Logo Artemidy
Czarny Ogon - zachód
#16
To ''aha'' Motyli Lot mógł sobie wsadzić w tyłek. Nie po to Jałowiec tyle myślała nad swoją wymówką, aby usłyszeć tylko to zwykłe ''aha''! I jeszcze te podejrzliwe mrużenie oczu, pff, głupi jakiś. Jakby nie mógł po prostu jej uwierzyć, przecież Jałowiec nic mu nie zrobiła.
– N-no jaak to c-co robiłaam poooza obozemm? – zapytała, wbijając smutne spojrzenie w oczy srebrnego wojownika – Musiałam się przejść, żeby ochłonąć, b-bo m-m-amaa zniknęłaaa wfftedy na osiedluu! – przeniosła wzrok na łapy, udając płacz. Prawda była taka, że Jałowiec niezbyt przejmowała się zaginięciem swojej matki. Niezbyt ją to interesowało, była jej tylko potrzebna do tego, aby ją wychwalać i myć jej prześliczne futerko tam, gdzie nie dosięgała – Iii przecieżż ty też iiich nie znaałeś! Niiikt ich w-wwteedy nie znaał – powiedziała pocierając swoją łapą załzawione limonkowe ślepia, co wywołało, że w oku pojawiło się więcej łez.
– Dwa liisy? I t-ty je pokonałeś... – wyszeptała z udawanym podziwem. Szkoda, że te rudzielce go nie zjadły, mogło być tak pięknie. Jednak szylkretową kocicę bardziej przeraziła wizja ubrudzonego futra niż jej śmierci. Przecież krew jest taka obrzydliwa, fuj – M-moje fffuterko pobrudzone od brzzydkich czerwonyyych plamm?! A-ale przecież na polowanie się nie chodzi sam-memu, cz-czyż nie? A tym bardziej nie na treningu, w-więc rraczej nie powinno nić się stać mojej cudownej sierści... A spaacery tto też co innego! Bo wtedy się nie poluje – stwierdziła lekko przestraszona, nerwowo uderzając ogonem o ziemię – J-ja ppsrzszrsznm. – wymamrotała pod nosem jakieś ciche przeprosiny, jednak nie zdziwiłaby się, gdyby Motyla Larwa nie zrozumiał tego, co właśnie powiedziała. Był za głupi na to, aby w ogóle coś zrozumieć.
Oczywiście nie obawiajcie się, nie były to szczere przeprosiny. Ten, kto tak pomyślał, temu hańba! Wyobrażacie sobie Jałowiec, która ze szczerym żalem kogokolwiek przeprasza? Śmiechu warte!
Buro-ruda kotka nieśmiało wlepiła swoje wielkie limonkowe ślepia w oczy byłego mentora czasem przenosząc je na jakieś gałązki, które leżały wokół niej.
A teraz łykaj to, idioto.

[Obrazek: 8Lj2Xtc.png]
I'm on the highway to hell
on the highway to hell
highway to hell
I'm on the highway to hell

and I'm goin' down
all the way
LVL 1 30 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Królewicz nie pierwszy raz zawitał w okolicę Czarnego Ogona. Wcześniej jednak napotkał tutaj Bezsenną Noc i urządzili sobie małą pogawędkę z wojowniczką, która później została mu przyznana w roli mistrzyni. Szkoda tylko, że została bezprawnie przerwana. Tym razem sądził, że uda się jedynie na samotny spacer, lecz w pewnym momencie dotarła do niego obca woń zmieszana z zapachem Chrząszczowej Łapy, jego małego ulubieńca, oraz Motylego Lotu, czyli przybranego ojca o móżdżku nie większym niż mysi, co zresztą było już wielokrotnie wspominane.
Nie minęło paręnaście uderzeń serca, a jego bladozielonym ślepiom o chłodnym wyrazie ukazały się dwie sylwetki, a jedna z nich utwierdziła go w przekonaniu, że jego narząd węchu się nie pomylił. Druga zaś... wydawała się dziwnie znajoma. Smoliście czarny kocur zbliżył się do wyżej wymienionej zgrai i zogniskował wzrok na pysku Jałowiec. Od razu ją rozpoznał. Nie przywitał się z Motylim Lotem, skupił całą swoją uwagę na siostrze.
- Jak śmiałaś opuścić klan!? - mruknął i bez ostrzeżenia podbiegł do niej i unosząc lewą przednią łapę postanowił uderzyć ją w pysk. Nie wyciągał z opuszek pazurów, jednakże wcale nie zamierzał jej oszczędzać i zamierzał jej zrobić krzywdę. Czemu pazury pozostawił schowane? Zarówno jego dobra znajoma, Ciernisty Kwiat, jak i Wężownik powiedzieli mu, żeby nie zostawiał po sobie widocznych śladów i nie marnował pajęczyny.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
O dziwo Motyla nie ruszył jakoś szczególnie ton szylkretki, a jej tłumaczenia tylko dały mu do zrozumienia, że była najwyraźniej, ogólnie mówiąc, głupia. Kocur przekonał się o tym po raz kolejny. Odwzajemnił spojrzenie, mrużąc ślepia i nic sobie z Jałowiec nie robiąc.
– I dlatego poszłaś SAMA, na NIEZNANE tereny? – zapytał, chyba pierwszy raz w życiu udzielając ostrej reprymendy. Cóż, cierpliwość mu się kończyła. Samotniczka miała dwa kamyki zamiast mózgu i jeśli miała kiedykolwiek wrócić do Klanu i spróbować zostać wojowniczką, to czekała ją jeszcze naprawdę długa droga. Od swojego mistrza taryfy ulgowej nie dostanie, jeszcze czego. Mało tego, srebrny wymęczyłby ją bardziej, niż swoje własne kocięta i kotka musiałaby się troszkę pobrudzić. – I dlatego nie wychodziłem na nie SAM – warknął, powolutku czując, jak cierpliwość z niego ulatuje. Jak ktoś mógł być taki tępy?
– Bo nie byłem SAM – powtórzył po raz kolejny, dając jej do zrozumienia, do czego sprowadzało się to wszystko. – A drapieżnika, którego mogłaś spotkać, nie obchodziłoby, że nie polujesz. Twoja siostra zginęła zjedzona przez szczury. – Najeżył sierść na karku, zastanawiając się, jakim cudem ktoś taki mógł aż tak podnieść mu ciśnienie. Nawet zły Motyl był w miarę opanowany (chociaż zależy też od sytuacji). Teraz kocur poczuł, że narasta w nim wściekłość i potrzeba dania Jałowcowej Łapie nauczki. A okazja... okazja nadarzyła się szybciej, niż można by pomyśleć.
Syn Chrzanowego Korzenia wyczuł nagle, że ktoś się zbliżał, jednak nie był to Wężowa Gwiazda, który widocznie jeszcze nie dotarł na miejsce. Olchowa Łapa co prawda nie mógł zobaczyć Chrząszcza, którego na miejscu już od jakiegoś czasu nie było (a gdyby terminator stał tu od jakiegoś czasu, Motyl dawno by go wyczuł), jednak zapach po nim pozostał. A sama obecność smolistego kocura mogła być dosyć sprzyjająca. Wojownik uśmiechnął się więc, jednak był to bardziej drapieżny uśmiech, niż pełen wesołości, po czym schował pazury, odsuwając się na bok i robiąc przejście bratu Jałowiec.
– Chciałaś spacerków? Teraz się broń. I niech tylko któreś spróbuje użyć kłów lub pazurów – dodał groźnie, zwracając się co prawda do tej dwójki, jednak spojrzenie miał utkwione w szylkretowej kotce. Gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli, srebrny podejmie jakąś interwencję, jednak na razie postanowił obserwować przebieg walki. Wolał oczywiście, aby nikt nie trafił do lecznicy, jednak gdyby były to jakieś obicia, może troszkę poważniejsze od zwykłych siniaków... kto wie, czy wojownik nie przymknąłby na to oka? Zawsze będzie mógł potem nazbierać to, co zmarnuje się na te kmiotki. Jałowcowa Łapa przesadnie dbała o swój wygląd, nie miała praktycznie żadnego treningu, więc chyba pora sprawdzić, jak długo przeżyłaby, gdyby miała teraz przed sobą wściekłego samotnika.
[Obrazek: GpnI40M.png]
LVL 5 15 / 400
MedLVL 2 20 / 300
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
– Chciałam wszystko przemyśleć... – powiedziała cicho pod nosem lekko przestraszona tonem srebrnego wojownika. Swoje limonkowe ślepia zwróciła w kierunku długich łap, z których wyciągała i chowała swoje lśniące pazurki. Jałowcowej Łapie również kończyła się jej cenna cierpliwość. Już powoli zaczynała żałować, że przyszła na tę głupią granicę Klanu Cienia. Że akurat musiała spotkać tego idiotę, meh.
Jednak szylkretowa kotka przypomniała sobie, że Motyli Lot całkiem niedawno stracił kogoś ważnego w jego życiu. Żmijowy Ogon, no tak.
– A-a ty nie potrzebowałeś chwili ciszy po tym, gdy zginęła Żmijowy Ogon zostawiając cię samego z dziećmi? – zapytała już normalnym, acz lekko drżącym z nerwów głosem – Nie chciałeś przemyśleć niektórych rzeczy w samotności? – kotka wstała i zgrabnie strzepała bród ze swojego aksamitnego futerka. Wzięła dwa głębokie wdechy i zrobiła krok w przód – Rozumiem, że może inaczej odreagowałeś swój smutek po jej stracie, mogłeś się komuś wygadać, ale na mnie inaczej wpłynął stres po utracie matki. Była jedynym kotem, z którym mogłam na spokojnie porozmawiać bez obawy, że wyjawi komuś moje sekrety – bo inne koty na to nie zasługują na jej uwagę, pff.
Jednak chwilę później po wypowiedzeniu tego zdania, Jałowiec uświadomiła sobie, że nie ma już nikogo bliskiego, któremu mogłaby nagadać o swoich niezwykle ważnych problemach z jej cudownym futrem lub kotami, które nie dbały o siebie i swoją brzydką sierść. Kotka potrząsnęła głową tak, jakby chciała odgonić od niej jakieś robaki. Nie mogła pozwolić sobie na taką chwilę słabości, za bardzo poniżyła się już na oczach Motylego Lotu. Przecież Drobny Ptak sama chciała sobie zostać na osiedlu, prawda? To ona opuściła swoje potomstwo i teraz miała je głęboko w nosie.
Jednak jej przemyślenia przerwał zapach, który już znała. Należał do jej brata, Olchowej Łapy. Pustym wzrokiem patrzyła na to, jak smolisty kocur podbiega do niej, aby ją uderzyć. Zignorowała zdanie, które wypowiedział Motyli Lot. Nie zamierzała się bić i nie tylko z tego powodu, że nie umiała, po prostu nie chciała pobrudzić swojego godnego podziwu futerka.
– Idiota – stwierdziła krótko, po czym spróbowała jak najszybciej odbić się łapami w tył, aby uskoczyć przed zderzeniem swojej ślicznej mordki z łapą tego mysiego móżdżka.

[Obrazek: 8Lj2Xtc.png]
I'm on the highway to hell
on the highway to hell
highway to hell
I'm on the highway to hell

and I'm goin' down
all the way
LVL 1 30 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Atak Olchy: 2+2=4 (nieudany), przerzut > 5+2=7 (udany) > (10+12)-(5+5)=12
Unik Jałowiec: 3+1=4 (nieudany)

Czy to szczęście, czy może fakt, że Olcha w przeciwieństwie do siostry trenował cały ten czas? Nie ważne jaki był tego powód, ale kocur trafił i to całkiem mocno - nie dość, że Jałowiec nawet nie zdążyła go uniknąć, to jeszcze zachwiała się nieco przez cios swojego brata.

Olcha - lvl: 2 | S: 10 | Zr: 6 | Sz: 6 | HP: 70 | W: 40-3=37/40 | p: 1/1
Jałowiec - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 5 | Sz: 5 | HP: 60-12=48/60 | W: 40-3=37/40
• Rana 1. Stopnia: Mocne obicie pyska z prawej strony
there's so much more here, a life worth living
and with time you drown the FEELING out
it's so n o s t a l g i c
maybe all the love was worth the pain?
[Obrazek: wAuc6Vj.png]

<style>.tloCieńsz{height:110px; width:170px;background:url('https://imgur.com/wAuc6Vj.png');border-style: solid; border-width: 0.2px; border-left-width: 0.2px; border-right-width: 0.2px; border-color: transparent; border-radius: 0px 0px 0px 0px} .Cieńsz1{height:54px; width: 240px; margin-top:45px; font-size:10px; text-align:center; line-height:11px; background-color: rgb(105, 95, 86, 0.35);border-style: solid; border-width: 0.0px; border-left-width: 0.0px; border-right-width: 0.0px; border-color: #000000; border-radius: 0px 0px 0px 0px} .Cieńsz2 {font-family: 'Shippori Mincho B1'; font-size: 14px; line-height:14px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Shippori+Mincho+B1&display=swap" rel="stylesheet">}<style>.Cieńsza3 {font-family: 'Cormorant Unicase'; font-size: 15px; line-height:14px;text-shadow: 0.45px 0.45px white;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cormorant+Unicase:wght@300&display=swap" rel="stylesheet">}<style> .Cieńśny3 {text-shadow: 0.45px 0.45px black;}</style> <style> .Cieńśny {font-family: 'Homemade Apple'; font-size: 11px; line-height:14px; text-shadow: 0.45px 0.45px black;}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Homemade+Apple&display=swap" rel="stylesheet">}
LVL 5 235 / 400
MedLVL 8 591 / 1300
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Nie był głuchy, więc usłyszał słowa Motylego Lotu, lecz był już w tym czasie zajęty pewnymi sprawunkami, a mianowicie atakowaniem swojej różnokolorowej siostry. Kocicy nie udało uniknąć się jego ciosu, który otrzymała prosto w pysk, a czarne poduszki lekko go zapiekły od ciepła związanego ze zderzeniem z pyskiem Jałowcowej Łapy. Widział, jak pod napływem jego ciosu zachwiała się na łapach, co oznaczało ni mniej ni więcej, że była słaba. Zbyt słaba. Wyzwiskami rzuconymi w stronę królewicza bynajmniej poprawiła swoją sytuację. Jeżeli wolała otrzymywać kolejne ciosy, niż ubrudzić futro, to powinna wracać do gniazda dwunogów, czy gdziekolwiek się dotychczas podziewała. Przed kolejnym ciosem sierść na jego karku zjeżyła się, a kudłaty ogon majtał pełen złości na boki.
- Motyli Locie, twoja znajomość kodekssssu jest mizerna. Jedna z zasad kodeksu jassssno mówi, że koty wyjęte sssspod kodekssssu trzeba przepędzić, a nawet można i zabić - syknął w jego stronę. Gwiezdny Klan zezwalał na taki precedens i Król Olch był tego jak najbardziej świadomy, czego świadomość powinien mieć również Motyli Lot, a tak się akurat składało, że Jałowiec była bytem iście samotniczym. Nie zamierzał również słuchać się srebrnego kocura, ponieważ wojownik nie był dla niego żadnym autorytetem. Teraz pozostało mu jedynie skupić się na Jałowiec. Zdradzieckiej krwi z jego krwi.
- Wzgardziłaś naszą matką zmarłą matką i ideami, które reprezentowała. Przyniosłaś wsssstyd i hańbę naszej rodzinie! Sssplamiłaś nasss i poniessssiesz za to konssekwencje! - wysyczał przez zęby prychając i jeżąc się ciemne futro na grzbiecie. Siódmy syn Lamparciego Płomienia po raz kolejny postanowił zaatakować, lecz tym razem z pełnym arsenałem w postaci zębów i pazurów. Wyskoczył na nią, jak kiedyś w walce treningowej z Ciemną Łapą i zaczepił się zębami oraz pazurami za jej kark oraz szyję, wbijając ostre zęby właśnie w to miejsce.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Oczywiście, że pod tym względem rozumiał Jałowcową Łapę. On też czasem musiał pewne rzeczy przemyśleć, ale na litość Gwiezdnych, to, jak postąpiła, było po prostu bezmyślne. Chociaż w środeczku wojownik nieco współczuł kotce, mimo pewnych wątpliwości i podejrzliwości, czy czegoś przypadkiem nie kręci. Może samotnicze życie dało jej w kość i nie będzie już z nią takich problemów? Tak czy siak, szylkretka będzie musiała jasno się określić. Nie będzie jedną łapką głaskana za uszkiem przez Dwunoga, drugą szlajała się, gdzie popadnie, a trzecią trenowała z nim do utraty tchu. Bo właśnie to oznaczałby dla niej powrót. Widać jednak, że Jałowiec ewidentnie szarpnęła nie za tą strunę, co trzeba w swojej grze, świadomie czy nie.
– Przywoływanie imienia Żmijowego Ogona nic ci nie da, jeśli nie chcesz mnie bardziej zdenerwować, a uwierz mi, nie chcesz tego. Żmija ma się bardzo dobrze, już ją o to pytałem – zapewnił ją, biorąc głęboki wdech i patrząc na nią ze spokojnym wyrazem pyska. W środku jednak nadal coś się w nim gotowało – w jego oczach nadal błyszczały gniewne iskierki, których kocur nie potrafił zamaskować, a srebrny ogon raz po raz uderzał o pięty. Pokazał już krnąbrnej terminatorce, że potrafił w całkiem pomysłowy sposób się mścić, a to był ledwie zalążek jego możliwości. Och, Motyl mógłby wymyślić jeszcze dużo innych sposobów na ukaranie swojej uczennicy, pytanie tylko, czy będzie do tego zmuszony. – Wytłumaczysz to wszystko Wężowej Gwieździe, który zaraz tu przyjdzie. Jestem gotowy niezwłocznie wznowić twój trening, jeśli uzna on za stosowne przyjąć się z powrotem do Klanu – bo to nie ode mnie zależy – dodał jeszcze, subtelnie dając do zrozumienia, że nie, nie odpuści kocicy i tak, nadal pamiętał, jak zachowywała się wcześniej. Więcej jednak nie pogadali, bo wtedy zjawił się bury kocur, który bynajmniej przywódcą nie był i zaczęła się walka. Motyl stał więc i obserwował, spinając mięśnie na wypadek, gdyby była potrzebna interwencja. Wężowa Gwiazda powinien lada chwila tu być, zapewne już był w drodze, nim jednak przybył, Olcha zdążył dać siostrze w pysk. Jak srebrny przewidział, jego przeciwniczce poszło nad wyraz słabo, chociaż przynajmniej podjęła jakąś próbę. Gorzej by wypadła w oczach syna Kukułki, gdyby stała jak ten kołek i czekała na wybawienie z nieba. Przynajmniej jeszcze nie postawił nad nią krzyżyka.
Wtedy jednak terminator postanowił wdać się z nim w jakieś słowne przepychanki i najwyraźniej coś mu udowodnić. Motyl stał w rozkroku na ugiętych łapach z boku od walczących, ale wciąż w odpowiedniej odległości, aby w razie czego spróbować dobiec do tej dwójki na czas – a także móc miotać w nich wściekłymi spojrzeniami, jeśli wymagała tego sytuacja. Podjął jednak kolejną próbę podejścia do tego wszystkiego na spokojnie, chociaż zaczynał mieć dziwne wrażenie, że tak się nie dało. Dlaczego dzieciaki od Drobnej zawsze podnosiły tak ciśnienie? Wszystkie były albo głupie, albo martwe, chociaż w Jesion istniała jeszcze jakaś nadzieja, a nad Jałowcem można było pracować, chociaż wojownik odnosił czasem wrażenie, że to wszystko grochem o ścianę – nie docierało.
– Dlaczego jednak, Olchowa Łapo, nie zapytasz najpierw swojej siostry, dlaczego w ogóle nie było jej w Klanie przez ten czas? Tak się składa, że nie wszyscy są samotnikami z wyboru. Ona – mruknął, na moment przenosząc spojrzenie żółtych ślepi na szylkretkę – została porwana przez Dwunogów. Do przywódcy, który już jest w drodze, należy decyzja, czy przyjmie ją z powrotem. Ja, zamiast od razu atakować, próbuję rozmawiać, a nie oceniać sytuację pod wpływem impulsu i dopowiadać sobie resztę historii – odpowiedział, wyraźnie wymawiając każde słowo. Z towarzystwa był najwyższy rangą i taki był fakt – czyli musiał podejmować logiczne decyzje w sytuacjach takich jak ta. No, a przynajmniej próbować. Nie był pewien, czy wierzyć Jałowiec, czy nie, ale Motyl jednak był tylko kotem i zdarzało mu się popełniać błędy. Czy jednym z nich było danie jego byłej terminatorce drugiej szansy? Być może. Wszystko miało się okazać – z czasem.
Gdy tylko Olcha zaczął mówić ponownie, srebrny wiedział już, że nie skończy się to dobrze. Dlatego też, gdy tylko smolisty kocur rzucił się do ataku, Motyli Lot szybko dobiegł do rodzeństwa i wybił się tylnymi łapami, celując w bok syna Drobnego Ptaka. Nie wysuwał pazurów, bo on, w przeciwieństwie do młodzieńca, nie był na tyle głupi, aby próbować go zranić, bo owszem, mógłby tak postąpić – tylko po co? Może i Kodeks zezwalał na zabijanie samotników, ale on chyba nigdy by się na to nie zdobył. Może kiedyś, w sytuacji kryzysowej, kiedy jego własne życie byłoby zagrożone, kiedy byłby zmuszony... Poza tym już w rozmowie w cztery oczy z przywódcą wojownik powiedział mu, że wytrenuje ten buro-rudy kłaczek najlepiej, jak tylko potrafi, jeśli tylko postanowi wrócić do Klanu i zostanie przyjęty. No i co jak co, ale jeśli faktycznie Jałowiec została porwana przez Dwunogów (pomijając fakt, że ze swojej winy), to jej brat wykazał się jedynie głupotą, atakując ją przed poznaniem prawdy. Widocznie to był taki typ, który najpierw dawał w pysk, a potem pytał, co się stało. Cóż, rodzinka była siebie warta, jeśli jednak Jałowiec miała kiedyś wyjść na jakąś prostą, wypadałoby, aby jednak nie umarła czy coś. Motyl chciał więc przycisnąć Olchę do ziemi, jeśli jego akcja ratunkowa się powiedzie, aby najgorszym wypadku obić mu przy tym bok – najlepiej tak, aby to poczuł, ale jednak nie wylądował przez to w lecznicy. Czy na początku powiedział tej dwójce wyraźnie, że mają bić się bez pazurów? Powiedział. Nie można było zaprzeczyć.

Matko boska, przepraszam za zwłokę i to... coś :o
[Obrazek: GpnI40M.png]
LVL 5 15 / 400
MedLVL 2 20 / 300
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
No a co Motyl sobie myślał. Oczywiście, że Jałowcowej Łapie samotnicze życie dało w kość! Jak można jeść codziennie tę samą śmierdzącą gorzej niż zioła w lecznicy karmę? I to jeszcze bez smaku, fuj! A te wszystkie wypchane watą zabawki były okropne. Już szyszki i kamyki walające się po starym obozie były lepsze.
Gwiezdny klanie, czy Motyl mógłby się kiedyś nie wkurzać na Jałowcową Łapę podczas rozmowy? Przecież ona szarpnęła właśnie za właściwą strunę, tylko z tym srebrnym było coś nie halo, miał jakąś nerwicę czy co? A jeszcze bardziej szylkretową kotkę rozbawiło to, że Motyl ''rozmawiał'' ze Żmijowym Ogonem. Ciekawe jak, skoro była martwa? Chyba jednak coś nie pykło mu w tej walce z lisami i któryś z nich go mocno trzasnął w tę jego pustą jak Olchowa Łapa główkę.
Jej wyraz pyska z udawanego smutku szybko zmienił się na szczery uśmiech, gdy usłyszała, że Motyli Lot jednak zdecyduje się wznowić jej trening, przynajmniej nie cofnie jej do rangi kociaka, a ona nie będzie wiecznym terminatorem, i bardzo dobrze. Nie miała zamiaru tak się ośmieszać przed innymi kotami, jak ktoś w ogóle mógł zostać do końca swojego życia terminatorem? Jałowcowej Łapie przypomniała się Cis, która uważała się za najlepszą, jak można było być tak bardzo zapatrzonym w siebie? Nie rozumiała tego, trzeba było się urodzić wspaniałym, a nie próbować kimś takim być, co robiła jej głupia, czarno-ruda siostra.
Hurr durr, a jednak unik szylkretowej piękności się nie udał. Przecież to nie była jej wina, prawda? Ona jeszcze nigdy nie walczyła. To była wina tej Motylej Larwy, która jeszcze jej nie nauczyła walczyć! A to powinno się robić na pierwszej lekcji, pff. Chociaż z drugiej strony - mogła się przy tych lekcjach ubrudzić, więc może to i lepiej? Niestety jej myśli przerwał głos Olchowej Łapy, który zaczął gadać jakieś głupoty. Przecież ona nie wzgardziła ich matką, ją porwali dwunodzy.
– Przestań gadać bzdury ty bury mopie! – krzyknęła, przypominając sobie nazwę długiego kijka, z którego zwisały szare nitki. Właśnie tak, Olcha był takim mopem, którym czyściło się ziemię w jaskini dwunożnych! – Ssssssam przynossssisz sssssobie wssssstyd. – prychnęła, naśladując wadę wymowy swojego jakże kochanego brata, jednak tego, co się stało chwilę później, Jałowcowa Łapa się nie spodziewała. Czy on właśnie próbował ZNISZCZYĆ JEJ CUDOWNE FUTRO? TERAZ NAWET NIE CHODZIŁO O TO, ŻE ON PRÓBOWAŁ JĄ ZABIĆ, A NAWET JEŚLI, TO MUSIAŁABY WYGLĄDAĆ ŁADNIE W CHWILI SWOJEJ ŚMIERCI, PRAWDA? A ON WŁAŚNIE ZAMIERZAŁ JĄ OSZPECIĆ!
– Zostaw mnie ty okropny lisi bobku, co ty sobie wyobrażasz?! Że możesz wyrywać sobie tak po prostu moje śliczne futro, tak?! Ty głupi, pusty kocie! – jej źrenice zwęziły się w szparki, a futro na grzbiecie nastroszyło się, przez co Jałowcowa Łapa wyglądała teraz, jakby użyła jakiegoś szamponu nadającego włosom objętość. Już miała rzucić się na brata, gdyby nie to, że proszę państwa! MOTYLI LOT, boże święty, próbował go od niej odepchnąć. Szylkretowa postanowiła więc odskoczyć w bok, gdyby jednak ''królewiczowi'' udało się ominąć srebrnego wojownika.
LVL 1 30 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, a Jałowiec próbowała słodkimi kłamstwami przekupić dawnego mistrza. Wkrótce pojawił się kolejny kot, Olchowa Łapa, który najwyraźniej nie myślał o tym, by dowiedzieć się coś więcej o okolicznościach zdarzenia. W ciągu tego całego kabaretu Chrząszczowa Łapa był nieobecny, a jaka szkoda. Nieźle by się uśmiał, patrząc na nędzną Jałowiec, która nadaremno próbowała chronić swoje futerko. Powinna się nauczyć, że wojownicze życie w lesie równa się brudnemu futerku, które można, uwaga, umyć potem.
Mknął przez las z Chrzanowym Korzeniem, by dotrzeć do obozu. Minęli Łabędzie Gniazdo i wkrótce obaj, wojownik i terminator poczuli znajomy zapach obozu – zioła z lecznicy, inne koty, kocięta pachnące mlekiem. Zwolnił tempo i odetchnął głośno, stawiając powolne kroki w stronę obozu. W końcu wychylił głowę do legowiska przywódcy, nieco zestresowany rozmową z kimś tak ważnym, ale w końcu do głowy dosunął resztę ciała i usiadł naprzeciwko Wężownika.
— Bo, ee...gdy byłłem na spacerze z Motyllim Lotem, to spotkkaliśmy Jałowcową Łapę i tata mi kazzał przyjść po przywódcę — mruknął niemrawo i zaczął truchcikiem lecieć z powrotem na miejsce zdarzenia w nadziei, że bury podąży bez większych wątpliwości.
Gdy po jakimś czasie znaleźli się nad rzeką, mina Chrząszcza nie wyrażała zdziwienia. Wyrażała jedno wielkie zdezorientowanie i zirytowanie, co WSZYSCY mają w tych swoich mózgach. Podszedł nieco bliżej i ze stoickim spokojem, lecz nadal nieco zażenowany, powiedział:
— Olchowa Łapo, nie warrto na nią tracić enerrgi, Wężowa Gwiazda się nią zajjmie — po czym odwrócił się by sprawdzić, jak tam lider, i czy w ogóle za nim poszedł.

/wąż. uznałam że poszedł ale jak nie to edytuje XD
<div class='chrzo'>
<span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span>
sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came

<span class='tekst3'>there's a panic in you</span>
there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me

<span class='tekst3'>DOWN</span>

</div>
<link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Cinzel&family=Kaushan+Script&family=Open+Sans+Condensed:wght@300&display=swap" rel="stylesheet">
<style> .chrzo { width: 500px; height: 185px; background: url('https://38.media.tumblr.com/018779a9e32daead1a9f245c2fdea6e7/tumblr_nu28mt4GCd1tf5enfo1_500.gif'); border: solid 1px black; box-shadow: 0 0 6px black;} .tekst1 { font-family: 'Open Sans Condensed';} .tekst2 {font-family: 'kaushan script'; text-shadow: 0 0 3px white;} .tekst3 {font-family: 'cinzel';} </style>
LVL 3 140 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Wężowej Gwieździe nie do końca chciało się tutaj być. Na prawdę. Miał ważniejsze rzeczy na głowie - jak na przykład patrole czy polowania. Jak się jednak okazywało, sprawa nie mogła obejść się bez niego i buras z wyraźnym zrezygnowaniem podążył za synem Żmijowego Ogona we wskazane przez niego miejsce.
Jego oczom ukazała się malownicza scena, podczas której Olchowa Łapa rzucał się na Jałowiec, a Motyli Lot próbował coś z tym faktem zrobić. Nie zrozumcie mnie źle - Wąż był w klanie po to, żeby spory rozwiązywać, wygładzać, albo rozstawiać wszystkich po kątach, ostatnio miał jednak wrażenie, że oprócz tego ostatniego, nie robił niczego innego. Czy oni wszyscy nie mogli się spierać jakoś bardziej kulturalnie?
Nie powiedział jednak nic, siadając po prostu i cierpliwie czekając, aż cała ta bitka się uspokoi.
<center>
<table><center><tr><td>___________Look me in my eyes
..__Tell me everything's not fine
..______Or the people ain't happy
.____And the river has r u n d r y
- ̗̀ You thought you could go free ̖́-
_____But the system is done for

</td><td>[Obrazek: gjPPyJ3.png]<td>
We'll never get free
Lamb to the s l a u g h t e r
What you gon' do
When there's blood in the water
The price of your greed
Is your son and your daughter

<br></td></tr></center></table>
</center>
LVL 9 90 / 500
MedLVL 2 3 / 300
30
Siła
S
14
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Atak Olchy: 8+2=10 (krytyczny) > 150%-50%=100% (udany) > (10+19)-(5+15)=9
Unik Jałowiec: 5+1=6 (słaby)
Próba odepchnięcia Olchy przez Motyla: 3+1=4 (nieudany)

Niestety Motyli Lot nie dobiegł do rodzeństwa na czas i Olchowa Łapa zdążył do kotki i zatopić w jej karku swoje pazury, choć dzięki temu, że próbowała od niego uskoczyć, obrażenia te były niezbyt poważne. Aktualnie Motyl stał obok dwójki kociąt Drobnego Ptaka - po tym jak chybił i wyminął ich - podczas gdy Olcha trzymał siostrę pazurami.

Olcha - lvl: 2 | S: 10 | Zr: 6 | Sz: 6 | HP: 70 | W: 37-3=34/40 | p: 1/1
Jałowiec - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 5 | Sz: 5 | HP: 48-9=39/60 | W: 37-3=34/40
• Rana 1. Stopnia: Mocne obicie pyska z prawej strony
• Rana 1. Stopnia: Długie ślady pazurów wzdłuż karku, krwawienie; -1HP na turę
Motyl - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 12 | Sz: 10 | HP: 75 | W: 55-4=51/55 | p: 0/3

/akcja dość pogmatwana, więc byłbym wdzięczna za wskazanie błędu, jeśli ktoś go znajdzie
i f e e l something so right
doing the..w r o n g.. thing
i feel something so wrong
doing the..... right ,..,thing
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Nie było czasu na odpowiadanie, ani na dyskusję z kimś takim, jak Motyli Lot. Olchowa Łapa nim gardził i czasem można było to zauważyć, chociaż zwykle starał się kryć swoja niepochlebną opinię o wojowniku, ale przede wszystkim... nie miał zamiaru pozwalać mu sobą dyrygować oraz rządzić. Podobnie odnosił się wobec Wilczego Szlaku, który, mimo iż teoretycznie stał wyżej od królewicza z powodu rangi w klanie, w bladozielonych oczach siódmego syna Lamparciego Płomienia był nikim.
Smoliście czarny kocur przywarł do karku swojej siostry, a jego pazury zanurzyły się w cienkiej skórze trójkolorowej kocicy. Krew trysnęła cienkimi strużkami, brudząc jego czarne pazury. Jej krzyki tylko pogarszały sytuację, a w szczególności wyzwiska, które kierowała pod jego adresem. Gniewny ogon trzaskał na boki ze świstem, uderzając o jej ciało dłuższymi kosmykami. Obrońca uciśnionych natomiast chybił, więc pomimo wyrwania się i prób obrony, oberwała. Mogło być gorzej, prawda?
Wtedy spomiędzy wrzasków Jałowiec usłyszał głos Chrząszczowej Łapy, który najpierw powiedział o zbliżającym się Wężowniku, a potem stwierdził jedną, mądrą rzecz - nie było warto. Król Olch odczepił się od jej krwawiącego ciała i splunął prosto w jej pysk, a potem podszedł do srebrzystego młodzika. Podczaszy na miejscu. Wybornie.
- Racja - przyznał terminatorowi, który uspokoił buzujące w nim emocje. Niestety, czasami wyrywała się przed szereg część charakteru odziedziczona przez matkę. Dobrze, że było już po wszystkim. Okazało się, że i Wężowa Gwiazda przybył na miejsce. Królewicz łypnął na niego z powagą i kiwnął głową na znak, że z jego strony to już koniec.
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
– Dobrze ci radzę, ty się już nie odzywaj – warknął w stronę Jałowcowej Łapy, gdy ta zaczęła rzucać obelgami. Och, jak miło, że wszystko wracało do normy. Do tej pory kotka była dziwnie spokojna, ale teraz, jak widać, znowu weszła w swój żywioł. Jedno było pewne – obelgami, przedrzeźnianiem brata czy kolejnym pokazem chorobliwego dbania o swoje futro nikomu nie zaplusuje. Widać Gwiezdni ją pokarali, bo Olcha jednak zdołał ją zranić, a Motylowi nie powiodła się próba powstrzymania kocura. O ile niepowodzenie przyjąłby ze wzruszeniem barkami, tak był zły na oba kocięta Drobnego Ptaka, chociaż z różnych powodów. W tej jednak chwili wrócił Chrząszcz wraz z Wężową Gwiazdą. Chrzanowy Korzeń najwyraźniej został w obozie lub poszedł zajmować się czymś innym.
Widząc, jak Olchowa Łapa opluł swoją siostrę, źrenice wojownika zwęziły się – nie chodziło jednak o sam gest i ewidentnie płynący z niego przekaz, a o prawdopodobną reakcję samotniczki. Dostała białej gorączki, gdy kocur zrzucił jej na kark ośnieżony mech, a biorąc pod uwagę fakt, że już była dosyć rozeźlona, mogła zareagować bardzo agresywnie, mimo obecności przywódcy, przed którym pewnie chciała dobrze wypaść – patrząc na to, jak zaczęła się jej rozmowa z synem Kukułki.
– Nawet się nie waż – ostrzegł ją, spinając mięśnie i łypiąc na kotkę podejrzliwie. W każdej chwili był gotowy wyrwać przed siebie i uderzyć ją w bok, powalając ją, gdyby teraz to ona próbowała zostawić terminatorowi krwawiące ślady. Oczywiście nie nie chciał jej zrobić krzywdy, co najwyżej nieco szylkretkę poobijać. Upomniał ją po raz kolejny, a jeśli się nie posłucha, to... cóż. Będzie mogła ponieść tego konsekwencje. Optymistycznie zakładając jednak, że nie popisała się po raz kolejny, robiąc coś głupiego, Motyli Lot zwrócił się w stronę przywódcy, podchodząc do niego i kiwając mu głową na powitanie.
– Wężowa Gwiazdo – zaczął, uspokajając się nieco, a sierść na jego karku, wcześniej znowu nastroszona, powoli opadła. Gdyby jednak miał drugą parę oczu z tyłu głowy, z całą pewnością obserwowałby nimi szylkretkę. – Byłem na spacerze z moją rodziną, kiedy wyczuliśmy zapach samotnika. Jak widać, Jałowcowa Łapa wróciła. Twierdzi, że została porwana przez Dwunogów – zaczął wyjaśniać, nie dzieląc się jednak z nikim swoimi wątpliwościami, czy to było kłamstwo, czy nie. Gdzieś w tej opowieści kryło się ziarno prawdy, ale wojownik nie miał zamiaru oceniać teraz postępków Jałowiec. Traktował jej słowa z dużym dystansem, biorąc pod uwagę, że była skłonna do różnych rzeczy.
– Chrząszcz z Chrzanowym Korzeniem pobiegli po ciebie do obozu, a ja wyszedłem mojej dawnej terminatorce na spotkanie. Potem pojawił się Olchowa Łapa, atakując swoją siostrę. Nie wysunął pazurów, więc stwierdziłem, że mała nauczka przydałaby się Jałowcowej Łapie. Zaznaczyłem jednak wyraźnie, żeby nie atakować kłami i pazurami, bo na to pozwalać nie zamierzałem. Wolałem poczekać na ciebie. – Na moment zwrócił spojrzenie na smolistego kocura, świdrując go wzrokiem. Potem znów spojrzał na Wężową Gwiazdę, machnąwszy ogonem z lekką irytacją. – Resztę już znasz. Jak widać, Jałowcowa Łapa nie zmieniła się za wiele, ale jeśli uznasz za stosowne przyjąć ją z powrotem, mógłbym natychmiast wznowić jej trening. Gdyby skończyło się tak, jak ostatnio, dam znać – zapewnił, marszcząc nieznacznie pysk. Kotka nadal była zapatrzona w siebie, miała skłonności do awantur, ale Wąż z ich ostatniej rozmowy wiedział, że Motyl miałby parę pomysłów na ukrócenie humorków córki Lamparciego Płomienia. Potem srebrny już tylko czekał spokojnie, ustawiając się tak, aby mieć dobry widok na samotniczkę i przywódcę jednocześnie. Swoje już zrobił, swoje powiedział, więc niech się dzieje wola Wunsza i potem się zobaczy. Motyl się dostosuje – w końcu nie wzywał burego kocura bez powodu. Decyzja o losach Jałowiec leżała w jego łapach.
[Obrazek: GpnI40M.png]
LVL 5 15 / 400
MedLVL 2 20 / 300
11
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
- Skoro już skończyliście... - odezwał się kocur, jednocześnie podnosząc się z pozycji siedzącej. To se w sumie odpoczął, nic tylko pozazdrościć. - Rozmawialiśmy już o tym, Motyli Locie, o ile pamięć mnie nie myli. Powiedziałeś wtedy, że masz pomysł na to, jak poprowadzić jej trening więc jak widać, masz swoją szansę na to. - odpowiedział, spoglądając kocurowi prosto w oczy spojrzeniem chłodnym i pełnym dystansu, jak zwykle z resztą.
- Jałowcowa Łapo, przez okres dwóch księżyców obóz możesz opuszczać tylko pod okiem wojownika. - odwrócił mordkę w kierunku kotki, do której to kierował słowa. - Idź też do Ciernistego Kwiatu, żeby zajęła się twoimi ranami i cię opatrzyła. - rzucił jeszcze, nie czekając praktycznie na jakąkolwiek odpowiedź. Zbiegowisko można było rozgonić, a zabawę uznać za zakończoną. On nie miał tutaj nic więcej do dodania i chciał po prostu zająć się swoimi sprawami. Ruszył więc przed siebie, zostawiając całą czwórkę samym sobie.

[z/t]
<center>
<table><center><tr><td>___________Look me in my eyes
..__Tell me everything's not fine
..______Or the people ain't happy
.____And the river has r u n d r y
- ̗̀ You thought you could go free ̖́-
_____But the system is done for

</td><td>[Obrazek: gjPPyJ3.png]<td>
We'll never get free
Lamb to the s l a u g h t e r
What you gon' do
When there's blood in the water
The price of your greed
Is your son and your daughter

<br></td></tr></center></table>
</center>
LVL 9 90 / 500
MedLVL 2 3 / 300
30
Siła
S
14
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Żałował, że nie zostawił jej poważniejszych śladów, ale skoro i tak dostała szansę, aby powrócić do Klanu Cienia, to przynajmniej Ciernisty Kwiat będzie miała mniejszy kłopot. Głębsze rany trudniej się goiły i wiedział to nawet skończony lisi bobek pokroju Motylego Móżdżku. Olcha rzucił pogardliwym spojrzeniem siostrze i zaraz po tym, jak Wężowa Gwiazda odszedł, żeby zająć się własnymi sprawami, królewicz odezwał się do Chrząszczowej Łapy.
- Idziemy, Chrząszczowa Łapo. Teraz - przywołał go do siebie. Gardłowy, niski pomruk wydobył się z jego gardła, a bladozielone ślepia zagarnęły przybranego syna kocura, który podobno był wojownikiem, żeby wraz z nim udał się do obozu. Pierzasty ogon królewicza z dumą zawisł w powietrzu, a elegancki krok wiódł go przez terytorium Klanu Cienia. Pewien był, że srebrny kocur o czarny pręgach nie odmówi pójścia za nim, dlatego nawet się nie obejrzał. Szedł, jakby nie dotykał ziemi z myślą, że jego przyboczny zaraz zjawi się u jego boku, jak przystało na przybocznego, prawda?

zt
LVL 6 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości