Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Tak, motyle są piękne, mają bardzo kolorowe skrzydła, są też podobne do nich ćmy, ale one raczej pojawiają się dopiero wieczorami i nie są tak kolorowe. No, i gąsienice właśnie tak wyglądają… ale jeszcze ich nie widziałem w tym obiegu pór. Jak dojdziemy do Wysokich Drzew, to możemy spróbować ich poszukać, jeżeli chcesz – odparł kotce, uśmiechając się do niej, a jego ślepia lekko błysnęły. Racza Łapa nie była niby już kociakiem, ale wciąż najwyraźniej lubiła się bawić i podejrzewał, że nie odmówi. Jedyny problem był taki, że mogło być jeszcze za wcześnie, by faktycznie były już gąsienice na terenach, ale po prostu nie wiedział, kiedy one się pojawiają i nie mógł być tego pewien.
– A, no to raczej chodzi o to, że jeżeli będzie wojna między klanami, albo jakaś sytuacja, która sprawi, że będziesz musiała wybrać pomiędzy lojalnością wobec klanu, klanowiczów, a lojalnością wobec swojego przyjaciela spoza niego – wyjaśnił kotce, bo to przede wszystkim odnosiło się do takich sytuacji, a nie codziennych problemów. On osobiście nigdy nie miał takiej sytuacji, wiec jemu się to wszystko wydawało dość abstrakcyjne, ale to wynikało z tego, że rzadko kiedy zatrzymywał się dłużej na granicach, nie chodził poza tereny klanu i po prostu nie miał żadnych przyjaciół poza Wichrzakami. Podejrzewał jednak, że może do tego typu wyboru dojść nawet wtedy, kiedy nie ma wojny. – Czyli ogólnie możesz pomóc swojemu przyjacielowi spoza klanu, ale przede wszystkim ma się liczyć dobro klanu. Nie możesz na przykład oddawać całej zwierzyny, którą upolujesz, jakiemuś samotnikowi czy, dajmy na to, Rzeczniakowi.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- O rany! To muszą wyglądać niesamowicie! A długo na nie trzeba czekać? I chyba jeszcze nigdy nie widziałam w takim razie ćmy. Czy można je znaleźć w obozie? Bo nie wiem, czy powinnam wychodzi w nocy poza jego granie, ale... jakbym poszła tylko w krzaki, to chyba nic by mnie nie zjadło, nie? Wujku, a te motyle to trudno zobaczyć? I co one właściwie robią? Bo to chyba nie są takie małe ptaki, które możemy zjadać, prawda? - zaczęła na to wszystko, a jej oczy zabłyszczały bardzo mocno. To prawda, była już terminatorką, ba, miała wkrótce skończyć dwanaście księżyców, a zatem osiągnąć wiek, który teoretycznie zezwalał jej nawet na zostanie wojownikiem, ale wciąż była jeszcze dość dziecinna i wiele przyjemności sprawiały jej takie młodzieńcze głupoty. Poza tym była zachwycona, a jakże!, otaczającym ją światem i gdyby się dało, to pewnie wepchnęłaby nos nawet do ula, żeby przekonać się, jak ten wygląda od środka. Dlatego też, gdy Zając złożył swoją propozycję, Raczek podskoczyła w miejscu niczym oparzona i zaczęła się głośno śmiać.
- O tak, proszę, poszukajmy ich! - zaczęła prędko, a później nastawiła uszu, gdy wojownik udzielał jej odpowiedzi na pytanie, zaraz jednak głęboko się zamyśliła, aż wystawiła czubek języka, który przygryzła maszerując przed siebie i analizując to, co przekazał jej wujek. Okazywało się, że pewne rzeczy były strasznie zawiłe, chociaż początkowo nic na to nie wskazywało i Raczek nie była teraz do końca pewna, jak do nich podchodzić. Gdzieś tam coś mówiło jej, że lepiej by było, gdyby nie próbowała zaprzyjaźniać się z kotami z innych Klanów, lub nawet spoza nich, ale była taka ciekawa, czy trawa po drugiej stronie granicy jest tak samo zielona!
- Strasznie to takie... Nie wiem? Nie chciałabym robić krzywdy innym kotom! Zresztą, Klany są po to, żeby żyć w zgodzie! A w ogóle co byś zrobił, jakbyś spotkał wycieńczonego z głodu samotnika? Pozwoliłbyś mu umrzeć? - zapytała zatem, może nieco podchwytliwie, ale uważała Zająca za swoisty autorytet i chciała wiedzieć, jak wujek podszedłby do tej sprawy. Wilk był wojownikiem, ale młodym i z kijkiem między pośladkami, potrzebowała zatem opinii kogoś starszego, bardziej doświadczonego i chyba o wiele wiele bardziej życiowego! A kimś takim niewątpliwie był właśnie wujek.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Nie, powinny być już na dniach, o ile nawet nie już! W obozie czasem też latają, kociaki często próbują je łapać… a jak śpią, to często gdzieś w trawach, krzakach właśnie. A co robią? Latają, siadają na kwiatach… i nie wiem, co jeszcze, wiesz, nie obserwowałem ich nigdy aż tak – przyznał wprost, trochę się motając we wszystkich pytaniach Raczej Łapy, ale mimo to dzielnie walczył, by na wszystkie odpowiedzieć! – No i nie zjadałbym ich raczej – dodał jeszcze po namyśle. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek próbował, ale chyba mama mu coś kiedyś mówiła, że to niezbyt dobra przekąska.
– Wycieńczonego z głodu samotnika… uh, nie, nie pozwoliłbym mu umrzeć – zaczął z pewnym zawahaniem, zastanawiając się nieco, czemu Raczek go o to teraz pyta, ale może zbierała opinie, albo po prostu była ciekawa… tak czy siak, skoro pytała, to chyba jego zdanie się dla niej liczyło, co było bardzo miłe – zwłaszcza, że nie była jego terminatorką, ani córką. – Ale to też zależy od sytuacji. Dałbym mu zwierzynę tylko wtedy, gdybym miał pewność, że mój klan na tym nie ucierpi, rozumiesz, Racza Łapo? Za mojego życia nigdy nie brakowało nam zwierzyny, więc nie mówię nawet o takiej sytuacji, po prostu od razu bym czuł, że powinienem z nawiązką zapolować dla klanowiczów. I nauczyłbym go też polowania, jeżeli by nie potrafił tego robić, czy pomógł w inny sposób, na przykład pomógłbym mu wrócić do rodziny, jego grupy czy kogoś bliskiego. Na pewno nie dopuściłbym do sytuacji, w której pozwalam samotnikowi żerować na klanie.
W międzyczasie dotarli już do Wysokich Drzew, jednak zanim Zajęczy Sus zdążył poinformować o tym rudo-białą kotkę i oznajmić jej, gdzie szukać gąsienic i motyli… tuż przed ich pyskami przeleciał dość spory, rudawo-czerwony motyl z wielokolorowymi plamami na końcach skrzydeł: pawik! Zdążył sapnąć tylko „patrz!”, po czym wybił się z tylnych łap… by niczym kocię pogonić za motylem.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Latają i siadają na kwiatkach? To chyba nie są jakieś szczególnie wielkie i ważne zadania, no nie? A myślisz, że po co one właściwie siedzą na tych kwiatkach? Zjadają je, czy coś takiego? - zapytała jeszcze zaciekawiona, bo wychodziła z założenia, że wujek, zdecydowanie od niej starszy, na pewno zna odpowiedzi na wszystkie jej pytania, tym bardziej, że nie migał się od niczego i dzielnie wyjaśniał jej wszystkie zawiłości, jakie pojawiały się w jej głowie, co wyraźnie wskazywało na to, że doskonale wiedział, jak ten świat jest zbudowany. Gdy wspomniał o tym, że nie zjadłby motyla, ani jak przypuszczała gąsienicy, skinęła jeszcze łbem wysuwając czubek języka i dochodząc do wniosku, że w sumie to może ma rację, bo co taki robak mógł mieć w sobie dobrego? Chyba nic? Nie składał się raczej z mięsa? A jak nie z mięsa, to z czego? To dopiero było pytanie! Ale skoro Zając ich nie jadł, to na pewno nie wiedział. Raczek z namysłem uznała, że może poświęcić się dla dobra nauki i kiedyś jednak spróbować.
- Nie no, nie chciałabym poświęcać dobra Klanu dla takiego samotnika, ale po prostu uważam, że to byłoby nieładne mu nie pomóc, no bo ostatecznie co on złego zrobił? Trochę tego nie rozumiem, wujku. Bo przecież to nie jest jego wina, że nie urodził się w Klanie, no nie? - przyznała całkiem szczerze i spojrzała na niego bardzo uważnie. Owszem, uważała go za bardzo mądrego kota, uważała go za kogoś, kogo warto słuchać, miała w nim takie oparcie, jak w tatusiu, który opowiadał jej wiele ważnych i istotnych rzeczy, ale Zając również miał do tego zdolności. Poza tym był jej wujkiem! No i nie ukrywajmy, że był o wiele bardziej wygadany niż chociażby jej mistrzyni, która oczekiwała od niej raczej rezultatów, a nie pogaduszek na wszelkie możliwe tematy, jakie ją gdzieś tam ciekawiły.
Kiedy dotarli w okolice drzew, wujek dostrzegł motyla, a ona aż rozdziawiła pyszczek, bo pierwszy raz widziała taki cud natury i nie czekając na nic, również za nim pobiegła niemalże wytrzeszczając oczy. O! Jakie to było niesamowite! A jak to mogło latać? Nie wyglądało jak ptak, ani trochę. Raczek była niesamowicie wręcz zafascynowana tą kwestią i obserwowała motyla z rosnącym zainteresowaniem, dostrzegając jednocześnie jego piękne barwy to, że nie był jakimś tam zwyczajnym robakiem.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Wydaje mi się, że jedzą coś, co jest na kwiatach – stwierdził po krótkim namyśle. – Poza tym wiesz, nam to może się wydawać błahe i głupiutkie, ale dla nich… to stanowi treść ich życia, rozumiesz? Każda istota ma coś, co wypełnia jej życie – tak jak my polujemy, patrolujemy granice, szkolimy terminatorów i tak dalej, tak motyle latają, siadają na kwiatach, coś tam jedzą, no i kto wie, co jeszcze robią. Dla nas ważne są nasze zadania, dla nich – inne rzeczy, ich własne.
Wychodził z założenia, że to, co robią inne gatunki, niekoniecznie musi mieć sens dla kotów – tak samo na przykład motyle mogłyby się zaśmiać, gdyby dotarło do nich, że koty mają jakieś swoje określone terytoria i codziennie parę grup kotów wychodzi, by sprawdzać ich granice. Każde zwierzę miało jakieś swoje miejsce w świecie i potrafił to uszanować, nawet jeżeli na niektóre z tych zwierząt polował jako klanowy wojownik. Wiedział jednak, że musi jakoś wykarmić swój klan, bliskich, rodzinę i samego siebie, więc wolał nie wchodzić zbyt głęboko w analizę zachowań i uczuć tych zwierząt… bo mógłby uznać, że powinni jeść trawę, by ich nie ranić, a w taki sposób by ich klan i cały gatunek nie mógł przetrwać.
– Nie jego wina, ani też nic złego, ale dla klanowych kotów ich własny klan powinien mieć wartość nadrzędną. Zresztą – sam widzisz, ja nie mówię, że nie należy w ogóle pomagać obcym. Po prostu wszystko powinno mieć jakieś granice w tym przypadku. Chociaż nie wiem, może inni interpretują ten punkt Kodeksu nieco bardziej… rygorystycznie – odpowiedział rudo-białej, spoglądając na nią poważnie tuż na chwilę przed wystrzeleniem w dziki pęd za uciekającym kolorowym motylem. Nie miał zamiaru go łapać, tak naprawdę, żeby go nie ranić niepotrzebnie – w końcu go nie zjedzą – chciał tylko poczuć wiatr, rozluźnić się, nie martwić się innymi sprawami.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Hmmm - mruknęła przeciągle wystawiając czubek języka, gdy Zając jej o tym wszystkim opowiadał, a następnie zmarszczyła nieznacznie nos. Nigdy na to nie patrzyła w ten sposób, ale nigdy również coś podobnego nie przyszło jej w ogóle do głowy i można powiedzieć, że wujek otwierał przed nią cały niepowtarzalny nowy świat, z którym dopiero musiała się zmierzyć. Pozostawało jej zatem bardzo wiele kwestii do przeanalizowania, ale pokiwała głową na znak, że rozumie, pytanie tylko, czy wróble, kruki i borsuki również miały jakieś swoje inne spojrzenie na świat, a jeśli tak, to czy ingerując w ich życie nie robili im przypadkiem krzywdy. Jeszcze chwila i faktycznie Raczek byłaby skłonna dojść do podobnych wniosków co Zając uznając, że może wypadałoby jeść trawę, żeby nie zrobić nikomu krzywdy, czy coś podobnego. Ale hop! Wujek zaczął odpowiadać jej na kolejne pytanie, a ona natychmiast podłapała sprawę, by móc o niej nieco pogadać, bo hej!, była dla niej nadal niesamowicie ważna.
- Dobrze, wujku, ale to kogo słuchać? Bo uważam, że mówisz bardzo mądre rzeczy i na pewno jesteś świetnym i doświadczonym wojownikiem. Ale jeśli Zawilec powie mi coś innego? - spytała patrząc na niego poważnie, chociaż jej oczy zdawały się być wielkie niczym spodki i cała była niecierpliwa! Potem jednak pobiegli ostatecznie, a ona rozluźniła się nieco i zaczęła się śmiać próbując złapać motyla, by jednak ostatecznie podbiec do drzew i zaczął krążyć dookoła nich wpatrując się w korę, jakby miała nadzieję, że dostrzeże gdzieś tam gąsienice, o których dopiero co rozmawiali.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Usłyszał pytanie rudo-białej kotki, ale… biegł. Biegł, czując wiatr i się z niego ciesząc, ciesząc się z biegu i momentu. Zdarzało mu się tak biegać czasami z matką, gdy była młodsza; potem zaś spacerowali, przechadzali się niespiesznie, głównie rozmawiając, ale momentami w całkowitym milczeniu, po prostu wsłuchując się w otoczenie… ale teraz był w towarzystwie Raczej Łapy, która, choć była o wiele młodsza i zdawała się go traktować jako autorytet – chociaż w zasadzie nie robił nic szczególnego – to w sumie… stawała się jego przyjaciółką, a przynajmniej tak czuł. Nic w sumie dziwnego, skoro przyjaźnił się także z Fiołkowym Świtem, z Krokus, do których była w pewnym sensie podobna, chociaż jednocześnie sporo się od nich różniła. I miała w sobie niesamowitą ciekawość świata, która inspirowała Zająca do zastanowienia się nad pewnymi kwestiami, na przykład tym, co jedzą motyle, jakkolwiek banalnie to nie brzmiało.
Zatrzymał się wreszcie i dołączył do Raczej Łapy, by odpowiedzieć na jej pytanie.
– Musisz sama wybrać, Racza Łapo. – To na pewno było trudne dla każdego kota, który próbował jakoś się odnaleźć w tym świecie, który dopiero uczył się decydowania, co jest właściwe, słuszne, dobre, co mu się podoba, z czym czuje się dobrze, a z czym wręcz przeciwnie, i tak dalej, ale… to była jedyna rada. Nikt nie powinien nikomu narzucać swoich poglądów. Oczywiście, niektóre koty miały… niemoralne postawy – może nie w klanie Wichru, więc wtedy wypadałoby to naprostować i wpoić im coś innego, jednak w przypadku takiej Raczek sprawa miała się inaczej, jak mniemał. – Sama zdecydować, co jest według ciebie dobre i właściwe. Możesz inspirować się innymi, pytać, słuchać, zbierać opinie… no, ale koniec końców to ty sama, nikt inny, będziesz musiała żyć ze swoimi poglądami i decyzjami, jakie podejmiesz.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Bieganie miało w sobie coś cudownego, chociaż Raczek nawet nie była w stanie do końca powiedzieć co takiego, czuła to jednak całą sobą i cieszyła się z tego niesamowicie, tak właściwie jak z każdego innego ruchu, zadania, czy zajęcia. Nie lubiła siedzieć w miejscu, bo z reguły zaczynała się wtedy po prostu nudzić, zaczynała się kręcić, wiercić i marudzić, tak więc spędzała sporo czasu poza obozem albo na rozmowach z innymi, by lepiej zrozumieć, co dzieje się dookoła niej, co jest ważne, a co nie. Uwielbiała również coraz bardziej wujka Zająca, który słuchał jej i poważnie odpowiadał na jej pytania, a dzisiaj pokazał jej również, że nie jest jakimś sztywniakiem! Ha! Biegał razem z nią i był naprawdę, ale to naprawdę w porządku, nic zatem dziwnego, że traktowała go powoli nieco jak wspaniałego przyjaciela. Miała również wrażenie, że o cokolwiek by nie zapytała, kocur naprawdę będzie skłonny jej odpowiedzieć.
- Och, to trudne, tak sądzę! - powiedziała na to spoglądając dość poważnie jak na siebie na wujka, a przy okazji zmarszczyła nieznacznie brwi. Musiała wybrać. - Czy tak jest ze wszystkim? Nie ma, no nie wiem, jakiś... takich spojrzeń, które dotyczą każdego kota? Rozumiem, że jest Kodeks, ale ty podchodzisz do niego trochę inaczej niż Wilk i to bardzo mnie zastanawia. On by raczej nie popierał tego, że rozmawiałam z Rozmaryn i ona była bardzo miła i ją polubiłam, no nie? Ale tobie chyba nie przeszkadza, że zadaję się z kotami z innych Klanów? - odezwała się ponownie, by potem na moment poświęcić się oglądaniu pniu drzewa, bo chciała koniecznie wypatrzeć gdzieś te puchate dżdżownice, ale nic takiego nie dostrzegała, a na dokładkę była jeszcze jedna niesamowicie nurtująca ją kwestia, którą postanowiła ostatecznie rozwiązać u źródła.
- Wujku? A jak jest z waszymi dziećmi? Bo one są wasze, no nie? Wilk mi mówił, że tak się nie da. No i że do kociąt wcale nie trzeba miłości. Taka heca, wiesz? Ale ja nie rozumiem, o co mu chodziło. I ostrzegał mnie przed obcymi kocurami - rzuciła okrążając pień i przysiadła, by spojrzeć ponownie na Zająca, widać było po niej, że wierzy w to, że on jej to wszystko wyjaśni.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Chodzi ci o takie… uniwersalne rzeczy? Cóż, jeżeli chodzi o Kodeks… myślę, że takim różnym interpretacjom nie ulega na przykład punkt o tym, że żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie. A poza Kodeksem, tak bardziej jeżeli chodzi o samą moralność, to raczej… zdecydowana większość kotów powie, że nie wolno mordować, atakować członków własnego klanu… gwałcić, ranić kociąt. Jeżeli ktoś sądzi, że może robić jedną z tych rzeczy i nie zwracać uwagi na uczucia innych… to już nie są, wiesz, poglądy, w takim sensie jak mówiłem przed chwilą, tylko zwykły brak skrupułów i moralności – powiedział, marszcząc nieco nos. Tak się złożyło, że wszedł na o wiele bardziej poważne i mroczne wręcz tematy niż te, które poruszali do tej pory, jednak nie chciał, by Racza Łapa nabrała przekonania, że jak ktoś uzna sobie, że coś jest dobre, to faktycznie tak jest.
Na kolejne pytanie kocur nieco się rozluźnił i nawet lekko uśmiechnął. W zasadzie… mało kto o to pytał, aż było to zaskakujące – a przynajmniej mało kto pytał bezpośrednio, konfrontując to z faktem, że przecież dwójka kocurów nie może mieć własnych kociąt.
– Są nasze w takim sensie, że uważamy je za rodzinę. Wychowaliśmy ich i opiekowaliśmy się odkąd byli bardzo mali, jednak, no właśnie, dwójka kocurów nie może mieć kociąt, w sensie żaden nie jest zdolny do zajścia w ciążę, do tego potrzebna jest kotka. Tak naprawdę Splątana, Szorstki, Mokry oraz ich brat, który zaginął, Twardy, są dziećmi pewnej samotniczki, którą coś zaatakowało i która zmarła na naszych terenach – odpowiedział, a w myślach wrócił do tych wspomnień, kiedy okrwawione, brudne, zalepione kocięta zanieśli do obozu, kiedy te nie rozumiały, że ich matka nie żyje… kiedy broniły się przed nim i Sokołem. Ugh. Może do samego końca Twardy ich nie zaakceptował i nie odnalazł się w klanie… i dlatego uciekł, nawet jeżeli nigdy nie zmuszali kociaków do uznania, że są ich ojcami czy coś takiego. W zasadzie to wyszło samo z siebie. – Kruczy Ogon, wtedy Gwiazda, zdecydował się przyjąć tę czwórkę do klanu, podobnie jak wiele księżyców wcześniej przyjął Chmurkę, czyli Chmurne Niebo, która wróciła niedawno klanu, i Żabkę, która… odeszła z Krukiem. A co do miłości to… lubię wierzyć, że jest konieczna. W takim sensie, że bez miłości nie zbuduje się zdrowej, fajnej rodziny… ale tak, czasami koty mają kocięta bez miłości. Na przykład jak, nie wiem, poniesie je chwila. Albo w przypadku gwałtów, niestety.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- O rany - rzuciła cicho, gdy Zając udzielił jej odpowiedzi, a ona na moment aż zamilkła, zaraz jednak poważnie pokiwała głową. Dobrze, teraz już wiedziała jak mniej więcej podchodzić do zagadnień związanych z Kodeksem i ogólnym spojrzeniem na świat i oczywiście zgadzała się z wujkiem, że mordowanie to wcale nie jest nic dobrego, do niczego dobrego nie prowadzi i w ogóle, no nie? W każdym razie bardzo podobało jej się to, że syn Twardej Gwiazdy nie traktuje jej jak kogoś, kogo należy zbyć, ale faktycznie z nią rozmawia, rozwiewa jej wątpliwości i pozwala lepiej zrozumieć to, co ją otacza. Zaciekawił ją również kwestią kociąt, nic zatem dziwnego, że zapytała go, co to właściwie oznacza, że nie wolno jej żadnego z nich zostawić w potrzebie, bo wolała być przygotowana, niż potem jakoś mocno kuleć i biegać jak z pieprzem, bo nie będzie wiedziała do kogo właściwie ma się zwrócić po pomoc.
- A wujku... Bo wszyscy mówią o tych gwałtach, a ja... nie bardzo wiem o co chodzi? Znaczy w ogóle nie do końca chyba rozumiem, jak to jest, bo myślałam, że jak się koty kochają, to mogą mieć dzieci, a teraz mówisz, że to nie do końca tak - powiedziała po dłużej chwili milczenia, kiedy wszystko w jej głowie ostateczne się układało tworząc jednolitą całość. Nie do końca podobał jej się ten obraz, ale z drugiej strony cieszyła się, że wujkowie przygarnęli obce kocięta i wychowali jak własne dzieci, a te zaakceptowały ich i traktowały chyba faktycznie jak ojców, a przynajmniej Splątana. Bo z nią w końcu zamieniła parę słów, gdy Zając znajdował się w głębokiej żałobie, a ona koniecznie chciała dowiedzieć się, czy powinna go aby na pewno zaczepiać. Wojowniczka wypowiadała się o nim jak o tatusiu, co teraz, w kontekście ich rozmowy, stało się jeszcze ważniejsze, co nie?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Oblizał pysk i zawahał się, słysząc słowa i pytanie kotki. To był… ciężki temat. Miał gdzieś z tyłu głowy, że chociażby Zawilcowa Skórka miała kocięta nie ze swojej woli, a wygnanie Błyska z klanu Gromu i jego powód to była dość głośna sprawa; nic dziwnego, że młodsze koty się o to dopytywały. Miały do tego prawo, jednak… jemu jednak było jakoś ciężko o tym rozmawiać. Nie mieściło mu się w głowie zrobienie czegoś takiego komuś innemu, nie potrafił tego zrozumieć i takie akty, nawet myślenie o nich, zwyczajnie go obrzydzało.
– To jest… uh. Gdy dwójka kotów się kocha, są ze sobą blisko i chcą mieć kociaki, to podejmują się czegoś, co nazywa się stosunkiem. Gwałt jest… zaprzeczeniem tego. To ta sama czynność, ale jedna ze stron wcale jej nie chce, jest przymuszona, nie może się obronić, rozumiesz? – Nie wspominał o tym, że w gwałcie brakuje miłości, bo… potrafił sobie teoretycznie wyobrazić taką sytuację w związku, tak szczerze. Oczywiście z jednej strony musiałaby być to jakaś chora lub wynaturzona forma miłości, jednak podejrzewał, że byłyby koty do tego zdolne, skoro niektórzy dla własnej przyjemności mordowali, chociażby.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek poruszyła lekko uszami i przekrzywiła głowę. Wydawało jej się, że wujek denerwuje się rozmową na ten temat i podświadomie wyczuła, że coś jest nie w porządku, że pewnie to, o co pyta, nie jest niczym dobrym. Przez chwilę zastanawiała się nad tym, co usłyszała i chociaż nie do końca wszystko rozumiała, to poczuła nieprzyjemne mrowienie na karku i chłód, który rozlewał się po jej ciele. Skoro z tego brały się kocięta, to znaczyło, że można je było urodzić, kiedy się tego nie chciało? Zjeżyła się mimowolnie, ale nie umiała przez chwilę nic powiedzieć, jedynie zastanawiała się nad pewnymi aspektami sprawy.
- Wujku… Ale to jak właściwie powstają te kocięta? – spytała w końcu marszcząc nieznacznie nosek i tym samym ujawniając, że nie ma absolutnie pojęcia, o faktycznych różnicach pomiędzy kocurami i kotkami, ani o tym, do czego one prowadzą. Być może była nieco za dorosła, by dopiero teraz się o tym dowiadywać, ale wcześniej jej to nie interesowało, teraz jednak stawało się mimowolnie wiedzą, jakiej sama od siebie wymagała. Ha! Musiała przekonać się, o co w tym wszystkim chodzi, żeby w pełni zrozumieć, dlaczego właściwie Wilk mówił jej, że powinna uważać na kocury z innych Klanów. Nie wiedziała co prawda, dlaczego w głowie wojownika obcy jawili się ja jacyś przedstawiciele Ciemnego Lasu, to jednak uznała za coś, co wymaga wyjaśnienia w nieco późniejszym terminie. Na razie miała bowiem bardziej palącą kwestię do ustalenia, nie ma co!
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Pytanie Raczej Łapy nieco go zaskoczyło, w końcu terminatorka nie była taka młoda, by tego nie wiedzieć… ale z drugiej strony kim był, by ją oceniać, to po pierwsze, po drugie zaś mogła równie dobrze już o tym słyszeć, ale zapomnieć, i tak dalej. Tylko że… jak miał jej to wyjaśnić? Najpierw wypadałoby powiedzieć o anatomicznych różnicach pomiędzy kocurami i kotkami, a dopiero potem o stosunku, ciąży i porodzie, tyle tylko, że nie za bardzo wiedział, od czego zacząć i w jaki sposób to powiedzieć. Raczek była na tyle dorosła, że nie było sensu mówienia, że wystarczy się przytulić i już, a już na pewno nie w porządku byłoby jej powiedzenie jakiejś głupoty, typu że kociaki przynosi bocian.
– Kotka i kocur różnią się od siebie anatomicznie – zaczął nieco niepewnie. Część problemu była też taka, że nie wiedział, jak… w praktyce wyglądają kontakty pomiędzy kocurem a kocicą. Nie żeby chciał, tak szczerze. Po prostu nieco utrudniało mu to wytłumaczenie tych różnic. Zajęczy Sus, wiek prawie siedemdziesiąt księżyców, wojownik klanu Wichru, pokonany jednym prostym pytaniem od młodej terminatorki. – Znaczy… nie chodzi mi o takie różnice, jak budowa ciała, bo to wcale nie jest reguła, tylko o narządy płciowe. Kocur ma część ciała, którą nazywa się członkiem, a kocica ma, uh, pochwę… no i jak te narządy się ze sobą spotkają, to koty odbywają stosunek. Kotka zachodzi w ciążę, ee… no i w jej brzuchu rozwijają się kocięta, a ciąża trwa dwa księżyce. No, tak jak mówiłem, to najczęściej to wszystko wynika z tego, że dwójka kotów się kocha i chce mieć kociaki… e. Potem kocięta wychodzą przez pochwę, i poród… no, w sumie to boli kotkę, jest męczący i jest dużo krwi, ale potem, wiesz, dochodzi do siebie i może się zająć kociakami, które na początku są ślepe, i głuche, nie chodzą, i w ogóle są bardzo słabe – wyjaśnił w końcu, chociaż chwilę to trwało, zanim znalazł odpowiednie słowa.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Odpowiedź w tej sprawie była zadziwiająco prosta. Wcześniej Raczka zagadnienia te właściwie nie interesowały, a sugestie, jakimi rzucał Wilk, nie były czymś, na co zwracała szczególną uwagę, na dokładkę w pełni skupiona wtedy na bronieniu wujków niczym jakaś lwica. Nie chciała rozmawiać o podobnych sprawach z rodzicami, bo nie i co jej zrobisz, a Zającowi po prostu ufała. Od dawna już objaśniał jej pewne kwestie, tłumaczył jej sprawy łatwiejsze i trudniejsze, nie miała zatem najmniejszego problemu z tym, by go o to wszystko wypytywać, ale trzeba przyznać, że minę miała koszmarnie zszokowaną, kiedy to wszystko do niej docierało, a ona aż marszczyła nos.
- O rany! Ja to chyba nie chcę mieć kociąt, co nie? – rzuciła aż się lekko otrzepując, gdy wyobraziła sobie to wszystko i doszła do bardzo mądrego wniosku, że musi zapytać koniecznie mamę, dlaczego ona właściwie ich chciała, skoro to taki paskudny koszmar. Raczek aż polizała automatycznie miejsce na piersi, gdzie kiedyś rozciął jej skórę kruk i gdy przypomniała sobie, jak bolała ją krwawiąca rana, to aż się wstrząsnęła.
- No… ale to można też jak wy z wujkiem, co nie? – wypaliła zaraz spoglądając znowu na Zająca i dochodząc do wniosku, że chyba zrobili najlepszą na świecie rzecz. I chociaż zaczynała pojmować, że faktycznie kociąt tych mieć nie mogli, to wychowując je jak swoje dzieci zachowali się nie tylko elegancko, ale również niesamowicie cudownie i ciepło, i cokolwiek by tam sobie Wilk paplał pod nosem, dla Raczka dzieci Zająca i Sokoła były dokładnie nimi, czyli dziećmi Zająca i Sokoła, co nie?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Wytłumaczenie tych wszystkich spraw było dla niego dość sporym wyzwaniem, jak się okazało – w końcu to były tak oczywiste sprawy, że nawet od wielu, wielu długich księżyców się nad nimi nie zastanawiał! Ale chyba jednak – sądząc po zszokowanej minie Raczej Łapy – coś tam udało mu się przekazać. Nie ma co, proces… sprowadzania młodych na świat nie brzmiał na zbyt przyjemny, chociaż Zając podejrzewał, że było warto… oczywiście, o ile ktoś w ogóle lubił kocięta, to tak przede wszystkim.
– Wiesz… to tak strasznie brzmi, ale wychowywanie takich kociaków to też ciężka sprawa! – odparł z lekkim śmiechem, przypominając sobie, jak nieporadny był i on, i Sokół, gdy po raz pierwszy mieli do czynienia ze swoimi podopiecznymi. – A tak na serio to… chyba warto, wiesz? Z moimi i Sokoła podopiecznymi to nieco inna sprawa, w sensie… żadne z nas ich nie urodziło, siłą rzeczy, ale i tak czasami patrzę na nich i myślę sobie, że było warto ich przygarnąć do klanu, uratować, wychować. – Nawet jeżeli Szorstki był praktycznie nieobecny, nawet jeżeli było z nim trochę problemów, nawet jeżeli dwójka dużą część życia spędziła w lecznicy, to nieistotne, byli tu, byli ich dziećmi, a gdzieś w świecie był także Twardy, który na pewno żył i może był tam szczęśliwszy, niż byłby tu…
– Cóż, można. Ale to nie zdarza się często, to znaczy… nikt nam kociąt nie podrzuca całymi pęczkami – zaśmiał się znowu, zaraz jednak spoważniał, bo miał do powiedzenia coś ważnego. – Zazwyczaj za tym stoi jakaś… cóż, tragedia. No i wychowywanie kociąt urodzonych poza klanem jest… dość ciężkie. Koty, które rodzą się w klanie, mają styczność z samą koncepcją, czym jest klan, i z zasadami, od samego początku, odkąd tylko mogą słyszeć i rozumieć. A w takim przypadku musisz nie tylko takie kocięta wychować na dobre koty, ale jeszcze zadbać o to, by zrozumiały nową rzeczywistość i się w niej odnalazły. Niektóre… się nie odnajdują – dodał, ściszając nieco głos, zagryzając lekko wargę. Czy mógł zrobić więcej, by Twardy lepiej się czuł w tej społeczności i nie zniknął z klanu? A może tak już musiało być?