Logo Artemidy
Czarny Ogon - centrum
No, przynajmniej nie stawiał oporu i sam przed sobą przyznał, że byłby tragicznym przywódcą. Trochę się wkopał, ale cóż. Bo wymyślanie imion to jedno, a sprawowanie władzy drugie. Skoro aspirował na tę rangę, nie powinien się zgadzać w tej kwestii w tak łatwy sposób. Lód szczerze powiedziawszy nie widział Pióra na tej funkcji. Był w porządku, dało się z nim dogadać, ale mimo wszystko to nie była rola dla niego. I o dziwo niebieski nie miał tu na myśli siebie – bo szczerze mówiąc on przywódcą być nie chciał – a swoją mistrzynię. Cieszył się, że to ona została zastępczynią, a fakt, że on był jej pierwszym wytrenowanym terminatorem, pieścił jego ego.
Schylił się bardziej ku buremu i uniósł brwi.
— To tylko taka nic nieznacząca sugestia, ale... byłeś może ostatnio w lecznicy? Chyba się najadłeś jakichś dziwnych ziół. — Spojrzał na niego wymownie. Miał na myśli oczywiście tę głupotę o najsilniejszych jednostkach lodu unoszących się na wodzie. Stary, a jaki matoł.
Temat Żądełko był długi jak rzeka, a młodego wojownika nudził już w samym jej źródle. Była ona po prostu... zbyt żywiołowa i natrętna; starsza od niego, a wciąż zachowująca się jak kocię. Miał do tego jeszcze traumę po ich spotkaniu parę księżyców temu, gdzie to kotka zaczęła dawać mu wywody na temat uśmiechania się, a potem zaczęła go ściskać, nie chciała puścić, prawie go dusząc. I to miało być przytulenie? Na które – swoją drogą – on nie dał przyzwolenia. Gdyby wtedy wiedział, że jest jaka jest, nie podchodziłby do niej i po prostu wziąłby sobie jakąś inną wiewiórkę ze stosu, zamiast żebrać o tę od niej. To miała być taka niewinna gra, a skończyła się horrorem, zostając w jego pamięci na długo.
Dobrze się więc bury spodziewał, że odpowiedzi na temat swojej siostry nie dostanie. Łatwo było się domyślić, że syn Chrzanowego Korzenia chciał mieć ten trening za sobą. Bez zbędnych pytań.
— O, to dobrze. Już ci nawet zaczynałem współczuć, że masz Leszczynę na terminatora, ale widocznie Kawka wynagrodzi ci ten okropny czas. Mam nadzieję, że to nie tylko złudne nadzieje. No, z tym, że jest od niego lepsza — powiedział. Czasem charakter kotów wychodził po jakimś czasie. Tym bardziej w kwestii terminatorów, którzy w pierwszych dniach treningu są szczęśliwi i uprzejmi, a z kolejnymi terminami wychodzą na jaw ich wewnętrzne diabły. No, ale nie wątpił, że Puchacz sobie z nią w razie czego poradzi. Chyba.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niewątpliwie, jeśli chodzi o bycie przywódcą, to nie nadawałby się do tego w żadnym calu. Aczkolwiek jemu nie zależało na tym, by być dobrym przywódcą. Nienie, jemu zależało na tym, by wyprowadzić ten klan na dobre. Wreszcie go ruszyć, wzmocnić, bo jedyne, co chwilowo robił Wąż, to odbębnianie ceremonii co parę księżyców, gdy jakieś kociaki dorastały już do wieku terminatorskiego, a przy okazji, jak już byli jacyś terminatorzy do mianowania, to ich też mianował. Ich klan podupadał - każdy robił co chciał i nie przejmował się konsekwencjami, bo, jakby nie patrzeć, ich przywódca praktycznie nie istniał poza ceremoniami. I nie wątpił w to, że te mądrzejsze jednostki też na to wpadły.
Do samej Płomykówki w sobie nic nie miał. Właściwie to jej nie znał, parę razy ją minął w obozie, na ceremoniach najczęściej, bo w innych wypadkach spotkanie go w obozie to był cud, najczęściej wszakże był poza nim, jednak... Przeszkadzała mu na stanowisku zastępcy. Albowiem zajęła ona miejsce jego ojca. Ojca, który został zdegradowany przez jakąś głupią terminatorkę, która nie chciała nawet chodzić na treningi i się uczyć. Która zginęła razem z wojowniczką, która podobno umiała walczyć. Ale nikt tego nie widział, nie, bo to przecież wina Wiewióra, że ta zginęła. Więc co należy zrobić? Zdegradować go. I dać nowy tytuł przypadkowemu kotu, który był najbliżej, dlaczego nie. Dlatego, pomimo iż do samej zastępczyni w sobie nic nie miał, to do niej jako zastępcy - już tak.
Odwrócił pysk w jego stronę szczerząc się radośnie. Może i był stary, ale umysł nadal miał młodziutkiego terminatora, który plecie same głupoty!
- Może właśnie w tym problem - że tak dawno mnie tam nie było!
Niby zadał to pytanie, ale im dłużej ono wisiało między nimi, im dłużej była cisza, tym bardziej bury przekonywał się, że faktycznie nie miał co liczyć na odpowiedź. Początkowo myślał, że może niebieski coś na ten temat wyduka, choćby jak beznadziejna jest Żądło, ale okazało się, że Puchacz ani trochę się nie mylił - odpowiedzi nie uzyska. Wykrzywił pysk w zębatym uśmiechu. Widocznie Żądełko faktycznie zalazła młodemu wojownikowi za skórę.
- Ja również mam takie nadzieje. Póki co wiążę z nią spore nadzieje - odpowiedział, kiwając głową. - Na pewno już widzę, że nie upadnie tak nisko jak Leszczyna, bo się nie da. Byle tak zostało, a nie że mi póki co daje złudne nadzieje, a potem kopnie w zad - dodał, pochylając się nieco bardziej nad jeziorem. - A jak u Jasnej Łapy? - spytał. Skoro już gadają o tych terminatorach, to pociągnie to bardziej, aż się temat nie wyczerpie. Ostatnio spotkał się z kotką, jeszcze przed ceremonią, i mówiła że idzie jej coraz lepiej, więc ciekawił się jak to jest teraz, prawie księżyc po tym spotkaniu.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak wyprowadzić klan na dobre, nie będąc dobrym przywódcą?
Płomykówka nie była przypadkowym kotem, który był najbliżej. Ależ skąd. Była najlepszym wyborem, jaki mógł podjąć Wąż po degradacji poprzedniego zastępcy. Gdyby rudy nadal siedział na tym stanowisku, a przywódca dziwnym trafem kopnąłby w kalendarz, Klan Cienia byłby najbardziej żałosną grupą ze wszystkich czterech. Lód w ogóle nie rozumiał, co jego kolega widział w swoim beznadziejnym ojcu, który pozwolił na to, żeby jego terminatorka poległa poza obozem. Tu już nie chodziło o sam fakt, że miała przy sobie wojowniczkę; gdyby Wiewiór miał trochę oleju w głowie, wiedziałby że takiej kotce trzeba odciąć możliwość wyjścia z obozu. Ewentualnie mógł przejść się do przywódcy i przedstawić mu problem, i znaleźć dla niej odpowiedniejszego mistrza: takiego, który będzie potrafił się z nią dogadać. Ale nie, przecież co tam jakaś kotka, niech zdycha. Aż dziw bierze, że czas na doglądanie treningów miał, ale na zajęcie się odpowiednio szylkretową uczennicą nie. Co się dziwić, że Lód niewiele wiedział o rudym przed tym przedstawieniem, bo ten był takim zastępcą, że nie było go, tam gdzie było trzeba. Szkoda gadać.
— Mhm, możliwe. Gadasz takie głupoty, że już sam nie wiem, czym jest to spowodowane — odparł, wzruszając ramionami. Dopiero teraz przypomniał sobie, że kocur długi czas przesiedział w lecznicy. Może faktycznie coś w jego umyśle zaczęło za tym tęsknić, więc warto było wybrać się tam jeszcze raz i rozwiązać zagadkę dotyczącą mówienia bez sensu.
— Aha, no. Gorzej niż z Leszczyną raczej nie będzie. Mimo wszystko — powiedział. Szczerze mówiąc, ciężko było przebić Jastrzębia – bo tak wielmożny wojownik chciał, aby o nim mówiono – w konkursie nonsensów. Zatem buro-biały nie musiał martwić się o to, że ze Zroszoną Łapą będzie gorzej... Bo tak się po prostu nie dało! — Jasnej Łapy? A, tak. Niedługo zostanie wojowniczką. Na początku było ciężko, bo miała ogromne braki, ale ma to szczęście, że ma tak wspaniałego mistrza, który wyprowadził ją na prostą. — Wypiął dumnie pierś, unosząc wysoko podbródek. Początki z Kropelką były co najmniej... tragiczne. Lód wolał jednak do tego nie wracać, ciesząc się ze swojej perfekcyjności i możliwości pomocy jej w wyjściu z dramatycznej sytuacji. To wszystko jego zasługa, bo kogo innego?
Zamachnął się łapą, przeciął nią wodę i ochlapał delikatnie leżącego obok znajomego w bark. Spojrzał na niego wyzywająco, unosząc jedną brew. Nie uśmiechał się. To była luźna propozycja.
[Obrazek: b40S8Rw.png?1]
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cóż, może i to było trochę... Nieobiektywne, aczkolwiek bury patrzył na ojca spod przymkniętych powiek. Szanował go, kochał, więc nie widział jego wielu błędów, które ten popełniał jako przywódca. Oczywiście, wiedział, że on nie był tak wcale święty, broń Gwiezdny Klanie, aczkolwiek... No, jak było wspomniane - nie widział wielu jego błędów, bądź gdy je widział, próbował go jakoś wybielić. Nie raz i nie dwa zdarzało mu się ojca o coś oskarżyć - długi czas się boczył o to, że to przez jego decyzje została zdegradowana Krogulec. Jednak potem długo siedział w lecznicy, i rudy zastępca był jednym z nielicznych kotów, które go odwiedzały, no i pierwszym, którego spotkał po wyjściu z niej. I był jego mistrzem, no. A w śmierci Barszcz widział dużo niedociągnięć. Sama nie chciała chodzić na treningi, nie? To był jej wybór, tak? No i skoro w walce z listem poległa wojowniczka, to nic dziwnego, że jej siostra poszła w jej ślady. Nie podobało mu się, że cała wina za to, że tamta nie umiała walczyć, poszedł na jego ojca. Co by to zmieniło, że dostałaby innego mistrza? Pewnie nic. Wszak sama mogła się pofatygować do przywódcy i mu wygarnąć, że Wiewiór to skończony kretyn i ona nie będzie u niego pobierać treningów. Mogła? Mogła, więc czemu tego nie zrobiła? Bo wiedziała, że z każdym innym mistrzem będzie tak samo - nie będzie przychodziła na treningi. Więc to był w całości jej wybór, prawda?
Słysząc stwierdzenie o tym, że gada głupoty zwyczajnie wzruszył ramionami uśmiechając się szeroko. Nikt mu nie musiał tego mówić - sam to wiedział. Rzadko zdarzało mu się powiedzieć coś mądrego - zazwyczaj jak już to przez przypadek. Albo wydawało mu się to tak głupie, że powiedział to na głos, a okazało się, że to jednak nie jest głupie, ha. Ale, niestety, w większości gadał głupoty. I to teraz nie było wyjątkiem. W sumie, czego oczekiwać po kimś, kto mentalnie zatrzymał się na wczesnym terminatorstwie?
- Czyżby? A myślałem, że ma ciebie za mistrza - odpowiedział, unosząc delikatnie brew.
Wtedy też niebieski wojownik zamachnął się łapą, przez co bury dostał w bark z wody. Natychmiast wstał i zgromił Loda wzrokiem, by po chwili... No cóż, pochylić się nad wodą i również się zamachnąć tak, żeby mu oddać. Obserwował jak woda leci w kierunku pyska niebieskiego z cwanym uśmieszkiem. Tak się chce bawić? NO TO WOJNA!
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To ma sens. Zapewne gdyby Chrzanowy Korzeń nadal żył, jego niebieski syn przymykałby powieki na jego błędy. W końcu rudo-biały wojownik był dla niego autorytetem i najlepszym przyjacielem, więc trudno było spojrzeć na kogoś takiego źle. Ale mimo wszystko, jeśli chodziło o kogoś innego niż jego ojciec, a w szczególności o Wiewiórczego Ogona, złotooki potrafił obrażać bez przerwy. Jego zdaniem po prostu rudy zasługiwał na wszystko co najgorsze, bo był beznadziejnym zastępcą i kotem. Co śmieszne, młodszy z kocurów na początku nie miał o nim zdania, ale gdy zdegradowany pokazał swoje przedstawienie na pogrzebie Bluszczowego Wąsa i Barszczowej Łapy, zaczął go nienawidzić. Nie dość, że nie upilnował swojej terminatorki, to jeszcze tak zlekceważył mówiące do niego koty i wycofał się ze strefy dla niego niebezpiecznej, jak kompletny tchórz. Zamiast wyjaśnić sprawę i przedstawić swoją opinię w tym temacie, po prostu poszedł... Żałośnie zatrzymany przez samego przywódcę. Lód był pewien, że Płomykówka nigdy by się tak nie ośmieszyła.
Cóż, na początku niebieski uważał burego za kogoś dojrzałego, ale skoro zatrzymał się na wczesnym terminatorskie, to... no spoko.
— Ha ha. Boki zrywać — rzucił ozięble, przewracając oczami.
Kiedy woda walnęła mu w pysk, niemal od razu zerwał się na równe łapy i spojrzał w ziemię, na którą opadały kropelki z jego sierści. Rozszerzył łapy, stając zdziwiony, a potem spojrzał się zbulwersowany na siedzącego obok towarzysza. — Co ty zrobiłeś?! — Kocurowi niemal natychmiast odechciało się wygłupów, a zabawa z wodą przestała się podobać. To było bezsensu! Że też od razu nie walnął mu z jeziora w twarz, zamiast jak idiota bawić się w ochlapywanie barków. Wirujące Pióro, jesteś na celowniku. Otrzepał się, chcąc wyrzucić z siebie całą wodę, ale to jedynie niepotrzebnie go napuszyło. Posyłając buremu drętwe spojrzenie, ruszył do słońca, gdzie się położył, chcąc szybko wyschnąć.
— Ty idioto! Przez ciebie muszę się tutaj smażyć — warknął gniewnie, niemal wyrywając sobie sierść z głowy. Absurd, brednie i głupota! Bury od razu stracił w jego oczach.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Najwidoczniej dobrze, że burego nie było na tym pogrzebie, że przyszedł tylko na początek, zobaczył zwłoki, popatrzył na nie i sobie poszedł, albowiem przynajmniej do samego końca szanował ojca. Nie spadł on w jego oczach po występie na pogrzebie, gdyż, po prostu, bury tego nie widział. Najwidoczniej to bardzo dobrze, skoro według Topniejącego poprzedni zastępca aż tak się ośmieszył i pogorszył w oczach wszystkich.
Uniósł delikatnie brew, jakby zastanawiając się co takiego powiedział, co mogło aż tak ubodnąć niebieskiego wojownika, ale przecież tylko sobie zażartował, nie? Żarty to nie jest coś co mogłoby kogoś zranić bo nie są na serio. Cofnął więc nieco uszy, widząc, że kocur chyba nie załapał, ale wzruszył tylko ramionami, jakby nie chcąc się kłócić - już raz się z jednym kotem pokłócił na temat nieznajomości się na żartach i nie skończył na tym dobrze. To i po co ma wysilać język.
Po chwili zaś niebieski napuszył się jeszcze bardziej i zamiast po dostaniu wodą zwyczajnie mu oddać, choćby prosto w oczy czy coś, zwyczajnie się obruszył, nakrzyczał na niego i na koniec jeszcze zwyzywał. Puchacz podniósł się natychmiast na równe nogi obrzucając wojownika krytycznym spojrzeniem.
- Nie wiedziałem, że aż tak boisz się wody. Powiedz mi, czy ona kiedykolwiek ci coś zrobiła, żeś się tak obruszył? - spytał przekrzywiając pytająco głowę. Czy było coś nie tak w tym, że go opryskał? Halo? Sam Puchacz również miał w tej chwili mokry bok, może nie aż tak, jak niebieski, który dostał prosto w pysk (ale sobie zasłużył! Sam zaczął!), ale nadal. - Zapoczątkowałeś wojnę, a potem się dziwisz, że ci oddałem? - dodał po czym mlasnął ze zniesmaczeniem. Uważał kocura za takiego, co rozumie proste żarty i nie łatwo go jest takimi obrazić, ale najwidoczniej się przeliczył.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Lód już taki był – brał wszystko do siebie, nawet jeśli było to tylko niewinnym żartem. Tu zaś nie chodziło tylko o to, że przejął się słowami burego, a o to, że ten dowcip go szczególnie... nie rozśmieszył. Liczył bardziej na jakieś słowa zgody, że owszem, jest wspaniały, więc wyprowadził trening siostry na prostą, a nie na jakieś kawały, tym bardziej że niebieski najlepszym kompanem do takich zabawnych rozrywek nie był. Czasami się zdarzało, oczywiście, od czasu do czasu strzelał dowcipami, ale to tylko, gdy miał na to ochotę. Tym razem jego starszy towarzysz nie trafił z czasem najlepiej. Westchnął przeciągle, chcąc rzucić znowu jakiś wyzwiskiem, dotyczącym chlapania się po pysku tą brudną, ciemną wodą, ale w ostatnim momencie się powstrzymał. Nie mógł przecież stracić przychylności innych, jeśli miał czerpać jakieś korzyści ze spotkań. A u syna byłego zastępcy już jakiś czas temu dostrzegł, że może być z niego dobry dostarczyciel nowości i wścibskich plotek. Zacisnął wargi, marszcząc brwi, ostatecznie nie siląc się na obraźliwe słowa, choć miał je na końcu języka. Spojrzał się na towarzysza spod wiotkiego czoła z niechęcią w oczach.
— Przesadziłem, jasne? — wycedził niechętnie przez zaciśnięte zęby. — Uznajmy, że tego nie było. Przyjmijmy, że to taki nieśmieszny żart. — Chcąc, nie chcąc, brązowy poniekąd również obraził niebieskiego, oczywiście zdaniem Lodu. Według niego, bowiem, sprzeciwienie się jego perfekcyjności było obrazą, więc... usprawiedliwianie się dowcipami w tej sytuacji uznał za coś fantastycznego. Przeciągnął się i wstał w końcu, nie dając rady smażyć się dalej w tym słońcu i podszedł znowuż do swojego rozmówcy, po czym spojrzał w ponurą i plugawą wodę, ozdobioną gęsto porośniętymi trzcinami. Lekko zadarł pysk w bok, chcąc koślawo spojrzeć na starszego kocura, po czym westchnął pod nosem.
— Swoją drogą, co zaciąga cię nad rzekę? Tak po prostu przyszedłeś, czy może masz w tym jakiś interes? — Ponoć niektórzy nabywali umiejętności takich, jakie posiadają rybojady. Choć ciężko stwierdzić, czy w tej zababranej wodzie cokolwiek żyje.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Za to Puchacz bardzo mało brał do siebie - chyba że ktoś nie trafił z taktem. No, jedyne co brał bardzo, bardzo to brak poczucia humoru, który ktoś mu wytknął. Och, to go denerwowało niemiłosiernie, albowiem uważał się za niesamowitego śmieszka, który potrafi każdego rozśmieszyć i wierzył w to, iż jego żarty są najlepsze na świecie. Oczywiście, nie zawsze tak było, albowiem czasami buremu zdarzało się przesadzać - jak niewątpliwie teraz, co zdołał odczytać z reakcji niebieskiego - aczkolwiek brał to wtedy za słabe poczucie humoru rozmówcy, a nie to, że przesadził. Chociaż potem starał się ograniczać żarty, by nie stąpać tak po cienkiej linii - był złośliwy, fakt, ale nie lubił się przesadnie kłócić. I tak miał mało znajomych w klanie, z którymi mógłby porozmawiać, więc wolał nie tracić tych, których miał. Oczywiście, że się obruszył, gdy niebieski się obruszył, najpierw na żart, a potem na to chlapnięcie, i zamierzał się bronić po jego krzykach, aczkolwiek... Może nawet sam by się pokusił o przeprosiny, kto wie?
Kiwnął więc głową, słysząc, o wow, przeprosiny. Niech będzie. Skoro przeprosił, to bury może nawet uznać, że jego żart był kiepski, czy coś, aczkolwiek żarty nigdy nie powinny być kiepskie - inaczej nie mogły być nazywane pełnoprawnymi żartami, hmpf!
- Niech będzie - mruknął więc tylko, nieco mrużąc oczy i odwracając wzrok z powrotem na wodę.
Słysząc pytanie skierował powoli ucho w stronę towarzysza, aczkolwiek nadal wpatrywał się pusto w taflę strumienia, jakby niezwykle nią zainteresowany. Chociaż nie to, żeby było się czym interesować - sam syf i brud.
- Zwyczajnie szedłem granicami i zaszedłem aż tutaj. W sumie nic specyficznego mnie tu nie przyciągnęło. Wątpię, by cokolwiek tutaj pływało, nawet jeśli, a za żabami nie mam zamiaru gonić - nie są warte - odpowiedział po chwili, zresztą zgodnie z prawdą. Zazwyczaj tutaj nie łowił; robił to w jeziorze, albowiem woda tam wyglądała o wiele lepiej, a ta tutaj... Nawet jeśli chowały się tam jakieś ryby, to niewątpliwie całe zlepione błotem i mułem, a fe. Nawet by takiej nie wziął do pyska, by chociaż przetransportować taką do obozu! - A ciebie co tu przytargało? Chcesz się nauczyć pływać? - odbił pałeczkę, nieświadomie dorzucając do tego żart, którego tak chciał uniknąć, więc natychmiast ugryzł się w język, aczkolwiek nie zamierzał tego w żaden sposób odkręcać. Cóż, może niebieski nie zareaguje na to tak źle, jak na wcześniejszy żart o byciu mistrzem, czy trzepnięcie go wodą.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niebieski miał słabe poczucie humoru i się z tym nie ukrywał. Czuł się nawet przez to dojrzalszy, bo przecież żartują tylko kocięta! Puchacz, owszem, był niesamowitym śmieszkiem, jak to siebie ujął, aczkolwiek nie trafił po prostu na odpowiednią porę, bo jego towarzyszowi odechciało się w uderzenie serca rzucać dowcipami. W końcu, przed chwilką jeszcze żartował sobie z przekręconych imion, a teraz się naburmuszył, prawda? Cały Lód. Lekko zastrzygł uchem, słysząc mruknięcie z ust wojownika, a potem jego wzrok uciekający w stronę tafli wody, niczym zawstydzonego lub obrażonego dzieciaka. To znaczy, cóż, młodszy z kocurów często się obrażał na cały świat, ale w drugą stronę go to troszkę śmieszyło. Bywał niesamowitym hipokrytą.
— Wiesz, ponoć jesteśmy zjadaczami żab, to czy na pewno nie są takie warte? Skoro już mają o nas takie, a nie inne zdanie, to po co to zmieniać — rzucił dość wesołym tonem, chcąc rozweselić tę napiętą atmosferę, do której stworzenia sam się przyczynił. Spojrzał bezwiednie w niebo, kiedy bury odbił pałeczkę. Przez chwilę zastanawiał się, czy to również ma brać za obelgę, czy może jednak nie naburmuszać się bez powodu, po długich namysłach decydując się na drugą opcję. Westchnął jedynie, powracając spojrzeniem do znajomego. — To, że zamoczyłeś mi tą brudną wodą pysk, nie oznacza, że natychmiast cały się do niej rzucę. A ty umiesz już pływać? — spytał, skoro byli już w temacie. Potem powolutku, chytrze przymierzał się i czołgał do brzegu bliżej, by odpłacić się pięknym za nadobne: walnął mocno łapą w strumień, nakierowując szybko w pysk kocura, który miał idealną pozycję; patrzył w ten syf, jednocześnie robiąc z siebie łatwy cel. Topniejący uśmiechnął się wewnątrz, już wyobrażając sobie jego minę. No dobra... może było w tym coś zabawnego.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skrzywił się. Może i byli z tego znani, inne klany właśnie to o nich sądzili, aczkolwiek on nie miał zamiaru pokazywać, że właśnie tak to wygląda. Raz spróbował, dosłownie raz, i żałował tego do dzisiaj. A minęło od tego czasu już parę księżyców.
- Jak chcesz utrzymać tę plotkę to proszę bardzo, ja nie zamierzam - wyjęczał, wystawiając język i marszcząc nos z obrzydzeniem. - RAZ jednej spróbowałem i nie dziękuję, nie chcę tego powtarzać. Już nawet ryby są lepsze - dodał, uderzając parę razy ogonem o ziemię. A skoro mówił, że ryby były lepsze - to żaby naprawdę musiały być okropne, wszak ryb również nie lubił.
- A czemu? Przecież wygląda tak zachęcająco! - rzucił uśmiechając się i zanurzając jedną z łap w wodzie na parę uderzeń serca. - Pływać? Czy ja wyglądam na rzeczniaka? - spytał, tym razem rzucając szybkie i zdziwione spojrzenie Topniejącemu, równocześnie marszcząc nos. - Wyobrażasz sobie ile to coś musiałoby schnąć? Nie, dziękuję. A jakbym już wszedł i zaczął płynąć, to pewnie by mnie to pociągnęło w dół - dodał mierząc spojrzeniem swoją rozwichrzoną, brudną jak zawsze, sierść.
Nawet nie zauważył, jak kocur zbliżał się do brzegu, coraz bliżej i bliżej, ponieważ wpatrzony był w wodę i tylko jedno ucho miał skierowane w stronę niebieskiego, żeby nie było że go nie słucha. Jednak przez to, że ten skradał się bezszelestnie, nie doszło do niego to, że ten się przemieścił... Dopóki kątem oka nie wyłapał szybkiego ruchu, gdy kot uderzył w wodę, ażeby go opryskać. Zerwał się szybko na wszystkie łapy, ale nie dostatecznie szybko, albowiem dostał wodą idealnie w pysk.
Puchacz odskoczył od tyłu prychając, byle pozbyć się wody z nosa, pomagając sobie łapką. Spojrzał z nienawiścią na kocura przed nim. Co prawda, nie prawdziwą, ale nadal.
- Śmieszne - burknął, znów klepiąc zadem o ziemię, jednak delikatnie się uśmiechając. - I sprytne, w ogóle nie zaczaiłem co się dzieje - dodał, nieco z podziwem, ponieważ mimo wszystko niebieski bardzo dobrze go podszedł. No, niech ma chwilę chwały.
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na jego słowa parsknął śmiechem, zaś na kolejne, uniósł wysoko brwi. Nie jadł ani żab, ani ryb, więc niespecjalnie jak miał je porównać, ale może to właśnie był ten czas, aby się o to zapytać.
— Nie miałem jeszcze przyjemności ich spróbować. Jak smakują? — Miał oczywiście na myśli wodne stworzenia. Wiele kotów z Klanu Cienia miało o nich negatywną opinię, same zresztą nie wyglądały zbyt zachęcająco, więc syn najlepszego, acz poległego wojownika nie przekonał się jeszcze do ich zasmakowania, choć tak naprawdę nigdy, mimo jakichś niemiłych ocen, nie dopytywał się o ich smak, a mógł. Może przynajmniej w ten sposób zadecydowałby, czy warto w ogóle po nie sięgać, jeśli kiedykolwiek by się na to zadecydował. Szturchnął łapą burego w bark, kiedy ten oznajmił, że ta brudna, wątpliwa czystości woda wygląda zachęcająco. No, nie wiedział co w niej takiego atrakcyjnego, ale są różne gusta. — Ach tak? Mogę cię tam wrzucić, jak chcesz — bąknął niewyraźnie, zaćmiony przez wesoły ton. Z kolei na następne słowa, delikatnie się uśmiechnął. Cóż, nie mógł zaprzeczyć, że starszy wojownik do najschludniejszych kotów nie należał. Lód nie potrafił wyjść do Zapadliska choćby z jednym zakręconym włosem, a co dopiero poza obóz, gdzie mógłby spotkać samotnika, którego przecież trzeba wygnać, dobrze się przy tym prezentując! Zresztą nie może pozwolić na wyśmianie, a syf na sierści i odór ciągnący się przez futro jedynie odpychał inne koty i sprawiał, że ci następnie docinali swoim ofiarom, a Topniejący – choć nie wyglądał – wszystko brał do siebie bardzo dotkliwie.
Co zaś się tyczy ochlapania... taki był zamysł. Gdy woda już znalazła się na pysku jego rozmówcy, niebieski usiadł i wyprostował się wypinając przy tym dumnie klatkę piersiową, zadowolony ze swoich umiejętności skradania. Do tego sam Puchacz go pochwalił, więc to tym bardziej popieściło ego młodego wojownika.
— Myślę, że teraz jesteśmy kwita — mruknął, spoglądając się chamsko w pysk kocura brudny przez tę ohydną wodę. Wyglądał nawet żałośniej niż sam Lód.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ryby w sensie? Okropnie. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć innymi słowami niż okropnie, czy wstrętnie - wyrzucił z siebie, skrzywiając się z obrzydzeniem. - To nawet smaku nie ma! Znaczy, no ma, mięso samo w sobie nie jest aż takie złe, nawet dałoby się zjeść, ale kojarzysz ten okropny zapach? No, to właśnie podobnie smakują - dodał po chwili, już przestając się krzywić. Czasami zdarzało mu się jakąś upolować, ale raczej ich nie jadł, mając nadzieję, że ktoś w klanie je lubi, ponieważ łowienie było sto razy prostsze, szczególnie w porze zielonych liści, gdy nie chciało się tak biegać w kółko za zwierzyną. Wystarczyło sobie bowiem przysiąść i... No siedzieć z łapą, czy ogonem w wodzie, co też dawało jakiś tam chłód.
- Nie dzięki, jak mówiłem, jeszcze się utopię - rzucił, wyszczerzając zęby. I w sumie była to prawda; nie tylko dlatego, że miał takie futro, jakie miał, które spokojnie mogłoby go przeważyć i pociągnąć faktycznie w dół, ale również dlatego, że nigdy nie ciągnęło go by nauczyć się pływać. Żeby w ogóle pływać, a tfu, zostawiał to rzeczniakom. Skoro lubią to robić; niech robią, ale jego w to proszę nie mieszać!
Bycie schludnym ssie. W sensie, komu by się chciało tak długo siedzieć nad futrem i wygrzebywać z niego wszystko, co tam siedzi? Albo siedzieć codziennie i się myć, przy okazji połykając nieskończoną ilość włosów. Jakim cudem połknął ich w całym życiu całą masę, a dalej ich miał tyle? Mordęga!
Przeciągnął jeszcze łapą parę razy po pysku, pozbywając się nadmiaru wody, delikatnie pomagając sobie językiem i skrzywiając się delikatnie. No muł, no! Ohyda.
- Jeszcze zobaczymy - mruknął, delikatnie wykrzywiając pysk w uśmiechu. Póki co byli kwita, ale nie oznaczało to, że ten stan potrwa długo!
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skrzywił pysk i uniósł zgorzkniało brwi, zawiedziony odpowiedzią znajomego. Liczył na coś precyzyjniejszego, zamiast paskudny, czy smakujący jak zapach; nie wspominając już o tym, że brzmiało to dla kocura irrealnie. Przeciągnął nieznacznie łapy, ziewając przy tym; widać było po nim, że zarówno obecność, jak i odpowiedzi burego zaczęły go już nudzić. Mógł po tym śmiało stwierdzić, że starszy wojownik był idealnym kandydatem na reportera, ale na dłuższą metę, nie chciałby trzymać go blisko siebie. Zarzucił łapę na łapę, a mięśnie na twarzy nieco mu drgnęły.
— Smakują jak okropny zapach. Mhm, interesujące spostrzeżenie — mruknął, notując w myślach każdy skrawek wypowiedzi syna zdegradowanego zastępcy, chcąc być mądrzejszy o kolejnych parę faktów, ale mimo obnosząc się do nich z dystansem, wszakże pogląd jego rozmówcy wydawał mu się po prostu głupi. No nic, będzie musiał sam tego spróbować i się dowiedzieć na własną łapę, bo z niektórymi się po prostu nie da w normalny sposób. Momentalnie na jego pysk wdarła się kamienna mina; odechciało mu się już żartować, a na następne słowa kolegi pokiwał jedynie twierdząco głową, nie odpłacając się już żadnym żartem.
Topniejący Lód był idealnym przykładem pedanta, który nie wyjdzie z jaskini, dopóki nie będzie pewien, że wszystko jest w porządku z jego wyglądem. Owszem, zdawał sobie sprawę ze swojej atrakcyjności i nie wątpił, że nawet w brudzie byłby widowiskowy, a jednak coś z tyłu głowy podtrzymywało go, i sprawiało, że czyścił się paranoicznie, nie pozwalając sobie na wyśmianie przez inne koty, które w rzeczywistości tak naprawdę byłyby zachwycone jego istotą.
Położył się z powrotem w poprzednim miejscu, opierając się na łokciu jednej łapy i zaczął wylizywać resztki śniadania, które niegrzecznie schowały się w pazurach. Nie spoglądał wtedy na towarzysza, w całości oddając się swojej czynności, dopóki nie usłyszał odpowiedzi. Na chwilę skamieniał, z wystawionym językiem prawie dotykając pazura i posłał buremu przelotne spojrzenie, unosząc jedną brew.
— Podejrzewam, że to groźba — rzucił niemrawo, rozluźniając się i kolejny raz przejechał językiem po łapie, znowu ignorując towarzystwo wojownika z dłuższym stażem, całkowicie pochłaniając się zajęciem.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Mówiłem, że smakują tak okropnie jak pachną - odpowiedział unosząc lekko brew i zaciskając mocniej szczękę. Może i nie miał talentu do układania swoich myśli, ale spodziewał się po towarzyszu, że zdąży jakoś ogarnąć co się do niego mówi, albowiem takie miał o nim mniemanie - że jest na tyle mądry, żeby zrozumieć, co miał mu do powiedzenia. - Co prawda, da się zjeść, aczkolwiek wszystko psuje ten okropny, rybi smród, no i ów mięso strasznie nim przesiąka, przez co ciężko je jeść. Zresztą, co ja ci będę opowiadał, sam sprawdź - dodał, mrużąc nieco oczy. - Dawno nie jadłem żadnej ryby, nie są tego warte, nie jestem ci więc w stanie z dokładnością opisać jak konkretnie smakowały. Widzisz, niektórzy nie mają dobrej pamięci do smaków, bądź też z premedytacją o tym zapominają - dodał, mlaszcząc językiem po podniebieniu i spoglądając na kocura naprzeciwko z politowaniem. Widocznie gdy spotkali się ostatnio odniósł o nim zbyt wysokie wymaganie. Uważał go wtedy bowiem za godnego kompana do rozmowy, z którym można poobgadywać innych, wymienić się jakimiś spostrzeżeniami, nawet się pośmiać, bo to przecież w życiu najważniejsze, a tu wychodziło, że niebieski strasznie szybko się obruszał, nie znał na żartach i szybko irytował, co wniósł po spojrzeniu Topniejącego i jego zachowaniu. Puchacz potrafił odczytać sygnały, które mu wysyłał - zirytowanie, znudzenie, wszystko na raz.
Podniósł się więc, zamiatając okoliczne trawy ogonem, wygrzebując spod nich parę liści i patyków, które niemal od razu przylgnęły do bujnej kity burego, który kompletnie się tym nie przejął. Może kiedyś same się odczepią, albo kto wie, czemu by nie, kiedyś sam je wyjmie. Niewątpliwie jednak nie w najbliższej przyszłości, bo dlaczego miałby się z tym teraz męczyć? Nigdy nie był typem pedanta, mycie się uważał za stratę czasu, a patrząc na to, ile rzeczy potrafiło się do niego przyczepić w trakcie jednego uderzenia serca, to niewątpliwie musiałby ciągle przystawać i się myć, a miał ciekawsze rzeczy do robienia, aniżeli to. Chociażby denerwowanie innych kotów, włóczenie się po terenach klanu, najlepiej na granicach, bądź czasami wymykanie się na tereny niczyje.
- Owszem - odpowiedział nawet nie siląc się już na uśmiech, ponieważ sądząc po tonie młodego wojownika to wziął on to do siebie niezmiernie poważnie by po chwili wrócić do czyszczenia swojej sierści. Bury zacmokał, po czym zrobił młynka ogonem i odwrócił się na pięcie. Znudziło mu się męczenie z niebieskim, który widocznie zgorzkniał od ich poprzedniego spotkania. A może cały czas był taki, a wtedy udawał? Kto wie, kto wie. Niewątpliwe jednak było jedno - bury stracił ostatnie resztki nadziei na to, że znalazł sobie kompana do częstych i dłuższych niż powitania rozmów.

/zt
[Obrazek: v3KIHAQ.png]
LVL 7 335 / 500
MedLVL 0 0 / 100
23
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— No — odparł zdziwiony. To samo Lód powiedział przed sekundą. Najwidoczniej nie potrafili się w tym momencie dogadać i zrozumieć, co było irytujące i zabawne zarazem. — Spróbuję — dodał. Tłumaczenia Wirującego Pióra były tandetne, niebieski nawet przestał ich już słuchać.
Najwidoczniej oboje się trochę za wysoko ocenili. Ale to może też dlatego, że terminator Płomykówkowego Lotu był wtedy młodszy, świeżo po śmierci ojca, i starał się w żałobie trochę rozweselić żartami. Niemniej jednak teraz był o wiele poważniejszy i wrażliwszy na uwagi innych.
Wylizywał resztki jedzenia z pazurów, niekoniecznie przejmując się towarzystwem starszego wojownika. W tej chwili zupełnie go ignorował, nawet nie wiedział, kiedy ten wstał i sobie poszedł. Topniejący w ten chwili tylko się mył, co jakiś czas spoglądając na taflę wody, żeby się przejrzeć, choć przez tę ciemną wodę niewiele było widać. Odwrócił się po jakimś czasie, chcąc zerknąć na burego, ale tego już nie było. Młodszy wzruszył barkami, położył ogon wzdłuż brzucha i położył głowę na przednich łapach, lustrując wodę pustym spojrzeniem. Nic ciekawego.

zt
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości