Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Może gdyby znał jej brata, umiałby to jakoś lepiej ocenić, ale tak mógł opierać się jedynie na tym, co mówiła. Nie czuł również jakiejś nadmiernej potrzeby zagłębiania się w temacie, więc jedynie lekko się uśmiechnął, a następnie rozchylił pysk nastawiając uszu i zastanawiając się nad tym, o co zapytała. Czy był z kogoś dumny? To nie była najłatwiejsza kwestia dla kogoś, kto żył z dala od Klanu, ale ostatecznie skinął powoli głową.
- Tak, myślę, że tak. Z Łososia – zakomunikował w końcu z namysłem, przypominając sobie determinację przyjaciela, gdy był ciężko ranny, jego spokój i swoiście dziwne ułożenie, którego nie dało się w żaden sposób ukryć, ani pominąć. Medyk miał w sobie coś, co powodowało, że można było być z niego faktycznie dumnym, jeśli już koniecznie chcieli używać dokładnie tego słowa.
- Ale to nie twoje życie, a jego, może on wcale nie chce być wojownikiem? Wierzę, że uda ci się go przekonać, ale mimo wszystko, jeśli będzie potrzebował innej ścieżki, nie przymuszaj go. A jeśli boisz się oskarżeń, idź pomów z jego mamą, z przywódcą albo bratem, żebyś miała w pełni czyste serce – odpowiedział po chwili marszcząc nieznacznie nos z namysłu. Owszem, wierzył w to, że Lawenda poradzi sobie z uczniem i wskaże mu właściwą drogę, ale był również w stanie pogodzić się z faktem, że młody wcale nie chce być wojownikiem, że ma inny pomysł na siebie, na swoje życie, na przyszłość po prostu, że to nie jest do końca to, czego oczekuje. Zmuszenie go do przyjęcia dorosłego miana również mijało się z celem, jeśli nie wiedział do końca, co to jest i z czym się to właściwie je.
Na jej uwagę na temat obozu skinął lekko głową, a następnie przyznał jej rację w tym, że podróż wydawała się faktycznie być przygodą. Jego oczy nieznacznie błysnęły, nie pokazywał jednak po sobie takiej radości, jak pewnie wtedy gdy wyruszali – ostatecznie wiedział, jak podróż zakończyła się dla wielu spośród nich i nie było to nic ekscytującego, nic, co napawałoby dumą, ani nic o czym można by snuć opowieści, o czym można by mówić w nieskończoność i wspominać przy kociętach. Powoli zresztą odchodzili ci, którzy podróż tę naprawdę przeżyli i Toń zdał sobie z tego dość nieoczekiwanie sprawę.
Być może dobrze, że Lawenda postanowiła przerzucić się na całkiem nowy temat, bo już Toń się za nią niezgrabnie wspinał, już wędrował wyżej i wyżej, by do niej dołączyć. Och, łapanie obłoków! Zdaje się, że tego jeszcze nigdy nie robił. Udawał już kaczkę, wierzył w Klan Karpia i zastanawiał się, co jest na księżycu, ale chmury były zawsze poza zasięgiem jego łap. Dotarł do kocicy, przy której w miarę stabilnie usiadł, a później uniósł łapę i wyciągnął pazury, by po chwili zrobić zdziwioną minę.
- O! – rzucił tajemniczo bawiąc się w grę, która najwyraźniej podobała się również wojowniczce.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka od razu wiedziała o kogo chodzi. Właściwie, nie znała osobiście Łososiowej Łuski, ale coś tam o niej słyszała. Lawenda wywnioskowała, że skoro Tonące Słońce jest z niej dumny to musi być wspaniałym Medykiem i... dużo lepszym od Lśniącej Sadzawki. -Musiała zrobić coś naprawdę niezwykłego!- skomentowała z uznaniem. Jeżeli ze wszystkich kotów Toń wybrał właśnie ją, to coś musiało być na rzeczy! Następnie córka Czyżyka uważnie wysłuchała słów Tonącego Słońca. Na spokojnie analizowała je w głowie i odpowiednio przetwarzała. Nie wyobrażała sobie tego, że Sucha Łapa mógłby zostać samotnikiem. Już jej myśli zaczęły krążyć wokół tego, czy sobie poradzi, czy będzie umiał zadbać o siebie, a co najistotniejsze czy jakiś drapieżnik go nie zaatakuje skracając jego żywot. Lawenda wzięła kilka spokojnych oddechów i zmierzyła wzrokiem Tonące Słońce. Był on idealnym, namacalnym przykładem tego, że można żyć samemu i sobie radzić. Wydaje się on być w miarę szczęśliwy ze swojego życia, więc może Sucha Łapa też by odnalazł się w takim życiu ? - Nie będę zmuszać... Jeśli woli być Samotnikiem lub, co gorsza Pieszczochem, nie będę stawała mu na drodze. Z ciężkim sercem zaakceptuje ten fakt. Masz rację, najlepiej jeśli porozmawiam z jego mamą. Niech wie, jaka jest sytuacja. Może ona sama na niego wpłynie?- zareagowała pewniejszym tonem głosu. Lawendowy Kwiat poczuła jak kamień spadł jej z serca. Co prawda przed nią jeszcze rozmowa z Zaćmionym Księżycem, ale po wsparciu Tonącego Słońca już się niczego nie obawia. W końcu to naprawdę nie jej wina. Nie zmusi nikogo do treningu i zmiany życia.
Lawendowy Kwiat cierpliwie czekała aż przyjaciel do niej dotrze. Niebieska kotka spostrzegła, że posiada on wiele cennych walorów takich jak szybkość, zwinność, umiejętność pływania i łowienia ryb, to jednak wspinaczka nie była jego mocną stroną. Ten fakt odrobinę ucieszył niebieska kotkę. W duchu zaśmiała się, że chociaż w czymś jest od niego lepsza. Gdy Tonące Słońce już się usadowił, razem z nim podjęła kolejną próbę złapania chmurki. Na reakcję Toń szybko spojrzała na niego z wielkim zaciekawieniem. Czyżby złapał obłok? - Złapałeś?- spytała z błyskiem w oczach.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Musiał. Łosoś jest kocurem, to znaczy, tak mi powiedział i skoro tak uważa, to nie mam podstaw, żeby to kwestionować – powiedział na to uśmiechając się lekko. Nie zamierzał tego ukrywać, ostatecznie bowiem nie było to chyba nic złego, a domyślał się również, że informacja ta dotarła do innych kotów. Nie wpływało to również w żaden sposób na to, jak się w stosunku do niego zachowywano, ani jakim medykiem był, a co do tego, że był dobry w tym co robił, Toń nie miał właściwie żadnych wątpliwości. Poruszył nieznacznie wibrysami, zastanawiając się jednocześnie, jak ująć w słowa to, co czuł względem Łososia. – Był jednym z moich pierwszych przyjaciół i swoją determinacją uratował mi życie po ataku bobra. O, nie on ostatecznie mnie wyleczył, bo był wtedy na to zbyt niedoświadczony, ale uparcie szukał pomocy, aż ją znalazł.
To były, jak sobie uświadomił, niesamowicie odległe czasy, które właściwie częściowo już zamazywały się w jego głowie, ale zupełnie się tym nie przejmował. Ani tym, ani wieloma innymi kwestiami, które nie miały teraz dla niego najmniejszego znaczenia. Bardziej ciekawiło go to, jak jego uwaga wpłynie ostatecznie na Lawendę, bo nie chciał, żeby się zadręczała, ale uważał również, że powinna o sprawie porozmawiać z innymi, a nie tylko zostawiać ją na własnej głowie, co nie prowadziło do niczego dobrego.
- Bycie pieszczochem też nie jest takie złe, a niektóre koty właśnie tego pragną – zauważył i mrugnął do kocicy. Sam pochodził z takiego miejsca i nie czuł się z tego powodu źle. Nie pojmował co prawda teraz, jak z własnej woli można było nie chcieć wychodzić z siedliska, ale z drugiej strony – to było całkiem proste. Dostawać jedzenie i wypoczywać, na pewno byli tacy, którym coś podobnego odpowiadało. Tak czy inaczej kocur pokiwał lekko głową na znak, że decyzja Lawendy jest słuszna, nie mogła brać na siebie odpowiedzialności za każdego, jeśli ktoś czegoś nie chciał, nie zawsze dało się go do tego nakłonić i zmienić jego spojrzenie na życie.
Nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy jest od niej w czymś lepszy, bo to nie miało dla niego właściwie znaczenia. Jako samotnik musiał być szybki i sprawny, by przypadkiem nie zrobić sobie żadnej krzywdy, czy czegoś podobnego, by nie paść ofiarą drapieżnika, by radzić sobie najlepiej, jak to możliwe. Niestety, z powodu braku ogona, nie umiał wspinać się nazbyt sprawnie, bo trudniej było mu utrzymać się na drzewie, ale ostatecznie usiadł obok kocicy. Ponieważ zaś lubił się z nią nieco droczyć, a i jej chyba sprawiały przyjemność te ich małe niemądre zagrania, to nie zamierzał tak łatwo dawać za wygraną.
- Chyba tak! – powiedział podekscytowany. – Ale nie daje się chwycić! Jak sypki śnieg! – rzucił, a jego oczy błyskały radosnymi iskrami. Cieszył się, że może tu sobie bezkarnie siedzieć, razem z Lawendą u boku, że nie ma chwilowo żadnych trosk i mogą się doskonale bawić w swoim towarzystwie.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Teraz to Lawendowy Kwiat się pogubiła. To w końcu Łososiowa Łuska jest kotką czy kocurem? Chyba kiedyś z kimś rozmawiała na ten temat, albo jej się wydaje. Mniejsza, nie jej Klan i w sumie ta wiedza nie jest jej zbytnio do życia potrzebna. - Noo... Dobrze, niech tak będzie. Na przyszłość będę wiedzieć- zareagowała uśmiechając się. Właśnie zdała sobie sprawę, że Łosoś jest jedynym Medykiem kocurem, reszta to same kotki. Ciekawa sytuacja. Lawendzie nasunął się mały wniosek, że może płeć piękna bardziej nadaje się na tę rangę niż kocury? Myśli niebieskiej kotce przerwała dalsza wypowiedź Tonącego Słońca. Skierowała w jego stronę uszy i całą sobą skupiła się. Na moment przymknęła oczy i przypomniała sobie Pluskającą Kroplę, która była pierwszą poznaną przez nią w Klanie kotką i później wspaniałą przyjaciółką, mimo sporej różnicy księżyców. Po chwili niebieska kotka z powrotem otworzyła oczy i skierowała wzrok na kępę trawy znajdującą się przed nią. Nagle Łosoś stał się dla niej kimś bardzo wyjątkowym, ponieważ to dzięki niemu może teraz być tutaj i spędzać miło czas z Toń. Gdyby nie on, zapewne nigdy nie dotarłaby na Dziką Plażę i jej życie nie miałoby takiego sensu jakie ma teraz. - Taki przyjaciel to skarb. Masz okazję się z nim jakoś regularnie widywać?- zapytała patrząc w oczy Tonącego Słońca. Interesowało ją czy Toń spotyka się z kotami bliskimi jego sercu, a tych w Klanie Rzeki paru było. Lawenda dobrze pamięta z jaką czułością opowiadał o niektórych.
Na kolejną wypowiedź Tonącego Słońca, córka Czyżykowego Głosu tylko pokiwała głową. Stwierdziła, że nie będzie się spierać. Mimo, że obiecała sobie, że nie będzie negatywnie reagować na Dwunogów i inne kwestie z nimi związane, to jednak nadal czuje do nich żal i złość po śmierci taty.
Chmura sypka jak śnieg? Nie możliwe! Powinna był puchata jak futerko Miękkiego Obłoku! Tak to sobie Lawenda wyobrażała. Z drugiej strony jeśli chmurka jest delikatna jak śnieg to też fajnie. Świadczy to o ulotności i nieosiągalności. -O!- jęknęła robiąc rozczarowaną minkę. - Wychodzi na to, że chmury nigdy nie będą dla nas do zdobycia!- powiedziała i ponownie wyciągnęła łapkę. Może jednak uda jej się poczuć obłok sypki jak śnieg? Lawenda zamknęła oczy i zaczęła się śmiać rozbawiona. - Chyba coś czuje! Łaskocze mnie po opuszkach!- powiedziała.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Ja wiem, że to brzmi strasznie dziwnie, ale nic na to nie poradzę, bo to tak wyszło… – powiedział na to śmiejąc się cicho i próbując jakoś lepiej przybliżyć jej to, o co dokładnie mu chodziło, ale to wcale nie było takie proste. Jak miał komuś opowiedzieć o tym, że pewna kocica uważała się za kocura? Przyjął to do wiadomości, bez zbędnego gadania, bo dla niego nie było to jakieś niesamowicie dziwne, ostatecznie bowiem zgodnie z własną wyobraźnią wędrował po księżycu, skoro zaś Łosoś uważał, że jednak jest płci męskiej, to cóż miał na to poradzić? Przystał na takie, a nie inne warunki i to najbardziej liczyło się w tym wszystkim.
- Nie. Nie zbliżam się do granic Rzeki, na wszelki wypadek, poza tym na pewno mają swoje własne sprawy. Trzymam się z daleka i mam nadzieję, że wszyscy są zdrowi i bezpieczni, choć doszły do mnie słuchy, że część z moich przyjaciół opuściła już tereny Klanu – powiedział kręcąc głową. Jego spojrzenie stało się nieco smutne, co teraz nie mogło na pewno umknąć Lawendzie, nawet brwi kocura jakby nieznacznie się zmarszczyły, ale uśmiechnął się do niej lekko. – Na pewno jeszcze kiedyś się z nimi spotkam, nie wyobrażam sobie niczego innego. A teraz mam ciebie, więc moje dni nie są takie samotne i nudne – dodał spokojnie, aczkolwiek jego oczy zabłyszczały dość mocno. Spędzanie czasu z Lawendą sprawiało mu tak wiele przyjemności! Była ciepła, uśmiechnięta, gotowa do tego, by przy nim być i jeszcze chciała realizować jego niemądre wymysły, wspinać się na drzewa i łapać chmury!
- A ja myślę, że kiedyś będą. Wiesz, myślę, że chmury to takie miękkie legowiska Gwiezdnych – powiedział łagodnie, ale nie brzmiało to smutno, wręcz przeciwnie. Nie chciał się o tym już teraz przekonywać, ani trochę, ale miał nadzieję, że pewnego dnia faktycznie skoczy w taki obłoczek i zapadnie się w nim obserwując z góry to, co się dzieje na świecie. Zerknął kątem oka na Lawendę, gdy ta zamknęła oczy i zaczęła próbować złapać obłok, jej łapę na pewno połaskotały liście, ale przecież nie zamierzał jej tego mówić!
- Jednak! To takie niesamowite wrażenie, prawda? – rzucił mocno entuzjastycznie, jednocześnie uśmiechając się promiennie i przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby nic innego się dla niego nie liczyło. Z jakiegoś powodu jej zachowanie dość mocno go rozczuliło i spowodowało, że jego serce zabiło mocno. Och, ona naprawdę chciała bawić się w jego głupie zabawy!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Dla niebieskiej kotki to było bardzo dziwne. Zastanawiała się jak to mogło się stać. Być kotką, ale uważać się za kocura. Co tu poszło nie tak? Aż Lawenda musiała na chwilę się zagłębić skąd mogło się to wziąć. Czy zaszło coś niepokojącego w brzuchu matki czy może jest to jakiś wymysł i przekonanie Łososia? Córka Mknącego Ptaka wypuściła głośno powietrze i postanowiła nie zastanawiać się nad tym. Nie jej sprawa i szkoda na takie rzeczy marnować czas.
Lawendowy Kwiat dostrzegła smutek, który pojawił się na pyszczku Tonącego Słońca. Zaczęła żałować swojego pytania. Chyba nie powinna być tak dociekliwa, choć z drugiej strony zależny jej na Toń i chce o nim jak najwięcej wiedzieć. Zrobiło jej się przykro słysząc, że część z jego przyjaciół opuściło te tereny. Wiedziała dobrze jakie to uczucie, gdy danego kota tak nagle zabraknie. Był i po chwili go nie ma. Najgorzej jest, gdy zauważy się to jakiś czas po fakcie... Niebieska kotka pokiwała powoli głową i spojrzała na swoje łapki głośno przełykając ślinę. Słysząc, że Tonące Słońce kontynuuje wypowiedź, skierowała na niego wzrok. Serce zaczęło jej szybko bić oraz fala gorąca przeszła przez jej ciałko. Lawenda poczuła się skrępowana tymi słowami. Uśmiechnęła się delikatnie i skupiła swój wzrok na boku Tonącego Słońca. Bała się spojrzeć w jego oczy. To piękne, że w jego życiu jest ona taka ważna i sprawia, że jest bardziej kolorowe. Lawenda końcówką swojego ogona delikatnie przejechała po boku przyjaciela. Nie potrafiła słownie zareagować, toteż milczała wpatrzona we długie pręgowane futerko. - To by było fantastyczne! Spać na nich każdego dnia i rozkoszować się ich puchatością!- zareagowała podekscytowana. Wizja Toń bardzo jej się podobała. W końcu Gwiezdni muszą gdzieś spać, a gdzie najlepiej? Oczywiście na obłoczkach! - Prawda!- powiedziała uśmiechając się. Otworzyła oczy i postawiła z powrotem łapkę na gałęzi. Rozejrzała się dookoła, a następnie spojrzała w dół. Skoro już miała okazję dotknąć chmurki to chyba nie ma dalszej potrzeby tkwić na drzewie. - Schodzimy?- zapytała i napięła mięśnie gotowa do drogi powrotnej.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Pod tym względem Toń był zadziwiająco wręcz prosty. Nie potrzebował jakiś wielkich tłumaczeń i wychodził z założenia, że jeśli ktoś coś czuł, to miał raczej do tego prawo. Łosoś nie krzywdził nikogo swoim przekonaniem, że jest kocurem, a śmiesznouchy nie zamierzał się z nim w tym temacie wykłócać, ostatecznie bowiem nie było to nic strasznego, czyż nie? Być może było to jakieś nawiązanie do jego założenia, że należało żyć i pozwolić żyć innym, skoro zaś postrzeganie własnej płci nie odbijało się na nikim w okolicy, to dlaczego należałoby się do tego przyczepić? To trochę tak, jakby ktoś zaczął się zastanawiać, dlaczego pewne koty nie mają partnerów, nie byłoby to chyba zbyt kulturalne, czyż nie?
Niestety, Toń również tracił bliskich, a żyjąc poza ziemiami Klanu, nie wiedział o nich właściwie nic. Docierały do niego jedynie strzępki informacji pozyskane w czasie przypadkowych spotkań poza granicami Rzeki, a i one były dość skromne, więc ostatecznie nie był w stanie wysnuć żadnych głębszych wniosków. Niemniej jednak wiedział, że część jego przyjaciół odeszła, być może nie mogąc znieść tego, co Czerwia wyprawia i jak zachowuje się jako przywódczyni. Jeśli tak, było to pewne pocieszenie dla kocura, który zawsze uważał ją za skończony mysi móżdżek bez serca. Nie miał jednak zbyt wielkiej potrzeby wracać do jej osoby i miał tylko nadzieję, że pewnego dnia losy Klanu Rzeki odmienią się, a żyjące w nim koty ostatecznie przejrzą na oczy. Nic innego obecnie się już nie liczyło. Jeśli zaś idzie o Lawendę, to ani trochę nie kłamał, bo jej obecność sprawiała mu prawdziwą przyjemność i powodowała, że nie czuł się taki samotny, miał z kim rozmawiać i z kim wprowadzać w życie swoje szalone pomysły godne kocięcia. Cieszył się jej obecnością, choć z przymusu dość znikomą.
- Na pewno kiedyś się o tym przekonamy – powiedział całkowicie ciepło, jakby wizja śmierci nie była dla niego taka zła. Zresztą, kto miał za nim tak naprawdę płakać? Niewiele było tych jednostek, a on podejrzewał, że całe grono przyjaciół spotka właśnie na Srebrnej Skórce, gdzie będą mogli zachowywać się jak dawniej, bo przecież tam nie będzie już absolutnie żadnych podziałów.
- Chodźmy. Dzisiaj i tak stąd nie złapiemy żadnego obłoku! Nie jesteś zmęczona? – zapytał jeszcze powoli sposobiąc się do zejścia na dół. Wiedział, że zajął jej już całkiem sporo czasu, a nie powinien, ale miał nadzieję, że chociaż spędziła z nim kilka przyjemnych chwil i czuła się równie zadowolona i szczęśliwa, co on sam. To było zdecydowanie coś miłego, coś co kołysało go łagodnie zapowiadając mu już teraz spokojny wieczór i całkowicie słodkie sny.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Dla Lawendy wizja, że kiedyś dowiedzą się czy Gwiezdni śpią na chmurkach była... przerażająca. Owszem, jest w pełni świadoma tego, że prędzej czy później jej życie dobiegnie końca, ale jakoś nie potrafi tego zaakceptować. Ciężko jej znieść myśl o pozostawieniu tutejszego życia, rodziny oraz przyjaciół, choć z drugiej strony chętnie zobaczyłaby się rodzicami oraz rodzeństwem jak również innymi kotami, które były jej bliskie. Przez ciało niebieskiej kotki przeszedł dreszcz, aż futerko stanęło jej dęba na karku. Westchnęła cicho i w myślach przyznała Tonącemu Słońcu rację. Kiedyś na własnej skórze się przekonają na czym śpią Gwiezdni i w ogóle jak wygląda ich życie na Srebrnej Skórce.
Gdy tylko Toń potwierdził, że schodzą, córka Mknącego Ptaka zbliżyła się do pnia. Już miała zejść, kiedy w mgnieniu oka odwróciła się i spojrzała na Tonące Słońce lekko oburzona. Na szczęście ten stan trwał zaledwie parę uderzeń serca. - Ja? Nie! Zawsze mam dużo energii!- odpowiedziała z entuzjazmem, po czym ześlizgnęła się i odbiła się od kory drzewa, by po chwili znaleźć się na ziemi. Spojrzała w górę i dostrzegła, że słońce powoli zbliża się do horyzontu, co oznaczało powrót do Obozu. Jutro Lawendowy Kwiat musi wstać o świcie, aby przeprowadzić trening pełnej energii i gadatliwej Sikorce, a to wymaga posiadania dobrego samopoczucia oraz kondycji. - Znaczy... ten... energię i siłę mam, ale chyba będę się zbierać. Muszę być o Wschodzie Słońca wypoczęta i gotowa na nowe wyzwania...- tłumaczyła się. Nie chciała się rozstawać z Tonącym Słońcem, ale obowiązki ją wzywały. Niebieska kotka spojrzała na przyjaciela i lekko się uśmiechnęła. Ciężko jest jej się pożegnać, ale nie chciała tego przedłużać. Podeszła do pręgowanego kocurka i polizała go po policzku. -Odprowadzisz mnie do Granicy?- zaproponowała. Gdy tylko Lawenda przekroczyła tereny Klanu Wichru poczuła się jak zwiędnięty kwiatek, któremu odcięto dostęp do wody. Całą drogę do Obozu jej myśli krążyły wokół Tonącego Słońca. Już nie może się doczekać kolejnego spotkania oraz tego, co ciekawego będą na nim robić! Na pewno będzie to nie zapomniany dzień!
Mistrz: Rozmazane plamy to jedyny trop Płeć: Kocur Matka: Przepraszam mamusiu... [Trzcinowa Sadzawka] Ojciec: Ten nieobecny [Miękki Obłok] Partner: Hmmmm
Od czasu, gdy dołączył do dwunożnych, nieźle przytył. Biega teraz bardziej jak bułka. Krótkie futerko nadal pozostało bure, z czarnym tygrysim pręgowaniem. Mięśnie przykrył tłuszcz, lecz kocur nadal swoje potrafi. Złote oczy, patrzą na świat z większą pewnością, można by to nazwać nawet przekonaniem, że co swoje, to najlepsze. Uszy wciąż wypełnia mocny róż, a nos jest pudrowo różowy. O nie chodzi, on dumnie kroczy, jak żołnierz broniący swego terytorium. Bo przecież co jest jego, to jest najlepsze. Podczas chodu głowę na wysoko uniesioną, jakby chciał pokazać innym, że to on ma rację. Przez ten czas także urósł. Ze średniej wielkości kociaka stał się wysokim kocurem, co tylko dodaje mu efektu wyższości.
Najlepsze, bo moje! ||Kp||
Ulewna Łapa [ded] | Kasztan [Z]
Już nawet przestał liczyć ile razy poszedł sobie nie wiadomo gdzie. Ale no cóż, dziś przywiało go tu. Jeszcze jego tłustego brzucha zabrakło na takim ładnym drzewku. Oczywiście, schudł już sporo, lecz i tak masą nadal odstawał od leśnego kota.
Kiedy zobaczył drzewo, tylko jedno przyszło mu do głody: leżenie i spanko. Z lekkimi trudnościami zaczął się wspinać na drzewo, które twardo stało w miejscu. Szacun na dzielni wśród innych drzew, których gałęzie urywały się pod jego ciężarem.
Trochę minęło, zanim wygramolił swój gruby tyłek na gałąź, lecz w końcu się udało. Wtedy stało się jak zawsze. Nagle owładnęło nim zmęczenie które przez cały czas mówiło z tyło głowy "no dalej, prześpij się!" Po kilku minutach wewnętrznej walki, postanowił po prostu się położyć. Ciekawe na jak długo?
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxTymczasem szylkretowa samotniczka była zajęta tropieniem pewnego zająca, który wywiódł ją aż pod Wichrowe granice, skutecznie nie dając się podejść i za każdym razem oddalając się o dystans wystarczający, aby kotka z powrotem musiała zaczynać podchodzenie. Gdyby nie był to duży, tłusty uszak zapewne dałaby sobie z nim spokój i poszukała czegoś innego do zjedzenia, ale zależało jej na zającu, który starczyłby jej przynajmniej do następnego dnia. Postanowiła, że jeśli szarak zanadto zbliży się do Czarnego Ogona, zrezygnuje z dalszej pogoni, nie chcąc narażać się na konfrontację z jakimiś klanowymi kotkami, a tym bardziej z tymi cienistymi. To było ostatnie, czego chciała w tamtej chwili. xxWłaśnie przechodziła obok Krzywego Drzewa, skradając się w stronę zająca, który był bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Zza traw wystawały jedynie jego wielkie uszy, gdy prawdopodobnie coś jadł. To była jej szansa! Zakradła się jeszcze dwa kroczki i dokładnie wymierzyła odległość, jaką dzieliła ją od szaraka. Już zaraz stanie się on jej posiłkiem.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Mistrz: Rozmazane plamy to jedyny trop Płeć: Kocur Matka: Przepraszam mamusiu... [Trzcinowa Sadzawka] Ojciec: Ten nieobecny [Miękki Obłok] Partner: Hmmmm
Od czasu, gdy dołączył do dwunożnych, nieźle przytył. Biega teraz bardziej jak bułka. Krótkie futerko nadal pozostało bure, z czarnym tygrysim pręgowaniem. Mięśnie przykrył tłuszcz, lecz kocur nadal swoje potrafi. Złote oczy, patrzą na świat z większą pewnością, można by to nazwać nawet przekonaniem, że co swoje, to najlepsze. Uszy wciąż wypełnia mocny róż, a nos jest pudrowo różowy. O nie chodzi, on dumnie kroczy, jak żołnierz broniący swego terytorium. Bo przecież co jest jego, to jest najlepsze. Podczas chodu głowę na wysoko uniesioną, jakby chciał pokazać innym, że to on ma rację. Przez ten czas także urósł. Ze średniej wielkości kociaka stał się wysokim kocurem, co tylko dodaje mu efektu wyższości.
Najlepsze, bo moje! ||Kp||
Ulewna Łapa [ded] | Kasztan [Z]
Do jego nosa doleciał smakowity zapach. W brzuchu mu zaburczało a jego oczy zobaczyły parę uszu. Zając! To była jego szansa! Oczy aż mu zabłyszczały, kiedy wyobraził sobie, jak zajada się pysznym jedzeniem. Nie tracąc czasu, cicho podniósł się ze swojego miejsca i zrobił pozycję łowiecką, którą pamiętał jeszcze z nauk. Ostrożnie zszedł z drzewa, po czym tak cicho jak tylko mógł podszedł do zwierzęcia. Już był tak blisko! Kątem oka zauważył jakąś sylwetlę, lecz zignorował ją, ponieważ chciał skupić się na przyszłym posiłku. Sam zając chyba usłyszał jego szmer, ponieważ już był gotowy do ucieczki, lecz buras wybił się i skoczył. Był pod wrażeniem mięśni swoich łap które pozwoliły mu na taki skok.
Wyciągnął pazury w locie i wbił się w zwierzynę. Przygwoździł go! Wbił w niego swoje zęby kilka razy by mieć pewność, że jest martwy i dumny spojrzał się na swoje dzieło.
Posiada harmonijną budowę, średni wzrost i szczupłą sylwetkę z dobrze rozwiniętą tkanką mięśniową. To wszystko pokrywa gęste, długie futro mieniące się w barwach czarnej i rudej tygrysio pręgowanej. Na mordce samotniczki dwie barwy się równoważą - lewa strona pokryta czernią, zaś prawa rudością. Na scene wkracza jednak trzeci kolor - biel, która ujawnia się pod postacią kreski na brodzie Pustułki oraz jako większa plama na jej szyi. Centralnym obiektem na mordce szylkretki są dwa, okrągłe, świdrujące oczy - prawe złotobursztynowe, natomiast lewe niebieskie. Pod ślepiami znajduje się różowo-czarny nos otoczony białymi, lekko powyginanymi wąsami. Jedna z blizn znajduję się na lewej tylnej stopie, zaraz pod piętą - ślad po ugryzieniu; kolejna blizna to niewielkie rozerwanie prawej małżowiny usznej; trzecia z blizn to ślad po pazurze na grzbiecie nosa; ostatnia, najbardziej widoczna z blizn to szrama przecinająca lewe oko i pod nim zmieniająca się w dwie, lekko wykrzywione.
xxNiemal czuła już przepyszny smak świeżego mięsa zająca i dosłownie dwa większe susy dzieliły ją od zasłużonego posiłku, gdy nagle usłyszała, jak coś zeskakuje z drzewa i po chwili dostrzegła obcego kota, który ją minął i zaczął przymierzać się do upatrzonego szaraka. Zanim zdążyła zrozumieć, co się dzieje, gruby buras rzucił się na jej wymarzony obiad i zabił go, stojąc nad nim dumnie jak gdyby nigdy nic. xxUmm exume me what the heck. xxTo był jakiś żart. Czy ona dobrze widziała, że właśnie jakiś randomowy koleżka UKRADŁ jej POSIŁEK?! Ten, za którym polazła aż prawie pod samą wichrową granicę? Poczuła, jak zaczyna gotować się w niej krew, ale postanowiła nie dać się ponieść emocjom. A przynajmniej na razie. Wstała na równe łapy i zawarczała nisko pod nosem, w ramach rozładowania negatywnej energii, po czym przecięła puszystą kitą powietrze. To jeszcze nie koniec. xx– Przepraszam, ale zdaje mi się, że masz coś, co należy do mnie – miauknęła swoim dziewczęcym głosem, podchodząc do nieznajomego kocura, którego uważnie zmierzyła wzrokiem. Był tłusty, zbyt tłusty na leśnego kota. Ale skąd pieszczoch znałby techniki polowania? Mniejsza. Pustułka uśmiechnęła się zaraz lekko i przyjaźnie do burasa, chcąc wyglądać niegroźnie jak tylko się dało.
leavebehindyourheartandcastaway ratherbethe.h un te r.thantheprey «.you.are.n atura l.» abeatingheartofstone you.gotta.be.so.cold to.make.it.in.this.world
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Jakiś czas temu umówił się z Sowiooką, że gdy ta będzie chciała wyjść poza tereny klanu, na Tereny Niczyje, to ma się do niego zgłosić i ten nieco ją pooprowadza. Od tego spotkania minęło trochę czasu i Puchacz nawet zaczynał mieć nadzieję, że to się nie wydarzy. Nie to, żeby nie przepadał za burą kotką, bo całkiem ją polubił. Nie można powiedzieć również, że darzył ją jakąś przyjaźnią, ale nie myślał o niej negatywnie, o.
Pewnego dnia jednak bura przyszła do niego. Więc Puchacz, czy chciał czy nie, zgodził się. Właściwie, przydałby mu się spacer po Terenach Niczyich. Nie żeby działo się w klanie coś równie głupiego, jak ostatnio, gdy zniknął na parę dni, ale nie oszukujmy się - przyda mu się odskocznia od wydarzeń klanowych. W końcu, niedawno dowiedział się, że zmarła jego siostra, a jej kociaki, których nawet nie znał i nie wiedział które to, biegają sobie radośnie po obozie, pod opieką Płonącego Lasu. Komedia, czyż nie? Więc umówił się z kotką na konkretną datę i konkretną porę dnia. Spotkali się pod obozem i wyruszyli.
Droga przebiegła dość szybko, bez problemów, większość drogi Puchacz milczał, zwyczajnie myśląc gdzie mogliby pójść i gdzie na tych terenach właściwie jest coś ciekawego do zobaczenia. Oprócz siedliska koni nic nie przychodziło mu do głowy, jednak rano, gdy się przebudził, przypomniał sobie o paru takich punktach. Cóż, albo czeka ich długa podróż, albo parę dni łażenia. I jeśli miał wybierać - wolał jedną podróż, niż znikać co parę dni na dzień, czy dwa.
Tak więc milczał, próbując przypomnieć sobie drogę. Dość często bywał poza terenami klanu, wiadomo, ale rzadko wracał w te same miejsca, woląc odkrywać jakieś nowe, coraz dalej i dalej. Mimo to, nadal unikał górnych części mapy i samego osiedla. Póki co kręcił się bardziej przy granicach cienia, wichru i może nawet rzeki i gromu.
W każdym razie, dochodzili już do granicy, gdy pojawił się przed nimi Czarny Ogon. Zerknął na towarzyszkę.
- Umiesz pływać? - spytał, jakby poważnym tonem, wskazując łbem rzekę zaraz przed nimi. By dojść tam, gdzie chciał pójść, musieli jakoś ją pokonać. Oczywiście, Puchacz wiedział jak ją przejść by możliwie nie zanurzyć nawet łapy, ale chciał sprawdzić jak kotka zareaguje na to, że być może będzie musiała przepłynąć.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowa przyłapała się na tym, że mimo wszystko trochę wyczekiwała tego spaceru. Oczywiście bez przesady, ale wyobrażenie sobie zwiedzania nieznanych terenów było bardzo ekscytujące. Szczególnie jeśli wszystko czym się zajmowała to ciągłe, nużące patrole i treningi. Licząc też rzecz jasna polowania na które ze względu na pogodę musiała chodzić dwa razy częściej. Potrzebowała nieco odczekać z tym przyłażeniem, żeby Puchacz nie poczuł się czasem zbyt ważny. Słyszała okropne wieści o śmierci siostry kocura i narodzeniu się młodych tego, jak mu tam... Płonącego Lasu, ale postanowiła na razie o tym nie wspominać, bo ona na miejscu burego nie chciałaby o tym rozmawiać.
Nie miała pojęcia na co się nastawiać. Ile będą poza obozem, czy wycieczka będzie trwała dzień, a może się przeciągnie? Przez to, że tak mało wiedziała i było tyle możliwości czuła się dużo bardziej podekscytowana, co skutkowało dobrym humorem. Zupełnie jakby w momencie wyjścia z obozu i dołączenia do jej nowego znajomego, wszystkie jej klanowe obowiązki i powinności zostały zmiażdżone z niewyobrażalną siłą i odrzucone gdzieś daleko w tył. Zerknęła na Wirujące Pióro, który cóż, jak zwykle był potargany i ubrudzony. Wyglądał jakby się na czymś koncentrował, ale i tak nie była w stanie powstrzymać komentarza. - Mogłeś wyczyścić futro. - mruknęła, a między jej brwiami pojawiła się mała zmarszczka. Próbowała sobie wyobrazić jak Puchacz wyglądałby z elegancko ułożonym i wyczyszczonym futrem i po prostu nie była w stanie. Zupełnie jakby ten brud na futrze był częścią jego osobowości. Ona sama miała bardzo krótkie, przeciętne futro, które niczym się nie wyróżniało i mimo że nie przykładała do czyszczenia go specjalnej uwagi to nie potrafiłaby wyjść rano z legowiska bez chociaż przygładzenia sierści językiem.
Widząc Czarny Ogon jedynie zmarszczyła brwi, nie odrywając od niego wzroku. W tej części terenów bywała często, ale nigdy nie wyobrażała sobie przepływania tego strumienia. Po paru uderzeniach serca, odwróciła łeb w stronę Puchacza. - Pewnie. - odpowiedziała krótko, już szykując się na zetknięcie z zimną, nieprzyjemną wodą. Niestety nie był to przecież środek pory zielonych liści. Nie zamierzała jednak okazać ani śladu słabości przed kimkolwiek, a odkąd Olchowy Szept nauczył ją pływać uważała to za naprawdę wyjątkową i cenioną umiejętność, teraz kiedy stanęła przed Czarnym Ogonem gotowa bez strachu wejść do wody. A tym, że Wirujące Pióro również umie pływać jedynie u niej zaplusował, bo tak jak wspomniałam, jej zdaniem pływanie było unikalną zdolnością, tak samo zresztą jak łowienie ryb.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Puchacz już tyle razy był poza terenami klanowymi, że niespecjalnie ekscytował się tą podróżą. Szczególnie bał się, że spadnie śnieg i będą musieli się przez niego przedzierać, przy okazji szybko moknąc. Na szczęście - mimo iż biały zdrajca padł - nie zostawał na długo i już następnego dnia topniał i zostawało z niego błoto. Nie, żeby to była jakaś optymistyczniejsza opcja, szczególnie biorąc pod uwagę, iż ich tereny zawsze były błotniste, a co dopiero teraz. Chociaż, musiał przyznać, że miło będzie odpocząć parę dni od klanowych obowiązków. Chociaż dwa, czy trzy się przyda, jak miał być szczery, a jako iż miał tylko jednego terminatora, i to na wykończeniu, a poza tym nie udzielał się w klanowym życiu - to wątpił, żeby ktoś zauważył szczególnie jego nieobecność. Miał tylko nadzieję, że w przypadku burej jest tak samo.
I, w sumie, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia - to nawet, musiał przyznać, że gdy już wyruszyli, poczuł lekką ulgę, że nie będzie musiał patrzeć na ten obóz. Nie, żeby jakoś specjalnie przeżywał śmierć Wydrzej Łapy, w końcu nie byli nigdy ze sobą specjalnie blisko, aczkolwiek w obozie harcowały jej kociaki, oraz Płonącego Lasu, co... Bądźmy szczerzy - wywoływało u niego delikatny dyskomfort. Sama myśl, że przechodząc przez obóz może spotkać swojego siostrzeńca... Br.
Sam nie wiedział, ile dokładnie będzie trwał ich spacerek. Ale, jeśli kotka nie miała nic przeciwko, by po prostu zmyć się z obozu na parę dni to obstawiał z trzy, cztery, a może pięć, jak po drodze spotka ich jakaś przygoda, bądź będą musieli jakoś specjalnie przystawać. Sam już na tyle się zahartował, że potrafił iść przed siebie wiele godzin bez odpoczynku, ale nie wiedział jak to jest z Sową, a niespecjalnie widziało mu się jej gdzieś tu zostawiać - jeszcze i na niego by naskarżyła, jak na Topnieja, który zostawił terminatorkę w lesie? Co prawda, ona już terminatorką nie była - ale kto wie, w końcu sama pewnie by się totalnie zgubiła!
- Mogłem. Ale po cóż? Tak szczerze? - odpowiedział, kierując znużone spojrzenie na kotkę, by odwrócić łeb i zerknąć na swoje poplątane, brudne futro, i skarby, które się na nim znalazły. Owszem, przywykł do tego, że każdy zwracał na nie uwagę, ale cóż, czasami męczyło go to ciągłe odpowiadanie na ten temat. Nigdy nie miał do głowy i takie słowa kompletnie i na pewno tego nie zmienią, choćby mu to wszyscy powtarzali codziennie, po parę razy.
Uniósł delikatnie brew, słysząc jej odpowiedź. Och, a więc nasza koleżanka umie pływać, co? Cóż, on sam nie umiał co prawda, ale niespecjalnie zamierzał się z tym ujawniać, skoro bura tak chętnie wyjawiła mu, że ona sama to umie. Jakoś... Nie ciągnęło go do tego. Czuł, że nawet jakby chciał się nauczyć pływać, to nic z tego by nie wyszło, albowiem długie futro i śmieci na nim, namoczone wodą, skutecznie pociągnęłyby go w dół i najpewniej zwyczajnie by się utopił.
- Hm. W sumie żartowałem - mruknął po chwili, strzepnąwszy uchem. - Jest za zimno i bylibyśmy mysimi móżdżkami, jakbyśmy weszli do zimnej rzeki - dodał, unosząc nieco łeb i uśmiechając się zadziornie. - Aczkolwiek, jak chcesz płynąć, to zapraszam - dorzucił jeszcze, wskazując łapą najszerszą część rzeki, jaka malowała się przed nimi, po czym radosnym kłusem ruszył w stronę najbardziej zwężonego odcinka i przeskoczył przez niego po paru kamieniach, jakie akurat tam były, po czym odwrócił się do kotki sprawdzając jaką opcję wybrała - choć lepiej dla niej, by poskakała za nim, bo cóż, chorej targać za sobą nie zamierzał!