szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Najmłodsza uczestniczka wyprawy cała się rozpromieniła. W podskokach dorównywała tempa Truflowemu Noskowi, chichocząc pod nosem; chwilowo jakby zapomniała o finałowym celu całego tego nie-patrolu, zamiast tego skupiając się na tym, co miała za chwilę pokazać jej zastępczyni. I, oczywiście, przy okazji jej słuchała, odwracając ku niej jedno uszko.
- Naprawdę? - zapytała, zdumiona i zachwycona jednocześnie. Też chciała zobaczyć taki dziwny przedmiot! - Sroki tak śmiesznie skrzeczą! - zachichotała zaraz potem. Słyszała je nie raz i nie dwa, czasem nawet obserwowała, jak się gonią czy biją się o jakiegoś robala. Zabawne były, zawsze dawały popisy.
Turzyca też się rozglądała, ale nie za potencjalnymi drapieżnikami, bo o nich to wcale nie myślała. Rozglądała się za cudownym jarzębem. W pierwszym momencie nie zauważyła, że Trufla zwolniła kroku, i młoda szylkretka znalazła się na przedzie ekipy, ale szybko się zatrzymała i poczekała na towarzyszy.
Patrzyła na pyszczek Trufli z zachwytem, ciekawością i młodzieńczą naiwnością. Zachęcona jej wyszeptanymi słowami, podeszła bliżej do drzewa, zadzierając głowę wysoko do góry, kiedy coś melodyjnie zadźwięczało; Turzyca jeszcze nigdy nie słyszała takiego dźwięku. Brzmiał trochę jak ptaki śpiewające o świcie, ale jednak nie do końca.
Nie zamierzała wskakiwać na drzewo, ale oparła się przednimi łapami o pień drzewa, by móc lepiej przypatrzeć się jego gałęziom.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Wzięłam głośno wdech i spojrzałam teatralnie w bok na Turzycę.
– Myślisz, że bym cię okłamywała? – Pokręciłam głową z dezaprobatą, ale nie trwało to długo, bo już po chwilę później robiłam rozbawioną minkę, a mój nosek zmarszczył się przy tym przez śmiech. Lubiłam tę chwilę, tą tutaj, tak po prostu. Musiałam sobie o tym co chwila przypominać. Musiałam dawać sobie znać, że to wszystko mogło być dla mnie przyjemne, pomimo żałoby. Chociaż co chwila również gryzłam się z sobą, że nie pokazuje tak bardzo jak smutna powinnam być i czułam się oceniana… Koty tak żyły na co dzień? Pierwszy raz doświadczałam tak strasznego uczucia, takie bycia niepewnym jak powinnam się zachowywać przez wgląd na to jak mnie postrzegano.
Widok młodzieńczej ciekawości i takiej wesołości - coś we mnie leczył. Najpiękniejsze dni i noce, jak bardzo można było tęsknić za byciem matką dla małych dzieciątek? Niesamowite to było… kiedyś nawet nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być matką, a teraz? Tęskniłam za tym jak nigdy. Ach… jak wrócę to będę musiała wycałować wszystkich synów i powiedzieć im, że ich kocham.
Wróciłam jednak tu gdzie byłam, tu gdzie stałam, patrząc na wesołą Turzycę, a u boku mając jednego z najbardziej zaufanych Wojowników, pomimo uśmiechu na mordce, teraz czułam jak ciepło rozpływało się po mnie.
– Co tam masz? – zapytałam z ciekawością co takiego dopatrzyła wśród gałęzi. Sam dźwięk? Był bardzo przyjemny, ale nie wiedziałam jeszcze czy go znałam.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Turzyca na moment się zmieszała. Nie powiedziała chyba nic źle, co nie? Już spojrzała na zastępczynię, już otwierała pyszczek, żeby zapytać, czy wyjaśnić coś, ale Truflowy Nosek szybko się roześmiała. Młodsza szylkretka roześmiała się razem z nią; nie wyłapała żartu po prostu! Ale z niej była gapa czasami! Pokręciła więc lekko głową jako reakcja na samą siebie, a potem puściła to mimo uszu. I tak wszyscy o tym zaraz zapomną!
Turzyca przypatrywała się gałęzią nad sobą ze zmrużonymi oczami, choć odwróciła uszko na chwilę, kiedy Trufla zadała jej pytanie. Jej ogon poruszał się nieco na boki, pomagając jej utrzymać równowagę, a jego końcówka się zawinęła, zdradzając, jak ciekawska i oddana zadaniu była młoda koteczka. Przełożyła aż jedną łapę wyżej, by łatwiej jej było nieco obrócić ciałem; szukała źródła dźwięku, który usłyszała wcześniej.
Kiedy wiatr znowu dmuchnął nieco bardziej, a melodyjny nie-ptasi trel znowu się odezwał, córka Marchewkowego Pola w końcu zlokalizowała kolorowe znalezisko! I aż przechyliła głowę, bo na początku nie do końca rozumiała, na co patrzyła!
- Tam są jakieś... Kamyczki? - rzuciła, nie do końca pewna nadal, na co patrzy. - Takie dziwne są, wyglądają jak kolorowy lód! - zachichotała, nazywając je tym, co jej pierwsze przyszło na myśl z rzeczy, które znała. - I są połączone taką grubą pajęczyną... - parę z tych dziwnych kamyczków wręcz było oplecione dookoła gałęzi tak, że one nie wydawały tego dźwięku. Co to za pająk zrobił taką grubą pajęczynę, że trzymała dziwne, kolorowe, nie-lodowe kamyczki razem tak mocno, że nawet wiatr tego nie potrafi rozerwać? Pewnie jakiś ogroomny! Turzyca nie bała się pająków, ale takiego chyba nie chciałaby spotkać; jeszcze by się mu spodobała, bo też jest taka kolorowa, i by ją owinął swoją mocną, pajęczą siecią!
Wiatr dmuchał to mocniej, to słabiej, prawie cały czas wydobywając melodyjny dźwięk z kolorowego znaleziska. Dwa kamyczki się ze sobą zaplątały aż, a przy zderzeniu wydały z siebie trochę głośniejszy dźwięk, na który Turzyca strzepnęła uszkami. Zaczęła jednak oglądać inne gałęzie, bo podmuchy wydobywały z drzewa też inne, nie do końca znane jej dźwięki, choć były one cichsze.
- O, a tam jest taki dziwny listek! - miauknęła, patrząc w inną stronę. Wplątane między gałęzie ptasiego gniazda było kolejne znalezisko, które dla Turzycy wyglądało niecodziennie! - Jest błyszczący i srebrny z jednej strony, ale z drugiej fioletowy! - miauknęła, zafascynowana. Nie widziała jeszcze fioletowych listków! Tylko zielone, takie świeże na drzewach i brązowe, już uschnięte. Słyszała, że Porą Opadających Liści mogą się pojawiać na drzewach żółte, czerwone czy pomarańczowe, ale nie słyszała o fioletowych! I ten listek szeleścił jak żaden inny, który do tej pory widziała!
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Czekałam cierpliwie, chociaż dźwięk był na tyle przyjemny, że korciło mnie podejść bliżej i spojrzeć samej; nie chciałam jednak zabierać Turzycy ekscytacji swoim małym momentem, dlatego też obserwowałam. I! Doczekałam się nawet opisu owego przedmiotu! Och! Kamyczki, pajęczyna… kolorowy lód brzmiał tak ładnie! Zdecydowałam się w końcu zrobić parę kroków bliżej i pomimo rzadkich gałęzi mogłam dopiero teraz odszukać wzrokiem to co tak nam umilało czas. – Och! Jakie to ładne – mruknęłam szeptem, zachęcając ogonem by Słońce również podszedł bliżej i przyjrzał się znalezisku; na szczęście wszyscy tutaj zebrani nie mieli nic przeciwko ludzkim rzeczą najwyraźniej, można było cieszyć się momentem.
Mogłabym tutaj zostać już do końca tak na dobrą sprawę, ale wiedziałam, że czeka nas odrobina drogi; najbardziej przerażające wydawało się przejście przez Grzmiącą Ścieżkę, ale to otwarte nieznane tereny wydawały mi się gorsze. Znałam jedynie wrzosowe wzgórza, dalsza droga? Nie była mi znajoma. Drapieżniki czyhały wszędzie, ale dzisiaj miałam dobre odczucia, natura podpowiadała mi, że będzie dobrze - i takiej myśli się trzymałam. Miła melodia, poprzedzona zrywami wiatru dawała mi odczuć spokój, a przecież nie byłoby tak gdybym nie wybrała dzisiaj takiej drogi, gdybym nie wzięła Turzycy na wyprawę! Wszystko składało się w jedno. Odetchnęłam, stres lekko ze mnie zszedł.
– Kolorowy lód! W sumie czasami jak słońce pada pod odpowiednim kątem to zamarznięte sadzawki czy sople potrafią dawać fioletową poświatę! Nie widziałam tylko nigdy lodu co to się nie roztapia w gorętsze dni, ale uznaje to za magię dzisiejsze dnia i nie czekam na żadne logiczne wyjaśnienia! – powiedziałam wesoło i zaczęłam ruszać powoli, wychodząc przy tym poza granice z Wichrem. – Wiem, że pewnie już to słyszeliście, ale proszę żebyście nie byli narwani. Przejdziemy ścieżkę jak będziemy pewni. Potwory się nie zatrzymują… nie dla nas przynajmniej – poinformowałam, a nasze łapy zetknęły się ze żwirem, który zaraz miał nas doprowadzić odrobinę wzwyż i na dziwną czarną powłokę. – Powiem kiedy możemy przebiegać, ale jeśli czujecie się niepewnie to krzyknijcie… lód! – Spojrzałam z troską na oba pyszczki, niezależnie od wieku można było się obawiać. – [b]Wtedy poczekamy na następny moment… Musi być cicho i spokojnie, skupcie się na drżeniu ziemi pod łapami, oczy mogą was zdradzić o tej porze. Dźwięk… zależy, ale drżenie, na pewno na drżeniu! A teraz chodźcie delikatnie bliżej. – Ufałam, że się nie wyrwą, nie sądziłam że Słońce by to zrobił, a Turzyca była usłyszanym dzieckiem, widziałam to po niej, nie sądziłam, że musiałam się obawiać. I przylgnęłam do ziemi na żwirowej części, rozglądając się na boki, nasłuchując i skupiając się na drżeniu ziemi pode mną.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Fajnie tak było, móc stanąć i popodziwiać dziwności na drzewku! Choć Turzyca wiedziała z opowieści, że najczęściej to ptaki przynoszą tu różne błyskotki, to zastanawiała się, czy mogły się też tu znaleźć w inny sposób? Może wiatr je tu przytargał, a może same urosły? W każdym razie drzewo na pewno było zadowolone, że było tak ozdobione!
Odwróciła głowę w stronę Trufli, gdy ta podeszła do drzewka, i wyszczerzyła do niej ząbki w uśmiechu. Zaraz to samo zrobiła w stronę Słońca, który też przyszedł popatrzyć! Oh, piękne to było miejsce, Turzyca mogła tu stać i wypatrywać coraz to nowszych rzeczy. Zastępczyni jednak powoli ruszyła dalej, Turzyca więc rzuciła jeszcze jedno spojrzenie w górę, by kolejny raz dostrzec błyskotki zawieszone na pajęczynie, po czym odepchnęła się od kory i żwawym, wesołym krokiem ruszyła za Truflowym Noskiem.
- Oh! To musi być ładne. Jak na razie to widziałam tylko zamarznięte kałuże. - zachichotała; była jeszcze młodziutka, a ostatnią Porę Nagich Drzew przesiedziała w kociarni przecież! Ale jeśli faktycznie takie ładne rzeczy można było zobaczyć, to może następnym razem, kiedy wszystko przykryje śnieg, Turzyca wybierze się na polowanie pięknych widoków. Musiała sobie przecież jakoś umilić czas taką zimną porą! Pokiwała jeszcze głową, zgadzając się z Truflą. Nie ma logicznych wyjaśnień, wszystko było magiczne, dokładnie tak!
W międzyczasie wyprawa doszła do granicy. Turzyca przystanęła na uderzenie serca przed linią graniczną; oto był moment, kiedy pierwszy raz opuszczała granice klanu! Kotka ugięła nieco łapy, delikatnie wystawiła język w skupieniu, po czym przeskoczyła granicę, jakby to była jakaś przeszkoda, a nie tylko linia zapachowa. Zaśmiała się zaraz potem; jakaś nowa energia w niej buzowała, od łap, aż po sam koniuszek ogona! To było dziwne uczucie; teoretycznie łamała jakieś zasady, ale robiła to z wiedzą i za zgodą starszych kotów. Nie codziennie przecież zapuszczało się poza tereny klanu, które były ogromne i zupełnie wystarczały!
Niczym na pierwszym dniu treningu, który odbyła księżyce temu z Jaskrowym Pyłkiem, rozglądała się dookoła i chłonęła widoki Ziemi Niczyich. Na razie nie było jednak nic ciekawego do oglądania, ale Turzycy to nie przeszkadzało! To nadal było coś nowego. Szła jednak grzecznie u boku Słonecznego Brzegu, nie oddalając się od starszych kotów.
Kiwnęła głową. Słyszała to dużo razy od mamy, zapamiętała to dobrze, że miała słuchać. Na wspomnienie o potworach sierść wzdłuż jej kręgosłupa nieco się zjeżyła, a pod łapami poczuła małe kamyczki, które zastąpiły miękką trawę. Nieco wbijały się w poduszki Turzycy, ale nie było tak źle. Czy to już była Grzmiąca Ścieżka?
A chyba jednak nie, bo niedługo potem zobaczyła coś stałego i czarnego, rozciągającego się przed nimi w obie strony aż po horyzont. Wyglądało trochę jak bardzo płaski kamień. - Ale cuchnie! - szylkretka zmarszczyła nieco nos. Nie spotkała się wcześniej z takim zapachem; był dziwny! Posłusznie jednak zajęła miejsce u boku Truflowego Noska, po czym przylgnęła do ziemi tak jak ona, choć wszystkie łapy miała spięte, a ciało gotowe na sprint.
średni wzrost | zółte oczy | różowy nos i poduszeczki | proste uszy i zwykły pysk | biało-czarne futro | białe skarpetki na łapach
cicha | spokojna | zamknięta w sobie | śmieszek | pomocna | stroni od kłótni | nie lubi hałasu | ciekawa świata
Sosnowy Szmer, Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC]
Cały ten czas od wyjścia z obozu aż do samej Grzmiącej Ścieżki rozmowy trwały w najlepsze. Gdy w końcu koty zbliżyły się do ciemnej drogi, przechodząc przez Szare Topole. Ścieżka z tej perspektywy wyglądała na długą, niemożliwą do przebiegnięcia. Przynajmniej nie teraz, gdy co chwila przejeżdżały potwory, praktycznie jeden za drugim. W pewnym momencie jeden z nich przejechał centralnie przed nimi, kamyczki wyrzucając na wszystkie strony. Mniejszy z nich trafił Turzycową Łapę w czoło, nie robiąc jej jednak dużej krzywdy. Lepiej chyba byłoby schować bardziej łepek...
Niestety Wichrowa gromadka musiała poczekać. Oby nie tak długo, bo zaraz przed nimi, daleko na niebie rozbłysnęło światło, by po kilku dłuższych uderzeniach serca zabrzmiał grzmot. Do tego zaczynało powoli kropić, Trufla zauważyła to, gdy jedna z kropelek spadła jej na nos. Niech to, oby to nie była sprawka Gwiezdnych.
Spoiler: rzuty na przekroczenie Grzmiacej Ścieżki cz.1
Rzuty na przekroczenie Grzmiącej Śnieżki:
rzut tylko Trufli; rzut 1d6+ mod zm,
» Modyfikator zmysłów wylicza się następująco: 1-5 daje +0, 6-10 daje +1, 11-15 daje +2, 16-20 daje +3, etc.
Trufla rzut 1d6+1; wynik min. 2 max. 7
2 -> nadjeżdżają samochody, warto poczekać; jedna tura
3-5 -> nadjeżdżają samochody; rzut czy wciąż jadą, czy nie (1d6, gdzie 1 i 6 to nie jadą, reszta - jadą, koty czekają jedną turę)
6-7 -> nic nie jedzie; brak dalszego rzutu
Rzuty na deszcz:
1-2 nie pada
3-4 zaczyna kropić
5-6 mocno pada
7-8 burza w oddali
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Turzyca nie mająca za sobą nawet obiegu pór była dla mnie logicznością i zaskoczeniem zarazem; kotka była słodka, dająca odczuć jej młodość, ale mimo wszystko widziałam rozwagę w pewnych momentach, myślenie o swoich odpowiedziach - coś co wiele kotów z wiekiem nawet nie potrafi! Poza tym może przez to, że przeżyłam już tyle to zapomniałam, że niektórzy widzą świat po raz pierwszy? Słońce dołączył do mojego, brakowało mi jedynie szylkretki, a kiedy odwróciłam delikatnie łepek by zlokalizować poszukiwanego to zobaczyłam jej - mały krok dla kota, duży krok dla Turzycy. Uśmiechnęłam się pod nosem, nie skomentowałam jednak zostawiając dla niej ten moment, dla niej jednej; miałam nadzieję, że będzie dobrze wspominać wyprawę. Teraz jednak zaczynał się ten cięższy czas, a i tak przeszliśmy już sporo; przed nami jeszcze trochę… miałam nadzieję, że wrócimy przed świtem.
Ścieżka zaryczała w momencie, w którym się obok niej ustawiliśmy, a ja skrzywiłam się delikatnie; Turzyca miała rację, cuchnęło przepotwornie (ha!) w tym miejscu, chociaż nie przeszkadzało mi to już tak bardzo jak kiedyś, udało mi się przekroczyć parę razy to miejsce i smród ostatecznie zaczął przeszkadzać mi mniej. Nie przyzwyczaiłam się co to, to nie; do granicy z Wichrem również czasami docierał ten nieprzyjemny zapach, ale mimo tego nadal nie potrafiłam… moje serce było z naturą. Ludzie potrafili tworzyć ciekawe rzeczy, ale dużo z nich wydawało się zabijać to na czym nam tak zależało.
Potwory pędziły w jedną i w drugą, na szczęście droga nie zdążyła wyschnąć jeszcze (a może wręcz niedobrze) przez co nie wzniecał się pył, który często na niej osiadał, dało się oddychać. Nie spodobało mi się natomiast kiedy jeden z tych wytworów przejechał bliżej, niż bym się spodziewała i jeden z kamyczków trafił w czoło szylkretki.
– Nic ci nie jest? – krzyknęłam troskliwe starając się przekrzyczeć dźwięk przebiegających stworów; wskazałam głową byśmy się odrobinę cofnęli zaraz po tym i zeszłam odrobinę niżej, cały czas nasłuchując czy może zaczyna być spokojnie, co jakiś czas też zerkałam na stan ścieżki. Nie chciałam jednak żeby następny kawałek żwiru trafił w czyjeś oko, dlatego też zdecydowałam się zejść niżej. Co jakiś czas jednak się wychylałam… i wtedy kropla spadła na mój nos, czyli nie wydawało mi się, że wcześniej widziałam błysk. Uśmiechnęłam się pod nosem, lubiłam deszcz, teraz odrobinę przeszkadzał, ale może damy radę zanim nas złapie; deszcz na pewno jednak nie pomagał… chociaż może dzięki niemu potwory zwolnią? Nie martwiła mnie jednak burza tak bardzo, najpierw chciałam przejść przez ścieżkę, potem mogę się zastanawiać.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Turzyca kucała u boku Truflowego Noska, obserwując przebiegające po ścieżce Potwory; choć warczały okropnie głośno, tak, że przytuliła uszy do czaszki, to w pewien sposób ją... Fascynowały. Były ogromne, i głośne, i śmierdzące, a poruszały się tylko i wyłącznie po swojej Ścieżce. Szylkretka nie rozumiała, dlaczego. Chociaż faktycznie, potwory były tak szerokie, że nie zmieściłyby się między drzewami, więc jak miały biegać po lesie! Zastanawiała się przy okazji też, jak takie Potwory polują, żeby zjeść. Były duże, były głośne, przecież cała zwierzyna przed nimi na pewno uciekała!
Jednak to, że ogromne drapieżniki trzymały się swojej ścieżki, więc wichrowa świta, choć blisko, to jednak na niej nie była, dawała jej pewne poczucie bezpieczeństwa. Śledziła więc wzrokiem przebiegające Potwory i obserwowała ich błyszczące, świecące wręcz ślepia, oraz ich kolorowe futerka, które zdawały się mieć jeszcze więcej kolorów, niż widywała u kotów. Choć większość z nich była ciemna, szara, to któryś był niebieski! I jakiś czerwony też się trafił! A do tego każdy z nich wyglądał nieco inaczej, miał inne kształty. Ciekawe, czy takie kształty też dziedziczyły po rodzicach, jak kotki? Chociaż w swojej rodzinie Turzyca to była jednym z paru wyjątków!
Inną kwestią było to, że choć niektóre nieco większe, niż inne, to nadal miała wrażenie, że wszystkie Potwory, które widzi, są dorosłe. Nie widziała o wiele mniejszych potwornych kociaków. Czy po takiej Grzmiącej Ścieżce mogły biegać tylko Potwory-wojownicy? A co z terminatorami? Wyciągnęła nieco głowę wyżej, by spróbować dostrzec jakiegoś, a wtedy.... Poczuła uderzenie w głowę. Niezbyt mocne, ale na pewno zaskakujące. Zamrugała oczami, chwilowo w oszołomieniu.
- Nie, nic nie bolało! - odkrzyknęła do Trufli. I tak faktycznie było! Może to było tylko ostrzeżenie od jakiegoś Potwora, że ma nie wypatrywać młodzików wśród ich tłumu, a może to po prostu było przysłowiowe buzi w czółko od mg?
Posłusznie jednak młoda terminatorka zeszła parę kroków niżej, by nieco bardziej oddalić się od Ścieżki. Uważała przy tym na łapy, wyjątkowo, jak nie ona; przy jednym kroku nieco bardziej poruszyła żwirem, który trochę zsypał się na dół, i aż obejrzała się przed siebie, czy to nie zachęci jakiegoś Potwora do zejścia ze Ścieżki, ale nic takiego się nie stało. Przykucnęła więc znowu blisko Truflowego Noska, nieco stykając się futerkiem z zastępczynią. Przez Potwory i ich warczenie średnio było słychać i widać to, co się działo daleko, ale w pewnej chwili wydawało jej się, że błysnęło; a może to jakiś Potwór zerknął na trójkę kotów i je chwilowo oślepił? A potem jakiś Potwór zawarczał, czy to niebo zamruczało?
średni wzrost | zółte oczy | różowy nos i poduszeczki | proste uszy i zwykły pysk | biało-czarne futro | białe skarpetki na łapach
cicha | spokojna | zamknięta w sobie | śmieszek | pomocna | stroni od kłótni | nie lubi hałasu | ciekawa świata
Sosnowy Szmer, Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC]
Potwory wciąż biegały w te i we wte, gdy nagle jeden z nich śmignął szybko w jedną ze stron. Narobił takiego hałasu, że obudziłby największego klanowego śpiocha! Wszak było ich słychać coraz mniej i zaczynały biegać rzadziej. Może zaraz będzie szansa na przedostanie się na drugą stronę?
Pojedyncze krople wody zamieniły się na lekką mżawkę, znów niebo zamruczało i pojawił się kolejny błysk w oddali.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Przytaknęłam na jej słowa, chociaż odrobinę dłużej zatrzymałam wzrok na czarnym czółku, wolałam mieć pewność, Marchewka dała mi swoje dziecko pod opiekę i zamierzałam je przyprowadzić całe i zdrowe lub zapewnić by to Słońce przyprowadzi je całe i zdrowe.
– Niedługo się rozpada – krzyknęłam do dwójki kiedy krople zaczęły całować moje futro. – W oddali coś błyska, bądźcie przygotowani na grzmoty, nie pomylcie ich z potworami. – Wskazałam głową na Grzmiącą Ścieżkę, a następnie przyjrzałam się niebu w oddali, burza mogła być dobrym jak i złym znakiem; nadal trzymałam się tej pierwszej wersji. Wydawało się, że droga nie chciała przestać ryczeć, ale powoli się uspokajały, było ich coraz mniej, więc tym razem na dłużej przylgnęłam do żwiru przy śmierdzącym czarnym kamieniu - zachowując odległość - nie dałam jednak znaku żeby zrobiono to samo co ja. Nie chciałam by ktoś dostał kamyczkiem i stracił oko; jeśli ja byłabym kotem z obrażeniami to mnie to nie gryzło, ale zawsze jeśli będę mieć taką możliwość to będę chronić swój klan.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Niestety, krople zaczynające powoli spadać na Turzycowe futerko, a zaraz potem i słowa Truflowego Noska potwierdziły to, co szylkretce niezbyt się podobało. Nadchodziła burza. I choć pioruny czasami pojawiały się niespodziewanie, to się ich nieszczególnie bała; gorzej z wodą! Oh, deszcz to była jedna ze słabości kolorowej koteczki, nie przepadała za przemokniętą sierścią.
- No nie, a dopiero co niedawno czyściłam futerko, a burza ma mi je zmoczyć?! - zamiauczała, przesadnie kręcąc głową, a zaraz potem skrzyżowała spojrzenia ze Słonecznym Brzegiem, który mierzył ją wzrokiem z powątpieniem; to wcale nie tak że w paru miejscach miała powtykane źdźbła trawy i inne śmieci, a nawet gdzieś znalazłby się mech z Turzycowego legowiska, gdzież! Wyszczerzyła ząbki w uśmiechu do wojownika.
- Czy my możemy jakoś wystraszyć te Potwory, żeby dały nam w końcu przejść? - zapytała Trufli, przenosząc wzrok z Grzmiącej Ścieżki na nią; skoro idzie burza, to miło by było w końcu znaleźć się po drugiej stronie, żeby dotrzeć gdzie trzeba chociaż przed największą ulewą.
średni wzrost | zółte oczy | różowy nos i poduszeczki | proste uszy i zwykły pysk | biało-czarne futro | białe skarpetki na łapach
cicha | spokojna | zamknięta w sobie | śmieszek | pomocna | stroni od kłótni | nie lubi hałasu | ciekawa świata
Sosnowy Szmer, Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC]
Przyszła przywódczyni Klanu Wichru zbliżyła się do ciemnego bruku. Z jednej strony, tej bliższej, mignęły trzy potwory, ze swoimi świetlistymi oczami, z drugiej jeden. Ich warkot powoli cichł, jednak z drugiej strony coś zawarkotało mocno. Pojedyncze żółte oko zbliżało się szybko, by zaraz później śmignąć i zostawić za sobą czerwoną poświatę. Jeszcze przez chwilę mogli słyszeć oddalający się warkot, by po kilku uderzeniach serca ucichł. Jedyne co słyszeli teraz to uderzające krople deszczu o Grzmiącą Ścieżkę.
To znak, mogli próbować ją przekroczyć.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Wstrzymałam powietrze i delikatnie przechyliłam łeb w bok kiedy podmuch wiatru sprawił, że aż dreszcze przeszły mnie po grzbiecie; wolałam kiedy ta ścieżka była spokojniejsza, ale czy przypadkiem każdy by tak nie wolał? Otrzepałam się po przebiegnięciu trzech potworów, a do moich uszu dotarł dziwny warkot, który nie byłam pewna czym był - nie brzmiał jak poprzednie… a kiedy odwróciłam łeb i zobaczyłam dziwnie chudego potwora lekko cofnęłam; tak szczerze nie byłam nawet pewna czy one żyły czy były podobnym wytworem jak płoty czy stajnie, które są na Siedlisku Koni, ale nie kwestionowałam tego. Na potworze siedział człowiek, a to oznaczało, że mógł się chcieć zatrzymać i mnie złapać… wolałam się delikatnie skryć; po nim jednak nastała cisza.
Ponownie wstrzymałam powietrze, a zapach wrzosów dotarł do moich nozdrzy - jak? Może to znowu Orion, a może po prostu intuicja podpowiadała mi, że mamy szanse. Oprócz kropli uderzających o ziemię i tych które z delikatnością spadały na mój nos, nie słyszałam nic, wcześniejszy smród po jednołapym potworze powoli się zmywał, a moje łapy kiedy się na nich skupiłam nie wyczuwały drżenia. Weszłam wyżej, pewniej.
– Stańcie obok mnie – poinstruowałam oboje, a kiedy to zrobili mruknęłam “poczekajcie” i wyszłam kawałek do przodu, stając przednimi łapami na czarnym kamieniu, który nie był dzisiaj nagrzany. Zimny i mokry. Z obu stron jednak nic nie jechało. Wzięłam głębszy wdech, drżenia nie wyczuwałam. Wyskoczyłam do przodu, chociaż przystanęłam po chwili i odwróciłam się. – Biegnijcie na drugą stronę, teraz! – Sama obserwowałam czy nic się nie zbliżało, chcąc ruszyć zaraz za ostatnim kotem i przebiec ostatecznie jako ostatnia. Chciałam mieć na oku oboje. Przebiegamy razem albo wcale.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
szczupła, przeciętnego wzrostu, długie łapy | krótkowłosa | szylkret czarno-rudy z bielą na pyszczku, klatce piersiowej, brzuchu i łapkach, oczy żółte
śmiała, odważna, dużo gada, mało taktowna, mówi co myśli, często się rozprasza, nierozsądna, niezdarna, ufna, ma niemądre pomysły, uparta, pogodna
Mysia Łapa [KG], Śnieżna Łapa. [KR], Wrzos [KR]
Odpowiedzi na swoje pytanie Turzyca się nie doczekała, chociaż tak naprawdę nie spodziewała się żadnej; nie miała pojęcia, co kot mógłby zrobić, żeby wystraszyć takiego ogromnego i głośnego Potwora! Czekała więc, chociaż oglądanie kolorowych bestii już powoli jej się nudziło; bardziej to spoglądała w niebo, na ciemne chmury, licząc na to, że burza jednak się rozmyśli i sobie pójdzie.
Wróciła wzrokiem na drogę, słysząc... Nieco inny warkot, niż wcześniej. I aż źrenice jej się rozszerzyły, jak zobaczyła dziwnego, chudego Potwora! Takiego jeszcze nie widziała; co to było? Czy to mógł być jakiś terminator, tylko może kotki rosną w górę, a Potwory wszerz? I co to było to coś co było na Potworze-terminatorze?! Jakieś dziwne, wysokie stworzenie...
Nie zdołała jednak zapytać żadnego ze współtowarzyszy o nazwę tego czegoś, bo Grzmiąca Ścieżka ucichła, nie licząc burzowych pomruków w oddali, a Trufla przywołała ich do siebie. No w końcu! Ogon Turzycy wygiął się w łuk, kiedy uniosła końcówkę wyżej; przystanęła obok zastępczyni z mięśniami gotowymi do biegu.
Na znak Truflowego Noska Turzyca zerwała się do sprintu. Choć pierwsze dotknięcie łapami Grzmiącej Ścieżki było dla niej szokiem, to szybko się z niego otrząsnęła; wybrała sobie jakieś drzewo po drugiej stronie Ścieżki i skupiła się na tym, by jak najszybciej do niego dobiec. W międzyczasie kątem oka widziała złociste futerko gdzieś obok siebie; może jeszcze nie wygrała wyścigu ze Słonecznym Brzegiem, ale mogła próbować, każda okazja była dobra, nie? Dołożyła więc sił i starała się wyciągać łapy jak najdalej, jak najszybciej!
średni wzrost | zółte oczy | różowy nos i poduszeczki | proste uszy i zwykły pysk | biało-czarne futro | białe skarpetki na łapach
cicha | spokojna | zamknięta w sobie | śmieszek | pomocna | stroni od kłótni | nie lubi hałasu | ciekawa świata
Sosnowy Szmer, Jeżyk [KW], Oszroniony Poranek, Senna Mara [KC]
Na znak Trufli, Turzycowa Łapa i Słoneczny Brzeg ruszyli z kopyta, a zaraz za nimi sama ruda kotka. Biegli szybko i sprawnie. Ich łapy uderzały o czarny kamień raz za razem tak jak krople wody. Deszcz zaczął padać mocniej. W pewnym momencie Słoneczny Brzeg przejechał się na kałuży z dwa wyciągnięcia ogona, by potem biec dalej trochę z trudem. Nie mogli się jednak zatrzymać, dzieliło ich jeszcze jakieś pół Grzmiącej Ścieżki. Na razie cisza, żadnych potworów, żadnych jasnych oczu. Tylko oni i bieg na drugą stronę.
Łapa za łapą, ogon przy ogonie, sus za susem i znaleźli się przy końcu, akurat w momencie, w którym zaczynali słyszeć w oddali warkot potwora. Udało im się, przeszli. Teraz tylko złapać oddech i ruszyć prostą drogą do Szepczącej Sadzawki.
Spoiler: Rzuty na przekroczenie Grzmiącej Śnieżki cz.2
rzut na szybkość dla wszystkich; rzut 1d6+ mod sz,
» Modyfikator szybkości wyliczany jest z punktów szybkości: Sz: 1-5 daje modyfikator +1, Sz: 6-10 daje modyfikator +2, Sz: 11-15 - modyfikator +3 itd.
Trufla rzut 1d6+2; wynik min. 3 max. 8
Turzyca rzut 1d6+2; wynik min. 3 max. 8
3-4 -> biegną, ale nadjeżdża rozpędzone coś wiekszego (wtedy rzut 1d6, 1, 3, 5, 6 to bezpieczne przebiegnięcie na drugą stronę, o reszcie nie myśle ok, tzn myślę o próbie uniku)
5-6 -> biegną, ale jedzie coś (wtedy rzut 1d6, gdzie 3 to "zderzenie", reszta nic)
7-8 -> biegną, nic nie nadjeżdża, szczęśliwe zakończenie po drugiej stronie