Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
– Mhmm, dobrze. Na szczęście dla ciebie nigdy się to nie stanie – odpowiedział cicho. Ciężko powiedzieć, czy mówił o posiadaniu własnych kociąt, czy może o tym, że wówczas chciałby, żeby Płatek się nimi zajęła. Choć tak naprawdę obie te opcje nie miały racji bytu, choć tą pierwszą by nie pogardził. Lubił kocięta, lubił spędzać z nimi czas, ale raczej nie miał się nigdy doczekać swoich. Może to nawet lepiej, mimo wszystko.
– Jasne. Nim słońce zajdzie, dokładnie w tym miejscu – powtórzył dla zapamiętania informacji. Już się nie mógł doczekać jutra, a jeszcze się nawet nie pożegnali. W każdym razie musiał sobie dobrze przemyśleć to, co miał przekazać Lawendzie. Jak to rozegrać. No i po co narobiłaś tyle bajzlu przed zniknięciem, Płatek?, przemknęło mu przez myśl. Ale coś wymyśli, da radę.
– Lśniąca Sadzawka też żyje. – Spojrzał siostrze prosto w oczy, chcąc zbadać jej reakcję. Chciałoby się dodać „i ma się dobrze”, ale tego nie byłby taki pewien. Mimo wszystko, choć w dalszym ciągu myśląc o niej czuł wściekłość i żal, to nie życzył jej źle. Nikomu nie potrafił życzyć źle. – Rraczej w wujka albo starrszego brrata. Ale tak, lubię. Lubię kocięta. Wiem, że dla ciebie nie jest to przyjemne, i nie podzielasz wcale mojego entuzjazmu, ale cieszę się, że będę wujkiem. – I cieszę się, że zdecydowałaś się je urodzić. Pamiętał ich rozmowę, gdy przez nią musiał pytać medyczkę, czy współżycie bez kociąt lub pozbycie się kociąt jest możliwe. Wtedy twierdził, że nie, choć teraz znalazłby się jakiś sposób. Ale nie było nawet co tego sugerować. W życiu.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
- Ale chciałbyś gdyby nie kodeks, nie? Gdybyś, wiesz, tak legalnie mógł. Bo jak dla mnie to możesz sobie wziąć te moje i wychować jak swoje. Mi to nie robi różnicy, a cię uszczęśliwię. - zaproponowała. Skoro Krwawnika tak ciągnęło do kociąt, to mógł sobie przywłaszczyć te jej na własność i traktować jakby były 100% jego, że sam je sobie urodził. Jej te całe kodeksu nie obchodziły, liczyło się dla niej tylko to, żeby brat był szczęśliwy, a wywnioskowała że dzieci mogą to zrobić. Proste.
- Ona też? Pewnie żywią się krwią zaginionych kociąt, jedna i druga. - parsknęła, nie widząc innego wyjścia. Kocięta zawsze znikały w nieznanych okolicznościach, więc miałoby to sens, że te dwie je sobie podbierały i wysysały z nich krew dla własnej długowieczności. Róża nie widziała za bardzo innego rozwiązania.
- No to ja się cieszę twoim szczęściem. Dobrze, że będą miały kogoś, komu będzie na nich naprawdę zależeć. Może okaże się że nie będzie tak źle, jak będą w miarę znośne, ale wiesz. - niczego nie mogła obiecać i najprawdopodobniej będzie od nich stroniła jak tylko mogła.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
– Właściwie to mogę. Kodeks został zmieniony i medycy mogą posiadać terraz zarrówno parrtnerra, jak i kocięta. Rzecz w tym, że czuję, że nie byłbym już w stanie się zakochać, wiesz? Przez większość życia nie mogłem nawet o tym myśleć i teraz, po takim czasie, myślę że nie byłbym już w stanie. A nie umiałbym chyba starrać się o kocięta bez miłości – wytłumaczył siostrze swoją perspektywę. Podejrzewał, że miała zapewne zupełnie inne zdanie, wątpił, żeby jej rozwijające się kociątka były wynikiem pięknej miłości, szczególnie że stała tu teraz przed nim z taką prośbą, a zresztą sama nazwała je wynikiem wpadki. Ale cóż, nie podejrzewał jej o wyśmiewanie jego opinii i poglądów.
Kolejne słowa na temat przywódczyni i medyczki puścił mimo uszu. Znał poczucie humoru Płatek i nawet już go nie komentował; skoro miała potrzebę powiedzenia czegoś takiego, to dobrze. Jego to raczej nie bawiło, choć może kiedyś Lśniąca Sadzawka byłaby zdolna do podobnych czynności, gdyby miała gwarancję ich działania. Nie no, skąd.
– Może jeśli poczujesz, że są twoje, to będziesz patrzyła na nie inaczej, niż na inne kocięta. Ja oczywiście zobowiązuję się nimi zająć, ale może jeszcze zmienisz co do nich zdanie – odparł z uśmiechem. Tego jej życzył. Żeby mimo wszystko stworzyła swoją kochającą rodzinę, stworzyła coś, czego Zaśnieżona Ścieżka nie była w stanie. Oczywiście zobowiązał się zrozumieć, gdyby rzeczywiście nie chciała się nimi zająć, i być dla nich dobrym wujkiem, ale mimo wszystko posiadanie matki było dla kociąt bardzo ważne. Oboje o tym wiedzieli. A on podwójnie. Porozmawiali jeszcze chwilę, ale wreszcie musiał się zbierać do obozu. Obiecał, że następnego dnia, nim zajdzie słońce, będzie w tym samym miejscu. I liczył na to, że już jako Wichrzaczy zdołają dokończyć wiele rozmów.
***
Tak jak się umówili, o ustalonej porze następnego dnia zaszedł na granicę w towarzystwie Lawendowej Gwiazdy. Przedstawił sprawę przywódczyni, powiedział o porwaniu Płatek przez dwunogów, jej chęci do powrócenia do klanu i do obowiązków, a z jego strony – w razie potrzeby pomocy jej w tym. Napomknął również o jej ciąży, o tym, że kotka chciała, żeby w razie czego chociaż jej kocięta mogły być w klanie Wichru. Zapewniał jednak o jej zmianie i wzięciu odpowiedzialności za nią. Teraz musiał liczyć jedynie na to, że przywódczyni zgodzi się na przyjęcie jego siostry i jej nienarodzonych jeszcze maleństw.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda miała mieszane uczucia co do Różanej Łapy. Dobrze pamięta do jakiego stanu doprowadziła Komara, całe szczęście, że Rysia Łapa zniósł to lepiej. Czy naprawdę chce takiego kota w Klanie? Co Różyczka potrafi skoro została porwana w trakcie treningu? Czy będzie z niej jakiś pożytek? Niby to córka Zaśnieżonej Ścieżki, jej jedynej przyjaciółki... Możliwe, że patrzy na nią ze Srebrnej Skórki. Pewnie chciałaby, aby jej córka wróciła do Klanu i jeszcze kocięta... One zasługują na rodzinę, ciepło, opiekę. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, sprawa jest przesądzona i nie ma się nad czym zastanawiać. - Witaj, Różana Łapo. Słyszałam, że chcesz wrócić do Klanu?- przywitała się z koteczką i spojrzała na jej brzuch. Wychodzi na to, że kocięta pojawią się lada dzień. Nie ukrywajmy nowe pokolenie przyda się Wichrowi. Oprócz ostatniego skromnego miotu Ciepłej Mżawki i Owsianej Łuski to nie posiadają kociąt. Nie ma kogo szkolić i Klan może zacząć się starzeć, a do tego nie można dopuścić, choć tak naprawdę nie ma się na to wpływu. Przecież nie zmusi kotek do rodzenia, aby cały czas były jakieś maleństwa i kociarnia nie pozostawała pusta.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Myślała, że Krwawnik załatwi wszystko tak, że ona tylko przyjdzie, przywita się i zostanie przyjęta do klanu. Wyglądało jednak na to, że musiała odbyć oficjalny wywiad z przywódczynią, co stawiało ją na niego przegranej pozycji już na samym początku.
- Dzień dobry, tak. Chciałabym spróbować wrócić, bo nie wiem czy się nadaję do tego życia. Zależy mi tylko na tym, żeby dzieci miały kogoś kto je pokocha i kto się nimi zajmie. Krwawnik powiedział że mi pomoże ze wszystkim, że wolałby żebym ja też wróciła, bo potrzebuję obecnie opieki. I jeśli dla kogokolwiek miałabym próbować, to właśnie dla niego. Dlatego jeśli się zastanawiasz co do mnie, to spoko. Nie będę zła, jeśli mnie nie przyjmiesz, ale weź sobie potencjalnych wojowników. Będzie ich osiem, to potwierdzona informacja. - powiedziała od razu, dając do zrozumienia, że przyjęcie jej do klanu jest jedynie dodatkiem, bo nie będzie o to zaciekle walczyć. Chciałaby to zrobić dla Krwawnika, bo jej na nim zależy, ale nie będzie kłamać że właśnie po to tutaj przyszła, bo po prostu tak nie było.
- Nie wiem, czy moja mistrzyni ci mówiła, ale skończyłam cały trening przed zniknięciem. Potrafię wszystko. Musiałabym tylko przypomnieć sobie te wewnętrzne rzeczy jak kodeks, czy rangi. - dodała. Tak naprawdę to była gotowa do mianowania te wiele księżyców temu, ale poprosiła mistrzynię by tego nie zgłaszała, bo nie chciała dostąpić tego wątpliwego zaszczytu. Była więc w pełni wyszkolona.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda była pozytywnie zaskoczona szczerością Różanej Łapy. To też szlachetne i odpowiedzialne z jej strony, że chce zapewnić kociakom odpowiednią przyszłość. Będą żyły wśród swoich, będą miały opiekę, szkolenie, zapewnione leczenie. Nie można się dziwić, że Płatek chce je urodzić w Klanie. Jeśli chodzi o nią samą to będzie musiała spróbować i zdecydować czy rzeczywiście chce podążać ścieżką wojownika czy wrócić do życia samotnika lub pieszczocha. Będzie miała wystarczająco dużo czasu, aby podjąć te decyzję. Gdy tylko padła informacja o ilości kociąt, Lawenda zrobiła wielkie oczy ze zdumienia. Tyle? O rany! - Coś kojarzę, mówiła. Zanim jednak zostaniesz mianowana tak jak mówisz dobrze by było zrobić krótką powtórkę, ale to na spokojnie- odpowiedziała, po czym nabrała powietrza do płuc. Zrobiła krótko pauzę dla podtrzymania napięcia, po czym otworzyła pyszczek. - Przyjmę Cię z powrotem do Klanu. Robię to głównie z powodu kociąt. Mam nadzieje, że nie będziesz sprawiać kłopotów, bo inaczej się pożegnamy. W przypadku, jeśli nie będę miała uwag będziesz mogła sama zadecydować czy chcesz być w Klanie czy z niego odejść. Witamy z powrotem, Różana Łapo- powiedziała poważnie i przedstawiła warunki. Nie było to najcieplejsze przywitanie powracającego Klanowicza, ale miała ku temu powód. Na szczęście wszystko jest wyjaśnione i nie powinno być później zdziwienia.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Szlachetne? Gdyby Róża słyszała myśli Lawendy, zaśmiałaby się na głos. Ona po prostu nie chciała się nimi zajmować. Uważała je za błąd. No ale okej, fajnie. Lepiej dla niej, tak w sumie.
- Rozumiem i dziękuję. Czy mogłabym jednak dostać... pełne imię? Jako matka. Trochę słabo jest mieć Łapę w imieniu w moim wieku. Po porodzie Krwawnik wszystko mi przypomni, żebyś tego nie żałowała. Jakiś Różany Pęd, czy coś. Nie chcę wracać do kocięcego imienia. Proszę. - poprosiła ładnie, nie chcąc wracać w wieku prawie osiemdziesieciu księzyców jako ŁAPA. to było upokarzające. Poza tym, nie chciała wracać do imienia, które nadała jej Zaśnieżona Ścieżka. Z czystej zawiści.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Czuł lekki stres, bo znał dobrze Płatek i obawiał się nieodpowiedniego doboru słów z jej strony. Na szczęście – nie zrobiła tego jakoś bardzo tragicznie, a Lawendowa Gwiazda zgodziła się ją przyjąć. Medyk odetchnął z ulgą.
– Dziękuję, Lawendowa Gwiazdo – szepnął, z szacunkiem pochylając głowę. Od tych wszystkich rzeczy, które odwaliła Płatek będąc w klanie, miał pewne wątpliwości co do przyjęcia jej przez przywódczynię. Gdzieś głęboko się obawiał, że kocica zgodzi się przyjąć tylko kocięta. Na szczęście skończyło się dobrze.
– Zgadza się, zobowiązuję się poduczyć Rróżaną Łapę wszystkich teorretycznych rzeczy, jak tylko wrróci do sił po porrodzie – odezwał się, coby przywódczyni nie miała wątpliwości, a potwierdzenia od głównego zainteresowanego. Osobiście nie widział problemu w nadaniu kotce imienia wojownika, skoro trening w praktyce ukończyła. A on go odświeży. Był pewien, że Lawenda ma do niego zaufanie.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda kiwnęła delikatnie w stronę Krwawnika na jego wypowiedź, po czym musiała przez dłuższą chwilę rozważyć propozycję Różanej Łapy. Nie widziało jej się dawanie imienia Wojownika tak bez ceremonii i milczącego czuwania. Z drugiej strony jedna Różana Łapa w Klanie jest, więc któraś musi zmienić imię. - Niech będzie. Od dziś zwana będziesz jako Różany Pęd. Krwawnikowy Liść powtórzy z Tobą, to co ma - zawyrokowała. Następnie podziękowała Magnolii za zaangażowanie. Ma lecznice na głowie, paru terminatorów i jeszcze bierze pod swoje skrzydła Płatek. Wspaniały kocur. - Wracajmy do Obozu- zakomunikowała i ruszyła w stronę domu.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
- Dziękuję Lawendowa Gwiazdo. Spróbuję cię nie zawieść. - odpowiedziała, mogąc odetchnąć z ulgą. Nie wróci jako Różana Łapa, nie wróci jako Różany Płatek, co nawiązywałoby do jej kocięcego imienia, tylko Różany Pęd. Nowa szansa, nowa ja, czy jakoś tak. Posłała też bratu dziękujące spojrzenie i ruszyła za nimi do obozu modląc się o to, by ta banda małym popaprańców nie zdecydowała się teraz z niej wyskoczyć.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Z każdym nowym świtem jego smród stawał się mniej i mniej obecny w obozie. Minął dzień, potem następny i kolejny, a ten kretyn nie wracał. To nie tak, że Zgniłe Ziele miała jakieś konkretną relacje z Pajęczą Łapą. Zaczęło się po prostu od tego, że była zazdrosna o przyjaźń jaką Borsuk miał z synem medyczki i sama chciała posiąść coś podobnego, ale ostatecznie nie łączyło ich kompletnie nic. Więc dlaczego teraz stała nad brzegiem czarnego ogona niczym słup, wpatrując się pusto w tereny rozprzestrzeniające się po drugiej stronie granicy?
Tęsknota? Ona nie tęskniła. Chyba po prostu nie była w stanie odczuwać tej konkretnej emocji. Kiedy odchodził ktoś bliski, w sercu powinna pozostawać po nim dziura, a jednak... Trzask, Firletka, Srebrna Łapa. Niemalże połowa jej rodzeństwa zniknęła bądź zginęła, a ona mimo tego nie potrafiła odczuwać żalu z ich braku. Czasami wydawało jej się, że po prostu nie była w stanie odczuwać żadnych pozytywnych emocji. Bo jedyne co w tym momencie czuła to gniew. Odszedł niczym obrażony smarkacz, zostawiając wszystkie swoje głupie ambicje, matkę i klan w tyle. I teraz łaził gdzieś tam po terenach niczyich, żyjąc nowym, wolnym życiem. Krew się w niej gotowała na tę myśl.
Przebrała łapami pod sobą, ugniatając ośnieżoną ziemię i z ciężkim westchnięciem klapnęła na ziemi. Rzadko kiedy pozwalała sobie na chwilę dla samej siebie, zazwyczaj rzucając się po prostu w wir obowiązków. Tym razem jednak nie miała ochoty na polowanie ani patrol, a tym bardziej na powrót do obozu.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Krążył bez sensu, bez żadnego celu. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Minęło już te kilka dni odkąd uciekł z obozu Klanu Wichru, odkąd stchórzył i zostawił tak matkę, zostawił wszystkie koty pośród których dorastał. Zostawił Korzenia, Borsuka, Biedroneczkę, wszystkich - o dziwo myślał o każdym jednym kocie, nawet o tych, których mniej dogłębnie znał. Nie wiedział jednak, czy powinien tęsknić. Czy powinien żałować. To co czuł to inna sprawa, bo czuł dziesiątki różnych, okropnych rzeczy. Nie wiedział, jak odnaleźć się w tym świecie ze świadomością, że nie może tam wrócić. Tak naprawdę to niby mógł, ale po tym wszystkim... po tym wszystkim nie zamierzał.
Coś jednak sprawiało, że trzymał się nadal granic Klanu. Każdemu, kogo napotkał przedstawiał się imieniem Pajęczyna, nie Pajęcza Łapa - chciał tym się przekonać, że wcale Klanu nie potrzebuje. Że poradzi sobie sam. Ale prawda była taka, że czuł się tak okropnie, obrzydliwie zagubiony. Niby odciął się od Wichru, ale ten nie chciał go puścić. Trzymał się jego ogona na siłę, niczym zaplątana w futro roślina, czy tam grudka ziemi.
Szedł, pociągając nosem, wymijając zamarznięte kałuże, otrzepując co chwilę łapy ze śniegu. Dopiero gdy dostrzegł w oddali ciemną sylwetkę, zatrzymał się. W pierwszej chwili nie dotarło do niego, na kogo patrzy. Może po prostu nie chciał mieć racji. Ale była to Zgnilizna. Zamrugał kilkakrotnie zaszklonymi, lekko zaczerwienionymi oczyma. I podszedł bliżej.
Co robiła sama blisko granicy, wpatrzona w przestrzeń?
- Szukałaś mnie? - zapytał gdy był wystarczająco blisko, by mogła usłyszeć jego przyciszony ton. Niby ponuro, niby obojętnie, ale może gdzieś w głębi siebie miał nadzieję na to, że usłyszy przytaknięcie. Nie dał tego po sobie znać. Stał nieruchomo, z opuszczonym ogonem i zmęczonym wzrokiem. Jedynie wiatr poruszał co kilka chwil jasnym, lekko brudnym od ziemi futrem.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Podobnie jak on, tak i ona nie od razu rozpoznała w białej sylwetce znajomego sobie kota. Być może nie chciała go rozpoznać. Przez moment obserwowała pusto zbliżające się w jej stronę widmo, które przybyło by ją nawiedzić, upewnić się, aby nie mogła zaznać w tym momencie ukojenia i spokoju. Czuła jak wszystkie trzewia w jej wnętrzu się wykręcają i plątają, usilnie próbując wypełznąć z jej ciała. Lecz jej mordka pozostawała niewzruszona. Jedynie jej ślepia z uwagą podążały za białym samotnikiem, dowód na to, że była świadoma jego obecności.
- Nie pochlebiaj sobie. - wychrypiała po dłuższej chwili ciszy, spuszczając łeb i ściągając uszy w tył. - Chyba nie zmieniłeś nagle zdania? Co tu robisz? - mruknęła, prostując się i nerwowo oplątując ogon wokoło własnych łap. Nie wierzyła, by jego durne ego by mu na to pozwoliło. Ten most był już spalony.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Widział, jak na niego patrzyła. Był w pełni świadomy tego, że wieści o jego odejściu, o jego ucieczce rozeszły się już po obozie. Na pewno tak było. Miał ochotę się zaśmiać na myśl, że są tam koty które na pewno teraz radują się jego nieobecnością w Klanie. Ale się nie zaśmiał - pozostał poważny, patrzył jedynie na Zgniłe Ziele z góry, ale jego spojrzeniu brakowało już tej typowej wyższości. Na jej słowa, na te pytania, w pierwszej chwili ledwo zareagował. Jedynie przechylił lekko łeb, a następnie zgarbił się lekko, cały czas przyglądał się rozmówczyni.
- Wiesz, że nie wrócę... Nie po tym, co miało miejsce. - odpowiedział w końcu, a potem dotarło do niego, że może Zgnilizna nie wie dlaczego w ogóle odszedł. Czy matka lub Lawendowa Gwiazda powiedziałyby reszcie Klanu o powodzie jego zniknięcia? Pewnie zrobiłyby to tylko po to, by tym bardziej go ośmieszyć. W tej chwili, pełen emocji, był w stanie uwierzyć we wszystko. Był zmęczony, ale pomimo tego skrzywił się w narastającym powoli gniewie. - Co słyszałaś, o mnie? Co mówią w Klanie? - zapytał, nadal chcąc wierzyć w to, że szylkretka jest tu właśnie z jego powodu. Przecież nie polowała, ani nie patrolowała, stojąc w miejscu jak jakiś krzak. Zresztą, wyglądała na dziwnie nerwową. Więc na pewno usłyszała coś w obozie i wyszła się rozejrzeć.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
- Wiem. - Jedynie to jedno, wysuszone słowo uleciało z jej niewzruszonej mordki. Nie istniała rzeczywistość, w której taki powrót byłby możliwy. Wiedziała, że to już koniec. Pajęcza Łapa przestał istnieć w momencie kiedy tamtego dnia przekroczył granicę, pozostawiając Klan Wichru za sobą, krocząc jednokierunkową ścieżką. - Lawendowa Gwiazda nie wydała żadnego oficjalnego oświadczenia, jeżeli to cię interesuje. - Tutaj akurat nie mogli się spodziewać niczego innego. - Twój smród znika powoli z klanu, myślę, że każdy jest świadomy... Ale nie wdawałam się w plotki. - dodała, poprawiając oplatający ją ogon, przyciskając go łapą do ziemi by powstrzymać końcówkę przed nerwowym drganiem gorę i w dół. Chciała zachować spokój, przypilnować by ten samotnik nie wlazł na ich tereny i potem wrócić... gdzie? Do obozu? Do obowiązków? Zacisnęła szczękę i po kilku niekomfortowo długich uderzeniach serca w końcu nie wytrzymała i poderwała się gwałtownie z ziemi. - No więc? - odezwała się po chwili, jej głos ostry. -Kim teraz jesteś? - sapnęła, powstrzymując się przed warknięciem. Pajęcza Łapa już nie istniał.