przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
Łosica potrzebowała się wyciszyć. Ostatnie wydarzenia... nie były przyjemne. Górska Rosa zaginęła, pozostawiając po sobie Deszczową Łapę, a Drapiące Gardło od dawna nie był widziany w obozie. Mrówka i jej córka nie czuły się zbyt dobrze, zostając same jak palec wśród rodzin liczących więcej niż dwa koty. Bura kotka ugięła łapy i cicho ruszyła przed siebie, wytężając wszystkie zmysły w poszukiwaniu piszczków. Nie bez powodu polowała przy granicy: miała nadzieję, ze uda jej się znaleźć jakiś trop szylkretowej siostry, jednak zwierzyny również by nie odtrąciła.
Dzień był ładny, słoneczny. Można by rzec, że była to wręcz idealna pola na polowanie, jednak jak się okazało, było nieco inaczej. Łosia Polana albowiem, pomimo starań, nie była w stanie zlokalizować żadnej zwierzyny w pobliżu. A szkoda.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
Nic nie znalazła. Trudno, miała przed sobą jeszcze dużo czasu do zachodu słońca, a nie brakło jej cierpliwości. Dalej cicho zmierzała przed siebie na ugiętych łapach, z ogonem równym do grzbietu i wyszukując jakichkolwiek znaków obecności zwierzyny. Z uwagą obserwowała otoczenie, unikając przy tym głośnych dźwięków. Skoro pogoda była tak przyjemna, to i piszczki nie powinny wahać się nad wychodzeniem z legowisk. Byłoby wstyd, gdyby wróciła z pustymi łapami. A może zwyczajnie szło jej lepiej, gdy miała kompana? Mogłaby poprosić Bagienną Trzcinę o towarzystwo, w końcu mentorka zgodziła się na wspólne polowania.
Wojowniczka, pomimo początkowych niepowodzeń, nie poddawała się i szła dalej. Niestety, wszystko wskazywało na to, iż nie był to dzień, albowiem nadal nie była w stanie dostrzec żadnej zwierzyny, którą mogłaby odnieść na stos. Zamiast tego, to ona została zauważona. Miała jednak o tyle szczęście, że nie był to agresywny drapieżnik, a jenot, który najzwyczajniej w świecie się w nią wpatrywał, niczym sroka w gnat.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
Wojowniczka stanęła w bezruchu i zwróciła spojrzenie jenota. Słyszała, że ponoć nie atakują pierwsze i jak na razie się to sprawdziło. Wyprostowała się i poruszyła nerwowo koniuszkiem ogona. Co, jeśli o on przepędził całą zwierzynę, albo co gorsze - wybił ją? Nie było to nierealne, jednak jeśli zadomowił się tutaj na dłuższą chwilę, to patrol już dawno powinien go... zabić. Nie szkodziło jednak go przegonić. Stanęła na palcach i najeżyła się, sycząc ostrzegawczo. W razie, gdyby chciał ją zranić zapewne byłaby w stanie sobie poradzić, jednak wolała nie ryzykować rzucając się na zwierzę od razu. Miała teraz na głowie terminatorkę, dość starą, która ledwo zaczęła trening.
Jenot nie był drapieżnikiem agresywnym, toteż nigdy nie atakował pierwszy. Co do tego, Łosia Polana nie musiała się martwić. Nie reagował on jednak także na jej jeżenie się i syczenie, w dalszym ciągu wpatrując się w nią spojrzeniem błądzącym w poszukiwaniu rozumu.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
Zacisnęła zęby, gdy jenot nie poruszył się. Zupełnie, jakby był posągiem, a nie żywym zwierzęciem ze szczątkami rozumu. Gorzej niż mysz, która uciekała w obliczu zagrożenia. W jakiś sposób zadziałało to burą do tego stopnia, że nie dała rady powstrzymać złości kulminującej się złości od momentu zaginięcia Górskiej Rosy, matki i Bagiennej Trzciny, nie wiedziała czy żyją, czy skończyły jak Drapiące Gardło, rozszarpany przez psa. Być może branie emocji górą było u nich dziedziczne, patrząc na Ryk, ciotkę i Górkę, ale w tym momencie jej to nie obchodziło. Wyskoczyła do jenota celując w jego oczy pazurami, odpuszczając sobie zwyczajowe modlitwy do Gwiezdnego Klanu. Była wściekła, skoro tylu członków jej rodziny tam siedziało, nie powinni mieć nic innego do roboty poza pilnowaniem, by wyszła ze wszystkiego cało.
Łosia Polana widocznie zirytowana pasywnością jenota zdecydowała się zaatakować. Pech chciał, że kocica nie wymierzała dokładnie odległości i znalazła się zbyt daleko od jenota, by trafić pazurami jego oczy. Drasnęła jedynie okolice oczu, bo tak sięgnęła jej łapa, ale poza wyrwaniem mu jednego włoska, nie zrobiła nic więcej. Wystarczyło to jednak, by zwierzę poczuło się zagrożone i podjęło próbę walki. Jenot od razu rzucił się na wojowniczkę, wbijając kły w jej szyję, niestety, z powodzeniem. Trzymał córkę Mrówczego Kopca, nie chcąc puszczać.
Łosia Polana lvl: 3 | S: 9 | Zr: 8 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 70 - 23 = 47/70 | W: 50-3=47/50
○ przerzuty 0/2
• rana 2. stopnia: głęboki ślad po zębach na szyi, krwawi (w pierwszej turze -3HP, potem -2HP do końca walki)
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
przeciętny, krótkowłosy wojownik o klasycznie pręgowanym, burym futrze i złotych oczach; ogon nieco krótszy od przeciętnego | Nie zmieniła się zbytnio od późnych terminatorskich czasów. Już dawno osiągnęła swoje finalne rozmiary, prawie sięgając po tytuł wysokiej. Ogon nie urósł, ciągle pozostając krótszym od innych. Takie samo pozostało również futro wojowniczki: krótkie, bure, z klasycznym pręgowaniem oraz parą leniwie spoglądających na wszystko oczu.
Po sześciu księżycach życia wśród Klanu Cienia można już całkiem dobrze opisać charakter Łoś. Jedną z bardziej widocznych cech jest fakt, że nigdy nie wykonuje pierwszego kroku w jakiejś większej interakcji, jeśli jest młodsza. Zazwyczaj zamiast rozpoczęcia pogawędki, czy przedstawienia się, po prostu patrzy się dość nieprzyjemnym, wyczekującym wzrokiem. Więcej mówi, niż tak właściwie robi i jest dość... niekonsekwentna w nowych postanowieniach. Trudno jej przestać oceniać koty po pierwszym wrażeniu, zazwyczaj ignoruje ich poprawę, bądź pogorszenie się.
Zdusiła warkot, gdy poczuła nagły ból w okolicach szyi. Przeklęte zwierzę, nie znało swojego miejsca w hierarchii lasu. Nie dość, że jedynie zżera zwierzynę na darmo, to jeszcze próbował ją zranić - ze sporą skutecznością, jednak na ten temat Łosica wolała milczeć. Zignorowała rozlewający się po całym gardle piekący dyskomfort i zdusiła warkot, obnażając kły i próbując wbić się w kark jenota. Może tym razem Gwiezdni przestaną skąpić jej szczęścia i będzie mogła udowodnić, że zasługuje na miano wojownika. Nie potrafiła dosięgnąć samotnika, który zaatakował ją i Górską Rosę, więc może tym razem uda jej się odnieść zwycięstwo.
Tym razem obyło się bez głębokich ran, zarówno dla jenota, jak i Łosiej Polany. Kocica spróbowała się wyrwać z objęć drapieżnika, z powodzeniem, jednak sama nie była w stanie zrobić mu więcej. Uchroniła się jednak przed jego kolejnym atakiem i poczuła jedynie jak jego kły zahaczają o jej kark, wyrywając parę włosków.
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Wojownikowi nie żyło się dobrze. Dużo ostatnio się działo w jego życiu i nikt nie przyszedł mu pomóc. Tak jakby wszyscy go zignorowali. Mógł się już do tego dawno przyzwyczaić ale uważał, że chociaż jego rodzina będzie przy nim. Mylił się. Czego mógł oczekiwać od rozpadającej się rodziny. Zawiodła go najbardziej Popiel która była mu najbliższa w rodzinie. Dlatego kocur przyjął bardziej samotny tryb życia. Prowadził trening, jadł, pił, rozmawiał. Jednak zawsze myślał o tym jak wszyscy się odwrócili od niego. Tylko matka chciała mu coś pomóc ale to nic nie dało. Mimo wszystko liczą się chęci. Kocur często polował by całą swoją złą energię przelać na coś porzytecznego. Dzisiaj też tak zrobił. Po długim polowaniu poszedł do Czarnego Ogona. Czuł na sobie brud i krew swoich zdobyczy i musiał się umyć. Gdy podszedł do wody zobaczył swoje odbicie. Jego pysk był we krwi a futro było rozwalone we wszystkie strony. Wypuścił tylko ze świstem powietrze i zajął się myciem. Zajął się najpierw krwią która szpeciła najbardziej jego wygląd zewnętrzny. Potem zajął się futrem a gdy powoli skończył znów popatrzył się na odbicie i lekko się uśmiechnął do siebie. Nawet jak się wszyscy odwrócą to ma przynajmniej siebie...
/Popiel :V
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
A co u Popiel? U kotki nieco się poprawiło, a może i nawet bardzo. Strach spowodowany czyhającą na nią Pustułką wyparował i kicia ponownie wróciła do dawnych zachowań i standardowego uśmiechu a pyszczku. Była tylko nieco... zestresowana. Od ostatniego spotkania z Niebem minęło naprawdę wiele księżyców, a ten mimo obietnicy powrotu nie pojawił się ani razu od ostatniego spotkania, co napędzało córkę Trzciny w negatywny sposób. Nie rozumiała, dlaczego odczuwa aż tak spory dyskomfort na myśl, że niebiesko-biały kocur już nie wróci. Obiecali sobie ostrożność, a jak się to pokończyło? Popiel wdała się w bójkę z Pustułką a potem zaniedbała kontakty z innymi kotami, tłamszona przez strach. Teraz kiedy jakkolwiek udało jej się wyjść, zżerał ją niepokój i strach o starszego samotnika, z którym...złapała naprawdę dobry kontakt. Może aż za dobry? Przyłapywała się na tym, że podczas polowań czy samotnych spacerów, kierowała się na Ziemie Niczyje, jakby w nadziei ujrzenia przyjaznej mordki Nieba, czy chociażby możliwości ponownego wtulenia się w jego puchatą kryzę. Jednak z każdym dniem, z każdym księżycem nieobecności jej przyjaciela zaczynała powoli rozumieć, że ten może już nigdy nie wrócić. Takie rzeczy się zdarzają, nawet i w klanie. Codziennie jakieś koty giną, czy odchodzą do Gwiezdnego Klanu. Tylko dlaczego akurat jego odejście, tak bardzo ubodło Popielice w serce? Nie miała już 15 księżyców, nie była kociakiem. Mimo, że nadal podchodziła do tych spraw z nutką infantylności to musiała przyznać, że starszy samotnik zawrócił jej w głowie na tyle, że teraz śmiało mogła powiedzieć że się w nim zauroczyła a jej serce - pękło. Smętnie przechadzała się wzdłuż Czarnego Ogona, ciągnącego się od Ziem Niczyich aż po prawdziwe ziemie należące do jej klanu. Czuła pustkę z każdym nadchodzącym i do tego straszliwie prawdziwym faktem. Głupia uległa chwili, nowości i zakazanemu owocowi w postaci bliższej znajomości z kimś spoza klanu. Czy tak również czuła się Trzcina, kiedy zakochała się w Miękkim Obłoku? Jeżeli tak, to już rozumiała, dlaczego nie mogła z tego zrezygnować. Największy ból jednak tyczył się Dymnego Nieba, który rzeczywiście chciał zbudować z nią coś trwalszego a ta, zaślepiona młodzieńczym buntem pod względem miłości, zniweczyła to wszystko. Może powinni porozmawiać? Nie była już taka młodziutka i głupiutka, a coraz bardziej poważnie podchodziła do niektórych spraw. Dlaczego musiała pojąć to w tak późnym czasie? Westchnęła pod nosem i nim się obejrzała, już kroczyła przy zachodniej granicy z Czarnym Ogonem. Poruszyła z zainteresowaniem uszami, po czym wyczuła bardzo znajomy zapach, który... Ją zaskoczył? Nie musiała długo czekać, by dojrzeć znajome, rdzawe futerko kocura, którego tak unikała od dłuższego czasu - za co również, zżerały ją nie małe sumienie. Poruszyła delikatnie ogonem i zakopała wcześniej upolowaną zdobycz, wychodząc z mniejszych kęp krzewów, znajdujących się za Płonącym Lasem. Ustała za nim delikatnie a jej odbicie zamigotało w delikatnie ruchomej tafli wody. Uśmiechnęła się smętnie, po czym odwróciła wzrok i chwile tak stała. xx- Cześć...Płomyk - miauknęła z delikatnym uśmiechem, kiedy podeszła do niego bliżej i usiadła obok. Nie otarła się, nie polizała go w policzek - czuła się na to zbyt winna. Nie wiedziała co działo się w życiu Płomyka, nim postanowiła go unikać od feralnego nakrycia z Niebem. I dlatego wolała nie wykonywać takich ruchów, dopóki sobie wszystkiego nie wyjaśnią xx- Ciesze się...że w końcu cię widzę, wiesz? - zaczęła i zerknęła w jego kierunku niepewnie, a koniuszek jej ogona drgał.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Jednak gdy patrzył na to swoje odbicie czuł pewnego rodzaju chłód. Czy tak ma wyglądać jego życie do końca? Wieczny Samotnik i czarna owca w klanie? Nie wiadomo czemu ale zawsze musi coś zepsuć. Ba! Prawie by oberwał w szyję pazurami i by się pewnie wykrwawił na śmierć. Heh i tak by tego nikt nie zauważył jakby tak sobie umarł. No może Wydra by zauważyła... Ale raczej nikt inny. Rozmawiał kilka razy też z ojcem w tym czasie kiedy żył sobie samotnie. I pewne słowa go nieco poruszyły i starał się je wykonać ale tak samo spartolił jak inne rzeczy. Zawód swojego ojca. Od tamtego czasu nie przychodził już do niego. Nie mógł... Na chwilę zamknął oczy ale nagle poczuł bardzo znajomy zapach. Wiedział kto to jest... Futro mu się zjeżyło na karku i warknął pod nosem zanim wojowniczka się do niego przybliżyła. Nic nie odpowiedział na jej przywitanie. Czuł złość i zawód. Nie chciał nawet na nią patrzeć ale gdy tylko otworzył oczy ujrzał jej odbicie i strach w jej oczach. Nieco się sam przestraszył ale to było tylko chwilowe i znów na jego pysku widniał grymas. Radziła sobie przez tyle księżyców bez niego to czemu teraz do niego przyszła co? Pewnie tylko coś od niego chce i zaraz sobie pójdzie. - Czego chcesz? - powiedział oschle nadal patrząc się w tafle wody.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana [*] Płeć: kotka Matka: Trzcinowa Sadzawka [*] Ojciec: Miekki Obłok Partner: wspomnienia Trwałe urazy: rozległa blizna na prawym udzie, blizna na kufie, zasłonięte ślady ugryzienia na karku
Wysoka;krótkowłosa;zgrabna.
Kocica ma długie łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, a dokładnie jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! (pręgowanie ticked) Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze dojrzałej czereśni, a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota z różowawym wnętrzem. Porusza się z gracją i pewnością siebie, a na jej pyszczku niezmiennie jawi się spokojny i łagodny uśmiechem.
Opanowana;doświadczona;pewna siebie;silna;
Obecna Popielny Żar w dalszym ciągu jest łagodną i miłą kocicą, jednak o wiele bardziej doświadczoną i ostrożną. Początkowa panika i strach, teraz przerodziły się w siłę, która ułatwiła niebieskiej przebrnięcie przez trudne dla siebie okresy. Dzięki niemu wykształciła większą pewność siebie i inny pogląd na świat. Wyzbyła się tej dziecinnej naiwności, którą kierowała się tyle księżyców. Spokojna i opanowana, jednak wciąż gotowa do skoku prosto do gardła temu, który śmie zagrozić jej najbliższym. Mimo tego, że okres odchowywania kociąt ma daleko za sobą, wciąż poczuwa się do tego, aby figurować jako ktoś kto będzie wsparciem jak i tym wytyczającym jawne granice. Trudno wyprowadzić ją z równowagi przy zwykłej rozmowie, oraz odznacza się sporą wyrozumiałością i poczuciem humoru. Potrafi dosadnie postawić na swoim kiedy wymaga tego sprawa i nie zamierza się przed nikim płaszczyć. Czasy potulnej i przesadnie milutkiej kotki już dawno minęły, jednak pewne lęki wciąż w niej siedzą, nie jest bez wad. Mimo starań, może być czasem nieco zbyt pobłażliwa.
Przez ciało kotki przeszły delikatne i nieprzyjemne dreszcze, które tylko bardziej podkreśliły jej, że unikanie brata było złym pomysłem. Płomyk już od samego początku kiedy wyszła z lecznicy wykazywał...zapędy do bycia raczej typem samotnika i przez pewien moment szaro-kremowa kotka miała nadzieje, że to zmieniła. Czuła się źle z myślą, że teraz nawet nie wie co się u jej brata działo i dlaczego jest na nią aż tak zły. Kiedy warknął w jej kierunku oschłe i dość jednoznaczne słowa, przełknęła ślinę i chwile milczała, patrząc na swoje łapy. Jak mogła dopuścić do tego, by był między nimi taki dystans? xx- Nie mogę już rozmawiać z własnym bratem? - odparła w końcu patrząc na niego, chociaż ten nie utrzymywał z nią kontaktu wzrokowego. Uderzyło w nią to bardziej niż przewidywała. Zacisnęła na moment szczęki i również nieznacznie najeżyła sierść na karku. xx- Chciałam cię przeprosić, za to, że tyle cię unikałam Płonący Lesie. Nie mogę powiedzieć, że ostatnio nic się u mnie nie działo i...tamta sytuacja na Ziemiach Niczyich - pokręciła łbem nieznacznie i spojrzała na swoje odbicie w delikatnie falującej powierzchni wody. Co tam widziała? Kotkę, która niczego nie była tak naprawdę pewna. Uczuć? Przyjaciół? Rodziny? Niczego! Miała tak wielki mętlik w głowie, uczucie straty w sercu, a strach chuchał jej bezczelnie na najeżony kark. Nieco się zgarbiła i uderzyła ogonem o ziemię - Nie wiem co działo się u ciebie Płomyku, jednak nie myśl sobie, że kompletnie o tobie zapomniałam! Unikałam cię, bo obawiałam się twojej reakcji a potem...jakoś tak wyszło - odparła cicho po czym zamknęła na moment oczy odwracając wzrok od wody. Cała ta sytuacja z Dymkiem, potem z Pustułką a teraz jeszcze Niebo się nie pokazuje. Zmarszczyła delikatnie nos i westchnęła. Nie chciała się z nim kłócić, nie chciała go zostawić. Była nieświadoma jego problemów, zawalona własnymi. Do tego jeszcze w międzyczasie spotkała Króliczy Pląs - matkę Dęba i Buka, z którą to nie rozmawiało się najlepiej. Ba! Prawie doszło do bójki. Nieprzyjemny skurcz złapał ją za żołądek. Płomyk był zły...ewidentnie na nią zły. - Płomyk...
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Niech Popiel w końcu poczuje to co czuł wojownik. Chował to wszystko w sobie bo nie chciał by ktokolwiek się nim zamartwiał. Nie potrzebował niczyjej litości. Już raz przebył taką rozmowę no i proszę ta osoba umarła! Płonący Las może faktycznie przynosi jakiegoś pecha czy coś? Na pytanie siostry tylko prychnął pod nosem. No oczywiście, że może z nim rozmawiać. Tylko niech nie oczekuję miłej rozmowy ze swoim ,, kochanym braciszkiem " o którym raczyła sobie przypomnieć kiedy potrzebowała kogoś do rozmowy. Zacisnął mocniej szczękę gdy jego siostra wspomniała o tym, że go FAKTYCZNIE unikała i o tamtej sytuacji z zapalonym Samotnikiem. Wiedział jak się to wszystko skończy. I tak, Płomyk śledził swoją siostrę często przez co wiedział, że ten jej ,, przyjaciel " ostatnio się nie odzywa. Dlatego też przez niego Popielny Żar czuła się źle. Najwidoczniej przejęła więcej genów po matce... Z każdym nowym wypowiedzianym słowem, kocur czuł większy gniew, smutek i żal jednocześnie. Gdy tylko skończyła mówić odczekał dłuższą chwilę by jeszcze bardziej zbudować napięcie. Można powiedzieć, że teraz Płomyk nie był sobą a raczej sadystą.
Zerwał się i popatrzył się surowo na swoją siostrę. Był nieco wyższy więc to dawało jeszcze lepszego efektu. Ogon miał nieco zjeżony ale opadł na dół bo jeszcze nie było aż tak źle by zaczął atakować czy coś... - O! ta sprawa na Ziemiach Niczyich... Dzięki, że przypomniałaś bo prawie zapomniałem powiedzieć jak mogłaś się tak WROBIĆ! Nie widziałaś jak na ciebie dziwnie patrzył?! Chciał cię wykorzystać! Teraz przez niego masz złamane serce i oczekujesz pocieszenia?! Ostrzegałem cię a ty mnie nie posłuchałaś! Zostawił cię kiedy najbardziej coś do niego poczułaś. Cud, że nie dostałaś kociaków za darmo! - syknął po czym się do niej odwrócił i zrobił kilka kroków w przód. Nie chciał się kłócić ale musiał w końcu powiedzieć to wszystko co czuł. - No właśnie... Ty nic nie wiesz. Nie wiesz jak zacząłem się o ciebie martwić. Nie wiesz jak bardzo chciałem cię chronić. Nie wiesz jaki czułem ból. Nie wiesz jaką czułem pustkę po stracie najlepszej przyjaciółki Barszcz. Nie wiesz, że o mały włos bym nie walczył na ŚMIERĆ I ŻYCIE! - jego łapy zaczęły drżeć a pazury wbiły się do ziemi kiedy to ściskał mocno oczy.
Znów nic nie mówił przez dłuższą chwilę po czym nieco odwrócił swoją głowę w stronę siostry. - Ale wiesz co jest najgorsze? Najgorsze jest to, że zawiodłem naszego ojca. Wiesz co mi powiedział gdy się z nim spotkałem? Wiesz? ,, Opiekuj się swoją siostrą. Niech będzie miała kochającego brata który zawsze będzie przy niej " - ostatnie słowa mówił wolniej i czuł większy smutek teraz niż gniew. Nie często się smucił... Dwie łzy spadły na ziemię i były je widać na suchej i łysej glebie. To jemu powierzył opiekę nad Popiel, ojciec. Tylko czemu? Bo był najstarszy?