych kotów wyłoniła się potężna sylwetka. Były przywódca Klanu Gromu już za życia miał sierść niemal koloru gwiazd, a blask mieszkańca Srebrnej Skórki tylko dodawał mu majestatu. Wężowy Błysk stanął przed nim, kołysząc lekko ogonem.
  Nie wyglądał na zadowolonego.
   – Mój dar dla ciebie to dar Głosu – oznajmił. – Żebyś więcej nie siedział cicho, kiedy trzeba mówić dla dobra klanu.
  Dotknął go nosem, a Rudzik poczuł ukłucie niepokoju. Zanim zdążył jakoś go przetworzyć, niepokój przerodził się w strach, a ten niemal w panikę. Coś czyhało na niego pośród gwiezdnych kotów. Ktoś chciał jego zguby. I dlatego za żadną cenę nie mógł się odezwać, by nie zdradzić swojej pozycji. Musiał wytrwać cicho jak mysz, której wypatruje łowca. A jednocześnie jakieś palące uczucie zagnieździło mu się w piersi i nie przemijało. Stawało się coraz gorętsze, rosło, przesuwając się w górę, aż do krtani... Chciało uciec na zewnątrz! Chciało wydostać się z pyska! Poczuł, jak wyrzuca mu powietrze z płuc – krzyk, to był krzyk...! Kiedy doszedł do siebie, nie wiedział nawet, czy wrzasnął tylko w swojej wizji, czy przy wszystkich Gwiezdnych, ale dźwięk tego wrzasku nadal świdrował mu w uszach, kiedy Wężowy Błysk zaczął mówić dalej. Kocur musiał zdawać sobie sprawę z nadnaturalnych przeżyć Rudzika, bo na chwilę jego głos stał się nieco łagodniejszy.
   – Twoje priorytety jako przywódcy mają być zawsze tam, gdzie klan i jego członkowie. Nie chcę widzieć, że bardziej od tego cenisz sobie własną wygodę. Jeśli kiedyś zauważę, że pozostajesz obojętny, kiedy trzeba wziąć sprawy w swoje łapy, możesz liczyć, że spotkamy się znowu. – I tutaj już ton Wężowego Błysku wskazywał jasno, że o ile może nie była to groźba, to Rudzik bardzo nie chciał doprowadzić do tego spotkania. Kocur przez chwilę jeszcze mierzył go wzrokiem, po czym uniósł łeb. – No. Dzisiaj zmienimy ci imię, ale dotąd nazywałeś się Rudzikowy Śpiew, więc chcę słyszeć, jak śpiewasz. – Podniósł przednią łapę i poklepał go nią po głowie w pokrzepiającym geście. – Powodzenia.
  Po tym zostawił go, by zrobić miejsce kolejnemu, ostatniemu już kotu. I jak się okazało, jego końcowe życzenie niekoniecznie musiało dotyczyć codziennych trudów zarządzania klanem.

  Postać, która wyszła do niego spośród zgromadzonych, tym razem wcale nie była wielka, a jednak mógłby przysiąc, że wraz z jej przyjściem w tle ceremonii znów przetoczył się srogi pomruk gromu. Tak, jak przed wyruszeniem – tyle że tym razem pysk w pysk – stanęła przed nim jego własna siostra.
   – Mam wielką nadzieję, że pamiętasz, co ci powiedziałam, bracie – zaczęła Tupocząca Salamandra tonem, który nie pozostawiał złudzeń co do tego, jak bardzo cieszy się, widząc go na tym miejscu – bo to wszystko dalej pozostaje w mocy. Popieram słowa Wężowego Błysku i dodam, że jeśli coś takiego będzie się powtarzać, będziesz mieć na karku nas oboje. – Teraz Rudzik miał wszelkie powody, by nie chcieć tego spotkania jeszcze bardziej. – Na zebraniu obiecałeś mi, że przekażesz mi tu swoją decyzję w kwestii wyboru zastępcy. Słucham więc. Kogo uznałeś za odpowiedniego do tej roli?
  Oliwkowe oczy świdrowały go w oczekiwaniu na jego odpowiedź.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Na początku nie działo się nic, a mnie otaczała głęboka ciemność. Trwało to tak długo, że zacząłem myśleć o tym, że Gwiezdni zdążyli się już odwrócić plecami od Gromu i nie obchodził ich już nas los. Już miałem przerwać jakoś ten swój letarg i oznajmić Spadającemu Niebu, że musimy wracać do obozu z niczym, gdy wtem przed mymi oczami pojawiły się świetliste kocie sylwetki, których futra pokryte były blaskiem gwiazd. Niektóre z nich były mi już znane, inne nie, a jeszcze inne pamiętałam jak przez mgłę ze swych kociących czasów, które dawno już minęły. Mimo wszystko skłoniłem głową z szacunkiem przed nimi wszystkimi, tym samym witając się ze swymi wojowniczymi przodkami. Jako pierwsza podeszła do mnie srebrzystoszarowłosa kotka, przedstawiając się jako Białowąsa. Imię to nic mi nie powiedziało, ale za to na pytanie kocicy mogłem odpowiedzieć jedynie twierdząco, kiwając w milczeniu głową na "tak". Nie zamierzałem powielać błędu swej niewiernej poprzedniczki, która wzgardziła darami od samego Gwiezdnego Klanu, mówiąc im to prosto w ich niematerialne już pyski - wszyscy wiemy, jak to się dla niej skończyło. Wyrzucając ze swych myśli osobę Zmierzch, skupiłem się pełni na dalszych słowach Białowąsej i jej kolejnych pobratymcach. Po Wierze, przyszła pora na dar Wyrozumiałości, ofiarowany mi przez jedynego kociaka w zebranym towarzystwie, w którym rozpoznałem jedną ze swych młodszych sióstr. Uśmiechnąłem się na jej widok, choć musiałem schylić nieco głowę, by mogła dotknąć mego czoła. Zaraz po Kokoryczce pojawił się przede mną nasz ojciec, Płonący Liść we własnej osobie, obdarzając mnie Obecnością, a jego ciepłe słowa rozgrzały me serce. Wyglądał na zadowolonego i dumnego z faktu, że to właśnie jego potomkowie zaszedli tak daleko w swoim życiu, by stać na czele całego klanu. Nie licząc mnie i Tupoczącej Salamandry, pozostawała jeszcze Truflowy Nosek, która pewnego dnia może rządzić Wichrzakami. Ciekawe, czy Płonący Liść odwiedzi również ją, gdy już przyjdzie na nią pora... Ale znów uciekłem swymi myślami w przyszłość, zamiast skupić się ponownie na tu i teraz, a tymczasem stanął przede mną kolejny znany koci pysk, należący do Czaplego Pióra, od niego zaś wraz ze swym czwartym życiem dostałem Czujność. Na ostatnie słowa kocura kiwnąłem jedynie głową, w duchu obiecując mu, że przekażę tą wiadomość jego córce. Następną w kolejce ofiarodawców okazała się Cierpka Jagoda, którą kojarzyłem jedynie poprzez jej potomków, głównie Puszczykowego Huka, a także z opowieści jej brata, Wężowej Gwiazdy. Od niej otrzymałem dar Rodzinności, dobrze wiedząc, że staję się teraz ojcem dla wszystkich Gromiaków, nie tylko tych, w których płynęła moja krew. Z kolei wraz z szóstym życiem i darem Siły zaczęły się bóle i różne wizje, a je nie miałem pojęcia, czy obrazy te dotyczą tego, co było, jest czy dopiero nadejdzie. Pomimo ogarniającego mnie bólu, również Cichej Nocy obiecałem, że jej ostatnie słowa trafią do swej adresatki. Miejsce Cichej za to zajął Muchomorowy Bór, wraz ze swoim darem siódmego żywota i Spokoju, co tylko wywołało jeszcze większy ból i kolejną okropną wizję, której świadkiem wolałbym nigdy nie być, nie ważne, czy się ona wydarzy, czy może jednak nie. Jako ósmy wystąpił przede mną sam wspomniany wcześniej Wąż, a jego darem był Głos, będący aluzją do tego, że milczałem wtedy, kiedy trzeba było się odezwać i odwrotnie. Tym razem ból był tak okropny, że aż krzyknąłem i nie miałem pojęcia, czy doszedł on również uszu zebranych Gwiezdnych, czy wydarzył się jedynie w mojej głowie. Dopiero kolejne, znacznie łagodniejsze słowa dawnego przywódcy stłumiły nieco tą niewygodę, choć wśród nich skryła się groźba ponownego spotkania, jeśli nie będę robić użytku z jego podarku. Na sam koniec stanęła przede mną Ta, przez którą się tu zjawiłem - ma siostra Tupocząca Salamandra we własnej osobie, lecz nie po to, aby od razu coś mi ofiarować, a jedynie spytać, kogo uczynię swoim zastępcą. Myślałem, że do tego czasu zmieni swe zdanie na temat nominowania na tą pozycję Skaczącej Wiewiórki, ale wygląda na to, że chyba się przeliczyłem.
- Nadal nie rozumiem, czemu nie pozwalasz mi mieć przy swoim boku jedyną kotkę, której najbardziej ufam i której zdanie jest mi najcenniejsze, ale nie przyszedłem tutaj, by o tym dyskutować, mimo, że widziałaś, jak brak zaufania pomiędzy liderem klanu a jego przywódcą skończył się dla mnie i Zmierzch, która samodzielnie podejmowała swoje decyzje, zamiast konsultować je ze mną. Czy zaakceptujesz chociaż to, że moim drugim wyborem, zaraz po sama wiesz kim, jest Spadające Niebo, ma dawna terminatorka, która przyszła tu dziś wraz ze mną? Znam ją już na tyle dobrze, by móc jej zaufać - tak jak podczas tej naszej wspólnej podróży, w czasie której musiałem powierzyć jej swe własne życie, gdy przekraczaliśmy wspólnie Grzmiącą Ścieżkę. To dzięki niej dotarłem tu cały i zdrowy, by móc się tu z wami dzisiaj spotkać, więc sądzę, że tym samym zasłużyła sobie na ten zaszczytny awans. O tym, jak wspaniałą jest wojowniczką, chyba nie muszę wam przypominać? - wyrzuciłem z siebie potok wielu różnie zabarwionych, acz szczerych słów, po czym rozejrzałem się po otaczających mnie duchowych sylwetkach.
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
  Przez pierwszą część jego wypowiedzi pysk jego siostry wyrażał zniecierpliwienie, które następnie, wraz z ogłoszeniem jego wyboru, na krótko ustąpiło miejsca niedowierzaniu. Jej oczy pociemniały; kiedy kończył, zdawała się na skraju tego, żeby mu przerwać, gdyby zaraz nie zrobił tego samodzielnie.
   – Ty chyba sobie żartujesz. – Słowa przecięły powietrze jak cios pazurami. – Wspaniałą wojowniczką? Może nam jednak przypomnij, bo coś nie widzę tego ideału w kotce, która nie umie pohamować złości i rwie się do bitki z młodszymi, kiedy śmieją się z nią nie zgodzić. Ale o czym ja mówię, jeśli tobie wystarcza przeprowadzenie cię przez Grzmiącą Ścieżkę. Może od razu mianuj zastępcą pierwszego lepszego terminatora, lepiej – dobierz sobie samotnika, w końcu oni przechodzą przez nią codziennie, hm? Miałeś wybrać kogoś spoza twojego kręgu – mówiła z niesmakiem – a przynosisz mi kandydaturę własnej terminatorki. Nie zrozumiałeś nic, bracie. Nie dostaniesz ode mnie daru. Do tej durnej decyzji nie przyłożę łapy.
  Cofnęła się już, ale zwróciła do niego głowę ostatni raz i dodała oschle:
   – Jeśli musisz wybierać spomiędzy tego rodzeństwa, Dorodny Borowik może odzywa się mniej, ale przynajmniej panuje nad emocjami. Chociaż wątpię, że cokolwiek jeszcze do ciebie dotrze. Żegnam.
  Po tych słowach odwróciła się i bez zawahania odeszła między zgromadzone koty, znikając wśród nich na dobre.

  Inny kolorowy pyszczek wychylił się spomiędzy pobratymców, a z kotki wydostało się westchnienie – ociężałe, lekko smutne. Za życia nie spędziła dużo czasu w klanie Gromu, ostatecznie nigdy nie potrafiąc znaleźć drogi do jej upragnionego miejsca, jednak jej serce zawsze było właśnie tutaj z innymi gromiakami. Zmarła w wieku dorosłym, zbliżającym się do starszyzny, ale jej najszczęśliwszy czas był kiedy była nastolatką – w Gromie; dlatego też młode łapki wysunęły się naprzód.
   — Nie jestem kotem odpowiednim do rozwiązywania waszych waśni — zerknęła na odchodzącą Salamandrę — jednakże jestem kotem, który może wystąpić naprzód i zdecydować się przekazać ostatnie, dziewiąte życie. — Podeszła bliżej, jej łapy lekko drżały. — Mam z nią prawie podobne futerka, więc to samo, zaufaj — zażartowała szeptem na szybko, żeby rozluźnić atmosferę; dla siebie jak i dla przyszłej Gwiazdy.
   — Jestem Piórko tak w ogóle! Byłam w klanie tak dawno temu, że nikt już na pewno nie kojarzy mnie, ani nawet moich rodziców! Wyszłam jednak naprzód… ponieważ teraźniejsze kłótnie przypominają mi te, które widziałam i słyszałam za swojego życia — powiedziała w końcu poważniej. — Chyba tradycją Gromu jest już to, że kochamy się kłócić, że dążymy zawsze do tego, co uważamy za słuszne, nawet jeśli kończy się to w taki sposób. Przez to wszystko nasze uszy potrafią pozostawać zamknięte. Za dużo głosów, za dużo opinii, za dużo do analizowania! Dlatego przekazuję ci dar Uszu — uśmiechnęła się z lekkim chichotem — żebyś słyszał wszystko i brał pod uwagę każdą ze stron nawet, jeśli będzie to dla ciebie ciężkie! Każdy zasługuje na to, by powiedzieć, co leży mu na sercu, a twoim zadaniem jest ich wysłuchać, znaleźć balans i zjednoczyć klan! — Skończyła swoją przemowę i dotknęła różowym noskiem rudego czoła Rudzikowego Śpiewu. Świat na chwilę się zatrzymał, a kocur mógł poczuć, jak jego łapy nagle dotykają twardego podłoża Omszałej Skały; podzielony klan Gromu krzyczał między sobą, nie było nikogo, kto mógłby ich pogodzić… chociaż? Wszystkie oczy zwróciły się na niego, pełne nadziei, pełne wiary w jego osobę, czekali. Tylko czy słuchał? Musiał. Jego głowa wypełniła się słowami, wszystkie głosy pobratymców przelatywały mu przez uszy, ale słyszał wszystkie, rozumiał wszystkie.
  Ostatecznie znalazł słowa! Powiedział! Wziął pod uwagę każdego! Rudzik wrócił jednak w miejsce, w którym stał jeszcze przed chwilą, a Piórko znowu zaśmiała się wesoło. — Powodzenia — wyszeptała i uciekła w bok.

  Kiedy dołączyła do pozostałych na skraju polany, na miejscu ceremonii zerwał się wiatr. Wokół po raz kolejny zagrzmiał grom – ale tym razem nie wydał się już groźny, a raczej pokrzepiał swoją potęgą.
   – Rudzikowa Gwiazda! – odezwał się pierwszy głos, a za nim zaraz zawtórowały inne. – Rudzikowa Gwiazda! Rudzikowa Gwiazda! Rudzikowa Gwiazda!
  Połączone okrzyki kotów, które podarowały mu życia, dorównały głośnością pomrukowi grzmotu. Mógł zobaczyć pyski ich wszystkich, a wraz z dźwiękiem nowego imienia na nowo wstąpiły w niego wszystkie siły, które zostały mu przekazane. Skandowanie trwało jeszcze, kiedy obraz przed jego oczami zaczął się rozmazywać, aż wreszcie przeszedł w całkowitą czerń.

  Kiedy po raz kolejny otworzył oczy, znajdował się już z powrotem na brzegu sadzawki. Towarzyszyło mu uczucie wybudzenia z długiego, poplątanego snu; inaczej niż zwykle jednak pamiętał wszystko, co się w jego trakcie stało, tak jakby miało miejsce na jawie. Nie mógł wiedzieć, ile czasu upłynęło od jego zaśnięcia, jednak Lotka rzeczywiście czekała na niego tyle, ile zajęła ceremonia. W piersi czuł lekkie kłucie, a jednocześnie nadal była w nim ta dziwna siła, którą czuł przed powrotem. Została z nim nawet wtedy, kiedy zapach Gwiezdnego Klanu już całkiem wywietrzał z jego nozdrzy; miała powoli wtopić się w tło dopiero w czasie podróży do domu. Bo teraz mogli już do niego wracać.

+15 exp dla Rudzikowej Gwiazdy
+10 exp dla Spadającego Nieba
PRZYZNANE DOŚWIADCZENIE
Rudzikowa Gwiazda
wyprawa po życia
+15 EXP
Spadające Niebo
wyprawa po życia (towarzysz)
+10 EXP
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Wyglądało na to, że cokolwiek bym nie powiedział, to i tak spotkałoby się to z dezaprobatą Tupoczącej Salamandry. Jakby celowo chciała przedłużyć moją ceremonię mianowania na przywódcę poprzez własne humory. Szkoda, że za życia nie była równie aktywna, co teraz. Zresztą, jedna kotka nie może wypowiadać się w imieniu wszystkich Gwiezdnych, których jest przecież tyle ile gwiazd na nocnym niebie. Nie obeszło mnie nawet to, że nie raczyła ofiarować mi od siebie daru wraz z dziewiątym, ostatnim już życiem. I dobrze, żadne z nas nie było nic winne temu drugiemu. Żałowałem jednak, że miejsce po niej zajęła kolejna całkiem obca mi kotka, która starała się odwrócić me myśli od tegoż konfliktu z mą siostrą. Dlaczego tym razem nie mogła to być po prostu Wysoka Łodyga albo Bobrowy Ogon? Czyżby żadna z nich nie chciała być tego świadkiem? Nawet nie przyjmowałem do wiadomości scenariusza, w którym zarówno ma matka, jak i dawna mistrzyni nie były częścią Gwiezdnego Klanu. Mimo to uśmiechnąłem się nieśmiało do Piórko, która po prostu próbowała być miła (w przeciwieństwie do swej poprzedniczki), z ulgą przyjmując od niej końcowy podarunek. Słysząc, jak przodkowie wykrzykują moje nowe imię, stanąłem dumnie przed nimi, zachowując jednocześnie przed nimi pełną pokorę, gdyż tak łatwo, jak mi dali te życia, mogli mi je również odebrać, gdybym w jakiś sposób przestał już na nie zasługiwać.
- Dziękuję wam, cni przodkowie, za wasze dary i te dziewięć żywotów. Obiecuję zrobić z nich dobry użytek i już na zawsze mieć w pamięci wasze mądre słowa i rady, żeby nigdy was nie zawieść. - zdążyłem jeszcze wyrzec do powoli rozpływających się już sylwetek, nim nie zostałem wyrwany ze swego letargu, ponownie znajdując się przed obliczem Spadającego Nieba. To było...dość dziwne przeżycie, wiedziałem jednak, że nikomu nie mogę zdradzić, co dokładnie się tutaj wydarzyło. Spojrzałem już całkiem przytomnym wzrokiem na towarzyszącą mi kotkę, gotowy przekazać jej wiadomość od Gwiezdnych. - Ja...widziałem się z twoją matką, Cichą Nocą. Prosiła, bym przekazał ci, że Popieliczka jest bezpieczna. Wyglądała na bardzo z ciebie dumną. - dałem Lotce chwilę, by oswoiła się z tą nowiną, po czym zarządziłem powrót do obozu.
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Czekała tak jak w trakcie wizyty Gwiezdnego Nurtu i Zmierzch, obserwując otoczenie i pilnując czy nikt nie próbował się do nich zbliżyć. Siedziała w miejscu, tylko jej ogon drgał nerwowo wtę i wewtę. Było to niezmiernie nudne zadanie, ale miała na tyle dużo na głowie, że jej myśli pędziły nieustannie w tle, wertując ostatnie wydarzenia i próbując zrozumieć jak się z nimi czuła. Co powinna była zrobić inaczej, w czym została potraktowana niesprawiedliwie, co będzie dalej. Frustrująca kwestia Wschodzącej i Zachodzącej Łapy, obrzydzenie, które czuła do tej drugiej.

Nim się obejrzała, Rudzikowy Śpiew zaczął wybudzać się ze snu. Gotowa ruszyć natychmiast w drogę powrotną podniosła się na równe łapy, ale gdy kocur się odezwał jego słowa sprawiły, że zamarła na trzy uderzenia serca ze wzrokiem utkwionym w rudy pysk. Chwilę zajęło, nim jej umysł przetrawił otrzymaną wiadomość. Przełknęła ślinę. Zamrugała szybko dwa razy, ignorując wrażenie, jakby na mgnienie oka zamiast pomarańczowego futra zobaczyła ciemne, znajome.
– ... dzięki – odparła płaskim, niemal zduszonym głosem.
Milczała resztę drogi do domu.
x [Obrazek: 1aff4e3bff5a57507668c8787fff2824.webp]
x
x
x
x
x
I never learned the proper ways
and now the weight is pressing down
I thought i’d be in a more stable place by now
I’ll never stray though it may ache
sometimes to put the pen to page
no mistake is any end of any world

gossamer thin
such a small incision
such an empty plenum
≡ I am working with ≡
x
x
LVL 5 180 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Tym razem to ja nas prowadziłem, znając już drogę z powrotem do domu, pozwalając jedynie Spadającemu Niebu na ponownie bezpieczne przeprowadzenie nas przez Grzmiącą Ścieżkę. Czułem jednak, że każdym moim krokiem kieruje teraz Gwiezdny Klan, jakby obserwując wciąż me poczynania i wskazując mi kierunek, z którego tu przyszliśmy, a na końcu którego znajdował się obóz Klanu Gromu i moje nowe przywódcze obowiązki...

[zt?]
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
   Wrócili do domu bez większych niespodzianek, aby móc przewodzić Klanowi Gromu w jego nowych, wspaniałych przygodach. Hurra!
(wcale nie zapomniałam skończyć akcji wcześniej)
RAPORT MG
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości