[ IMIĘ ] Północna Zorza
- [ poprzednie ] Trela, Ptasia Łapa
[ PŁEĆ ] kotka
[ GŁOS ] Joanna Jabłczyńska
[ KLAN ] Samotnicy
- [ poprzednie ] cień
[ RANGA ] samotnik- [ poprzednie ] kociak, terminator
[ nauczyciel ] Wirujące Pióro
[ mistrz ] Polna Gwiazda
[ podopieczni ]
[ terminatorzy ]
[ wyszkoleni wojownicy ]
- [ przy rejestracji ] 0
[ narodzona ] Pora Zielonych Liści
- [ poprzednie ] kociak, terminator
[ ADOPCJA ] nie
![[Obrazek: wtXuFfq.png]](https://i.imgur.com/wtXuFfq.png)
[ 0-6 księżyców ]
Kociak jak to kociak, tak naprawdę. Ni to duże, ni jakoś specjalnie małe, takie pośrednie. Nie było ciężko ją urodzić, ale nie została też wypluta w uderzenie serca, jednak nawet jeśli nie było do końca łatwo, to zdecydowanie było warto dla takiej piękności. Większość jej długiego, mięciutkiego futerka jest biała - na piersi, na pyszczku (policzki i okolice oczu) oraz wszystkie łapki, ale to nie wszystko, albowiem pozostała część jest czarno-ruda. Czarna jest prawa połowa pyszczka, kawałek grzbietu i ogon, zaś lewa strona pyszczka jest ruda. Za wyjątkiem kącika oka, od którego idzie czarna kreska, dodająca kotce uroku. Ognisty kolor widoczny jest także na grzbiecie w postaci drobnych plamek, a na nim, gdzieniegdzie, widoczne są tygrysie pręgi. Pyszczek Treli zazwyczaj jest nieprzyjemny, a wzrok jej błękitnych, a w przyszłości oliwkowych oczu wydaje się być niezwykle oceniający. Zresztą, taki właśnie jest.
[ 6 -15 księżyców ]
Podczas dorastania tylko wypiękniała. Nabrała kształtów, zdecydowanie tych pożądanych. Ciężko było oderwać od niej wzrok i nie nazwać jej kotką przepiękną i atrakcyjną, nawet jeśli jej charakter mógł nieco odpychać. Futerko zawsze miała zadbane, bez ani jednej niedoskonałości, lśniące i błyszczące dzięki dodatkowej pielęgnacji ziołami. Kolor się nie zmienił, no bo jak, więc jedyne co można powiedzieć to to, że kotka stała się nieco większa - choć dalej stosunkowo mała w porównaniu z resztą cienistych, i bardziej kształtna. Największe zmiany miały dopiero nadejść.
[ 15 -35 księżyców ]
I tak też właśnie było. W momencie w którym młoda i głupiutka Trela uznała, że na złość ojcu opuści klan, by móc żyć wedle swoich zasad i upodobań, jej wygląd zmienił się nie do poznania. Niegdyś nienagannie ułożone futerko stało się pomierzwione i pełne śmieci, które się tam wplątały podczas desperackiej próby zdobycia pożywienia. Jego puchatość i blask również zniknęły, stało się zatowiałe i szorstkie przez brak dostępu do odpowiednik specyfików i higieny. Przez konieczność radzenia sobie z zagrożeniami takimi jak drapieżniki, czy przeciwne gangi na osiedlu, kotka musiała też przybrać masy mięśniowej aby być w stanie się obronić. Nie była więc już taka chudziutka i drobna jak kiedyś, a nieco się zaokrągliła. Tam gdzie niebezpieczeństwo i walki, tam również i rany - mniej lub bardziej poważne. Podczas jednej z kłótni z członkiem swojego gangu, Trela oberwała w pysk, a na piątkę został jej ślad po trzech pazurach na lewym oku. Podczas jednej z walk również zdarzyło jej się mieć wyrwany płat skóry na szyi i futro już nigdy tam odrosło. Pozostałe rany nie były tak poważne i wszystko goiło się bez problemu.
Oprócz wyglądu zewnętrznego dostrzec również można zmianę w mimice kotki. Niegdyś bardzo ekspresyjna, głównie uśmiechnięta - dziś dość uboga, przez większość czasu obojętna z przerwami na grymas niezadowolenia. Zdarza jej się uśmiechać jak dawniej, oczywiście że tak, jednakże jest to wydarzenie niezwykle rzadkie.
galeria: https://www.instagram.com/secretlifeofzelda/
umaszczenie: czarny szylkret z bielą, tygrysie pręgowanie[
blizny: szrama po pazurach na lewym oku, blizna po wyrwanym płacie skóry na szyi
![[Obrazek: DKTAkRS.png]](https://i.imgur.com/DKTAkRS.png)
Zdecydowanie można ją nazwać próżną. Uważa, że jest niezwykle piękna i w pierwszej kolejności patrzy na wygląd. Zawsze ma idealnie wyczyszczone futerko i tarza się w jakichś kwiatkach, żeby pięknie pachnieć. Zdarza jej się także powiedzieć nieco za dużo - należy raczej do tych głupiutkich, co najpierw robią, a potem myślą. Jest ona bowiem zdania, że wszystko ujdzie jej na sucho. Jest chodzącym przypałem. Tu kogoś popchnie, tu powie coś niemiłego, tu znowu coś. W końcu ma kochająca mamusię, a tata, nie dość że taki fajny, to jeszcze jest Gwiazdą. To co, przecież jej nie wygna, prawda? Może wszystko! Mimo to, Trelka ma swoje zalety. Przede wszystkim, jest towarzyska. Lubi przebywać w gronie innych, lubi poznawać nowe koty, zaprzyjaźniać się. Jest straszna gadułą i gdyby nie fakt, że jej głosik jest naprawdę przyjemny, to mogłoby być ciężko znieść jej trajkotanie. Dla rodziny byłaby w stanie zrobić naprawdę wiele, chyba że ktoś zajdzie jej za skórę. Dla najbliższych ma jednak większy próg wytrzymałości na takie rzeczy i pomimo swojego charakterku, można na nia liczyć w trudnych chwilach.
[ 6-15 księżyców ]
Wydawać by się mogło, że w pewnym momencie koty dorastają, zaczynają rozumieć niektóre rzeczy i w ich zachowaniu dochodzi do pewnych zmian. W przypadku Treli niestety tak nie było. Była zapatrzonym w siebie narcyzem, damulką i tak pragnęła być traktowana. Była wszakże nie tylko nieprzeciętnie piękna, ale była również córką samego przywódcy! Wnuczką poprzedniej Gwiazdy, siostrzenicą Zastępcy! Nie podobało się jej więc to, że ojciec traktował ją jak pospolitego wojaka, kazał trenować, zamiast wymyślić dla niej nową rangę. Zaczęła przechodzić młodzieńczy bunt, coraz to opuszczając treningi, kłócąc się z rodzicami o każdą możliwą pierdołę. Napsuła im krwi, to na pewno.
[ 15-35 księżyców ]
Gdy zdecydowała się opuścić klan, można powiedzieć że spotkało ją zderzenie z rzeczywistością. Zobaczyła, że życie samemu jest jeszcze cięższe niż w klanie i wcale nie jest tak kolorowo, że można robić co się podoba. Desperacko zaczęła walczyć o przetrwanie, przestając zwracać uwagę na walory wizualne - zaczęło ją obchodzić tylko to, aby przeżyć. Przestały jej przeszkadzać gałęzie, czy błoto w futrze. Nie przejęła się też tym, że jej futro straciło blask i puszystość. Liczyło się to, że żyła, choć początkowo, zwłaszcza po dołączeniu do osiedlowego gangu, było jej naprawdę ciężko. Nauczyła się współpracy z innymi i wyzbyła się egoizmu. Zrozumiała, że aby przetrwać, trzeba myśleć o dobru ogółu, a nie jednostki. Dojrzała, spoważniała, a przede wszystkim - stwardniała. Przestała być tą kotką, która płacze dlatego że nie dostała tego, czego chce. Stała się silną, asertywną kocicą która nie bała się mówić tego co myśli i zwracać uwagi innym, nawet dużo starszym i bardziej doświadczonym. Stała się, można by rzec, silną i niezależną kotką, bezwzględną amazonką, która zrobi wszystko w obronie swoich ideałów. Nie była jednak potworem. Dało się z nią normalnie porozmawiać, powygłupiać. Przebywała jednakże z dużo starszymi i bardziej doświadczonymi w życiu kotami, dzięki którym zmądrzała i zrozumiała wiele rzeczy, których zapewne nigdy by nie pojęła, gdyby nie spontaniczna gówniarska decyzja.
[ Historia ]
Urodziła się jako trzecia w rodzinie, w której mamą jest Ostry Kwiat, a tatą Polna Gwiazda. Wraz z nią na świat przyszli Pieśń, Stukot, Bzyczek i Ćwierk, od najmłodszych ksieżyców gotowi przejąć obóz klanu Cienia na własność. Czego jednak spodziewać po kociakach, które w swoim rodowodzie mają, prócz wysoko postawiona ojca, także i babcię Gwiazdę i dziadka zastępcę? No właśnie, niewiele dobrego. Bohaterka tejże opowieści była bowiem problematyczna już od zawsze. Nie chciała trenować, uważając to za stratę czasu i, tym bardziej że istniało spore ryzyku pobrudzenia się przy okazji. Przez swoją egoistyczną naturę myślała tylko o sobie i swoim dobru, prawdopodobnie zapewniając rodzicom nieprzespane noce. Zapragnęła własnej, dedykowanej rangi, aby móc zwiększać klanowe morale samym swoim jestestwem, a gdy nie dostała tego, czego chciała, sprawiła rodzicom piekło na ziemi. Unikała treningów, obrażała się na ojca bez powodu i rzucała wiele niepochlebnych słów w jego stronę. Zdarzały się momenty, kiedy wszystko było w porządku, ale trwało to niespełna kilka dni, nim wybuchała kolejna afera kończąca się płaczem czarno-rudej. W końcu zdecydowała, że skoro tutaj, pomimo swojego wyglądu i niecodziennego rodowodu nie może robić co chce, to odejdzie w siną dal, gdzie nikt jej niczego nie zabroni. Po prostu wyszła z obozu i już nie wróciła. Bez żadnych umiejętności, absolutnie. Jak można się domyślić, rzeczywistość dość szybko ją zweryfikowała i nie trzeba było czekać na pierwsze łzy, gdy samym burczeniem brzucha płoszyła całą okoliczną zwierzyną, a każda próba schwytania czegokolwiek kończyła się leżeniem w błocie. Przez to że była głodna, niejednokrotnie również przemoczona i zmęczona, nie miała nawet siły na to, by o siebie zadbać, przez co straciła swój największy atut, wpadając przez to w niekontrolowane ataki płaczu. Nie chciała już prowadzić takiego życia, niechętnie przed samą sobą przyznała, że życie z rodzicami w tym paskudnym klanie MOŻE nie było aż takie złe, tylko... no właśnie. Nie potrafiła już wrócić. Nie wiedziała gdzie była, skąd przyszła, ile czasu w ogóle spędziła sama (jakiś tydzień). Utknęła. Próbowała jakoś znaleźć drogę powrotną, ale przez swoją, jak już dobrze wiemy przeważającą, głupotę, ruszyła w kompletnie przeciwną stronę, trafiając na osiedle. Zapłakana, brudna, wyglądająca jak siedem nieszczęść została znaleziona przez pewnego umięśnionego kocura, który zaproponował jej dołączenie do gangu w zamian za użyczenie swojej siły. Ani jej się to śniło! Była jednak na tyle zdesperowana i przerażona całą tą sytuacją, że przystała na propozycję, zamierzając uciec najszybciej jak się dało. Okazało się jednak, że reżim na osiedlu był o wiele większy niż w lesie. Była uczona dyscypliny poprzez brutalną siłę, przez co często chodziła posiniaczona i poobijana. Nie była już jednak głodna. Musiała się nauczyć, że w takich warunkach współpraca jest kluczowa do przetrwania. Musiała się wyzbyć swojego egoizmu - za każde samolubne zachowanie była karana, aż w końcu całkowicie się tego oduczyła, w pewnym momencie praktycznie zapominając o tym, że kiedyś taka była. Nauczyła się, że wygląd nie ma znaczenia, przestała się nim przejmować. Najważniejsze było przetrwanie. Jako wychowanka lidera gangu miała możliwość nauczenia się dodatkowych rzeczy - na przykład dyplomacji, gdy dochodziło do potyczek z innymi gangami. Nauczyła się rozmawiać z innymi w taki sposób, by być w stanie dojść do kompromisów. Obserwowała też, jak podejmowane decyzje lidera wpływały na życie ogółu, jak ważne było wybieranie najlepszych opcji, a przede wszystkim, jak ważna była analiza sytuacji by móc te najlepsze opcje wybrać. Spędzała czas z dużo starszymi kotami, które na osiedlu przeżyły całe swoje życie i nauczyła się od nich wszystkiego, co umiała dziś. Polowania, walki, dyplomacji, dzięki nim zmądrzała, nabrała pokory. Wielu wierzyło, że to ona zostanie wybrana następnym przywódcą, chociażby dlatego, że byłą do lidera przyczepiona jak rzep i uczyła się od niego jak przewodzić. Jako Obszczymajtek, a następnie już pełnoprawnie przyjęta Północna Zorza zmieniła się na przestrzeni księżyców z rozpieszczonego gówniarza w nie dającą sobie w kaszę dmuchać kocicę. Nie bała się mówić tego co myśli i zwrócić uwagi komuś, kto działał na niekorzyść grupy. Nierzadko zdarzało jej się prowokować w ten sposób spory, które udawało jej się wygrywać nie siłą, a merytoryką, głównie dlatego, że fizycznie mimo wszystko odstawała od pozostałych i po jednej z bójek została jej pamiątka w postaci blizny na oku. Od tamtej się chłodno oceniać sytuacje i kierować się dobrem ogółu, czego niekiedy brakowało kotom, które jej tego nauczyły, jak na złość. Nie akceptowała niesubordynacji względem lidera i każde takie zachowania starała się dusić w zarodku. Ciężko było uwierzyć, że z kogoś takiego udało im się zrobić oddaną wojowniczkę, gotową oddać życie za innych. Niestety, nic nie trwa wiecznie i któregoś chłodnego dnia lider grupy zmarł, strawiony chorobą. To on spajał cały gang razem, pilnując porządku i wzbudzając szacunek. Nikt nie był w stanie mu się sprzeciwić, czy choć spróbować mu podskoczyć. Kiedy go zabrakło, zaczęły się zamieszki. Każdy chciał go zastąpić, patrząc jedynie na czubek własnego nosa, czego Trela, czy też raczej, Północna Zorza znieść nie mogła. Nie chciała też zgłaszać swojej kandydatury. Była na to za słaba i wiedziała, że zjedliby ją żywcem, gdyby chociaż wyraziła chęć sprawowania nad nimi pieczy. Miałaby zapewne swoich popleczników, ale byłoby ich niewielu, biorąc pod uwagę jej przeszłość. To był czas, kiedy musiała odejść. Dla własnego bezpieczeństwa i dobra. Potrafiła poradzić sobie sama, wiedziała że będzie w stanie przetrwać w pojedynkę, ale... miała sen. Przyśnił jej się las, pole, nocne niebo pełne gwiazd, kwiat z ostrymi kolcami. Przyśnił jej się klan cienia. Nie była przesądna, ale w tamtym momencie zatęskniła za domem, za swoją rodziną i zapragnęła przeprosić rodziców za to, jak wiele smutku im sprawiła za młodu. Chciała im pokazać że dorosła, że się zmieniła, a przede wszystkim, chciała się z nim zobaczyć. Bo choć zdarzało jej się o nich myśleć, nigdy nie miała takiego snu, nigdy nie poczuła czegoś takiego. Była pewna co do swojej przyszłości. Wiedziała co chce teraz zrobić i jak chce pokierować swoim życiem. Musiała wrócić do klanu i dzięki temu czego się tutaj nauczyła, odbuduje jego dawną potęgę. Nie wiedziała jak tragicznie jest tam teraz, ale pamiętała, że za jej czasów nie było kolorowo, przez na przykład brak Medyka. Powód tej decyzji był może głupi, ale wierzyła w to, że jest w stanie coś zmienić i pokazać wszystkim ile jest warta, bo z pewnością w klanie będzie o wiele bardziej wartościowa niż tutaj, na osiedlu. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że w klanie czeka ją niespodzianka w postaci młodszego rodzeństwa i nadchodzących wielkimi krokami siostrzeńców.