odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Tylko... Płomyk wyprostowuje się i wyczekująco bada pysk siostry. Niech wykrztusi z siebie, co też stanowi przeszkodę. Co sprawia, że nie uznaje go za wartego podzielenia się swoimi problemami. W końcu on wyjawił jej własne przemyślenia dotyczące tego, co zaszło kilka księżyców temu, prawda? Zawierzył sekret, więc Iskra musi wiedzieć, że jest przez niego uważana za kogoś bliskiego i godnego zaufania. Być może błędnie, skoro nagle to działa w jedną stronę. Trochę przykre, przecież nigdy nie zrobił niczego, co mogło nadszarpnąć jej pewnością co do niego. No na pewno niczego podobnego sobie nie przypomina.
Dokończenie myśli nie nadchodzi. Bura wyjawia, w czym naprawdę rzecz, mimo że Jaśniejący Płomień przestawał wierzyć w możliwość wyduszenia z niej czegokolwiek. No cóż, rodzina chyba zawsze stanowiła jej wrażliwą strunę. Kwestia indoktrynacji, jakiej nie szczędził im Czerwony Pazur, czy może siostra już taka jest? Jedynie szkoda, że ta rodzina to im się jakaś koślawa trafiła. Wojownik zaciska szczęki wysłuchawszy tego lakonicznego tłumaczenia. No tak, staruszek znowu w akcji, przecież to było do przewidzenia. Płomykowe uszy wędrują na tyły głowy. Ten sam typ, co od pierwszych samodzielnych kroków swoich kociąt wmawiał im, jak ważne jest dbanie o siebie nawzajem, nie ma żadnych skrupułów przed tym, by zatruwać własnym potomkom życie. Nic nowego, niestety.
- A to drań - mruczy z rozgoryczeniem. Mruży oczy. - Jesteś pewna, że tylko patrzy?
Nie ukrywa podejrzliwości. Skoro siostra najchętniej nie przyznałaby się do niczego, to kto wie, czy nie ma tu drugiego dna. To byłoby w stylu Czerwonego Pazura posyłać jakieś mało przyjemne komentarze. Potrafi z niego być niezły wrzód na tyłku i mimo że buras sam stara się nie wchodzić ojcu w drogę, ewentualnie szybko go zbywać, to i do niego docierają różne gderliwe narzekania, delikatnie mówiąc. Zaginięcie Barwnej Ścieżki zdaje się dodatkowo pogłębiać jego zgorzkniałość.
- Może ja sobie z nim pomówię, hę? - Podnosi uszy, a na jego pysk wyłania się łobuzerski uśmiech.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Oczekiwanie na reakcję brata dłużyło się niemiłosiernie. Jedna sekunda rozciągała się w nieskończoność, więc nawet jeśli bury nie potrzebował wiele czasu by sobie wszystko poukładać w głowie i wyskoczyć z kolejnym pytaniem, Iskra czuła się jakby cały świat zwolnił. Tak na złość.
Pokiwała głową w odpowiedzi. I pewnie normalnie takie zapewnienie by starczyło, jednak przez tę całą szopkę poprzedzającą rozmowę, Jaśniejący Płomień zrobił się podejrzliwy. Bardziej niż zwykle, znaczy.
- Ta, prawie nie rozmawiamy, więc tylko patrzy. - odpowiedziała, równie niekonkretnie co wcześniej. Męcząca taka rozmowa. Ogólnikowe, zdawkowe odpowiedzi irytowały, nawet jeśli to bura była ich źródłem, ale nawet jeśli chciałaby z siebie wylać wszystkie żale za jednym zamachem i mieć to już za sobą, to takie narzekanie na własne problemy zdecydowanie nie leżało w jej naturze. Więc od momentu, gdy postanowiła się minimalnie otworzyć, zaczęła się jej męka i wicie między nierealną opcją oraz wkurzającą opcją. - Najgorzej było, gdy mój trening nie szedł. - dopowiedziała, walcząc ze sobą. - Dużo się nasłuchałam wtedy od niego. Teraz... teraz jest lepiej. - Ale wciąż nie jest dobrze.
Chciałaby się nie przejmować opinią ojca, a przynajmniej czasem nachodziła ją myśl, że wówczas byłoby jej lepiej. Łatwiej. Zawsze kończyło się to jednak w ten sam sposób - dochodziła do wniosku, że straciła już matkę i niekoniecznie chciała tracić jeszcze ojca. Nawet jeśli był jaki był.
- Jasne, bo to coś da, znasz go. - uśmiechnęła się kwaśno. Była pewna, że nawet jeśli Płomyk pogadałby z ojcem tak po swojemu to za wiele by się nie zmieniło. A jeśli już to na gorsze. Tak działał Czerwony Pazur, miał krzywo zrośniętą psychikę, ale za nic nie dawał jej sobie złamać i nastawić jeszcze raz. Iskrze pozostawało tylko udowodnić swoją wartość w nadziei, że ciemny kocur zapomni wtedy o tym drobnym potknięciu z przeszłości.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Pysk Jaśniejącego wykrzywia się. O tym, jak jej trening nie szedł siostra też wiele nie mówiła. Ha, gdyby Płomyk nie był na tamtej ceremonii, gdzie poprosiła Lawendową Gwiazdę o zmianę mistrza, być może nie dowiedziałby się wcale. No dobra, może to drobna przesada, bo przecież rozmawiali podczas szczytowania księżyca przed "wznowieniem" jej treningu. Ale o pretensjach ojca to jakoś nie wspominała.
Najchętniej powiedziałby Iskrze, żeby się tym zwyczajnie nie przejmowała, bo i po co przywiązywać wagę do durnego gadania Czerwonego Pazura? Gada sobie, żeby gadać, taki ma charakter, a do tego wyobraża sobie, że jest Gwiezdni wiedzą kim, natomiast jego kocięta to chyba ma na własność. Tyle że ilekroć się z nim widuje, sam sobie musi przypominać, jak bardzo nie ruszają go słowa staruszka. Skoro on w jego towarzystwie czuje się dziwnie, to czy może oczekiwać od bliźniaczki totalnego zamknięcia się na niego i te wszystkie zagrywki, które wobec niej stosuje? Jasne, to najlepsza rada, ale co z tego. Iskra to Iskra. I nieważne ile księżyców minęło, jej nadal zależy na aprobacie. Szkoda tylko, że może stanąć na głowie, a Czerwony i tak pozostanie niewzruszony.
- No i dobrze, z nim nie ma o czym rozmawiać - odpowiada hardo przecinając ogonem powietrze. - Ale ty wiesz, że jemu zawsze mało, nie? Barwnej to chyba odpuścił dopiero wtedy, kiedy została zastępczynią. Zamierzasz ubiegać się o pozycję Gwiazdy, czy jak? Inaczej może być ciężko zyskać jego uznanie.
Nie żeby się zdziwił na odpowiedź twierdzącą. W normalnych warunkach i jemu pewnie zależałoby na tym, żeby być wysoko w hierarchii. Teraz jest raczej zniechęcony. Jeszcze czego, spełniać ambicje ojca. Dumnie przewodzić klanem, który gnije od wewnątrz. Nie. Właściwie to nie - nie klan jest problemem. Żeby zostać przywódcą, trzeba by poniekąd stanąć u boku zdrajczyni, nawet jeśli to nie ona miałaby być osobą decyzyjną. I to jest prawdziwy problem. Zjednoczyć się z wrogiem. A potem co, udać się do Szepczącej Sadzawki, spotkać Jodłową Igłę i powiedzieć jej... co? Być może jakaś opcja otworzyła się po zaginięciu Barwnej Ścieżki i przejęciu przez Biały Puch rangi zastępcy, lecz za wcześnie na wyrokowanie w tej kwestii.
- Znam go, dlatego wiem, jak to załatwić - mówi z zacięciem. - Już ty sobie tym głowy nie zawracaj. Nic się nie martw, siostra. Brat czuwa.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Iskra najchętniej by o niczym nie wspominała, tak po prawdzie. Co najwyżej za kilkanaście księżyców w formie anegdotki o zamierzchłych czasach. Przyzwyczaiła się już do takiego stanu rzeczy, ona nie wspomina Płomykowi o problemach, on nie wspomina jej o problemach. Bo póki sobie radzą to nie ma potrzeby obciążać swoimi sprawami bliźniaka. Ale musiała przyznać, że było coś miłego w takim wyrzuceniu z siebie tego co ją gryzło. Co prawda nie było to na tyle miłe by opłacało się przeboleć grubą warstwę dyskomfortu, ale samo doświadczenie nie było w stu procentach okropne.
Jej uszy drgnęły na słowa brata, niemal wędrując do tyłu, ale jakby w porę się opamiętały i zostały na miejscu. Miała świadomość, że Jaśniejący Płomień nie dbał o relację z ojcem, a jednak dziwnie było jej słyszeć takie dowody, że między nimi się nie układa. I że bury akceptuje taki stan rzeczy i nie zamierza robić fikołków by to naprawić. W takich chwilach przypominała sobie, że to pora odrzucić naiwne marzenia. Nie będą miłą, zżytą rodzinką, która trzyma się razem mimo tych wszystkich nieszczęść, które ich spotkały. Czego Iskra by nie zrobiła to ta rodzina już się rozpadła, nie bez winy ojca. W sumie jego wkład w to był największy. Bez sensu, po co ona się w ogóle stara? Ach tak, bo jakikolwiek ojciec by nie był, to wciąż był jej ojcem. Ich ojcem.
- No... Roziskrzona Gwiazda nie brzmi źle. - rzuciła, chociaż w jej spojrzeniu brakowało czegoś co by świadczyło o tym, że rzeczywiście to rozważa. Jasne, musiała znaleźć sobie nowy cel do dążenia, by nie popaść w szaleństwo, ale stołek przywódcy niekoniecznie był czymś o czym kiedykolwiek myślała. To było zbyt odległe zakładając, że Lawenda i jej zastępca doczekają starości. Nie miała cierpliwości do takiej zabawy. Potrzebowała czegoś co nie będzie uzależnione od śmierci innego kota.
Zmarszczyła brwi. Wiedziała, że ojcu zawsze mało. Tylko tu nie chodziło nawet o to, żeby Czerwony był z niej dumny, bo tu już powoli zaczynała się godzić ze świadomością, że to nieosiągalne. Chciałaby tylko nie być porażką w jego oczach. Nie wymagała zbyt wiele przecież, jedynie tyle by wzrok ojca nie przypominał jej o tym, że zmarnowała kawał życia.
Zamrugała zdziwiona słysząc ton Płomyka, ale zaraz zdziwienie ustąpiło zadowoleniu z pogranicza rozbawienia. Machnęła ogonem tak by zaczepić burego koniuszkiem.
- Jak ty chcesz to załatwić, co? - rzuciła lekko, niby tak o, niby dla podtrzymania rozmowy. Chociaż nie obraziłaby się, gdyby bliźniak powiedział co takiego sobie już zdążył zaplanować, bo brzmiało jak groźba.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Iskra znowu odpowiada wymijająco, co irytuje Płomyka. Jasne, na jej miejscu być może postąpiłby podobnie, a na pewno nie miałby chęci rozmawiać o tym, co czuje i co zamierza z tymi irracjonalnymi uczuciami zrobić. Kiedy robi to siostra, której chciałby pomóc i o której myślach chciałby wiedzieć, zrozumienie gdzieś ucieka. Bo przecież powinna mu powiedzieć. Jeśli ma spróbować coś temu zaradzić, to potrzebuje więcej danych, a ich Roziskrzona Noc mu nie dostarcza, chowając wszystko w sobie. Chyba jedyne na co może mieć nadzieję, to że ojciec trafi do starszyzny, a później szybko odejdzie w chmurki. Nie życzy mu źle, tak w środeczku to nawet krąży w nim miłość do ojca, do której nie przyznałby się sam przed sobą, ale nic z tego nie wpływa na prosty fakt, iż bez niego żyłoby im się lepiej. Iskrze na pewno. Jako przykładny brat może spróbować naprostować sytuację, jednak jakie są szanse na powodzenie? Wojownik chce liczyć, że spore i jego działania przyniosą oczekiwane rezultaty, no ale nie ma co się przesadnie łudzić. Jaśniejącego Płomienia i Czerwonego Pazura łączy upartość i niechęć do zmiany przekonań.
- Przekonasz się w swoim czasie. Może - rzuca z tajemniczym błyskiem w oku. Choć prawda jest taka, że o jego obecnych myślach siostra nie powinna dowiedzieć się nigdy i on o tym doskonale wie. Zaraz przyspiesza kroku, zmieniając spacerek w bieg, rzuciwszy łobuzerskim uśmiechem w stronę bliźniaczki.
z.t.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Enigmatyczna odpowiedź brata była daleka od satysfakcjonującej. Zdołała jedynie wywołać nieprzyjemny dreszcz, ale nijak nie przybliżyła Iskry do zrozumienia planu. Nie poświęciła temu większej uwagi, bo zaraz Płomyk zerwał się do biegu. No co za dzieciak, przeszło jej przez głowę, którą to pokręciła jak na poważnego, dorosłego kota przystało. A uderzenie serca później również ruszyła, bo przecież nie pozwoli mu wygrać tego wyścigu. Jeszcze by czego.
z.t
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Jak paskudne trzeba było mieć szczęście, by po paru miesiącach spokoju i normalnego życia znowu biednego orientala dopadła choroba? Wpierw się nią nie przejmował. Uznał, że cieknący nos jest spowodowany kwitnącymi kwiatami, a ból gardła wynikał z krzyczenia nonstop na treningach, ale... nie polepszało mu się. Z dnia na dzień czuł się zdecydowanie coraz gorzej, bo pomijając tamte rzeczy, generalne osłabienie sprawiało, że czuł się jak przerzuty i wypluty. I co w takiej sytuacji mądry Wojownik jakim był Wężowy Błysk zrobił? Otóż to... NIC! Nie poszedł do Truskawki, mimo że sam przekonywał każdego młodzika, że to najlepszy wybór przy złym samopoczuciu. Nawet nie poinformował swojego Terminatora o tym, że czuje się jakby miał zaraz zdechnąć, stąd treningi są krótsze i opierają się na samej teorii. Barwnemu Płomieniowi napomniał raz, że boli go gardło do tego stopnia, że aż nie ma ochoty jeść. Ale poza tym, nie robił nic. Po prostu udał się na jedną z ostatnich dłuższych podróży w okolice Wichru. Rzecz jasna, nie żeby się przejść, po prostu liczył na to że spotka Antylopę, z którą jakiś czas temu się widział, kiedy pomagał jej dojść do Klanu. W naturze miał martwienie się o innych, a tu po prostu chciał wiedzieć, czy kotka już się zaaklimatyzowała w nowym otoczeniu.
Problem był taki, że nie spotkał jej. Nie mógł iść pod sam obóz, a chodząc po granicach napotkał jedynie... kogoś. Pulchna, zdecydowanie niższa kotka od Węża szybko przykuła jego uwagę. Nie miał zamiaru gadać z nią przesadnie długo - głównie ze względu na złe samopoczucie - ale wypytać o cokolwiek powiązanego ze swoją znajomą mógł. I poszło, można powiedzieć, średnio. Dopasowali się do siebie - oboje szybko nawiązali kontakt, zaczęli się wygłupiać, ale kremowo-biała zdawała się zacząć interesować stanem w jakim Wąż jest. I tak wywiązała się rozmowa, podczas to której bezceremonialnie Wąż po prostu jej powiedział co mu jest. Ból gardła, cieknąca, wodnista wydzielina z nosa i generalne rozpalenie ciała, sugerujące gorączkę jak za każdym razem, starał się zbyć uważając to za "nic takiego" i "pewnie alergię", ale ilekroć jego głos się łamał pod wpływem bólu, sam zaczynał wątpić czy dobrze było to ignorować. Zresztą, tak samo zdawała się reagować Trawiasta Polana - bo tak miała na imię nowa znajoma kocura - która po jeszcze momencie rozmowy, poprosiła Węża by tu pozostał, kiedy ona pójdzie po kogoś. Niby żeby tylko zobaczył czy nic mu nie ma, żeby czasem nie najechać na dumę kocura, że potrzebuje pomocy. Jak wiadomo, tak wielki i męski mężczyzna jakim oriental był tak po prostu nie chciał iść do Medyka, żadnego! Ale sprawdzić czy nic mu nie ma na pewno... no, mógł. Wyjątkowo uznał za dobre, że pomógł kotu z innego Klanu. Może to nie miało żadnego wpływu, ale znajomość Szorstkiego, Antylopy, Szyszkowego Ogona i do tego samej Lawendowej Gwiazdy (z którą rozmawiał co prawda ledwo parę uderzeń serca, ale jakby nie było - rozmawiał!) mogła jakoś wpływać na to, że Trawiasta Polana chciała mu pomóc.
Położył się, przymknął oczy i czekał. Każda chwila mijała jak godzina, kiedy on leżał czując jakby zamarzał. Był chory. Pamiętał, że jak był młodszy to czuł się podobnie. Może dlatego nie chciał iść do Truskawki? Bo nie chciał znowu leżeć paręnaście księżyców w lecznicy. Oddychając jak najspokojniej mógł, w końcu usłyszał kroki i zobaczył kremowo-białą z kimś, kto jak przypuszczał mógł być Wichrowym Medykiem. - Dzień dobry! - zachrypił z uśmiechem Wąż. Zaraz podniósł się do siadu, biorąc głębszy oddech. I... i co teraz? Truskawce by powiedział co mu jest, więc... tu też powinien...? - Ja mówiłem koleżance, że mnie boli gardło i mi z nosa cieknie, i tak... no, dziwnie mi ogólnie...
Dodał niepewnie. Ewidentnie był skrępowany tym, że był chory. Bo przecież tak rosły kot już nie powinien chorować, co nie?
//Lśniąca Sadzawka + jesteśmy na granicy, po prostu wszystkie granicowe tereny są zajęte
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Gdy Trawiasta Polana poinformowała mnie o Gromowym wojowniku czekającym na granicy oraz podała jego objawy, zdziwiłam się, nie rozumiejąc, dlaczego kocur przeszedł taki kawał drogi, zamiast po prostu udać się do Truskawkowego Gąszczu. Nie mogłam jednak odmówić pomocy. Zresztą, komuś z klanu Gromu nawet nie chciałam jej odmawiać. Biała kocica była jedną z niewielu porządnych kotów, jakie udało mi się poznać, więc jeśli nie daj Gwiezdny Klanie zaniemogła, to chciałam jej pomóc. Odwdzięczy się kiedy indziej.
Wzięłam ze składziku liść ogórecznika i plaster miodu, poinformowałam Krwawnikową Łapę o tym, że wychodzę i ruszyłam u boku wojowniczki we wskazane miejsce. Po dotarciu do celu moim oczom ukazał się kremowy kocur który, w istocie, był chory, a konkretniej - przeziębiony.
- Tak, Kwiatowa Przełęcz wszystko mi przekazała. Witaj i zjedz to. Pół księżyca spędź w lecznicy - odpowiedziałam przechodząc do konkretów. Poprosiłam kocicę, by wróciła do swoich zajęć i przypilnowałam, by nieznajomy zjadł podane mu lekarstwa. - Jak zapewne się domyślasz, nazywam się Lśniąca Sadzawka. Jak ciebie zwą? I, jeśli mogę wiedzieć, co się stało z Truskawkowym Gąszczem, że przeszedłeś taki kawał z przeziębieniem? Przysłała cię tu? - zagaiłam. Wątpiłam w to, by był to pomysł mojej uczennicy - byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne, a ona do takich kotów zdecydowanie nie należała. Wydawała się być osobą, która nawet z ciężką gorączką wykonuje swoje obowiązki. Tak, jak ja.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Ojeju, ale to szybko poszło! Myślał, że albo go teraz stąd przegonią, albo po prostu będą kazali mu wrócić do siebie, albo... no, kotka tylko stwierdzi co mu jest, a tu od razu podała mu zioła, kazała zjeść i... pół księżyca kazała mu leżeć w lecznicy. Na to jęknął niezadowolony, zaraz pociągając do tego nosem. - Wężowy Błysk... - odparł, przeżuwając zioła. Czuł się jakby zaraz miał umrzeć. I to nie przez chorobę, a przez zalecenia co do siedzenia w lecznicy. No a jak teraz znowu będzie musiał siedzieć nie pół księżyca - cokolwiek to znaczyło, Wąż tej liczby nie znał! - a znowu pół życia? Nie chciał tego, bardzo tego nie chciał. - No... bo to nic takiego, tak myślałem... Alergia jakaś... A przyszedłem, bo chciałem odwiedzić Antylopę. Ostatnio ją tu odprowadziłem i chciałem wiedzieć, czy wszystko u niej jest... no, dobrze...
Wyjaśnił się nieśmiało, posyłając krzywy uśmiech do Lśniącej Sadzawki. Nie wiedział jak się wyjaśnić, z czegoś co zrobił. Może i było to skrajnie głupie, ale... no jak mówił - nie wiedział, że może być tak źle. Medykiem nie był, a choroby lubił ignorować, jak i wszystkie inne dolegliwości. Jak złapał go świerzb, to nawet wolał żeby było mu nieprzyjemnie, niż żeby się drapać. Taki to już dureń był.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Wężowy Błysk - powtórzyłam ciszej, zamierzając to imię zapamiętać i wspomnieć o nim przy najbliższym spotkaniu z Truskawkowym Gąszczem. Ciężko także było mi się powstrzymać od zażenowanego wyrazu pyska, gdy usłyszałam jego wytłumaczenie. Jedyne co zrobiłam, to zmierzyłam go lodowatym spojrzeniem, tak jak robiłam to zawsze. Było to skrajnie głupie i nieodpowiedzialne, bo nie dość, że coś złego mogło spotkać jego, to jeszcze mógł zarazić Gwiezdnym winną antylopę. Westchnęłam.
- U Antylopy wszystko dobrze, ale o szczegóły wypytasz ją, gdy wyzdrowiejesz. Następnym razem nie próbuj nawet narażać innych, jeśli źle się czujesz. Pozwól działać swojemu Medykowi. Truskawkowy Gąszcz jest dobrze wyszkolona. - dodałam. Z obecnych Medyków, to właśnie Truskawka miała największe doświadczenie. Ciernistego Kwiatu nie liczyłam - była stara, zostawiła swój klan i zdarzyło jej się pomylić parę rzeczy. Nie było więc potrzeby, by klan Gromu zwracał się do mnie o pomoc, tym bardziej za plecami swojego Medyka.
Nie mając nic więcej do powiedzenia, pożegnałam się i wróciłam do obozu. Nie miałam humoru na pogawędki z nieznajomymi. Nie dziś.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Delikatnie uśmiechnął się na wieść, że u Antylopy jest dobrze. Przynajmniej jego podróż tutaj nie była na marne! Fakt, że nie będzie mógł z nią pogadać jeszcze dziś trochę go zawodził. W końcu tak się starał do niej przyjść, i co? I nic. - Dzięki... Nie wątpię w jej zdolności. Po prostu mówiłem, myślałem że to alergia czy coś... - skrzywił się lekko. Miałoby to jakiś sens. Mniej więcej w tę samą porę jak był młody leżał zasmarkany u Truskawki i zdychał, teraz znowu jest zasmarkany i zdycha. Mógł się pomylić. Niemniej, nie było co zwlekać. Po podziękowaniu jeszcze kolejne dwa razy, poprosił o pozdrowienie Antylopy i odszedł w stronę Gromu.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Łapa Czarnej Wrony od kilku dni była w naprawdę złym stanie. Odkąd ugryzł go rzęsorek, kończyna była spuchnięta, dało się też wyczuć nieprzyjemny zapach. Ale to nie było wszystko. Często mdliło go i doświadczał zawrotów głowy. Z początku nie połączył ze sobą tych dwóch rodzajów objawów, przyjął, że ma do czynienia jedynie z drobną ranką i użył nagietka, w celu przeciwdziałania infekcji. Leczenie nie pomogło, problem okazał się być znacznie poważniejszy, a ani on, ani nikt w Nowym Świcie nie wiedział jak poradzić sobie z tym problemem. Zioła, których na ślepo próbował nie przyniosły żadnych skutków. Jedynym wyjściem była próba powrotu za Grzmiącą Ścieżkę i proszenie o pomoc klanowych medyków. Nie mógł już dłużej tego odkładać.
Wyruszył rankiem, by przy łucie szczęścia trafić na patrol - poranny, albo ten w południe. Zabrał ze sobą pajęczynę. Nie chciał aż tak żerować na klanowych składzikach. Kto wie, kiedy znowu będzie potrzebował pomocy.
Utykał. Łapa dawała się we znaki, a Czarna Wrona zaciskał zęby. Ominął Topiołki, przemknął przez Borsucze Pagórki i przeciął Grzmiącą Ścieżkę. Okrążył granicę Klanu Wichru od strony Czarnego Ogona i truchtał z biegiem rzeki, mając nadzieję, że wkrótce trafi na patrol lub łowców.
> rana 1. stopnia - drobne ugryzienie na palcu prawej łapy; zatrucie.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Leżałam w swoim legowisku, gdy do Ziołowego Wzgórza wparował patrol informując mnie o tym, że jakiś włóczęga zjawił się na granicy z pajęczyną i potrzebuje pomocy. Opisali co mu dolega, co skwitowałam kiwnięciem głowy. Wzięłam ze składziku korzeń łopianu i wężowy korzeń i ruszyłam na spotkanie z nieznajomym.
Ostrzegano nas przed niejakim Czarnowronem, jednak po zjawieniu się na granicy, ciężko było mi stwierdzić, czy to kocur z opisu - miał zdecydowanie więcej blizn, a kotów o takim kolorze futra widziałam w swoim życiu dużo. Nie miał żadnych szczególnych znaków, w przeciwieństwie do mojego brata, czy ojca. Oni mieli swoje znaczenia. Iskra miał kropkę na brodzie, zaś Chmielograb te charakterystyczne białe znaczenia. Rozpoznałabym ich wszędzie.
Przywitałam się kiwnięciem głowy, bez słowa. Od razu po oczyszczeniu rany przerobiłam na maść zarówno korzeń łopianu jak i wężowy korzeń, żeby nałożyć je na ranę, a następnie owinęłam ją pajęczyną.
- Pół księżyca. Tyle będzie się goić. - powiedziałam jeszcze, po czym bez słowa wróciłam do klanu. Byłam zmęczona tym... co ostatnio się tam działo.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka czuła się winna. Ostatnio jakoś jej kontakty z Wrzosową Łapą nie układały się najlepiej. Na dodatek Jodła po przeniesieniu się do legowiska wojowników nie widziała się z nią już aż tak często jak kiedy jeszcze obie były terminatorkami. Od pewnego czasu jednak czarno-biała wojowniczka nie widziała siostry nawet nigdzie przemykającej po obozie i to ją zaczęło martwić na tyle, że postanowiła się wybrać na jej poszukiwania. Udało jej się dotrzeć na południową granicę Klanu Wichru i... no właśnie. I nic. Wszystko się urwało, zmieszało z innymi śladami i zapachami, sprawiającymi że dalsze poszukiwania stawały się utrudnione jeśli nie wręcz niemożliwe.
Córka Zwinnego Strumyka przysiadła na granicy z Czarnym Ogonem z głową spuszczoną, wpatrując się w przepływającą korytem rzeki wodę i nie zwracając jakiejś większej uwagi na pluchę dookoła siebie. Jej akurat udało się usiąść na kępce trawy, więc i tak nie było tragedii. Siedziała tak w ciszy i myślała. Myślała co to były za ślady, co to za zdeptane nieznajome kwiaty znalazła przy szukaniu i dlaczego tam prowadziły ślady Wrzos? Czy siostra aż tak bardzo chciała coś udowodnić Lśniącej Sadzawce i przez to tak się skończyło? A może to wina Jodełki i tego, że może nie starała się tak jak Wrzosowa Łapa by sobie tego życzyła?
Zwykle opanowana kotka wysunęła pazury i uderzyła uzbrojoną łapką w najbliższy kamień, zwalając go do rzeki przed sobą z gardłowym warknięciem. Ojca w ogóle nie znała, najpierw zniknął Liść, potem na Srebrną Skórkę odeszli Króliczek i Zajączek, a teraz zaginęła Wrzos. Ta Wrzos, której zawsze wszędzie było pełno i Jodła mogła na nią liczyć. Kto jej teraz został? Chaotyczny Lot, która też miała swoje obowiązki, matka, której raczej za wiele czasu już nie zostało? Ktoś jeszcze? Chyba nie. Jodłowa Gałązka po tym szybkim wyżyciu się westchnęła, schowała pazury i wróciła do biernego wgapiania się w taflę Czarnego Ogona.
//Miodowa Łapa
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Z małego rozszalałego i radosnego kocięcia... Nie zostało nic. Może tylko poza iskrą diabełka i niechęci do jakiegokolwiek posłuszeństwa. Będąc poza klanem samotnie utwierdził się w przekonaniu, że to najbardziej mu się podoba. Dosyć pewny siebie, momentami nawet opryskliwy. Jedyny autorytet jaki uznaje to Lawendowa Gwiazda. Do życia podchodzi z dużym dystansem, ponieważ pamięta jak los go oszukał... i zabrał jedynego kota, którego kochał. Matkę.
Cichy Wiatr [RIP]
Problemy czarno-białej kotki nie były jedynymi rozterkami "przyniesionymi" nad strumień. Miodowa Łapa też borykał się ze swoimi wewnętrznymi demonami. Choć radość z posiadania wreszcie ciepłego kąta i czegoś, co mógłby nazwać domem była wielka, to gdzieś z tyłu głowy chodziła mu myśl o jego matce. I o tym, w jaki sposób został potraktowany przez Czubatkową Łapę. Jak go korciło, żeby jej utrzeć trochę tego wrednego pyska... Ale wiedział doskonale, że nie ma szans by z nią wygrał. Musiał stać się silniejszy. Miał wielkie obawy czy jego nowa mistrzyni sobie z nim poradzi. Była... Beznadziejna. Ciekawiło go jakim cudem została w ogóle wojownikiem.
Kocur wyszedł z obozu. Pora nagich drzew dobiegała końca. Tam i ówdzie widać już było przebłyski ciepłej pogody i budzącej się natury. Miodek chciał przestać myśleć o problemach. Przestać się przejmować. Oczyścić umysł. I dlatego skierował swoje kroki właśnie tu. Nad Wichrowym strumieniem jednak już ktoś był. Kocur nie był pewien, czy w ogóle znał kotkę. W klanie był... W sumie od niedawna. A i nie dałby rady poznać każdego z osobna. Zatrzymał się w oddali i w spokoju przyglądał temu co robiła czarno-biała. Widać było, że też ma swoje problemy.
Kocur usiadł i wyprostował się dumnie jak to miał w zwyczaju - Co złego zrobił Ci ten biedny kamień? - spytał dość poważnym głosem widząc akt złości dokonany na niczemu nieświadomym, niewinnym i bezbronnym miniaturowym głazie.