Logo Artemidy
Krzywe Drzewo
Wykrzywił się w czymś, co można było nazwać uśmiechem. Roche raczej tego nie robił zwykle, a ostatnimi księżycami od tego stronił jeszcze bardziej. Czasem się uśmiechnął do Tundry, czasem do Rojsta i... to tyle. Tak to zwykle siedział bez humoru. Kusa jednak nie mogła się nacieszyć uśmiechniętą mordą długo, zaraz kąciki jego ust wróciły do normalnego wyrazu pyska, który był czymś pomiędzy znudzonym a zirytowanym. Pierwszy odruch był wbrew jego woli, fakt że wie o Pożodze był dla niego czymś... niezwykłym, a do tego i strasznym. Szybko jednak się uspokoił. Może Rojst już powiedział innym, że się tu osiedlili? Pożoga mogła jeszcze o tym po prostu nie wiedzieć.
- No... do nich. Skąd wiedziałaś? - powiódł wzrokiem za nią. Dobrze, że usiadła. Niech by spróbowała doskoczyć to... to nic by nie zrobił, bo te łapska by mu przeszkadzały i w walce i w ucieczce. Nie lubił kontaktu z innymi. Powoli się do niego przyzwyczajał, coraz mniej stresowała go obecność drugiego kota bardzo blisko niego, ale... no, obcemu by się nie pozwolił przesadnie zbliżyć. Kotka zaczęła mówić dalej, zaraz zdradzając skąd jest. I och, jak to dobrze, że stamtąd. - Wicher? Stamtąd co Rysi Pomruk?
Dopytał dla pewności. Nim zacznie jakiekolwiek rozmowy na temat tego, że go zna i że chciałby się z nim spotkać zostawi na później. Może nawet nie będzie musiał go wykorzystywać? Może Wichrzanka z własnej inicjatywy wysunie pomoc bengalowi? Jak tak to fajnie, jak nie to... no, to trudno. I tak nie liczył na takową znikąd, więc nie spodziewał się nawet że ewentualnie znikąd mu zaproponuje pomoc. Ale może? Może? Z zamysłu bowiem wyrwało go pytanie, złudnie podobne do tego które zadała mu Barwa jakiś czas temu.
- Gdybym wiedział, to już nic by mi nie było - warknął pod nosem, zaraz jedną z łap podnosząc do góry i spoglądając na nią, jakby oczekiwał że zobaczy na niej chorobę. Ale rzecz jasna, nie zobaczył niczego. Zmarszczył nos, wzrok zaraz kierując na kotkę. Irytacja w tej chwili chyba nie była niczym złym, co nie? Przecież każdy by się denerwował gdyby łapy go tak swędziały i bolały! - Obudziłem się jakiś czas temu i było mi... no, tak. Swędząco, boląco i generalnie do dupy wsadzić. I jak na złość, nie ma to najmniejszego zamiaru minąć.
Wyjaśnił dość przyziemnie. Nie trzeba było tego ubierać w jakiś niesamowite słowa i rzucać pięknymi określeniami, prawda? Roche chyba nie miał do takiego czegoś głowy w tej chwili.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Okej. Na krótki moment nieznajomy nieco się uśmiechnął, a to dobry znak. Dzięki temu mogła pomyśleć, że nie zrobiła nic złego i rozmowa idzie w dobrą stronę. Myśląc o tym, sama delikatnie się uśmiechnęła, jednak jej twarz powróciła do normalnego stanu bardzo szybko. Zdziwiła się pytaniem bengala. No bo... Rojst rozmawiał z Lawendową Gwiazdą. Czy nie powiedział o tym swoim kotom? Nie powiedział o sojuszu, który... No, jest dosyć istotną kwestią i klan powinien dowiedzieć się o niej jak najszybciej. Ale... Nie jej oceniać. W końcu to nie jej sprawy, nie powinna się mieszać.
- Lawendowa Gwiazda na ostatniej ceremonii powiedziała nam, że rozmawiała z waszym przywódcą. Nawiązali nawet jakiś sojusz. - odpowiedziała, trochę zbita z tropu. Dziwnie jest przekazywać te informacje komuś, kto powinien je już znać. Może... Może wcale nie powinna tego robić? Może Rojst specjalnie tyle zwleka i niczym się nie chwali? A co jeżeli coś knuje? Ma jakiś okropny plan, który doprowadzi do zniszczenia wszystkich czterech klanów? W głowie, jak zwykle, miała najczarniejsze scenariusze, ale... Powiedzmy sobie szczerze. Czy wyniszczenie klanów przez jedną, małą grupkę, która dopiero co się pojawiła, jest możliwe? Nie jest. Dlatego też, szylkretka szybko odrzuciła od siebie okrutne myśli. - Rysi Pomruk? Tak, jesteśmy z tego samego klanu. Zdążyłeś już go poznać. - tym razem stwierdziła, a nie zapytała. No bo jeśli kocur nie znałby Rysia to zapewne by o niego nie pytał. To przecież takie oczywiste! Dobrze, że zdążyła się o tym zorientować zanim się odezwała. Przynajmniej nie wyszła na głupiutką.
Dyskretnie obserwowała ruchy nieznajomego, to, co robi ze swoimi łapami. Kurcze, wyglądał jak gdyby naprawdę go bolały. Widząc to, zrobiło jej się przykro. Nikt przecież nie lubi cierpieć. Lecz gorsze od cierpienia jest brak możliwości pomocy. Przecież nie zna się na ziołach i... Lepiej się w to nie mieszać, bo jeszcze poda mu jakiś zły medykament i tylko pogorszy sprawę. Chociaż... Znała jeden, którego działania była w stu procentach pewna.
- Ja nie znam się na ziołach, ale... Ale może spróbujesz owinąć łapy pajęczyną? Może to sprawi, że nie będzie cię tak boleć? - zaproponowała cicho, lekko zszokowana słownictwem kocura. "Generalnie do dupy wsadzić". Jejku! Nikt nigdy nie używał przy niej takich słów, ona sama z resztą też nie. Nie wiedziała, czy jej wolno, czy tak jest ładnie, czy komuś to nie przeszkadza. Jej tak właściwie nie, ale... Jejku, ależ on niegrzeczny, a jaki odważny! - Pajęczynę da się łatwo znaleźć, możemy jej razem poszukać... Oczywiście tylko jeśli chcesz! - bo jeśli nie chciał, to nie miała zamiaru się narzucać. Nic na siłę, prawda?
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Trzepnął uchem. Że niby Rojst im tak o nie powiedział jeszcze? Zajęty musiał być, nic innego. Albo... coś się stało, albo po prostu nie było okazji. Ostatnio w końcu pojawiły się te bękarty w wody, może czeka aż będzie można je mianować? I wtedy zrobi całą wielką ceremonię? Ekspresja na twarzy bengala się nie zmieniła. Siedział i po prostu przyglądał się kotce. Jedyne co teraz mu przeszło przez łeb to myśl, że taki sojusz można by nawiązać z Gromem bo... Bo Płomyczek...
- I jakie wrażenia? Z tego co wiem, Klany raczej sojuszów tak o nie zawierają, co nie? Po prostu sobie żyjecie i nie wchodzicie w drogę - tyle przynajmniej pamiętał z rozmowy z Barwą sprzed... huhu, no, naprawdę dawna! Jak z nią o tym gadał to miał z sześć lub siedem księżyców. Może od tamtego czasu się pozmieniało? A jak nie... to tym bardziej chciał wiedzieć jak Klanowicze reagują na takie sprawy. Przy okazji kiedyś będzie mógł powiedzieć ryżemu jak inni ich widzą. To zbyt wiele nie zmieni, ale może go to ciekawi...? - Od bardzo dawna go znam. Pamiętam, jak spotkałem go... no, tam gdzieś, przy plaży. Mówił mi, żeby nie wskakiwać pod potwory.
Parsknął cichym śmiechem, na parę sekund znów się zaczynając uśmiechać. Dla niego to było śmieszne! Z perspektywy czasu widział jaki był kiedyś... no, głupi. Teraz nie jest dużo lepszy, ale śmierci się nie pcha pod łapy. Przynajmniej nie takiej śmierci. Z jego charakterem to jakiś kot w końcu może chcieć go uśmiercić, ale to co innego. Z łap byle kota może uciec, spod potwora niezbyt.
Potem nastał moment ciszy, podczas którego ona się przyglądała jak młody gryzie i liże się po łapach. Zbyt wiele nie myślał. Niech patrzy się póki może, kto wie czy jeszcze kiedyś się spotkają? Mieć sojusz to jedno, ale mieć czas na wyjścia żeby spędzić czas razem to drugie. Roche miał go wyjątkowo teraz, bo po prostu nie miał możliwości brać udziału w treningu. Po omówieniu spraw teoretycznych już był bezużyteczny. Ale jak wyzdrowieje? Pewnie zniknie znowu z terenów na parę księżyców. Ciszę przerwał w końcu głos kotki, a który kocur wewnętrznie już się uśmiechnął. "Ja nie znam się na ziołach, ale...", i tu oczekiwał że zaproponuje pomoc Medyka, i wszystko będzie dobrze... ale się przeliczył.
- Skąd mam wziąć pajęczynę? - zacisnął zęby. Niby mógłby to zrobić, pajęczyna to nie kwiatki... ale chodzenie za nią może zająć bardzo długo! I co jak jej nie znajdzie? Jej zszokowanie nie przeszkadzało mu zbyt bardzo, choć wpierw sam się nieco zdziwił. W Pożodze już każdy przywykł do jego odzywek, więc nikt nie reagował na jego słownictwo. Poza to inna sprawa. - Mogę chcieć. Byleby przestało to boleć.
Zmarszczył nos. Nic innego nie mógł zrobić. Do Wichru może i tak zajść jak mu się nie poprawi, przecież nie stanie się nic złego jak pójdzie tam ciut później... no nie?
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zapytana o wrażenia z całej tej sytuacji, lekko się spięła. Czemu? To proste. Niezbyt wiedziała co mogłaby powiedzieć kocurowi. Nie miała wyrobionego zdania na ten temat, nie myślała o tym zbyt dużo i raczej wolała słuchać opinii starszych, bardziej doświadczonych kotów, które... Znają się bardziej. Ona jest tylko terminatorką, młodą, beztroską i zajętą poznawaniem życia. Nie w jej głowie są sojusze, czy konflikty! Unikała myślenia o tym, bo zawsze rozpoczynało się właśnie na tych tematach, a kończyło na wyobrażeniach wojny, co jest jeszcze bardziej okropne. Czy któryś z przywódców byłby gotowy posunąć się do takiego kroku? Rozlew krwi przecież nie jest potrzebny, śmierć również. Ale... Ale stop! Przecież nie o tym miała teraz myśleć!
- Noo... Tak właśnie jest. Moja opiekunka mówiła mi, że odkąd żyje, nie pamięta żadnego konfliktu klanów, a urodziła się dawno, na starych terenach! - To musiało być naprawdę, ale to naprawdę dawno temu, skoro w lesie pozostało naprawdę niewiele kotów, które pamiętają stare tereny. Ciekawe jak wyglądają. Ciekawe czy też były takie... Przyjemne jak te. No i najważniejsze pytanie, ciekawe co spowodowało, że zostały one porzucone, że klany się wyniosły. Kusa mogła się tylko domyślać, ale... Chyba wolała tego nie robić. Okropne wizje mogłyby wtedy tworzyć się w jej głowie, a tak bardzo nie chciała widzieć tych wszystkich obrazów. Wielka wyobraźnia momentami potrafi być naprawdę uciążliwa.
Na informację o okolicznościach poznania Rysiego Pomruku, również cicho zachichotała. Wskakiwanie pod potwory, no któż by pomyślał! Czy naprawdę gdzieś w lesie jest kot, który byłby w stanie takie coś zrobić? Przecież... To samobójstwo, to bolesne i okropne. Nie lepiej poczekać do starości, by móc spokojnie umrzeć? Przez ten czas, podczas całego życia, można zrobić naprawdę dużo fajnych rzeczy, które miło wspomina się na starość.
- No, ona jest wszędzie, wystarczy dobrze się rozejrzeć. Chodź, spróbujemy. - powiedziała, ciągle się uśmiechając. Wizja szukania ziół wydawała się być świetna. Przez chwilę będą mogli poczuć się jak prawdziwi medycy! Oj, gdy tylko wróci do obozu, będzie musiała pochwalić się Szyszce i Traszce! Wstała więc, podchodząc bliżej do samotnika. Gdyby tego chciał, mogłaby pomóc mu się podnieść. Ale... Chyba nie trzeba? Może da sobie radę? Jeżeli nie chciał pomocy, po prostu poczekała na niego, a następnie ruszyła przed siebie. Co chwila rozglądała się na boki, uważnie wypatrując pajęczyny, która mogłaby się nadać do opatrzenia rany. Szukanie ziół to trochę jak polowanie, ale... Ale takie spkojniejsze. W końcu rośliny nie uciekną, a zwierzyna tak.
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na wieść jak dawno temu wspomniana kotka się urodziła, strzygnął uszami. Klanów kiedyś tu nie było? To gdzie były? I po co się tu przenosiły? Przekrzywił głowę na bok, powoli łącząc we łbie wątki, wymyślając powoli co może powiedzieć, żeby jakoś pociągnąć intrygujący go temat.
- Ja też się urodziłem daleko, daleko stąd - uśmiechnął się delikatnie, na więcej nie mógł sobie pozwolić. Wolał pozostawać z neutralnym wyrazem pyska. Roche miał wrażenie, że im częściej i szerzej się uśmiecha, tym bardziej potem boli go cały pysk. - Może zabrzmi to niegrzecznie, ale... po co się przenosić na te tereny? Tamte były jakieś brzydkie czy coś? Coś się tam stało? O ile wiesz coś na ten temat.
Obrzydlistwo, że musiał się tłumaczyć że nie chce być niegrzeczny. Chciał być niegrzeczny, a jak! Tylko chyba tak wypadało powiedzieć, żeby nie zabrzmieć wrednie, czy coś. Oby to przyniosło jakikolwiek skutek, bo inaczej... ugh, byłby co najmniej zirytowany. Niech mu powie cokolwiek, byleby go nie zignorowała...
Gdy zaczęła podchodzić bliżej, kocur położył po sobie uszy, marszcząc do tego brwi. Normalnie by już ją ochrzanił za wsze czasy, że ma trzymać się z daleka, ale to chyba dobra okazja próbować oswoić się z kimś blisko siebie, co nie? Nie była w końcu aż taka znowu groźna, zaproponowała mu pomoc. Szybko więc po prostu westchnął, wstając dość... nieporadnie. Łapy go rwały jak na nie naciskał, ale to lepsze wyjście, niż tak o prosić o pomoc. Musiał się nauczyć radzić sobie z bólem.
- Pamiętam, jak ktoś mi nałożył pajęczynę i ze mnie spadła. Umiesz ją nakładać? - rzucił pod nosem, posyłając jej krótkie spojrzenie. Roche nie chciał bawić się w zielarza. Nie lubił się zajmować czymś takim, nienawidził. Czuł się upokorzony, ale z drugiej strony - jak nauczy się czegokolwiek to będzie mógł dbać o samego siebie. I Fairy nie będzie mu już potrzebny! Ten drobny pozytyw go nijak pocieszał. Gdyby nie to, że bengal zwykle wyglądał jakby miał dość wszystkiego i każdego na całym świecie, można by pomyśleć, że teraz spotkała go jakaś okropna kara, na którą jest wściekły.
Zaczął się za pajęczyną rozglądać. Nie wiedział gdzie jej szukać, ale skoro ma być wszędzie, po prostu patrzył wszędzie. Na gałęzi, na krzaki, na kamienie... i pod kamienie. Nie miał najmniejszego doświadczenia w tych sprawach, więc starał się po prostu dać z siebie wszystko. Jak jemu się nie uda, może przyjemna nieznajoma będzie mieć więcej powodzenia w szukaniu pajęczyny.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i ruszyli na poszukiwania pajęczyny. Nie było to niby jakieś trudne zadanie, lecz pech często dawał się we znaki. Ile to już nie bywało całodniowych poszukiwań ziół, gdzie nie odnaleziono tego co było potrzebne. Na razie właśnie szczęście nie uśmiechnęło się do wichrowej terminatorki, która mimo poszukiwań nie ujrzała ani pajęczyny, ani żadnej ciekawej rośliny.

Wierzbowa Łapa: lvl: 2 | S: 5 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 50
➛ przerzuty medyczne: 0/2
➛ przerzuty: 0/1

Bury bengal z Klanu Pożogi za to nie został obdarzony ani szczyptą pecha w poszukiwaniach medykamentów. Może jego choroba zabrała ze sobą brak szczęścia. Na wielkim, wykrzywionym drzewie mógł ujrzeć już swój cel. Na jednej z gałęzi znajdowała się pajęczynka. Teraz to już tylko kwestia czy Roche ma pomysł jak ją zebrać i by wspiąć się na drzewo.

Roche: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 55
➛ przerzuty medyczne: 1/1
➛ przerzuty: 0/1
[Obrazek: Gn2EEJS.png]
≡ ale kiedy mówisz do mnie słońce ≡
traktuję to co nieco opacznie
ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...
LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dowiedziała się, że kocur również urodził się gdzieś daleko. Czy miał na myśli stare tereny? Raczej nie. Z tego co wiedziała, nie było na nich Klanu Pożogi. O co więc mogło mu chodzić? Pomyślała, że o osiedle. W końcu jest ono dosyć daleko, nie raz jej o tym mówiono.
- Nie wiem zbyt dużo na ten temat. Wydaje mi się, że na starych terenach mogło zacząć się coś... Psuć. Może nie były tak dobre jak na początku. Dwunożni, drapieżnicy, brak zwierzyny albo coś jeszcze innego - powiedziała po krótkiej chwili zastanowienia. Naprawdę nie miała pojęcia, ale... Nie żałowała, że zostało jej zadane to pytanie. Dzięki niemu wie, że powinna bardziej zainteresować się przeszłością klanów. Podpyta na treningu albo może nawet od razu, gdy tylko wróci do obozu. Zobaczy się.
Przygryzła dolną wargę w lekkim zamyśleniu. Czy potrafiła nakładać opatrunki? Nie. Czy znała się na ziołach? Oczywiście, że nie. Nie wiedziała zupełnie nic na ten temat, ale... Ale hej, może się nauczyć! Metoda prób i błędów podobno jest najlepsza. W tym wypadku nikomu nie grozi śmierć, więc można próbować ile wlezie.
- Nie, ale nie martw się tym. To nie może być wcale trudne - Jeśli dobrze pójdzie, jeżeli znajdą pajęczynę to będzie mogła się o tym przekonać. Bengal również.
Rozpoczęli poszukiwania. Już od początku szylkretce nie szło zbyt dobrze, ale nie miała zamiaru się poddać. Mówiła przecież, że znalezienie pajęczyny jest łatwe, prawda? Chciała dopiąć swojego, udowodnić, że miała rację. Ale nie tym razem. Najwidoczniej będzie musiała się jeszcze trochę wysilić, ale to nic! Nikt przecież nie powiedział, że będzie łatwo.
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skinął lekko głową na jej domysły. Miało to sens, jeśli tak faktycznie było - nic dziwnego, że stamtąd się postanowili wynieść. Sami dwunożni byliby wystarczającym problemem, na wspomnienie o nich aż dreszcz przeszedł mu po plecach. Reszta problemów... no, słabo mieć takie - ale to było chyba nic w porównaniu z dwunogami, którzy mogliby uprowadzać koty, zabijać czy nie wiadomo co jeszcze. Nie lubił ich, wyjątkowo bardzo nie lubił.
Moment oczekiwał odpowiedzi na temat jej kwalifikacji medycznych. I ku jego zdziwieniu, były zerowe. Trzepnął uchem, westchnął pod nosem. Nie no, źle założoną pajęczyną go nie zabije... Jak spadnie, to się ją podniesie i założy na nowo. W pewien sposób cieszyło go, że ona się nie przejmuje niepowodzeniem aż tak. Miła odmiana od tego co ma na co dzień.
Po momencie poszukiwań, ujrzał to czego szukał. Na drzewie. Siadł przed celem, moment obserwując drzewo, usiłując znaleźć jakąś drogę na górę, która nie byłaby destrukcyjna dla jego łap. Nie wierzył, że będzie zbierał zioła. Był na to zły. Trzepnął ogonem o ziemię.
- Ej, kolorowa - powiedział głośniej, by kotka z Wichru zwróciła uwagę i przyszła. Oby podeszła. - Jest pajęczyna. Tylko, że jest u góry. Mogę tam spróbować wejść, ale... jak ją zabrać. Stój tu, jakbym zleciał na pysk to mnie zeskrob z ziemi i zanieś gdzieś, żebym wydobrzał. Dobra?
I po tym niemal od razu podjął prób wspinaczki na drzewo. Z bolącymi łapami to można się domyślić, czuł się jakby kora drzewa była rozżarzonym węglem naszpikowanym szkłem, ale poza warknięciami, sypiącymi się przekleństwami i syknięciami, nie było słychać żadnego wyrazu bólu ze strony bengala. Nie miał honoru ot tak przyznać się, że paskudnie nieprzyjemnie się tak wspina. W końcu wszedł na gałąź na której miał być i... no... co dalej? Ostrożnie wyciągnął łapę w stronę pajęczyny, chcąc ja po prostu owinąć sobie na łapie. Przy tym pilnował, by jak najbardziej zatrzymać równowagę na gałęzi. Nie był co prawda potwornie wysoko, ale mógł spaść i serio się obtłuc, co do szczęścia nie było mu zupełnie potrzebne.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szylkretowa kotka szukała dalej. Nie było jej jednak dane ujrzeć coś ciekawego. Jej okolica zdawała się świecieć pustkami. Musiałaby poszukać dłużej, a może by coś z tego wyszło.

Wierzbowa Łapa: lvl: 2 | S: 5 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 60 | W: 50
➛ przerzuty medyczne: 0/2
➛ przerzuty: 0/1

Roche mimo kontuzjowanej łapy postanowił sprostać wyzwaniu i wejść na drzewo. Było to zdecydowanie męczące dla burego, ale wdrapał się. Sięgnął swą łapą i nawinął na nią 6 motków pajęczyny. Także sukces jak najbardziej duży. Mógł teraz na spokojnie zejść uważając na swój medykament i zająć się raną na dole razem z towarzyszką. W końcu taki zlepek pajęczyny można zamienić na ładny opatrunek.

+6 pajęczyny
+48 med exp

Roche: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 9 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 55 | W: 55-5 = 50/55
➛ przerzuty medyczne: 1/1
➛ przerzuty: 0/1
x
|

·•● ☀ ●•·
|the sky'd be falling and I'd hold you tight
and there wouldn't be a reason why
we would even have to say goodbye
|if the world was ending
you'd come over, right?
|★ right? ★
|if the world was ending
you'd come over, right?
|r i g h t ?
✦

Obrazek

6e6cf0 ⟶ ➛
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeszcze trochę rozglądała się, szukając pajęczyny. I cóż, zdecydowanie nie szło jej zbyt dobrze. W pewnym momencie zaczęła się po prostu irytować, że przychodzi jej to z taką trudnością. Myślała, że to łatwe! Myślała, że nie będzie musiała zbyt długo się męczyć, że pajęczyna jest wszędzie. Przy tym miała nadzieję, że kocurowi udało się coś znaleźć. To mogłoby ją... Uratować, w pewnym sensie. Mówiła mu przecież, że to nic trudnego.
Odwróciła głowę. Czyli rzeczywiście miał więcej szczęścia niż ona. Roche nazwał ją kolorową, na co nieśmiało się uśmiechnęła. Chwilę później przywołał ją do siebie, mówiąc, by... W razie, gdyby spadł, zeskrobała go z ziemi. No... Dobrze. Chyba nie miała wyboru? Zbliżyła się do drzewa, ciągle obserwując jego ruchy. Wspinaczka wychodziła mu całkiem nieźle, szybko znalazł się na górze. Będąc tam, nawinął na swoją łapę pajęczynę. Wyglądał na ostrożnego, jednak te wszystkie ruchy, to balansowanie na chudej gałęzi... Kusa myślała, że zaraz zemdleje ze stresu! Gdyby Roche spadł, zapewne nie skończyłby za dobrze. Co miałaby wtedy zrobić? Zostawić go tutaj i biec do medyka? Pewnie przez ten czas coś trzy razy zdążyłoby go zeżreć. Wolała nie zastanawiać się nad ewentualnymi złymi zakończeniami, a po prostu poczekać na to, co się stanie.
- Proszę cię, uważaj tam... - powiedziała cicho, nawet nie mając pewności, czy kocur to usłyszał. Wlepiła w niego spojrzenie, oczekując na jakikolwiek ruch. Byleby tylko nie zdecydował się zeskoczyć. Z tymi rannymi łapami mogłoby to być problematyczne. Stan pogorszyłby się, a wtedy nie mogłaby pomóc.
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mijały kolejne chwile. Po wspięciu się na drzewo, czuł jak coraz bardziej wali mu serce, jak z każdą chwilą coraz mu cieplej kiedy wyciąga łapę po pajęczynę i... udało się. Słyszał z dołu prośby Wichrowej kotki, że ma tam u góry uważać i o to go prosi. Po co? Byli sobie obcy! Nie musiała się przecież martwić o obcego! Niemniej, rzucił jej że będzie ostrożny i ma się o nic nie bać. Nie spadł, pajęczyny miał tyle, że nawet Fairy mógłby mu pogratulować, wszystko szło dobrze! Uśmiechnął się do samego siebie pod nosem, zaraz sprawnie wycofując się z gałęzi i schodząc... o niebo pokraczniej. Bolało go, jedną łapę miał na minusie - bo nie chciał zmarnować pajęczyny - musiał więc dać sobie radę na trzech. Moment schodził płynnie, potem coraz szybciej i niestaranniej, by w końcu ciut mniej niż długość ogona od ziemi puścić się drzewa i spaść z hukiem na ziemię. Nic mu nie było! Wstał szybko z podłoża, otrzepał się i siadł, jakby wypadek ze spadnięciem był w zupełności zamierzony.
- Mam tyle - rzucił, pokazując kotce znalezioną pajęczynę. Nie wiedział czy tyle starczy, dla niego było to naprawdę dużo, ale... no. Może trzeba bardzo, bardzo mocno owijać łapy, żeby było z nimi lepiej? - I... co teraz?
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może nie powinna, ale tak, martwiła się o Roche. O to, że sobie coś zrobi, że później ona nie będzie w stanie mu pomóc, bo zwyczajnie spanikuje i straci trzeźwość umysłu. Z drugiej strony, kocur miał do czynienia z koteczką, która potrafi martwić się o każdego i to dosłownie. Nie ważne, czy jest to ktoś bliski, czy raczej obcy. Czy jest to ktoś miły, czy wredny. To jest przecież bez znaczenia, każdy czasem potrzebuje pomocy!
Obserwowała jak kocur schodzi z drzewa. Tym razem poszło mu to nieco pokraczniej, jednak, na szczęście, dał sobie radę. W pewnym momencie Kusa myślała, że zejście zakończy się upadkiem, Nie miała racji. Gdy bengal dotknął ziemi, odetchnęła z ulgą. Podeszła trochę bliżej, głęboko zastanawiając się nad tym, co powinni teraz zrobić.
- Hm... Gdy pewnego razu byłam w lecznicy, Lśniąca Sadzawka przed nałożeniem pajęczyny oczyściła ranę. Myślę, że właśnie to powinniśmy zrobić. - Odparła z zastanowieniem, podnosząc nieco wzrok, by spojrzeć na kocura. Miała nadzieję, że z wyczyszczeniem rany kocur sobie poradzi. Nie chciała dotykać go swoim językiem, bo... W ogóle się nie znają, w dodatku czułaby się przez to niezręcznie. On zapewne też. Do tej pory sprawiał wrażenie kogoś, kto zbytnio nie lubi dotyku obcych. Dlatego nie powinna wyręczać go w oczyszczeniu łap. Usiadła więc, zerkając na niego w oczekiwaniu.
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pierwszym co przyswoił było imię Medyczki. Znał ją, ale nie wiedział czy z imienia. Teraz już je znał na pewno! A to, kto wie, może się mu kiedyś bardzo przydać. Potem skupił się na tym, co powiedziała mu szylkretka. Oczyścić ranę, co? Może faktycznie miał rany. Może one go tak piekły i swędziały, w końcu chodzi nonstop i skóra mogła mu pęknąć, czy... czy coś. Nie znał się, nie był medykiem, nie wiedział nic o chorobach i ich leczeniu. Zdał się więc na kotkę.
- Pilnuj tego - mruknął zaraz lekko podbijając do góry jedną z jej łap, przekazując jej pajęczynę. Inaczej trudno byłoby mu wymanewrować czyszczenie łap, czym zaraz się zajął. Robił to najspokojniej i najdokładniej jak mógł, ale czy to coś da - wątpił. Po skończeniu, zabrał od niej z powrotem pajęczynę, posyłając jej krótkie spojrzenie. - Po prostu owinąć, tak?
Uniósł lekko brew do góry. Zaraz, po chwili wyjaśnień, faktycznie przeszedł do owijania łap, najmocniej i najdokładniej jak tylko mógł to zrobić. Przecież nic innego nie wymyślą, zostanie im mieć nadzieję, że ta cała akcja cokolwiek da i nieprzyjemne uczucie w końcu minie.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwnęła szybko głową, aby chwilę później unieść jedną ze swoich łap i delikatnie zabrać pajęczynę, którą przekazał jej kocur. Przyjrzała się jej dokładniej. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego. Zwykła pajęczyna, stworzona przez obleśnego pająka, którego, miejmy nadzieję, nie ma nigdzie w pobliżu. Jednak w momencie, gdy terminatorka skupiła się bardziej, zauważyła jak delikatna i lekka jest ta pajęczyna. Jeden, nieuważny ruch i mogłaby się zniszczyć, a wtedy trzeba byłoby szukać kolejnej. W dodatku była nieco zwiewna, ale jednocześnie lepka, więc wiatr nie był w stanie jej porwać.
Obserwowała małe zawiniątko nawet w momencie, gdy zostało jej odebrane przez bengala. Szybko mu poszło. Albo... To ona tak długo wpatrywała się w pajęczynę. Miała nadzieję, że nie wyglądało to dziwacznie... Uniosła głowę, przenosząc wzrok na Roche. Zapytał, czy wystarczy teraz po prostu owinąć i nie czekając na odpowiedź, zabrał się za to. Nie, nie nie! To jeszcze nie teraz!
- Zepsułeś! - powiedziała nagle, a zaraz po tym wykonała gwałtowny skok w stronę kocura, by położyć łapę na jego łapie, tej, która owijała pajęczynę. Zupełnie jakby liczyła, że w taki sposób jakoś uda jej się cofnąć czas. Ale to niemożliwe. Jest już za późno. Łapa była owinięta i jedyne co mogli teraz zrobić to ściągnąć Pajęczynę, ale... Czy wtedy nie zniszczyłaby się całkowicie? - Na oczyszczoną ranę kładzie się jakąś... Roślinę, która ulecza, tak myślę. - powiedziała, tym razem zdecydowanie bardziej spokojniej, odstawiając swoją łapę na ziemię. Do swoich słów dodała nawet delikatny uśmiech, chcąc mieć pewność, że kocur nie gniewa się na nią za ten wcześniejszy krzyk. - Ale teraz już na to za późno. Miejmy nadzieję, że sama pajęczyna wystarczy. - mruknęła, zerkając na opatrunek. Nie wyglądał perfekcyjnie, ale hej! Jak na pierwszy raz chyba nie jest źle, co?
[Obrazek: TLfWWJR.png]
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uniósł brew do góry słysząc to głośne "zepsułeś". Zaraz zmarszczył brwi, wykrzywił się lekko, a uszy położył po sobie. Wcześnie się obudziła, bardzo szybko mu o tym powiedziała.
- Mogłaś powiedzieć o "jakiejś roślinie" kiedy szukaliśmy pajęczyny. Poza tym, nie znam się na ziołach. Ty też nie. Wzięlibyśmy coś trującego i byśmy się zabili - mruknął do niej niby to z wyrzutem, niby z obojętnością. Nie miał się o co zbyt złościć, poza tym że oskarżyła go o zepsucie mimo, że nie starała się nawet zapobiec temu by wszystko wyszło. I tak wątpił, by udało się mu wyleczyć samemu. Nie znał się na ziołach. Na niczym się nie znał z takich śmiesznych spraw. - Wystarczy. Nie będą mi dotykać bezpośrednio ziemi, więc może mniej będą boleć.
Wzruszył lekko ramionami. Teraz już wrócił do poprzedniego wyrazu pyska, zupełnie obojętnego i zmęczonego. Jest dobrze. Nie ma się o co martwić, nic złego się nie może stać. Najwyżej będzie szukał pomocy dalej.
- A... no. I dzięki. Kimkolwiek jesteś, kolorowa - skinął lekko łbem. Nie musiał się zdobywać na nic więcej, byli sobie nadal obcy. Podziękować jednak wypadało.
LVL 3 150 / 200
MedLVL 0 48 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości