Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
W końcu przyszedł czas na jego pierwsze poważne zadanie. Chociaż zasadniczo miał jedynie robić za obstawę, jako że Rojst i tak był lepszy w gadaniu. Biorąc dwa najsilniejsze koty w klanie, z pewnością będzie bezpieczniej niż samemu. Jak i też kwestia zrobienia wrażenia. Ale mimo tego koty raczej nie miały zamiaru walczyć. Nawet z ich siłą, każdy klan przewyższał ich liczebnością i to mógł być znaczny problem.
Mimo że Dynia nie był już w pobliżu od dawna i nawet nie były to tereny na których się oryginalnie wychował, widok był nieco znajomy. Jak i zapach Klanu Cienia. Szczerze nie czuł się tak pewnie odwiedzając znowu Czarny Ogon. Zastanawiało go czy jakikolwiek kot z klanu dałby radę go rozpoznać. Chociaż szansa była raczej nikła. Chyba że Czosnek nadal była w klanie. Tego nie wiedział.
Dynia trzymał się u boku Rojsta, jedynie obserwując otoczenie, które przywodziło wspomnienia. Ale starał się być czujny.
/Aaa, sorry. Nie mam za bardzo pomysłu na tego posta. xD/
znajduje się blisko górnej granicy średniego wzrostu. Księżyce samotnego życia wzmocniły mięśnie dziecka Białowąsej, choć trudno to dostrzec pod grubym, długim i wiecznie potarganym futrem. Jest kotem szerokim i przy tym niepozbawionym warstwy tłuszczu, ale nie otyłym. Posiada sierść o złotej barwie i rdzawych pręgach ciemniejących na ogonie, dolnej części grzbietu i głowie. Zanikają one na tułowiu, tworząc po bokach gradient. Biel oblewa brodę smukłego pyska, a następnie schodzi niżej przez klatkę piersiową i brzuch, sięgając aż końcówki ogona. Masywne łapy przyozdobione są skarpetkami sięgającymi połowy ich długości za wyłączeniem palców przednich kończyn. Nos różowy, a nad nim para miętowych oczu. Kocisko wiecznie nosi ogon wysoko, z końcówką wygiętą tak, że niemal zawija się nad grzbietem jak u wiewiórki. Blizny: dziurki w uszach; na lewej przedniej łapie podłużna blizna od zewnętrznego palca do łokcia. Maskuje swój zapach wonnymi liśćmi. Mówi wolno, mechanicznie i bez tonacji.
osobnik wyzbyty złudzeń, że zdoła wiele osiągnąć idąc po bezpiecznej, wydeptanej ścieżce. Czuje potrzebę działania i bycia zauważonym; chce być częścią czegoś wyjątkowego, nie kolejnym kamykiem na czyjejś drodze do sukcesu. Złotego Języka cechuje upór, którego pozazdrościłby niejeden osioł. Nie boi się ryzyka, jest również kotem lojalnym do bólu i zawsze gotowym oddać przysługę za pomoc, tego samego wymaga też w zamian. To wszystko skrywa pod otoczką cynizmu i zdystansowania, które zdają się nieustannie tkwić na smukłym pysku. Zupełne przeciwieństwo dawniej towarzyszącemu kocisku młodzieńczego entuzjazmu, który wyparował księżyce temu, po zetknięciu się z brutalną rzeczywistością.
Kazo[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Bez problemu dorównuje kroku przywódcy i Dyni, idąc energicznym krokiem. Kocisko nie podziwia widoków, bo zdążyło je już całkiem dobrze zakodować w swojej głowie, w końcu jest zwiadowcą. Bystre oczy uważnie śledzą otoczenie w poszukiwaniu oznak zagrożenia, a gdy docierają na miejsce, zatrzymuje się obok Rojsta, choć nieco z tyłu. To on tu jest panem i władcą, i to on będzie mówił. Żagiewce odpowiada taki stan rzeczy. Czaik stoją wyprostowani i dumni, z ogonem uniesionym, jeśli nie liczyć końcówki zawijającej się nad grzbietem. Wpatrują się w las, ale ich czujne uszy łapią każdy dźwięk. W końcu cóż to za straż, która daje się podejść?
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Kiedy jeden z jego patroli przyniósł mu wiadomość o chęci spotkania się z przywódcą nowo powstałego niedawno, nowego Klanu, w pierwszej chwili pomyślał, że się przesłyszał, że wojownik, który składał raport chyba walnął się porządnie w głowę, ale nie. Mówił poważnie. Spotkanie zostało uzgodnione na południe, a Polny zdecydował się zabrać ze sobą Wirujące Pióro, nie zamierzając udawać się tam samemu, nie znał prawdziwych intencji tych kotów, może to był tylko zwykły podstęp. Przez całą drogę w stronę Czarnego Ogona, buro-białego kocura zajmowało rozmyślanie i głęboka zaduma, Klanów zawsze było cztery, zawsze, gdyby kiedykolwiek było pięć - słyszałby o tym z pewnością od starszyzny. Ciężko było powiedzieć, jakie miał nastawienie do całej tej sytuacji, ale postanowił po prostu dać jej się rozwijać, tak było najwygodniej i najlepiej. Drogę pokonywał zwinnie i zręcznie, bo doskonale ją znał, na pamięć. Nie zamierzał się spóźniać, dlatego minęło naprawdę niewiele czasu, zanim Rojst i jego towarzysze ujrzeli dwie pasywne i postawne sylwetki wyłaniające się z ciemnego lasu. Polny nabrał powietrza w płuca, przyglądając się każdemu kotu z osobna. Wypuścił powietrze cicho, a końcówka jego ogona zadrżała nerwowo. Spojrzał kątem oka na Wirujące Pióro, a potem podszedł bliżej, wciąż zachowując bezpieczny dystans. – Witajcie, jestem Polna Gwiazda – zaczął, tonem spokojnym, takim, jak zawsze. Udawanie twardego, oziębłego i ostrego nie miało w takiej sytuacji żadnego sensu. Z resztą, wciąż nie potrafił być surowy. – A to mój zastępca – dodał, aby trójka obcych miała świadomość tego, z kim rozmawia. Wciąż nie rozgryzł, który był przywódcą, dlatego nie kierował swoich słów do jednego, a wszystkich. – Słuchamy – powiedział i zmrużył zielono-żółte ślepia w oczekiwaniu. Nie miał pojęcia, czego się spodziewać, gróźb? Pozdrowień? Próśb? Sam nie wiedział, to była zupełnie nowa i obca sytuacja, Wirujące Pióro pewnie też miał mętlik w głowie.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Sam Wirujące Pióro uważał to za żart godny najlepszego komika w tym lesie - jak to niby jakiś kolejny klan? Gdzie on chciał się pomieścić? Że niby chciał teraz z nimi koegzystować, czy coś? Dlatego, gdy usłyszał, że Polna Gwiazda chce go wziąć ze sobą, nie powiem; ucieszył się. Miał okazję usłyszeć te bzdury na żywo, być szybszym, niż cała reszta klanu, która usłyszy o tym dopiero po fakcie. Miał szansę tam być i w duchu wyśmiać koty, które uznały sobie, że zrobią nowy klan. Ciekawe, swoją drogą, ile ich tam było i jak długo ten klan się utrzyma, nim powoli wszystkie koty nie zaczną odchodzić ze względu na absurd? Z czego w ogóle były podwaliny tego klanu? Z samotników? Pieszczochów, które uznały, że życie w lesie będzie bardziej ekscytujące i będzie jakaś nitka ekscytacji, adrenalinki? A może byłych klanowych kotów, którym nie podobały się rządy którejś z Gwiazd i odeszły? O, o, może to z Rzeki, albo Gromu?
No, w każdym razie, od razu zgodził się na to, by iść tam z przywódcą, w końcu musiał się dowiedzieć co w trawie piszczy i takie tam, a przy okazji przyjrzeć się temu nowemu klanowi. Ciekawe swoją drogą, ile ich tam będzie? Czy czasami nie przyjdzie cały klan, a wtedy głupotą było, że oni byli tylko we dwójkę? Ha, się okaże.
Zmrużył nieco oczy, gdy trzy sylwetki zaczęły mu już majaczyć na horyzoncie, gdy wyłonili się zza drzew. Och. Więc nie było ich wielu, w porządku, w porządku. Uważnie się im przyglądał, przeskakując spojrzeniem od jednego do drugiego, nie będąc pewnym, na którym powinien zawiesić wzrok na dłużej, bo to "przywódca" tego całego grajdołku. Tak więc, od kiedy tylko mógł im się lepiej przyjrzeć, rozróżnić kolory, budowę ciała, a nawet wciągnąć ich zapach, by mniej więcej zorientować się który jest kim, skakał pomiędzy nimi wzrokiem, widocznie ich oceniając.
Gdy Polny go przedstawił, choć nie z imienia, skinął delikatnie głową, ale nie odezwał się, nie powiedział nic w stylu "no elo, Wirujące Pióro". Skoro to, tsk, nowy klan, to powinni się orientować, jak się nazywają przywódcy i zastępcy, on im nie będzie wyświadczał przysługi, nie będzie im ułatwiać zadania. Następnie znów nieco zmrużył oczy i wpatrywał się uważnie w trójkę posłańców, szukając wśród nich tego, który im przewodzi.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Ruda końcówka chudego ogona drgnęła porozumiewawczo, gdy tylko Pożoga dostrzegł zbliżające się koty. Stojąc w typowej dla siebie, wyprostowanej postawie, mierzył ich uważnie złotym spojrzeniem. Zdawał się badać każdy jeden stawiany przez nich krok, każde drgnięcie mięśni pod gęstymi futrami. Charakterystyczne, białe znaczenie na ich ciałach. Wiek stosunkowo młody, jak na pozycje, które obejmowali. Miejsca, po których błądzili wzrokiem. Po których błądzili.
Już teraz stał najbliżej granicy, nie widział więc potrzeby, by bardziej podkreślać swoje przewodnictwo. Uśmiechnął się tylko delikatnie i skinął łbem w odpowiedzi na pozdrowienie Cienistego. Terminator byłej Zastępczyni został Gwiazdą. Czyżby Płomykówkowy Lot odeszła tak wcześnie? Następnie chłodny, ciężki wzrok przeniósł się na milczącego jegomościa.
- Wirujące Pióro - stwierdził, jednocześnie również witając kocura.
- Jestem Rojst. Dowodzę grupą, którą przyprowadziłem na bliskie wam tereny. Zajmiemy część Ziemi Niczyich, a nasze przyszłe granice przylegać będą do waszych w miejscu, w którym teraz stoję - na południowych brzegach Czarnego Ogona. - Przerwał na chwilę, pozwalając słowom wybrzmieć. - Nie nazywamy się klanem bez przyczyny. Znamy wasze zwyczaje i prawa panujące we Wspólnocie Czterech. Większość przejmiemy i sami żyć będziemy podług nich. - Po raz kolejny zamilkł na kilka uderzeń serca, licząc, że bure kocury zrozumieją sens wypowiadanych przez niego słów. Jasno ustalone granice. Patrole. Szanowanie klanowych rewirów i nienaruszalności ziemi, która nie należy do współtworzonej grupy.
- Nie jesteśmy byle samotnikami. Przyszedłem tu dziś przedstawić się, jak na Przywódcę przystało. Oferuję pokojowe, sąsiedzkie relacje. Zabezpieczymy część waszych granic, tak jak czynią to pozostałe klany. Informować będziemy o niebezpieczeństwach, jeśli dostrzeżemy je na okolicznych terenach.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Dynia od dawna nie miał pojęcia jak miały się rzeczy w Klanie Cienia. Jedynie wiedział że ten nadal istniał, tworząc kolejne pokolenia. Ale nie sądził by poznałby chociaż jednego kota w tym momencie. Normalnie go to nie interesowało i nie miał zamiaru o nic pytać.
Gdy dwa koty odpowiedziały na prośbę o stawienie się, Dynia jedynie lekko przekręcił głowę, widząc obecnego przywódcę. Po chwili spokojnie skinął na przywitanie, woląc się nie odzywać. W sumie nie pytał właściwie Rojsta to co działo się w klanie, zanim ten zniknął i nie był pewny czy kocury się znały.
W każdym razie duży kocur wolał trzymać się nieco z tyłu, ale czujnie obserwował rozwój sytuacji.
Rojst przedstawił swoją formę powitania. Dynia starał się obserwować reakcję kotów, próbując wyczytać co mogło przechodzić im przez myśli. Była przy tym możliwość że nie potraktują ich poważnie. Zwłaszcza że nie słyszał nigdy by jakiekolwiek dodatkowy klan powstał na przestrzeni wielu pokoleń. Nowość może być kontrowersyjna, jak i ogólnie koty z klanów bardzo ostrożnie podchodziły do tego co nowe.
znajduje się blisko górnej granicy średniego wzrostu. Księżyce samotnego życia wzmocniły mięśnie dziecka Białowąsej, choć trudno to dostrzec pod grubym, długim i wiecznie potarganym futrem. Jest kotem szerokim i przy tym niepozbawionym warstwy tłuszczu, ale nie otyłym. Posiada sierść o złotej barwie i rdzawych pręgach ciemniejących na ogonie, dolnej części grzbietu i głowie. Zanikają one na tułowiu, tworząc po bokach gradient. Biel oblewa brodę smukłego pyska, a następnie schodzi niżej przez klatkę piersiową i brzuch, sięgając aż końcówki ogona. Masywne łapy przyozdobione są skarpetkami sięgającymi połowy ich długości za wyłączeniem palców przednich kończyn. Nos różowy, a nad nim para miętowych oczu. Kocisko wiecznie nosi ogon wysoko, z końcówką wygiętą tak, że niemal zawija się nad grzbietem jak u wiewiórki. Blizny: dziurki w uszach; na lewej przedniej łapie podłużna blizna od zewnętrznego palca do łokcia. Maskuje swój zapach wonnymi liśćmi. Mówi wolno, mechanicznie i bez tonacji.
osobnik wyzbyty złudzeń, że zdoła wiele osiągnąć idąc po bezpiecznej, wydeptanej ścieżce. Czuje potrzebę działania i bycia zauważonym; chce być częścią czegoś wyjątkowego, nie kolejnym kamykiem na czyjejś drodze do sukcesu. Złotego Języka cechuje upór, którego pozazdrościłby niejeden osioł. Nie boi się ryzyka, jest również kotem lojalnym do bólu i zawsze gotowym oddać przysługę za pomoc, tego samego wymaga też w zamian. To wszystko skrywa pod otoczką cynizmu i zdystansowania, które zdają się nieustannie tkwić na smukłym pysku. Zupełne przeciwieństwo dawniej towarzyszącemu kocisku młodzieńczego entuzjazmu, który wyparował księżyce temu, po zetknięciu się z brutalną rzeczywistością.
Kazo[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Zwiadowca zerka pobieżnie na koty, które się pojawiają. Jak się okazuje, są to zwyczajne burki; jedynym co je różni są wysokie stanowiska. Skinąwszy krótko głową w geście przywitania traci nimi zainteresowanie. Gdy natrafia na oceniające spojrzenie jednego z kotów, zwyczajnie je podtrzymuje, na swoim pysku nie pokazując żadnego konkretnego wyrazu oprócz znudzenia. Bardziej skupia się na otoczeniu, ale na wszelki wypadek obserwuje również dwójkę, w razie gdyby miała w planach zrobić coś głupiego. Jest tutaj, by robić za obstawę Rojsta; nie zamierza utrudniać mu misji dyplomatycznej.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
A więc to krótkowłosy kocur okazał się być przywódcą tego nowego, piątego Klanu. Szczerzej mówiąc, bardziej spodziewał się, że dowodził ten wysoki, długowłosy, rudy kocur, na którego ciele znajdowało się wiele blizn, wyglądał na kogoś doświadczonego, w podeszłym co prawda wieku, ale co z tego? Kiedy usłyszał imię swojego zastępcy, nastawił uszy, a jego powieka zadrgała kilka razy. Rzucił pochopne spojrzenie Wirującemu Pióru. – Widzę, że zdążyliście się zapoznać z władzami Klanowymi – zauważył bardzo zręcznie, jednak w jego głosie nie było słychać kpiny, każdego traktował równo, z należytym mu szacunkiem i nawet, jeśli pomysł stworzenia następnego Klanu średnio mu się podobał, musiał wysłuchać tego, co delegacja miała mu do powiedzenia. Z resztą, to oni zainicjowali spotkanie, to oni wyszli z inicjatywą. Wysłuchał Rojsta do końca, a potem pozwolił sobie zabrać głos, jako, że towarzysze łaciatego kocura nie mieli najwyraźniej nic więcej do dodania. – Większość – powtórzył z lekkim uniesieniem brwi. Każdy Klan miał takie same zasady, taki sam kodeks, takie same rangi i obowiązki. Jeśli Pożoga rzeczywiście chciała stać się piątym Klanem - nie mogła przyjąć tylko większości zasad.– Które konkretnie? – zapytał. Wymyślili sobie zapewne swój własny kodeks, ciekawe, jak bardzo różnił się od ich, czy mieli te same rangi? Takie same przywileje? Przeprowadzali tak samo ceremonie i zebrania? Czy dostali w ogóle aprobatę Gwiezdnego Klanu? Pewnie nie. – Szanuję twój upór w tej sprawie, Rojście, jednak obawiam się, że będziecie mieć spore problemy z okolicznymi samotnikami, którzy żyją na terenach niczyich, możecie odciąć im dostęp z Pierzastego Lasu do Szuwaru Turzycy, czy aby na pewno jesteście gotowi na takie konflikty? Nie uważam was za słabych, brońcie Gwiezdni, stwierdzam jedynie, że dla nowo powstałego Klanu utarczki z włóczęgami, którzy będą sobie rościć prawa do tych ziem, na których żyją od wielu księżyców, mogą być dość... częste – nie mógł przecież tupnąć łapą w ziemię, stwierdzić “nie, nie podoba mi się ten nowy Klan” i oczekiwać, że ci od razu zawiną się i wyniosą, nie nie, musiał działać ostrożnie. Nie chciał ich stąd wykurzać, mieli prawo do łączenia się w grupy, ale czy można było nazwać to Klanem? Takim, jak Klan Cienia? Jak Klan Rzeki? Cofnął uszy i wbił spojrzenie w rudo-białego, krótkowłosego kocura, jakby chciał czytać mu w myślach. Tak, jak na ogół był bardzo otwartym na zmiany kotem, tak uważał, że Klanów powinno zostać cztery, Gwiezdni dali władzę czterem kotom, nie pięciu. Wciągnął powietrze do płuc i uniósł podbródek. – Wszystkie Klany są jak jedno, łączy nas Gwiezdny Klan, bez którego nigdy by nas tu nie było, to oni stworzyli Cień, Grom, Rzekę i Wicher, Rojście, powiedz, wierzysz w Gwiezdny Klan? – zapytał z przymrużeniem lśniących oczu. To była fundamentalne pytanie. Poza tym, kim był Polny, aby samemu akceptować lub odrzucać zmiany? Był przywódcą tylko jednego Klanu, a nie czterech. Czuł się niekomfortowo, bo wiedział, że obserwuje go i słucha jego zastępca i zastanawiał się, co też sobie syn Krogulec o nim teraz myśli.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Uniósł nieco jedną brew, kiedy okazało się, że jeden z tych kocurów faktycznie jest dobrze poinformowany jeśli chodzi o jego imię. Raczej niebywałe, biorąc pod uwagę, że nie byli jeszcze żadnym oficjalnym klanem, nie dostali żadnej informacji o tym przekazanej przez patrole, a to była jeszcze w miarę świeża sytuacja. Ok, można było powiedzieć, że nieco udobruchali tym Wirka, ale nadal był raczej negatywnie nastawiony do tej sprawy, a jego wzrok nadal zręcznie przeskakiwał między trójką delegatów, mimo że wiedział już który dokładnie jest przywódcą tego grajdołku, bo zaczął mówić.
Zmrużył nieco oczy i zmarszczył brwi, gdy Rojst zaczął mówić, powątpiewająco strzepując ogonem. Ba, on nawet nie ukrywał tego, jak bardzo nie podoba mu się pomysł, by powstał jakiś piąty klan, a z każdym słowem wypowiadanym przez rudego kocura przekonywał się, że tak, jest tylko coraz gorzej. Rzucił spojrzenie Polnemu, nawet nie ukrywając tego niezadowolenia.
Polny jednak był bardziej dyplomatyczny. Tak więc Wirek póki co nie odzywał się ani słowem, aczkolwiek wystarczyło spojrzenie, by wyczytać z niego jak z otwartej księgi, że on absolutnie nie popiera tego pomysłu, jest mu przeciwny i uważa go za zwyczajnie głupi. Dosłownie nawet nie musiał otwierać pyska, by delegacja Pożogi mogła się upewnić, że jemu ten pomysł się absolutnie nie podoba i chętnie wybiłby go im z głowy.
Póki co milczał, aczkolwiek słowa Polnej Gwiazdy sprawiły, że bardziej zastrzygł uszami, a jego wzrok w końcu zogniskował się na rudym kocurze, przywódcy tej bandy, oceniająco mierząc go od góry do dołu. Nie żeby był jakoś nie wiadomo jak wierzący, co nie, ale Gwiezdny Klan ustanowił cztery klany, prawda? Nie pięć. Więc ostatnie pytanie partnera jego siostry było wyjątkowo udane, a Wirek nawet skinął głową, że się z nim zgadza. A przynajmniej z tym, że Gwiezdni stworzyli Rzekę, Wicher, Grom oraz Cień, a nie... jeszcze jakieś piąte coś.
A póki co nie miał nic do dodania, bo bury jakby czytając mu w myślach, zadał większość takich pytań, jakie on chciał zadać. On tu był tylko... Do oceniania wzrokiem tak naprawdę. Ot tylko tyle i aż tyle.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Nie bez powodu właśnie Dynię i Złotego wybrał na swoich przybocznych - wysoką rangę piastować można dzięki krzepie własnych łap i ostrości pazurów, siłą dusząc wszelki sprzeciw; wysoką rangę piastować można dzięki ustanowionym z góry zasadom - czy to więzom krwi, dziedzicząc schedę po zmarłym krewnym, czy też dzięki aprobacie i błogosławieństwu niebios... Wysoką rangę piastować można w końcu dzięki byciu tym, kim był Rojst. Kotem wysokim, jednak szczupłym, o wątpliwej sprawności bojowej. Nie narodzonym ze szlachetnej krwi. Nie nagrodzonym za posłuszeństwo i cnotę ponadnaturalnymi łaskami. Nie wyróżniającym się pozornie niczym. Pozornie będącym nikim. A jednak u jego boku stał stary wiarus - doświadczony i zaprawiony w bojach, przewyższający doświadczeniem każdego ze zgromadzonych na granicy wojowników. Kot ceniący bystrość umysłu i rozwagę, a akceptujący przewodnictwo ryżego. Przy drugim boku stali obiecujący Czaik o krwi młodej i przeto burzliwej, a jednak stający posłusznie, stojący tam, gdzie stać mieli i czyniący dokładnie to, co było od nich oczekiwane. Wydawało się, że wyruszając na bezpośrednie spotkanie z przywódcami Czterech Klanów Rojst podpisuje na siebie wyrok... I może tak właśnie było. Lecz wysoką rangę piastował ryży właśnie dlatego, że mimo niebezpieczeństwa gotów był stanąć teraz na brzegu Czarnego Ogona i zaprezentować swą ideę. Na przekór niedowierzaniom, szyderstwom i groźbom, które paść mogły z pysków oponentów. Ze spokojem, taktem i pewnością. Polny zdawał się to rozumieć. Mimo młodego wieku najwyraźniej wiedział, z czym wiązało się przywództwo. Czego od przywódcy oczekiwano.
Nie przerywał buremu. Poczekał, aż ten wyrazi swoje przemyślenia i zada wszystkie pytania. - Te zasady, które gwarantują pokojową i owocną koegzystencję. Jak już powiedziałem: jasno oznaczone granice, których żaden klanowicz nie powinien przekraczać. Ponadto pojmujemy konieczność zachowania powściągliwości w polowaniu. Żyjąc w dużej wspólnocie nie wolno dopuścić, by populacja piszczek została ograniczona do poziomu, z którego nie będzie w stanie się odtworzyć.
Kodeks Wojowników w lwiej części składał się ze spraw organizacyjnych, które nijak nie wpływały na relacje, które mieli miedzy sobą zawiązać.
- Wierzę - rzucił w odpowiedzi. Prosto i szczerze. - Wierzę, że Gwiezdny Klan powołał do życia Cztery Klany. Wierzę, że zgodnie z ich zamysłem i zgodnie z przezeń ustawionymi prawami żyje Cień, Grom, Rzeka i Wicher. Wierzę, że wasi przodkowie czuwali i nadal czuwają nad waszym losem, że łyszczą blaskiem na Srebrnej Skórce - wypowiadając słowa wyznania, powiódł spojrzeniem ku niebu, ku rozświetlonym słonecznymi promieniami gałęziom drzew. I uśmiechnął się lekko, wraz z zakończeniem powracając czujnym wzrokiem do stojącej przed sobą Gwiazdy. Gwiazdy z krwi i kości. - Nie próbuję jednak wprosić się do waszej jedności. Nie oczekuję błogosławieństwa od waszych przodków. Nie oczekuję wsparcia w niebezpieczeństwie i potrzebie. Nie roszczę sobie praw do tytułu Gwiazdy. "Gwiezdni dali władzę czterem kotom, nie pięciu". Gwiezdni dali władzę czterem kotom... I cztery koty dalej będą rządzić z woli gwiezdnych - każdy jednym z klanów, które nawzajem stanowią dla siebie wsparcie. Ryży nie chciał burzyć tej współpracy, wchodzić w nią jako piąty element. Ryży nie oczekiwał od Czterech niczego ponad pozostawieniem ich samym sobie i zachowaniem pokojowych stosunków na zasadach, które każdy z klanów pojmuje i których i tak, z woli swoich Gwiezdnych, przestrzega.
- Klan oznacza grupę związaną krwią i wspólnymi ideami - i tym właśnie jesteśmy. Nie gangiem rządzonym prawem silniejszego, nie samotnikami. Jesteśmy siłą, z którą można porozumieć się i która uszanuje zawarty pakt. - Na koniec pozostawił kwestię, która burego w zasadzie wcale nie dotyczyła. Westchnął swobodnie. - Potrafię sam zauważyć swoje problemy, Polna Gwiazdo. Sam też potrafię je rozwiązać. Wypominając mi tę kwestię nie tylko sugerujesz słabość Pożogi, lecz również podważasz moje własne kompetencje - zauważył, unosząc lekko brew. W odróżnieniu od rozmówcy nie czuł dyskomfortu z racji wypowiadanych słów. Ufał swoim towarzyszom i ufał sobie.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Rojst miał u swojego boku dwóch napakowanych mięśniami ochroniarzy. Jednak też niezależnie jak to mogło wyglądać dla innych kotów, nie byli jedynie bezmyślnymi brutalami. Dynia był kotem który nie pchał się do walki jeżeli tylko było inne wyjście, był jednak świadomy własnej siły. Był zupełnie świadomy że prawdopodobnie był najlepszym kotem do takiej roboty na tą chwilę. Mimo że preferował nie używać siły, nie znaczyło że nie zrobi tego by chronić siebie lub innych.
Powody dlaczego koty z Klanu Pożogi zdecydowały się zaakceptować Rojsta jako przywódcę, były różne zależnie od osobnika. Ale sam rudy kocur zaczął go popierać już w gangu, widząc że kot kieruje się własnymi zasadami, jednocześnie potrafiąc zachować szacunek w stosunku do postawy moralnej innych, nawet jeżeli nie zgadzają się na sto procent. W ich celu, zgodnie z ich sytuacją, będzie to z pewnością kluczowa umiejętność. Nie wiele kotów jakie spotkał rzeczywiście potrafiła dyplomatycznie dyskutować. Sam także nie był zbyt dobry w prowadzeniu konwersacji, dlatego pozostawiał to Rojstowi w poważniejszych sytuacjach.
Tak już było, że jako mieli pośród siebie koty pochodzące z oryginalnych klanów, część przynajmniej wierzyła. W tym Dynia, który nie był może szczególnie skupiony na aspektach religijnych czterech klanów, nadal przyjmował jego istnienie jako fakt. Ciekawe co koty myślały o ich pomyśle, patrząc z rozgwieżdżonego nieba. Pożoga zasadniczo nie planowała wciskać się siłą w ich harmonię. Jak Rojst przed chwilą określił, nie próbowali zażądać sobie prawa dla przywódcy do dziewięciu żyć lub innych przywilejów. Ich głównym celem tutaj było powiadomienie klanów o swojej obecności i główna prośba jaką mieli, to zaakceptowanie ich istnienia i zostawienie ich w spokoju. Z końcem wywodu Rojsta, Dynia delikatnie pokiwał głową z lekkim uśmiechem. Jego ciało było zrelaksowane, przejawiając że nie miał wrogich zamiarów.
znajduje się blisko górnej granicy średniego wzrostu. Księżyce samotnego życia wzmocniły mięśnie dziecka Białowąsej, choć trudno to dostrzec pod grubym, długim i wiecznie potarganym futrem. Jest kotem szerokim i przy tym niepozbawionym warstwy tłuszczu, ale nie otyłym. Posiada sierść o złotej barwie i rdzawych pręgach ciemniejących na ogonie, dolnej części grzbietu i głowie. Zanikają one na tułowiu, tworząc po bokach gradient. Biel oblewa brodę smukłego pyska, a następnie schodzi niżej przez klatkę piersiową i brzuch, sięgając aż końcówki ogona. Masywne łapy przyozdobione są skarpetkami sięgającymi połowy ich długości za wyłączeniem palców przednich kończyn. Nos różowy, a nad nim para miętowych oczu. Kocisko wiecznie nosi ogon wysoko, z końcówką wygiętą tak, że niemal zawija się nad grzbietem jak u wiewiórki. Blizny: dziurki w uszach; na lewej przedniej łapie podłużna blizna od zewnętrznego palca do łokcia. Maskuje swój zapach wonnymi liśćmi. Mówi wolno, mechanicznie i bez tonacji.
osobnik wyzbyty złudzeń, że zdoła wiele osiągnąć idąc po bezpiecznej, wydeptanej ścieżce. Czuje potrzebę działania i bycia zauważonym; chce być częścią czegoś wyjątkowego, nie kolejnym kamykiem na czyjejś drodze do sukcesu. Złotego Języka cechuje upór, którego pozazdrościłby niejeden osioł. Nie boi się ryzyka, jest również kotem lojalnym do bólu i zawsze gotowym oddać przysługę za pomoc, tego samego wymaga też w zamian. To wszystko skrywa pod otoczką cynizmu i zdystansowania, które zdają się nieustannie tkwić na smukłym pysku. Zupełne przeciwieństwo dawniej towarzyszącemu kocisku młodzieńczego entuzjazmu, który wyparował księżyce temu, po zetknięciu się z brutalną rzeczywistością.
Kazo[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Strzyże uszami, gdy rozmowa przebiega dalej. Ma ochotę prychnąć, gdy Polna Gwiazda próbuje się wepchnąć w to jak funkcjonuje ich klan, nie wiedząc nawet na czym ma polegać. Nie pokazuje jednak nic po sobie. Kocisko stoi grzecznie, wyprostowane jak należy, podtrzymując nieco znudzony wyraz. Rojst wie jak posługiwać się słowami, ale świadomość owego faktu Złoty Język mają już od całkiem dawna. Z tego powodu właśnie za nim podążają i decydują się go chronić oraz mu pomagać. Jest kotem, który wie co robi i czego chce.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Fakt, że Rojst zabrał ze sobą najpewniej najsilniejszych wojowników, mogło dawać co nieco do myślenia. Spodziewali się jakiegoś ataku na swoje osoby? Polny zmrużył ślepia, słuchając uważnie łaciatego, smukłego kocura. Granice. Polowanie… brakowało mu najważniejszego. – Co z kodeksem? – zapytał. Mieli sąsiadować i integrować się między sobą, ale musieli mieć przecież coś na wzór kodeksu wojownika, musieli. Najlepiej by było oczywiście, gdyby przyjęli taki sam, jaki miały Klany, w niezmienionej formie, ale oczywiście, to były tylko głupie marzenia, a on nie zamierzał na siłę im go wciskać. Słuchał go dalej, a jego uszy aż drgnęły na wspomnienie o Gwiezdnych, czy mówił prawdę? Nie mógł zaprzeczyć, że jego głos był dość przekonujący, ale Polny nie zamierzał zgadzać się ze wszystkim, co mówił i pokojowo, grzecznie kiwać głową. Zmarszczył lekko grzbiet nosa. – Tworząc piąty Klan, chcąc czy nie chcąc wpraszacie się do naszej jedności – powiedział z drżeniem powywijanych wibrysów. Nawet jeśli tego nie chcą, zmienią coś w życiu Cienia, Rzeki, Wichru i Gromu. Spojrzał na Wirujące Pióro i posłał mu spojrzenie mówiące “No odezwałbyś się w końcu”. Jego zastępca także miał ważny i istotny głos w tej sprawie, nie po to zabrał go ze sobą, aby ten stał jak posążek i tylko mierzył towarzyszy Rojsta zniechęconym spojrzeniem, bo tak, zauważył już, że buro-biały syn Krogulczej Gwiazdy nie jest pozytywnie nastawiony do pomysłu o piątym Klanie, ale nie wiedział, co dokładnie o nim sądził, nie czytał mu w myślach. – Nie podważam twoich kompetencji –nie wkładaj mi do pyska słów, których nie powiedziałem, cisnęło mu się na język, jednak powstrzymał się od wypowiedzenia na głos tej uszczypliwości, a z jego nozdrzy wyrwało się ciche prychnięcie. Rojst był aż tak przekonany o sile swojego Klanu, że nie można było nawet zasugerować, że mogą mieć problemy, co było oczywistą oczywistością? Ciekawe. – Wybacz, jeśli nie wyraziłem się poprawnie i cię obraziłem, choć nie to było moim zamiarem – mruknął po chwili, spokojniej. Nabrał powietrza i wyprostował się, zadzierając nieco brodę, bo nie należał do wysokich kotów, rudo-biały go przewyższał, podobnie jak reszta jego towarzyszy. – Niemniej jednak, jestem tylko jedną z czterech Gwiazd, nie mogę podejmować decyzji za wszystkich, choć mogę zagwarantować wam pokojowe zamiary ze strony Klanu Cienia – stwierdził w końcu, oficjalnie, nie spuszczając wzroku z dowódcy grupy.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Póki co milczał, bowiem słowa, które wylałyby mu się z pyska raczej nie spodobałyby się nikomu z zebranych tutaj, szczególnie, że Rojst wydawał się dość negatywnie reagować na same słowa Polnej Gwiazdy, który wyrażał się zdecydowanie o wiele bardziej dyplomatycznie, niż Puchacz przez całe swoje życie kiedykolwiek się odezwał. On by poleciał prosto z mostu.
Zmrużył nieco oczy, gdy Rojst ponownie się odezwał, tym samym trochę bardziej koloryzując jak będzie wyglądać to, co chcą sobie przyswoić od klanowych zasad, ale nie wspomniał nawet słowem o kodeksie, o rangach, jakie przyswoiły sobie pozostałe cztery klany, więc zmarszczył nieco nos, ale jeszcze się nie odezwał, choć słowa zaczynały cisnąć mu się na język. I wtedy też bury przywódca zerknął na niego znacząco, a Puchacz uniósł nieco brwi, rzucając mu pytające spojrzenie mówiące "czy na pewno tego chcesz", po czym spojrzał na Rojsta poważnie.
- Czy naprawdę sądzicie, że z dnia na dzień inne klany zaczną was postrzegać jako kolejny? Że co, nagle staniecie się wspólnotą z nami wszystkimi? Nie przyjmując wszystkich zasad, jakie dotyczą wszystkie inne klany? Że możecie się tu wepchnąć, nazwać klanem, i wszystko będzie w porządku? - zaczął, a jego głos, póki co, nawet się nie podniósł. Mówił spokojnie, przesuwając spojrzeniem od jednego kota do drugiego, jakby nawet nie brał rudo-białego kocura za tego najważniejszego, do którego powinien mówić, jakby nie uznawał jego przywództwa, a co za tym idzie; mówił do wszystkich jakoby do głowy tego... klanu, uch. - Żeby zostać klanem trzeba się dostosować do wszystkich zasad, a nie niektórych. Jak dla mnie jesteście tylko grupą samotników, którzy chcą zabrać sobie parę terenów innym samotnikom - dodał, wzruszając delikatnie barkami. Przywódca mógł chcieć złagodzić tę sytuację, no ale sorry, popełnił jeden, okrutny błąd - pozwolił swojemu zastępcy się odezwać. Ups.
Niemniej, na słowa o pokojowych zamiarach delikatnie skinął głową. Nie miał zamiaru na nich napadać, czy nie szanować ich granic, ale na pewno nie miał zamiaru ich nazywać klanem. Chyba że po jego trupie. A, nie, wtedy też nie, huehu.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: Złotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon Trwałe urazy: Blizny na szyi, karku i żebrach. Rozerwane lewe ucho.
Wysoki i surowy w budowie. Futro jego po połowie: rude i białe, oczy złote i poważne.
Poważny i chłodny, skupiony na swoich planach.
Zawisza, Blekot
Dwóch wojowników, nieważne jak sprawnych, nie osłoniłoby go przed gniewem żadnego z Czterech Klanów. Gdyby Rojst obawiał się konfrontacji, nie przyszedłby wcale. Gdyby korzyści wynikające z każdego możliwego scenariusza nie przewyższały ich kosztów, nie przyszedłby wcale. Słysząc pierwsze pytanie burego kocura, przekręcił lekko łeb. Przed chwilą już na nie odpowiedział. Wymienił, których elementów Kodeksu zamierzają przestrzegać.
- W tym momencie powinienem zapytać, co rozumiesz przez "jedność", przyjacielu. Używając tego słowa miałem na myśli waszą wspólnotę - zjednoczoną misją i duchem, zobowiązaną wspierać się w potrzebie. Nie pragniemy protektoratu Gwiezdnych i waszej pomocy, w jaki więc sposób mielibyśmy się w niej znaleźć? Jeśli sam fakt mieszkania w pobliżu uznamy za wystarczający, należałoby do niej zaliczyć również samotników... którzy żadnych praw nie przestrzegają i od których tak bardzo odcinacie się - spojrzał na niechlujnego Zastępcę, jako na żywy przykład potwierdzający wypowiedziane właśnie słowa. Wysłuchał kocura z najwyższą uwagą - równą tej, którą poświęcał samemu Polnemu, ważąc w myśli każde słowo spływające z jego języka. Wszak nie tylko Polny reprezentował w tym momencie Cień. Ocena drugiego najważniejszego dla klanu kota dostarczyć mogła nawet więcej informacji, niż badanie postawy bardziej... roztropnego z kocurów.
Słuchał, jednak już na wstępnie zdecydował, by nie odpowiadać na zarzuty. Nie zamierzał się powtarzać. Puchacz słuchał ich rozmowy od samego początku, słyszał więc wszystko, co padło już między dwoma przywódcami. Jeśli po poznaniu treści dialogu wciąż utrzymywał swoje stanowisko, albo nie rozumiał sensu wypowiedzi, albo uparcie trzymał się swoich racji, lekceważąc zupełnie ryżego. W każdym z tych wypadków udzielanie odpowiedzi byłoby jedynie zmarnowaniem oddechu i czasu zebranych.
W rzeczy samej, pozwolenie Wirującemu mówić okazało się przykrą wizerunkową wpadką.
- Wyparcie przynosi ulgę, rozumiem - rzekł uprzejmie, by nie zignorować burego i w taki sposób, by nie okazać braku wiary w biegłość jego umysłu. Darował sobie zupełnie zwracanie burkowi uwagi na obecne w jego wypowiedzi paradoksy.
Przeprosiny przyjął ze skinieniem łba. Wypominanie drugiemu przywódcy "oczywistych oczywistości" było, w rzeczy samej, przytykiem.
- Rad jestem to słyszeć, Polna Gwiazdo. Rozumiem, że nie przemawiasz w imieniu wszystkich klanów. W ciągu najbliższych dni dojdzie do podobnych spotkań między mną a przedstawicielami Wichru, Rzeki i Gromu. Nie zamierzam zwlekać, sytuacja wkrótce się wyklaruje.
<center><table class="tabelkaru"><tr><td rowspan="4" class="obrazekru"><img src="https://i.imgur.com/3xUQ6A5.png"></td><td class="tekst3ru">слышите мелодию?</td></tr><tr><td class="tekst2ru">веселись как русский, конец дискуссии
танцуй, как будто у тебя контузия
веселись как русский, диско соблазнение
веселись как будто ты олигарх</td></tr>
<tr><td class="tekst1ru"><i>вставь матрёшку в матрёшку в матрёшку...</i></td></tr>
<tr><td class="tekst4"><span class="tekst4sub">AKTYWNE SESJE (5/6):</span>
NORMALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=465511#465511">POŁĄCZONE BRZOZY</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468726&highlight=#468726">PRAWIE ŻYWE DRZEWO</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?t=10765">KRYPTA WIELU ZNAKÓW</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=468767#468767">NA SZCZYCIE KSIĘGI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466050#466050">DYPLOMACJA</a>
SPECJALNE <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=461860#461860">TRENING SPINKI</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466777#466777">SPARING (ROCHE)</a> , <a href="https://artemida.webd.pl/viewtopic.php?p=466824#466824">POLOWANIE</a></span></td></tr></table></center>
<img src="https://i.imgur.com/fEH7z9m.png" class="tloru">
<style> .tabelkaru {width: 500px; border-collapse: collapse;} .tloru {position: relative; bottom: 235px; margin-bottom: -235px; left: 190px; pointer-events: none;} .obrazekru {width: 165px;} .tekst1ru {height: 5px; padding-top: 8px; font-family: 'JetBrains Mono', monospace; font-size: 11px; color:#4D4D4D;} .tekst2ru {height: 5px; font-family: 'Kelly Slab', cursive; font-size: 16px; color:#929292;} .tekst3ru {height: 5px; line-height: 0.7rem; padding-bottom: 3px;font-family: 'Marck Script', cursive; font-size: 20px; color:#080808;} .tekst4 {vertical-align: bottom; font-family: 'Unica One', cursive; font-size: 11px; color:#080808;} .tekst4sub {font-size: 15px; color:#000000;} .tekst4 a {color:#151515;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=JetBrains+Mono&family=Kelly+Slab&family=Marck+Script&family=Unica+One&display=swap" rel="stylesheet">