Logo Artemidy
Czarny Ogon - zachód
#46
W dniu, w którym z legowiska wojowników na dobre wywietrzał zapach Tygryska, Kurzyk i Lefki, Śliski Brzeg opuściła obóz i przez kolejne księżyce nie wróciła do niego na dłużej niż jedno uderzenie serca potrzebne do ukradkowego uzupełnienia stosu upolowaną zwierzyną. O ile wcześniej mało udzielała się w Klanowym życiu, teraz jej ulotną obecność zaznaczały zaledwie pozostawione na ubitej ziemii ślady łap, woń znacząca granice oraz pióra i sierść pozostawianej w zapadlisku zwierzyny. Młodsze pokolenie Cienia zapewne nie widziały nigdy pyszczka wojowniczki, a zapewne wielu starszych już zapomniało jak wygląda samozwańczy syn Bagiennej Trzciny. Nieświadomie, nawet nie wiedząc kiedy, łaciata podążyła tą samą ścieżką co Ojciec, krążąc po terenach niczym duch. Jednak w przeciwieństwie do szarego kocura, Ślizgawka była raczej Dobrym, niż Złym Duchem, chociaż jej wygląd zdecydowanie na to nie wskazywał. Prowadziła się jak obdarty wagabunda - znacząco wychudła i przestała dbać o futro, które zszarzało i sterczało na wszystkie strony w nieładzie. Tak jak wcześniej nigdy nie opuszczała obozu po zmroku, tak teraz sypiała raczej w dzień, chroniąc się w koronach drzew i opuszczonych gniazdach, a polując mniej bezpiecznymi nocami. Nieczęsto przekraczała granice, chociaż zaczęło się jej to zdarzać, jednak wciąż wracała, jak uwiązana na niewidzialnym łańcuchu, którego wciąż nie miała siły zerwać.
Jednak oprócz przysięgi, którą złożyła przed Wężową Gwiazdą i resztą Cienia, właściwie nic ją już z Klanem nie łączyło.

Był jeszcze Poranny Szron.

Gdyby nie brat, Śliski Brzeg prawdodpobnie ani przez uderzenie serca nie zastanawiałaby się nad odejściem i ruszeniem na poszukiwanie pozostałych bliskich. Nieustannie, kompulsywnie wręcz, rozmyślała co się stało z Piowężami oraz koloroowoką kotką, nie dopuszczając do siebie opcji, że mogli zniknąć z własnej woli. Umysł podsuwał jej czarne obrazy jak cierpią i wołają o pomoc w pustkę, jednak nie potrafiła pozostawić za plecami tego co dotychczas zwała domem, póki Szron w nim był. Potrzebował jej. Ona potrzebowała jego. A podróż mogła być drogą bez powrotu, w którą nie mogła się udać bez pożegnania.
I może dlatego, chociaż samej brakowało jej odwagi by znaleźć brata i odbyć z nim poważną rozmowę, zrobiła wszystko by ich ścieżki się przecięły, a on znalazł ją. O ile tylko chciał.


// bro Szronik


「 it's so quiet here and i feel so cold
... this house no longer feels like HOME 」


LVL 5 20 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
Jeśliby na to spojrzeć z tej strony, to Poranny Szron mimo całej swojej nienawiści, a potem lodowatej wzgardy wobec Pokrucha - również ruszył jego ścieżkami. Od początku z Klanem nie wiązało go absolutnie nic poza mniej lub bardziej zażyłymi więzami rodzinnymi. Nigdy nie czuł się zobowiązany do służenia cienistej społeczności z innych przyczyn niż uwiązania zasadami czy oczekiwań wobec rangi, którą piastował. Na obronę swojej decyzji pozostania na tych ziemiach, mimo wewnętrznego sprzeciwu, nie dysponował żadnymi mocnymi argumentami. Wędrował między drzewami blady jak trup, ginący w oczach na kształt tej samej zjawy, jaką wiele, wiele księżyców temu darzył tak wyniszczającymi go od środka uczuciami. Duch co prawda zniknął, ale kosztem zatracenia przez kocura dobrej cząstki jego samego. Ujawniała się, fakt, nie oznaczało to jednak, że według niego przynależała do jego istnienia. Nie cierpiał jej. Czuł, bo czuł. Kochał, bo kochał. Nie rozumiał tego i nie chciał rozumieć, a nawet jeśli już zdążył dojść do wielu wniosków od czasu swojego pierwszego rozkruszenia, to nie drążył dalej. Wiedział, iż jeśli sięgnie zbyt głęboko, to potwór na czekający na samym tego dnie porwie go i więcej nie wypuści.
Długi czas jedynym sensownym, mocnym łańcuchem zdolnym przytwierdzić go do Cienia była jego siostra. Kiedy jednak i ona przestała się pojawiać, kiedy nawet ta ostatnia tak ważna dla niego osoba zdecydowała się poddać, stracił wiarę w sens swojego postępowania. Stopniowo coraz bardziej i bardziej zanikał w nieustannie rozrastającym się, wypluwającym kolejne świeże, tępe larwy społeczeństwie, wobec którego wewnątrz siebie nie odczuwał żadnej zażyłości. Był tutaj bardziej z wygody, potrafił sobie bowiem wyobrazić jak wygląda życie samotnika, ale z czasem i ta myśl wydała mu się mdła w obliczu tego, co przygaszało zapał w jego sercu. On potrzebował jej, ona jego. Łączyła ich dziwna, niewytłumaczalna więź, którą opisać potrafiło jedynie rodzeństwo dojrzewające razem, poznające razem, cierpiące razem. We wczesnych księżycach ich drogi się rozeszły co prawda, ale teraz, w dorosłym już wieku, z jakichś przyczyn ponownie się skrzyżowały ze sobą, i to tak gwałtownie, że sam Szron wciąż wydawał się gdzieś w środku wirować w otumanieniu, dawno temu pchnięty przez pęd wiatru, z jakim to nastąpiło. Słowem, gdy okaże się, że pierwszy skarb, jaki odnalazł w swoim życiu, był również ostatnim, to nie będzie istniało już nic, co byłoby w stanie zmusić wojownika do dalszego cierpienia. Bo przecież jak to nazwać: być, ale w połowie, w miejscu tego drugiego pół widząc jedynie pustkę?
Wyglądało na to, iż zaraz miał poznać odpowiedzi na swoje pytania.
– A więc – rzucił już z dala, głośno i wyraźnie – wciąż jest tu coś, co cię tu trzyma.
Decydując się na odwzajemnienie jego spojrzenia, zobaczyłaby to samo, co zwykle: zimne oczy, bliznę na pysku, cięte rysy. Tylko kawałka jednego z uszu już nie było, i ten lód w jego ślepiach wydawał się jakiś inny: delikatniejszy, nie kujący wprost, prawie smutny. Nie dało się jednak ukryć, że twardość wciąż tam była, tylko ukryta warstwę głębiej.
[Obrazek: fish_bones_pixel_by_zombiemutt13-d7p1ohu.png]
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Nie mając okazji do przeglądania się w tafli wody, nawet nie wiedziała jak bardzo zrobiła się podobna do ojca - takiego, jakim widziała go ostatnim razem. Kompulsywnie strzelające na boki spojrzenie, miotający się ogon, ostrożny krok - wyczulona na każdy szelest, ruch w polu widzenia jak płoche zwierzątko, przypominała bardziej tchórzliwego królika, a nie wojownika Klanu Cienia. W normalnych warunkach nigdy nie ukazałaby się bratu w takim stanie, jednak nie mogła trwać bez końca w tym stanie półistnienia, jedną łapą zostając w Klanie Cienia, a drugą będąc już bardzo, bardzo daleko.
Z daleka ujrzała kościstą sylwetkę, której widok zawsze budził ucisk w żołądku. Przy Porannym Szronie starała się grać silną i opanowaną, ważąc słowa ostrożniej niż zwykle, chociaż podczas rozmowy z nim w Śliskim sercu i umyśle panował chaos emocji. Jednak teraz nie poczuła nic więcej, jakby nieustannie towarzyszący jej strach i rozpacz w końcu stępiły zdolność prawidłowego czucia. Tak jak dla innych normalne było oddychanie, tak dla Śliskiego Brzegu nieodłączny stał się zimny dreszcz niepokoju pełznący wzdłuż kręgosłupa.
- Przysięgałam. - Rzuciła pustym głosem, sama sobie nie wierząc. Chociaż czy powtarzane w kółko kłamstwo nie miało szansy w końcu stać się prawdą? Ślizg od księżycy próbowała się przekonać, że nie ma prawa odejść, chociaż serce rwało się poza granice, a złożona przysięga była warta tyle co sterta pierza. Lodowa Trzcinka wiedziała, że jej lojalność wobec Cienia skończy się w momencie, w którym stanie przed koniecznością przepędzenia z jego granic Lefki... Miała być bardziej wierna grupie nieznanych kotów niż swoim przyjaciołom? Klan Cienia stał się dla niej obcy i oszukiwała się myślą, że będzie w stanie poświęcić dla niego życie.
- Ty. Tak naprawdę tylko ty mnie tutaj trzymasz. - Wyrzuciła nagle z siebie, nie pozwalając by po pierwszej wypowiedzianej wersji zapadła zbyt długa cisza. Na krótki moment uniosła na Szrona spojrzenie smutnych oczu, ale zaraz uciekła nim gdzieś w bok. Nie wiedziała jak zareaguje na tę rewelację i normalnie umierałaby z niepokoju, ale cóż, już bardziej się nie dało.


「 it's so quiet here and i feel so cold
... this house no longer feels like HOME 」


LVL 5 20 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
Nie, absolutnie nie umknęło jego uwadze to, kim się stała jego siostra. Czy raczej, co nowego przyniosła na swoim grzbiecie, bowiem gdyby bursztyn jej oczu okazał się być bursztynem kompletnie innej osoby, prawdopodobnie potraktowałby ją zgoła inaczej. Na czarno-białym grzbiecie gościła szata różniąca się już od poprzednich, wygodnych aksamitów typowej wojowniczki. Nie, Śliska odziała się w zupełnie nowe akcenty, akcenty samodzielnego myślenia, świadomości przede wszystkim, słowem coś, co w przypadku Szrona zdążyło już jakiś czas temu trwale przywrzeć do jego skóry: mocne, silne, nie dające spać po nocach poczucie odrębności. Wrażenia, że pewnego dnia zamieniono się w kawałek, który przestał pasować do układanki, do której wcześniej wydawało się, iż był integralną częścią. Aprobował to, choć na razie tylko po cichu. W reakcji na jej pierwszy argument aż skrzywił lekko brew, tak bardzo nie pasowało mu to do jego wysuniętej przed chwilą teorii... i jako słowo samo w sobie. Co to jest, przysięgnąć? Warte tyle samo co warunek nabazgrany na kartce, którą poniósł wiatr. Wartość przysięgi kończyła się tam, gdzie kończyła ślepa wiara w moralne, ładne z brzmienia zasady. W oczach kocura osłanianie się czymś takim było wręcz śmieszne, niegodne jego siostry.
Następne słowa powstrzymały go od ciętego komentarza, a nawet nieco uspokoiło. Poruszył delikatnie ogonem, zlustrował spojrzeniem. Niby wyglądał, jakby rozważał wiele kwestii, ale tak naprawdę to tylko to krótkie milczenie tworzyło takie odczucie. W rzeczywistości nie było już za bardzo czego rozważać. Był zdecydowany.
– Więc zabierz mnie ze sobą – powiedział. – Wtedy już nic cię nie będzie tu trzymało. Mnie też nie.
Po chwili twardego patrzenia na kocicę podszedł ze swoim charakterystycznie harmonijnym, acz stanowczym krokiem. Zdawać by się mogło, iż gdyby ten świat zezwalał na większą fantastykę, to kocur najpewniej zostawiałby za sobą lodowe, pokrywające szronem ziemię ślady łap. Gdy zbliżył się do Śliskiej, wyraz białego pyska na powrót nieco złagodniał. Widział, że zmieniła się nie tylko pod względem myślenia o Klanie, ale również fizycznie. Jej futerko wyglądało koszmarnie. Może w przypadku biało-srebrnego wojownika zabrzmi to absurdalnie, ale wówczas w dosłownie ułamek sekundy przez jego umysł przemknęła krótka błyskawica jakiegoś emocjonalnego drygu, każąca mu przejechać łapą, poprawić jakoś tę potarmoszoną, upstrzoną brudem sierść. Nie uległ jej jednak; zamiast tego przemknął tylko z pewnym niezadowoleniem zmieszanym z braterską troską po jej ciele, a następnie ponownie wrócił do jej pyszczka. Starał się złapać choć na chwilę te ciągle uciekające, piękne oczy. Tak dawno ich przecież nie widział!
– Nie potrafisz nawet o siebie zadbać poza Klanem... – mruknął, jakby z drugiego, bardziej emocjonalnego krańca swojej duszy.
[Obrazek: fish_bones_pixel_by_zombiemutt13-d7p1ohu.png]
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
Śliski Brzeg nie uważała zmian, które w niej zachodziły za godną pochwały ewolucję. Raczej za zepsucie, niszczące ją powoli i strzępiące jej brzegi, czyniąc niepasującym do układanki, niepotrzebnym fragmentem. Nie była przyuczana do samodzielnego, odrębnego życia, dlatego tak motała się w próbie odnalezienia się w nowej sytuacji. Nie chciała i nie potrafiła istnieć jako osobna jednostka, bez żadnego wsparcia i celu, co zresztą odbijało się na jej kondycji, tak bardzo widocznej w potarganym, zszarzałym futrze. Obezwładniało ją poczucie zawodu, rozczarowania siebie i bliskich, wszystkich ideałów, w które wierzyła i głosiła. Jasnofutry brat był dla niej jak światełko w czarnym lesie, jedyny drogowskaz w jakim kierunku powinna podążać. W jakiś sposób zawsze potrafił znaleźć końcówkę sznurka w kłębowisku jej emocji, i jednym pociągnięciem rozplątać cały ten galimatias.
Tak jak teraz, po prostu obdarzył ją długim, stanowczym spojrzeniem i krótkim zdaniem rozwiązał największy problem ostatnich tygodni. Śliskiej momentalnie zwilgotniał nos i oczy, jakby wszystkie skotłowane wewnątrz uczucia nagle znalazły ujście w postaci słonych kropli.
- Pójdziesz ze mną? - Wychrypiała, wreszcie pozwalając błękitnym ślepiom złapać jej spojrzenie. Bez lęku i z ulgą patrzyła w bratnie oczy o chłodnej barwie, a jednak tak ciepłym wyrazie. - Ja nie chcę... nie potrafię tutaj dłużej żyć. - Na krótki moment uciekła wzrokiem, w pewnym sensie wstydząc się tego wyznania. W końcu poświęciła Klanowi sporo krwi i potu, wszystkie księżyce swojego dotychczasowe życia i nagle okazało się, że to wszystko na marne. Tak wiele energii wkładała w swój trening, a później w nauki swych terminatorów i obowiązki wojownika, po to, by najpierw zyskać cień aprobaty w oczach ojca, potem by znaleźć swoje miejsce i akceptację, a na końcu, bo nie znała żadnej innej ewentualności. Teraz to wszystko okazało się jedną, wielką stratą czasu.
- Były ważniejsze rzeczy. - Odparła na uwagę o stanie swojego futra. Czarny ogon nerwowo zatańczył w powietrzu, ale nastroszona na grzbiecie sierść powoli opadała, tak jak równie powoli spokój ponownie zadomawiał się w sercu Śliskiego Brzegu. Trzeźwa część jej umysłu podpowiadała, że to może być tylko krótki, dobry sen, ale wojowniczka postanowiła trzymać się go kurczowo nawet jak miał trwać tylko chwilę. U boku Porannego Szronu mogła odetchnąć i zamierzała to zrobić, nawet jak miał to być ostatni głęboki wdech przed utonięciem w wielkiej wodzie.
- Z tobą będzie lepiej.


「 it's so quiet here and i feel so cold
... this house no longer feels like HOME 」


LVL 5 20 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
11
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
Szron przez znaczną większość swojego życia był sam. Najpierw wewnątrz siebie, otoczony ścianami kociarni i pulsującym bólem swojej blizny, a potem z biegiem księżyców również i wszędzie, gdzie tylko się pojawił. Zaślepiony swoimi emocjami, pychą, aż finalnie zwyczajnie obojętny na co, co się działo dookoła, sercem sam z siebie zostawił Klan, któremu służył. W tym duchowym znaczeniu już od dawna do niego nie należał. Tak więc samodzielność nie była mu absolutnie obca; z czasem przyzwyczaił się do tego, iż w życiu musiał radzić sobie bez niczyjej pomocy. Bez miłości matki, bez wsparcia ojca... bez rodzeństwa. Śmierć lub samowola zabrały praktycznie wszystkich, do których mógł mieć szansę czuć coś więcej prócz chłodu. Na chwilę odzyskał Sopelka, ale tą znowu gdzieś poniosło. Najmocniej odczuł na sobie brak Śliskiej... która teraz raczyła tutaj wrócić, do niego, jak to powiedziała. Zupełnie jakby wyczuła tę dziwną pustkę w części jego serca, jego wołanie, brzęk myśli krążących wokół niej. Przyszła spomiędzy drzew, praktycznie znikąd, tak po prostu kładąc białe, kościste łapy na zimnej ściółce, gdzie dosłownie przed chwilą jej nie było. Mógłby sobie powiedzieć, że mu się to śniło, ale potrafił rozróżnić prawdę od fikcji.
Potrafił rozpoznać zapach drugiego ducha.
Nie miał tendencji do rozdrabniania niepotrzebnie spraw na czynniki pierwsze. Raz na jakiś czas zdarzało mu się zobaczyć ten jeden sznurek w całej plątaninie, który rozwiązuje je wszystkie. Najbardziej pragnął umieć odnaleźć ten, za którego pociągnięciem zrzuciłby cały ciężar z białej piersi jego siostry. Było to praktycznie jedyne, co go obchodziło... bo sam siebie rozsupłać nie umiał.
– Ja też nie – powiedział, po chwili ponownie się do niej przybliżając. Patrzył z uwagą na nią, na jej wątłe ciało, na utrapienie w jej bursztynowych ślepiach, których spojrzenie narobiło takiego bałaganu w nim całym. Na ten widok zmiękł lekko, ale nie dał po sobie tego poznać. Na razie.
Gdy usłyszał jej usprawiedliwienie na takie potraktowanie swojego zdrowia, kocurowi wydało się to dziwnie pasować do czarno-białej wojowniczki. W jego oczach zawsze kładła swoje obowiązki ponad swoje własne dobro. Uważał to za stanowczo zbyt wielkie poświęcenie, zwłaszcza jeśli potem okazało się, że teraz planuje to tak po prostu odrzucić. Intrygowało to Szrona, ale nie dopytywał. Czuł, że będzie na to jeszcze inne miejsce i czas. W końcu tego ostatniego teraz będą mieli prawdopodobniej dużo więcej niż do tej pory.
– Dla ciebie zawsze były. Odkąd pamiętam – skomentował, nie mogąc powstrzymać lekkiego, odrobinę nawet rozczulonego uśmiechu. Trochę nie rozumiał jej pewnego zestresowania w tym momencie; on do opuszczenia Klanu nie dokładał tej całej niepotrzebnej filozofii. Chciał, to szedł. Był już na takim etapie, że gdyby dokładnie teraz, w tym momencie postanowił wystawić łapę poza granicę i nigdy do niej nie wrócić, to nie odwróciłby nawet się za siebie. Nie miałby żadnych refleksji co do swojej decyzji. Był zdecydowany.
Opuścił ku niej głowę i otarł pysk o jej policzek.
– Chodźmy. Gdziekolwiek zaprowadzisz.
To były najprawdopodobniej najcieplejsze słowa, jakie kiedykolwiek z siebie wypuścił. W przypadku Ślizg nie zamierzał jednak jej szczędzić takiego tonu do zaledwie jednego razu. Wręcz przeciwnie, mógłby do niej mówić w ten sposób całymi księżycami, od rana do wieczora. Gdyby tylko mu pozwolono zostać przy niej aż do samego końca, i nigdy jej nie opuścić.

2xzt, siup
[Obrazek: fish_bones_pixel_by_zombiemutt13-d7p1ohu.png]
i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
LVL 4 60 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
Ku jego zdziwieniu, w tym dniu nie było tak zimno, jak zwykło być do tej pory, a śnieg poprószył jedynie w nocy, zostawiając po sobie tylko wilgotną ziemię w co poniektórych miejscach. Wyciągnął swój grzbiet do góry i się przeciągnął, prostując z lekka sztywne kości, a następnie mlasnął. Przez to, że jego treningi odbywały się co kilka dni, a w pozostałe sam z siebie nigdzie nie wychodził z obozu, bo było mu zimno, nie miał co robić i nudziło mu się. Z nikim nie rozmawiał, a wolny czas spędzał zazwyczaj w samotności, gdzieś na uboczu, kontemplując nad wieloma rzeczami. Drzewna Łapa, ze względu na swoją opinię o innych, nie miał pokaźnej liczby znajomych czy przyjaciół – czy on w ogóle jakichś miał? Poza rodziną i kilkoma wyjątkami, z którymi zamienił kilka słów zaledwie jeden czy dwa razy, z nikim się nie kolegował, a co dopiero przyjaźnił. To nie tak, że przeszkadzało mu to, skądże, choć chwilowym towarzystwem kogoś, z kim da się porozmawiać o czymś ciekawym, raczej nie gardził. Trafne jest tu stwierdzenie, że inni nie są mu niezbędni i umie bez nich żyć.
Mimo to, słowa jego siostry, Popielnej Łapy, skłoniły go do pomyślenia o swoim zachowaniu. Dotarło do niego, że odsuwanie się od kotów nie skończyło się tak, jak on tego chciał, a jedynie przysporzyło mu dodatkowych problemów, których rozwiązanie nie zaliczało się do najprostszych. Wiedział, że winien zmienić się choć trochę, by uniknąć podobnych sytuacji, to jest konfrontowania się z czyimś smutkiem, wywołanym przez niego.
Od myślenia o tym zakręciło mu się w głowie. Wydał z siebie zrezygnowany jęk, a następnie powlókł swoimi łapami w stronę wyjścia z obozu. Siedzenie w tym zapchlonym obozie nie działało na niego dobrze, a więc skorzystanie z dobrej pogody i opuszczenie go na jakiś czas nie wydawało się takie złe. Obrał kierunek ku południu, w stronę przeciwną od czterech klanów, bo o dziwo jeszcze go tam nie było. Szedł prosto, nie zatrzymując się nigdzie, aż dotarł do miejsca, które, o ile dobrze kojarzył, nosiło miano Czarnego (A może Ciemnego?) Ogona. Zaciekawiony, przebrnął przez szuwary i inne trawy, by usiąść nad brzegiem na lekkim wzniesieniu i zawisnąć nad taflą swoją głową. Szum płynącej powoli wody działał na niego kojącą, dlatego stwierdził, że zostanie tu jeszcze na chwilę.

Bluszcz
<style> .teksty9{text-align: center; margin: auto; font-family: arial; font-size: 10px; border: 2px dotted #4A6834; width: 200px; padding: 15px; border-radius: 20px/50px;}</style> <table><tr><td><div class="teksty9">kwas teraźniejszości stworzony przez ludzi hermetyczna wyobraźnia zagubionej struktury ludzkiej niekumacji, ja tego <s>nie</s> rozumiem a ogółem idę ciągle przed siebie </div><td><img src="https://media.giphy.com/media/VIPsTDa6PChYxgYqWy/giphy.gif"></td></td></tr></table>
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
Być może z racji mojej ucieczki z obozu razem z Barszcz, zanim jeszcze stałyśmy się terminatorkami, i z faktu, iż nikt nas na tym nie nakrył i nie ukarał… miałam nieco luźniejsze podejście do wychodzenia na tereny, niż inne koty w podobnym wieku. Moje rodzeństwo, ta strawa dla wron, siedziało wciąż w kociarni albo lecznicy, w sumie to mnie to nie interesowało, z wyjątkiem jednej tylko Barszcz, jednak nie uszło mojej uwadze, że młode koty, tylko o parę księżyców starsze ode mnie, najczęściej wychodziły z obozu z innymi, najczęściej wojownikami. Ja jednak nie zamierzałam przyklejać się do tyłka jakiegokolwiek starszego kota, wychodząc z założenia, że skoro jestem terminatorką i skoro poradziłam sobie już poza obozem nawet jako kociak, to i teraz dam sobie radę. Z taką właśnie myślą po raz kolejny przekroczyłam magiczną linię wyjścia z obozu i obrałam… w gruncie rzeczy losowy kierunek. Nie szukałam niczego konkretnego, może tylko z wyjątkiem odrobiny ciszy i uspokojenia wciąż burzących się we mnie emocji w związku z Barszcz i Płonącą Łapą… więc to, gdzie się koniec końców znajdę, nie miało dla mnie większego znaczenia.
Stąpałam cicho i ostrożnie, lekko podirytowana śniegiem skrzypiącym pod mymi łapami. Śnieg. Kto to w ogóle wymyślił? W przeciwieństwie do chociażby mojej siostry czy młodszych kociaków, mnie ten fenomen w ogóle nie fascynował i nie ciekawił, raczej napawał mnie niezadowoleniem, bowiem sprawiał, że było mokro, zimno i nieprzyjemnie. Taka jednak cena wyjścia z cichej Ciemnej Wnęki, a ja nie zamierzałam się teraz cofać. Mijałam kolejne drzewa, robiłam kolejne skręty i czułam się, jakbym krążyła w kółko, szukając czegoś, czego sama nie byłam pewna… w końcu jednak zobaczyłam wodę. Cienką strugę, która płynęła leniwie i powoli. Może nawet miała jakąś nazwę, ale to nie miało większego znaczenia. Stawiałam kolejne kroki wzdłuż wody, kroczyłam poprzez szuwary, trawy i zarośla, nieświadomie oddalając się od terenów klanu Wichru, aż zamajaczyła mi na horyzoncie kocia sylwetka. Ruszyłam w jej stronę, stawiając nieco sztywno kolejne kroki, aż mogłam mu się przyjrzeć dokładniej. Miał jasnobrązowe futro z białymi plamami, a może białe z jasnobrązowymi łatami? I był dziwnouchy, jak Trzcinowa Sadzawka, nawet kojarzyłam go z widzenia, dlatego nie miałam wątpliwości, że to Cienisty, a nie ktoś z innego klanu czy samotnik. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, co właściwie robi ten kocur: wpatruje się w wodę. Zmarszczyłam lekko nos, by podejść bliżej do strumienia i zrobić to samo, by zobaczyć własne odbicie i własną niezadowoloną minę. Mhm. Nawet nie byłam ładna, co można by powiedzieć chociażby o Barszcz. Milczałam, stojąc jakieś kilkanaście kroków od kocura, jakby w innym świecie.
i don't wanna be any part of your scene
i don't believe what you believe
i'd rather be faceless in the dark
than be so
F A K E................
.................
like the way you are


:pustka:
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
Westchnąwszy, przeniósł swój wzrok z wody na to, co się rozciągało po jej drugim brzegu. Nie różniło się to za bardzo od tego, jak wyglądał Czarny Ogon po jego północnej stronie. Znad szuwarów, traw i zarośli obrastających to miejsce widać było las. Drzewa rosły tam gęściej i zwięźlej, choć gdyby się cofnąć o kilkanaście kroków za Drzewną Łapę, nie różniłyby się od tych, które się znajdowały na terenie Klanu Cienia. Był ciekaw, co się znajdowało za nimi, bo las musiał mieć swój koniec, prawda? Czy były to trawy, pagórki, czy też bagna i doły? Czy ktoś z klanu mógł rozwiać jego wątpliwości? Wątpliwe. Nie słyszał, by ktokolwiek z ich klanu nabył umiejętność pozwalającą na przeprawę przez tę rzekę. Chociaż... Czy gdyby nie okazało się to prawdą, a ktoś rzeczywiście ową posiadał, to czy po wykorzystaniu jej wróciłby tu? Czyżby za tym strumieniem mieściło się coś, co zachęcało sobą bardziej niż życie wśród czterech klanów? Lecz jeśli tak faktycznie było, to co mogłoby to być? Poza usłyszanymi z matczynych opowieści pieszczochami i samotnikami, Drzewna Łapa nie znał innej drogi życiowej, jaką mógłby obrać kot nieżyjący w zgodzie z Gwiezdnymi i Kodeksem Wojownika. Wizja tego, by na własną łapę przekonać się o tym, co się tam znajdowało, była kusząca. Nic go nie trzymało przy Klanie Cienia, bowiem jego relacje z innymi były tak kruche i nic nieznaczące, że z łatwością udałoby mu się je zerwać. Wiedziony za nos własnymi fantazjami, mimowolnie zbliżył swoją łapę do leniwie płynącego strumienia, jednak od razu po tym, jak się z nim zetknął, powrócił do chłodnej i wstrząsającej rzeczywistości. Niemal po połowie uderzenia serca odsunął od wody kończynę niczym poparzony. Strząsnął z niej zimną ciecz, a następnie powiódł po okolicy wzrokiem przesyconych żółcią ślepi, jak gdyby poszukując czegoś, co zatrzymałoby go tu jeszcze na krótką chwilę. Wtem natrafił spojrzeniem na kotkę – w zasadzie to nie wyróżniała się niczym oprócz grymasu na czarno-rudym pysku. Kojarzył ją, siedziała przy jego bracie na ostatniej ceremonii, choć czy to na pewne była ona? W Klanie Cienia roiło się od podobnych do niej kocic. Mimo że posiadały one unikatowy zestaw plam, nie sposób było je zapamiętać i odróżnić od siebie. W sumie, czy to miało w tej chwili jakiekolwiek znaczenie? Bądź co bądź nie znał się z żadną o podobnym wyglądzie, więc nie musiał się martwić tym, że doszłoby do sytuacji takiej, jaka miała miejsce podczas spotkania z Popielną Łapą.
Z początku nie miał zamiaru jej zaczepiać, ba – chciał stąd odejść, udając, że w ogóle jej nie zauważył, jednak gdy jego wzrok ponownie zatrzymał się na nieokreślonym punkcie w oddali, na przeciwnym brzegu, coś go tknęło. Być może ona wiedziała coś na ten temat? Mogła mieć własne przypuszczenia, różniące się od tych należących do Okrucha, a bardziej adekwatne i zgodne z prawdą. Raczej nie zaszkodzi zapytać, dlatego po chwili namysłu podniósł się i wygiąwszy ogon w kształt literki S, zbliżył się do kotki tak, aby znaleźć się przy niej na długość dwóch lisich ogonów.
– Ty – zwrócił się do niej, by przyciągnąć jej uwagę, po czym kontynuował. – Jak myślisz, co jest tam, na drugim brzegu, za tym lasem? – zapytał się, spoglądając w kierunku opisanej przez siebie przestrzeni. Majtnął nieco swym ogonem, jakby trochę zirytowany tym, że nie wiedział, że ona też prawdopodobnie tego nie wiedziała, że zapewne nikt z jego klanu nie wiedział, co się tam znajduje. Nie lubił, gdy nie otrzymywał odpowiedzi na rosnące w jego głowie pytania, a takich pojawiało się z czasem więcej i więcej.
<style> .teksty9{text-align: center; margin: auto; font-family: arial; font-size: 10px; border: 2px dotted #4A6834; width: 200px; padding: 15px; border-radius: 20px/50px;}</style> <table><tr><td><div class="teksty9">kwas teraźniejszości stworzony przez ludzi hermetyczna wyobraźnia zagubionej struktury ludzkiej niekumacji, ja tego <s>nie</s> rozumiem a ogółem idę ciągle przed siebie </div><td><img src="https://media.giphy.com/media/VIPsTDa6PChYxgYqWy/giphy.gif"></td></td></tr></table>
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
Beznamiętnie przyglądałam się własnemu odbiciu, z pewną obojętnością stwierdzając, że średnio podoba mi się to, co widzę. Miałam czarno-rudą głowę: rude kropki i plamy na czarnym, czarny pył na rudym… nic w tym ładnego. Nie mogłam się nawet równać z… mhm. Miałam o tym nie myśleć. Nie poruszałam się, co najwyżej z lekką irytacją trzepnęłam tym uchem, które było skierowane w stronę drugiego kocura, przebywającego w pobliżu, bowiem dotarły do mnie jakieś odgłosy – cichy chlupot. Miałam ochotę iść dalej, ale chciałabym kontynuować dalej swoją trasę wzdłuż wody, a to wymagałoby przejścia obok kocura… który, cóż, zapewne tak czy siak mnie zaczepi, nawet jeżeli się nie ruszę z miejsca. Tak przecież robiła większość kotów, ku mojemu niezadowoleniu, chociaż nic by mnie bardziej nie ucieszyło, niż chwila spokoju… zwłaszcza teraz, gdy miałam mętlik w głowie.
Zdążyłam usiąść, a wzrok odwrócić od swojego brzydkiego odbicia i skierować go w niebo, mrużąc lekko ślepia. Przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko cichymi odgłosami natury, aż usłyszałam kroki. Dźwięk zwiększał się z każdym uderzeniem mojego serca, a moje mięśnie lekko się napięły, gdy zdałam sobie sprawę, że syn Trzcinowej Sadzawki zbliża się do mnie i prawdopodobnie po to, by mnie zagadać. Obdarzyłam go jedynie przelotnym spojrzeniem, gdy się do mnie zwrócił, a na jego pytanie… zachowałam idealnie obojętny wyraz pyska, który wyglądał na niezadowolony, ale nieszczególnie mnie to interesowało.
– Skąd mam wiedzieć – odparłam, lekko rozdrażniona. Byłam młoda, dopiero niedawno zostałam terminatorką; nie znałam nawet terenów klanu Cienia, nawet jeżeli sam obóz zdążyłam poznać jak własne futro. Chyba nie uważał mnie za idiotkę, która natychmiast po ceremonii leciałaby na łeb, na szyję, na ziemie niczyje z głupiej ciekawości i chęci dowiedzenia się, co tam jest? Równie dobrze dziwnouchy mógł spytać swoją matkę. W końcu ta miała kocura w jakimś innym klanie, to może też dobrze wiedziała, co jest poza terytorium Cienia.
i don't wanna be any part of your scene
i don't believe what you believe
i'd rather be faceless in the dark
than be so
F A K E................
.................
like the way you are


:pustka:
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
W tej chwili był tu on i ona, nikt więcej, a tym bardziej jego matka. Gdyby w obozie naszła go myśl o terenach niczyich, być może zwróciłby się z tym do Trzcinowej Sadzawki, jednak biorąc po uwagę to, że siedział z nią przez bitych sześć księżyców, nie miał zbytnio ochoty na angażowanie się w rozmowę z nią. Tym bardziej, że nie był to temat, na który można udzielić krótkiej i zwięzłej odpowiedzi. Nie widział również sensu w tym, aby w tej chwili wrócić do obozu tylko po to, żeby zadać orientalnej to pytanie. Podczas drogi zapewne coś innego przykułoby jego uwagę, a myśli o tym, co znajduje się za nienależącym do nich lasem, odeszłyby na bok, niechciane.
Chyba się nie zrozumieli, jeśli chodzi o pytanie zadane przez Drzewną Łapę. Nie wymagał od niej wiedzy na temat tego, co mieści się na drugim brzegu Czarnego Ogona, bo oczywistym jest to, że skoro on, terminator starszy od niej, stąpający po tych terenach dwa księżyce dłużej, nie wiedział, to ona tym bardziej nie mogła. Specjalnie sformułował swoje pytanie tak, by szylkretowa kotka wyraziła to, co myśli, a nie to, o czym ma pojęcie. Skoro przystanęła przy wodzie na dłuższą chwilę, to jakieś, jakiekolwiek, refleksje musiały pojawić się w jej dwubarwnej głowie; nawet zwykła myśl, że o, tam może być inny strumień, albo nawet całe jezioro. Chciał poznać jej zdanie, bowiem przekonał się, iż jego opinia nie zawsze jest tą właściwą.
– Nie zapytałem, czy wiesz – powiedział, nieco ściągając swoje brwi do dołu, aby wyrazić irytację, jednak po chwili rozluźnił mięśnie na pysku, przybierając neutralny wyraz. Nie każdy dokładnie analizował słowa i czyny, toteż nie mógł winić jej za tę małą pomyłkę. Był to drobny szczegół, mogła go nie zauważyć, zdarza się. – Spytałem się o to, jak myślisz, co się tam znajduje – sprostował, po czym zamknął mordkę, oczekując na odpowiedź i licząc, że tym razem otrzyma ją w miarę satysfakcjonującą.
<style> .teksty9{text-align: center; margin: auto; font-family: arial; font-size: 10px; border: 2px dotted #4A6834; width: 200px; padding: 15px; border-radius: 20px/50px;}</style> <table><tr><td><div class="teksty9">kwas teraźniejszości stworzony przez ludzi hermetyczna wyobraźnia zagubionej struktury ludzkiej niekumacji, ja tego <s>nie</s> rozumiem a ogółem idę ciągle przed siebie </div><td><img src="https://media.giphy.com/media/VIPsTDa6PChYxgYqWy/giphy.gif"></td></td></tr></table>
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
Poruszyłam lekko końcówką ogona, gdy usłyszałam odpowiedź dziwnouchego. Czy kiedykolwiek tak naprawdę się zastanawiałam, co znajduje się poza terenami klanu? O wiele bardziej mnie interesowały najbliższe ziemie, które teraz wciąż poznawałam i których się uczyłam nawet w tym momencie. To o nie zawsze wypytywałam innych, zanim zostałam terminatorką, nie rozmyślając nawet o tym, co może znajdować się dalej. Po co miałabym? Nie ciekawiło mnie to. Nie ciągnęło mnie tak. Jeżeli ktoś chciał wiedzieć, to przekraczał granicę i sam sprawdzał; gdyby mnie to obchodziło, to bym tak zrobiła. Niektóre koty jednak wolały tracić czas na czcze rozmyślania, zgadywanie, które nijak się miało do rzeczywistości, zamiast zrobić coś w praktyce. Może się bał. Może był zwykłym frajerem, któremu brakowało odwagi. Może nastraszyła go mamusia.
– Czemu sam nie pójdziesz i nie sprawdzisz – odezwałam się więc, utrzymując neutralny ton głosu. Mógł też spytać kogoś starszego, a nie młodszą od siebie, świeżą terminatorkę, bo przynajmniej miałby szansę na otrzymanie konkretnej, zgodnej z rzeczywistością odpowiedzi… ale, cóż, jeżeli wolał tracić czas, to jego sprawa. Ja nie miałam na to ochoty. – Pewnie to, co tu – dodałam, ściągając lekko brwi. Tu był las, tam pewnie też jest las. Może potem przechodził w inny las, a może było więcej kamieni. Zastanawianie się nad tym było równie produktywne, co liczenie włosów na ciele martwej wiewiórki.
i don't wanna be any part of your scene
i don't believe what you believe
i'd rather be faceless in the dark
than be so
F A K E................
.................
like the way you are


:pustka:
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
To, że nie był przywiązany do tych ziem emocjonalnie, nie znaczyło, że nie był do nich wcale, pod jakimkolwiek innym względem. Ciekawość i chęć dogłębnego oraz dokładnego zapoznania się z tymi terenami trzymała go przy nich. Dochodził do tego brak umiejętności, bez których jako samotnik by nie przeżył, dlatego odejście z Klanu Cienia na razie nie wchodziło w grę. Inną kwestią był strach, brak odwagi, czy też owe frajerstwo, którymi Drzewnej Łapy raczej nie dało się opisać. Czy było to spowodowane tym, że nie znalazł się jeszcze w sytuacji, w której te cechy mogłyby wyjść na jaw? Jedyne, co mu zapadło w pamięci, to nauki ze Szczurem, jednak jeśli wychodzisz poza obóz z obcym kocurem, na dodatek nie do końca przyjaznym, i zostajesz przyłapany przez parę wojowników, to raczej nic dziwnego, że czujesz obawę oraz lęk, będąc nadal kociakiem. Była to naturalna reakcja dla małego kota, toteż na razie nie dało się stwierdzić, czy Okruch posiada mysie serce, czy też odznacza się szlachetną odwagą. Zostanie w środku tych dwóch określeń najbardziej do niego w tej chwili pasowało.
– Nie spieszę się, mam jeszcze tu wiele do zobaczenia, ale może kiedyś – odpowiedział na jej, jak mogło się zdawać, pytanie, taksując drugi brzeg obojętnym spojrzeniem. – A ty? Myślałaś kiedyś o tym, żeby... no wiesz, pójść trochę dalej? – przeniósł na nią swój wzrok, baczniej przypatrując się czarno-rudemu licu. Wyglądała na niezadowoloną, lecz mimo to nie powiedziała nic na temat tego, aby dziwnouchy dał jej spokój i stąd odszedł, ewentualnie wrócił na miejsce, na którym przed chwilą siedział. Czy ten grymas na stałe przyrósł do jej pyska? Był ciekaw do tego stopnia, że korciło go, żeby ją o to zapytać, jednak wstrzymał się z tym. Najpierw niech odpowie na jedno pytanie, chwila cierpliwości jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
Odpowiedź, jakiej mi udzielił, nie pozwalała mi jakkolwiek go zaklasyfikować. Owszem, mógł grać w taki sposób, by ukryć przed innymi, przede mną, własne tchórzostwo… a mógł po prostu być jednym z tych, którzy tracili czas na takie czcze rozmyślania, ale w rzeczywistości nie ciągnęło ich do zweryfikowania ich.
– Ja? – spytałam, marszcząc jeszcze bardziej nos. Czemu moje zdanie miałoby dla niego mieć znaczenie? Najpierw pytał mnie o opinię, o to, jak sobie wyobrażam tereny będące dalej, teraz zaś wprost o to, czego… chciałam. W lekkim dyskomforcie poruszyłam nieznacznie ogonem. – Nie. Nie mam potrzeby – odparłam wreszcie, jednak opóźnienie nie wynikało z zastanowienia nad samą odpowiedzią, a raczej: nad motywami dziwnouchego kocura. Miałam… jak to powiedział „tu wiele do zobaczenia”. Nie znałam wystarczająco dobrze terenów klanu, by szukać czegoś dalej, ale w gruncie rzeczy… miałam dziwne wrażenie, że nigdy nie będę czuła tej potrzeby. Oprócz tego miałam trening do odbycia, nie byłam głupia, by ryzykować utratą nie tylko tej możliwości, ale także utratą zdrowia czy życia, bo chciałam sobie popatrzeć, jak to jest po drugiej stronie strumienia. Była też Barszcz. Zacisnęłam lekko zęby, starając się odwrócić swoją uwagę od tego zagadnienia.
i don't wanna be any part of your scene
i don't believe what you believe
i'd rather be faceless in the dark
than be so
F A K E................
.................
like the way you are


:pustka:
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
7
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
Nie były to motywy i inne niecne cele, do których ów informacje by wykorzystał. Ciekawość wiodła go za nos, a że Drzewna Łapa nie miał nic lepszego do robienia, dawał się jej zwieść, zdając się na nią całkowicie w swoich działaniach. Mogła to nazywać czczym rozmyślaniem albo inną czynnością, z której nie płynęły korzyści, jednak czy siedzenie w obozie bez celu z oczami tępo wpatrującym się w nieokreślony punkt było od tego lepsze? Co prawda w kwestii tego, że nie ciągnęło go do poznania tego miejsca na własnej skórze, był z nią zgodny. Może i nie należał do najbystrzejszych, aczkolwiek pszczoły nie zdołały mu jeszcze zasnuć mózgu i odebrać resztki zdrowego rozsądku. Nie zamierzał się nigdzie w najbliższym czasie wybierać, biorąc pod uwagę to, w jak ślimaczym tempie odbywał się jego trening. Wiedział, że nie dałby sobie rady. Ryzykował nawet tym, że w tej chwili wyszedł z obozu bez kogoś, kto sprawowałby nad nim pieczę. W końcu nie omówili do końca walki z Ciemną Tonią. To samo tyczyło się tej, która siedziała przy nim. Co prawda na swoich terenach, a w dodatku przy takiej granicy, którą nie jest łatwo przekroczyć, byli w miarę bezpieczni, lecz kto wie? Różne się zdarzają przypadki.
Jej pytanie wybiło go nieco z rytmu. Cisnęło mu się na zęby, by jej odpowiedzieć, że nie ma tu nikogo innego, do kogo mógłby się zwrócić, ale w porę się w niego ugryzł. Miał nawiązywać pozytywne relacje, nie negatywne; tym bardziej, że dwukolorowa wydawała się być trochę inna od większości kotów z Klanu Cienia. Nie była tak sztuczna jak oni. Nie uśmiechała się na siłę.
– Rozumiem – odparł krótko, odwracając od niej wzrok i zawieszając go ponownie na drzewach w oddali. Przez kilka kolejnych uderzeń serca wpatrywał się w nie, milcząc, a jedynym, co wypełniało wiszącą między nim a terminatorką ciszę, był sunący powoli do przodu potok i szum ocierających się o siebie liści. Westchnął cicho, łypiąc okiem na grymas szylkretowej kotki. Wydawało mu się, czy faktycznie jakby się bardziej... Pogłębił? W każdym bądź razie widoczne było w nim większe niezadowolenie. – Jest jakiś konkretny powód, dla którego wyglądasz tak, jakbyś zjadła nieświeżą mysz? – rzucił. Z jej perspektywy musiało wyglądać to dosyć dziwnie; jakiś obcy kot o dziwnych uszach zadaje jej takie pytania. Okruch jednak nie zdawał sobie z tego sprawy, a nawet jeśli to nie przejąłby się tym za bardzo. Lepsze to niż jakaś szablonowa gadka o pogodzie i pięknym słoneczku.
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości