Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kocur Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Co jakiś czas wzdychał cicho. Zastanawiał się jaki sens miało jego bycie. Jasne, obawiał się bardzo śmierci, ale czy mógł się jeszcze w czymś przysłużyć swemu klanowi, niż po prostu byciem? Wszystko, co robił, szło nie tak jak chciał...wszystko się niszczyło z każdym kolejnym dniem...a najgorzej było z Gęsią Łapą. Niegdyś bliscy sobie przyjaciele, teraz zdawali się od siebie bardzo oddaleni...a Imbirowy Pył nie potrafił do niej ponownie dotrzeć. Co więcej, jej słowa go przerażały i od dnia, w którym złocista koteczka postanowiła się przed nim delikatnie otworzyć i powiedzieć co tak naprawdę ciąży jej na sercu, wciąż pozostawały mu w głowie. "Odejdźmy stąd"...
I wtedy jego przemyślenia zostały przerwane przez czyiś głos...cisza, która go otaczała, jego MYŚLI i OSOBĘ, została przerwana. Odwrócił łeb w kierunku dochodzącego dźwięku. Słyszał, iż ów kocur został ostatnio mianowany, ale nie miał siły, aby pojawić się na jego ceremonii. Praktycznie na nic nie miał już siły. - Witaj Owsiana Łusko. Co cię do mnie splowadza? - zapytał, delikatnie przekrzywiając łeb i jednocześnie wpatrując się w białego kocura zmęczonym wzrokiem.
Księżyce: 50 Mistrz: Na co wojownikowi mistrz? Płeć: kocur Matka: Zwinna Łapa. Ojciec: Pszeniczny Grzbiet.
Owsiana Łuska jest długofutrym białym kotem z kremowym ogonem i tyłem uszu. Kremowe plamy poprzecinane są ciemniejszymi pręgami. Jest chudy, wysoki i dość długi. Jego pysk i jest podłużny, a na nim znajduje się różowy nos z ciemniejszymi kropkami. Poduszki łap kocura są w tym samym kolorze co nosa. Uszy są długie, równocześnie wąskie, zakończone pojedynczym, białym frędzlem. Oczy ma w kolorze złotym z ciemniejszą otoczką wokół. Prawe oko jest zamglone i nie widzi przez nie prawie kompletnie.
Krótko można o nim powiedzieć tyle, że jest niecierpliwy, złośliwy, oraz władczy. Nie lubi poznawać nowych kotów, a te, które u się nie spodobają, może pożegnać obrazą i pogardą. Woli działać szybko, jednak dostatecznie dokładnie. Niestety te dwie rzeczy nie chodzą w parze i często wybiera, co jest dla niego korzystniejsze. Nie liczy się zbytnio z opinią innych oraz woli zrobić coś dla siebie niż kogoś innego. W środku jednak ma inne uczucia, które ukrywa, aby nie pokazywać swoich wad i by koty go nie mogły oceniać po tym, co ma wewnątrz.
Gęsia Łapa była w sumie jednym z niewielu tematów na jakie nowy wojownik mógł porozmawiać z Imbirowym Pyłem. Oboje w końcu przez jakiś czas pełnili funkcję jej osobistych ochroniarzy, co może nawet ich lekko zbliżyło, w końcu często się przez to mijali. Teraz jednak, od dawna z kocurem nie rozmawiał - może to było jedną z rzeczy, która teraz nakłoniła biało-kremowego syna Pszenicznego Grzbietu do jednak podejścia do kocura i zagadania.
Nie miał mu za złe, że nie przybył na jego ceremonię. W końcu ani nie wiedział, ani - jak wcześniej zostało wspomniane - dawno nie rozmawiali, nawet zbytnio przelotem się ze sobą nie przywitali, więc Owsiana Łuska nie miał jak przekazać Imbirowemu Pyłowi wieści o tym, że został wojownikiem.
- Imbirowy Pyle. Nic konkretnego, w sumie spacerowałem, aby zabić czas i może z kimś porozmawiać. Co robisz sam, tak tutaj, bez nikogo - jak zwykle, ton jego wypowiedzi nie wskazywał na to, że się pyta. Z jakiegoś powodu nigdy nikt mu o tym nie powiedział i on sam teraz nawet na to nie zwracał uwagi.
<table><td><p align="left">XXXXXXXXXX iXXw a sXXm e a n tXXt oXXb eXXy o u r s!
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kocur Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Racja. Co jakiś czas mijał się z Owsianą Łuska, który również przychodził do Gąski. Nie mógł jej tego przecież zabronić. W końcu ona też miała prawo do zadawania się z kotami takimi, jakimi chciała, jak on, więc nie mógł osaczyć córki Jodłowej Igły i zabraniać jej kontaktów z innymi Klanowiczami...a to, że ostatnimi czasy jej stan pogorszył się i praktycznie był przy niej cały czas, to...to już była inna sprawa. Imbirek przyglądał się uważnie kocurowi, który już po chwili znalazł się koło niego. Westchnął cicho, wysłuchując odpowiedzi swojego rozmówcy i wzrok wtapiając w widoki przed sobą.
- Myślę. - rzekł cicho, nagle patrząc na swoje bure łapy. Jakoś tak...myślał sobie, praktycznie o wszystkim. Począwszy do treningu Makowej Łapy, ponowne zachorowanie Ropuszki, aż po swoją dawną matkę, rodzeństwo, Lniane Futerko i na samym, samiusieńkim końcu Gąskę. Zastanawiał się, co w jego życiu poszło nie tak, co zrobił źle i co skazało go na takie życie. Pełne bólu i cierpienia. Zastanawiał się, w którym momencie zawinił...czy to faktycznie był moment spotkania Wilczego Pazura, czy może już wcześniej były jakieś oznaki, że to wszystko pójdzie w tą, a nie inną stronę. Tyle pytań...tyle wątpliwości i zero odpowiedzi. Nie pozostało mu nic innego niż tylko gdybanie...
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Od kiedy tylko został terminatorem raczej był gościem w obozie, aniżeli jego mieszkańcem. Często wychodził na treningi, przed którymi często spacerował w pobliżu obozu, a po których zdarzało mu się nie wracać z powrotem, tylko jeszcze trochę spacerował. Ot, typowe podekscytowanie kociaka, który niedawno otrzymał imię i musiał sobie trochę pozwiedzać, o.
I, tak się akurat zdarzyło, że zwiedzając tereny nieco bardziej oddalone od obozu, niż podczas jego ostatnich spacerów, dojrzał wysokie drzewa. Więc co zrobił mądry wyrośnięty kociak? A podszedł do nich, zadarł wysoko łebek i aż otworzył delikatnie pyszczek. No, drzewa te nie należały do najmniejszych i najłatwiejszych do wspinaczki... Ale w takim razie nadawały się idealnie do tego, żeby sobie na nich poćwiczyć, nie? No oczywiście że tak, pfff. On by nie dał rady się wspiąć? Nikt mu nie tłumaczył jeszcze jak się wspina, ale hej, zamierzał sam się tego nauczyć, szczególnie po ostatnim... Ładnym wyskoku na treningu podczas polowania na dzięcioła uznał, że czas się tego nauczyć to i może będzie miał większą szansę przy okazji polowania na takie ptaki, czy biegające po gałęziach wiewiórki.
Podszedł więc do jednego z drzew, powoli zaczepiając pazurkami przednich łap o korę, po czym zwyczajnie kawałek się wspiął, ostrożnie stawiając łapę za łapą, by nie spaść, jednak nie wchodził póki co specjalnie wysoko. Zawisł może z dwie kocie długości nad ziemią, spoglądając w dół z delikatną satysfakcją. Oczywiście, że zamierzał się wspiąć wyżej, pff, póki co jednak na chwilę się zatrzymał, by parę uderzeń serca później spróbować wspiąć się jeszcze wyżej, aż do pierwszej gałęzi! Albo i wyżej!
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Węglowy Pył starał się często wychodzić. Jak nie na polowania, patrole i treningi, to po prostu na zwykłe spacery czy aby pobiegać. Lubił spędzać czas w ten sposób, na świeżym powietrzu. Nie miał również problemów ze wstawaniem, więc zdarzało się, że wychodził, zanim jeszcze słońce ukazało się na niebie. Tym razem jednak postanowił iść o nieco bardziej normalnej (według niektórych przynajmniej) porze.
Udał się akurat w kierunku Wysokich Drzew. Ten las to zdecydowanie bardziej wyróżniająca się część terenów Klanu Wichru, który w większości pokryty jest pagórkami, łąkami i pastwiskami. W lesie również jest ciekawie i panuje tutaj taki wręcz magiczny klimat. Szczególnie w Porze Nagich Drzew, bo zdaniem czarnego wojownika łąki są najpiękniejsze w następne dwie pory.
Wyczuł zapach klanowicza - bez problemu go rozpoznał. Ktoś więc jest w pobliżu, i to naprawdę blisko. Może to ktoś znajomy? Chętnie by z kimś pogadał, jednak jeśli to ktoś nieznajomy, to nie wiadomo, czy podejdzie. Postanowił dyskretnie sprawdzić i wtedy ujrzał jakiegoś czarno białego kota, który.. wspinał się po drzewie! Nie wyglądał na przerażonego czy potrzebującego pomocy. Nie podszedł na razie bliżej - nie chciał go wystraszyć. Mógłby jeszcze spaść, na Gwiezdny Klan, i co wtedy?!
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Przebiśnieg nie znał jeszcze piękna ani Pory Zielonych Liści, ani tej poprzedzającej ją pory. Urodził się pod sam koniec Pory Opadających Liści, więc wszystkie cudowne widoki rosnących na polach i łąkach drzew dopiero przed nim. I, właściwie, niektóre łąki zaczęły już całkiem ładnie rozkwitać, no i na krzewach i drzewach zaczęły pojawiać się bardzo ładne pączki! No i, nasz młody wędrownik, zdołał już zobaczyć pierwsze przebiśniegi, które w sumie... Niezbyt miały się przez co przebijać! Od kiedy poznał właściwie znaczenie jego imienia bardziej zaczęło mu się ono podobać - w końcu, przebiśniegi wytrwale przebijały się przez śnieg, którego podobno we wcześniejszych Porach było o wiele więcej - były więc niesamowicie silne i wytrzymałe, skoro w przeciwieństwie do wielu innych kwiatów potrafiły przeżyć w takich warunkach, a nawet ładnie rozkwitać. Pasowało idealnie, niech się Konwalia i Nagietek wypchają z tymi swoimi kwiatkami, ha!
W każdym razie, terminator radośnie wspinał się po drzewie, nim nie podwinęła mu się delikatnie łapa. Zwyczajnie, chwycił złe miejsce, kora rozpadła się na drobne, a kocurek nie zdążył poprawnie złapać jakiegokolwiek innego miejsca na pniu i zwyczajnie zsunął się kawałek w dół, by właściwie o mało co nie klepnąć zadem o ziemię. Zatrzymał się dosłownie długość lisiego ogona nad ziemią. Sapnął z zaskoczeniem, a równocześnie z ulgą, że nie stało mu się nic poważniejszego. Niemniej, chwilowo całkowicie zeskoczył z drzewa i zaczął lizać łapę, która uległa delikatnemu zadrapaniu, gdy to się zsuwał. Wtedy też zobaczył kątem oka ruch. Zerknął tylko w tamtą stronę, mając nadzieję że mu się przywidziało, a jeśli nie, to nie był to kot, który widziałby jego potknięcie. W końcu - był nieskazitelny i w jego życiu nie było pomyłek i niepowodzeń, nie?
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Oh, więc z pewnością ma czego wyczekiwać! Choć ciężko powiedzieć, czy faktycznie jakieś łąki zaczęły kwitnąć. A przynajmniej ani userka, ani Węgiel takich w pobliżu nie widzieli. Cóż, być może nieodpowiednio szukali? Tu akurat pasowałoby też imię terminatorki czarnego wojownika, Kwitnącej Łapy. Za chwilę wszystko będzie adekwatne do jej miana. Ale jeszcze nie teraz.
Stety czy niestety - Węglowy Pył widział, jak ten niemal spadł z drzewa. Prawie zawału dostał, jednak ten na szczęście zatrzymał się kawałek nad ziemią. Ojeju, co by było, gdyby spadł? Postanowił jednak podejść bliżej i choćby sprawdzić, czy nic się nie stało. Tak na wszelki wypadek.
- Uh.. Dzień dobry.. Wszystko w porządku? - zapytał. Mógłby jeszcze dodać coś w stylu: "prawie spadłeś!", jednak to było wręcz dosyć.. oczywiste. Miał nadzieję też, że terminator nie będzie się denerwował za to pytanie. W końcu różnie mogą koty zareagować - jeden przyzna, że wszystko go boli, drugi, że nic a trzeci, żeby mu nie przeszkadzać i zacznie próbować dalej.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Och, no cóż, zbliżała się nowa Pora, więc coś na pewno zaczęło już kwitnąć! Takie przebiśniegi wszak, właśnie to już robiły, mając już porę swojego kwitnienia, więc tak, jakieś łąki na pewno były już nimi przepięknie zapełnione, czy coś. Niemniej, inne kwiaty również zaczęły się pojawiać, co prawda nie w jakiś dużych ilościach i nie wyglądały za pięknie, ale zbudzone piękną porą i temperaturą, na pewno łaknąco wyciągały już zielone łodygi w stronę słońca, które ostatnimi czasy coraz częściej wychodziło zza chmur. Takie krzaki, czy drzewa, również zaczęły mieć widoczne pąki, z których już niebawem na pewno coś urośnie. Ach, Pora Nowych Liści zaczynała się powoli ujawniać i spychać niezwykle łagodną Porę Nagich Drzew w cień.
No i niestety, faktycznie, ktoś jego niepowodzenie zobaczył. Naprawdę miał nadzieję, że ten ruch to był jakiś drapieżnik, ten przynajmniej by się z niego nie śmiał, nie wypomniał błędów życiowych, tylko od razu rzucił się na niego z zębami i podarowaliby sobie przejmowanie się tym, co się właśnie stało. Ale cóż, niestety - był to kot. Który notabene szybko się zbliżył. Przebiśnieg przerwał oczyszczanie zadrapanej opuszki i wbił spojrzenie w czarnego wojownika, który już po chwili stał przed nim i pytał, czy wszystko w porządku. Powoli odstawił łapę na ziemię, cały czas wpatrując się w kocura, po czym odpowiedział:
- Dlaczego miałoby nie być w porządku? - Jakby zupełnie nic się nie stało, jakby właśnie nie spadł z drzewa zatrzymując się dosłownie zaraz nad ziemią, prawie zaliczając spektakularne obicie każdego miejsca na ciele, czy nawet połamanie paru kości. A kto wie, może i skręcenie karku, jakby upadł niefortunnie. Dopóki kocur nie wytknie mu, że spadł z drzewa, to on na pewno się nie przyzna. Zresztą - nawet jak mu wytknie, to cóż, najpewniej zaprzeczy, mówiąc że to było zaplanowane i że to jest o wiele szybsza metoda schodzenia z drzew niż takie "łapa za łapą", o.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Faktycznie, ta Pora Nagich Drzew jest wyjątkowo ciepła. Śniegu nie ma wcale albo jest go bardzo mało, tego charakterystycznego zimna też zwykle nie ma.. Po prostu jest to bardzo nietypowa Pora Nagich Drzew. Węglowy Pył już kiedyś się zastanawiał, czemu tak jest i czy to jest po prostu jakaś dziwna anomalia. Nie zdążył jednak jeszcze kogoś starszego o to zapytać, ale w końcu z pewnością to zrobi.
Węgielek na pewno nie zamierzał z kogokolwiek się wyśmiewać! Kocur nie mógł tego niestety wiedzieć, no cóż.
- Yh.. Tak się zsunąłeś z tego drzewa.. - odpowiedział. Czarno biały kocur wyglądał jednak na w pełni zdrowego, więc chyba nic mu się nie stało. Zresztą, nie spadł na szczęście i nie ma jakichś widocznych obrażeń. No ale zawsze może to być coś niewidocznego, dlatego lepiej jest po prostu zapytać, czyż nie?
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Dla Przebiśniega to pora nie była specjalnie dziwniejsza od innych, bo zwyczajnie innych nie przeżył. Słyszał tylko pogłoski, nawet Mrucząca Łapa mu to niegdyś wyjaśniał, że poprzednie Pory były nieco zimniejsze i padało o wiele więcej śniegu, który zostawał o wiele dłużej, niż na parę chwil i znów topniał, zmieniając wszystko w to okropne, brudzące błoto, którego potem ciężko było się pozbyć, szczególnie spomiędzy palców.
Zmierzył spojrzeniem kocura, jakby doszukiwał się na jego pysku albo w oczach jakichkolwiek oznak rozbawienia, czy czegoś w tym rodzaju, jednak ku własnemu zdziwieniu nic takiego nie zobaczył. Nie mógł jednak założyć, że czarny udawał zmartwienie, zatroskanie, czy przejęcie tym co się stało, a w głębi duszy właśnie się śmiał, gotów wytknąć mu wszystko, co się stało, z zaznaczeniem, że jest słaby i nic nie umie.
- Owszem, zsunąłem się, ale było to zaplanowane - odparł, wyżej unosząc głowę, przy okazji nieco mrużąc złociste oczy. - Co prawda, z daleka mogło wyglądać groźnie, ale uwierz mi, nie było takie - dodał dla pewności, że kocur nie poruszy już tematu tego, co tu się stało.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Przynajmniej ten śnieg był, nie to, co teraz. Krajobraz w ogóle nie przypomina tego zimowego. Prędzej przywodzi na myśl Porę Spadających Liści, tą późną, kiedy jeszcze śnieg nie pokryje w całości terenu, a mimo to krajobraz jest szary.
Nie tym razem. Być może jakieś inne, bardziej złośliwe jednostki w klanie Wichru by się śmiały w ten sposób. Ku szczęściu Przebiśniegowej Łapy natrafił akurat na Węglowy Pył, który mógłby nawet zapomnieć o tym wszystkim i już nigdy nie wspomnieć. W końcu lepiej unikać mówienia o porażkach czyż nie?
- Aa, rozumiem! To dobrze.. - no tak, kocur mógł też w ten sposób zejść na ziemię! Czarny wojownik w ogóle o tym nie pomyślał. Dobrze, że w takim razie zapytał i mógł się tego upewnić. Nie zamierzał już, w każdym bądź razie, poruszać tematu zsuwania się z drzewa i ewentualnych obrażeń. No bo po co? Nie było absolutnie takiej potrzeby, skoro to było kontrolowane i kocurowi nic się nie stało. Węgielek nie powiedział nic więcej.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Nie znał jeszcze wszystkich wojowników klanu, ba, nie znał większości wojowników klanu... Właściwie, to nie znał żadnego wojownika tego klanu, oprócz swojej matki, Miętowego Pąku i... Tyle. Przynajmniej z kotów, z którymi kiedykolwiek rozmawiał. Widocznie w Klanie Wichru były same nieinteresujące się kociakami koty, które omijały je szerokim łukiem i nie zaszczycały nawet spojrzeniem, bo ilekroć czarno-biały, wtedy kociak, próbował je zaczepiać, to nie specjalnie zwracali na niego uwagę. Właściwie, terminatorzy nie byli specjalnie lepsi, ale przynajmniej potrafili zagadać czasami.
Cieszył się, że kocur nie kontynuował tematu i najwidoczniej mu uwierzył. Nie chciał bowiem wyjść na słabeusza, który nie umie się nawet wspinać i przez to otarł sobie opuszki łap. Miał tylko nadzieję, że nie na tyle poważnie, żeby odwiedzać Lśniącą Sadzawkę. Uch, nie zniósłby kolejnej wizyty w lecznicy w ciągu ostatnich dwóch księżyców! Podniósł więc łapę, szybko obejrzał opuszki, a nie widząc ani kropli krwi znów położył ją na ziemię i delikatnie docisnął, by sprawdzić bolesność, dla pewności, ale oprócz lekkiego szczypania nie poczuł nic, więc zignorował zadrapania i spojrzał znów na stojącego obok kota. Jak już tu przyszedł, to może się na coś przyda?
- Jesteś wojownikiem, nie? - zagadnął, kompletnie nie przypisując go do mistrza jednej z jego sióstr. Jakoś... Nie interesował się kto kogo dostał na poprzedniej ceremonii, no cóż. A tego, że był mistrzem również Kwitnącej Łapy, już w ogóle nie zarejestrował, bo na tamtej ceremonii miał... Inne priorytety.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Węglowy Pył już nie był kilkunastoksiężycowym terminatorem czy nawet młodszym, który mógłby nie znać członków swojego klanu,, szczególnie wojowników. Wojowniczy staż robi swoje - uczęszczanie na patrole daje możliwość choćby poznania imion innych klanowiczów, podobnie zresztą jak ceremonie czy inne zgromadzenia. Przebiśniegowa Łapa na pewno w końcu będzie pamiętał imiona wojowników, kiedy nieco bardziej zacznie udzielać się w życiu klanu.
- Tak. Nazywam się Węglowy Pył - odpowiedział i po prostu się przedstawił. - Ty jesteś.. Przebiśniegowa Łapa, prawda? - zapytał. Kojarzył kocura z ceremonii - to musi być brat Kwitnącej Łapy, która jest przecież jego terminatorką. Jej rodzeństwo tak mniej więcej kojarzył - w końcu Zaśnieżona Ścieżka to jego kuzynka, to i jej kocięta powinien znać, chociażby z imienia. Z tym że Przebiśnieg jest z tego.. drugiego miotu? Tak, był mianowany jako drugi, jeśli dobrze pamięta. Ciekawe, o co w ogóle z tym wszystkim chodzi..
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Możliwe że tak. Chciałby już znać jak najwięcej kotów w klanie. Nie ze względów przyjacielskich, oczywiście, aczkolwiek miło byłoby móc do każdego zwracać się po imieniu, bo niewątpliwie plusowałby tym w ich oczach. A to by się na pewno nieco przydało, albowiem skoro planował być w przyszłości wybrany na zastępcę, to ktoś musiałby darzyć go zaufaniem, by w ogóle go wybrać i... No, musiałby pewnie czymś zasłynąć, ale ma czas, dużo czasu, by to zrobić, no nie?
Pokiwał krótko głową, gdy ten zapytał o jego imię. Zapewne kojarzył je z poprzedniej ceremonii. Przebiśnieg nie mógł tego samego powiedzieć o wojowniku, albowiem kompletnie nie słuchał niczego, co nie było związane z nim i jego nowym mistrzem, kompletnie wyrzucając z głowy całą resztę imion mistrzów swoich sióstr i braci. Słuchał, owszem, ale dość szybko wyleciało mu to z łebka, bo nieszczególnie go interesowało. Miał tylko nadzieję, że ci tamci mistrzowie nie będą specjalnie chętni do lecenie z treningami jego rodzeństwa bardzo do przodu, bo on zamierzał być pierwszy.
- Wytrenowałeś już jakiegoś terminatora? - spytał od razu. Skoro był faktycznie wojownikiem, to można zacząć deszcz pytań, o. Skoro już tu przyszedł i się zamartwia, to przy okazji może się przydać.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Owszem, to naprawdę miłe, jako ktoś zna twoje imię już wcześniej i za jego pomocą się zwraca. Przynajmniej zdaniem Węglowego Pyłu - bo zrobiłoby mu się ciepło w przypadku takiej sytuacji. Sam więc starał się zapamiętywać imiona klanu i zdecydowaną większość znał. Może jedynie jakieś nowo narodzone kociaki czy mniej wyróżniający się terminatorzy to wyjątki.
Oh, a więc dobrze kojarzył! Całe szczęście - w przypadku jakiejkolwiek pomyłki chyba zapadłby się pod ziemię, dosłownie.
- Nie, jeszcze nie.. - odpowiedział nieco smutno. Może miałby okazję wytrenować Czermieniową Łapę, jednak niestety ten po prostu zniknął. Teraz? Pewnie wytrenuje najszybciej Kwitnącą i Chrabąszczową Łapę, bo z Burzową Łapą to w zasadzie nic nie wiadomo. Czy on w ogóle chce zostać wojownikiem? Jeszcze nie miał wiedzy na ten temat.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------