Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Przebiśnieg za to kojarzył... Naprawdę małą część klanu. Póki co nie przywiązywał jeszcze aż takiego znaczenia do imion zasłyszanych na ceremoniach, no i nie bywał na wielu patrolach, by poznać imiona innych kotów z klanu, więc zwyczajnie znał tylko poniektóre imiona, nie mógł się pochwalić tym, by znał jakiekolwiek oprócz kotów, które znał w większym lub mniejszym stopniu, jak Słoneczna czy Mrucząca Łapa, albo Miętowy Pąk.
W każdym razie, chwilę potem czarno-biały kocurek skupił się na odpowiedzi Węgla, radośnie strzygąc uszami, jednak nie usłyszał satysfakcjonującej go odpowiedzi - z jednej strony dobrze, jeden kot mniej do tytułu przyszłego zastępcy, a z drugiej - chciał znać odpowiedź na pewne nurtujące go pytanie, a... cóż, nie mógł zapytać o to, ile statystycznie trwa trening takiego terminatora kogoś, kto żadnego na swoim koncie nie miał - a wiadomo, że nie warto opierać się tylko na szybkości swojego treningu, a warto mieć też oparcie o inne dane. No ale cóż.
- Och. A dużo ich masz? Ile im brakuje? Długo ci zajmują takie treningi? - zagadnął, chcąc chociaż w jakimś stopniu poznać odpowiedź na nurtujące go pytanie - bo jak już dostanie terminatora to chciałby wiedzieć, czy statystycznie ma dużą szansę na wytrenowanie go szybko - i czy będzie to nadzwyczaj szybko w porównaniu z innymi wojownikami szkolących swoich terminatorów.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Nawet na to Węglowy Pył mógłby odpowiedzieć, mimo że nie wytrenował jeszcze żadnego terminatora. To proste - zależy. Jeden będzie szybko się uczył i zrozumie wszystkie rzeczy, drugi będzie mieć problemy z zapamiętywaniem, a trzeci w ogóle będzie unikał treningu tak jak Burzowa Łapa. Różne są przypadki i Węglowy Pył uważał, że nawet wytrenowanie kogoś w jeden księżyc byłoby możliwe. O ile tylko mistrz i terminator by mieli czas i dobrze ze sobą współpracowali.
- Dwójkę, Kwitnącą i Chrabąszczową Łapę. Niedawno zaczęliśmy, więc jeszcze sporo brakuje. Czy długo? Nie, raczej nie.. Choć to też zależy. - odpowiedział. Nie miał żadnych problemów z udzieleniem odpowiedzi - jeśli tylko Przebiśniegową Łapę ciekawią takie rzeczy, to raczej należy się cieszyć. Z tego, że chce poszerzać swoją wiedzę na ten temat i interesuje się tym. Niech pyta, jak tylko ma okazję - Węgielek powie wszystko, co wie na ten temat.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Zastrzygł delikatnie uchem, gdy usłyszał dwa znajome imiona; Kwiatek i Niezapominajkę. Skrzywił się przy okazji, nie ukrywając, że nowe imię siostry jest obleśne i Malina okropnie ją nim skrzywdziła. Jak można nazwać tak kota? Czy to już oznaka starczych chorób, w których przywódczyni nie do końca wiedziała co robi i jak nazywa koty? Dobrze że był pierwszy, bo widocznie wtedy jeszcze wiedziała co robi! W każdym razie, zainteresowało go, że wojownik miał akurat dwie jego siostry na... OCH. Eheh.
- I jak im idzie? Dużo już umieją? - zapytał niemal od razu, starannie ukrywając zwycięski uśmiech. Mógł teraz posłuchać jak to jego siostrzyczki są daleko w treningu i, ekhem, jak musi się pospieszyć by je przegonić i czy jedna z bliskich ceremonii będzie ich. Oby nie. - W ogóle, Chrabąszczowa, brrr, współczuję jej niesamowicie tego miana. Co Malinowa Gwiazda myślała, kiedy je dawała? Że jest jakkolwiek... Ładne? - napomknął jeszcze, przekręcając oczami i delikatnie drżąc na całym ciele z obrzydzenia. Cieszył się, że sam został nadal Przebiśniegiem, bo chyba wydrapałby sobie oczy, a następnie jakieś żyły, gdyby został, o Gwiezdny Klanie, CHRABĄSZCZEM.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Szczerze mówiąc, to jemu również aż tak nie przypadło do gustu nowe imię Niezapominajki. Chrabąszczowa Łapa.. cóż, nie każdy musi lubić owady.. Tak jednak została nazwana przez Malinową Gwiazdę i Węglowy Pył również się tak do niej zwracał. W razie czego byłby gotów mówić do terminatorki inaczej, gdyby naprawdę źle się czuła ze swoim imieniem. Na razie jednak niczego takiego od niej nie usłyszał.
- Z Kwitnącą Łapą idzie nieco szybciej niż z Chrabąszczową.. Tak jak mówiłem, ceremonia była całkiem niedawno, więc aż tak dużo to, choć pewnie niedługo z Kwitnącą Łapą skończymy polowanie - odparł. Na następne słowa wzruszył ramionami.
- No cóż.. Różne są gusta.. - on nie miał na szczęście takiego problemu. Od początku miał to samo imię, związane z węglem. Czułby się jednak dziwnie, jakby z Węgielka stałby się jakąś Chrabąszczową Łapą. Może terminatorka mogłaby iść do Malinowej Gwiazdy z prośbą o zmianę? Albo imię zmieniono by przy mianowaniu na wojownika? Tak czy inaczej, wszystko to musiałoby wyjść z inicjatywy niezapominajki.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Już abstrahując od tego, że nowe imię Niezapominajki było od owada, co już samo w sobie stawiało jej imię w grupie "brzydkie", to jeszcze miała wyjątkowo paskudne imię od wyjątkowo paskudnego owada, a fuj. Szczerze współczuł siostrze, że Malina wybrała wyjątkowo złe imię. Jakby naprawdę nie mogła tak nazwać Korzenia, albo na przykład, nie pozwolić Malinie wybrać imienia i nazwać tak Magnolię, o. Chociaż preferował by to Korzeń się tak paskudnie nazywał, bo sam był paskudny i tyle. Na pewno nie zamierzał aż tak krzywdzić siostry, by nazywać ją tak, jak uznała Malinowa Gwiazda, by ją nazywać, bo do czarnej miał jeszcze szacunek, jako że niczym mu jeszcze nie podpadła.
A więc Kwiatek szło całkiem sprawnie? Za to Niezapominajka nieco się obijała? Huh, sam rzadko przychodziłby na treningi, gdyby wiedział, że ktoś będzie go nazywał Chrabąszczową Łapą, bo takie było jego nowe miano, a brr. Pewnie ukrywałby się po kątach i ćwiczył sobie sam, udając że jego nowe imię wcale nie istnieje i to był zły sen, a nazywa się tak naprawdę zupełnie inaczej.
- Polowanie? A umie coś poza nim? - zagadnął strzygąc uszami. Widocznie byli z siostrą na podobnym poziomie, co znaczyło że może mieć w niej jakieś zagrożenie tym, że ta skończy szybciej, bądź skończą w tym samym czasie. Nie wiedział za to, jak to wygląda u reszty rodzeństwa, ale im więcej wiedział o tempie treningu chociaż dwóch sióstr, tym lepiej.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Cóż, kwestię tego, kto jest paskudny i kto powinien otrzymać takie imię Węgielek zostawiał innym. Malinowa Gwiazda pewnie nie miała niczego złego na myśli, nazywając Niezapominajkę Chrabąszczową Łapą. Może po prostu takie jej się podobało i tyle.
- Tak, jeszcze część granic, trochę punktów Kodeksu dotyczących polowania.. - odpowiedział krótko. Szło im naprawdę dobrze i w tym tempie trening nie zajmie zbyt długo. Dobrze też, żeby nie zniknęła z klanu jak Czermieniowa Łapa, który także miał całkiem sporo przerobione i wyparował. Tfu, trzeba wypluć takie słowa! Im mniej kotów znika z klanu tym lepiej.
- A co tobie udało się już przerobić z Miętowym Pąkiem? - zapytał. Nie znał zbyt dobrze swojej kuzynki, jednak sprawiała wrażenie naprawdę porządnej wojowniczki. Nie wiedział jednak, ile dokładnie ma ona terminatorów. Na poprzednich ceremoniach wyjątkowo się skupił i stąd pamiętał, kto jak się nazywa i kto kogo trenuje.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Nie rozumiał jak komuś może się podobać jakieś imię. Ono już brzmiało, jakby próbowało się danego kota obrazić. Sam zwykł przezywać koty chrabąszczami, kleszczami, czy innymi obrzydliwymi owadami, robakami, czy innymi stworzeniami, za którymi nie przepadał. Więc nie mógł się nadziwić czemu przywódczyni to imię jakkolwiek się spodobało. Czy ona coś do nich może miała? Biedronka jeszcze brzmiało całkiem znośnie, bo biedronki nie były specjalnie brzydkimi owadami, były całkiem ładne, choć nadal imię od owada nie brzmiało jakoś dobrze, ale Chrabąszcz? Współczuł siostrom takiego miana, nie ważne czy przywódczyni się ono podobało czy nie.
Och. Och, och, och. A więc Kwiatek właściwie już kończyła trening, co? Zostało jej bardzo... Niewiele. Starał się po sobie nie poznać, że jakkolwiek go obeszło to, że starsza siostra może go wyprzedzić, chociaż jego końcówka ogona lekko drgnęła, nim schował go za sobą, tak by nie okazywać nim więcej żadnego zirytowania, zdenerwowania, czy czegokolwiek.
- Och. Czyli kończycie. Przewidujesz, że uda wam się skończyć do następnej ceremonii? - spytał niewinnie, tonem bardziej wskazującym na to, że cieszy się, iż czarna kończy już trening, chociaż tak naprawdę rozrywało go w środku, że w porównaniu z nią on jest w czarnym lesie, uch.
- Póki co przerabiamy polowanie. I granice - dorzucił szybko o granicach, bo w sumie, jedną już zwiedził, zupełnie nieświadomie, ale zwiedził. Liczy się? Liczy. A gdyby powiedział tylko o polowaniu to zabrzmiałoby to trochę biednie. Niedawno zaczął treningi co prawda, ale i tak - biedno.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Czy kończą trening? Węglowy Pył nie powiedziałby tego. Zostały przecież jeszcze wszystkie rangi, władza w klanach, reszta terytorium, a poza tym walka, na którą składa się teoria oraz praktyka, reszta punktów Kodeksu.. Nie, zdecydowanie nie kończą treningu. Nawet w połowie nie są! Nie widział, czemu Przebiśniegowej Łapie przyszło to w ogóle do głowy.
- Nie, nie kończymy. To.. jeszcze nie jest tak dużo. Zostało jeszcze sporo rzeczy - przyznał otwarcie. Nie miał żadnego problemu by o tym powiedzieć terminatorowi. Na pewno do następnej ceremonii go nie skończą. Mimo tego Węglowy Pył nie spodziewał się, aby ten trening zajął jakoś nie wiadomo jak długo. Szło sprawnie i Kwitnąca Łapa również jest chętna do nauki.
Skinął głową i nie odpowiedział nic. To podobnie jak oni, nie licząc może punktów Kodeksu dotyczących polowania. Pewnie są na stosunkowo podobnym poziomie. Może fajnie by było, gdyby zostali wojownikami w tym samym czasie? Węgielkowi wydawało się to miłe. Mimo wszystko nie znał jednak relacji tej dwójki, więc nie mógł ocenić.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Przebiśnieg milczał chwilę, wpatrując się w Węglowy Pył dłuższy moment, nim nie załapał, że on sam trochę się poplątał i źle zrozumiał wojownika. Och, gdy ten zaczął wymieniać myślał, że to przy okazji w jakiś sposób omówili - może nie w całości, skoro kruczoczarny wspomniał w większości o polowaniu, ale w taki sposób, by móc potraktować to nieco bardziej po macoszemu. Nie odezwał się jednak, nie chcąc rozwijać bardziej tego tematu, bo... Hym, wyszłoby na to, że się pomylił, a on przecież nigdy się nie mylił, no. Niemniej, jeśli i jego siostra i jej mistrz znacząco przyspieszą, to będą w stanie go przegonić. A to niewybaczalne. Nie wiedział co prawda, jak idzie takiej Płatek, Korzeniowi, czy komukolwiek tam innemu z rodzeństwa, ale póki co wiedział, że jest na dobrej drodze, by ten trening zakończyć w miarę szybko i sprawnie. A to najważniejsze.
Nie pytał więc jak to wygląda u Chrabąszcz bo w sumie skoro szło jej nieco gorzej niż Kwitnącej, to nawet nie powinien się nią przejmować. Nie sądził, by miała jakoś nagle przyspieszyć i skończyć trening szybciej, niż starsza siostra, czy on sam. Będzie musiał przycisnąć nieco ciotkę, by skończyć szybciej, zdecydowanie.
- Chciałbyś być kiedyś zastępcą? - zagadnął po krótkiej chwili. Wolał już teraz, w tym wieku, określić sobie wszystkie koty, które mogłyby mu kiedyś zagrozić w drodze po tytuł przywódcy.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Przebiśniegowa Łapa mógłby się wtedy zdziwić. Nawet jeśli Węglowy Pył na ten moment nie przewidywał, aby przyspieszyć trening Chrabąszczowej Łapy, to jednak nie było to niemożliwe, aby nawet skończyć trening tak szybko. Jeśli tylko mistrz i terminator by wszystko zaplanowali, a ten drugi szybko by zapamiętywał nową wiedzę - to wszystko można nadrobić. Jeśli tylko Chrabąszczowa Łapa byłaby kiedyś chętna na takie.. przyspieszenie, to Węglowy Pył najpewniej by się zgodził. Skoro Burzowa Łapa olewa treningi, to czarny wojownik mógłby sobie pozwolić na sprawne prowadzenie dwóch treningów na raz.
- Oh? - wymruczał zaskoczony tym nagłym pytaniem ze strony Przebiśniegowej Łapy. Choć chwilę się zastanowił, to wiedział w środku, że już zna odpowiedź.
- Nie, nie za bardzo.. Dobrze czuję się jako wojownik - odparł szczerze. Być może mógł sprawić wrażenie, że nie ma ambicji, jednak taka była prawda. Nie czułby się dobrze w roli zastępcy klanu - to ranga dla kogoś silnego i umiejącego zarządzać klanem, a Węglowy Pył taki nie był.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jest duży w porównaniu do innych terminatorów, czy wojowników. Niewątpliwie jeden z najwyższych kotów w klanie. Jego ciało pokryte jest długim, czarno-białym włosiem. Przeważa u niego zdecydowanie kolor czarny, który ustępuje między oczami, gdzie ciągnie mu się biała plama, przechodząc następnie przez pysk, omijając tylko brodę i jedną czarną plamę przy nosie, po jego lewej stronie, potem przez krawacik na piersi, a kończąc się na brzuchu. Oprócz tego ma białe palce przednich łap, a tylne dorobiły się skarpetek. Kocur posiada również czarny nos prócz niewielkiej, różowej plamki po prawej jego stronie. Nad nosem iskrzy się para złotych, skośnych oczu. Oprócz olbrzymich gabarytów wzrostowych ma też olbrzymie gabaryty masowe. Nie to, że jest gruby, bo należy do kotów raczej szczupłych, aczkolwiek dzięki treningom nabrał on sporej masy mięśniowej. Ogon, cały czarny. Jeśli zaś wrócimy na chwilę do futra - to zauważymy, iż Przebiśnieg jest niesamowicie pedantyczny.
Właściwie, można go opisać dosłownie jednym stwierdzeniem - istny choleryk. Jest raczej chłodny, nieprzyjaźnie nastawiony do innych, nieco złośliwy, gburowaty, i inne takie, niekoniecznie dobre cechy. Uważa się za lepszego od innych, wiecznie chodzi z głową i ogonem uniesionym, by już z daleka koty mogły widzieć, że idzie, że oto nadchodzi pan, władca lasu. W rozmowach z innymi widać, że jest nieco porywczy, zdarza mu się być agresywnym, łatwo wybucha. Raczej nie da się z nim porozmawiać normalnie, chyba że wiecznie prawi mu się jakieś komplementy. Jest wymagający w stosunku do innych i do siebie. Musi bowiem być najlepszym i daje z siebie wszystko, żeby takim być. Ale, przede wszystkim, strasznie wierzy w swoje umiejętności. Uważa siebie za najlepszego we wszystkim, czego tylko się dotknie - istny kot bez żadnych słabości i z masą talentów. Jest uparty, uważa, że tylko on ma rację - i biada temu kto podważy jego zdanie. Jeśli on powie, że woda jest żółta to taka właśnie jest, i koniec kropka. Byłby dość władczy, chciałby, żeby każdy robił to, co on każe. Oprócz tego, byłby dość żywiołowym kociakiem, niezdolnym do usiedzenia w miejscu, ciągle musiałby coś robić. Cały czas szukałby czegoś w co mógłby włożyć łapy.
Owszem, mogło się tak zdarzyć, ale wątpił, żeby siostra dała jakoś szybciej skończyć trening, skoro aktualnie szło jej opornie - aktualnie we wrogach do zostania najszybciej wojownikiem widział Konwalię, Nagietka, Korzonka i Kwiatek, ale Niezapominajkę niespecjalnie. I miał nadzieję, że tak zostanie. Nie wiedział za to jak z resztą rodzeństwa, będzie musiał się... Popytać. Zdecydowanie. Oby im szło o wiele gorzej niż jemu i byle udało mu się zostać wojownikiem pierwszemu. Żeby mieć największe szanse spośród nich żeby dostać terminatora - a potem zostać zastępcą. Wiedział, że Malina i Sokół to dość wiekowe koty, więc jak się pospieszy - może mieć szansę być najmłodszym zastępcą w historii, huh. Szkoda tylko, że nie wiedział że jego wrogiem nr 1 będzie dość młody kot w przyszłości bo zarówno przywódczyni i zastępca zwyczajnie zrezygnują ze swoich funkcji.
Zastrzygł uszami słysząc że Węgiel nie zamierza być zastępcą i że wystarczy mu tylko bycie wojownikiem. Cóż, faktycznie brak ambicji, ale to dobrze, że koty kompletnie nie nadające się do niektórych stanowisk nie pchają się na nie na siłę, uznając że się nie nadają. Bardzo dobrze. Podobała mu się taka odpowiedź, czego jednak po sobie nie pokazał, zachowując kamienny wyraz pyska. Nie mógł ot tak pokazywać po sobie emocji. Powinien je ukrywać, zdecydowanie.
- Będę się zbierał, chciałem jeszcze trochę popolować - powiedział po chwili, bo właściwie zebrał wszystkie najważniejsze informacje jakie w tej chwili go interesowały. - Do zobaczenia - dodał, wykrzywiając pysk w czymś na kształt uśmiechu, po czym odszedł z miejsca zdarzenia szybkim truchtem. Właściwie - zamierzał dalej poćwiczyć wspinaczkę, ale nie mógł tego robić gdy ktoś inny patrzył - nie mógł innym pokazać że coś mu nie wychodzi, nie?
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Wybrała się na spacer. Bo nic innego właściwie jej nie pozostawało, oczywiście, patrole, polowania, ale tak poza tym nie umiała sobie znaleźć miejsca, więc chodziła, robiła mnóstwo różnych rzeczy, byle nie przebywać w obozie i nie myśleć za mocno, ale daleko jej było do radosnego Raczka, którym była jeszcze, cóż, parę księżyców temu. Teraz sprawiała wrażenie naprawdę przygaszonej i chociaż niesamowicie się starała, nie wszystko było takie, jak trzeba. I nie było wiadomo, kiedy będzie, bo tak naprawdę sytuacja robiła się coraz gorsza, zamiast lepsza Jej terminator był w lecznicy, a jej rodzice coraz bliżej Srebrnej Skórki, nie umiała się zbyt mocno odbić od dna, by coś z tym zrobić, bo nawet nie była w stanie wygrzebać się ponad poziom dna. Ech. Potrząsnęła łbem, bo nie chciała o tym wszystkim myśleć, co nie, a dokładnie to teraz robiła, co okazało się być co najmniej przygniatające i dobijające. Odetchnęła głęboko i wtedy dostrzegła wujka Zająca, przyspieszyła więc kroku, by się z nim zrównać.
- Cześć, wujku - przywitała się z nim ostrożnie, jakby spodziewała się, że ten może chcieć być sam i nie bardzo mieć ochotę z nią rozmawiać. Chciała jednak spróbować, chociaż raz, żeby potem nie mówić sobie, że nie dawała w ogóle rady, że tylko leżała i na coś czekała. - Spacer? - zapytała jeszcze.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Spacerował dość leniwie wśród Wysokich Drzew; nie spieszył się, właściwie nic nie robił i na dzisiaj zakończył już wypełnianie obowiązków, jednak po prostu starał się… dbać o swoją dobrą kondycję fizyczną, tak na przyszłość. Wiedział, że im dłużej da radę być aktywny, tym dłużej też będzie „na chodzie” – nawet jak już na własne życzenie dołączy do klanowej starszyzny i niby nie będzie miał obowiązków, to jednak też nie chciał na stale zalec w legowisku w Skręconym Pniu. Nie spodziewał się teraz towarzystwa, ale usłyszawszy głos Raczej Sadzawki obrócił w jej stronę głowę i uśmiechnął się do niej ciepło. Ostatnimi czasy kotka zdawała się być trochę… jak duch, ale raczej się jej nie dziwił, tak szczerze.
– Cześć, Raczek – przywitał się wciąż z uśmiechem na pysku. – Mhm. Szkoda aż w taką pogodę siedzieć w obozie – odparł swobodnie. Chociaż dzień powoli chylił się ku końcowi, to jednak wciąż było ciepło, a promienie zbliżającego się do zachodu słońca pięknie oświetlały młodą, świeżą trawę i intensywnie zielone listki. – Co tam?
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Duch? Tak, właściwie to było doskonałe określenie, bo była całkowicie nieobecna, nie wiedziała, co ma ze sobą robić, jak się zachowywać, chodziła z kąta w kąt i chyba wyglądała jak cień samej siebie, a nie bardzo wiedziała, co właściwie powinna zrobić i jak się za to zabrać. Rozmawiała co prawda z bratem, już jakoś nieco lepiej patrzyła w przyszłość, ale nadal miała poczucie, że nie wszystko jest dla niej, że pewnych rzeczy nie przeskoczy, ale może po prostu spokojna rozmowa z kimś innym, zwłaszcza kimś o wiele bardziej doświadczonym, dojrzałym i świadomym tego, co się dookoła niego dzieje, będzie doskonałym pomysłem?
- Tak, jest... bardzo ładnie - przyznała, nie do końca chcąc od razu mówić, że od siedzenia w obozie dostawała po prostu do głowy, bo do takich rzeczy lepiej było się nie przyznawać, a przynajmniej takie miała wrażenie. Z drugiej strony - ufała wujkowi, więc pewnie kwestią czasu było, to kiedy w końcu wszystko z siebie wyrzuci. Kocur zresztą zadał już pytanie, które spowodowało, że aż się w niej zagotowało.
- Czekam, aż Koziołek wyzdrowieje. Nie mam za bardzo co robić, więc poprosiłam o więcej patroli - powiedziała i zwiesiła uszy, bo zdała sobie sprawę z tego, jak beznadziejnie brzmi w tej chwili. - A ty wujku? Kończysz już treningi...?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Ach. Jak już raz zaczniesz trenować koty… to aż ciężko sobie znaleźć zajęcie, gdy się nie prowadzi żadnego treningu – odparł z nutą współczucia w głosie. Jemu terminatorzy ginęli, uciekali z klanu, chorowali, nie przychodzili na treningi… też to przerabiał, włącznie z okresem, gdy nie miał kogo trenować. Za każdym razem musiał sobie wręcz na siłę szukać zajęcia, jakby nie potrafił sobie ułożyć dnia bez chociaż jednego treningu.
– Hm – wydał z siebie ciężki pomruk. – Nie do końca. Znaczy… twojej siostry niczego więcej już nie mogę nauczyć – powiedział w miarę ostrożnie. Nie wiedział, ile Raczek wie na temat sytuacji Białej Łapy, ile ona sama jej powiedziała, a jeśli nic – to czy on powinien o tym mówić. – A Szybująca Łapa… nie zostało mu wiele, ale nie sądzę, by mógł prędko zostać wojownikiem – dodał, doszedłszy do wniosku, że skoncentruje się na ogóle, a potem ewentualnie uszczegółowi którąś z tych kwestii, jeżeli Raczek o nie zapyta.