Logo Artemidy
Stary Kasztan
Kiedy tylko wyszła z obozu i trochę się oddaliła, przyspieszyła gwałtownie, a jej krok stał się bardziej sprężysty i nerwowy. Odeszła z ceremonii. Nie musiała już dłużej grać na pokaz, jakby niczym się nie przejmowała, jakby ogarnęła ją chłodna obojętność. Chłód? Owszem, w stosunku do Słońca czuła go całkiem sporo, ale z pewnością nie był on obojętny. Była zła. A im dłużej nad tym wszystkim myślała, tym bardziej ta złość zamieniała się wręcz we wściekłość. Nie wiedziała, gdzie dokładnie chce iść, ale potrzebowała rozładować energię i wszystko sobie przemyśleć. Tym bardziej że kiedy tylko odwróciła się, żeby wyjść, zaczęły do niej wracać pewne wątpliwości. Logicznie rzecz ujmując, wiedziała, że nie powinna się już tym przejmować, że nie powinna wierzyć w żadne słowa Słonecznej Łapy. A jednak kiedy tylko ochłonęła po pierwszym szoku, wcale nie była pewna, czy podjęła dobry wybór. Chciałaby móc mu wierzyć. Chciałaby móc szczerze próbować się z nim pogodzić, ale nie była w stanie. Mogła tylko kontynuować jego szopkę, żeby nie dać się znowu wkręcić w jego gierki, a jednak wcale nie chciała udawać. Czuła się okropnie z myślą, że tym, co robiła, być może bezpowrotnie odwracała się od jedynego z jej rodzeństwa, który pozostał w klanie, ale czy miała jakiś wybór? Jeśli to było przedstawienie, a całość wręcz ociekała ustawianiem, żeby tylko zrobić pokaz, to wiedziała, że Słońce będzie w stanie kontynuować je dalej. Raz już tego doświadczyła, a wtedy brzmiał znacznie bardziej przekonująco i, przede wszystkim, nigdy wcześniej nie naruszył tak bardzo jej zaufania. I chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wręcz do niej krzyczały, że nie może ufać żadnym jego słowom, w jej głowie cały czas pojawiał się cichy głosik zwątpienia. Co jeśli jednak mówił poważnie?
A jednak jak mógł mówić poważnie? Jak mógł wpaść na pomysł spowiedzi przed całym klanem i publicznych przeprosin, jeśli nie dla robienia scen? Dla nadania sobie opinii jakiegoś syna marnotrawnego? Kiedy tylko przypominała sobie jego słowa, w niej całej wręcz buzowała złość. Wyrzucał ich prywatne sprawy – ich sprawy, na które dalej była wrażliwa, a on pewnie doskonale o tym wiedział – na światło dzienne, próbował przekonać ją i wszystkich innych, że ma dobre zamiary, a osiągał przeciwny efekt. To trwało już tyle księżyców, że gdyby faktycznie chciał się wspaniałomyślnie pogodzić i już jej nie ranić, każdy myślący kot zabrałby się od tego w inny sposób. Może na przykład od szczerej rozmowy, bo, ha, w ten sposób to nieranienie ani trochę mu nie wychodziło.
Nie wiedziała, jak długo szła, ale w pewnym momencie poczuła, że pod naporem tych wszystkich myśli łapy jej się trzęsą, a w oczach zbierają łzy. Tym razem jednak nie smutku, a złości. Czystej złości, że Słoneczna Łapa zmuszał ją do przechodzenia przez to po raz kolejny. Może czerpał z tego satysfakcję? Na tę myśl zaśmiała się gorzko do samej siebie... i dopiero wtedy zrozumiała, że właściwie to nawet nie patrzyła do końca, gdzie idzie, ani czy w pobliżu jest ktoś jeszcze. Ktoś mógł ją przecież słyszeć, a widząc ją w takim stanie bez kontekstu mógłby sobie pomyśleć, że oszalała. W jednej chwili rozejrzała się szybko i natychmiast dotarło do niej, że znajduje się blisko Starego Kasztana. Nie spodziewała się jednak, że ktoś faktycznie był w pobliżu. I to aż od momentu, kiedy wyszła z obozu...

/zapraszam irys uvu
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z ceremonii wyszła i ona, uprzednio prosząc swojego terminatora o wysłuchanie tej sprawy do końca, by ewentualnie zdać jej mały raport. Miała nadzieję, że Jaskier się jej posłucha, pomimo ich napiętych stosunków w tym momencie. No, nadal była na niego zła, ale teraz chodziło o Słonecznik, więc...na ten czas mogła przebaczyć mu wszystkie jego przewinienia, otwarcie go o coś poprosić, ba, nawet wierzyć w to, że się postara jakkolwiek to spełnić. Tutaj było już coś ważniejszego, niż jej duma i to, że była uparta jak osioł. Chodziło o jej przyjaciółkę, jedyną tak ważną, nie?
Podążyła za nią posłusznie, niczym wytresowany przez Dwunogów piesek. Była z tyłu, fakt, bo nie chciała na ten moment zaczynać rozmowy, czuła, że...nie powinna. Nie od razu, bo chyba za bardzo nią targały emocje, a miała wrażenie, że tutaj powinna, no, uspokoić się trochę. Ruda potrzebuje wsparcia, a nie bogatych opisów Irys na temat tego, jak bardzo jest wściekła, jak nienawidzi Słońca i jak chciałaby mu przeorać pysk pazurami. Liczą się jej uczucia, nie?
Wahała się kilka razy po drodze, czy ostatecznie do niej podejść bliżej i odezwać, ale za każdym razem sobie odmawiała, bo w jej niebieskim łebku nie zdążyło się to wszystko poukładać. Mieszał jej szczególnie ton wypowiedzi, ton, którego spodziewałaby się po wielu kotach, ale...ale niekoniecznie po Słonecznik. I gdybała nad tym chwilę, póki z przyjaciółką nie zaczęło się, eee, coś dziać? Na pewno już nie szła tak, jak wcześniej. Kocica zmarszczyła brwi, przy okazji stwierdzając, że trochę zawędrowały. Stary Kasztan, ech,? Strzepnęła uszkiem, uświadamiając sobie, że Ruda zaczęła się rozglądać.
— ...Słonecznikowa Pestko? — miauknęła dość cicho jak na nią, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze chwilę temu miała w oczach chęć mordu na tym zakłamanym bobku, który śmiał się nazywać bratem młodszej wojowniczki. Niebieska nadrobiła jeszcze znaczną odległość, jaką je dzieliła, by potem ze zmartwieniem łypać na kotkę.
— ...czy to juuż można uznać za "później"? — bąknęła do niej z głupiego, bo córka Paproci niby się z nią już pożegnała i w ogóle, o. Trochę nie wiedziała jak się teraz zachować. Wiedziała, że musiała za nią pójść, tu nie było żadnych wątpliwości. Mogłaby też przy niej być, posiedzieć, ale co dalej? W rozmowach nie była dobra, ale chciała wesprzeć przyjaciółkę, bo Słoneczna Łapa znowu zrobił nieźle świństwo i...no.
“see you again” and all the same............
I . really . didn’t . want . to . say............
x all of the tears I couldn’t dry x............

all of my words were lies, were lies

...............remaining friends, just you and me
...............I really didn’t want to b e, although
...............you’re never to h e a r my thoughts

sorry and hey... .....
.....I loved you a lot
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiedy jej wzrok spoczął na Irys, jej serce na moment przestało wręcz bić, a uszy cofnęły się w panice. Irys tu za nią szła? Cały czas? Od obozu? A ona się nie zorientowała? Widocznie to wstrząsnęło nią bardziej, niż myślała, uh. I jeszcze jej przyjaciółka to wszystko widziała? W jednej chwili poczuła się głupio i okropnie. Nie powinna się tak zachowywać przez Słońce, nie przez niego, przecież dużo na ten temat rozmawiała i z Irys, i z innymi, a tymczasem co teraz robiła? Zazgrzytała zębami, niepewnie wysunęła pazury i wbiła je w ziemię, a po chwili wsunęła z powrotem, próbując zebrać myśli. Żałowała, że zachowywała się w ten sposób, że nie potrafiła po prostu dać sobie spokoju raz i na dobre... ale po chwili doszło do niej, że ze wszystkich kotów najlepiej było, jeśli widziała ją właśnie Irys albo na przykład Kijanka, nie nikt inny. Że może nawet dzięki temu uda jej się trochę ochłonąć, wydobyć z siebie to, co chciała, bo przyjaciółka przecież na pewno przyszła tu za nią dlatego, że się martwiła, prawda? Westchnęła ciężko, dochodząc do jeszcze jednego wniosku. Była jej bardzo wdzięczna, że przyszła.
– I-Irys – powiedziała trochę niepewnie, łamiącym się głosem, dalej przestraszona, że Irys widziała całą tę jej paradę żałosności. – Ja... Tak, oczywiście. Cieszę się, że jesteś – mruknęła w końcu, dalej nieco zagubionym tonem, ale już spokojniej. Skoro Irysowy Zmierzch tu przyszła, to pewnie myślała jaśniej niż ona, a więc może mogła jej pomóc sobie to wszystko ułożyć i odpowiedzieć na jakieś pytania? Słonecznikowa Pestka wbiła w nią intensywne spojrzenie. – Irys, powiedz mi... dlaczego? – zapytała gorzko. Chociaż nie skończyła pytania, Irys zapewne już wiedziała, o co chciała spytać. – Dlaczego on to wszystko robi? Co on chce osiągnąć? Kiedy... kiedy byliśmy mali, tak często był niemiły dla innych kotów i dla reszty rodzeństwa, a ja chciałam dla nich i dla niego jak najlepiej, żeby ich chronić, a on znalazł sobie przyjaciół i nie miał kłopotów. Myślałam, że miał mi to za złe, że przez to czuł się odrzucony, miałam takie poczucie winy, obiecałam mu pomóc, przepraszałam, wybaczyłam wszystko, pomogłam przeprosić rodzeństwo... A to wszystko były oszustwa, wszystko, za każdym razem mi kłamał, ani razu nie był szczery, nawet jak płakał w moje futro! Dalej traktował źle koty, wykorzystywał, mnie też wykorzystywał, a ja dalej myślałam, że to moja wina, tyle księżyców... Kiedy on w tym czasie rozpowiadał głupoty o mnie i o rodzeństwie, nawet kiedy ich już n-nie było. To trwało tyle księżyców, żebym zaczęła dawać sobie spokój i to tylko dzięki tobie, Sokolemu Cieniowi i Ślimaczek, ale i tak miałam nadzieję... Myślałam, że on się zmieni, że kiedyś mnie przeprosi, porozmawia szczerze, pokaże, że będzie chciał się zmienić! – Kiedy już zaczęła, słowa zaczęły wyfruwać z jej pyska same, jakby nie musiała ich szukać, a w każdym kolejnym pobrzmiewały coraz to bardziej wyczuwalne nuty irytacji, frustracji, złości. W tym momencie przerwała jednak i zaśmiała się, być może z własnej naiwności. – A on zamiast tego... Zamiast wykorzystać te księżyce, zdobyć się na szczerość, on robi coś takiego, obnosi się tym, jakby chciał coś udowodnić, pokazać się w lepszym świetle? Nie wiem, nie wiem, o co mu chodzi, naprawdę nie wiem! I nie potrafiłam nawet ochronić reszty, a teraz ich nie ma, dalej nie ma, a ja dalej nie potrafię. I... ja już mu nie wierzę, Irys, nie wierzę w żadne jego słowo i żadne dobre intencje i nie chcę wcale udawać, że wszystko jest w porządku, ale nie mam zamiaru dawać mu satysfakcji z tego, że coś nie jest w porządku. – Z czasem jej głos nabierał bezsilności i zagubienia, a ona plątała się w swoich słowach coraz bardziej, jednak nie przestawała mówić. – Nie wierzę mu, nawet nie chcę mu wierzyć, nie chcę, ale cały czas się zastanawiam... czy to możliwe, że on naprawdę chce się pogodzić? Nie, to bez sensu, to musiał być jakiś pokaz... Dlaczego, Irys? Dlaczego on to robi? – spytała znowu, ale podejrzewała, że Irysowy Zmierzch nie znała pewnej odpowiedzi na to pytanie, więc nie czekała na odpowiedź. Zamiast tego odwróciła się, żeby nie patrzeć na przyjaciółkę i zadała inne. – Co ja mam zrobić? – warknęła, zużywając na to pytanie całą resztkę swojej złości i bezsilności. Co miała zrobić dalej? Powinna grać w jego grę, czy może jednak było jakieś wyjście? Może Irys mogła jej coś podsunąć, ale czy jej chaotyczne wyjaśnienia w ogóle coś mówiły, coś wnosiły? Przecież przyjaciółka nie mogła znać jej planów na pociągnięcie tej sprawy dalej, ale Słonecznik wcale nie chciała jej mówić, co planowała... bo przecież sama dobrze pamiętała swój nienaturalny, chłodny ton z ceremonii. I wiedziała, że w obecności Słońca nie będzie się już w stanie zdobyć na żaden inny.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wojowniczka spuściła nieznacznie łeb w dół, uciekając tym samym wzrokiem od przyjaciółki, w momencie w którym ta zdała sobie sprawę z jej obecności. Ee, niespodzianka? No, jakby...Irys w tym momencie nie widziała innego wyjścia niż pójście wtedy za nią. Sama często wychodziła nabuzowana z obozu i to, no, trochę średnio było fajne. Znaczy, mogła sobie pokrzyczeć, albo coś, ale tak naprawdę średnio jej to cokolwiek dawało i jakby się tak zastanowić, to jednak wolałaby żeby w takich momentach była przy niej właśnie Słonecznik. Dlatego też jakoś automatycznie pomyślała, że działa to też w drugim kierunku, nie?
Słysząc swoje imię natychmiast wróciła wzrokiem do kotki. Wychodziło na to, że dobrze jej coś podpowiadało. Dobrze, że tu była. No, na pewno, jeszcze by coś się stało córce Paproci, kiedy tak pruła przed siebie w ogóle nie zwracając uwagi na otoczenie. Nie daj Gwiezdny Klanie jeszcze by coś ją dopadło, czy coś! Na pytanie zadane przez nią, niebieska wręcz mimowolnie usiadła na miejscu z wymalowanym zmartwieniem na pyszczku. Uh-oh. Bardzo poważne pytanie jak i temat, kiedy Irysowy Zmierzch w zasadzie nie miała tu za dużo do powiedzenia. Pytanie jej o radę było dość ryzykowne, bo jej relacje z innymi były co najmniej skomplikowane. Jak ktoś ma jakiś problem do jej osoby, to wiadomo - w pysk i do widzenia. Tak samo rozwiązałaby to ze Słońcem, jednak Słonecznik nie była nią, a Słońce by się też zupełnie pewnie tym nie przejął.
Z każdym kolejnym słowem przyjaciółki czuła się strasznie, bo na pewno ona nie zasługiwała na to wszystko. Nie powinna mieć takiej żmii w rodzinie, nie powinien nikt ich wszystkich truć swoją egzystencją i złośliwościami. Już nawet Jabłko, którego Irys osobiście nigdy jakoś nie polubiła nie zasługiwał na ten cały bullshit w wykonaniu rudego bobka. Z tym, że on się od tego uwolnił. A ona była tu praktycznie sama, sama przeciwko temu śmierdzielowi, bo córka Burzowego Pomruku była pewna, że nikt inny nie przeżywa tego tak mocno, jak jej przyjaciółka. Zacisnęła mocniej żeby, wbijając pazury w ziemię.
— S-słonecznik — bąknęła też trochę zagubiona. Chciała coś mądrego powiedzieć, ale...no niezbyt potrafiła. — Nie wiem co możesz zrrobić. Do niego i tak nic nie dotrze, jest głupi i zapatrzony w siebie i...n-no, nie wiem. Zrrobił przedstawienie, nieważne czy sam na to wpadł, czy ktoś mu to jeszcze zaprroponował, powiedział rzeczy, którre tylko potwierrdzają jaki mysi móżdżek z niego. No i, yyy, nie powinnaś się nim przejmować. C-chociaż pewnie nie jest łatwo, kiedy znowu z tym wyskakuje... — miauknęła zakłopotana, plątając się w swoich myślach o wiele bardziej, niż ruda. Szukanie mądrych rzeczy do powiedzenia, kiedy w głowie ma się pszczoły było ciężkie, okej? — J-jakby, nie wiem, może jeszcze nie dostał nauczki, może Sokoli Cień jest dla niego zbyt pobłażliwy, może trzeba mu wbić do łba, że to, co rrobi jest głupie i...uh, nie wiem, w każdym rrazie nie daj się jego głupiej gadaninie. On pewnie chciał żebyś się znowu źle czuła — dodała ciszej, cofając lekko uszy. Ech, no i co? Teraz to sama w sumie nie wiedziała, czy tego lisiego bobka stać było na takie bzdury przed wszystkimi kotami. Udawał nieźle, ale był absolutnie głupi! Przecież nie ma opcji, by mu sie kiedyś łapa nie podwinęła kiedy teraz zaprzysiągł bycie dobrym kotkiem, nie?
“see you again” and all the same............
I . really . didn’t . want . to . say............
x all of the tears I couldn’t dry x............

all of my words were lies, were lies

...............remaining friends, just you and me
...............I really didn’t want to b e, although
...............you’re never to h e a r my thoughts

sorry and hey... .....
.....I loved you a lot
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśli słuchając Słonecznik Irys czuła się strasznie, to słuchając Irys Słonecznik czuła się wręcz potwornie. Kiedy mówiła, nie zwracała uwagi na nic innego, tak samo jak przez całą drogę tutaj. Była wściekła, była zła, była smutna i czuła się bezsilnie, a to wszystko po całych księżycach różnych nieprzyjemnych wydarzeń, przez które przeszła z wielkim trudem. Miarka się przebrała, wszystkie negatywne uczucia zebrały się w niej i eksplodowały, a ona nie mogła już dłużej utrzymać ich w środku, więc po prostu mówiła to, co jej ślina na język przyniosła, desperacko szukając jakiejś pomocy, jakiegoś punktu zaczepienia i poparcia. A kiedy to wszystko z niej uleciało i wpatrywała się w milczeniu w Irysowy Zmierzch, w Irys, która przyszła tam za nią z dobrymi intencjami i chciała jej pomóc, a musiała czuć się w tym wszystkim niekomfortowo, dotarło do niej, co tak naprawdę zrobiła. Znowu zrzucała swój ciężar na kogoś innego. Nie dawała sobie rady. Oczekiwała odpowiedzi na pytania, na które sama nie potrafiła odpowiedzieć, obarczała nimi kogoś innego i wyżywała swoją złość na przyjaciółce, która przecież nie zasłużyła na to, żeby zostać wciągnięta w całą tę sytuację. Irys nie powinna się w ogóle przejmować Słońcem, po tylu księżycach Słonecznik powinna po prostu móc sobie powiedzieć, że jej brat był fałszywy i zakłamany, że powinna to porzucić – a jednak nie mogła i przez nią Irysowy Zmierzch musiała się teraz czuć okropnie, widząc ją w tym stanie i słuchając tego całego chaotycznego bałaganu. Nie o to chodziło. To Słonecznik chciała być dla innych oparciem. Chciała pomagać, nie oczekiwać pomocy i to w tak żałosny sposób, w tak żałosnej sprawie. W tym momencie poczuła się tak mała i słaba, jak jeszcze nigdy do tej pory. I już naprawdę kompletnie nie wiedziała, co powinna zrobić, ale nie mogła pozwolić, żeby jej problemy ze Słońcem miały mieć wpływ na jeszcze kogoś. Irys miała rację – nie powinna się nim przejmować. To było przedstawienie. Chciał, żeby się źle czuła. A skoro chciał, żeby się źle czuła, skoro grał z premedytacją... dla dobra swojego i reszty Słonecznik mogła mu dać grać w tę grę. Musiała uzbroić się w trochę sił i nie dać mu wygrać.
– P-przepraszam, Irys – powiedziała nagle, cicho i łagodnie, wzrok na dłuższą chwilę wbijając w swoje łapy. – Nie powinnam tak reagować, niepotrzebnie cię martwię. Masz rację, że nie powinnam się nim przejmować, już od dawna nie powinnam, po prostu chyba... potrzebuję czasu – westchnęła. Czas, czas. Czas leczył rany, był lekarstwem na wszystko. Skoro pomógł jej już wcześniej, to pomoże jej i teraz, prawda?
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wszystko było nowe, dziwne, a choć został rzucony na głęboką wodę i bez właściwego przygotowania… właściwie czuł się dobrze na swoim nowym miejscu. Martwił się głównie o los Malinowego Nosa, która była już w takim wieku, że mogła umrzeć za księżyc, trzy, albo sześć… ale pewnie nie dłużej, niż dziesięć. Jego ojciec również żył bardzo długo, ale miał trochę więcej księżyców przed sobą. Gdzieś w tle były oczywiście inne sprawy, takie jak kocięta Lśniącej Sadzawki, sprawa Owsianej Łuski, wszystko co związane z Zaśnieżoną Ścieżką – ale na to wszystko mógł mieć pewien wpływ, mógł dowiedzieć się od bardziej doświadczonych, jak sobie z tym poradzić, gdyby sam nie wiedział… natomiast śmierć i przemijanie były tym, na co nijak nie mógł wpłynąć.
Nie mógł też wpłynąć na Ropuchę, gdy ta się z nim pożegnała, wręczając mu zajęcze żeberko. Dopiero w tym momencie dowiedział się, że jego siostra lubiła kolekcjonować takie rzeczy, a o ile zazwyczaj nie był sentymentalny… zdecydował się zostawić je sobie we wnętrzu Rozłożystego Drzewa. W tych dziwnych czasach, gdy cały znany im świat ulegał wręcz rewolucji, gdy powinni trzymać się razem i dbać o rodziców… Porywista Gwiazda nie stracił tylko brata, ale i siostrę, chociaż w jej przypadku mógł chociaż wierzyć, iż jeszcze wróci, a jak nie – to może gdzieś tam żyje i jest w miarę bezpieczna, podobnie jak liczył w przypadku Rybki. Wzdychając ciężko, rudo-biały przysiadł przy Starym Kasztanie i rozejrzał się uważnie po okolicy.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyszedł. Tego dowiedział się od pozostałych kotów w obozie i skinął im lekko łbem, po czym starał się znaleźć jak najświeższy trop młodego przywódcy, by móc pójść za nim. Właściwie dobrze się składało, że Porywisty nie przebywał w obozie, rozmowa, jaką chciał z nim zacząć, była zdecydowanie trudna i nie powinna jednak docierać za wczas do uszu postronnych jednostek, chciał, żeby kocur dowiedział się o pewnych sprawach, a jeśli miał wątpliwości, zaciągnął również jego rady. Przede wszystkim jednak zależało mu na tym, by omówić ostatecznie sprawę Iskry, w końcu Popielna zapewne zbliżała się już do oddania swoich dzieci w wiek terminatorski, więc jeśli tylko była gotowa, mogliby wkrótce ruszać, o ile oczywiście otrzymają zgody swoich przywódców. Nie chciał robić nic wbrew woli Porywistego, ale jednocześnie chciał dokończyć pewne sprawy, raz na zawsze zmieść je z powierzchni ziemi i być może - odejść spełnionym pod tym względem.
Trop. Dość świeży, jak zauważył, więc przywódca musiał przechodzić tędy całkiem niedawno. Kiedy Sokół spostrzegł powracający patrol, zapytał, czy gdzieś nie widzieli syna Maliny, a oni wskazali mu kierunek, w którym kocur się udał. Wojownik podziękował i już wkrótce spostrzegł Porywistego pod Starym Kasztanem, skierował się więc do niego całkiem dziarsko jak na swój wiek. Właściwie w ogóle nie było po nim widać tego, że miał niemalże dziewięćdziesiąt księżyców. Może pojawiły się pierwsze siwe włosy, może były jedynie poszarzałe, ale Sokół jeszcze ich nie dostrzegał, a jego ciało było sprawne. Tylko ten nieszczęsny sen!
- Porywisty - powitał go. - Czy mogę zająć ci nieco czasu? - rzucił jeszcze, nim usiadł, bo gdyby przywódca uznał, że woli być teraz sam, Sokół z pewnością z miejsca by się oddalił.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Siedział w ciszy i spokoju, aż nie zajął się czyszczeniem sobie futra, któremu ostatnio nie mógł poświęcić za dużo czasu i uwagi – w końcu jednak dostrzegł zbliżającą się sylwetkę… nikogo innego, a tego, kto zrezygnował ze stanowiska zastępcy na jego rzecz. Podejrzewał, ba, był pewien, że to była wspólna decyzja Sokoła i Maliny, by wybrać właśnie jego, a pomiędzy wyprawą, ceremonią, różnymi rozmowami i wdrażaniem się w nowe obowiązki nie miał czasu, by starszemu wojownikowi… podziękować. Na szczęście okazja podstawiała się sama pod nos, chociaż syn Fiołkowego Świtu podejrzewał, że kocur sam ma jakiś powód do rozmowy, taki jak chociażby wyprawa w poszukiwaniu Iskry, o której wspomniała mu medyczka. A jeżeli chodziło właśnie o to… to może lepiej, że spotykali się poza obozem.
Powitał się z kocurem cichym pomrukiem.
– Oczywiście, Sokoli Cieniu. – Nie żeby nowy przywódca był szczególnie zajęty – i nie żeby kiedykolwiek miał coś przeciwko rozmowie z Sokołem. Kocur od zawsze był jednym z jego autorytetów, teraz natomiast… szanował go jeszcze bardziej, chociaż musiał przyznać, że korciło go zapytanie, czemu właściwie wybrali jego. – Nie miałem okazji… podziękować – odezwał się po paru uderzeniach serca. – Za zaufanie, jakim mnie obdarzyliście.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zaufanie. To było bardzo mocne słowo, ale doskonale oddawało to, co czuł Sokół i w co chciał wierzyć. Obserwował uważnie Porywistego w czasie ceremonii, starając się dostrzec już teraz, jakim będzie przywódcą i mocno pochwalał jego wybór zastępcy, bo Lawenda wydawała się doskonałą równowagą dla kogoś stanowczego. Miała przed sobą jeszcze wiele księżyców, nim ostatecznie nadejdzie jej czas odejścia do starszyzny albo poczuje, że powinna zrezygnować. To było jednak melodią przyszłości, a oni mogli się wzajemnie wiele nauczyć, więc syn Czyżyka był właściwie zadowolony z tego, jak potoczyły się sprawy.
- Podziękować? Najlepiej podziękujesz nam, jeśli okażesz się przywódcą mądrym, roztropnym i nieskorym do podejmowania decyzji z miejsca, bez przemyślenia sprawy. To główny błąd, jaki sam popełniałem przed księżycami, ale ostatecznie zmądrzałem na tyle, by wiedzieć, że pewne kwestie warto najpierw przedyskutować. Aczkolwiek nie odsuwać ich w zapomnienie, na jakiś, powiedzmy, lepszy czas. Obserwowałem cię w czasie ceremonii i cieszy mnie to, co widziałem. Pochwalam również wybór Lawendy, sądzę, że jesteście dla siebie doskonałą przeciwwagą - powiedział w końcu na to i skinął nieznacznie łbem na znak, że zgadza się dokładnie z tym wszystkim. Patrzył uważnie na Porywistego, zastanawiając się jednocześnie, co dokładnie kryje się w jego głowie. - Jak się czujesz? - zapytał więc, bo doskonale wiedział, że to jest dobra droga, nie dało się po prostu całkowicie ignorować uczuć, jakie koty żywiły, a udawanie, że przywódca ich w ogóle nie ma, było co najmniej szaleństwem.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Postaram się, to na pewno. Chociaż podejrzewam, że i mnie przyjdzie popełnić parę błędów… wrzuciliście mnie na dość głęboką wodę – przyznał, jednak jego głos nie był wypełniony pretensją, żalem czy goryczą, raczej wydawał się nieco… zaczepny, może nawet rozbawiony, jakby kocur bardziej traktował to w kategorii wyzwania, a nie wielkiej niedogodności. Zwłaszcza, że były zastępca wyraźnie był zadowolony z tego, co do tej pory pokazał; jego słowa mile łechtały ego Porywistej Gwiazdy i podziękował lekko skinięciem głowy, jednak nie zamierzał spoczywać na laurach. Ani teraz, ani nigdy.
– Z jednej strony… wolałbym mieć więcej czasu – odpowiedział po chwili zastanowienia. Nie było sensu w udawaniu, że było inaczej. Miał dopiero trzydzieści kilka księżyców, na osty i ciernie, niektórzy w jego wieku dopiero kończyli treningi, albo i nie, patrząc po jego rodzeństwie… a skoro o nim, hm. – Z drugiej traktuję to jako, hm, wyzwanie i myślę, że dam radę. Szkoda, że to oznacza mniej czasu dla mamy, i że zbiegło się to w czasie z… Żabą. I Ropuchą – dodał nieco ciszej, poważniej, po czym zacisnął lekko zęby. To był trudny temat, jednak ciężko było go unikać i udawać, że to wszystko się nie wydarzyło… i że w przeciągu kilku księżyców nie będą musieli się pożegnać z Malinowym Nosem.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Owszem. Czasami jednak to najlepsze, co możemy zrobić. Pamiętaj jedynie, by nie podejmować pochopnych decyzji, gdyż później możesz ich żałować. Nie mówię oczywiście o sytuacjach oczywistych, o zdradzie, jawnym kłamstwie... Ale jeśli coś jest nieco bardziej zawiłe, nie do końca jasne i przejrzyste, rozważ to na spokojnie, patrz na to z każdej strony, dopytuj. Taka jest moja rada po księżycach służby Klanowi i współpracy z Maliną. I chociaż zabrzmi to dość absurdalnie w porównaniu z tym, co przed chwilą ci powiedziałem, nie zwlekaj również za bardzo. Gdybyś jednak miał podejmować decyzje pod wpływem emocji i chwili, lepiej odłóż to na bok - powiedział spokojnie, uśmiechając się lekko, po swojemu, kiedy tylko usłyszał jego głos. Młodość, dokładnie to w nim brzmiało, w tej lekkiej zaczepce, jaka została rzucona, ale mimo wszystko Sokół chciał podejść dość poważnie do tematu i postanowił już teraz przedstawić mu własne wnioski po księżycach pracy dla Klanu. Chciał, żeby kocur doskonale wiedział, jak sprawy się mają i żeby zobaczył, choć w tak banalny sposób, ten kawałek doświadczenia, jakie posiadali jego poprzednicy. Na kolejne słowa młodej Gwiazdy Sokół skinął lekko, ale poważnie łbem.
- Szkoda. Wiesz chyba jednak, w jakich okolicznościach Gwiazdą zostawała twoja mama? Życie, niestety, nie jest sprawiedliwe, a przywódcą sypie piachem w oczy. Są rzeczy, z którymi nie pogodzisz się nigdy... Tak jak ja ze śmiercią swego ojca. Był słaby w drodze i zmarł, kiedy ledwie tu dotarliśmy. Całą drogę go wspomagałem, prowadziłem, wierzyłem, że gdy odpocznie, stanie na łapach, tymczasem on odszedł na Srebrną Skórkę. Minęło tyle księżyców, a ja wciąż o tym pamiętam - dodał jeszcze, być może chcąc wskazać mu na podstawie własnych odczuć i doświadczenia, o co dokładnie mu chodzi, potem jednak wyraził jeszcze wyrazy współczucia, bowiem niezależnie od tego, jakie rodzeństwo miało relacje, to zawsze jakoś na nas wpływało.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pokiwał lekko głową na słowa Sokolego Cienia, a jego poważny, zdeterminowany wyraz pyska wskazywał na to, że faktycznie zastanawia się nad tym wszystkim i bierze jego porady na poważnie. Tego potrzebował, nawet jeżeli te kwestie wydawały się oczywiste; zaraz jednak z tyłu głowy pojawiła mu się myśl, tak w nawiązaniu do błędów, że i jego matka popełniła nie jeden, a kilka, z czego dwoma bardzo poważnymi była Lśniąca Sadzawka – kocica o rozbuchanym ego, w poczuciu bezkarności robiąca coraz to gorsze rzeczy, aż kulminacją nie było urodzenie kociąt i niemal utrata rangi… i nikt inny, a jej brat, Iskrząca Łapa, zbyt długo trzymany w klanie. Oczywiście teraz, z perspektywy czasu, najlepszym wydawało się pozbawienie gwałciciela życia, jednak podejrzewał, że wówczas nie było wystarczających dowodów, by zdecydować się na tak stanowczy krok; zdawało mu się jednak dziwnym, że jego matka tak długo pozwalała Iskrze na pozostawanie w klanie i… bezkarność.
– Mhm. Nie chciałbym nic… przegapić, przeczekać – powiedział jednak, decydując się – w myśl, ha, nie podejmowania pochopnych decyzji – na odroczenie tematu Iskry. – Tak, wiem. Po prostu… Żaba mógł żyć o wiele dłużej – westchnął ciężko. Głównie i tak martwił się w tym o rodziców, bo on… cóż, on miał teraz sporo zajęć, spraw i obowiązków, którymi mógł sobie odwrócić uwagę. Nie chciał, żeby ostatnie księżyce Malinowego Nosa były spędzone w żałobie, miał nadzieję, że jego matka szybko się otrząśnie po śmierci syna, jednak nie wiedział, jak to będzie z ojcem, bo ten w ostatnich księżycach sam nie wyglądał najlepiej. Ugh.
– Lśniąca Sadzawka wspomniała mi o kocicy z klanu Cienia… i Iskrze – zaczął po chwili.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słuchał. Tak przynajmniej wydawało się Sokołowi, a to było bardzo ważne. Doskonale wiedział, że Malina, tak samo i on sam, popełnili błędy, pozwolili na niektóre rzeczy, które nie powinny mieć miejsca i dzisiaj mógł jedynie bić się za to w pierś, wierzył jednak, że mimo wszystko prowadzili Klan w sposób godny i odpowiedzialny, choć sam nie mógł wybaczyć sobie do dzisiaj sprawy Iskry. Nie mówiąc o Lśniącej, która mimo wszystko, w jego odczuciu, powinna po wyszkoleniu terminatorów odstąpić im swoje miejsce. Nie byli w końcu tak obciążeni, jak ona, ale o tym tak naprawdę powinien decydować już Porywisty, to było jego zadanie, by właściwie poprowadzić Klan, a Sokół, ani Malina, nie mieli prawa wtrącać się do tego, jak będzie to wszystko dalej wyglądało. To nie było już ich zadanie i musieli się z tym pogodzić, choć, oczywiście, aż tak łatwe to nie było. Korciło go, by wspierać nadal przywódcę, to jednak była rola Lawendy, nie jego.
- Słusznie. Choć nie zawsze jest to możliwe, choć czasami wierzy się jeszcze... w poprawę - powiedział nieco gorzko, a następnie spojrzał wprost w jego oczy, spokojnie. - Mógł. Ale tego nie zmienimy, a kołysanie się na tym żalu może być trudne, dla ciebie, ale i dla całej twojej rodziny - dodał, jak na siebie naprawdę łagodnie. Ugryzł się jednak w język, bo był bliski zauważenia, że Malina najpewniej wkrótce spotka się z synem. Sam był gotów na tę myśl, ale nie powinien o niej krzyczeć i nie powinien jej wyrażać na prawo i lewo, lepiej nie.
- Tak. Moja bratanica go spotkała... Spotykała. Nie mam wątpliwości, że to on. Doskonale go opisała, a jego manipulacje, sugerowanie, że Lśniąca odmówiła leczenia jego partnerki, aż w końcu nakłonienie Popielnej do... Cóż, wiem przynajmniej gdzie przebywa. Chcę doprowadzić tę sprawę do końca, bo czuję, że bez tego nie zamkniemy pewnych spraw, a i mnie będzie to niesamowicie ciążyć - powiedział po chwili, zastanawiając się chyba, jak ująć w słowa to, co chodziło po jego głowie, co się tam kryło. Chciał, żeby młody zrozumiał dość prędko, dlaczego o tym mowa i dlaczego Sokół nie umie sobie tak naprawdę odpuścić tej sprawy.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiwnął lekko głową, świadomy bowiem był, że czeka go niebezpieczne zadanie – balansowanie pomiędzy stanowczością i wymierzaniem sprawiedliwości… a wybaczaniem i wiarą w poprawę, gdyż koty zwyczajnie popełniały błędy, a potem były w stanie je naprawić, tak jak przecież w jego przypadku, gdy jeszcze nie umiał panować nad impulsami i swoją siłą, gdy działał bez pomyślunku, co było widać na treningu i po tym, jak zaatakował własnego ojca z pazurami. Były jednak koty niereformowalne, takie jak Iskra… czy Słońce, i dopiero po czasie można było ocenić je w ten sposób z całkowitą pewnością. Co zaś do syna Zawilcowej Skórki, cóż, już w czasie rozmowy z Lśniącą Sadzawką nowy przywódca wiedział, co powinno go spotkać, skoro kontynuował swoją obrzydliwą działalność.
– Mhm. Kiedy zamierzasz wyruszyć? I czy chcesz ze sobą kogoś zabrać? – Zaoferowałby siebie, ale… kto wie, ile by to trwało. Gdyby był wojownikiem, a nie przywódcą, nawet by się nie wahał.
LVL 5 260 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czas. To wszystko rozchodziło się tak naprawdę tylko o to, o doświadczenie, jakie nabywało się w miarę upływu pór, z każdym kolejnym księżycem. Niektórzy się nie zmieniali, nie dojrzewali w żaden sposób, nawet nie próbowali tego robić. Albo wędrowali w strony, w jakie nie powinni się udawać, tego Sokół był pewien i podałby niewątpliwie dokładnie te dwa przykłady, o których myślał Porywisty. Mógłby jednak wpisać w to wszystko również Grada oraz własnego brata, który także ostatecznie nie grzeszył mądrością i okazał się istotą co najmniej żałosną. Nie było jednak sensu za mocno się nad tym zastanawiać, bo to do niczego nie prowadziło, a Sokołowi zdecydowanie nie chciało się w tym wszystkim taplać, jak w jakiś mysich bobkach.
- Szybko. Kiedy tylko ja i moja bratanica otrzymamy na to zgodę. Wolałbym zabrać ze sobą jeszcze jednego, młodego wojownika, bo nie mam pojęcia, co czeka nas po drodze. Boję się, że w krytycznym momencie Popielna może stracić wiarę w swoje działanie, chciałbym zatem, by powędrował z nami ktoś z Wichru, świadom tego, co się działo. Pomożesz wybrać mi właściwego kota? O ile oczywiście wyrazisz na to zgodę - odparł prosto i spojrzał ponownie prosto w oczy młodego przywódcy, czekając jedynie na jego słowa, bo po nich tak naprawdę mógł udać się na spotkanie i zacząć działać, mógł iść do bratanicy, a później pozostawało tylko wyruszyć i iść naprzód jak najszybciej.
never say die...............
...............never say no
you got to look them in the eye
a n d . d o n ' t . l e t . g o
[Obrazek: daujix7-91d8c6be-8450-4f78-917d-dcfc23a0...SKvpSk0aHM]
when it's your own blood you'll bleed
and your own t e a r s you'll c r y
when you're bought up to believe
that it's the strong who survive
✫ NEVER SAY DIE ✫
LVL 8 400 / 500
MedLVL 0 0 / 100
28
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości