![[Obrazek: ZdTg8w5.png]](https://i.imgur.com/ZdTg8w5.png)
[ IMIĘ ] Różyczka
- [ poprzednie ] płatek, różana łapa
[ PŁEĆ ] kotka
[ GŁOS ] Anna Wodzyńska
[ KLAN ] Wicher (pochodzenie)
[ RANGA ] samotnik
- [ poprzednie ] kociak, terminator, pieszczoch
[ nauczyciel ] malinowa gwiazda
[ mistrz ] barwna ścieżka
[ podopieczni ]
[ terminatorzy ]
[ wyszkoleni wojownicy ]
- [ przy rejestracji ] 0
[ narodzona ] Pora Opadających Liści
[ ADOPCJA ] nie
![[Obrazek: wtXuFfq.png]](https://i.imgur.com/wtXuFfq.png)
[ 0-6 księżyców ]
Płatek jest kociakiem raczej przeciętnej wielkości. Zdecydowanie nie jest najmniejsza, ale do wielkoludów jej daleko. Jest raczej szczupła, choć dodatkowej, złudnej masy dodaje jej długie, puszyste futerko, które odziedziczyła właściwie nie wiadomo po kim, bo żaden z rodziców nie może się takim poszczycić. Co innego natomiast, jeśli chodzi o jego barwę, bo tutaj zdecydowanie wdała się w matkę, przynajmniej w większości, gdyż jest ono białe. Na prawym okiem ma małą, rudą plamkę, a tuż nad nią, bliżej ucha znajduje się większa. Większa łata znajduje się także na karku. To jednak nie jedyny kolor, który zdobi córkę Zaśnieżonej Ścieżki. Nad lewym okiem znajduję się spora buro-ruda plama, a jej ogon w całości przeplatany jest tymi dwoma barwami, z przewagą pomarańczowego. Pręgi, choć są właściwie niewidoczne, są rzecz jasna klasyczne. Nosek i opuszki łap są różowiótkie, a oczęta, jak u każdego kociaka, początkowo przybierają barwę szaro-niebieską, by stopniowo wybarwiać się do zielonkawej, oliwkowej barwy.
[ 6-36 księżyców ]
Po osiągnięciu przez koteczkę wieku terminatorskiego, a następnie i dorosłego, w jej wyglądzie nie zmieniło się zbyt wiele. Nabrała jedynie kształtów, w dodatku całkiem atrakcyjnych. Urosła, wyrastając ze szkraba, a zmieniając się w średniej postury kocicę o lśniącym, zadbanym futerku, okrągłym, słodziutkim pyszczku i długich, szczupłych łapach, dzięki którym uciekać może nie tylko od obowiązków i odpowiedzialności, ale także i potencjalnych zagrożeń, choć od czasu ucieczki z klanu tych jest zdecydowanie mniej. Po zamieszkaniu z dwunogami zmieniło się tyle, że jej szyję zdobiła piękna, wysadzana cekinami różowa obróżka. Pasowała jej.
![[Obrazek: DKTAkRS.png]](https://i.imgur.com/DKTAkRS.png)
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
[ 6-52 księżyców ]
Wybuchowy temperament stał się domeną Płatek, która w okresie nastoletniego buntu nie otrzymała odpowiedniej pomocy i wsparcia. Stała się pyskata, cwana i nie wypleniono z niej ani jednej cechy, którą posiadała za kociaka - dalej kpiła sobie z zasad tak długo, jak uważała to za fajne, dalej kłamała, byle tylko uniknąć konsekwencji. Stała się próżna i narcystyczna, patrząc przede wszystkim na wygląd, co prowadziło do dość częstych miłostek. Zakochiwanie się przychodziło jej z łatwością, jednak nie były to uczucia prawdziwe, a na chwilę. Wolała się zabawić na chwilę, najlepiej z kilkoma kotami na raz i zmienić cel. Nikt także nie nauczył jej jak ważne jest dbanie o siebie, żyjąc w klanie, przez co wyrosła na kocicę samolubną, stawiającym się na pierwszym miejscu i taka już została, nie zmieniając się ani trochę.
[ Historia ]
Płatek urodziła się jako córka wichrowej wojowniczki - Zaśnieżonej Ścieżki oraz rzecznego wojownika - Bursztynowego Wschodu, wraz z piątką rodzeństwa. Imion godnych zapamiętania było jednakże mniej, wszak jedynie Korzonek, Gałązka i Kwiatek cokolwiek sobą reprezentowali. Kiełek i Trawka byli do niczego. Podobnie zresztą było w przypadku przyrodniego rodzeństwa, wszak Zaśnieżona Ścieżka przygarnęła jeszcze kocięta Lśniącej Sadzawki. Spośród nich jedynie Magnolia i Przebiśnieg byli godnymi kompanami do rozmowy.
Koteczka od najmłodszych księżyców sprawiała kłopoty - brak zainteresowania i wychowania ze strony matki dały się we znaki. W wieku pięciu księżyców uciekła z obozu razem z Przebiśniegiem. Nie uciekli daleko, ale nie ponieśli za to żadnych konsekwencji, co małą Płatek napędzało do kolejnych wybryków. Zdarzyło jej się także zrzucić kociaka z drzewa, czy zwyzywać kogoś bez potrzeby. Zdarzyło jej się także nawrzucać Zaśnieżonej Ścieżce, gdy spotkała ją na granicy z rzecznym kocurem, nie wiedząc że to jej ojciec.
Nie nadawała się do życia w klanie - była samolubna, nie wykonywała swoich obowiązków, a w trakcie głodu, jadła jakby nic nie się działo, chodząc na spotkania ze swoim ówczesnym obiektem westchnień, Sztormowym Pazurem. Gdy, prawdopodobnie, w wyniku jej zachowania na Srebrną Skórkę odeszły aż dwa koty, wiedziała że ciężko będzie jej się z tego wygrzebać. Nawet jej mistrzyni, Barwna Ścieżka, nie stanęłaby po jej stronie. Czując więc, jak grunt wali jej się pod łapami, uciekła, nie mając w klanie niczego i nikogo, co by ją tutaj trzymało. Dodatkowo do tej decyzji nakłoniło ją to, że jej rzeczny kochanek także zaginął i zapragnęła go odnaleźć. Pod osłoną nocy więc, gdy wszyscy spali, uciekła z obozu, przez jakiś czas pałętając się w okolicy Siedliska Koni. Była w pełni wyszkoloną terminatorką, którą od mianowania powstrzymało jedynie jej własne lenistwo, więc potrafiła o siebie zadbać. Na szczęście nie musiała tego robić długo, wszak dwa księżyce po ucieczce, została znaleziona przez dwunogów i zamieszkała w ich gnieździe na osiedlu. Zwracali się do niej w jakiś dziwny sposób, ale nie zwracała na to uwagi. Ignorowała ich. Nie walczyła z tym. Tak naprawdę było to życie, które jej odpowiadało. Nie musiała się nikim zajmować, nie musiała polować, a wychodzić mogła kiedy chciała i na ile chciała - jej właściciele dbali tylko o to, żeby miała co jeść i pić, nie interesowali się tym, gdzie jest, czy nie wróci do domu z brzuchem. I jak najbardziej jej to pasowało. Czasem zapuszczała się w okolice klanowych terenów, czasem spacerowała po mieście, korzystała z życia, angażowała się w przelotne romanse i, cóż, gotowa była łamać kolejne serca, zarówno damskie i męskie. W końcu każda Różyczka miała swoje kolce.
Pomimo przemijających księżyców i chwilowego zaprzestania spacerów na klanowe tereny, bo, cóż, odechciało jej się, nic nie traciła na wyglądzie. Nudziło ją jednak obecne życie i zapragnęła znów poczuć trochę adrenaliny. Znów zechciała postawić swoje przepiękne, delikatne łapki na klanowych terenach i kto wie, może zdecyduje się wrócić do domu? Albo chociaż spotkać z kimś bliskim?
Na gdybaniu jednak się skończyło, bo Płatek, jak to ona, bardzo szybko się nudziła. Do jej ciekawskich uszu dochodziły co rusz to ciekawsze ploteczki, jakoby w lesie oprócz czterech klanów dzikusów pojawić miał się jeszcze piąty. Jako że Różyczka niejako się tam wychowała i od zawsze wpajano jej, że klany były cztery i nigdy więcej, nigdy mniej, zainteresowała się tą sprawą. Była pewna, że klanom nie było to na łapę i węszyła jakiś konflikt. A tam gdzie drama i akcja, tam i ona! Chciała dowiedzieć się nieco więcej o tym nowym ugrupowaniu, poznać ich genezę, być może skonfrontować to z klanami, a dalej... kto wie. Może zdecyduje się trochę namieszać, żeby w końcu coś się działo!
Jak to już jednak z Różą bywa i to szybko jej się znudziło, więc postanowiła wrócić do domu i zabawiać się w najlepsze, jednak i wtedy popadła w rutynę, powoli się nudząc. Oddawała się przyjemnościom z kim chciała, kiedy chciała i ile chciała, aż w końcu... cóż, całkowicie przestała myśleć o jakimkolwiek bezpieczeństwie i zapobieganiu niechcianemu, chcąc iść całkowicie na całość i poczuć ten dreszcz adrenaliny. Zresztą, tyle księżyców robiła co chciała, zachowując minimum ostrożności i jak dotąd wszystko kończyło się dobrze. Oczywistym dla nim było, że niemożliwym jest by ją usadzić w miejscu bandą mlekożłopów. Jaki był tego skutek? Nietrudno się domyślić - dość szybko skończyła z brzuchem, a przez swój tryb życia ciężko było w ogóle stwierdzić kiedy i z kim, bo ojcem mógł być każdy. Nie stroniła od romansów, czy cielesności, a na swojej liście odhaczyć mogła chyba każdy istniejący typ kota, zarówno z wyglądu jak i z charakteru, choć jej typ, od momentu poznania Sztorma, nie uległ zmianie. Skutek jej poczynań był dość niespodziewany, wszak jej ludzie tolerowali jej znikanie i nie mieli z tym najmniejszego problemu. Wydawali się też nie martwić potencjalnymi maluchami, bo o zapobiegawczej wizycie u weterynarza nie pomyśleli, a gdy okazało się, że ich znaleziona kicia jest brzemienna... nawet nie zdjęli jej różowej, brokatowej obroży z szyi tylko od razu wyrzucili na zbity pysk, pozostawiając samą sobie. Absolutnie nie tak sobie to wszystko wyobrażała i w jej głowie narodziło się kilka pomysłów. Głównym było jednak porozmawianie z bratem i wepchnięcie gówniaków do klanu Wichru, bo ani jej się śniło nimi zajmować, ale miała też kilka opcji awaryjnych, tak w razie jakby co. Nigdy nie była mądra, ale po tym jak większość spędzila na robieniu tego co chce bez żadnych konsekwencji, nigdy nie pomyślałaby, że ta sielanka kiedyś się skończy i znajdzie się w tym miejscu. Skazana na samą siebie. Obrzydlistwo dla kogoś, kto nigdy nie pobrudził sobie łap pracą, nawet w najcięższej sytuacji jak głód w klanie.