Wstrzymała oddech, gdy tracił ją lekko pyskiem. Wypuściła pomału powietrze, by zaraz potem powoli je nabrać i znowu wypuścić. Był tu. Dla niej. Zaczął ciężki temat, ale nie zamierzał zostawić ją samą. Przyjaciel... Jego słowa uspokoiły ją. To prawda, że Wartki Potok była silna. Nie znała innej kotki tak silnej jak ona. No może Kozia Gwiazda, ale matka Sen przeważała znacząco dla swojej córki.
Zrobila półkrok w jego stronę i wtuliła łeb w jego szyję. Nabrała oddechu. Jego zapach ją otumaniał. Był taki inny niż Wartkiego Potoku, niż jej rodzeństwa.
- Mam taką nadzieję... - szepnęła. Milczała później dłuższą chwilę, gdzie w końcu odsunęła się i odchrząknęła. - Dziękuję... Dębie - powiedziała uśmiechając się.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Wziąłem głębszy wdech, kiedy poczułem, jak Senna Mara wtula swoją głowę w moją szyję. Nie spodziewałem się tego, ale jednocześnie nie zamierzałem się od niej odsuwać.
Podobało mi się jej ciepło, jej bliskość. Jednocześnie serce biło mi jak oszalałe, słyszałem jak krew szumi mi w uszach. I liczyłem, że Sen tego wszystkiego nie słyszy, ponieważ nie potrafiłbym jej tego wyjaśnić. Sam przed sobą nie potrafiłbym tego wyjaśnić.
Po dłuższej chwili odsunęła się. W miejscu, gdzie przed chwilą czułem jej głowę, teraz odczuwałem jedynie chłód.
- Nie masz za co - odchrząknąłem. - Przepraszam. Nie chciałem abyś niepotrzebnie się denerwowała - dodałem szybko. I taka była prawda. Gdybym nie zaczął tematu, to Sen nie musiałaby o tym wszystkim myśleć w tym momencie.
- Idziemy dalej? Mamy jeszcze spory kawał drogi do sprawdzenia.
- ... Nic się nie stało - powiedziała. Wciąż czuła gorąco, które na pewno nie było spowodowane Porą Nowych Liści, a jej serce powoli normowało swój zabójczy pęd. Dobrze, że nie mógł zobaczyć jej wyrazu pyska. Znów zapragnęła wtulić się w jego szyję i nie odstępować go na krok. Patrzyła na jego pysk, nos, uszy i oczy, zamyślając się. Chłonęła cały jego obraz, gdy tak stał przed nią. W końcu odwróciła wzrok i kiwnęła łbem.
- T-tak, chodźmy - odparła wyrwana z myśli, a następnie ruszyła trochę szybszym tempem, niż zamierzała. Zwolnij no! Zwolniła, tak by Dąb do niej dołączył. - Będziesz robić coś konkretnego po patrolu? - spytała po długich jak dla niej, chwilach ciszy.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Sen wydawała mi się... podenerwowana. Jakbym wyrwał ją z zamyślenia. Do tego ruszyła dość szybkim tempem przed siebie, co zasugerowały mi szybkie uderzenia jej łap o ziemię. Ruszyłem więc za nią - i dość szybko ją dogoniłem... chociaż nie wiedziałem, czy ona przypadkiem nie zwolniła, ponieważ skupiłem się na tym, aby dorównać jej kroku.
- Jeszcze nie wiem - miauknąłem, idąc przy przyjaciółce - Czyżbyś coś proponowała? - dodałem zaczepnie po chwili, trącając ją przy tym barkiem. Chciałem nieco rozluźnić atmosferę między nami. To dziwne napięcie, wyczuwalne w powietrzu było dość... nieznośne.
Zaśmiała się cicho, gdy Dąb kolejny raz trącił ją barkiem. Wszystkie myśli poszły w odstawkę i w końcu Senna Mara się rozluźniła. Było to dziwne jak z sekundy na sekundę, dzięki niemu, mogła zmienić nastawienie.
- Hmm... No może bym miała propozycję~ - miauknęła melodyjnie, przeciągając ostatnią samogłoskę. Napięcie między nimi się zmniejszyło ociupinkę. Uśmiechnęła się zawadiacko, robiąc dwa susy, by znaleźć się przed Dębową Koroną i smagnąć go ogonem w nos, by trochę go połaskotać, śmiejąc się przy tym cicho.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Wziąłem głębszy wdech, kiedy Sen poinformowała mnie melodyjnie o swojej... propozycji. Zastanawiałem się chwilę, co też miała na myśli. Serce zaczęło bić mi szybciej, a przyjaciółka zdecydowanie nie pomagała mi w jego uspokojeniu. Gdy jej ogon smagnął mój nos, zalewając go jej zapachem, miałem wrażenie, jakby moje serce zaraz miało wyskoczyć mi z piersi.
- Mhm... - mruknąłem cicho, po czym w paru susach ponownie zrównałem się z jej krokiem. - Co to za propozycja? - zapytałem, starając się nie brzmieć tak, jakbym właśnie przebiegł całe terytorium przynajmniej trzy razy.
Zwolniła trochę, by ten się z nią zrównał. Nie tylko serce Dęba nie współgrało, Sen również. Wolało sobie galopować. Odetchnęła głęboko, starając jakoś się je uspokoić. Udało się, ale na ile?
- Ty... Ja... - zaczęła powoli, starając się dobrać odpowiednio słowa. - I calutka noc nad Księżycowym Jeziorem. W końcu robi się cieplej więc... - mruknęła już trochę ciszej. To tylko zwykłe wyjście poza obóz. Takie jak zwykle... Tylko czemu jej serce musiało tak szaleć? Odkaszlnęła. - Pomyślałam, że to idealna pora poszukać tego twojego Nienasyceńca.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Przełknąłem ślinę nieco głośniej, niż zamierzałem. Dlaczego zrobiło mi się tak gorąco pod własnym futrem? Przecież nie panował aż taki upał, jeszcze parę chwil temu powiedziałbym, że było przyjemnie.
I przystałbym na jej propozycję... Gdyby nie wspomnienie o Nienasyceńcu. Wspomnienie dziwnego snu, jakiego doświadczyłem po naszej wyprawie, pojawiło się w mojej głowie. Słyszałem ten plusk wody, drgające ciało pod moimi łapami... Momentalnie zrobiło mi się zimno.
- Przemyślimy to - miauknąłem, bardzo starając się, aby mój głos nie drżał, i jednocześnie aby nie zabić tej całej atmosfery między nami... Chociaż pewnie po części już to zrobiłem. - A teraz skończmy nasz patrol, bo Złocisty Nektar urwie nasz uszy, jak będziemy się tak ociągać - starałem się, aby zabrzmiało to jak żart, aby nieco rozluźnić napięcie w moim ciele. Szturchnąłem ją delikatnie barkiem. - Rozpraszasz mnie.
Chwila ciszy, przez którą mogła zastanowić się, czy to dobry pomysł. Nawiedziły ją bowiem wątpliwości, co jeśli... Nie chciała stracić nikogo. Wliczając w to swojego drogiego przyjaciela. Aż kolejny raz przypomniały jej się te szczury, te piski...
Zagryzła wargę, zbytnio skupiając się na jego słowach, nie zauważając drgnięcia głosu. Przemyślimy... Nie skreślał jej propozycji kompletnie. Sapnęła cicho na wspomnienie Złocistego Nektaru, zmrużając oczy. Phi, no tak, zastępczyni roku. Zgarbiła się nieznacznie, by po chwili znowu otrzymać szturchnięcie w bark. Spojrzała się na moment spod byka na Dębową Koronę, by potem poprawić swoją posturę. Nie myśl tyle - mruknęła w myślach.
- Hmm... A niby czym? - spytała zaczepnie, z chytrym uśmiechem.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Sobą - miauknąłem, zbierając się po dłuższej chwili na pociągnięcie tematu. Skoro już zapodałem temat - i uciekliśmy od tematu Nienasyceńca oraz wizyty nad Księżycowym Jeziorem - to postanowiłem go kontynuować i trochę się z nią podroczyć. Nie widziałem nic złego w przekomarzaniu się z przyjaciółką.
- Zamiast skupiać się na otoczeniu to skupiam się w pełni na tobie - dodałem nieco rozbawiony. I właściwie nie kłamałem.
Przez chwilę nie docierały do niej jego słowa. Zagryzła wargę z zakłopotania. Czuła, że temperatura jej ciała agresywnie się podwyższa. Serce chciało wyrwać się z jej piersi i pognać w świat. Dobrze, że nie było nikogo innego z nimi na patrolu, bo wtedy na pewno wskoczyłaby do rzeki. Tak to mogła iść w ciszy, próbując schować swój pysk w futrze na piersi. Ughhh, czemu jej to robił... - Przestań... - mruknęła cicho. Czemu zawsze musiał sprawiać, że chciała przełamywać przy nim swoje bariery, które postawiła w dzieciństwie? Czemu musiał sprawiać, że w jego towarzystwie czuła się tak... Tak sobą. Bez tajemnic, bez niczego do ukrycia. W końcu on umiał zauważyć, że coś jest nie tak.