Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Ciężki temat, w istocie. I jeszcze nachodzące Zgromadzenie… Nie zdziwiło go to wcale, że Lawendowa Gwiazda wybrała jego jako reprezentanta trójki klanowej, ale zgodził się ustąpić miejsce Lśniącej Sadzawce, która twierdziła, że bardzo zależy jej, żeby tam pójść. Wcześniej tego nie przemyślał, ale miał nadzieję, że jej prośba nie wynikała z chęci zrobienia dymu. Oby nie. Z drugiej strony, Lśniąca Sadzawka była dorosłą kocicą i chyba nie posunęłaby się do czegoś takiego na samym Zgromadzeniu. Ufał jej.
– Nie – odpowiedział na jej ostatnie pytanie. Wprawdzie nie widział w interwencji Kruczego Ogona chęci załagodzenia konfliktu między przywódczynią a medyczką, a bardziej zwrócenie uwagi na ostatnie działania Lawendy. Jednak, kto to wiedział, Lśniąca zdążyła się ulotnić, zanim dawny przywódca się pojawił – kto wie, może w przeciwnym razie ona również zostałaby przywołana na dywanik? Można by gdybać. W każdym razie, żaden Gwiezdny już nie przyszedł, a przynajmniej do niego, choć podejrzewał, że do jego mistrzyni również nie, bo od zawsze twierdziła, że Gwiezdni się na nią wypięli. Zresztą, powiedziałaby mu o tym. W przeciwieństwie do Lawendowej Gwiazdy, ona przegadywała różne kwestie ze swoim współpracownikiem. Może oprócz mianowania jej synów na terminatorów medyka, ale przegadali już to. – Rrrównież uważam, że powinny same to załatwić między sobą, ale z tego co wiem, Lawendowej Gwieździe zdarza się ignorrować niektórre prrośby i nie wiem, czy przyniosłoby to w ogóle jakiś skutek. Lśniąca Sadzawka ma za to temperrament i może być ciężko, żeby ustąpiła. Zrresztą, nie wątpię, że już rrozmawiały – dodał. Od kiedy był taki anty na przywódczynię? Cóż, na początku obawiał się jej kandydatury jedynie ze względu na próby wyłudzenia informacji na temat medykamentów z Tonącym Słońcem, ale tak poza tym nie miał żadnych zastrzeżeń. Ale z czasem jej błędy zaczęły narastać, a wraz z nimi wątpliwości medyka. Zaczęło się od ignorowania zachowania jego brata, Przebiśniegowego Zagajnika, przeszło przez interwencję Kruczego Ogona, na którego argumenty nawet nie odpowiadała, a nawet ratowała się próbą zrzucenia winy na Lśniącą, a skończyło się na ostatniej ceremonii, na której wymierzyła karę Borsukowi i Pajęczynie, na forum całego klanu, bez choćby rozmowy z nimi, próby wyjaśnienia, wysłuchania ich wersji. Nigdy nie wytknąłby tego na ceremonii, ale faktem było, że miał co do niej mieszane uczucia, które do tej pory trzymał w sobie. Białemu Puchowi również nie mówił wszystkiego. – Masz jakieś sugestie, Biały Puchu?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Roziskrzona Noc była dzisiaj w dobrym humorze, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie, gdy dziarskim krokiem prowadziła Nietoperze Niebo w stronę Leśnej Sadzawki. Więc nie było potrzeby zagłębiać się w szczegóły i odmęty jej pokrętnej psychiki. Bura kita radośnie kołysała się na boki. Iskrze udało się podpatrzeć, że czarna wojowniczka potrafiła łowić ryby, więc wiadomo, że w tej sytuacji mogła zrobić tylko jedno – nękać aż ta zgodziła się podzielić wiedzą.
– Ale nam się dzisiaj pogoda udała, co? Wyjątkowo bez szans na deszcz. To chyba ułatwi łowienie ryb? Czy może w ulewy chętniej wypływają? – trajkotała, licząc na to, że uda jej się rozluźnić atmosferę. Nigdy z Nietoperz nie rozmawiały jakoś bardziej, więc jak się dłużej zastanowić nad sytuacją to była ona całkiem niezręczna. Dlatego też wojowniczka starała się nie zastanawiać wcale, proste.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Nietoperz teoretycznie umiała łowić ryby już od bardzo dawna. Wróciła jednak do tego po naprawdę długiej przerwie. Nie robiła tego od zaginięcia Mysiej Łapy. Był jedynym o czym mogła myśleć gdy patrzyła na ryby. Tęskniła za nim, ból jednak powoli słabł, już dawno zaczęła zapominać jak wyglądał. Pora ruszyć do przodu, czyli coś co powinna już dawno zrobić. Skoro więc mogła się na coś przydać i nauczyć kogoś jak to się robi, to czemu nie? Tego pewnie chciałby Myszak, chociaż czy w ogóle by go to obchodziło?
Iskra chyba nie należy do tych kotów, które żywiły do niej odrazę, raczej po prostu się nad nią litowały. Normalnie pewnie by nawet na nią nie spojrzała.
- hmm?... em... Chchchyba tak?... zzznaczy ttta pppogoda chchchyba jjjest dddobra... rrryby bbbędą mmmniej rrrozproszone mmmoże?... Przerpaszam, nigdy się nnnad tym aż tak bardzo nie ssskupiałam, dawno też tego nie rrrobiłam... ppprzapraszam chyba mmmówie za dużo - odpowiedziała, była trochę zamyślona. Nie mogła przestać myśleć o Myszaku. Uda jej się kiedykolwiek go spotkać? Był jedną z niewielu osób, których nie irytowała.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Chciała tylko jakoś luźno zagadać; założyła, że skoro Nietoperze Niebo zgodziła się ją nauczać to zaczepianie o ryby będzie tym bezpiecznym gruntem. No cóż, pomyliła się, było raczej trzeszczącą warstwą lodu na jeziorze. Ale to nic nie szkodziło, zamierzała wycofać się z uśmiechem.
– Spoko, nie ma za co przepraszać, nie można być wszechwiedzącym. A ryby zbyt rozmowne nie są, więc pewnie ciężko wydusić z nich takie sekrety. I wcale nie mówisz za dużo, nie przejmuj się tym. Prędzej ja gadam za dużo i bez sensu, hah. – trzepnęła burą kitą ze świstem. Jeśli wojowniczka wolałaby iść w ciszy, w porządku, starczyło to tylko jakoś zakomunikować. Ale dopóki nie dawała jakichkolwiek znaków, że lepiej by jej było bez tych prób rozmowy, Iskra nie zamierzała zamykać pyska. Leśna Sadzawka była już w zasięgu wzroku, więc bura wskazała towarzyszce łbem w tamtą stronę z podekscytowanym uśmiechem. Nawet jej nie było głupio z tego, że się cieszyła jak głupi do żaby. Miała prawo – niecodziennie pojawia się okazja do nauki czegoś nowego.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Do Toperz trzeba było jak do jajka. Delikatnie, by nie stłuc nadwrażliwej skorupki. Nadwrażliwa chyba najlepiej ją opisywało. Chociaż Rozisrzkonej Nocy, nie szło wcale tak źle nie. Toperz nawet się uśmiechnęła. Na chwile, bo całkiem ją to rozbawiło.
- Nnnie sądzę byś gggadała za dużo albo bbbez sensu... ale rrrozumiem co chcesz pppprzez to powiedzieć - nie chciała tak niezwłocznie uciąć tej rozmowy. Teraz nie. Tylko nie za bardzo wiedziała co powinna dalej mówić, skoro poprzedni temat się urwał. Wracanie do niego nie było opcją, bo nie miała nic więcej o tym do powiedzenia. Nic więcej niż to co powiedziała. Miała zupełną pustkę w głowie, dopóki nie dotarły nad brzeg Leśnej Sadzawki. No tak po to tu przyszły, by łowić ryby. Przyspieszyła kroku i podeszła do niebieskozielonej tafli wody. Starała się nie myśleć o wydarzeniu z Rysiem. Teraz wspominała to z mocnym zażenowaniem. Jak jeden z błędów młodości, bo tym właśnie było. Jedną z jej głupich decyzji. Odkaszlnęła, i w tedy przeszła do tłumaczeń - Mmmmusi usiąść tak bybyby twoj cicicień nie padał nanana wwwodę... inaczej wystraszysz rrrybę... zzzza pomocą ooogona aaalbo ją zzzwabiasz... chociaż z własnego ddddoświadczenia polecam ooogon... nienienie możesz sisisię ruszać aninini mówić... gdy ryba cię zzzłapie musisz wyrzucić ją nnnna brzeg... użyj łłłapy... wiesz tttej kkktóra nie jest ppprzy wodzie i w tedy jjją ciach i jjjuż... znaczy no mmmusisz ją zabić... najlepiej od rrrazu, by nie wskoczyła ssspowrotem do wody -
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– No to miło mi. – odpowiedziała z sympatycznym błyskiem jasnych kiełków i już się trochę przechyliła, by szturchnąć Nietoperze Niebo, gdy się zreflektowała, że nie był to najlepszy z jej pomysłów i zrezygnowała z tego gestu. – Ale jakbym jednak przesadzała to mi powiedz, co?
W trakcie dalszego marszu oferowała już same niezobowiązujące do przemyślanej odpowiedzi komentarze, dotyczące krajobrazu, ostatniego polowania czy czegokolwiek lekkiego. Gdy jednak sadzawka przestała być plamą na horyzoncie i czuć było otaczającą ją woń glonów, bura chętnie przekazała pałeczkę drugiej wojowniczce, zamieniając się w słuch.
– A czemu polecasz ogon? W teorii to brzmi trochę... średnio wygodnie chyba? Chociaż pewnie zależy ile tego ogona trzeba zanurzyć. – spytała z ciekawości, mając szczerą nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako podważanie kompetencji. A jeśli wybór ogona był zwykłą preferencją czarnej to... cóż, istniało takie ryzyko, a Iskra powoli zaczynała żałować, że dopytała zamiast przekonać się na własnej skórze. Więc by samo pytanie nie wisiało dodała jeszcze wesoło. – Ale teoria nie brzmi skomplikowanie! Aż ciężko uwierzyć, że tylko w klanie Rzeki regularnie łowią ryby, co?
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Toperz poczuła jak nagle gardło jej się zaciska na pytanie Iskry. Miała swoje powody by uważać że ogon jest lepszy, ale nagle wyleciało jej to zupełnie z głowy. Im bardziej starała sobie przypomnieć tym dłużej ta myśl do niej nie przychodziła. Cały komfort który do tej pory odczuwała wyleciał uchem gdy trzeba było odpowiedzieć w jakiś sensowniejszy sposób. Wzięła jeden pożądniejszy wdech nosem i wydech ustami, w żałosnej próbie uspokojenia rozbieganych myśli i w końcu sobie przypomniała.
- Bo łatwiej się ssstoi na trzech łłłapach a nie na dddwóch - odpowiedziała w końcu, ale szybko nabrała podejrzeń czy to co mówi ma sens. - Zzznaczy... jak jedną łapę mmmasz zanurzoną w wwwodzie... a drugą wwwyrzucać rybę na bbbrzeg... musisz uuustać na dddwóch łapach... i jesteś pppochylona do przodu... bo obie tttwoje przednie kończyny są ppprzy tttafli sadzawki... czy ttto co mówię ma dddla ciebie sens? - powiedziała stresując się że zabrzmiała jak idiotka. Jak ona w ogóle łowiła wszystkie te ryby skoro była taka niepewna wszystkie co robi. Czy ona w ogóle robiła to dobrze przez cały ten czas? - Tttak, to dość proste, większy ppproblem jest z czczekaniem. Czasami rrryba od razu bierze, aaaa innym razem siedzisz w nininieskończoność, bbby nic nie złapać. W Kkklanie Wichru mało kkkto umie łowić rrryby z tttego co kojarzę? Poza tym nie mmmamy tyle ryb ccco Klan Rzeki. Nie uuufałabym więc tak bardzo nnnaszej sadzawce i strumykowi. Biedni by tttego nie ppprzeżyli. Chchchociaż nininie wiem mmmoże przesadzam, mmmyślisz że ppprzesadzam? -
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Ciężko było nie zauważyć, że nagle samopoczucie Nietoperzego Nieba zrobiło fikołka. Szczególnie, gdy było się taką Roziskrzoną Nocą, która sporo czasu poświęciła na studiowanie najbardziej zestresowanego kłębka nerwów jaki świat widział. Więc można było powiedzieć, że posiadała pewne doświadczenie w zauważaniu. Niestety nie szło ono w parze z doświadczeniem w reagowaniu. Na szczęście czarna wojowniczka nie zamknęła się zupełnie w sobie, a udzieliła odpowiedzi moment później, więc córka Jodłowej Igły mogła przyjąć swoją ulubioną taktykę udawania, że wszystko było w porządeczku. Że wcale nie zauważyła tej chwili zawieszenia.
– Ach! To rzeczywiście jak najbardziej ma sens. Nie wzięłam pod uwagę, że trzeba będzie jeszcze łapać tę rybę! – zaśmiała się lekko. No nie do końca się zgadzała, bo wciąż wsadzanie ogona wydawało jej się niewygodne i gdy próbowała sobie wyobrazić taki scenariusz, była przekonana, że ograniczało mobilność, ale postanowiła zaufać, że Nietoperz się na tym lepiej znała niż ona bez jakiegokolwiek doświadczenia w łowieniu ryb. – Alee faktycznie w takiej pozycji to na dwóch łapach to nic tylko wpaść do wody myślę. – dodała jeszcze na zakończenie.
– Ach, to faktycznie czekanie może być problemem... przynajmniej dla mnie. Na zwykłym polowaniu to nawet jak zwierzyny nie ma to przynajmniej chodzisz, nie? Więc nie ma aż takiego poczucia bezczynności jak tutaj. Ale no, faktycznie mało kto umie, szczerze mówiąc to kojarzę tylko naszą przywódczynię? No i ciebie, więc całkiem wyjątkowo posiadać taką umiejętność, co? – przechyliła łeb z lekkim uśmiechem, licząc na to, że taki komentarz chociaż odrobinę podniesie na duchu Nietoperz. – Nie no, faktycznie ta sadzawka klanu by nie wyżywiła. Szczególnie tak sporego jak Klan Wichru. Ale to może nie regularnie, ale tak wiesz... częściej? A nie tylko w czasach kryzysu, to chyba nie nadwyrężyłoby nadmiernie populacji w jeziorku...
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Och chyba w miarę dobrze to w końcu wyjaśniła. Chyba. No, ale skoro Roziskrzona Noc zrozumiała to wystarczało. W końcu i tak nie mogła jej niczego narzucić. Mogła spróbować obu sposobów i potem zadecydować który bardziej jej pasuje. Było to w końcu tylko dobra rada.
- Nom, nie tttak trudno jest stracić równowagę, wpaść dddo. Z Leśnej Sadzawka cccałkiem ciężko się wygramolić. No, a przynajmniej bez pppomocy... Na początku polecam Czczczarny Ooogon - Jak była głupia i młoda to próbowała się topić tylko w sadzawce. Nie sprawdzała czy w Czarnym Ogonie też by się dało. Tak właściwe nadal była głupia i najwyraźniej niewiele zmądrzała.
- Czczczekanie jest trochę męczące. Trzeba długo siedzieć w jjjjednym miejscu. W ciszy. bezruchu. Ale da się do tego przyzwyczaić... Ja znałam jjjeszcze jednego kota, który umiał łowić ryby. Mysia Łapa. To on mnie nnnauczył. Śmieszna sssprawa. Za pierwszy rrrazem, gdy ppposzliśmy na ryby sadzawka była zamarźnięta, więc tylko pokazał mi jak to się rrrobi. Nic www końcu nie złowoliśmy - O mój Gwiezdny, Toperz przestań tyle paplać. Nikogo to pewnie nawet nie interesuje. To tylko nudna historyjka. Zaśmiała się nerwowo - Myślę że nininie, ale mało kotów to potrafi. Co sama powiedziałaś, więc niepotrzebnie po tobie powtarzam
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Aj, to w takim razie wybrałam gorsze miejsce na pierwszy połów. A myślałam, że sadzawka będzie prostsza, bo wiesz, nie ma tu nurtu, zamknięta przestrzeń i w ogóle... nie wzięłam pod uwagę co się stanie jak wpadnę do wody. – zaśmiała się krótko lecz serdecznie. Cóż, to chyba dobrze, że miała jako takie pojęcie o pływaniu, prawda? Przynajmniej nie spanikuje w wodzie... no, taką miała nadzieję, bo ostatnio Łabędź musiał ją wyławiać, gdy po jednym łyku wody cała jej wiara we własne umiejętności i wszelki spokój poszły na dno (a ona wraz z nimi, hehe).
– O, Mysia Łapa potrafił łowić ryby? Nie wiedziałam. W sumie nigdy z nim nie rozmawiałam za bardzo, hm. – zamyśliła się na moment, próbując skojarzyć pyszczek z imieniem i jakiekolwiek fakty na temat kocura. Przyjaźnił się z Rysim Pomrukiem, tyle wiedziała. Poza tym raczej średnio. Potrząsnęła więc łbem. – To co? Łowimy?
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
- Rrrybką raczej nie zostaniesz, aaale jakoś cię wwwyciągniemy - zażartowała, chociaż wizja tonącej Roziskrzonej Nocy była już zdecydowanie mniej zabawna. Jako ta bardziej doświadczona, to ona powinna wspomnieć o tym wcześniej, ale jakoś tak nie było okazji by wspomnieć o tym wcześniej. Wystarczyło powiedzieć parę słów więcej, więc czemu tego nie zrobiła? Głupia. Raczej tak od razu się nie potopią, ale skoro wiedziała że nad Czarnym Ogonem byłoby łatwiej, to czemu w ogóle przychodziły tutaj?
- Jjjasne, tylko bbbądź ostrożna, nininie chcemy tu wwwypadku - znowu. Tylko tym razem Toperz by ratowała Roziskrzoną Noc, przed wodą, a nie własną głupotą. Upewniła się że jej cień nie pada na wodę i przysiadła na brzegu. Wpatrywała się w niebieską tafle i włożyła końcówkę ogona do wody. Lodowata. Zupełnie jak w tedy. Zerkneła ma Roziskrzoną Noc i posłała jej pokrzepiający uśmiech. Może jak zobaczy jak to się robi, to będzie jej łatwiej, ale może chciała zacząć i dojść do tego samemu? Ogona już nie wyjmie bo byłoby dziwnie, ale.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Kto wie, kto wie, może woda w tej sadzawce ma magiczne właściwości, hmm. – zamyśliła się, chociaż rozbawienie na pysku znacznie ujmowało jej powagi. Chociaż osobiście również średnio śmieszyła ją możliwość powtórki z rozrywki, chociaż pocieszała się myślą, że od tamtej próby pójścia na dno jej umiejętności się polepszyły wystarczająco by poradzić sobie z nieistniejącym nurtem zwykłej sadzawki.
– Jasna sprawa, będę ostrożna. – zapewniła wojowniczkę z promiennym uśmiechem i przysiadła na brzegu. Zamoczyła ciemny koniec kity w wodzie (z trudem powstrzymując skrzywienie na mordce – nikt jej nie uprzedzał, że będzie aż tak zimna!) i zaczęła wpatrywać się w ciemną toń, licząc na to, że wkrótce dostrzeże jakiś ruch.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Z każdym kolejnym wschodem słońca dni stawały się coraz to cieplejsze i można było w końcu śmiało powiedzieć, że nadeszła pora nowych liści. Zgniłe Ziele wiele słyszała od starszych o tym, jak to wszystko miało tętnić życiem, zielenić się i kwitnąć... więc dlaczego tereny były tak paskudne? Nawet pomimo tego, że zazwyczaj nie zwracała zupełnie uwagi na takie rzeczy, tak teraz czuła lekką irytacje. A może jej podirytowanie było spowodowane jednak czymś innym? Ironiczne, że to akurat teraz doparły ją pierwsze w życiu objawy choroby, kiedy śnieg już praktycznie całkowicie zniknął.
Nie do końca była chętna by udać się do lecznicy. Samo przejdzie - powiedziała sobie. Musiała tylko nieco ograniczyć obowiązki i poleżeć w ciepłym legowisku. Pierwszym krokiem było przyniesienie sobie nowego mchu. Nie do końca jednak spodziewała się, że znajdzie sobie do tego towarzystwo, któremu nie potrafiła odmówić.
- Wychodziłaś już z obozu od tamtego incydentu? - zarzuciła w pewnym momencie, kiedy kroczyły między wysokimi drzewami.
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Księżyce: 99 Mistrz: Korzenna Woń Płeć: Kotka Matka: Żbikopręga Ojciec: Klekoczący Bocian Trwałe urazy: pionowe blizny od ran po ptasich szponach; po obu bokach [trzy po lewej, jeden po prawej, od żeber do kręgosłupa]
Źdźbło jest dorosłą już kotką o przeciętnym wzroście i krótkiej sierści, stosunkowo puszystej, ale ostatnimi czasy trochę zmatowiałej, pomimo uporczywego wylizywania każdego brudnego miejsca. Większość jej ciała pokrywa biel, z wyjątkiem rudego obszaru wokół nosa, okolicy pomiędzy uszami i obszaru z tyłu przedniej, prawej łapie. Bury kolor także pojawia się pomiędzy uszami i na łapie, mieszając się z rudym. Dodatkowo kotka ma całkowicie bury ogon.
Na pyszczku wyróżnia się para intensywnie niebieskich oczu o trochę bardziej zmęczonym wyrazie, niż można było się kiedyś spodziewać po kotce. Być może sytuację tłumaczą pionowe blizny na obu bokach ciała - trzy na lewym, jedna na prawym, ciągnące się od żeber do kręgosłupa.
Wiele księżyców uwięzienia u Dwunogów sprawiło, że rozwój charakteru Źdźbła uległ spowolnieniu, jeśli nie zupełnemu zatrzymaniu. Na wierzch wypłynęły wszystkie traumy i strachy, przez co kotce towarzyszy ciągły strach, a przede wszystkim niepewność swojej pozycji i przyszłości. Nie wierzy w rozsądność swoich decyzji, czuje, że może opierać się tylko na poprzednio popełnionych błędach. Ironicznie, nadal tak samo wielką - zbyt wielką - wiarę pokłada w innych, których uważa za mądrzejszych od siebie, bardziej nadających się do udzielania komukolwiek rad.
W środku pozostała jednak taka sama, jak była. Nadal bezwzględnie wierzy w zasady, tym bardziej świadoma tego, jak skończyła, gdy posłuchała kogoś, kto je łamał. Jest jeszcze bardziej spięta, niż dawniej, świadoma ciężaru wychowania kociąt na jej barkach. Chce dobrze dla nich i, wewnątrz siebie, dla każdego (lub prawie każdego), kogo napotka. Po prostu uparcie trzyma się jedynych wartości, które jej kiedyś przedstawiono, wierząc, że przyniosą jej w końcu coś dobrego.
W związku z tą przeszłością jest też dość niezręczna towarzysko, trochę nudna, może męcząca. Z zasady nieco nieśmiała, poza tymi szczególnymi osobnikami, w których pokłada ogrom winy za to, jak wygląda teraz jej życie. Wobec nich potrafi wykrzesać zdecydowanie więcej ostrego języka i nieufności.
Faktycznie dało się zauważyć nadejście Pory Młodych Liści - gdy akurat panowała wyższa temperatura, a śnieg nie postanawiał zaskoczyć kotów, na drzewach można było dostrzec zalążki powracającego życia... Jeśli, oczywiście, potrafiło się je dostrzec, a do tego trzeba było doświadczenia z poprzedniej takiej pory. Koty urodzone w momencie, gdy dojrzałe już liście zaczęły opadać z drzew, takie jak Źdźbło, na razie nie miały szansy dostrzec powodów zachwytów części starszyzny.
Jednak to nie po to Biedronkowa Łapa wyszła poza obóz - pierwszy raz od wypadku z puchaczem - w towarzystwie Zgniłego Ziela. W zasadzie nie była w stanie powiedzieć, by miała jakiś konkretny plan. Po prostu nie chciała bezczynnie siedzieć, wypełniając tylko te najbardziej banalne obowiązki. Choć prowadzenie nauk nie było wcale łatwe, to Źdźbło czuła, że jako terminatorka potrafiąca polować powinna wreszcie dorzucić jakąś zwierzynę na stos. Nawet, jeśli dalej posmarkiwała i nie czuła się jeszcze tak dobrze, jakby tego chciała. No i miała trochę spraw, które chciałaby omówić z kotką - oprócz Korzenia stanowiącą obecnie jedyny filar mentorski Źdźbła.
- Nie, nie wychodziłam... - odpowiedziała niepewnie, jeszcze odrobinę charcząc. Głównym powodem jej spięcia był jednak sam fakt przebywania na zewnątrz - kroki stawiała dość sztywno i powoli, więc od czasu do czasu musiała nadganiać, by zrównać się z wojowniczką. Ponadto co chwilę się rozglądała, szczególnie ponad swoją głową, tym częściej i dokładniej, im bardziej oddalały się od obozu. - Ale już zagoiły mi się rany, a skoro już umiem polować, to mam obowiązek to robić, prawda? - dodała, nie przerywając skanowania wzrokiem otoczenia.
Bała się po prostu.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Zgniłe Ziele zerkała co jakiś czas na swoją towarzyszkę, dokładnie przyglądając się jej nerwowemu zachowaniu. Liczyła, że Biedronkowa Łapa w końcu się nieco oswoi jak już dłużej pospacerują, ale póki co się na to nie zapowiadało. Jeśli już, to niepokój terminatorki jedynie rósł z każdym kolejnym krokiem.
- Mhm. - mruknęła, oblizując cieknący nos. - Teoretycznie tak... ale nikt nie będzie cię oczywiście zmuszał, dopóki nie dojdziesz całkowicie do siebie. Teraz powinno zacząć przybywać zwierzyny na terenach, więc tym akurat nie musisz się przejmować. - wymiauczała jakby nieobecna, wpatrzona gdzieś pusto przed siebie. Rany na bokach może i się zagoiły, ale co z innymi? Kto nimi zajmie? - Byłaś już kiedyś przy leśnej sadzawce? - odezwała się nagle, zwracając uwagę Biedronkowej Łapy na widniejące kawałek przed nimi oczko wodne, które w końcu wyłoniło się spomiędzy pni. - W przeciwieństwie do czarnego ogona, można w niej zobaczyć odbicia... o ile nie jest wciąż zamarznięta. - miauknęła, siląc się a nieco pogodniejszy ton, chcąc odwrócić uwagę młodszej szylkretki od nękających ją lęków.